<< Nowiny | << Archiwum nowin
29 lipca 2011
Nabór! Nowych! - 14:14 - nie wiem

Z pamiętników starego gamonia


Promieniowanie w normie, a nawet trochę niższe niż zazwyczaj (sprawdź tutaj), pogoda ni to letnia, ni to wiosenna, aktywność rebeliantów, dziwaków i innych mutantów nie ma tendencji do wzrostu. W prostych żołnierskich słowach można powiedzieć, że nic nie zapowiadało tego, że Szpon ogłosi zaciąg do Fallout Corner. Tym bardziej może to być dziwne, bo Deat(c)hClaw podkreślał przynajmniej kilkakrotnie, że w Fallout Corner czuje się jak Kim Dzong Il w Korei, a jeśli będzie miał stamtąd odejść, to zakończy również funkcjonowanie serwisu (swoją drogą to ciekawe, że Fallout Corner nie jest tak powszechnie i często utożsamiany z jedną osobą, z osobą Szpona, jak Schron jest utożsamiany ze Squonkiem, pomimo faktu, że Fallout Corner jest jawną monarchią, a na Schronie panuje oligarchia/demokracja szlachecka/szejkanat/zwijcie to jak chcecie). Wydarzenie nastało w każdym razie przełomowe i żeby niezdecydowanych zachęcić albo zniechęcić (bo wątpię w moje talenty demagogiczne) do przystąpienia do Fallout Corner, Game Exe albo Trzynastego Schronu opiszę w kilku słowach jakie były moje motywacje i co zyskałem , dołączając do tego bizantyjskiego bajzlu trzy lata temu.

Historia

Nie bez znaczenia był dla mnie, kiedy się pakowałem w Schron, fakt istnienia falloutowej sceny (wtedy w nią wierzyłem), która za dobre wynagradza, a za złe karze, albo robi coś podobnego, pamiętając w każdym razie o tych, którzy się dla niej zasłużyli. Dopiero kilka miesięcy później mogłem się przekonać, że mnie ta scena za nic już nie nagrodzi, bo jej zwyczajnie nie ma, że na nagrodę trzeba sobie zasłużyć nie poprzez dążenie do niej, tylko przez pracę bez ciągłego spoglądania na aureolę chwały i że tak naprawdę nagroda – czym by ona nie była – tkwi w samej pracy i funkcjonowaniu w serwisie, a objawia się poprzez nawiązywanie kontaktów z różnymi ludźmi, o których często ma się tylko wyobrażenie zbudowane na podstawie ich formowego awatara, albo poprzez publikowanie materiałów, przyjmowanie krytyki na ich temat oraz bronieniu swoich koncepcji. Ale o tym później.

Tworzenie

Pierwszym moim zajęciem na Schronie było poprawianie nowin, które pisali inni. Dopiero kiedy dwa dni po osiemnastych urodzinach zostałem redaktorem i jednocześnie newsmanem, zacząłem robić coś twórczego. I muszę przyznać, że na dobrą sprawę nie wiedziałem o co chodzi. Pierwsza nowina mojego autorstwa, która pojawiła się na Schronie, miała wspólnego z postapo tyle co przysłowiowy wiatrak z piernikiem, ale jakoś żaden profesor postapo nie zdążył jej skrytykować (zresztą w 2008 roku nie było ich znowu tak wielu). Dopiero po kilku dniach, albo nawet tygodniach, załapałem o co chodzi, a wtedy duma i satysfakcja z faktu, że moje nowiny pojawiają się na stronie, którą odwiedzam bodajże od 2005 roku, były ogromne.

Dowodzenie

Nie tak szybko, o tym będzie później ;-) Niemniej jednak należy zaznaczyć, że ścieżka tworzenia dość szybko krzyżuje się ze ścieżką krytyki (przez niecierpliwych nazywaną ścieżką, po której kręcą się różne takie patałachy bez zdolności zrozumienia, co same niczego nie zrobiły, a zarzucają innym brak profesjonalizmu) i czasami ten opis jest poprawny, ale częściej wkroczenie na to skrzyżowanie daje świetną szansę do nauczenia się pokory i dobrej argumentacji.

Konfrontacja z krytyką

Moja pierwsza konfrontacja z krytyką nie była najlepsza, ale i sama krytyka nie była najlepsza. Ktoś na forum zarzucił mi, że podałem odnośnik do tureckiej strony, ale nie przetłumaczyłem treści tam zawartych na język polski. Do dzisiaj nie wiem gdzie szukać zasadności tego zarzutu, ale wtedy, zamiast zareagować z dozą żartu (dozy żartu człowiek uczy się przez cały czas pracy w serwisie internetowym, a jeśli się jej nie uczy, to ogania go frustracja, żal i niemoc. Jednak szansa nauczenia się dozy żartu, przez którą rozumiem też dystans do samego siebie i do owoców swojej pracy, jest dość mocnym argumentem za tym, żeby dołączyć do jakiegoś internetowego czasopisma), zachowałem się dość gwałtownie i cholerycznie, co zresztą zdarza mi się cały czas, ale przynajmniej robię to za kulisami (na oczach redakcji), a nie wobec czytelników. Ogromnie ważną umiejętnością w kontaktach z ludźmi (mutantami i ghulami też) na niwie Internetu jest zdolność do niegeneralizowania i niedopinania rozmówcom pochopnych etykiet. Często na temat osobnika, z którym rozmawiamy, nie wiemy nic poza tym jak wygląda jego awatar, jaki ma link w podpisie i czy jego pseudonim ma jakieś znaczenie, jeśli przetłumaczy się to na język starogrecki. Zbyt szybkie określenie w swojej wyobraźni jaki ten człowiek jest zazwyczaj odsuwa nas od sensu dyskusji, a na pewno od sensownego jej rozwiązania. Oczywiście nie jest łatwo polemizować z kimś, kto ewidentnie wydaje się być głupszy od nas, ale należy pamiętać, że tak naprawdę największą cnotą jest pokora, uzupełniana od czasu do czasu cierpliwością. Bez nich nie ma czego szukać wśród współpracujących ze sobą od jakiegoś czasu osób, bo zawsze przystępując do jakiejś grupy, należy najpierw słuchać, a dopiero potem mówić. Podobno o tej zależności wiedzieli już najstarsi górale. Można powiedzieć, że publikowanie w Internecie własnych tekstów i dyskusja nad nimi to świetny sposób na budowanie charakteru.

Współtworzenie

Kiedy już stworzy się coś zupełnie swojego i opublikuje to w serwisie internetowym, często – szczególnie jeśli to serwis niekomercyjny, w którym władza opiera się w dużej mierze na tym, co już się zrobiło – przychodzi czas na współdecydowanie o kształcie działu, regulaminie konkursu, wyglądzie strony, tematach na forum i innych sprawach, które z punktu widzenia czytelnika robią się same, ale w rzeczywistości wymagają zaangażowania wielu ludzi (obejmującego pracę decyzyjną, która zazwyczaj nie stwarza problemu, chyba że ktoś ma dokładnie odmienne zdanie na ten temat niż my, co zdarza się mniej więcej trzy razy na dzień oraz pracę techniczną, czyli fizyczne zrobienie tego, co wymyślili inni, albo – w sytuacji prawie że idyllicznej – co inni wymyślili razem z nami). Współtworzenie to prawdziwe pole do polemicznego popisu, na którym nie ma takiej presji jak na polu konfrontacji z krytyką, bo przecież nikt nam niczego nie zarzuca. Czasami na pole współtworzenia trzeba się wdrapać samodzielnie, bo może się zdarzyć, że nikt nas tam nie zaprosi, ale należy cały czas mieć w pamięci cnotę pokory i dobrze się zastanowić, czy rzeczywiście mamy się prawo na nim udzielać.

Dowodzenie

Przyszedł czas na dowodzenie. Wbrew pozorom dowodzenie nie ma nic wspólnego ze sprawowaniem władzy. Dowodzenie to zbiór czynności, które wykonuje dowodzący, żeby skończyć jakiś projekt. Często w obręb dowodzenia wchodzą prośby, groźby, zachęty, obietnice oraz – co nie powinno nikogo dziwić – wchodzenie innym w tyłek, tylko po to, żeby zakończyć to, co się zaczęło robić. Dowodzenie wymaga zmysłu organizacyjnego i koordynacyjnego, dobrego wyczucia czasu i umiejętności marketingowych, w tym reklamowych. Pomimo faktu, że po zakończonej sukcesem akcji można dostać medal, podczas jej przeprowadzania dowódcy często zapadają na choroby psychiczne oraz układu pokarmowego. Być może niektórzy nie nadają się w ogóle do dowodzenia, ale istnieje stara jak świat doktryna, nazywana Doktryną Hammera, którą Hammer wymyślił chyba jeszcze zanim Oozy stworzył Trzynasty Schron. Doktryna Hammera zakłada, że należy rzucić w człowieka kamieniem i obserwować czy on go złapie, oraz co z niego sobie wykuje i jest prostym przełożeniem na język schronowy idei o sprawdzaniu w boju wytypowanych losowo ochotników.

Polityka

Polityka to jesteśmy my, tu, na tym wysypisku śmieci, jak powiedział pewien porucznik do pewnego podporucznika, kiedy ten niewinnie robił sobie zdjęcia. Polityka to sfera najciekawsza i najniebezpieczniejsza, w której albo nie robi się nic poza czczymi dyskusjami, albo nie robi się nic poza owocnymi dyskusjami, albo z tych dyskusji wyniknie, że trzeba coś zrobić wspólnie i wtedy niestety trzeba się trochę napracować. Żeby jednak dojść do tego miejsca w karierze, w którym można sobie popolitykować z innymi, należy najpierw trochę się narobić na własnym podwórku (albo mieć szczęście, tak jak ja). Czynności polityczne powinny być podejmowane przez kogoś, kto chociaż w najmniejszym stopniu potrafi tolerować odmienne zdanie swoich rozmówców oraz ma w głowie wystarczająco dużo oleju, żeby wiedzieć, że każde jego faux pass odbije się negatywnie na obrazie całego serwisu, jaki reprezentuje (bo generalizowanie w razie politycznych porażek jest nagminne, wtedy nie szuka się ofiarnego kozła, tylko stwierdza, że wszystkie osoby z tego serwisu są głupie – a skoro wybrały nie dość rozgarniętego przedstawiciela do kontaktów z resztą świata, to rzeczywiście może oznaczać, że są głupie, ale może oznaczać też coś zupełnie innego, wszak polityka działa w obie strony i jest też polityka wewnętrzna). Nade wszystko polityka na tym amatorskim podwórku, na którym funkcjonujemy, to często zwykłe więzy sympatii, które skłaniają mnie do podania następujących odnośników:

Nabór redaktorów – Fallout Corner potrzebuje Ciebie
Dołącz do Game Exe

Przypominam, że nabór do załogi Trzynastego Schronu jest permanentnie otwarty. Poszukujemy blondynek o wymiarach 90 na 60 na 90. Druga noga tyle samo.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer