<< Nowiny | << Archiwum nowin
04 czerwca 2009
Z miłości do Busha... - 22:59 - Squonk
BushamaTopplebush.com
4 czerwca 1989 roku to nie tylko wspomnienie o częściowo wolnych wyborach do naszego Sejmu, czy masakrze studentów na placu chińskiej stolicy. Dzień wcześniej zmarł duchowy przywódca Iranu Ruhollah Chomeini, osoba która sporo namieszała w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w regionie Zatoki Perskiej. Twórca oryginalnej koncepcji demokracji religijnej, wdrażanej już przez 30 lat w Iranie.

W rezultacie, mimo wielu odpałów jakimi wykazują się polityczne elity tego kraju (antysemicki bełkot, atomowe pohukiwania w stronę Izraela i Stanów Zjednoczonych, ciche wspieranie różnych terrorystycznych mąciwód) poziom debaty społecznej i swobód obywatelskich jest w Iranie relatywnie większy, niż w takim "ukochanym sojuszniku" USA jak Arabia Saudyjska.

Wyobraźcie sobie teraz sytuację, że w Stanach nadal rządzi prezydent Bush, który codziennie przed kamerami TV jak mantrę powtarza: "musimy budować tarczę antyrakietową bo zagraża nam Iran". Czym? Oczywiście rakietami z głowicami atomowymi. Stąd też konieczność wydawania miliardów dolarów na system, którego jedynym skutkiem będzie na pewno polepszenie bezpieczeństwa... finansowego koncernów zbrojeniowych.

A tu nagle prach! I w Iranie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia się ekipa rządząca. Wszyscy kochają Amerykę, wszyscy kochają prezydenta Busha. Wobec tego przeciw komu budować tą tarczę? Może przeciw Polsce, bo w końcu zdarzało się u nas, że dzieciaki kradły wojskowe rakiety, które potem trafiały na złom. A co by się stało, gdyby w Stanach prezydentem został polityk nie owładnięty religijną obsesją zbawienia świata na swoich zasadach, śpiewający tak jak mu wielkie koncerny zbrojeniowe zagrają? Kim brodaci ajatollahowie by wtedy straszyli co "ciemniejszego luda co to kupi" w Iranie, gdyby prezydent Bush zniknął z ekranów?

Więc to nie tylko w książkach dla wyposzczonych dziewcząt wciska się kity o "przyciąganiu się przeciwności". W polityce każda ekstrema musi mieć po drugiej stronie podobną w działaniu i retoryce ekipę. Bo tylko wtedy można z zacięciem głosić swoje prawdy i zbierać pod swoje skrzydła "ciemny lud co to kupi".

Co mogą sobie dziś myśleć brodaci przywódcy Iranu wraz prezydentem Ahmadineżadem, widząc nowego prezydenta USA Barracka Obamę, który zamiast "rozmów z Bogiem" chce - próbuje nawiązać dialog ze światem islamu? Cokolwiek byśmy nie myśleli o "wizerunkowym smarowaniu" i budowie lansu dla prezydenta Obamy, to jednak musimy przyznać, że jego pojawienie się na światowej scenie politycznej wprowadziło czas mówienia o faktach, a nie o przeczuciach i doznaniach jak za czasów Busha. Potwierdzają to słowa wypowiedziane przez Obamę podczas aktualnej wizyty w Kairze:

Podobnie jak muzułmanie nie pasują do stereotypu okrutnych, Ameryka nie jest samolubnym imperium - przekonywał Obama. - Islam nie jest częścią problemu w zwalczaniu brutalnych ekstremistów - jest ważnym elementem wprowadzenia pokoju.

Powstaje pytanie czy druga strona wyciągnie z tego wnioski. Niedawny, jądrowy test w Korei Północnej pokazał, że elity tego kraju już dawno wyemigrowały mentalnie na Plutona, nawet jeśli robią to z pełną premedytacją i świadomością, czym granie z atomem może się skończyć. A jak będzie w Iranie, drugim członie bushowskiej "osi zła"? Czas pokaże.

Cytat zaczerpnięto z TVN24

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer