<< Nowiny | << Archiwum nowin
09 lutego 2014
Paolo Bacigalupi - 'Nakręcana dziewczyna' (książki jakie chcielibyście znać, ale boicie się zapytać) - 11:36 - Squonk
Okładka książkiRecenzję napisał Borys, wstęp opracował i wrzucił Squonk.

Rok 2012 i związany z nim - zapowiedziany przez Majów - koniec świata, uaktywnił ludzi uważających, że można się do niego przygotować. Tzw. preppersi gromadząć zapasy pożywienia, źródeł energii, sprzętu (a nawet broni) oraz nabywając różnych umiejętności, nie daliby się zaskoczyć oraz potrafiliby zminimalizować negatywne skutki mającej nadejść apokalipsy. Ta jednak nie nadeszła, choć niezawodni prorocy znów wieszczą kolejną. Teraz 22 lutego. Tymczasem zmiany, i to zarówno idące ku lepszemu jak i złemu, z reguły nie zachodzą w sposób nagły i gwałtowny. !Pstryk! i żyjemy w świecie powszechnego szczęścia lub w piekle. Owszem, negatywne zdarzenia to z reguły skutek splotu nieszczęść, katastrofa wręcz. Jednak te prawdziwe zmiany, które mają realny wpływ na nas i nasze otoczenie, zachodzą powoli i w sposób niezauważalny wręcz. Dopiero po jakimś czasie widzimy, że jest już inaczej niż było przedtem. Ot banał!

Takie to zmiany możemy zaobserwować od końca 2008 roku, kiedy doszło do tzw. kryzysu na rynkach finansowych. Brudną ścierką starł on wiele "bajek i mitów", jakimi byli karmieni obywatele zwłaszcza świata zachodniego. Np. nie ma pracy dla młodych ludzi, ponieważ przenosi się zakłady produkcyjne tam gdzie jest tańsza siła robocza, by wytwarzać po niskich kosztach - wszytko w imię słusznych zasad wolnego rynku. OK! "Ale co mnie ma obchodzić zasady wolnego rynku, jeśli nie mam pracy, dzięki której mógłbym nabywać owe dobra" - myśli dziś sobie młody Portugalczyk, Hiszpan czy nawet Polak. A może to prysnął mit o sytej i opiekuńczej Europie i dziś nie ma nikogo, kto by powiedział, że bajki się skończyły? I tak dalej, i tak dalej.

Wojny jednak nie ma, nagłych załamań i krachów również nie ma, świat idzie na przód. Wyobraźmy sobie jednak, że pojawia się nagle czynnik przyspieszający zmiany. W jakim kierunku by one zaczęły zachodzić? O czymś takim jest książka Paolo Bacigalupiego Nakręcana dziewczyna, której recenzję napisał Borys.

Autor: Paolo Bacigalupi
Tytuł: Nakręcana dziewczyna
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 2013
Liczba stron: 560
ISBN: 978-83-7480-264-2

Pisanie fantastyki dla samej tylko fantastyki mija się z celem. Ten gatunek zyskuje na znaczeniu i sensie dopiero wówczas, gdy mówi o rzeczach ważnych, bowiem tylko wówczas fantastyka jest interesująca, gdy odnosi się do naszej szarej codzienności. Jej potencjał odkrywa coraz więcej współczesnych twórców, co prowadzi czasem do nieporozumień, jak było to m.in. w przypadku Cormaca McCarthy'ego i jego Drogi, którą zupełnie dla mnie niezrozumiale zaliczono w poczet dzieł fantastycznych. Nie miejsce to jednak na rozważania o tym, czym jest fantastyka, a czym nie jest. Natomiast jest to jak najbardziej miejsce odpowiednie, aby pochylić się nad Nakręcaną dziewczyną Bacigalupiego, jedną z tych powieści, które realizują założenia fantastyki niebanalnej.

Wystarczy powiedzieć "postapokalipsa", a już każdy, średnio nawet zaznajomiony z tematem entuzjasta fantastyki, przywołuje w wyobraźni pustynne krajobrazy z Mad Maxa i Fallouta, umorusanych ludzi ledwo wiążących koniec z końcem na postnuklearnych pustkowiach, itd. Ten sposób widzenia tak mocno wrył się w naszą zbiorową wyobraźnię, że w zasadzie oczekujemy końca świata tylko w następstwie jakiegoś wielkiego konfliktu nuklearnego, który zmiecie z powierzchni Ziemi cały materialny dorobek naszej kultury, a nas samych sprowadzi do poziomu na wpół zezwierzęconych bydląt, myślących tylko o rozmnażaniu się i jedzeniu (a przecież nie trzeba apokalipsy, żeby takich ludzi zobaczyć - wystarczy przejść się do pierwszego lepszego centrum handlowego).

Okazuje się jednak, że wcale nie trzeba nuklearnego holokaustu, aby doprowadzić do apokalipsy, a potem postapokalipsy. Rozejrzyjcie się wokół siebie, a zobaczycie, że otoczeni jesteście elektroniką, która stała się tak powszednim elementem Wam towarzyszącym, że w zasadzie przestaliście dostrzegać jej istnienie. I teraz wyobraźcie sobie jakiś kataklizm, który sprawia, że nagle wytworzenie prądu na Ziemi staje się niemożliwe. Nieważne, czy chodzi tu o auto napędzane elektrycznie, czy o maszynkę do golenia. Ludzkość nagle, w jednej chwili po prostu traci prąd. W średniowieczu nie byłoby to problemem, ale dziś? Zamiast atomowego grzyba, martwe gniazdko elektryczne w Waszym pokoju. I tyle. Więcej nie trzeba. Tym właśnie tropem podążył w swojej powieści Bacigalupi. W jego wizji świat rozwijał się identycznie, jak nasz, w pewnym jednak momencie zabrakło prądu. Brak prądu uniemożliwił wydobycie ropy, brak ropy zatrzymał samoloty, statki, samochody, itp. W świecie korporacji, globalizacji i wszechobecnego szumu informacyjnego, laptopów, komórek i kuchenek mikrofalowych, pojawiają się klipry, do łask wraca koń, a samochód staje towarem luksusowym. Dorzućcie do tego dodatkowo podniesienie się poziomu morza na skutek efektu cieplarnianego i wszechobecny głód, będący wynikiem niemożności wyhodowania naturalnymi sposobami jakiegokolwiek pożywienia.

Do czego prowadzi taka sytuacja? Obyśmy nigdy się nie dowiedzieli. Natomiast w Nakręcanej dziewczynie prowadzi do zaostrzenia konfliktów, które dziś jedynie się tlą. Akcja powieści rozgrywa się w Tajlandii, bowiem świat bez prądu jest światem zdominowanym przez Azjatów i to tam przenosi się globalna axis mundi. W Bangkoku o wpływy walczą korporacje zajmujące się produkcją sztucznego zboża, owoców i warzyw, które chcą monopolizować te resztki globalnego rynku, które jeszcze ostały się w świecie po apokalipsie. Walka ta stanowi tło fabuły napędzanej przez kilka postaci - niegdyś bogatego chińskiego kupca, który umknął spod maczety muzułmańskim fundamentalistom, gdy ci po kataklizmie postanowili zrzucić całą winę na Chińczyków, przedstawiciela biokorporacji zajmującej się wytwarzaniem sztucznych nasion, szefa Tajlandzkiej policji - nacjonalisty i szowinisty, oraz "nakręcanej dziewczyny", japońskiego wynalazku, powiedzielibyśmy androida, porzuconego w Tajlandii, kraju, którego mieszkańcy uważają takie "żywe automaty" za coś gorszego, niż naziści Żydów siedemdziesiąt lat temu. Perypetie tych bohaterów prowadzą czytelnika aż do niespodziewanego zakończenia, dając wiele inteligentnej rozrywki. Szczególnie na uwagę zasługuje tu podejście Bacigalupiego do kwestii tajlandzkiego nacjonalizmu, jako żywo przypominającego ten znany nam z Europy lat 30. ubiegłego stulecia. W odróżnieniu od wyraźnie skręcającej w lewo współczesnej anglosaskiej fantastyki, Bacigalupi nie ocenia działań tajlandzkich nacjonalistów jednoznacznie. Potrafi ze zrozumieniem pisać o ich postawie, jako tych, którzy chcą jedynie sprawić, aby w Tajlandii nie opanował chaos, który stał się częścią całej reszty niegdyś cywilizowanego świata. Fantastyczny sztafaż staje się tu sposobem na uwypuklenie pewnych zjawisk, których doświadcza także Polska, ale i większość krajów czy to tzw. "trzeciego świata", czy też tych, które do 1989 roku znajdowały się za "żelazną kurtyną". Bacigalupi analizuje tutaj bowiem nic innego, jak mechanizmy i skutki globalizacji. Na uwagę zasługuje również postać tytułowej "nakręcanej dziewczyny", która odkrywa powoli swoje człowieczeństwo. Temat to popularny w fantastyce co najmniej od czasów Asimova i jego "robotyki", Bacigalupi jednak porzuca typową dla innych autorów fantastyki optykę, każącą skupić się na technicznej stronie problemu, próbuje za to z sukcesem zgłębić psychikę bohaterki. Wierzcie mi, to, co przeżywa ta kobieta (nie obawiam się użyć takiego określenia), głęboko Wami wstrząśnie.

Wszystko to w największym uogólnieniu pokazuje koniec końców witalizm istoty ludzkiej, która mimo przeciwieństw i kłód rzucanych sobie samej pod nogi, nie porzuca chęci rozwijania się. Próżno szukać w świecie stworzonym przez Bacigalupiego jakiegoś pesymizmu antropologicznego. Mimo całego panującego tam chaosu, mimo wszechobecnego barbarzyństwa, człowiek ukazany jest jako istota chcąca działać w imię lepszej przyszłości swojego rodzaju, nie poddająca się zastanej sytuacji. Handel rozwija się, na gruzach dawnych miast ludzie budują nowe i wciąż marzą o świetlanej przyszłości, jak robią to i dzisiaj. Doskonała lekcja optymizmu dla nas, żyjących w świecie, w którym co rusz jakiś nowy prorok wieszczy nadchodzący kataklizm.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer