< POSTKULTURA | << FILMY
Equilibrium

Plakat z filmu 'Equilibrium' Equilibrium
Produkcja USA 2002
Reżyseria: Kurt Wimmer
Scenariusz: Kurt Wimmer
Obsada Christian Bale, Sean Bean, Dominic Purcell
Muzyka: Ramin Djawadi
Zdjęcia: Dion Beebe
Czas: 107 min.

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby świat po III Wojnie Światowej? Niektórzy mówią, że będzie to wojna ostateczna, po której ludzkość wyginie. Film Equilibrium, w reżyserii Kurta Wimmera odpowiada w swój sposób na to pytanie. Akcja dzieje się na początku XXI wieku, tuż po wojnie. Ludzie wyciągają wnioski ze swojego postępowania i tworzą utopijne państwo - Librię, kierowane przez Ojca oraz Tetragrammaton. Jego mieszkańcy są pozbawieni uczuć (dzięki czemu nie są skłonni do konfliktów, ale też miłości i współczucia), a to za sprawą "rewolucyjnego" wynalazku o nazwie Prozium, wstrzykiwanego dożylnie w równych odstępach czasu. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie... rebelianci (Zmysłowcy), próbujący zakłócić harmonijny porządek nowego świata (cała sytuacja wydać nam się może nieco śmieszna).

Tu wkraczamy we właściwą fabułę. John Preston (Christian Bale), czyli Kleryk (nazwa ironiczna, są to w rzeczywistości przeszkoleni zabójcy) ma za zadanie eliminację buntowników. Trzeba przyznać jest w tym bardzo dobry, o czym możemy się przekonać m.in. w scenie z ogarniętym mrokiem pokojem. Rozbawił mnie moment, w którym strażnicy znajdują oryginał obrazu "Mona Liza", który następnie jak gdyby nigdy nic palą wraz z innymi dziełami sztuki (pokazuje też brak skrupułów). Z czasem sytuacja się zmienia, łowca staje się ofiarą. Zapoczątkowuje to partner Kleryka grany przez Seana Beana. Miłość do kobiety oraz uczucia względem literatury wydają na niego wyrok śmierci. Bezwzględny z początku Preston przechodzi wewnętrzną metamorfozę, chce się zrehabilitować, pomagając Ruchowi Oporu. Więcej faktów nie zdradzę, obejrzyjcie sami ;)

Wróćmy do kwestii kluczowej w każdym filmie, a mianowicie gry aktorskiej. Odtwórcy wywiązali się bardzo dobrze z powierzonego im zadania. Bale po mistrzowsku wczuł się w graną postać, dzięki czemu nie odczuwamy nudy w trakcie seansu, czujemy wręcz otaczający bohaterów klimat. Oprawa muzyczna stoi na równie wysokim poziomie. Jest zbalansowana, momentami podniosła (można powiedzieć, że wręcz sakralna, mistyczna), głównie w scenach walki, potem napięcie spada i słyszymy melodię kojącą zmysły.

Oglądając Equilibrium nasunęły mi się skojarzenia z innymi filmami: Wyspa oraz Matrix. Stanowią ostrzeżenie przed systemem totalitarnym, z góry kontrolującym życie podjednostek, w celu stworzenia posłusznych i nieświadomych niczego niewolników. Trudno przejść obojętnie wobec recenzowanego przeze mnie dzieła. Nie można traktować go, jako hollywoodzkie komercyjne świecidełko, gdyż zawiera oprócz powyższego morału, także inną, ale jakże piękną prawdę: Jaki sens ma życie ludzkie pozbawione uczuć? Staje się ono jedynie bezcelową egzystencją z wewnętrzną pustką. To emocje stanowią o człowieczeństwie, odróżniają go od innych istot i nadają cel jego egzystencji na Ziemi, stanowią jego motor działań. I niech te słowa, Drodzy czytelnicy będą dla was zachętą, by sięgnąć po Equilibrium.

© 2009 Michał 'FreeZe' Boleń

< POSTKULTURA | << FILMY