<< Nowiny | << Archiwum nowin
24 maja 2008
W przeddzień kryzysu energetycznego - 3:18 - Ulyssaeir
Witajcie,
na wstępie chciałbym się przywitać z wszystkimi czytelnikami Trzynastego Schronu. Zostałem pochwycony przez macki wielkiej machiny i ani mi się widzi uwalniać. W ramach przywitania się postanowiłem wszystkich zrazić do siebie długim i nudnym newsem. Oby mój skromny wkład pomógł Trzynastemu wznieść się na jeszcze wyższy poziom. Miłego czytania.

- - - -

…W dwudziestym pierwszym wieku wojna wciąż była prowadzona o zasoby możliwe do zdobycia, tylko tym razem łupy wojny były jednocześnie jej bronią – ropa naftowa i uran.

Czarne złoto, ropa naftowa. Ludzkość jednocześnie nie może bez niej żyć i zrobiłaby wszystko, by się od niej uwolnić. Nie chcą się uwolnić jedynie ci, którzy zarabiają na jej sprzedaży. Nie można się zatem dziwić, że nasze życie zmienia się z każdym wzrostem ceny ropy, jakby próbowało nadążyć za nią, ale mimo usilnych starań zawsze zostawało w tyle. Aż się prosi porównanie do Achillesa i filozoficznych rozważań o wyższości żółwia nad mitologicznym herosem. Jednak nie o filozofii będziem tu dziś dyskutować, ani też nawet o Koperniku, tym samym, który podobno wyręczył słońce ruszając Ziemię. Dzisiaj porozmawiamy o ropie, której rzeka potrafi ruszyć przemysłem, gospodarką, czy wielkim młynem światowej ekonomii. W przeciwieństwie jednak do XIV – XV w. astronoma, równie szybko może owy ruch wstrzymać.

Psychologiczna granica została przełamana. Cena ropy wyższa niż kiedykolwiek. Świat z obawą patrzy na liczby przedstawiające wydobycie i konsumpcję ropy. Ceny paliw rosną, Koszty życia rosną. Ekonomiści ostrzegają przed możliwą recesją.

Tymi słowami jeszcze nie tak dawno witały nas gazety codzienne i media telewizyjne. Nie było to szczególnie zaskakujące, biorąc pod uwagę to, że nasza cywilizacja bez większych przeszkód przetrwała dekadencki pesymizm końca XX w. i cała ta energia, która nie znalazła ujścia w wielkich tragediach, zaciskanych pięściach, przygryzanych wargach, obgryzanych paznokciach i łzach musiała zostać zagospodarowana. Trzeba było więc znaleźć społeczeństwu nowy, inny powód do strachu i zaciskania pośladków. Był grudzień, koniec roku 2003 - a za baryłkę ropy na nowojorskiej giełdzie płacono jakieś 35 USD. Analitycy pytani o przyszłość kręcili oczami, wprawiali kciuki w kołowrotki udzielając wywiadów ociekających niemożliwymi do spamiętania i trudnymi do wymówienia wyrazami. Cena 50 USD była perspektywiczną, ale odległą wizją mrocznych czasów. Nikt nawet nie pytał o cenę 90 USD - eksperci nie próbowali do tylu liczyć, jakby rząd dziesiątek składał się z kilku cyfr mniej niż rząd jedności. I uspokajano nas tak mocno jak próbowano straszyć, że to już, że jest naprawdę źle…

A potem przyszedł styczeń, w zasadzie sam jego początek, A.D. 2008. Cios przyszedł raz jeszcze z Wall Street. 2 stycznia na towarowej giełdzie NYMEX [New York Mercantile Exchange] cena 1 baryłki ropy przekroczyła 100 USD. Na trwałe w bajki opowiadane dzieciom na dobranoc wrosły legendy o tym, jak jeszcze 38 lat wcześniej baryłkę ropy naftowej, a zatem 42 galony i wreszcie 159 litrów można było nabyć za 2 marne amerykańskie dolce. Świat nie upadł, przynajmniej nie nagle – jeśli upada, to do dzisiaj, przyspieszając tylko po to by sam moment upadku był bardziej bolesny. A jeśli nie upada i wciąż wzrasta, wzlatuje wyżej, to właściwie w tym samym celu.
Powodów dla których cena ropy była tak wysoka było kilka – niepokój w Pakistanie, Nigerii, Algierii, na całym Bliskim Wschodzie i także w Stanach zjednoczonych, które są największym światowym importerem tego surowca.

Jeśli utrzymają się obecne ceny ropy, najbardziej odczują to właśnie USA, bo ceny ropy na świecie ustala się w amerykańskiej walucie.
John Irons, szef Economic Policy Institute, luty 2007


W czwartkowy poranek [22 maja] br. czasu polskiego odnotowano kolejny rekordowy poziom ceny tego surowca – 135,04 USD/bbl [za baryłkę] na giełdzie w Singapurze. Dzisiaj [tj. w piątek] baryłkę ropy Brent wydobywanej na Morzu Północnym wyceniono na 135,14 USD/bbl. Ten nie mieszczący się jeszcze niedawno w wyobraźni wynik otwiera oczy. W samym tylko maju cena surowca skoczyła o ponad 20 dolarów. Media podają, wręcz grzmią, że coraz częściej słychać głosy niepokoju o skutki paliwowej hossy dla całej gospodarki światowej. Już teraz m.in. Indonezja, która należy przecież do Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej [OPEC], a która już de facto jest bardziej importerem netto tego surowca, ogłosiła podwyżkę cen paliw o 28 procent. Problemy dotykają też Afryki, Europy i innych regionów na świecie. A cena ropy nie maleje. Nawet czwartkowa korekta, która ścięła cenę o 4-6 USD nie miała większego wpływu na to co się dzieje teraz, bo jeden dzień wystarczył by niemal całkowicie odrobić straty.

Oliwy do ognia dolała prognoza wielkiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs, że ceny ropy w drugiej połowie tego roku wyniosą średnio 141 dol. za baryłkę, a do 2010 roku mogą osiągnąć poziom 200 dol. za baryłkę.
Money.pl


Bezpośrednie skutki wysokich cen ropy i paliw rzeczywiście w największym stopniu dotykają USA. Ceny biletów lotniczych idą w górę, a przewoźnicy wymyślają nowe opłaty, dzięki którym odbijają sobie straty wynikające ze wzrostów cen paliw. Ale sam proceder i jego przybierająca niebezpieczny obrót skala to już nie kwestia wyjścia „na swoje” a utrzymania pozycji na rynku. Szef American Airlines Gerard Arpey o przyszłości wypowiada się dosyć pesymistycznie. Już teraz zamknięto ok. 12 procent połączeń lokalnych obsługiwanych przez AA, uziemiono również 80 samolotów. W branży samochodowej nie jest lepiej – szef koncernu Ford, Alan Mulally zapowiedział wczoraj m.in. że już wiadomo, że nie uda się wygenerować zakładanego na rok 2009 zysku. A to dopiero początek, wciąż nie udało się doprowadzić do zatrzymania wzrostu cen ropy. Wyższe ceny paliw w połączeniu z brakiem wyraźnego, adekwatnego do nich wzrostu płac będzie oznaczać, że amerykanie będą musieli zaoszczędzić na czymś, żeby korzystać z samochodów tak jak czynili to dotychczas. Będzie to wielkim kopem w tyłek amerykańskiej ekonomii, kopnięciem które jednak nie popchnie gospodarki do przodu, ale raczej przewróci ją. A wierzcie mi, po takim kopie tyłek boli długo!

Znajdujemy się blisko daty szczytu produkcji ropy naftowej, historycznego momentu największego jej wydobycia. Prezydenci różnych krajów, premierzy, ministrowie energii, szanowani geolodzy, a nawet koncerny naftowe ostrzegają, że skończyła się "era taniej i łatwej energii". Wkraczamy w nową epokę, w której wydobycie ropy - surowca niezbędnego do funkcjonowania naszego modelu cywilizacyjnego - będzie już tylko spadać. Dane geologiczne mówią same za siebie: 54 spośród 65 państw-producentów ropy przekroczyło lub znajduje się właśnie w fazie szczytu wydobycia. Od 1962 roku zmniejsza się wielkość odkrywanych pól naftowych. Na każdych sześć zużytych baryłek przypada jedna odkryta, a proporcja ta pogarsza się każdego roku.
Peakoil.pl


W Polsce skutki windowania cen ropy najbardziej odbijają się w cenach benzyny i oleju napędowego. Magiczne 5zł/l których to spodziewano się nie przed II lub III kwartałem 2009 roku ma szansę stać się rzeczywistością jeszcze przed końcem wakacji. Już teraz ze świeczką można szukać stacji, na których Pb95 i ON wycenione zostały poniżej 4,50zł/l, Pb98 poniżej 4,60zł/l a LPG 2.10zł/kg. Wzrostów należy się spodziewać aż do lipca, kiedy to rosnący popyt na paliwa powinien zatrzymać tendencję. Powinien, co jednak nie znaczy, że będzie to czynnik wystarczający. „Powinien” to prawie jak musi, a prawie robi wielką różnicę.

