<< Nowiny | << Archiwum nowin
21 kwietnia 2013
Recenzja 'Punktu cięcia' Michała Cholewy - 23:35 - Veron
Michał Cholewa - Punkt cięcia
Wielkie słowa winny być wsparte argumentacją nie do odparcia. Dla każdego recenzenta szanującego siebie, lecz przede wszystkim czytelnika - swojego jak i ocenianego tekstu - truizm ten winien być fundamentem rozważań i towarzyszyć jego działaniu na poziomie pierwszych refleksji, z których ostatecznie narodzi się krytyczna publikacja. Jestem jednak przekonany, że każdy recenzent uwielbia ten następujący zaraz po kontakcie z jakimś utworem moment, w którym jest przepełniony świadomością, iż miał przyjemność czy wręcz zaszczyt obcowania z dziełem z wyższej półki. Moment, w którym jest skłonny ocenić je w samych superlatywach. Jakiś czas temu skończyłem lekturę "Punktu cięcia" Michała Cholewy, a i tak wciąż pozostaję w owej chwili zawieszony. Bo, proszę państwa, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, że mamy do czynienia z twórcą klasy światowej.

"Punkt cięcia" to doskonałe pod każdym względem, epickie we wszelkich aspektach, rasowe science fiction. Firmowanie książki nazwiskami Philipa K. Dicka czy Davida Webera - absolutnych klasyków tego gatunku - nie jest przesadzone ani na jotę. Michał Cholewa ma bowiem tak doskonale opanowany pisarski warsztat, fenomenalną wyobraźnię i umiejętność projektowania najmniejszych detali, które summa summarum składają się na przebogaty świat przedstawiony, że czytanie jego książek (bo i debiutancki "Gambit" to jedno z najlepszych polskich science fiction ostatnich lat) to autentyczna przygoda. Będący kontynuacją pierwszej powieści Cholewy, "Punkt cięcia" jest propozycją jeszcze lepszą od poprzednika praktycznie pod każdym względem (niczego "Gambitowi" rzecz jasna nie ujmując). Oto po prostu wielka książka.

Znajomość debiutu Cholewy nie jest wymagana, żeby szybko zorientować się w fabularnych meandrach. Oczywiście, może ona nieco pomóc, ale autor na tyle sprytnie wplata opowieść przeszłe wydarzenia, że tworzy z nich intrygującą tajemnicę, zachęcającą wręcz do zapoznania się z "Gambitem", o ile wcześniej czytelnik tego nie dokonał. Spotkamy się więc z oddziałem porucznik Cartwright, wchodzącym w jego skład Marcinem Wierzbowskim i pozostałymi żołnierzami armii Unii Europejskiej. Pod dowództwem także znanego pułkownika Brisbane'a wezmą udział w wieloetapowej i wielopłaszczyznowej operacji z celem najwyższej rangi. Więcej szczegółów zdradzać nie wypada, zresztą akcja rozgrywa się na tak wielu poziomach - czasowych, przestrzennych, zdarzeniowych - że spojlerowanie pozbawione jest większego sensu. Cholewa co rusz rzuca czytelnika w coraz to nowe miejsca. Zarzucić jednak "Punktowi cięcia" chaos byłoby bluźnierstwem. Autor w imponujący sposób panuje bowiem nad ogromem wykreowanego przezeń uniwersum. Dzięki temu nie sposób się w nim zagubić. Wykazując się błyskotliwością w konstrukcji wydarzeń czy dialogów (kurtuazyjne konwersacje imperialnych notabli to mistrzostwo świata!...), dodatkowo zmusza do ćwiczeń i naszą uwagę. To niezwykle inteligentna i trenująca inteligencję książka.

Cholewa odsłania w swej najnowszej powieści więcej, niż miało to miejsce w "Gambicie", opanowanego przez trzy mocarstwa wszechświata. Mimo nawet tego, że w sumie trafimy na bodaj trzy nowe planety (a więc stosunkowo niewiele), to i one również potrafią zrobić niesamowite wrażenie - szczegółowością, spojrzeniem z niejednej perspektywy, uporządkowaniem. Każde miejsce - czy jest to ciało niebieskie, na które trafiają bohaterowie, czy kosmiczne okręty, którymi tam trafiają - ma swoją charakterystykę, duszę; na swój sposób żyje, choćby był to rozpadający się prom najniższego rzędu i wartości. Rozmach, z jakim Cholewa kreśli obraz świata przedstawionego, przytłacza, lecz w pozytywnym - godnym podziwu i szacunku - sensie. Z równym impetem autor "Punktu cięcia" bierze się za opisy bitew. I tak, analogicznie - czy rozgrywają się na zamkniętej przestrzeni ciasnego statku, na nieprzyjaznej planecie czy w przestrzeni kosmicznej, w każdym przypadku zachwycają umiejętnością kontroli Cholewy nad najdrobniejszym ich elementem.

Cholewa z zaskakującą łatwością potrafi także łączyć literackie gatunki, co udowodnił przy okazji "Gambitu". W "Punkcie cięcia" spotykają się "twarde science fiction w mrocznym klimacie Obcego" z elementami thrillera, kryminału, a nawet powieści szpiegowskiej. Podczas czytania książki Cholewy przypominał mi się ostatni film Kathryn Bigelow, "Wróg numer jeden". Przykład to może nie do końca adekwatny, niemniej porównywalny. Reżyser bowiem dała wzór biegłego operowania konwencjami. Płynność z jaką porusza się między rodzajami literackimi twórca "Gambitu" jest analogiczna i na równie wysokim poziomie, co świadczy o jego znakomitym przygotowaniu. Niemniej ani na moment nie opuszcza obranej fantastyczno-naukowej konwencji, co w efekcie daje wrażenie spójności i poukładania. Jest to równie ważne, co symptomatyczne, gdyż obiecująco rokuje na przyszłe dokonania tego autora.

Podobnie dobrze zapowiada je fakt, że oprócz gigantycznej dawki akcji i napięcia, skrupulatności prezentacji miejsc akcji, pietyzmu w utrzymywaniu tajemnicy, zaskakujących zwrotów akcji oraz precyzji opisów batalistycznych, Cholewa potrafi przemycić między wierszami głębszą myśl. Mam tu na myśli podejmowany już wcześniej temat "uczłowieczenia" SI (świadoma końca egzystencji sztuczna inteligencja prosi ludzi o jej zniszczenie), czy rozpaczliwej chwilami walki ludzi z własną - jak by to patetycznie nie zabrzmiało - dehumanizacją (konterfekt Oddziału Operacji Specjalnych). A także przewijający się przez cały tok akcji motyw poświęcenia. Cholewa dedykuje mu sporo miejsca w swych subtelnie zarysowanych rozważaniach. Symultanicznie rysuje bowiem panoramę futurystycznej wojny, która nie różni się wiele od współczesnej. Dywersje, inwigilacje, szpiegostwo, taktyka podczas bitwy, długofalowa strategia, walka w starciu bezpośrednim i na odległość - wszystko to obecne jest i dzisiaj. Przyszła wojna w przestrzeni kosmicznej w oczach Cholewy pozostaje taka sama - niszczy ludzi. Przez to "Punkt cięcia" zyskuje uniwersalny wymiar przekazu.

Autor opowiada zaś o wojnie przez pryzmat ludzi. Sprawnie lawiruje między bohaterem jednostkowym a zbiorowym. Dostosowuje jego rodzaj do opisywanej akcji. I w tym aspekcie zdradza się jego nieprzeciętny talent. Czyni to bowiem na tyle umiejętnie, że relatywnie częste zmiany narracyjnej perspektywy nie wpływają w najmniejszym stopniu na komfort czytania. Z powodzeniem wysyła do boju kilkunastoosobowy oddział żołnierzy, jak i potrafi skupić się na portretowaniu pojedynczych postaci. Na pierwszy plan wysuwają się tu wspomniany szeregowy Wierzbowski, a także dwaj usytuowani na wysokich stanowiskach oficerowie. Nie jest to zabieg asekuracyjny - po prostu z punktu widzenia dowództwa akcja wydaje się jeszcze bardziej zajmująca, pełna porywającego suspensu. Mimo że konstrukcja bohaterów wydaje się i tak najsłabszym ogniwem "Punktu cięcia".

Co tu dużo gadać, "Punkt cięcia" to prawdziwa rewelacja! Miałem nadzieję na wiele, ale Michał Cholewa powalił na głowę moje oczekiwania. To kolejna znakomita propozycja z serii WarBook, science fiction najwyższego sortu, które w przypadku zagranicznej dystrybucji, jestem pewien, zyskałoby ogromny sukces. Życzę go katowickiemu pisarzowi w polskiej fantastycznej niszy. To zaszczyt, że taka książka zyskała patronat Trzynastego Schronu. Polecam to za mało!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer