<< Nowiny | << Archiwum nowin
06 maja 2014
Premiera w klimatach: 'Snowpiercer: Arka przyszłości' - 1:14 - Veron
Snowpiercer: Arka przyszłości
W bardzo niedalekiej przyszłości najtęższe umysły świata dojdą do wniosku, że efekt cieplarniany sukcesywnie się pogłębia i wpadną na pomysł sztucznego ochłodzenia klimatu. Coś tam jednak pójdzie nie tak i efektem ich eksperymentu będzie... epoka lodowcowa. Oto świat przedstawiony filmu "Snowpiercer: Arka przyszłości".

Jeśli zaś chodzi o akcję i jej składowe, to rozgrywa się ona w futurystycznym pociągu, który okrąża świat, z zawrotną prędkością pokonując połacie nawarstwiającego się śniegu i krusząc lodowe bryły znacznie skuteczniej niż Titanic. Skład ów zamieszkuje garstka cudem ocalałych z zagłady oberwańców, ciemiężonych jednak przez uzbrojonych brutali, uprzywilejowanych z ramienia enigmatycznego Wilforda, podobno konstruktora pociągu. Ma się rozumieć, że tym pierwszym taki stan rzeczy nie odpowiada, toteż prowadzeni przez niezłomnego Curtisa ruszają na czoło gigantycznej kolejki.

Do połowy pierwszego aktu jest naprawdę bardzo dobrze. Joon-ho Bong, ceniony koreański reżyser, wypełnia ciasną, zamkniętą przestrzeń hektolitrami napięcia oraz niebanalnymi rozwiązaniami realizacyjnymi. Zgrabnie zawiązuje akcję i takoż popycha ją do przodu. Wkrótce można się domyśleć kolejnych ruchów bohaterów, jednak - przynajmniej na początku - daleko "Snowpiercerowi" do szablonowości. Świetnie zaaranżowane sceny walki umiejętnie przeplecione z intrygującymi scenami dialogowymi potrafią autentycznie zainteresować. Zauroczony początkiem miałem więc niemałą nadzieję, że za kolejnymi, otwieranymi przez wcielającego się w wiodącą postać Chrisa Evansa, drzwiami będzie tylko lepiej.

Okazało się jednak, że na pierwszych trzech kwadransach skończyła się inwencja twórcza Bonga. Mniej więcej od wagonów - nazwijmy je umownie - "botanicznych" reżyseria - okraszona coraz bardziej nużącymi mordobiciami i przeintelektualizowanymi one-linerami - ogranicza się właściwie do prowadzenia bohaterów od punktu A do punktu B. Finał rozczarowuje kompletnie i nie ratuje go nawet obecność Eda Harrisa. Kolorytu dodaje co prawda jak zawsze doskonała Tilda Swinton (oczywiście usunięta zdecydowanie za szybko) oraz nadpobudliwy Jamie Bell, a i Evansowi i jego moralnym dylematom daleko do infantylności. W drugiej części filmu wspomniane hektolitry suspensu wyciekają jednak jak wiadomo co z wucetów rodzimych składów PKP. Może jedynie zapach mniej drażni.

Bo posmak porządnie wykonanej roboty w sferze audio-video pozostaje po obejrzeniu "Snowpiercera". Zdjęcia są po prostu świetne, a scenografie kolejnych przedziałów tylko zyskują na atrakcyjności. Niemało tu wprawdzie fabularnych wpadek, ale te rekompensuje realizacja i wciągający początek filmu. Szkoda, że nie udało się utrzymać równego poziomu do końca. Niemniej i tak warto się zapoznać, bo "Snowpiercer: Arka przyszłości" to jeden z lepszych w ostatnich latach filmów w kanonicznych klimatach postapo.

Moja ocena: 6,5/10
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer