<< Nowiny | << Archiwum nowin
23 lipca 2016
Felietony Kreta #2 - AXP Qana 2006 - 12:28 - Gość 13S
Ilustracja do nowiny 'Felietony Kreta #2'
Tekst napisał Kret, wrzucił Squonk.

Jest taka wieś Tibnine. Albo Tebnine, zależy od tłumaczenia. Oryginalnie nazywa się تبنين i leży w południowym Libanie. Ładne miejsce - jest tam historyczny zamek krzyżowców i zdaje się że także las jako atrakcja turystyczna (sic! - taki bardziej sad-samosiejka, ale dla nich to las i wielka atrakcja). 25 km dalej w linii prostej (30 km drogami) leży nadmorskie miasto Tyr, a 104 km dalej - Bejrut. Generalnie Liban to małe miejsce więc wyobraźcie sobie, że z tego Tibnine jest nad morze mniej więcej tyle, co z Lęborka do Ustki.

23 lipca 2006 roku około godziny 21:30 czasu lokalnego w Tibnine wybuchł pocisk artyleryjski. Nie żeby jeden, i to samo w sobie nie było niczym niezwykłym biorąc pod uwagę, że Liban został właśnie zaatakowany przez Izrael. Jednak ten szczególny pocisk zapoczątkował historię, którą chcę opowiedzieć.

Wybuch uszkodził domostwo 41-letniego mechanika samochodowego pana Ahmada Fawaza. Cała rodzina słysząc pierwsze wybuchy schowała się w holu budynku, ale i tak pięcioro z nich ucierpiało:

- Ahmad Fawaz, lat 41 doznał obrażeń od odłamków w udo i w ramię;
- Muhammad Fawaz, syn Ahmada lat 13, doznał obrażeń od odłamków w paluch lewej stopy oraz w okolice brzucha;
- Ali Fawaz, brat-bliźniak Muhammada lat 13, doznał obrażeń od odłamków w nogę;
- Fatima Fawaz, żona Ahmada (wiek nie podany) doznała obrażeń od odłamków w nogę i w ramię;
- Jamila Fawaz, mama Ahmada, lat 80 doznała obrażeń od odłamków i szkła w nogę (m.in. przerwany został jeden z nerwów).

Zaraz po ataku Ahmad Fawaz wsadził całą rodzinę do swojego samochodu i pojechał na posterunek lokalnej żandarmerii, gdzie dojechali około godz. 22:00. Tam byli obecni funkcjonariusze obrony cywilnej Libanu, organizacji którą darzę wysoką estymą biorąc pod uwagę ile, jak i jakimi środkami robią. Oni zabrali Fawazów do szpitala w Tibnine. Tam udzielono rodzinie pierwszej pomocy, oraz podjęto decyzję o konieczności transportu rannych do lepiej wyposażonego (na przykład w leki przeciwbólowe które w tej sytuacji by się, prawda, przydały) i zorganizowanego szpitala w Tyrze - niecałe 30 km, czyli jak z Gdańska Wrzeszcza do Gdyni. Obok szpitala było biuro LRC, czyli Libańskiego Czerwonego Krzyża (tak krzyża - nie półksiężyca - podkreślenie moje dla tych którzy wypominają mediom, że wyznanie sprawcy nie jest podane ;) ). Oni do tej pory mają kwity na przejęcie Fawazów do karetki - Volkswagena T3 o numerze bocznym 782. Załogę tego ambulansu stanowili Husain Ayyad lat 27, 8-letni weteran LRC i Husain Farhat, lat 21 - pięcioletni weteran. Słowo "weteran" nie jest w przypadku Libanu południowego jakimś drastycznym semantycznym nadużyciem przy określaniu ratowników, co zresztą pokaże i ta historia.

Ilustracja do nowiny 'Felietony Kreta #2'


Ratownicy z "782" twierdzą że biuro żandarmerii przekazało im informacje o rannych, a oni natychmiast przygotowali karetkę do wyjazdu.

"782" była karetką przewozową, przystosowaną do transportu 2 osób w pozycji leżącej na noszach i jednej siedzącej na krzesełku kardiologicznym. W przedziale ratunkowo-transportowym było jedno dodatkowe miejsce dla ratownika nadzorującego przewożonych rannych - zajął je Muhammad Burji. Samochód, to już wspomniany wcześniej VW T3 w dosyć typowej zabudowie sanitarnej, choć nie znam producenta ani dokładnego modelu samochodu. Nie miały pełnego zestawu do podtrzymywania życia na wyposażeniu, generalnie poziom KPP.

To nie ta przyczajka z Bagdadu z 2007, której oberwało się z kilometra z Apaczowego 30mm działka za próbę ratowania dziennikarzy Reutera. Żadne tam CASEVACi na bazie zagarniętego dostawczaka, łatwe do pomylenia z transportem terrorystów lub wesołą ekipą budowlano - remontową z Kaszub czy spod Radomia (sam nie wiem, co groźniejsze) - normalne karetki. Świeci, wyje, niektórych nawet skłania do pisania zatroskanych zapytań czy nie można by ciszej.

Funkcjonariusze LRC z Tibnine skontaktowali się ze swoimi odpowiednikami w Tyrze. Tyr zdecydował, że wyśle drugi ambulans o numerze bocznym "777", tak żeby spotkał się z "782" w pół drogi w Kanie. Taka procedura nosi formalnie nazwę "AXP" czyli Ambulance eXchange Point. Stosuje się ją w logistyce medycznej, zazwyczaj ma ustalone wcześniej miejsce a nie wyznaczane na bieżąco. Idea jest taka, żeby ambulans był jak najkrócej poza swoim terenem działania, bo strata jego czasu operacyjnego jest w ostatecznym rozrachunku większa niż strata czasu dla pojedynczej ofiary podczas przeładunku.

"777" wyjechał z Tyru z zespołem: Qasim Cha`lan (kierowca), Muhammad Hasan i Nadir Juda. "782" wyjechał w tym samym czasie (między 22:30 a 23:00) z Tibnine. Obie załogi pojechały na sygnałach przez całą drogę, co jakby nie patrzeć podczas ataku przez obce państwo chyba nikomu specjalnie snu nie zakłócało.

"782" jadąc z Tibnine zauważył przelatujące nad nimi samoloty izraelskie, które minęły wieś Haris gdzie nastąpiła potężna eksplozja. Husain Ayyad - kierowca - wywołał biuro LRC w Tibnine i poprosił o instrukcje. Polecono mu ostrożnie kontynuować. W tym momencie szpital w Tibnine zdecydował się, że nie wyśle reszty rodziny Fawazów drugą karetką, bo sytuacja jest zbyt ryzykowna. "782" dojechał do Kany.

Kana miała dosyć niechlubną sławę przez ostatnie kilka tysięcy lat. Najpierw pewien mesjasz zrobił tam imprezę, po której nikt go już nigdy nie wysyłał po wodę na kaca. Niecałe dwa tysiące lat później, w 1996 roku, Izrael dokonał tam masakry cywilów. Ogólnie miejsce piękne, pełno zielonych tarasów, gaje oliwne i te tematy, ale jak chcecie wyszukać obrazy z Kany w Google to wyskakują głównie martwe dzieci. Trzeba by ich informacji turystycznej podrzucić cynk, że może pora zainwestować trochę w SEO i pozycjonowanie. Ale nie o tym.

Jest w Kanie taki pomnik - pojęcia nie mam czego ale jest, i jest punktem charakterystycznym. Załogi ustaliły że tam będzie AXP, bo łatwo trafić i dojechać. Z Tibnine to tylko skręcić w prawo do miasta i po przecznicy jesteśmy. No i był jeszcze jeden element, który dla polskiego ratownika nie jest oczywisty. Miejsce jest świetnie widoczne z powietrza. Parkujesz na sygnałach, widać Cię z daleka - liczysz, że może przynajmniej dwa razy pomyślą zanim strzelą.

Ilustracja do nowiny 'Felietony Kreta #2'


Obie karetki dojechały na miejsce mniej więcej w tym samym czasie, stanęły tak jak widzicie na winietce, zostawiły włączone sygnały i zaczęły transfer rannych. VW T3 ma silnik na podwyższeniu więc nie jest to ideał dla ładujących. Nosze których używali to były takie proste transportowe, raz widziałem takie w Polonezie - nie mają rozkładanego w dół podwozia, a tylko takie małe kółeczka. Trzeba nosić - dlatego takie a nie inne ustawienie aut. Chłopaki zrobiły to szybko, po czym wsiedli do swoich wozów. Na zewnątrz pozostał Qasim Cha`lan, kierowca "777" który jeszcze rozmawiał z Husainem Ayyad'em z "782", zbierając informacje o swoim nowym "ładunku". Wszyscy ranni byli już zapakowani do "777". I wtedy coś trafiło w ich karetkę.

Ilustracja do nowiny 'Felietony Kreta #2'


Nie wiadomo co to było. Armia izraelska odmawia jakichkolwiek wyjaśnień, nie znaleziono też żadnych charakterystycznych śladów. Może był to jakiś pocisk 30mm, może amunicja typu DIME lub SPIKE - no nie wiadomo. Wyglądało to tak, jakby wybuchł nad celem i wygenerował falę uderzeniową o wysokiej gęstości lub temperaturze. Pocisk amputował natychmiast nogę Ahmada Fawaza, przeleciał przez całe auto i wbił się głęboko w asfalt zostawiając malutki krater (dziurkę wielkości pięści). Sam wybuch zamienił wnętrze "777" w wyjątkowo nieuporządkowane miejsce. Human Rights Watch prowadząca śledztwo uważa, że był to jakiś eksperymentalny pocisk z izraelskiego drona - ze względu na precyzję trafienia i stosunkowo niewielkie (w sumie żadne) zniszczenia dookoła. Także w środku pojazdu musiało to być coś małego i precyzyjnego, więc raczej na pewno nie Katiusze Hezbollachu.

Ilustracja do nowiny 'Felietony Kreta #2'


Oczywiście w praktyce wyglądało to tak, że nagle coś potężnie walnęło, załoga z "782" dostała odłamkami i własną szybą przednią po twarzach i przez chwilę nie wiedziała co się dzieje. Wszyscy ratownicy mieli na sobie kamizelki odłamkoodporne oraz hełmy z kevlaru, więc odłamki nie spowodowały u większości z nich ciężkich obrażeń. Tylko Muhammad Hasan został uderzony w hełm odłamkiem tak silnie, że natychmiast stracił przytomność. Chwilę później wszyscy, którzy mogli pędzili jak najdalej od miejsca wybuchu ciągnąc za sobą nieprzytomnego Muhammada. Schowali się w budynku nieopodal, zebrali oddech i po paru minutach Ayyad ruszył z powrotem do "782", żeby przez radio zameldować o sytuacji. Dotarł tam i wtedy w jego "782" trafił drugi pocisk - centralnie w środek czerwonego krzyża na dachu, wbijając kopulastą osłonę nawiewu do środka. Uciekający z powrotem Ayyad zobaczył jak mały Muhammad wyczołguje się z "777" i traci przytomność. Ratownik zawrócił, wziął trzynastolatka na ręce i zaniósł do budynku w piwnicy, którego ukryły się obie załogi. Dziecko miało dodatkowe obrażenia klatki piersiowej i głowy po trafieniu karetki, do tego oczywiście te które były powodem jego hospitalizacji. Jego taty i babci nie było widać, więc ratownicy byli przekonani, że reszta pacjentów zginęła.

Ilustracja do nowiny 'Felietony Kreta #2'


Spędzili w tej piwnicy godzinę i czterdzieści minut z małym pacjentem. Opatrywali siebie nawzajem i dzieciaka. Próbowali użyć telefonów komórkowych, ale żeby złapać sygnał, musieli opuścić schronienie. Udało im się przekazać informację do siedziby LRC. Potem czekali, aż LRC odezwie się do ICRC (Międzynarodowy Czerwony Krzyż), a ten do władz izraelskich z prośbą o bezpieczny przejazd dla karetek na podanej trasie. O 01:15 kolejny ambulans z Tyru dotarł w końcu do Kany i ewakuował ratowników i rannych.

Ilustracja do nowiny 'Felietony Kreta #2'


Co ciekawe, zarówno Ahmad Fawaz jak i jego mama Jamila przeżyli. Niestety, nogi pana Fawaza nie udało się uratować. Ratownicy mieli mnóstwo obrażeń ciała od odłamków, popękane błony bębenkowe od wybuchów, a Muhammad Hasan - najciężej ranny - spędził na OIOMie 5 dni.

Wszystko co o tej sprawie zebrało HRW, możecie po angielsku przeczytać sobie tutaj.

Ilustracja do nowiny 'Felietony Kreta #2'


Z całą tą historią jest też związany mocno - choć w tle - wątek polski. Od 1996 roku przynajmniej do wydarzeń tu opisanych, stacjonowała tam w ramach UNIFIL Polska Kompania Remontowa (znana jako PMC), której zadaniem była pomoc techniczna oraz medyczna ludności lokalnej zarówno w odbudowie jak i utrzymaniu infrastruktury cywilnej, współpracowała między innymi ze szpitalem w Tibnine. To oni w dużej mierze pomagali w ewakuacji ludności cywilnej oraz rozwożeniu i opatrywaniu rannych.

To wszystko się zdarzyło dokładnie 10 lat temu, 23 lipca 2006 roku między 21:00 a 01:30 czasu lokalnego.

Z okazji dziesięciolecia tych wydarzeń wysyłam dziś LRC taką oto pocztówkę. Pomyślałem że i w naszym języku warto przybliżyć tą mniej znaną historię.

Zdjęcia modeli wykonał Chris Lang - na co dzień ratownik gdyńskiego SOR-u, po godzinach motocyklista i fotograf. Bardzo Ci dziękuję.

'Kret' jest samotnym tatą Julki, na co dzień pracujący jako ratownik medyczny.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer