<< Nowiny | << Archiwum nowin
14 lipca 2010
„Moda na Afterfall” – gameplay, nie gameplay - 20:09 - Zagłoba
Odcinek 575, czyli jak dumny imć nobilis Zagłoba, cudem wykpił się od śmierci i uwiódł Fortunę.

- Liberum Veto! Nie godzi się tak szlachcica! Bękarci francowatej przechodzki! Chodźcie na szabelki, a wyrobię wam nowe dziury w tyłkach – za pozwoleniem Drodzy Waszmościowie, ale sytuacja w jakiej znalazł się ostatni z potomków starożytnego ludu sarmackiego nie była do pozazdroszczenia.

Sprawa jego życiowej misji, czyli poszukiwanie jakichkolwiek fragmentów starożytnego projektu „Afterfall”, była zagrożona od kiedy niejaki DJ Majka „lansił i zacieszał” mocne materiały dotyczące ów konceptu, w popularnym radiu biznesowym. Mówiąc krótko – nastał monopol, a „czarny rynek” po prostu umarł dla takich śmiałków jak Zagłoba i, aby nadal wiązać koniec z końcem, trzeba było wyprawiać się do naprawdę paskudnych miejsc.


Warto tutaj zaznaczyć, że nowy komisarz nie należał do cierpliwych, gdyż nadto często raczył się niewi(n)em, lecz gorzałą, która wprawiała go w wahania nastrojów. Znaczy, że Zagłoba nigdy nie wiedział czy dostanie od niego przez łeb, czy też zostanie obłapiony z iście niedźwiedzią poufałością, jeżeli wspomni o zaległych „zasługach”. Nie było też mowy o żadnych obietnicach, bo o ile u sturmbannführera Holdena „złote góry” przechodziły, to u N.W. dostawało się za takie bajdurzenia darmowego kopa prosto w kroczę.

W dzisiejszych czasach trzeba było się więc zagrzebać w niezły szajs, aby wygrzebać jakieś frukta na temat „Afterfalla”. Dlatego też dziarski nobilis, nie zaważając na sztampowe tabliczki ostrzegające, udał się do naprawdę niebezpiecznego miejsca – zrujnowanej dzielnicy Praga, gdzie po nuklearnej apokalipsie zagnieździli się kanibale, prawdziwi troglodyci i pozostałość dawnego dziedzictwa, tego jakże malowniczego zakątka Warszawy. Okazało się, że zamysł przeszukania ruin katedry Św. Wita, mimo ścisłego kierowania się radami podręcznika „Małego szabrownika” autorstwa Nasy, nie był zbyt dobry i nasz bohater szybko wpadł w zasadzkę zastawioną przez ludożerców.

Teraz, w samych hajdawerach i bez godności, został przywiązany do pala i ułożony nad ogniskiem niczym prosie na rożnie. On, szlachcic! Jego położenie przypominało odrobinę kulturalną i analityczną dysputę z niejakim Satanem. Niby dało się przeżyć tę niewygodę w stoickim nastroju, ale po kilkunastogodzinnym waleniu głową w mur człowiek dostawał szału. Mówiąc wprost – było ono dalece niefortunne i usprawiedliwiało ten samotny pojedynek na wszeteczne słowa.

- Te wapniak, nie drżyj japy, bo z moim ziomkiem właśnie wyczajamy jak Ciebie tutaj pacnąć. Więc morda, bo zaraz Ci jebutnę w ryja i nie będziesz taki rałsowaty. Za chwilunię skończysz jak ten kozaczek z wyciętego lasu i nie będziesz no more zacieszać rogala! – Zagłoba nic nie zrozumiał, ale widok na wpół zjedzonych zwłok skutecznie mu zobrazował, o co chodziło tym dwóm jegomościom.

Pozostało, więc modlić się do Trójcy Świętej i liczyć na cud. Przecież ona nigdy nie pozwoliłaby na skazanie na tak pogańską śmierć, prawego oraz bogobojnego katolika? „Zdrowaś Mario”… Nic. „Ojcze nasz”… Nic. „Pod Twoją Obronę”… Nic. Kiedy był już mocno zdesperowany i zaczął już powoli nucić „Sercem Kocham Jezusa”, usłyszał dwa krótkie pisknięcia i ujrzał jak kanibale padają bez ruchu na ziemię.
Po krótkiej chwili ktoś rozwiązał jego więzy i ujrzał tajemniczą personę z papierosem w ustach, ubraną w prochowiec. Twarz skrywał gustowny, gangsterski kapelusz.

- Twoje szczęście, że wybrałeś perka „Tajemniczy Wędrowiec”, ten drugi fajfus wolał zainwestować w „Idealnego kochanka” i co mu to dało na pustkowiach? Tylko przed śmiercią poznał dogłębnie co to znaczy słowo „sodomia” – wskazał ruchem głowy na wpół zjedzonego truposza. – Będą leciał, coś czuję, że się jeszcze nieraz spotkamy. Na Twoim miejscu przeszukałbym portki tego kolesia, Twój modyfikator szczęścia jest w miarę wysoki i może znajdziesz coś ciekawego.

Zdębiały szlachcic otrząsnął się z tego wydarzenia dopiero po kilku minutach. Znów napluł diabłu w twarz i uwiódł samą Fortunę. Kiedy to się skończy? Zgodnie z radą przeszukał hajdawery nieszczęśnika, który przed śmiercią poczuł się niczym sam turecki heretyk czy moskalski pies. Prócz śmieci, „Magicznego tajnika mowy” znanego wszystkim autora, odnalazł mocno sfatygowaną płytę podpisaną „Afterfail – Gemplej”. Postanowił ją odpalić…



Jakość kiepska, mocno koślawe animacje, „chwała”. Brakowało tylko husarii. Nie ma szału, ale chyba starczy by zadowolić naczelnego i komisarza. Splunął – Wygląda na to, że wracam do tego pieprzonego biznesu.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer