<< Nowiny | << Archiwum nowin
21 stycznia 2013
Recenzja serialu 'Misja Afganistan' - 16:27 - Veron
Misja Afganistan
Wyrażenia "polski film wojenny" i "polski serial wojenny" to na dobrą sprawę oksymorony. Zastanówmy się bowiem, jakie tytuły mogą zostać przywołane w pamięci na takie hasła? Po krótkim namyśle do głowy przychodzą mi takie pozycje, jak "Hubal" Bohdana Poręby, "Eroica" Andrzeja Munka, "Akcja pod Arsenałem" Jana Łomnickiego, filmy Wajdy - "Kanał", "Korczak", także "Katyń" - "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" Tadeusza Chmielewskiego, "Pianista" Polańskiego... Absolutna klasyka. Zaś oprócz tylko umiarkowanie udanych obrazów Pasikowskiego - "Operacja Samum", "Demony wojny wg Goi" - o współczesnym filmie wojennym w przypadku polskiego kina nie może być mowy. Nie lepiej jest z serialami. Kto bowiem nie zna "Czterech pancernych i psa", "Stawki większej niż życie" czy "Pogranicza w ogniu". Ale to także - nie przebierając w słowach - starocie. Znakomite, ale jednak z zupełnie innej epoki. Dzisiejsze seriale, z tak docenianym "Czasem honoru" na czele, trudno zaś określić inaczej niż miałkimi i konfekcyjnymi, Tzw. misyjność produkcji polskiej telewizji ogranicza się jedynie do dostarczania wątpliwej jakości rozrywki, bezpiecznie osadzonej w zamierzchłych - przez to nostalgicznych - czasach i jednostajnej konwencji. Dlatego też z niecierpliwością oczekiwałem serialu "Misja Afganistan" - dotyczącego, jak sugeruje tytuł - misji stabilizacyjnej polskich wojsk na Bliskim Wschodzie. To temat ciągle aktualny, do tego mało lubiany w mediach, za to bardzo przeze mnie.

Trwałem w oczekiwaniu, mając świadomość, że efekt końcowy niekoniecznie musi powalić na kolana. Finansowanie polskich produkcji to w światku filmowym permanentnie drażliwy temat. Polski Instytut Sztuki Filmowej jest organizacją wciąż tkwiącą w niezrozumiałym konserwatyzmie i idącą raczej pod prąd niż z duchem czasu (przykładem niech będzie rekordowa kwota 10 mln złotych wyłożona przez PISF na "Bitwę Warszawską", a na przestrzeni lat praktycznie zerowa na promocję filmów na międzynarodowych festiwalach czy oscarowych kandydatów). Dlatego na plus przemawiał fakt, iż za "Misję Afganistan" odpowiadać będzie czołowa platforma satelitarna. Co prawda budżet serialu i tak został mocno ograniczony, przez co całość nakręcono w Polsce (plany obejmowały kraje północnoafrykańskie - zweryfikował je koszt przewozu wojskowego sprzętu). Jednak nazwisko reżysera - Macieja Dejczera, twórcy trzech wcale niezłych serii "Oficer" - dawało nadzieję na produkcję na przyzwoitym poziomie.

Zaczytany w twórczości Marcina Gawędy, a także wspomnieniach z reporterskich wojaży Marcina Ogdowskiego i Piotra Langenfelda, wykreowałem w głowie obraz Afganistanu, jaki chciałbym zobaczyć w "Misji". Spodziewałem się żołnierskiego slangu, wyjazdów w teren i patroli, poszukiwań i potyczek z talibami. Ale także sportretowania surowej afgańskiej rzeczywistości, przedstawienia życia w bazie wojskowej i poza nią, relacji między żołnierzami. "Misja Afganistan" spełniła te oczekiwania tylko częściowo. Bo o ile życie na Bliskim Wschodzie - zarówno polskich żołnierzy jak i samych Afgańczyków - przedstawione jest obrazowo, to serial w wielu momentach leży w warstwie fabularnej. Prawdę powiedziawszy, trudno się chwilami nie złapać za głowę! Niemniej tragicznie też nie jest, a twórcom udaje się przybliżyć realia wojny w Afganistanie na tyle sugestywnie, żeby nieobeznany w temacie odbiorca mógł sobie uświadomić, jak wygląda praca polskich żołnierzy w ciągle nieustabilizowanym społecznie, politycznie i gospodarczo kraju.

Kadr z serialu Misja Afganistan


"Misja Afganistan" przedstawia sześciomiesięczną zmianę II plutonu pierwszej kompanii piechoty zmechanizowanej, dowodzonej przez porucznika Pawła Konaszewicza. Grany przez Pawła Małaszyńskiego "Konasz" - będący synem generała - zmaga się z przypiętą doń łatką "plecaka", a więc oficera, który swoją pozycję zawdzięcza jedynie protekcji ojca. Fakt ten jest punktem zapalnym sporu między nim, a porucznikiem Rafałem Żądło (Tomasz Schuchardt), dowódcą I plutonu. Spiritus movens narastającej niechęci między żołnierzami staje się też z czasem oficer TOC w bazie w Afganistanie, porucznik Justyna Winnicka (w tej roli Ilona Ostrowska), z którą z jednym z żołnierzy łączyło coś, czego chyba chciałby drugi. A to w skutecznym wykonywaniu swojej pracy pomaga raczej średnio. Podobnie jak pozostałym żołnierzom II plutonu - Zbójowi (Eryk Lubos), Iwanowi (Mikołaj Krawczyk), Mamutowi (Dawid Zawadzki), Malborowi (Piotr Rogucki), Młodemu (Sebastian Fabijański) - nie pomaga walka z mniejszymi i większymi życiowymi problemami.

Scenariusz "Misji" można było traktować jako newralgiczny element serialu w zasadzie od pierwszych o nim wzmianek. I istotnie fabuła wzbudza odczucia co najmniej ambiwalentne. Akcja serialu rozpoczyna się jeszcze w Polsce. Ćwiczenia żołnierzy, rozterki przed wyjazdem, ale także m.in. fakt kompletowania wyposażenia na własną rękę, bez mała propagandowe przemówienia najwyższych stopniem oficerów czy wymowne zobrazowanie traumy i pozostawienie samemu sobie rannego żołnierza odesłanego do kraju wyglądają przekonująco. Schody zaczynają się, gdy II pluton ląduje w prowincji Ghazni. Pierwszą totalną bzdurę przynosi już czwarty odcinek - "Nikogo nie zostawiamy" - w którym porucznik Konaszewicz w iście hollywoodzkim stylu ratuje uprowadzonego przez talibów podwładnego żołnierza. Taka sytuacja nie ma racji bytu w realnym - wojennym - świecie.

Ale wpadek jest więcej. Jak pisze Marcin Ogdowski na swoim blogu, sporo jest błędów merytorycznych: "Serialowi bohaterowie lecą na misję herculesem, podczas gdy loty rotacyjne odbywają się cywilnymi czarterami. Żołnierzy żegnają rodziny, spacerujące po płycie lotniska, niczym po hali odlotów. (...) Do takiej sytuacji nie mogłoby dojść. (...) Ewakuacja [rannego żołnierza] helikopterem MEDEVAC ograna zostaje ujęciem odlatującego... Mi-8 (w "realu", jak wiemy, zajmują się tym amerykańskie black hawki)". Dodaje jednak: "(...) niedoróbki dostrzegą insajderzy – nie więcej niż kilkanaście tysięcy ludzi". O ile takie niedociągnięcia można jeszcze wybaczyć, to już gabaryt bagażu problemów, jaki każdy z żołnierzy zabiera ze sobą na misję wydaje się nieco przesadzony. Nie twierdzę, że takie sytuacje nie mają miejsca. Na krótki serial o tak samo krótkich odcinkach, nagromadzenie sporej ilości kontrowersyjnych tematów to chyba jednak zbyt sporo. W ogóle podstawowym mankamentem "Misji" jest właśnie kiepskie zbalansowanie - ciekawie zrealizowane, przekonujące prawdziwością wątki przeplecione są mało wiarygodnymi i nieautentycznymi.

Kadr z serialu Misja Afganistan


Gryzie się to z udanymi elementami scenariusza i dobrą reżyserią serialu. Ekipie udaje się poruszyć w zasadzie wszelkie tematy dotyczące wyjazdów polskich żołnierzy na misje. To - nie przymierzając - taki filmowy alfabet misjonarza. Twórcy zdecydowanie odżegnują się też od przypisywania wojakom etykiet najemników, nie wzdrygając się jednocześnie przed umieszczeniem w scenariuszu postaci czy wątków, które mogłyby sugerować coś zupełnie odwrotnego. Liczą jednak na inteligencję widza i wyciąganie własnych wniosków. Za to duży plus. Ostre, sprawne dialogi wypełnione są "szuszwolami", "ajdikami", "rośkami", "pekaśkami", co tworzy otoczkę realizmu. Dejczer zdecydował się na filmowanie bez statywu i dynamiczny montaż scen akcji. Stylem "Misja Afganistan" przypomina "The Hurt Locker" Kathryn Bigelow. Wzorzec był więc z najwyższej półki. I Dejczer daje radę. Prowadzi akcję naprawdę umiejętnie, żywo, udaje mu się wciągnąć oglądającego. Odpowiednie filtry stosowane na kamerach tworzą surowy obraz podnóży Hindukuszu. Musi jednak popracować nad bardziej płynnym przeplataniem wątków, gdyż zdarza mu się "zapomnieć" o niektórych, by przywołać je nagle bez specjalnego powodu i trochę w nieprzemyślany sposób. Szkoda też, że na ścieżce dźwiękowej nie słychać żadnego kawałka Comy (cicho na to liczyłem ze względu na udział Roguckiego) czy innego, mocniejszego gitarowego brzmienia.

Sporym atutem jest natomiast portretowanie postaci. Można powiedzieć, że bohater jest zbiorowy - żołnierze Wojska Polskiego. Ale scenarzyści poświęcają sporo czasu indywiduom. Może "nie wgryzają" się w każdego, ale też nie szkicują ich nazbyt grubą kreską. Każdy ma swoją osobowość, swoje życie. Widzom udaje się z nimi zżyć. Najbardziej frapująca wydaje się postać plutonowego Gnysia - "Mamuta" - wielokrotnego misjonarza, który ma swoje za uszami. I - nie wdając się w szczegóły - po serialowej zmianie będzie miał jeszcze więcej. W parze z barwnymi charakterami idzie niezłe aktorstwo. Paweł Małaszyński w końcu mnie do siebie przekonał, jako że dotąd nie byłem specjalnym fanem jego talentu. Znakomicie wypadają Eryk Lubos i przywoływany już Dawid Zawadzki. Piotrowi Roguckiemu - frontmanowi zespołu Coma - w przemyśle filmowym nie wróżę jednak więcej niż role ekscentryków. Spory potencjał tkwi natomiast w "Młodym", czyli Sebastianie Fabijańskim. Tomasz Schuchardt potwierdza, że ma szansę zostać aktorem wybitnym, nawet mimo tego, że chwilami jego gra ogranicza się tylko do rzucania przeciągłych spojrzeń za porucznik Winnicką. Urodziwą panią oficer w interpretacji Ostrowskiej też da się oglądać. Aktorka to bowiem, podobnie jak mający pewien potencjał Mikołaj Krawczyk (filmowy "Iwan"), z bogatym doświadczeniem telenowelowym, które to jednak w ich przypadkach odbija się czkawką. Wieloletnia gra w rozwleczonych serialach sprawiła, że oboje są po prostu niewyraziści.

A skoro przy postaci Winnickiej jesteśmy, warto się pochylić nad tym, jaki obraz kobiety w wojsku kreuje ekipa serialu. Ten niestety nie jest zbyt zachęcający. Jak już wspomniałem, pani porucznik jest powodem rywalizacji między Konaszewiczem i Żądłem - wątkiem równie przewidywalnym, co zbędnym. A przynajmniej mogącym być poprowadzonym ze znacznie większym wyczuciem. Ale nie to jest w wątkach z wybijającym się udziałem jej postaci najsłabsze. Scenarzyści opatrzyli ją bowiem nieprzystającymi do żołnierza i afgańskich realiów cechami - babskim uporem, porywami serca, podejmowaniem nieuzasadnionego ryzyka. Symptomatyczny w zobrazowaniu tych słów jest odcinek dziewiąty, pt. "Fatima". Według scenarzystów wystarczy bowiem, że kobieta spojrzy głęboko w oczy radzie starszych afgańskiej wioski, by wpłynąć na raz powziętą przez nich decyzję. W kontekście całego serialu postać Winnickiej rozpisana jest najgorzej - po prostu bzdurnie.

Kadr z serialu Misja Afganistan


W "Misji" twórcy próbują przypatrzeć się i przybliżyć nieco afgańską kulturę. Nie wychodzą jednak poza raczej znane powszechnie schematy - ortodoksję, głęboką religijność, źle pojęty dżihad. Zdecydowanie lepiej wypada za to - i jest to ważny aspekt, o którym rzadko się w Polsce słyszy - obraz współpracy wojska z Afgańczykami, cywilami i służbami mundurowymi. Misje ISAF polegają w podobnej mierze na walce z talibami, co przekonywaniu miejscowej społeczności, że zaangażowani żołnierze nie chcą jej krzywdy. Wojskowe kontyngenty mają przede wszystkim pomagać (w serialu pokazano to np. w organizacji lokalu wyborczego) i pomoc ta prezentowana jest już od pierwszych odcinków serialu.

Mówiąc o kreowaniu afgańskiej rzeczywistości, nie sposób wspomnieć o tamtejszych wioskach. W najlepszym w moim odczuciu odcinku - siódmym w kolejności, a zatytułowanym "Dobra robota" - mamy właśnie namiastkę tego, jak wyglądają afgańskie kalaty i co się w nich może kryć; przy okazji, jak niebezpieczna jest walka misjonarzy w wojnie partyzanckiej. Braki budżetowe w sferze scenografii są jednak aż nazbyt widoczne. Poligonowi w Świętoszowie daleko do Bliskiego Wschodu (który notabene stoi nie tylko pustyniami, o czym twórcy zdają się zapominać), natomiast afgańskie wioski chyba nawet w rzeczywistości nie wyglądają tak ubogo. By jednak zakończyć pozytywnie, warto wspomnieć o kilku znakomitych scenach: wybuchu IED z udziałem tzw. żywej szczerbinki, obrony mostu na środku pustyni (to świadczy także o tym, że niektóre zadania, do których wyznaczani są wojacy, trącą totalnym bezsensem), czy Wigilii w żołnierskim gronie w miejscu zapomnianym przez Boga (poprzedzonej co prawda beztroską, niespodzianą wizytą dowódcy jednostki w szalenie niebezpiecznym miejscu - m.in. tutaj nieomal zapłakałem nad naiwnością scenarzystów...).

Zdjęcie z planu serialu Misja Afganistan


Tak czy owak "Misja Afganistan" to serial w pewnym sensie przełomowy i mimo swoich niedociągnięć ważny. Dobrze ujął to przywoływany w tej recenzji Marcin Ogdowski: "(...) W tej chwili, tak mi się wydaje, ważniejsze jest to, że w ogóle powstał. Że za jego sprawą tematyka Afganistanu przebije się do szerszej świadomości. Może i trochę nieudolnie, ale w wystarczającym zarysie pokaże Polakom, czym na tej wojnie zajmują się nasi żołnierze. I jakie są tego konsekwencje". I na tym zakończmy.

Moja ocena: 6,5/10

Źródło fotosów i zdjęć z planu: strona serialu "Misja Afganistan"
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer