<< Nowiny | << Archiwum nowin
05 listopada 2014
'Dzielnica obiecana' - recenzja - 12:04 - Squonk
Ilustracja do nowiny 'Dzielnica obiecana' - recenzja
Pierwsza polska powieść w Uniwersum Metro 2033? To się mogło nie udać. Odgrzewanie tych samych motywów z powieści Głuchowskiego. Pójście tymi samymi tropami. Ale jak się okazało, Paweł Majka stanął na wysokości zadania, a wręcz przekroczył i tak wysokie oczekiwania.

Co widzę, gdy zamykam oczy i zaczynam wyobrażać sobie świat z Uniwersum Metro 2033? Na początku nic szczególnego. Niestety. Gości w maskach przeciwgazowych, ubranych w kombinezony OP-1, trzymających w ręku legendarnego "kałasza". I każdy z nich musi być obowiązkowo stalkerem, bo innej opcji być nie może. Tak, fani to dobra rzecz, ale ich wygodnictwo oraz zaciesz mogą zarżnąć każdy pomysł. Zwłaszcza dziś, kiedy czynnik społecznościowy musi być brany pod uwagę przy każdym, większym projekcie.

Tego też obawiałem się, gdy dotarły do mnie informacje, że trwają prace nad powieścią w realiach wymyślonych przez Dmitrija Głuchowskiego, której akcja będzie dziać się w Polsce. Już widziałem te tłumy stalkerów wylewające się z jej kart, buszujących po metrze. Bo jak wiadomo nie ma stalkerów bez metra, i maski p-gazowej. Tak. Stalkerzy z metra. Murowane postapo i murowany sukces. Nie może być przecież inaczej.

Zaskoczenie pojawiło się wraz z ujawnieniem okładki, a i miejsca akcji. Kraków, hmm... Kraków dawna stolica Polaków. Metra tam na pewno nie ma. Jest za to smok wawelski, czyli może być ciekawie... A co do okładki Dzielnicy obiecanej, to patrząc na nią można już się trochę nakierować, na trop jakim poszedł Paweł Majka. Na okładce nie ma bowiem kolejnego gościa - stalkera!!! - w kolejnej masce p-gazowej. Osobnik nosi jakiś wziernik, kojarzący się z klimatami steampunkowymi, i ma na sobie skórzano-futrzastą kurtkę. To tylko zapowiedź, dość lekka, wręcz mglista, gdyż wyjaśnienie świata przedstawionego w Dzielnicy obiecanej można znaleźć oczywiście w jej środku.

Poznajemy społeczność żyjącą w sieci schronów, umieszczonych pod budynkami dzielnicy Krakowa, Nowej Huty. Ludzie tam śpią, jedzą, żyją, zaś wszelkie pozostałe czynności związane z przeżyciem, jak np. hodowla zwierząt prowadzą w specjalnie zabezpieczonych budynkach, znajdujących się na powierzchni. Z powieści unosi się wręcz w stronę czytelnika zapach niemytych ciał, duszne powietrze, ciągły półmrok. To nie przestrzenne stacje moskiewskiego metra, ale ciasne korytarze, podobne do tych w piwnicach współczesnych bloków. Ludzie chodzą w ciągle łatanych ubraniach, wzbogacanych naturalnymi materiałami, jak skóry zwierząt. Mieszkańcom schronów Federacji Starej Nowej Huty, bliżej z wyglądu do swoich przodków ze średniowiecznego Krakowa, niż ociekających lansem wojowników Pustkowi. Również i ze szpejem nie jest na standardowym, postapokaliptycznym lansie. Łuki, kusze, muszkiety - tym walczy o przeżycie staro-nowohucka społeczność.

I tu właśnie widać, jak Paweł Majka podszedł do kwestii prostego odcinania kuponów, od ustalonych już wcześniej zasad i założeń. Bohaterami swojej powieści nie zrobił on bowiem grupy żołnierzy, wyposażonych w masę sprzętu. A jeśli nawet, bo na kartach powieści w dalszej części pojawią się też ci bardziej "uzbrojeni", to logicznie to wytłumaczył, skąd te XIX wieczne wyposażenie. Ocalałymi bowiem nie byli rusznikarze, metalurdzy, technolodzy, jak również operatorzy jednostek specjalnych Wojska Polskiego. To byli zwyczajni ludzie, choć traf chciał, że wśród nich była też grupa rekonstruktorów dawnych sztuk walki i uzbrojenia. Realne? Według mnie tak. Bo zawsze łatwiej myśli się o przetrwaniu, kiedy wyjdziemy z założenia, znaleźliśmy się np. w czystej, falloutowej Krypcie, a trochę trudniej gdy obudziliśmy się na kupie gruzu, z poparzonym od wybuchu atomowego tyłkiem.

Realizm, realizm i jeszcze raz realizm - to spotkamy w Dzielnicy obiecanej. Przejawia się on także w motywach postępowania części ocalałych, dla których mniejsze znaczenie ma to że żyją na owej kupie gruzów, a ważniejsze, że to oni są jej królami.

Moje obawy, co do treści książki tkwiły również w tym, jak autor odniesie się do czasów współczesnej Polski. Zwłaszcza tej w jakiej żyjemy po 1989 roku. Wojna polsko-polsko, my tu, oni tam gdzie kiedyś stało ZOMO. Odlecieć można łatwo, tylko powrót na ziemię jest trudniejszy. Wyjście okazało się jednak proste. Bowiem więcej dowiemy się o czasach po II wojnie światowej czy latach 70-ch lub 80-ch, a nie o tym, jak kto kogo jak chciał wbić w glebę czy zaorać. Stąd brak bezpośrednich cytatów i odniesień, do czasów nam współczesnych. I dobrze.

Paweł Majka nadał nową jakość realiom Uniwersum Metro 2033. Wprowadził takie grupy postacie jak szperacze (ktoś pomiędzy stalkerami a diggerami), popielni (ludzie, którzy przetrwali na powierzchni), a jednocześnie zachował klimat znany z poprzednich powieści. To nadal jest świat, który daje żyjącym w nim istotom spore możliwości, zahaczające wręcz o świat fantasy. Człowiek - jako sprawca tej katastrofy/nowego początku - nie ma tam jednak szans. Także dlatego, że wojna nigdy się nie zmienia.

I to jest główny przekaz Dzielnicy obiecanej, pierwszej polskiej powieści w świecie Uniwersum Metro 2033.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer