<< Nowiny | << Archiwum nowin
11 lutego 2012
Premiera w klimatach: Rammbock - nasza recenzja - 21:23 - Veron
Rammbock
Granica między powielaniem schematów a grą konwencjami jest cienka. Nietrudno stworzyć banał, opierając się o tak ograny w kinie motyw, jakim jest inwazja żywych trupów. Nie sztuka opakować go w efekciarską formę i sprzedać jako letni blockbuster hordzie widzów — głodnych strachu i wylewającej się z ekranu posoki niczym zombie świeżego mięsa. Filmowi Rammbock, autorstwa Marvina Krena, ani jedno, ani drugie nie grozi. Debiutowi austriackiego reżysera daleko do zaawansowanych technologicznie, wysokobudżetowych produkcji z Fabryki Snów. Za to pod względem klimatu i konstrukcji pozostawia w tyle Residenty i większość zagranicznych produktów. Trzydziestodwuletni Wiedeńczyk sięgnął ad fontes gatunku zombie apocalypse, wyraźnie i z dużym szacunkiem nawiązując do klasyków George'a Romero, i stworzył ciekawą historyjkę, sprawnie ją do tego opowiadając.

Kiedy Michael przyjeżdża do Berlina odwiedzić byłą dziewczynę, śmiercionośny wirus zaczyna pustoszyć miasto w przerażającym tempie, zmieniając ludzi w bezmyślnych, maniakalnych zabójców. Ku jego zmartwieniu Gabi nie ma w domu, spotyka natomiast Harpera, nastoletniego praktykanta u hydraulika, który pracuje w tym budynku. Razem barykadują się przed hordami zakażonych ludzi. Osaczeni przez żądne krwi zombie, Michael i Harper muszą wykazać się dużym sprytem i inteligencją, aby wydostać się z opresji i odnaleźć Gabi. [fragment opisu dystrybutora]

Rammbock zaczyna się więc standardowo, zgodnie z regułami obowiązującymi we współczesnych filmach grozy — od początku rzuceni jesteśmy w wir akcji. Dalej Kren nieźle radzi sobie ze stopniowaniem napięcia. Niski budżet zaowocował faktem, iż producenci nie mogli pozwolić sobie na mnogość lokacji, ograniczono się zatem jedynie do obskurnej berlińskiej — choć mocno przypominające nasze rodzime — kamienicy, która z czasem staje się pełnoprawnym bohaterem filmu. Reżyser umiejętnie to wykorzystał; zaczął wpychać protagonistów do coraz ciaśniejszych pomieszczeń, do których próbują wedrzeć się rosnące w liczebności tłumy zombich. Poczucie zagrożenia i osaczenia rośnie dzięki sprawnej realizacji i adekwatnej oprawie muzycznej, a atmosfera gęstnieje, potęgowana lakonicznymi i mało optymistycznymi doniesieniami z zewnątrz, stając się z każdą minutą coraz bardziej klaustrofobiczna. Kren nie wyważa otwartych drzwi, lecz pewnie przekracza próg gatunku, zaznaczając w nim swoją obecność.

Zombie w Rammbock niewiele mają wspólnego z ich klasycznym wizerunkiem, wykreowanym dawno temu przez wspomnianego już w tej ocenie twórcę Nocy żywych trupów. Bliżej im do zarażonych ludzi z 28 dni później Danny'ego Boyle'a. Ich ubogą charakteryzację Kern zatuszował szybkim montażem i ruchliwymi ujęciami oraz stosunkowo niedużą częstotliwością pojawiania się w zbliżeniu (co dodatkowo skutkuje tym, że kiedy już się pojawią, za każdym razem robią wcale niezłe wrażenie). Nie najwyższych lotów jest za to scenariusz, zwłaszcza fatalne dialogi, emocjonalny, lecz trącący melodramatycznym kiczem zryw głównego bohatera i takiż finał opowieści oraz nieco urwana końcówka. A także słabe aktorstwo.

Niemniej film Marvina Krena to ciekawy przedstawiciel zombie movie. Postać austriackiego filmowca przypomina mi nieco Garetha Edwardsa i jego zeszłoroczny, pełnometrażowy debiut Strefa X, który mimo kilku niedociągnięć był jak najbardziej godny uwagi. Rammbock to również daleki od amatorszczyzny popis reżyserskiego talentu (choć możemy tu mówić raczej o średnim niż pełnym metrażu — film trwa bowiem niecałą godzinę). Filmik to stylowo skręcony i zręcznie poprowadzony, z fajnym klimatem. Taki ładnie brzydki, można powiedzieć. I w sumie nic ponadto, bo trochę o niczym. Ale obejrzeć warto, choćby z ciekawości.

Moja ocena: 6/10
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<< Nowiny | << Archiwum nowin

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer