< POSTKULTURA | << FILMY
Zombieland
Zombieland

Zombieland
Produkcja: USA 2009
Reżyseria: Ruben Fleischer
Scenariusz: Rhett Reese, Paul Wernick
Zdjecia: Michael Bonvillain
Obsada: Jesse Eisenberg (Columbus), Woody Harrelson (Tallahassee), Emma Stone (Wichita), Abigail Breslin (Little Rock), Amber Heard (Dziewczyna z pokoju 406), Bill Murray (Bill Murray)
Czas: 88 min.

Czy można połączyć humor z tematyką zombiactwa? Tak! Uważam, że nawet powinno się okraszać kolejne historie o żywych trupach dawką "przymrużenia oczu", ponieważ koncepcja istnienia zombiaków jest tak bzdurna i nierealna, że tylko na wesoło można to skonsumować. Jednak całkowicie inną kwestią jest to, jakiego rodzaju humor powinien w takich filmach być użyty.

Romerowskie trylogie są okraszone lekką dawką czarnego dowcipu i mocno posmarowane stylistyką gore, jednak na wysokim poziomie (jeśli można użyć takiego określenia). Gdy jest taka potrzeba to krew bryzga na lewo i prawo, flaki w ciepłych oparach wychodzą na wierzch, kończyny są obgryzane jak smaczne szaszłyki. Ale tylko kiedy trzeba. Można też podejść do sprawy na sposób familijny, jak w niedocenionym Fido i pokazać, że w zombiaku może być więcej życia... to jest uczuć, niż w żywym człowieku. Od frajera - znaczy życiowego nieudacznika - do bohatera w Wysypie żywych trupów wyszło już trochę średnio, ale pewnie dlatego, że Wielka Brytania jest sama w sobie mało śmieszna. Natomiast w serii Resident Evil humoru jest jak na lekarstwo (jeśli w ogóle), ale nie bądźmy okrutni i nie oczekujmy od Milli Jovovich ekspresji większej niż u Bustera Keatona.

Wszystko było? No nie całkiem, bo co by się stało gdyby połączyć ze sobą tzw. "film drogi", dodać do tego trochę elementów "college movie", zaś nacisk położyć na to co jest najważniejsze w historiach zombich, a na co średnio wyrobiony konsument nie zwraca uwagi. Czyli na rozpad podstawowych więzi społecznych jak rodzina, przyjaciele i znajomi. Do tego w ramach większej perwersji dołóżmy bohatera, który dobrze obywał się bez tych rzeczy i dopiero zazombiaczenie świata sprawiło, że zdał sobie sprawę co stracił. I niech w nowej sytuacji próbuje odzyskać namiastkę rodziny, w oparciu o osoby na miarę tychże nowych czasów.

Czyli student żyjący w świecie gier, buchający testosteronem twardziel, jeszcze twardsza i dająca sobie radę w każdej sytuacji dziewczyna oraz dziewczynka, będąca produktem naszych czasów, w których perypetie Paris Hilton urastają do rangi najważniejszych spraw. W normalnej sytuacji taka ekipa już dawno skoczyła by sobie do gardeł. W świecie zainfekowanym przez zombie również, ale prędzej czy później trzeba pójść po rozum do głowy i spróbować żyć razem.

Nie, spokojnie - Zombieland nie zmienia się w naiwno-pocieszno historyjkę o "przemianie głównych bohaterów", którzy "docierają do sedna swojego problemu, ale udaje im się powrócić". Takich filmów w USA kręci się tysiące, a przemiana zajmuje w nich główne miejsce. W Zombieland dociera to się między sobą czwórka bohaterów, ale nie po to by zrealizować kolejny, często obecny motyw w amerykańskich filmach czyli razem sobie wspólnie ręce podamy, ale po to by po prostu ze sobą być. Przetrwanie i przeżycie to już rzecz wtórna.

Czy Zombieland można uznaća za przykład familijnego kina w świecie zombiaków? Owszem, jednak przy świadomości, jak bardzo dziś pojęcie rodziny się, hmm... zmieniło. Fido bazował na idealistycznym modelu rodziny z lat 40/50 ubiegłego stulecia. Dziś rożni mędrcy głoszą upadek ideałów i pochód "cywilizacji śmierci", nie próbując nawet zrozumieć, że czasy gdy pewna rodzina (zresztą też nie całkiem zwyczajna) uciekała na osiołku do Egiptu już nie wrócą. Zresztą nie wiadomo czy kiedykolwiek były. Dlatego Zombieland mimo, że nie oferuje wielkich uniesień oraz wzruszeń, przemyca w sobie więcej mądrości na tematy rodzinne, niż niejeden film robiony w tym konkretnym celu.

Gdy przypomnimy sobie jak w filmie 2012 również przedstawiono perypetie rozłączonej rodziny, to w ramach odtrutki czym prędzej pobiegniemy obejrzeć Zombieland, który niczego nie udaje, a po prostu jest. A to, że bohaterowie zwracają się do siebie per miejscowość z jakiej pochodzą, a nie po imieniu to tym bardziej osadza to ten film w naszych czasach, gdzie większość z nas jest znana z awataru, ksywy, mejla czy profilu na NK.

PLUSY:
- Kolejny film o zombiakach, nie będący zarazem "kolejnym filmem o zombiakach".
- Zazombiaczony świat widziany z pozycji zwykłych ludzi, a nie "wojowników Pustkowi".
- Dobrze dopasowani aktorzy z bonusem w postaci Billa Murraya, który gra... Billa Murraya!
- ZASADY!!!! ;-)

MINUSY:
- Przydałoby się trochę bardziej fabularnie rozbudować końcówkę filmu, zaś tak wszytko zmierza do wiadomego finału.
- Nie ma więcej minusów?!

7,5/10

© 2009 Zrecenzował Marek 'Squonk' Rauchfleisch

< POSTKULTURA | << FILMY