<< Nowiny | << Archiwum nowin
23 lutego 2014
Suren Cormudian - 'Dziedzictwo przodków' - recenzja - 3:11 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Gdzie dzieje się akcja powieści z cyklu Uniwersum Metro 2033? Odpowiedź jest oczywista - w Rosji. Ale jaka jest to właściwie ta Rosja? I przede wszystkim czy ma ona coś wspólnego z państwem, które jest naszym sąsiadem i z jego aktualną polityką?

Zacznijmy od tego, że Dmitrij Głuchowski w książkach, które zapoczątkowały cykl nie poszedł w stronę krytyki czy "zacieszu" stanu w jakim jest jego kraj. Czyniąc bohaterem książki osobę, która weszła w stan świadomej dorosłości już w podziemiach metra - nie pamiętającą tego co "było przed" - niejako odciął się od konieczności ustosunkowywania się do przeszłości. Artem - bohater Metro 2033 - ma tylko mgliste wspomnienia z okresu dzieciństwa, o historii kraju w jakim przyszło mu żyć wie niewiele, a to co poznaje (a w raz nim i czytelnicy) - to Rosja w pigułce, zamknięta w podziemiach moskiewskiego metra. Jednak jest to Rosja nie mająca konkretnych odniesień, do tej znanej nam współcześnie (nawet biorąc poprawkę jak my ją widzimy). Podobnie jest w kolejnych powieściach uniwersum, w których autorzy umiejętnie omijają problematykę choćby tą "kto i dlaczego" wywołał konflikt.

Tymczasem w powieści Surena Cormudiana Dziedzictwo przodków polityka pojawia się mocnym uderzeniem pancernej pięści rosyjskiej piechoty morskiej. Bowiem to jej żołnierze są bohaterami tej książki i to z nimi poznamy bardziej polityczny obraz Uniwersum Metro 2033. Jakie elementy się na to składają? Przede wszystkim pamięć o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej (takim mianem określa się udział narodów ZSRR w walce z niemieckim najeźdźcą w czasie II WŚ) i żołnierskim trudzie jaki mu towarzyszył. Do tego świadomość cynizmu oraz głupoty przejawianej często przez przełożonych, nawet z wspominanym - choć bezosobowo - prezydentem, co nakłada się na sowiecką mentalność pokazówek w rodzaju np. malowania trawy czy kładzenia asfaltu na drogę w środku lasu. Wreszcie napięcia narodowościowe we współczesnej Rosji: niechęć do ludzi pochodzących z Kaukazu, której zapewne musiał doświadczyć pochodzący z Armenii autor. Wszystkie te elementy zostały przedstawione świeżo i bez zbędnego smędzenia czy narzekania. Jest to ważne, gdyż podstawą akcji Dziedzictwa przodków jest miejsce oraz wydarzenia właśnie z czasów II Wojny Światowej.

W postapokaliptycznej rzeczywistości świata po wojnie atomowej jak królik z kapelusza wyskakują... naziści. Niech czytelnik nie ma pretensji o spojlerowanie, bo to już w zapowiedziach było. Skojarzenia mogą się od razu nasuwać z kiczem fantastyki klasy C, gdzie kolejne reinkarnacje facetów w czarnych mundurach (czasem są to nawet zombie!) jeszcze raz chcą podjąć próby zapanowania nad światem. Jednak w powieści na szczęście tego nie doświadczymy, właśnie dzięki umiejętnemu przepleceniu przez Cormudiana mięsistych realiów rosyjskiej armii z "miejskimi legendami" na temat poniemieckich instalacji wojskowych.

Dziedzictwo przodków może być więc sporym zaskoczeniem dla czytelników przyzwyczajonych już do klasycznego schematu metro/podziemia-stalkerzy-potwory, nawet biorąc pod uwagę dziejące się w innym kręgu kulturowym Korzenie niebios. Nakreślone silną kreską akcenty patriotyczne, dyskretnie przemycona krytyka politycznej rzeczywistości współczesnej Rosji. Do tego coś, co niektórym czytelnikom może przeszkadzać. Cormudian bowiem nie czuje wstydu i nie zamierza dla nikogo - a zwłaszcza Polaków - potępiać Stalina, a w domyśle również przepraszać za Katyń, czy rzucającą cień na polsko-rosyjskie relacje - katastrofę lotniczą pod Smoleńskiem. Jako były rosyjski żołnierz - co czuć z kart powieści - ma dobrą świadomość częstej głupoty swoich przełożonych (współodpowiedzialnych przecież za wywołanie atomowej pożogi), ale to w niczym nie zwalnia go z obowiązku obrony jego ojczyzny - Rosji - przed wrogiem. I tacy są też bohaterowie powieści Dziedzictwo przodków.

Kolejna odsłona Uniwersum Metro 2033 to powieść sprawnie i wartko napisana, potrafiąca zaskoczyć podejściem do - wydawać by się mogło - oklepanej już trochę tematyki świata po atomowej apokalipsie. Elementy związane z II wojną światową nie zostały do niej dodane na doczepkę, czy w jakiś sztuczny sposób. Jeśli więc mógłbym powieść Dziedzictwo przodków przyrównać do czegoś "znanego oraz lubianego" - pod kątem bohaterów, tła osadzenia akcji, podejścia do spraw politycznych, czy wreszcie tego jak się ja czyta - to byłaby to Apokalipsa według Pana Jana Roberta J. Szmidta. Zaleta to czy wada - zadecydujcie już sami.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer