<< Nowiny | << Archiwum nowin
07 stycznia 2014
Pony Wastelander - gdyby Przybysz z Krypty miał kopytka… O fenomenie MLP, tym razem w całości [felieton] - 21:16 - Cichutki Spec
Zamiast wstępu

Poniższy felieton miał się ukazać ładnych parę…naście miesięcy temu? Rok? Jeszcze dawniej? Dawno i nieprawda...

„Zwiastun” artykułu mogliście znaleźć w szóstym, urodzinowym numerze Schronzina. Teoretycznie odnaleźć później resztę tekstu… Cóż.

TRYBY SCHRONU WOLNO MIELĄ.

Ale żeby nie było, że mamy na wszystko gotową wymówkę, należy uczciwie napisać, iż:

– Redaktor składający albo przespał sprawę, albo był mocno roztargniony, dzieląc tekst wbrew wszelkiej logice i nie zamieszczając jego kontynuacji;
– Stare stwierdzenie, że głową muru nie przebijesz, okazało się wciąż aktualne;
– Niezrozumiała dla mnie zmowa milczenia wokół tego tekstu i jego cichy bojkot okazały się bardzo, bardzo skuteczne;
– Najserdeczniejsi współpracownicy potrafią najserdeczniej nagiąć cierpliwość (że też jeszcze się trzymamy, c'nie?).

Stąd pomysł na cały artykuł w formie... niusa.

Od czasu ukazania się próbki felietonu do dziś, pewne informacje uległy dezaktualizacji. Ilość odcinków tak samego serialu, jak i crossoverowego fanfiction „Fallout: Equestria” wzrosła (a to z uwagi na kosmiczne powiązanie Falloutów z kopytkową bracią (!) zajęłam się zjawiskiem tzw. bronies/bronych; męskich fanów serialu). Sama kreskówka zapewne odeszłaby w cień, gdyby nie fakt, że Lauren Faust, wraz z resztą ekipy, sprokurowała nam czwarty sezon serii (premiera w USA miała miejsce 23.11'13) – nadarza się zatem okazja, by przypomnieć – a właściwie to zaprezentować w całości – wyżej wspomniany felieton, któremu odstęp czasowy i wyciszenie pierwszego szumu wokół serialu (dla wielu kontrowersyjnego) mogą tylko posłużyć. Czy fenomen bronych zgasł jak choinkowa lampka, czy też przetrwał? Jakie znaczenie może mieć dla dorosłych wkroczenie w świat produkcji dla dzieciaków ? – przekonajcie się sami.


ORYGINALNY, PEŁNY FELIETON (Zachowano formatowanie; indeksy przypisów zostały zmienione na cyfry w nawiasach.)

Pony Wastelander - gdyby Przybysz z Krypta miał kopytka…

Rzecz o postapo i … kucykach. Niekoniecznie w tej kolejności

Jako, że zamierzam opowiedzieć ci o przygodzie mojego życia - wyjaśnić ci, jak znalazłam się w tym miejscu, z tymi osobami, oraz czemu zrobiłam to, co zamierzam zaraz zrobić — zapewne powinnam zacząć od wyjaśnienia kilku rzeczy odnośnie PipBucków.
Czym jest PipBuck? Jest to urządzenie noszone na nodze, tuż nad kopytem, wydawane każdemu kucykowi w Stajni po osiągnięciu wieku, w którym może zacząć pracować. PipBuck, będący kombinacją technologii i magii jednorożców, dostarczy ci regularnych informacji dotyczących twojego stanu zdrowia oraz pomoże przy aplikacji leczniczych okładów i innych medykamentów. Umożliwi ci też śledzenie i organizowanie zawartości twoich juków, będzie asystował przy naprawach, a także zapewni dostęp do wszelkich notatek i map za jednym naciśnięciem kopyta. Ponadto, pozwoli ci słuchać wewnętrznego radia Stajni kiedy tylko przyjdzie ci na to ochota, gdyż może odbierać i odszyfrowywać praktycznie wszystkie możliwe częstotliwości radiowe. A to jeszcze nie wszystko. PipBuck generuje tak zwany E.F.S. (Eyes-Forward Sparkle — Błysk Pola Widzenia), który pokazuje strony świata oraz pomaga ocenić, czy kucyki lub inne stworzenia wokół ciebie są wobec ciebie wrogo nastawione. Kolejną, i prawdopodobnie najbardziej imponującą funkcją PipBucka jest S.A.T.S (Stable-Tec Arcane Targeting Spell — Czar Wspomagający Celowanie firmy Stable-Tec), mogący przez krótki czas magicznie wspomóc cię w czasie walki. Aha, i jeszcze jedna rzecz warta wzmianki: można go użyć do odnajdywania lokalizacji oznaczonych rzeczy i osób, w tym innych użytkowników PipBucków. Jeśli więc ktoś z jakiegoś powodu by się zgubił — co zdarza się od czasu do czasu, choć nie wiem, jak można się w ogóle zgubić w Stajni - każdy, kto znałby znacznik zaginionego kucyka mógłby odnaleźć go w przeciągu sekund. (…)


[Fragment Prologu fanfiku: Fallout: Equestria w tłumaczeniu polskim. Za: For Glorious Equestria (www.fge.com.pl)]

Z racji hipotetyczności postapokalipsy, praktycznie każdą konwencję da się nią okrasić i odwrotnie – w samo postapo można wpleść mnóstwo całkiem różnych elementów. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy wymieniający gdybaniowe sądy, opinie i informacje robią to zza monitora. Stąd też zagłada spotkała również Equestrię – krainę… kolorowych kucyków z bajki dla dzieci. Zagłada żywcem przeniesiona z Fallouta, gry-mitu założycielskiego Schronu. Jeśli sądzicie, że w postapo, postnuke i twórczości „w klimatach” wydarzyło się już wszystko, tak na poważnie, jak na groteskowo (od McCarthy’ego do Kapitana Bomby), jesteście w błędzie. Jeśli zaś należycie do frakcji betonowo-konserwowej, usiądźcie wygodnie i zapnijcie pasy. Bo oto Bronies wkroczyli na Pustkowia!

Zanim przyjrzymy się Bronies (bo poza kontekstem zjawiska, jakie oni sami stanowią, trudno jest pisać o Falloucie w Equestrii), odpowiedzmy sobie na proste pytanie:

Dla kogo postapokalipsa?

Czy postapo jest tylko dla wybrańców? Czy ma swoje stopnie wtajemniczenia, swoje subkulturowe (grono fanów postkultury można uznać za swoistą subkulturę) mierniki „bycia tró”? Czy fan kucyków i postapokalipsy to fan wiarygodny, prawdziwy? Skoro z jednej strony wnika w „poważną” tematykę wojen jądrowych i strategii przetrwania, a z drugiej –cieszy pyszczek na animacji dla dzieci, zbiera figurki postaci z bajek i zachowuje się infantylnie? Bez jaj, stary, powiedzą profesorowie postapo o tęgich głowach i tęgich mięśniach. Nie wpuszczamy osób o pedalskich zainteresowaniach.

Celowo zaczęłam od strony tylnej i do tego z grubej rury. Stawiam te pytania półżartem, prowokacyjnie trochę i retorycznie, niemniej jednak, jakkolwiek by się nie obruszać na wydumane mierniki prawdziwości – pytając o podobne fuzje, w istocie badamy, do jakiego stopnia w tym samym człowieku łączą się całkiem odmienne rodzaje zainteresowań.

Może zgrzytać, jeśli Fallout, dla którego zarywało się noce, pisało opowiadania o jego bohaterach, oszczędzało ostatni grosz na legalną wersję gry i przy którym odczuwało się żal po śmierci fikcyjnego psiaka – wymieszać z kucykami. Legendarnego erpega z dziewczęcą słodyczą.

Wydaje się, że, waląc wprost: to nie na trzeźwo. A może jednak…?

Są rzeczy, których zanadto zmienić, przeinaczyć, wymieszać z sobą – żadną miarą się nie da. Przy odrobinie fantazji można sparodiować treść literatury czy sztuki należącej do kanonu, powołując tym samym pewną nową jakość, lecz recepcja i krytyka takich dzieł będzie… no cóż, często miażdżąca dla autora. Podobny zabieg to w najlepszym wypadku rzecz kontrowersyjna, ale nie wywrotowa na tyle, by z kontrowersji wynikło coś poza nieistotną dla dziejów kultury prowokacją (notabene, jakże dziwnie brzmi to pomnikowe „dzieje kultury” w obliczu jej pop-siostry); kłania się tu wygodne w takich razach słówko-wytrych: postmodernizm. Kolejny film o głupkowatych zombiech, te same zombie połączone z powieścią Jane Austen czy wielkie bum urządzane przez Czesia i Anusiaka – gdzieś tam pewnie i pod klimaty podpadają, ale gdzie „Droga”, a gdzie Kapitan Bomba. Może zgrzytać, jeżeli mamy ambicje na miarę esejów o wątkach katastroficznych, a nie li chęć na, cytując ze słownika terminów okołoschronowych: latanie po lesie z gołą dupą z ASG w łapie.

Zza monitora strzelają, tną, atakują i bronią się – gracze. Bohaterowie Fallouta są silnymi jednostkami z mnóstwem broni, amunicji i wiedzy w szarych komórkach. Psychicznie odporni, bo w postapo twardym trzeba być, nie miętkim. Kim są jednak operatorzy, zawiadujący postaciami? I czy faktycznie siła to mus? O konwencji i samych grach (zarówno postapowych, jak w ogólności grach komputerowych) mówi się, że są męskie. Twarde, bezkompromisowe. I klimaty, i same gry – nie babska to, teoretycznie, rzecz i nie dla mięczaków. Nie będę jednak tutaj genderowo rozpatrywać pierwiastka samej li kobiecości w Falloucie czy grach. Jeżeli odgrzebuję sprawę sloganu „Bo gry są dla facetów!”, czynię to z uwagi na pierwiastek raczej samej wrażliwości niż kobiecości, jednak mający wiele wspólnego z „babstwem”. Empatii, sprowadzanej właśnie często, złośliwie do „pedalstwa” i metroseksualizmu.

Wrażliwość stanowi bowiem clou problemu kucykowego fandomu Wrażliwość, która nie została z postapokalipsy wygnana. Pozornie stylistyka to istny raj dla wszelkiej maści złoczyńców, świrów, ale także „niekonwencjonalnych” stróżów prawa: Mad Maxów, Dreddów, Brudnych Harrych z końca świata, Conanów au rebours. Nauka i wiedza są skrajnie utylitarne, z kultury i sztuki zostają niekiedy tylko prymitywne sporty siłowo-wytrzymałościowe. Trzeba mieć twardy tyłek i jeszcze twardsze łokcie, by przetrwać. Jednak czasami bywa, że serca widzów, czytelników, graczy – zyskuje nie samozwańczy stróż prawa, lecz zwyczajny ojciec i syn (książka i film „Droga”) czy najsłabsze ogniwo drużyny (ukochany przez Falloutomaniaków Dogmeat, psiak, którego nie sposób odziać w zbroję). Zarówno Vault Dweller, jak i jego następca z „dwójki”, wielokrotnie mają możliwość pokojowego rozwiązania sprawy, ba, gra jest możliwa do przejścia w całkowicie „niesiłowy” sposób, wiele zaś misji i zadań promuje altruizm. Część graczy jasno deklaruje, że wolała odgrywać postać uczciwą i dobrą. A takie są również kucyki z kolorowego serialu.

Bronies są wśród nas?

Miłośnicy klimatów dzielą się na bardzo różnych ludzi: uczniów zagonionych do lektur, których nie lubią, czytających pod ławką fantastykę. Studentów z nadmiarem lub niedomiarem wolnego czasu, którzy lubią wstukiwać posty na forach Graczy cRPG, RPG, MMORPG, larpów. Kinomanów-fantastów. Chomikujących puszki z dodatkowym jedzeniem i tych, którzy wiecznie mają pustą lodówkę. Energetyków jądrowych i miłośników militariów, ASG i obozów przetrwania. Kobiety i mężczyzn. Są tutaj skrajni pesymiści, znajdujący wręcz perwersyjną przyjemność w rozgrzebywaniu tematów mrocznych i tragicznych oraz zafascynowani ideą postępu fani technologii i nauki. Temat ci wszyscy ludzi biorą serio bardziej lub mniej. Wygląda na to, że są wśród nich również miłośnicy kolorowych kucyków: Bronies. Ci zaś, z drugiej strony, należą do wszelakiej (nomen omen w kucykowym słowniku) maści osób, zainteresowanych nerdy activities i często zaliczają się do ogólnego fandomu. Na 100% wśród miłośników Boozara znajdziecie także fana Pinkie Pie.

Kopytkowa gorączka. Nie tylko FoE

Termin „brony” to połączenie słów: „pony” (kucyk) i „bro” (brat, braciak, ziomek, koleś, kumpel). Pojęcie w ścisłym znaczeniu odnosi się tylko do fana płci męskiej, jednak, ponieważ to właśnie mężczyźni – ten fakt najbardziej uderza w fenomenie kucykomanii – stanowią gros miłośników serialu, o „bronych” mówi się w kontekście całego fandomu serii. Kobieta-fanka to pegasis, pegasister (pegasus, czyli pegaz plus sister – siostra). Za słowami określającymi samych fanów idą skrótowce, neologizmy i przeinaczenia (patrz: słowniczek na końcu tekstu), dostosowane do treści serialu. Brohoof (dosłownie „braterskie kopytko”, w skrócie po prostu: „kopytko”) to fandomowy „żółwik”. Facehoof stanowi odpowiednik facepalma. Same bohaterki również doczekały się skrótów i spieszczeń imion oraz przezwisk, niekiedy ironicznych i używanych bardziej w sferze reguły 34, niż kontekście samej bajki (Celestia – Molestia). Wiele kucyków trzeciego i czwartego planu nosi imiona, nadane przez fanów. Czołową postacią stała się dla nich Dizzy Doo, późniejsza Derpy Hooves – kucyk z zezem, easter egg animatorów, którego wycięcie z serialu wywołało prawdziwą kampanię obronną („Save Derpy”).

Na słowotwórstwie brać kopytkowa nie poprzestaje. Wystarczy zerknąć na ilość produkcji fanowskich, przyprawiającą o zawrót głowy. Są wśród nich filmiki (w tym kontynuacje wątków, parodie, animacje z kategorii pony clopping, przygody własnoręcznie narysowanych, nowych kucyków czy filmowe zabawy w stylu crossover), literatura fan-fiction, fanarty, gadżety i zabawki. Produkty kolekcjonerskie Hasbro – figurki, pluszaki, plakaty – nabywane są przez dorosłych mężczyzn.

– Widziałem na dziale dziecięcym w Tesco grupę dorosłych facetów, którzy wyrywali sobie z rąk figurki kucyków – opowiada Łukasz Gawroński, 29-letni informatyk z Wrocławia. Po chwili dodaje, że żartował. – Ale na poważnie, to jesteśmy aktywni i z dnia na dzień jest nas coraz więcej. Za granicą robią na razie fajniejsze rzeczy, ale do czasu – mówi.(1)

I mężczyźni, i kobiety przebierają się za kuce w ramach cosplayów, przy czym powszechny jest transclothing. Cytaty (graficzne i tekstowe) z serialu stały się kopalnią internetowych memów i tzw. „kultury remiksu”. Kucyk z odpowiednią miną i komentarzem zastępuje niekiedy emotikony, podobnie jak lolcat, Mr. Trololo czy Chrystus frasobliwy, zamieniony na Jezusa „strzelającego” facepalma. Najdłuższym fanfikiem, tłumaczonym już sukcesywnie na polski, jest właśnie cytowany Fallout: Equestria, liczący ok. 40(2) rozdziałów i będący przykładem fantastycznego crossoveru. Znane wynalazki i pojęcia z Fallouta dostosowano w nim do potrzeb kopytnych bohaterów (Stajnia zamiast Krypty, PipBuck zamiast PipBoya), powstała podobna do tej z Falloutów mapa świata, a nawet trailery, wzbogacone muzyką (zarówno tą pochodzącą z gry, jak i autorską). Bohaterowie fanfika nie są dokładnie tymi samymi, co w kreskówce, choć pojawiają się i znane imiona czy nawiązania. Wbrew pierwszemu wrażeniu, całość nie jest przesłodzona i wcale nie została zinfantylizowana przez odniesienia do serii Hasbro. Nie brak w tekście dosłowności i brutalności „postapo na serio”:

(…) W odróżnieniu od innych ciał, nie mogłam stwierdzić jak ten kucyk umarł, gdyż nie był rozcięty na części. Ciało straciło całą sierść, skóra była łuszczącą się mieszanką czerwieni i szarości. Oczy szeroko otwarte, wyschnięte i skierowane w różne strony. Resztki grzywy i ogona miały taki sam kolor, jak okropnie pożółkłe zęby. Dziwne, mięsiste wyrostki wisiały z boków. Początkowo wzięłam je za mutacje, lecz później zorientowałam się, że patrzyłam właśnie na skrzydła! Było to ciało pegaza. Obdarte z piór i włosów, skrzydła wyglądały dziwnie i odrażająco. (…)(3)

Czy naprawdę do stworzenia poruszającej, poczytnej i pracochłonnej dla twórców i tłumaczy (a czasochłonnej i dla twórcy, i dla odbiorcy) opowieści postapokaliptycznej, potrzebujemy kucyków?

Pytanie to należałoby przekornie nieco odwrócić i zapytać: Czy nie przydałoby się wprowadzić kucyków na pustkowia?
Jeśli miłośnik danej produkcji woli kiepsko napisane, wtórne czy naiwne fanfiction względem „pełnowartościowej” produkcji z innego uniwersum – znaczy to właśnie dokładnie to, co znaczy. Każdy fandom posiada swoją własną scholastykę, o którą się opiera; spojrzenie na popkulturę odbywa się w niej przez odwrócony pryzmat. Bardziej niż zainteresowanie różnorodnością, w której obiekty uwielbienia pełniłyby rolę podrzędną, istotne jest widzenie innych motywów w świetle fandomowej przydatności. Stąd nie zna granic niedosyt maniaków Harry’ego Pottera, którzy po piętnastu wersjach jego życia dokładają szesnastą. Zainteresowanie obiektem fanowskiej aktywności jest po prostu tak duże, że nadaje ona ton codziennemu życiu. Jeśli aktywność ta przejawia się zbiorowo, to właśnie wówczas zjawisko – da się oddzielić od „zwyczajnego” lubienia danej rzeczy. Wtedy mówimy o „manii”. O fenomenie. Tylko dlaczego właśnie MLP?

Jak to się zaczęło?

Fenomenu dzisiejszych kucyków należy szukać już w końcu lat osiemdziesiątych, kiedy to Hasbro, amerykański koncern produkujący zabawki, postanowił poszerzyć działalność o produkcję kreskówek. Nic tak nie „ożywia” rynku produktów dziecięcych, jak przedmioty, nawiązujące do bohatera masowej wyobraźni. Dziś w ofercie Hasbro, oprócz zabawek z serii MLP, znajdują się m.in. marki Transformers, Star Wars, Marvel (ze Spidermanem i Iron-Manem na czele) czy Monopoly. Według mlppolska.pl, krajowego forum, zrzeszającego bronych, prototyp późniejszych czterech serii kuców, zwanych generacjami, firma wypuściła już w 1981 r. Był to duży konik do czesania i stylizacji, w dwóch wersjach kolorystycznych, a nazywał się My Pretty Pony. Rok później pojawiło się sześć mniejszych zabawek o słodkich imionach, dwa lata później – pierwsza forma współczesnej Applejack, jednej z bohaterek dzisiejszego serialu. W 1984 r. kucyki wkroczyły na ekrany. Od tego momentu kucyki systematycznie pojawiały się jako figurki do kolekcjonowania (ich rzadkie egzemplarze osiągają dziś na aukcjach niebotyczne ceny), a dwie spośród generacji [informacja za: mlppolska.pl, przyp. aut.] doczekały się również serialu o sobie.

Targetem pierwszych wydań serialu były małe dziewczynki (i są nim także w MLP: Friendship is Magic), jednak opływające lukrem kreskówki, dobre dla „małych księżniczek”, urągały swoją cukrowością inteligencji i poczuciu smaku opiekunów. Zabawki sprzedawały się jednak dość dobrze, w ilości satysfakcjonującej Hasbro przez kolejne 15 lat od wypuszczenia serialu z generacją pierwszą. Internetowy boom przyniósł na początku lat dwutysięcznych straty spółce. Powstał więc nowe filmy, gry i reedycje, jednak nie poprawiły one sprzedaży w sposób znaczący. W 2009 roku zdecydowano się na mały „lifting” kreskówki.

Sprawę powierzono Lauren Faust – animatorce odpowiedzialnej za sukces takich seriali jak kultowe [jak dla kogo, dopisek z dn. 07.01'14] już Atomówki, czy Dom dla zmyślonych przyjaciół pani Foster(40. Serial został „odkryty” na amerykańskim image boardzie 4chan, gdzie użytkownicy zaczęli wymyślać alternatywne historie, modyfikować odcinki i po prostu rozmawiać o serialu. Właśnie tu powstało określenie brony. Wszystko co dalej, jest „like a sparkle”. Iskrą, błyskawicą. Wirusem infekującym szybko i skutecznie. Zwłaszcza zaś dorosłych mężczyzn: kolegów, braci, przyjaciół, współpracowników. Niekoniecznie dzieciatych.

Trop pierwszy: Ach, te baby…

Dlaczego kreskówka dla dziewczynek jest tak popularna wśród mężczyzn? Na Schronie odpowiedzi próbował udzielić jeden z naszych użytkowników: Rezro. I chociaż zaznaczył, że jego hipoteza jest podana pół-żartem, wcale nie od rzeczy byłoby się jej przyjrzeć [treść oryginalna, forma z korektą autorki]:

(…) Otóż wierutnym mitem jest jakoby mężczyznami kierowała jedynie fujara. Otóż dla dojrzałych mężczyzn nierzadko erotyka, w której zasłania się to, co najważniejsze, jest nierzadko atrakcyjniejsza niż tanie porno pełne rozkraczonych lasek... Dlaczego tak jest? Ponieważ dla dojrzałych mężczyzn niezwykle ważna jest estetyka, urok, charakter i swoista charyzma kobieca, a nie tani sex... O ironio, kreskówka, o której tu mowa, stanowi de facto esencję mitu kobiecości (dzięki talentowi Lauren) w swojej charyzmatycznej, lecz aseksualnej postaci (trafiają się co prawda też zoofile, ale na szczęście to margines). Stąd właśnie się bierze wysoka atrakcyjność tej kreskówki dla dojrzałych mężczyzn, bez związku z jakimiś zaburzeniami identyfikacji płci (choć swoją drogą zastanawia mnie kiedy zaczną oskarżać ją o rozwody, jak to jest w przypadku komedii romantycznych).(…)

W istocie, jeśli popatrzeć na czołowe bohaterki animacji (tzw. Mane Six), czyli Twilight Sparkle i jej najbliższe przyjaciółki, można pokusić się o spostrzeżenie, że razem stanowią ucieleśnienie partnerki idealnej. Taka dziewczyna marzeń byłaby inteligentną i oczytaną (typ Twilight), wrażliwą i pełną dziewczęcego, niewinnego uroku (typ Fluttershy), a jednocześnie charakterną, nie dającą sobie w kaszę dmuchać, towarzyszką-kumpelą (typ Rainbow Dash). Zarazem wyśniona kobieta-ideał dbałaby o rodzinę i ognisko domowe (jak Applejack), a przy tym pozostawałaby na wskroś kobieca, elegancka i z domieszką rozczulającej mężczyzn babskiej próżności (jak Rarity). Całości dopełniałaby spora szczypta szaleństwa, optymizmu i poczucia humoru; dziewczyny nieskrępowanej i frywolnej, z którą można się przyjemnie zapomnieć (Pinkie Pie). Po rozbiciu modelu na poszczególne „atomy”, czyli kolejno wszystkie z sześciu głównych bohaterek, nadal mamy do czynienia z archetypami bardzo popularnymi w zestawie męskich fantazji: panią bibliotekarką-cichą wodą; niewiniątkiem, które aż chce się uczyć i prowadzić ku dojrzałości (także seksualnej); chłopczycą, co to do tańca, różańca i można konie kraść; gospodynią na medal; zmysłową elegantką, pełną czaru diwy czy gwiazdy filmowej, a wreszcie z typem „młodszej siostry”: naiwnej, przyjacielskiej, dziecinnej jeszcze, ale przez to zdolnej do bezpardonowej uciechy, na jaką nie stać byłoby kobiety dojrzałej (Pinkie). Kopytne bohaterki są ponadto dobre, czułe, wierne niezależnie od głównego rysu ich osobowości (nawet jeśli Rainbow bywa cyniczna i złośliwa, Apple szorstko przyziemna, a Twilight zarozumiała). Władczyni Equestrii, księżniczka Celestia, parodiowana jest jako lubiąca ostrą zabawę kobieta u władzy.

Taka interpretacja – odczytywania mitu kobiecości w bajce dziecięcej – potwierdza się w oszałamiającej liczbie przypadków tzw. humanizacji kucyków. Humanizacje to nic innego, jak przedstawianie (głównie graficzne i filmowe, rzadziej w innych obszarach twórczości) zwierzęcych bohaterek jako po prostu dziewczęta czy kobiety, często w erotycznej czy wręcz pornograficznej konwencji. Gwoli sprawiedliwości, humanizacji poddaje się także męskich bohaterów (Big Macintosha czy Spike’a), lecz najczęstsze jej obiekty to kucyki żeńskie, również drugo- i trzecioplanowe. Animacje z serii pony clopping (przedstawiające masturbujące się kucyki) oraz interpretacje relacji między kucykami i epizodów z serialu w ero-wersjach, rzucają cień na dziecięcą, niezafałszowaną szczerość fascynacji płci męskiej bajeczką o konikach. Część fandomu zdecydowanie sprzeciwia się przenoszeniu akcentów seksualnych, aluzji ze świata dorosłych – do scenerii niewinnych animacji dla dziewczynek. Wydaje się jednak, że, zwłaszcza wobec istnienia (tyleż żartobliwej, co sensownej) „zasady” trzydziestej czwartej funkcjonowania sieci – sprzeciw ten ma niewielki sens. Jeśli popatrzymy na ludzi z subkultury furry lub japońskich otaku, odczuwających pociąg do postaci mangowych czy sexdolls – to „przyprawianie” kreskówek dziwić nie powinno. Neytiri, piękność z „Avatara”, właśnie pięknością być musiała; gdyby obcy byli równie „uroczy”, co bakterie z reklamy Domestosa, nie byłoby powodów do kibicowania obywatelom Pandory w ich nierównej walce z Ziemianami. Nie byłoby wątku miłosnego i niezliczonych grafik, poświęconych Neytiri.

Erotyka zawoalowana pojawia się często tam, gdzie chodzi o zamaskowanie szczerej, brutalnej prawdy o związkach damsko-męskich; o tym, że są one na wskroś skomplikowane, często bolesne, a partnerzy mają nierzadko spore wymagania, którym trudno sprostać, będąc nieśmiałym, niepewnym siebie, mało zadbanym. Postaci z animowanych serii są pozbawione pierwiastka fizjologicznego. Nie walczą z trądzikiem, starzejącą się skórą, łojotokiem. Nie są w lustrze powiększającym mniej piękne, niż z odległości. Jeśli się ubrudzą, wciąż pozostają słodkie. No i, last but not least, można nimi manipulować jak kukiełkami w teatrze, dopisać do ich przygód własne scenariusze. Mieć kontrolę nad obiektem westchnień.

„Ciemną”, kompensacyjną stronę fascynacji kucykami pokazuje filmik My Little Brony(5) . Zapuszczony, zarośnięty, gruby mężczyzna jest odrażający, a jego pieszczotliwe zwracanie się do figurek i głaskanie ich ma w sobie coś groteskowo strasznego. Nie da się ukryć, że wielu fanów kucyków traktuje je z atencją nieco… przesadną. Niezrozumiałą dla postronnych. Tłumaczenie kucykomanii „regułą 34” wciąż nie daje jednak odpowiedzi na pytanie, co i jak. Dlaczego ta, nie inna kreskówka ze zwierzęcymi bohaterami. Problem nadal tkwi (Twi?) i frapuje, pora na kolejną hipotezę.(...)

C.D.N. (w następnym newsie, gdyż edytor przejadł się taką ilością znaków. Ahoj!!!)

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer