<< Nowiny | << Archiwum nowin
10 listopada 2016
Wybory w USA' 2016 - 1:01 - Squonk
Ilustracja do nowiny 'Wybory w USA' 2016'
Cztery lata temu nie było powyborczego posłowia, w związku z tym co się stało w Stanach Zjednoczonych. Było za to 8 lat temu, gdy wygrała nadzieja, młodość, świeżość, energia. A przy okazji rozwiane zostały ostatnie pozostałości segregacji rasowej, gdy 44 prezydentem Stanów Zjednoczonych został Barrack Obama. I miało być tak dobrze, bo w końcu tak, możemy...

Co świat, a przede wszystkim amerykańscy wyborcy dostali po tych 8 latach? Najdroższą jak do tej pory kampanię wyborczą - ale to standard w najbardziej rozwiniętej gospodarce świata. Najbrudniejszą jak do tej pory kampanię wyborczą - bajki o demokracji to w filmach Rolanda Emmericha i propagandzie historycznej, którą przemyca również Fallout 3. Ale przede wszystkim taką, która pokazała jak fikcyjne jest święto demokracji w Stanach, jakim są wybory prezydenckie. Wszystko poprzez kandydatów dwóch głównych, i realnie liczących się partii politycznych. Tresowana małpa z cyrku oraz stojące za nią ogromne pieniądze, mogłyby sprawić że taki kandydat mógłby zostać wybrany i pełnić ten urząd.

Hillary Clinton, od lat pływającą po szerokich wodach amerykańskiej polityki, i to nie tylko jako żona wcześniejszego prezydenta USA. Typowa przedstawicielka amerykańskiej klasy politycznej, establishmentu zrośniętego z mediami, oraz korporacyjnym biznesem. Zarazem należąca do partii od lat cynicznie wykorzystującej takie kwestie jak równość czy prawa mniejszości.

Po drugiej zaś stronie Donald Trump. Biznesmen, medialny celebryta, człowiek show, ale też i biznesu, doskonale sobie radzący w tej weselszej stronie życia publicznego. Z pozoru trwały element w/w establishmentu, któremu do niczego potrzebne było wejście w świat polityki, skoro dobrze bawić można się i bez niej. A jednak podjął on walkę w prawyborczym wyścigu, pokonał pozostałych kandydatów, zdobył nominację, i stanął w prawdziwym wyścigu.

I go wygrał...

Antysystemowiec, populista? Błazen, nawet trochę klown? Prostak, a może burak? Cokolwiek o nim nie napisać, będzie to w części prawda, tak jak prawdą jest to, że społeczeństwo Stanów Zjednoczonych mimo eksperymentów inżynierii społecznej, prowadzonych tam od lat, czknęło, i może wypuściło niezbyt ładnie pachnące gazy, to na pewno na jego żołądku zrobiło mu się lżej. Lata uprawiania politycznej poprawności, punktowego promowania mniejszości rasowych, idealnie sprzęgły się z hipokryzją elit i sporej części mediów, gdy okazało się, że kandydatem "przewidywalnej, normalnej Clinton", będzie właśnie Trump.

Zakładałem, że z minimalną przewagą wygra Clinton. Patrząc na procentową liczbę głosów, tak się w sumie stało. Ale o wyborze prezydenta decyduje liczba uzyskanych w każdym stanie głosów elektorskich, w których kandydat z największą liczbą głosów zdobywa wszystkie. Myśl, że może być jednak inaczej, pojawiła się podczas słuchania wyborczej audycji w Polskim Radio 24. Reporter rozmawiał z mieszkającym na Florydzie przedstawicielem latynoskiej mniejszości (większości?), który stwierdził że on i jego znajomi dość już mają polityków Partii Demokratycznej, od lat uważających że wystarczy być, a wszystkie mniejszości i tak oddadzą na nich swój głos.

Na podsumowanie można rzec, że amerykańskiemu społeczeństwu się czknęło, za to elitom poszło w drugą stronę. Histeryczne reakcje, płacze celebrytów pokazują, że był to chyba wybór słuszny. A że wygrała osoba z nie tej bajki? W Stanach i tak od ponad 200 lat teoretycznie nic się nie zmienia, mimo wielu ciągłych zmian. Może pora na taką zmianę, w której celem będzie przywrócenie wielkości Ameryce, na trochę innych niż do tej pory zasadach?

To się okaże za 4 lata.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer