<< Nowiny | << Archiwum nowin
30 kwietnia 2013
Mucha nie siada - 23:04 - Jerzy
czerwie
Metafora doskonałości. Że niby brudu i smrodu nie ma. Jest coś na rzeczy. Jaka jest mucha każdy widzi. Okazuje się jednak, że czasami mucha powinna usiąść. Niedoskonała ta metafora doskonałości.

Czytając notę Carrie Arnold o renesansie dawnej metody leczenia ran (majowy Świat Nauki) przypomniała mi się historia polskiego żołnierza leżącego na polu bitwy bez szans na szybką pomoc. Pamięć już nie ta, głowy nie dałbym sobie uciąć ale prawdopodobnie znalazłem ją w świetnych wspomnieniach wojennych lekarza, Adama Majewskiego. Wspomniany żołnierz miał trochę szczęścia, skolonizował go właściwy gatunek muchy. Czerwie skutecznie oczyściły rany i nie dopuściły do rozwoju zakażenia.

Takie przypadki musiały się zdarzać od dawna, na tyle często że już w starożytności lekarze wykorzystywali czerwie w tej roli. Larwy niektórych muchówek żywią się wyłącznie martwymi, zakażonymi tkankami. Usuwają je dokładniej niż chirurdzy, szybko, bezboleśnie i tanio. Terapię czerwiami rozwijano z powodzeniem aż do lat czterdziestych XX wieku. Metoda przeszła do historii wraz z pojawieniem się antybiotyków. Rozprzestrzenianie się szczepów bakterii odpornych na antybiotyki - przyspieszane u nas przez bezsensowne oszczędności i nieprzestrzeganie standardów – może oznaczać powrót do przeszłości.

Nie do końca, rzecz jasna. Współczesne czerwie medyczne są hodowane z wysterylizowanych jaj. Torebka z nimi, umieszczana w ranie, zapobiega nie tylko rozpełzaniu się ale i uniemożliwia dojrzewanie do stadium dorosłej muchy. Omówione w nocie badania wskazują że wydzieliny czerwi ograniczają nadmierną zwykle reakcję układu odpornościowego, co przyspiesza gojenie i umożliwia zamknięcie rany. Nie jest to absolutna nowość. Już w 2004 roku metoda uzyskała oficjalną akceptację na rynku amerykańskim.

Ciekawe czy i u nas ktoś pakuje robaki do ran. Nie namawiam - broń mnie Emanacjo - do zakładania amatorskiej hodowli. Czas zdatności czerwi do użycia jest krótki, a przez brak sterylizacji można sobie poważnie zaszkodzić. To tylko taka sobie ciekawostka z postapokaliptycznym potencjałem. Może by tak nauczyć się rozróżniania gatunków much, jakby co?

I tu refleksja teoretyczna mnie dopadła. Rok Schronu, trzynastolecie i ponad tydzień bez nowiny na Stronie Głównej? Niech życzliwy czytelnik mi wybaczy że się podzielę refleksją (refluksją?).

Podobno nic tak dobrze nie ożywia gazety jak trup. Taki powiew świeżości rodem z brukowca. Czy odnosi się to jednak do czasopisma o postapokaliptycznej – przynajmniej w założeniu - tematyce? Śmiem wątpić. Tu by trzeba setek, tysięcy, a najlepiej milionów, w dodatku możliwie finezyjnie uśmierconych. Zagłada nie może być jednak ostateczna, bo wtedy przedrostek post straciłby sens. Wszak ktoś musi przeżyć żeby zrelacjonować apokalipsę. Takie jest gatunkowe założenie i nie ma co narzekać.

Kłopot jednak jest. Ile razy można przeżuwać tę samą - czerstwą zwykle - bułę, napchaną zombiakami, kosmitami, wirusami i czym tam jeszcze wyobraźnia autora obrodzi? Lud może i ciemny ale nie wszystko kupi. Szczególnie jak już kupił i się naciął. Stąd - w oczekiwaniu na gatunkowe arcydzieło, które powali na kolana, przyładuje w czerep i oświeci umysł - konieczność czujnego penetrowania pogranicza kanonicznej tematyki. Mamy w tym niezłą wprawę i bogatą tradycję. Mucha a sprawa postapo - to brzmi dumnie. Lekko zalatuje trupem. A nawet przeciwnie.

Źródła: Carrie Arnold "Ze średniowiecza do współczesności" ŚN 5/2013
Zdjęcie: Wikipedia

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer