<< Nowiny | << Archiwum nowin
08 lipca 2013
[Rok Schronu] „– Fajny film wczoraj widziaem… – Daj linka!” – pokolenie na sznurku [felieton] - 19:18 - Cichutki Spec
– Fajny film wczoraj widziaem…
– Daj linka!
– Eee, w kinie…
– To jak wrcisz do domu, znajd na YouTube i podrzu mi linka, okej?
– …


Powyszy dialog jest fikcj literack. Rwnoczenie za jest prawd, prawdziw w 99,999%. Tak samo prawdziw, jak inne fakty statystyczne, w myl ktrych ile procent ludzkoci o godzinie dziesitej rano je drugie niadanie w pracy, a o smej wieczorem oglda w telewizji wysokokaloryczny i trujcy program z pasma najwikszej ogldalnoci, czyli tak zwan serialow mordoklejk lub inny atwo strawny cukierek dla duszy. Mgby by ilustracj nie tylko rozmowy dwch uczniw lub studentw – po zajciach, wracajcych tramwajem, w knajpie, na wakacjach czy podrywie w parku na Zdrowiu, znudzonych, zblazowanych i hodujcych „zgniej popkulturze”, ku rozpaczy tych, ktrzy lunych tramwajowych gadek ju nie dopuszczaj do zestawu zachowa intelektualisty (tych z ogonkiem u „”). Pasuje do kadego z kadych i idealnie ilustruje zachowanie – chorob? – pewnego pokolenia. Pokolenia poczonego nie zgodnoci cyfr w dacie urodzenia, a obejmujcego nas wszystkich – z wyjtkami tak nielicznymi jak yjce skamieliny. Pokolenia poczonego w ogle, nie w szczegle, bo wanie o owo czenie, spojenie, sznurek chodzi. Pokolenia zalinkowanego.

Dyndajcego na sznurku, by moe szubienicznym, jeli chodzi o skutki dla samorozwoju.

Zalinkowanego czy te podlinkowanego, i wcale nie chodzi tu o fejsbuka, ktrego niecne macki jeszcze mnie nie dosigy. Chodzi o jako taki link i jego macki. Mechanizm rzdzcy wspczesnym wiatem.

e co?

May eksperyment zatem:
Fajny film wczoraj widziaem... zamiemy na:
Fajny filmik wczoraj widziaem...
albo:
Fajny kawaek syszaem wczoraj...
czy:
Fajny artyku wczoraj przeczytaem...

Oczywicie, wczoraj te mona zamieni, a nawet lepiej byoby zastpi dzisiaj czy te przed chwil, bo skrt i instant to pojcia zalinkowanym pasujce jak dobrze skrojony garnitur, koszula i krawat na raz.
Jeeli Daj linka! umieszcz jako drug linijk dialogu, reakcj na pretekst do tak nawizanej rozmowy, wiele si nie zmieni. Nie zmieni si te duo, kiedy fajny podmieni na dobry, ciekawy, interesujcy, niezy, gupi, bombastyczny, okropny, lipny, gwniany czy propagandowy.

Nic si nie zmieni, bo wbrew pozorom, ani rzeczony wyej film (zostamy ju przy ruchomych obrazach jako przykadach), ani jego fajno szeroko pojta czy brak teje – nie s istotne! Istotny jest nonik, medium, rozumiane nie jako pozycja docelowa (rdo linka), lecz sam sznurek, czyli sposb transmisji. Powysza ilustracja jest, oczywicie, przejaskrawiona celowo (chocia nadal twierdz, jak na pocztku, e potencjalnie albo ju si zdarzya, albo zdarzy, i to w milionach przypadkw).

Obiekt, od ktrego zaczyna si caa rozmowa, nie jest ju podmiotem, lecz przedmiotem tej samej dyskusji. Tre i jej podstawowe aspekty, jak rdo, autor, waga – czyli odkrywczo, donioso, oryginalno materiau – nie maj znaczenia. Wany jest link. Kolega pierwszy, nasz hipotetyczny student, ucze, rolnik lub wypoczywajcy na dziace tatu (obowizkowo z kosiark do trawy, tustym grillem i „Karoool, posmaruj mi pleeecyyy!”), nie zostaje zapytany, poproszony o podanie autora, rda materiau, scenerii czy okolicznoci zobaczenia, zasyszenia, przeczytania. Podobnie zreszt, jeli sam co prezentuje: Co ci poka! oznacza w tym wypadku Co ci wrzuc!. Na fejsa, na komunikator, na poczt. Zalinkuj.

Kto zapyta, co w tym zego, przecie pod linkiem s ju wystarczajce informacje. Jest autor tekstu, jest obsada filmu. Wygodniej, szybciej, bez zapychania i gowy, i miejsca na komputerze zbdnymi danymi, ktre mona zmieci i mie do nich wgld w jednym miejscu.

I rzeczywicie, jeli pominiemy psioczenie i zrzdzenie na net sam w sobie jako zabawk szatana, to kade przypisanie samej aktywnoci linkowania czego z gruntu zego i paskudnego musi mija si z celem; brak bowiem na nie argumentw.

le zaczyna si robi przy proporcjach.

Link oznacza co natychmiastowego. Link jest stimpakiem z gry Fallout. Tu, teraz i bezbolenie. Bezbolenie, czyli bez wysiku.

Nie zawsze prowadzi do informacji sprawdzonej. Do informacji istotnej. Czsto sama tre, do ktrej nas kieruje, jest ju okrojona i przemielona, pochodzi z drugiej, trzeciej i czwartej rki, ubrudzonej lepk wod po kisielu. W link si po prostu klika. Nierzadko bezmylnie, nie baczc na to, e klikaniem ciga si wirusa, program szpiegujcy, niesmaczny filmik psujcy przyjemno niadania, wtpliwej jakoci art, ktry moe podejrze szef, matka lub dziewczyna, kto, kto zerka nam przez rami (s sytuacje, w ktrych zerkanie ma si dobrze, np. w pracy lub szkole). Link jest wany o tyle, o ile faktycznie istnieje i moemy go otrzyma. Bo przecie kolega numer dwa nie pyta o tytu filmu czy artystk wykonujc przebj, z zamiarem wyszukania stosownych danych samodzielnie.

Coraz czciej tre, ktr trzeba wyszuka, niepodlinkowana – nie istnieje w medialnym eterze. Medialnym, czyli internetowym, bo dzi, mylc net, mylimy media w ogle.

Wiele razy spotykam si z sytuacj, gdzie luksusem, bdcym poza zasigiem (rzekomo?) zmczonych i zagonionych znajomych – jest podanie, na przykad, imienia i nazwiska dziennikarza, ktry spodzi interesujcy tekst, nazwy strony, ktra jest jasna i czytelna, mona jej adres wpisa w przegldark i dotrze do zawartoci witryny. Dopki nie pojawi si magiczne sowo link, a pniej, rwnie zrytualizowany, mechanizm zanotowania sobie owego linka lub przeklejenia go – moja ch podzielenia si czym ciekawym, zachwyt lub oburzenie pewnymi treciami – rozbijaj si o niewidoczny mur.

Bywa i odwrotna kolejno – to ja si obwarowuj, kiedy zamiast zwykego „Cze” czy choby emotki, dostaj linka na dzie dobry w okienku rozmowy na komunikatorze. Cig cyfr i liter nie wyjania mi, w jakim celu znajomy wywietli mi go w wirtualnej rozmowie. To jest niepotrzebne, ja mam po prostu klikn, jeeli tego nie zrobi, popeni towarzyskie faux pas.

Oczywicie, klikanie i linkowanie znacznie uatwiaj nawigacj, szybko i wygod docierania do treci, ktre bez tego mogyby si zgubi. Bandery, butony, kana RSS – to wszystko s ju podstawowe elementy strony www. Coraz czciej jednak linkowanie staje si aktywnoci sam w sobie; zastpuje i rozmow (ripost jest dzi gupawy mem, ktry zamiast za nieporadno towarzysk, uchodzi za elokwentny – bez sw! – i zabawny sposb torpedowania adwersarza), rodki przeciw nudzie (linkujc wzajemnie, mona spdzi na czacie cae godziny) i, last but not least – samodzielne mylenie. wiadomo zogniskowana jest wok cigu prostych aktywnoci: kliknij-zaabsorbuj na moment-wyrzu (pozostaw zamiast wyrzu dziaa znacznie rzadziej). Szukanie, zgbianie, odsiewanie treci – nie istniej. Konteksty nie istniej rwnie – bo kontekst odkrywa si bdc poszukiwaczem, a nie prostym zjadaczem treci. Dochodzi do tego niecierpliwienie si i rozdranienie, wynikajce z braku natychmiastowego zaspokojenia potrzeby dowiedzenia si – linki nie ucz czekania, przyzwyczajaj do tego, e cierpliwe, czsto wolniejsze, ale dokadniejsze szukanie informacji – jest czym nienormalnym. Mona wrcz uzna wyczerpujce, prawie kompulsywne linkowanie za rodzaj internetowego zappingu.

Linkowane treci po jakim czasie odklejaj si nie tylko od kontekstu ich powstania i udostpnienia, ale take i od twrcy, i od adresata. Wdruj po sieci, nie nalec do niczego i nikogo, a zarazem bdc wasnoci wspln. A co si, zwaszcza w Polsce, robi z wasnoci wspln, w myl „nie moje, to obsikam” – to sobie mona atwo wyobrazi.

Wszystko, co wyej, to oczywicie wielki dzwon, w sytuacji, kiedy wystarczyby rczny dzwonek, nie przecz. Czasami jednak krzykiem lepiej brzmi to, co mona by przekaza szeptem, z lekkim trceniem kolegi w bok. Bo namitne linkowanie jest rwnie podstpne i tak samo moe ogupi (a czasami spowodowa realne szkody, choby zasypanie komputera internetowym mieciem), co reszta bezproduktywnych aktywnoci, praktykowanych przez wszystkich (robi to i ucze, i profesor) w myl „a sobie sie odpal”. A sobie jednego burgera zjem, no dobrze, dwa… Trzy te nie zaszkodz, itepe, itede…

Wielki dzwon, bo oczekiwanie wycznie na linki prowadzi do swoistej bezradnoci w wiecie informacji. Do takiej samej bezradnoci moe prowadzi z pozoru niewinne ucie gumy dla oczu, jakim jest ogldanie telewizji bez umiaru. Dla wielu osb uzyskanie czego od rki staje si – czciej ni uzyskaniem czego w ogle – lekiem na cae zo, rwnie internetow nerwic, bez znaczenia, co si uzyskuje – czy wygupy nagrane komrk, czy rzetelny artyku prasowy. Bo przecie kliknicie nic nie kosztuje. Tylko czasu cigle brak…

Felieton, oczywicie, mona podlinkowa.

Podgld newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer