< POSTKULTURA | << SERIALE
Czarnobyl

Plakat serialu 'Czarnobyl' Czarnobyl
Produkcja: USA/Wielka Brytania 2019
Reżyseria: Johan Renck
Scenariusz: Craig Mazin
Obsada: Jared Harris, Stellan Skarsgård, Emily Watson i inni
Muzyka: różni
Ilość odcinków i czas: 5 x 1h

„Każde nasze kłamstwo to dług zaciągnięty wobec prawdy. Prędzej czy później zostanie on spłacony”.

Sam tytuł tego krótkiego serialu prędko przywołuje serię skojarzeń. Pokoleniom pamiętającym rok 1986 zapewne przypomni się Krzysztof Bartnicki w Dzienniku Telewizyjnym przekazujący, że zagrożenia dla życia nie ma, a skażenie będzie tylko maleć. Jeśli byli wystarczająco młodzi, to może „płyn Lugola smaczny jak cola”, podawany tak na wszelki wypadek dzieciom do lat szesnastu, w wyniku decyzji ministra zdrowia i opieki społecznej, zgodnie z zaleceniami rządowej komisji powołanej na czas kryzysu. Urodzeni później pamiętają Czarnobyl z opowieści rodziców, i przede wszystkim dzieł kultury. Mniej lub bardziej udanych, acz recenzowanych na łamach Trzynastego Schronu produkcji jak fabularny film z udziałem Polaków Znieważona ziemia, kultowa seria gier S.T.A.L.K.E.R., czy niezbyt ambitne sztampowe filmidło Czarnobyl: Reaktor strachu. Amerykańsko-brytyjski Czarnobyl od HBO i Sky został poświęcony „pamięci wszystkich, którzy cierpieli i się poświęcali”, by na przestrzeni pięciu godzinnych odcinków przybliżyć, choć nie bez uproszczeń, co się stało 26 kwietnia 1986 roku o 1:23.

Poznajemy historię od wybuchu po rozprawę sądową, fragmentarycznie zbierając informacje o tym, co właściwie zaszło. Nie wszyscy bohaterowie mają doktorat z atomistyki, więc ci lepiej poinformowani cierpliwie tłumaczą procesy zachodzące w reaktorze. Dzięki temu widz również nie powinien mieć większych problemów w zrozumieniu czym groziły takie a nie inne decyzje Anatolija Diatłowa (Paul Ritter), wyraźnie jawiącego się jako główny antagonista. Katastrofę obserwujemy oczami tak naukowców, jak i przedstawicieli władzy, straży pożarnej i wojska, w końcu również zwykłych mieszkańców, nierozumiejących natury promieniowania oraz zagrożeń jakie ono ze sobą niesie. Widzimy więc z bliska analizę przyczyn katastrofy. Obserwujemy jej skutki zarówno medyczne, ekologiczne, jak i społeczne, polityczne czy historyczne. Równolegle śledzimy jak wpływa ona na sąsiednie miasta czy kraje, ale też jak coraz wyżej postawieni ludzie władzy są zmuszani do działania. Tuszują sprawę oraz naginają fakty, byle tylko Związek Radziecki nie wypadł źle na arenie międzynarodowej – rok 1986 to już w zasadzie końcówka Zimnej Wojny. Bagatelizowanie sprawy w imię dobra państwa, było okupione straszną ceną. Nigdy nie poznamy prawdziwej liczby ofiar śmiertelnych. Zgodnie z informacjami zawartymi w serialu, ostatecznie było to od czterech do dziewięćdziesięciu trzech tysięcy osób. Według ówczesnych władz - 31 osób. Zgodnie z hasłem przewodnim serialu, dobitnie zostanie nam pokazane „jaka jest cena kłamstw”.

Abstrahując od tematu serialu, Czarnobyl jest też bardzo interesujący ze względu na obsadę. Dwójka głównych bohaterów - Boris Szczerbina i Uliana Chomiuk są grani przez Stellana Skarsgårda i Emily Watson. To Jan i Bess ze starszego o dwadzieścia trzy lata filmu Larsa von Triera Przełamując fale, gdzie grali młode małżeństwo. Tu Skarsgård jest wiceprzewodniczącym Rady Ministrów ZSRR, który przybywa do Czarnobyla zbadać sprawę, a Watson naukowczynią z Białoruskiego Instytutu Energii Jądrowej Akademii Nauk. Należy w tym momencie dodać, że Chomiuk nie jest właściwie de facto postacią prawdziwą, ale uosobieniem różnych naukowców pomagających przy sprawie. Uproszczenie to jest usprawiedliwione fabularyzacją serialu. Czy jest to zabieg słuszny czy nie, zdania mogą być podzielone. Nie zmienia to faktu, że jest rewelacyjna w swojej kreacji, a każde spojrzenie jakie wymienia ze Szwedem, przypomina o uczuciu, jakie odgrywali w filmie von Triera. Szczerbina i Chomiuk wchodzą w skład komisji rządowej ds. reagowania kryzysowego. Trzecim głównym bohaterem jest Walerij Legasow (Jared Harris znany m.in. z Resident Evil 2), zastępca dyrektora Instytutu Energii Atomowej oraz członek rządowej komisji ds. likwidacji katastrofy w Czarnobylu. Wśród innych prawdziwych postaci odwzorowanych na ekranie pojawiają się szef nocnej zmiany Akimow (Sam Troton), starszy inżynier Toptunow (Robert Emms) czy główny inżynier Fomin (Adrian Rawlins). Przewija się również sekretarz generalny Gorbaczow (David Dencik). Jako że za serial odpowiada HBO, niektórym odtwórcom ról nie było daleko z serialu Gra o Tron. Wykorzystano kilku sprawdzonych aktorów, którzy dali się poznać w superprodukcji fantasy jako względnie wyraziści odtwórcy ról trzecioplanowych. Mowa tu o Donaldzie Sumpterze (z kogoś w rodzaju uzdrowiciela został członkiem komisji w Prypeci), Josefie Altinie (ponownie żołnierz), Ralphie Inesonie (awansował z pirata na generała), Jamesie Cosmo (on z kolei został zdegradowany z dowódcy na górnika), Michaelu McElhattonie czy charakterystycznej statystce Laurze Elphinstone, która prosto z oblężonego miasta trafia ze swoim dzieckiem do miasta dotkniętego katastrofą ekologiczną. Z tragedii takich, pozornie nieistotnych dla fabuły postaci, składa się Czarnobyl. Możemy zobaczyć ogrom ból i cierpienia osób, nawet jeśli nie zapamiętamy ich imion. Z nich chyba najbardziej wyeksponowany został wątek Ludmiły Ignatienko (Jessie Buckley), żony strażaka Wasilija (Adam Nagaitis), który przypomina o jednym z bardzo istotnych skutków katastrofy, jaka dotknęła rodziny mieszkające w pobliżu Czarnobyla.

„Prawda nie dba o nasze chęci ani potrzeby, nie dba o rządy, ideologie ani religie. Będzie czekać po wsze czasy”.

By zadbać o przekonującą scenografię, twórcy serialu wybrali się do Wilna czy Kijowa, uzyskując choćby efekt rzeczywistej architektury Bloku Wschodniego. Nie da się temu nic zarzucić, może poza paroma współczesnymi elementami, które naprawdę umykają przy całokształcie. Również wnętrze elektrowni jest prawdziwe, bowiem zrealizowano je w nieczynnej litewskiej elektrowni tego samego typu. Dbałość o szczegóły przejawia się też w ukazywaniu codzienności i poruszeniu dramatu różnych warstw społecznych oraz postaw wobec katastrofy. Na pewno na długo w pamięci zapadnie scena eksmisji starowinki, która nie chciała opuszczać domu w jakim przeżyła wszystkie dramatyczne wydarzenia dziejące się od początku XX wieku. Sceny eksterminacji domowych psów czy szpital z pacjentami cierpiącymi na zaawansowaną chorobę popromienną, również chwytają za serce i poruszają. Nie ma tu taryfy ulgowej, ale też co ważne, nie ma eksponowania cierpienia dla efektu shock value. Twórcy rzetelnie i z szacunkiem podeszli do sprawy, tworząc możliwie wierną reprodukcję wydarzeń sprzed ponad trzydziestu lat na miarę 2019 roku.

Warstwę wizualną wzmaga niepokojąca muzyka Islandki Hildur Gudnadóttir, momentami kojarząca się z nurtami dark ambient, industrial i drone, co nie jest takie dziwne, biorąc pod uwagę, że grała z takimi wykonawcami jak Throbbing Gristle i Sunn O))) (!) – zatem muzyka tła, głębokość, pulsowanie, niskie nuty, basowe syntezatory, monotonia. Z dodatkiem przeszywającej jak nigdy wiolonczeli oraz zmysłem do muzyki wykorzystywanej w filmach, co podkreśla w jej muzycznym CV współpraca z Jóhannem Jóhannssonem i múm - Islandia rzeczywiście jest bardzo mała, a wyszukiwanie tam współpracowników przez HBO od paru lat okazywało się doskonałym wyborem. I w zasadzie taki sposób wykorzystania, minimalistyczny i mroczny, jest jak najbardziej skuteczny. Wzmaga to tylko poczucie niewidzialnego zagrożenia. Jak już zauważają komentatorzy w internecie – przypomina się Mark Morgan i jego ścieżka dźwiękowa do Fallouta. Trochę jak Radiation Storm albo City Of The Dead, tylko z wiolonczelą i chórami - to jest dokładnie ten rodzaj klimatu. W kilku momentach wykorzystano też ukraińskie przyśpiewki i autentyczne nagrania głosowe, choć przy aktorach mówiących po angielsku może dojść do pewnego dysonansu. Ale to zgrzyt, który naprawdę nie rzutuje na całość.

Prawdopodobnie jest to jeden z bardziej wartościowych seriali albo i produkcji w ogóle, recenzowanych na łamach Trzynastego Schronu. Oparta na prawdziwej historii ukazanej z różnych perspektyw, bez nadmiernych, nieuzasadnionych uproszczeń. Dobre aktorstwo, przekonująca scenografia, świetna praca kamery oraz piękna, niepokojąca muzyka idealnie z nią współgrają. Jest mnóstwo powodów dla których Czarnobyl można uznać produkcję wartościową, a może i jeden z lepszych seriali od dawna. Mimo jedynie pięciu odcinków, szturmem zdobył pierwsze miejsca na serwisach poświęconych ocenom filmów i seriali. To tylko dowodzi, jak bardzo przejmująca potrafi być prawda, gdy poświęci się wystarczająco dużo czasu na jej odkrycie.

Ocena: 9/10

© 2019 Kamil 'Wrathu' Kwiatkowski

< POSTKULTURA | << SERIALE