<< Nowiny | << Archiwum nowin
21 lutego 2014
Recenzja książki 'Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwych' Manela Loureiro - 16:06 - Veron
Manel Loureiro, 'Apokalipsa Z. Gniew sprawiedliwych
Zwieńczenie trylogii "Apokalipsa Z" nasuwa skojarzenia z końcowym tomem serii "Zmierzch świata żywych" Rhiannon Frater. W "Gniewie Sprawiedliwych" Manel Loureiro kondensuje wszystko to, czym urzekały "Początek końca" oraz "Mroczne dni", doprawia to dopracowaną fabułą i serwuje w interesującej formie. Nic tylko czytać.

Dobrze znani z poprzednich części bohaterowie trafiają do amerykańskiego miasta Gulfport, jednego z niewielu pozostałych po inwazji zombie przyczółków ludzkości. Władzę tam sprawują religijni ekstremiści pod przewodnictwem uznającego się za proroka, wielebnego Greene'a. Dysponując pozostałościami technologii sprzed zagłady oraz, co najistotniejsze, lekiem obniżającym aktywność wirusa TSJ, uzurpują sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci ocalonych. Jak to bywało już wcześniej, sytuacja mocno odbije się na naszych bohaterach. Podejmą jednak walkę z demonicznym kaznodzieją.

Historia opowiedziana w "Gniewie Sprawiedliwych" jest zdecydowanie najciekawsza ze wszystkich części "Apokalipsy Z". Loureiro mnoży wątki, wyróżniając je zróżnicowanym sposobem narracji - każda postać, która akurat jest "przy głosie" i prowadzi akcję, obdarzona jest indywidualnym stylem. Prosty acz skuteczny zabieg. Siłą rzeczy lepiej poznajemy prezentowanych bohaterów, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na komfort czytania. Ten zaś i tak jest wysoki, dzięki solidnemu warsztatowi autora - Loureiro wyraźnie rozwija się przy każdej kolejnej książce.

Ponadto dzięki "Gniewowi Sprawiedliwych" "Apokalipsa Z" w końcu zyskuje na wnikliwości i głębi. Trzeba to uczciwie przyznać, że pierwsze dwa tomy trylogii były tak naprawdę zręcznie napisanymi survival horrorami i nie niosły jakiegoś wyjątkowego przesłania. W "Gniewie..." Loureiro zastanawia się nad możliwościami i kierunkiem rozwoju postapokaliptycznej cywilizacji. Liznął odrobinę tego zagadnienia przy okazji "Mrocznych dni", ale dopiero tutaj rozwija skrzydła. I dochodzi do raczej mało optymistycznych wniosków. Panowanie nad strachem, który jest naturalnym wynikiem zaistniałej sytuacji, może dać jedynie radykalizm i przemoc. Przynajmniej w początkowej fazie bunt nie wchodzi w grę. No i niezbędna jest ku temu charyzmatyczna jednostka, w tym wypadku amerykański duchowny.

W ogóle religia bez przerwy przewija się gdzieś w tle twórczości Hiszpana. Najczęściej - vide "Gniew Sprawiedliwych" - ma przejawy ortodoksji wykorzystywanej do sprawowania władzy. Ostatecznie jednak pozwala na triumf dobra. Spory wkład w tej kwestii ma postać Ukraińca Pritczenki, który chociaż z niejednego pieca jadł chleb, to jak przystało na rodowitego Słowianina zawierzył siebie i bliskich opiece Opatrzności. I dzięki temu udało mu się - a także jego towarzyszom - przetrwać piekło.

Niezmiernie spodobała mi się także koncepcja Korei Północnej jako jedynego kraju w całości ocalałego z zagłady. Paradoksalnie reżimowe państwo przetrwało właśnie dzięki politycznemu uciskowi, pozostawieniu społeczeństwa w nieświadomości i zamknięciu granic. Tamtejsze wojsko odegra pewną rolę w całej historii, ale wątek ten wydaje się najsłabiej przemyślany. Rajd azjatyckich żołnierzy sprawdza się jednakże jako świetne gore - Loureiro nie ma skrupułów przed dostarczaniem solidnej dawki obrzydliwości.

"Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwych" to udana przygoda z horrorem zombie apocalypse. Dopieszczona pod praktycznie każdym względem książka Manela Loureiro jest jedną z ciekawszych propozycji z tego gatunku na przestrzeni ostatnich kilku lat. Podobnie jak cała "Apokalipsa Z". Polecam.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer