<< Nowiny | << Archiwum nowin
26 grudnia 2009
Lekcja miejskiego survivalu - 2:33 - Squonk
Polskie Koleje Państwowe
Są takie miejsca, w których każdy fan klimatów może szlifować swoje umiejętności przetrwania i dawania sobie rady w trudnych warunkach. Nie są to opuszczone budynki po zamkniętych zakładach przemysłowych, powojenne bunkry i umocnienia czy tereny po wojskowe. To dworce kolejowe oraz tereny wokół nich.

Pisaliśmy już o tym wcześniej, że polskie dworce kolejowe wyglądają z reguły jak ghulowi z tyłka wyjęte. Owszem, nie można zaprzeczyć, że kolej ciągle się modernizuje, i mimo oporów cały czas ten proces idzie na przód. Ale jeśli w centrum swojego miasta codziennie widzi się kuriozalną scenografię, żywcem wyjętą z postnuklearnych wizji a'la Fallout czy Mad Max to sami wiecie... (schronowa galeria "Kolejowe postapo")

Okres przedświąteczny/poświąteczny/noworoczny to czas gdy wielu ludzi musi skorzystać z usług kolei. Przykładowym poligonem na testowanie swoich umiejętności przetrwania może być dworzec kolejowy w Gdańsku Wrzeszczu, który wręcz modelowo oddaje to co w survivalu jest najważniejsze. Nie kojarzącym tej dzielnicy Trójmiasta wyjaśniam, że w okolicy znajdują się gdańskie uczelnie wyższe, a co za tym idzie masa studentów mieszkających w akademikach, a także duże osiedla mieszkalne. Czyli stacja ta jest ważnym węzłem komunikacyjnym w Trójmieście.

Zaczynamy oczywiście od nabycia biletu. Przy istniejących kilku okienkach, czynne są jak zwykle tylko dwa. Przydają się więc już dwie umiejętności: określenia końca kolejki oraz mocne nogi na wytrwałe stanie w niej. Pierwsze atrakcje zaczynają się, gdy do akcji ruszają okoliczni menele, potrzebujący akurat naszego wsparcia. O ile zwyczajnie nagabywanie o „coś danie” można zlekceważyć, o tyle możemy okazać się bezbronni gdy zostanie przeciwko nam użyta broń psychologiczna!

Nie spodziewaliście się tego, co?

Otóż wystarczy, że menel będzie śmierdział jak hmm... tyłek ghula do silni i do tego podejdzie do nas z jasnym i prostym oświadczeniem: „przepraszam, żebrzę”. Zapewniam Was, że własną mamę dodalibyście mu do paru groszy, byle jak najszybciej zniknął ten straszny smród.

Jednak największe rozrywki dostarczają nam sami przewoźnicy. Czyli w sumie kto? Powiecie, że PKP, ale czy zdajecie sobie sprawę, że czegoś takiego jak PKP tak naprawdę nie ma? W wyniku zmian, restrukturyzacji i cholera jeszcze wie co, z PKP powstało kilkanaście spółek i spółeczek, z których każda odpowiada za co innego. Nadal nic z tego nie rozumiecie? To pora zacząć nadrabiać zaległości i zgłębić się w meandry wiedzy, pozwalającej na identyfikację czyim pociągiem będziemy mogli się udać w wybrane miejsce w Polsce. Jest to ważne, gdyż zakupiony bilet (na razie jeszcze w jednej kasie) na pociąg PKP Inter City nie będzie honorowany w pociągu Przewozów Regionalnych - mimo tej samej trasy – ponieważ są to zupełnie oddzielne firmy. Zresztą Przewozy Regionalne to już nie PKP, gdyż ten człon został wykreślony z nazwy tego przedsiębiorstwa. No i tu czy tam działają także przewoźnicy całkowicie prywatni.

Wiecie więc już, że podstawą przetrwania jest wiedza, także tego jakim typem pociągu chcemy się udać w Polskę. Jest to ważne, gdyż każdy przewoźnik - przede wszystkim Inter City – oferuje kilka typów pociągów, różniących się warunkami (i tym samym ceną) podróży. Gdzie zdobyć taką wiedzę? Najszybciej za pomocą internetu - oczywiście pod warunkiem, że są tam umieszczone aktualne dane. Ale, że sami dobrze wiecie, jak to w Polsce jest z ogólnym i powszechnym dostępem do sieci, to praktyką jest robienie przez podróżnych z kasy biletowej punktu informacyjnego. I stąd kolejki rosną.

Sama podróż również będzie szkołą przetrwania, zwłaszcza jeśli wybierzemy tańszą ofertę. Luksus jak miejscówki i wygodne fotele oferuje Inter City, ale trzeba uważać, bo ten przewoźnik ma w swojej ofercie również zwyczajnie pociągi. Jeśli więc nie wybierzemy przejazdu z możliwością wykupienia miejscówki, a przedziały będą obsadzone, to pozostaje nam stanie w korytarzu. Do tego takie atrakcje jak postoje spowodowane remontami torów, oraz niespodziewane iwenty w postaci kradzieży trakcji lub pęknięć torów w wyniku mrozów.

Czasem musimy jednak poczekać na dworcu na nasz pociąg. Tu ciekawą osobliwością jest dworzec w Gdańsku - miasta, które w 2012 roku ma gościć kibiców piłkarskich mistrzostw Europy. Podróżnego na peronie witają permanentnie zasrane gołębim gównem ławki. Jednak największym wyzwaniem jest poczekanie na pociąg odchodzący między godziną 1 a 4. Zwłaszcza gdy na dworze jest minus kilkanaście stopni Celsjusza. Wtedy to na dworcu odbywa się operacja nosząca kryptonim bojowy „Przerwa techniczna”. Cel jest jeden, służący oczywiście wygonieniu menelstwa z dworca, a że podróżni przy tym obrywają, to kogo to obchodzi?

Ale wszystko pikuś dla smakoszy klimatów. Ci, po doświadczeniach z badania postapo oraz lekturze tego skromnego felietonu nie takim kolejom dadzą radę!

Zwłaszcza, że pasażerowie wypasionego Eurostara nie takie mieli przygody w tym tygodniu, kilkadziesiąt metrów pod dnem kanału La Manche...

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer