<< Nowiny | << Archiwum nowin
26 lutego 2014
Jak rozbić weneckie lustro? - 14:48 - Jerzy
Internet. Czas się bać
Internet! Miało być tak pięknie; wolność słowa, społeczna integracja, eksplozja kreatywności i aktywności obywatelskiej, decentralizacja gospodarki, transparentność władzy … Długa lista pobożnych życzeń, jak się okazało. Przewidywane koszty? No, może prywatność; ale porządny człowiek nie ma nic do ukrycia. A poza tym, Internet nie jest obowiązkowy – mówiono – woli ktoś analogowo zaspokajać swoje potrzeby, to droga wolna. Jego strata. Obawy kwitowano przywoływaniem historycznych analogii; nowe niegdyś media nie zniszczyły starych, więc nie ma o czym gadać. Świetlana przyszłość miała wynikać z samej struktury Internetu, rozproszonej i sieciowej - stąd bezzasadność domagania się zwyczajowych prawnych zabezpieczeń. Grzechem byłoby nie pomóc jej się ziścić tak szybko jak to możliwe.

Wojciech Orliński, niegdysiejszy – jak sam przyznaje – gorliwy i bezkrytyczny wyznawca tej optymistycznej mitologii, rozbija ją w proch i pył w błyskotliwym, rzetelnie udokumentowanym i konsekwentnym wywodzie. Błędne było – jak twierdzi – samo założenie. Internet to element infrastruktury. Wszystko chcemy mieć pod jednym przyciskiem i loginem. Nawet bez preferencji powstałby naturalny monopol, na kształt wodociągów, kanalizacji czy sieci energetycznej.

Prawne uprzywilejowanie amerykańskich cyberkorporacji doprowadziło do faktycznego, niekontrolowanego przez państwo monopolu i narzucenia reguł działania reszcie świata. Skutkiem jest nie tylko utrata prywatności ale i brak dostępu do rzetelnych informacji, utrata wolności słowa, skrajna polaryzacja dochodów, zanik klasy średniej, pauperyzacja wszystkich ‘usieciowionych’ zawodów. Konstytucyjnie gwarantowane prawa i wolności stały się świstkiem papieru, bo faktycznie nie można nie korzystać z sieci i nie wyrażać zgody na rzekomo dobrowolnie akceptowane regulacje. Nie ma wyboru.

Wszystko wynika z informacyjnej asymetrii; metaforycznego weneckiego lustra. Korporacje wiedzą o nas (prawie) wszystko, my z kolei (prawie) nic o ich regułach działania. Rosnący, nieograniczony praktycznie i niekontrolowany strumień danych i metadanych chroniony jest przez tajemnicę handlową w interesie korporacji, a nie przez państwo - choćby i kulawo - w interesie obywateli. Ochocze udostępnianie go odpowiednim (i nieodpowiednim) służbom na podstawie niejawnych ustaleń nie ma tu nic do rzeczy. Decyzje są arbitralne; nikt tu się nikomu, a najmniej obywatelowi(?), nie musi z niczego tłumaczyć.

Jak rozbić weneckie lustro? Wypada oddać w końcu głos autorowi. Przychodzą mi do głowy trzy scenariusze naprawy tego, co zepsuli legislatorzy tworząc kilkanaście lat temu prawne ramy cyberbiznesu. Jeden realistyczny i dwa utopijne. Realistyczny jest taki, że ludzkość nawiąże kontakt z inną cywilizacją, pozna tajemnice dilithium, napędu ‘warp’ i hive-mindu, i przezwycięży te irytujące trudności. Zainteresowanych dwoma pozostałymi scenariuszami odsyłam do książki.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Winston Churchill nie mylił się mówiąc: Amerykanie zawsze robią to co trzeba. Po wypróbowaniu wszystkich innych możliwości.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer