< SCHRONKULTURA | << GRY WIDEO
Metro Exodus

Okładka gry 'Metro Exodus' Producent: 4A Games
Wydawca: Deep Silver / Koch Media
Wydawca PL: Techland
Platformy: PC / PS4 / XONE
Oficjalna strona: far-cry.ubisoft.com/game/pl-pl/home/
Data premiery: 15 luty 2019
Gatunek: akcji, FPP, science fiction, postapokalipsa, książki, FPS, strzelanki.

Nie są to łatwe czasy dla miłośników postapokaliptycznych strzelanin. Dopiero niedawno temu zapowiedziano Stalkera 2, a jeszcze przyjdzie nam na niego poczekać. Przez lata seria była oficjalnie martwa i jedynie tytaniczne wysiłki jej fanów potrafiły tchnąć w nią życie. Fallout z części na część jest coraz gorszy, przy tym fabularnie głupszy. Do tego nie mając już nic wspólnego ze swoimi RPGowymi korzeniami, wykonał ukłon w stronę FPSów. Niezbyt udany trzeba dodać. Nic się nie zapowiada żeby seria w najbliższym czasie miała dostać jakąkolwiek przyzwoitą kontynuację.

Zapowiedziany w maju zeszłego roku Rage 2 wygląda jak wycieczka do Disneylandu. O ile można wierzyć że mechanika gameplayu będzie nawet dobra, bo stoi za nią Id Software, to neonowa stylistyka oraz radosne podejście do rozwałki trochę odpychają (przynajmniej mnie). Ach, no i jeszcze został nam Far Cry New Dawn czyli Far Cry 5 i pół, gdzie chyba nawet autorzy niezbyt zaprzeczają, że jest to bieda reskin piątki. No i kolorystycznie jest utrzymany w klimacie clownapocalyse jak Rage 2. Poza tym nawet nie chce mi się wspominać o tych wszystkich survivalach, które można o kant dupy rozbić.

Jak więc widzicie nic tu po nas, możemy się rozejść... Ale nie! Na końcu tunelu widać światełko! I tak się składa że jest to tunel metra.

Zapowiedziany na E3 w 2017 roku Metro Exodus ma premierę - jak to piszę - za niecały tydzień. Półtora roku zleciało na gorączkowym wyczekiwaniu, którą podsycały książki z Uniwersum Metro 2033. W większości wypadków przypadły mi do gustu. Z racji świeżości omawianego tytułu, postaram się ograniczyć ewentualne spoilery do pierwszej lokacji. Resztę pewnie i tak zobaczycie na YouTube, ale przynajmniej nikt nie zarzuci mi że popsułem mu zabawę. Zatem wsiądźmy w drezynę i wyjedźmy z tego metra zwanego wstępniakiem.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

Bileciki do kontroli!

Nieprzypadkowo wspomniałem o wyjeździe, bo to akurat - co nie jest żadną tajemnicą - jest głównym ficzerem najnowszej części przygód Artema. Czyli tytułowy exodus z moskiewskiego metra. Wycieczka ta zaczyna się w myśl powiedzenia „na przypale albo wcale”, bo dosyć niespodziewanie dla naszych bohaterów. Jednak cel (przynajmniej pierwszy, no ale bez spoilerów!) znajduje się dosyć szybko. Nasza nieustraszona ekipa złożona z Artema, Ani, jej ojca oraz przyjaciół z zakonu Spartan wyrusza w drogę. A ta wcale nie będzie skokiem do monopolowego po trzy czwarte i napój gazowany, lecz prawdziwą odyseją przez tysiące kilometrów rosyjskich pustkowi.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

Jak się domyślacie, nie jest to podróż zbyt komfortowa i bezpieczna, więc pierwsza okazja do postoju nadarza się całkiem szybko. Okazuje się że most na rzecze Wołga, przez który nasi herosi muszą przejechać, jest okupowana przez jakichś lokalnych meneli, wierzących w to, że elektryczność i technologia są winne całemu złu. Ot takie Bractwo Stali od dupy strony. Jako że gramy w Metro, a nie Dooma, zostaje nam zasugerowane aby chociaż spróbować wymienić kilka zdań z miejscowymi, przed przerobieniem ich na miazgę. Co się chwali, gra daje nam możliwość praktycznie pokojowego załatwienia sprawy z tubylcami. Przez pojęcie „pokojowy” rozumiem obicie kilku łbów, a nie ich odstrzelenie. Bo Metro, jak już wspomniałem, Doomem nie jest. Grą pacyfistyczną na szczęście również nie. Baa, jak w poprzednich częściach lepiej jest się przekraść i ogłuszyć przeciwników, niż wysłać ich do świętego Piotra na herbatkę. Jednak tu i ówdzie wyboru większego mieć nie będziemy i nasz wysłużony kałach będzie musiał się rozśpiewać, aby cała reszta problemów ucichła. Przypomnieć tylko chcę Wam drodzy czytelnicy o tym, że system karmy działa w tle, więc jak liczycie na zakończenie chociaż zbliżone do dobrego, to jednak lepiej czasami dać komuś w ryj, niż mu go odstrzelić. Jak sprawnie spacyfikujemy pierwszych przeciwników, to ich koledzy na ogół się poddają. Nie mówię oczywiście o mutantach (nooooo o ludziach też, bo za zabijanie rasowych bandytów nie ma kary liczonej do zakończenia), bo te można uśmiercać jak się chce. No ale o nich później.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

War, war never changes

A skoro już o uśmiercaniu mowa, to zaczniemy od broni, aby potem przejść do celów dla niej. Większość zabawek znanych z Metro Last Light powróciło, z tą różnicą że tym razem opcje tuningu są znacznie bardziej rozbudowane. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby z kałacha zrobić broń długodystansową z lunetą, albo wytłumiony karabin szturmowy z kolimatorem. A to tylko jedna klamka z wielu, którą możemy dostosować do swojego stylu gry, czy też wręcz sytuacji panującej w danej chwili. Bowiem cały modding można robić w locie, dzięki plecakowi w którym Artem nosi przenośny warsztat krawiecko-rusznikarski. Oczywiście żeby nie było zbyt różowo, na samym początku możliwości kombinowania przy broni są dosyć znikome, jednak przy odrobinie zaparcia i eksploracji szybko zbierzemy spory zestaw modyfikacji.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

Mamy trzy sloty na bronie. Ten ostatni jest niestety permanentnie zajęty przez większość gry przez znaną z poprzednich części pneumatyczną wyrzutnie kuleczek. Pamiętacie, tę co trzeba pompować co jakiś czas. Nie znosiłem tej broni w Metro 2033, nie znoszę jej nadal w Exodusie. Sytuację trochę poprawia w późniejszej części gry możliwość wymienienia tego paździerza na kuszę, ale i ona nie sprawiła mi zbyt wielkiej radości. Ot, nie mój styl gry. Boli to tym bardziej, że jeżeli nie będziemy przetrząsać każdego kibla w poszukiwaniu surowców, to pestek do dwóch głównych klamek może nam zabraknąć, jeżeli zbyt chętnie częstujemy nimi przeciwników. Z rzeczy do których jeszcze mogę się (a jak!) przyczepić, to absencja mojej ukochanej broni z Metro Last Light. Saigo gdzie jesteś? No ale poza tym co napisałem, jestem z arsenału zadowolony. Sam głównie biegałem z kałachem na średnie odległości i strzelbą przerobioną na dwururkę - wiadomo, nie do snajpienia. Opcja czterolufowa była już zbyt pestkożerna, więc ją sobie odpuściłem.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

O gnatach mógłbym jeszcze pogaworzyć ładną chwilę, bo wymieniłem ledwie ułamek dostępnych, chałupniczych armat, którymi Artem może przekonywać wrogów do drzemki. A tych... Hmm... Nie jest znowu tak dużo, jakby można się było spodziewać po grze postapo. O przeciwnikach ludzkich pisać nic nie będę, bo co można ciekawego napisać o kacapskich raiderach? Ot ubrani w łachy, bluzgają Ci matkę, cyka blyat, i strzelają z AK, czy co tam sobie zmodzili w melinie.

Z mutkami jest na szczęście znacznie lepiej, bo poza nowym dla Metro, a starym u każdej konkurencji, entym wariantem feralnego ghoula, jest całkiem barwnie. Wspomniane ghule to zmutowani ludzie, ot rasowe jednostrzałowe oblechy. Pojedynczo praktycznie niegroźne, w większej grupie już niekoniecznie, a niestety tak się składa że te zjeby raczej singlami nie są. Strasznie upodobałem sobie likwidowanie ich z dwururki, bo zwykle wystarczy jeden strzał aby они пошли в хуй!

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

Wyjce (obserwatorzy wedle podręcznika) z pierwszych dwóch części także powróciły. Są tak samo irytujące, co chwila odpalając znienawidzony przeze mnie QTE*, ale poza tym - jeżeli nie damy się otoczyć - nie stanowią większego problemu. W ogóle to nie powinniście mieć z nimi kłopotów, bo to zwierzęta terytorialne, i o ile nie wpakujecie im się na rewir, to nie będą Was raczej atakować.

W Wołdze pływają też tak zwane krewetki. Nie przypominają wcale drobnego przysmaku, którego tak licho sypią Wam w restauracji. Z wyglądu bliżej im do raka karmionego ściekiem z Czarnobyla. Ot, duże, opancerzone, wredne jak Twoja była. Pluje, szczypie, ale obite spierdala zrobić plum do wody całkiem chyżo, z której to, w ramach rewanżu, pluje nadal. A i na łódkę potrafią wskoczyć, takie z nich fikołki. Z tego co przeczytałem w encyklopedii zawartej w grze są to samiczki stworów znanych z bagien w Last Light, które można spotkać i tutaj. A te zachowują się identycznie, zasłaniają się szczypcami przed kulami, mocno biją, ale też raczej zarządzają odwrót jak już się w nie wstrzelamy.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

Aby nie psuć Wam zabawy w odkrywaniu innych przedstawicieli rosyjskiej fauny i flory, wywód o przeciwnikach zakończę jeszcze opisem Demona, czyli klasycznego batmana znanego z książek i gier. Jestem dosyć rozczarowany, bo o ile walczyłem z nim raptem dwa razy, i to na własne życzenie (bo ich też da się łatwo uniknąć, widać je jak krążą nad jakimś obszarem z daleka) to po wylądowaniu wystarczyły trzy strzały ze strzelby, aby nakryły się skrzydłami.

Ze zmutowaną fauną walczyć wiele nie trzeba, jak się wyuczy jej zachowania i terytorium. Oczywiście nie zawsze da się uniknąć konfrontacji, zwłaszcza pod koniec, ale i tak ogromny plus dla twórców za to. Zdradzę jeszcze tylko, że pod koniec gry spotkamy się z bardzo interesującym przeciwnikiem z którym bezpośrednia konfrontacja nie jest ani zalecana, ani potrzebna.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

Od strony technicznej jest naprawdę dobrze. Na moim wiekowym już sprzęcie, gra na ustawieniach ultra i większości bajerów (chociaż bez ray traicingu) chodziła praktycznie w stałych 60 FPS wyglądając przy tym bardzo dobrze. Widoki są niebanalne, i chociaż gdzieniegdzie detali nie było tak dużo jak na trailerach, to i tak chyba ładniejszej strzelaniny dzisiaj nie znajdziecie. Dźwięk, muzyka i głosy lektorów są również na najwyższym poziomie. Zresztą tym ostatnim można zawdzięczać fakt, że do naszej wesołej gromadki w Aurorze można się przywiązać. Kwestii mówionych jest od groma i nie raz, chcąc iść dalej, łapałem się na tym, że przez 15 minut słuchałem różnych pogaduszek naszej ekipy. I po każdym powrocie z jakiegoś questa, kwestie mówione były aktualizowane. Naprawdę liczę na to, że DLC które pojawią się prędzej czy później, dopowiedzą dalsze losy części ekipy. Zwłaszcza że w kilku przypadkach autorzy perfidnie otworzyli drzwiczki pod ewentualne dodatki albo nawet spin-off!

Metro jako seria zawsze była bardzo klimatyczna. Mam słabość do postapo osadzonego za naszą wschodnią granicą (stąd np. moja wielka miłość do serii Stalker), więc czułem się w Exodusie jak ryba w wodzie. Zrujnowane metra znamy bardzo dobrze, ale lokacje oddane nam do zabawy są znacznie bardziej różnorodne. Zwłaszcza dzięki temu, że akcja ma miejsce przez okres całego praktycznie roku, więc i zmarzniemy i się przypieczemy. Cieszy mnie to przywiązanie do detali, zimą Artem jest ubrany w gruby skafander, na gorącą wiosnę na Morzu Kaspijskim biega ze znacznie lżejszym sprzętem. Niby nic, a cieszy. Nie chce wam psuć zabawy w odkrywanie lokacji ani niczego zaspoilerować, ale jest różnorodnie i strasznie ciekawie. Przyznam że tak od połowy gry w eksploracji przeszkadza świetna fabuła. Strasznie motywowała mnie, aby brnąć do przodu niczym ruska ofensywa w 1944, więc nie przeczę że mogło mi to i owo umknąć. Nie jest to tytuł stricte sandboxowy w rozumieniu jakiegoś GTA czy nawet Stalkera. Lokacje są spore, ale to nie San Andreas że w przerwie od robienia bardachy, Artem skoczy sobie na pakernię albo do stripclubu. I całe szczęście, bo w Metro zawsze ważniejsza była historia i narracja, niż bieganie w tą i z powrotem. Zbyt otwarty świat więcej by tutaj napsuł niż narobił dobra.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

Bugi, PKP i afery

Jak do tej pory obraz nowego Metra wydaje się w mojej recenzji wręcz idealny. Tak niestety nie jest, bowiem trafiłem na sporadyczne bugi i glitche, ale to akurat nie było nic czego bym się nie spodziewał po grze tego typu. Ot jakiś NPC przeszedł sobie przez ścianę, albo ragdoll dostał ataku padaczki. Natomiast tego czego się nie spodziewałem, to bugi które uniemożliwiają przejście gry. Gdyby nie kulawy system sejwów, który pozwala nam co prawda zrobić szybki zapis, ale nic ponadto, to może i bym nie musiał przechodzić całego drugiego epizodu od nowa. A tak niestety myk, cały pięciogodzinny progres poszedł się kochać. A można byłołatwo tego uniknąć, chociażby dzięki normalnemu systemowi zapisywania gry. To jeden z powodów opóźnienia tej recenzji. Pracuję, więc nie miałem tyle czasu na grę ile bym chciał. Nie wiem co twórcy obecnych gier mają do klasycznego systemu zapisu, skoro miejsce na dysku liczy się powoli już w bajtach o przedrostku tera a nie giga. Tym bardziej, że pliki zapisu do nowego Metra zajmują jakieś 10+ mega. Przez to felerne zdarzenie, zacząłem robić copy paste autozapisów do własnego foldera, aby uniknąć powtórzenia tej sytuacji. Gadałem o tym z kilkoma osobami, które też dostały Metro do recenzji, i na szczęście ten problem pojawił się tylko u mnie. No ale kto wie, może i wypadnie na kogoś z Was, czego oczywiście nie życzę nikomu. Powiem tylko, że przed wejściem z Damirem do opuszczonego miasta nad Morzem Kaspijskim, radzę mieć się na baczności i robić kopie stanów gry. No ale myślę, że do tego czasu bug ten został załatany, więc z racji ogólnej jakości gry tym razem oceny nie zmniejszę. Przy następnej grze 4A Games nie będzie już litości.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

Mocno kontrowersyjnym krokiem było wycofanie w ostatniej chwili gry ze Steam na rzecz Epic Store. Mnie osobiście mało to obeszło, ale rozumiem doskonale oburzenie graczy. Jednak z uwagi na jakość gry, naprawdę nie mściłbym się na jej autorach czekaniem aż ta pojawi się na Steamie za rok. Po prostu najzwyczajniej w świecie zasługuje ona na to aby zagrać w nią tu i teraz.

Metro Exodus: ilustracja
Metro Exodus: ilustracja

Metro Exodus jest grą - pomimo kilku problemów - dopracowaną, grywalną i klimatyczną. Oba zakończenia chwytają za serce jak mało który tytuł i mógłbym o tej grze pisać kolejne sześć stron tekstu. Zamiast jednak słuchać co ma Wam stary pierdziel do powiedzenia, już dawno powinniście biegnąć do sklepu po swój egzemplarz.

Plusy:
+ klimat
+ grywalność
+ fabuła
+ grafika
+ dźwięk

Minusy:
- QTE
- okazjonalne bugi, w tym jeden co mnie udupił nielicho
- głupi system zapisu gry
- kończy się

Ocena końcowa: 9/10 z małym minusem.

* - Quick Time Event polegający na szybkim klikaniu jakiegoś przycisku na klawiaturze, chociaż to można zmienić w opcjach na bardziej nam pasujące warianty. Moim zdaniem to mechanika do zaorania, nie wiem jakim cudem jeszcze się ten archaiczny syf z epoki PlayStation 2 zachował w 2019 roku.

Chciałbym podziękować firmie Techland za użyczenie kopii do recenzji.

Grałem na następującej konfiguracji sprzętowej:
- Windows 10 64bit
- Intel Core i5-4670
- Msi Geforce 970 GTX
- 16GB RAM DDR3

© 2019 Grzegorz 'Morbid' Markowski, screeny z gry: Konrad 'Veskern' Ochniowski

< SCHRONKULTURA | << GRY WIDEO