Ale to nie koniec złych wieści dla mieszkańców Starego Kontynentu. Cała Europa Zachodnia i Środkowa marzy o tym by paliwa kosztowały tyle, co w USA, nie mówiąc już o Wenezueli, Rosji czy krajach w których wydobywa się ropę w dużych ilościach. Czemu? 1 galon to 3,7854 litra. Za taką ilość paliwa zapłacimy u nas 17,63 PLN, czyli zgodnie z obecnym kursem dolara, jakieś 8.60 USD. Ile zatem średnio kosztuje paliwo na stacjach w Stanach? Około 3,7 USD! [sic!] czyli ponad dwukrotnie mniej niż u nas!. Nasuwa się pytanie – czego do jasnej cholery ci amerykańce marudzą? Kiedy ostatnio unas paliwo kosztowało marne dwa złocisze?

Dla porównania kilka cen Pb95 [E95] z innych części świata. Ceny podano w EUR za litr:
Belgia 1,56, Czechy 1,22, Francja 1,42, Hiszpania 1,19, Niemcy 1,46, Polska 1,29 Rosja 0,65, Irlandia 1,21, Wlk. Brytania 1,38, Ukraina 0,87 .

Spore różnice? To je pogłębimy.
W Wenezueli litr paliwa kosztuje 3 amerykańskie centy. [!]
W Iranie 1 dolar pozwoli na zakup 10 litrów a Arabii Saudyjskiej 9 litrów paliwa.
Na drugim biegunie znajduje się Erytrea gdzie litr paliwa kosztuje 1,6 EUR, a w Norwegii 1,46 EUR.
Więcej na:

Money.pl

Na co idą nasze pieniądze przy zakupie paliwa, poza naturalnie – samym paliwem? Oczywiście na akcyzę i VAT. W Polsce ok. 50 procent ceny paliwa to suma która bezpośrednio zasila budżet państwa, w USA ok. 12 procent. I tak nie mamy zupełnie źle, w cenie paliwa kupowanego w Wielkiej Brytanii jedynie 30 procent to paliwo, resztę stanowią opłaty dodatkowe. Oznacza to, że do pewnego stopnia można zaradzić podwyżkom cen paliw poprzez obniżanie akcyzy albo VAT’u. A co potem, gdy przekroczona zostanie pewna granica? Zwyczajnie przestaniemy jeździć samochodami. Przynajmniej znikną spaliny, korki i niedzielni kierowcy. Posiadanie samochodu nie będzie niczym wyjątkowym, ale pełnego baku paliwa już tak. Jak zmieni się nasze życie, gdy większa część społeczności przerzuci ciężar dojazdu do pracy na barki transportu publicznego?

Przypomnijmy:

…w dwudziestym pierwszym wieku wojna wciąż była prowadzona o zasoby możliwe do zdobycia, tylko tym razem łupy wojny były jednocześnie jej bronią – ropa naftowa i uran…

Wizja jaka rysuje się przed nami nie jest optymistyczna. Nadchodzą czasy wielkich zmian i to niezależnie od tego, czy uda nam się przygotować na najgorsze, czy zostaniemy złapani z ręką w nocniku. Z każdym mijającym dniem sytuacja jest mniej przyjazna. Tylko dwie rzeczy mogą zatrzymać wzrost cen ropy naftowej – silny USD, albo relatywnie szybka racjonalizacja konsumpcji.
Kto chciał się dorobić milionów i zainwestował w ropę, ten teraz zacznie kosić miliardy. I przyjdzie kiedyś taki dzień, gdy ropa się wyczerpie a pewne produkty oparte właśnie na niej staną się dla zwykłych ludzi niedostępne.

Analitycy szacują, że teraz ceny powinny się na jakiś czas ustabilizować w przedziale 140 – 150 USD/bbl. Później można oczekiwać krótkookresowego spadku ceny ale jakby nie prognozować, strzelać, rzucać monetami czy kostkami a nawet wróżyć z fusów, 200 dolarów za baryłkę osiągniemy jeszcze przed 2010 rokiem. I może nie jestem analitykiem, nie mogę się też równać z pracownikami Goldman Sachsa ale i tak już teraz wiem, że jako cywilizacja mamy przynajmniej mocno przewalone. Przecież uranu też nie starczy na zawsze. Ale to już zupełnie inny, nudny news...
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer