< POSTKULTURA | << KSIĄŻKI I OPOWIADANIA
Cormac McCarthy - Droga

Cormac McCarthy - Droga Schronowy Znak Jakości Autor: Cormac McCarthy
Tytuł: Droga
Oryginalny tytuł: The Road
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2010 (wyd. II)
Liczba stron: 267
ISBN: 978-83-08-04423-0

"Ostatnia muzyka na ziemi przywołana z popiołów zagłady"

O "Drodze" Cormaca McCarthy'ego napisano już wiele. Prawie każda recenzja, jaką czytałem, choćby najkrótsza i najbardziej oszczędna w słowa, staje się niemal peanem na cześć autora powieści. I nie ma się co dziwić. Myślę, że każdy, kto miał przyjemność sięgnąć po tę pozycję i dać się ponieść jej słowom, może skonstatować, że jest to książka niezwykła. Będąc równocześnie bestsellerem jak i docenioną przez elitę krytyków, wpisała się na stałe do historii literatury. Pozwólcie zatem i mnie podzielić się w kilku zdaniach odczuciami na temat dzieła autora "Dziecięcia bożego".

Inspiracją do napisania "Drogi" stała się dla McCarthy'ego podróż, jaką odbył z synem kilka lat wcześniej. I wędrówka jest w jego książce lajtmotywem - prostym, ale jakże wymownym. Tytułowa droga jest metaforą życia dwójki głównych bohaterów, ich udręki i cierpienia. Świat, w którym przyszło im żyć, został spopielony niedawną apokalipsą. Jego piękne, poetyckie zobrazowanie zachwyca swoją szczegółowością, poraża sugestywnością. Jest dobitne, wyraziste, przez to tak dosadne w odbiorze. Postapokaliptyczna Ameryka to u McCarthy'ego nie "Fallout" - jest barbarzyńska, brutalna i przytłaczająca do granic ludzkiej wytrzymałości.

Autor sugeruje zaledwie kilkoma krótkimi zdaniami, co mogło być przyczyną końca świata: "Zegary stanęły o 1.17. Długie nożyce światła, a potem seria wstrząsów. (...) Matowy różowy poblask za szybami." Tym samym daje czytelnikowi możliwość uruchomienia wyobraźni, co jest notabene podstawową rolą każdej książki. Nie wydaje mi się jednak, żeby była to kwestia najbardziej istotna w powieści McCarthy'ego, a zarzucanie twórcy koniunkturalizmu, to moim zdaniem szukanie niedociągnięć na siłę. Poprzez dowolność w interpretacji apokalipsy, jaka spadła na świat w "Drodze", zyskuje ona na uniwersalizmie i głębi swojej wymowy - nie ważne jest co się stało, ale jak sobie z tym poradzić, w jaki sposób przetrwać i, co najważniejsze i najbardziej uderzające, jak pozostać człowiekiem.

Sama wizja świata po zagładzie szokuje i zatrważa. Gotowanie noworodka, ćwiartowanie (zapewne "na żywca") ciał uwięzionych w piwnicach ludzi, wszechobecne zwęglone trupy i szkielety napotykane na każdym kroku - to wszystko kreuje świat nad wyraz nieludzki i sadystyczny. Turpistyczny obraz środowiska jest jednocześnie bardzo wymowny i dający do myślenia. Nie raz podczas lektury naszła mnie refleksja, czy właśnie tak wyglądałby świat po apokalipsie - McCarthy przekazał swoje wyobrażenie bardzo przekonująco.

Głównymi bohaterami powieści są dwaj bezimienni ludzie - ojciec i syn. Wędrują na południe, uciekając przed zbliżającą się zimą. Stają się oni swoistą ostoją człowieczeństwa w zezwierzęconej, ocalałej z katastrofy resztce społeczeństwa. Udało im się pozostać przy życiu, ale paradoksalnie nie szukają kontaktu z innymi. Bowiem ci, którzy zdołali przeżyć to najczęściej kanibale, których zachwiana natura skrzywiła i te podstawowe instynkty. Mężczyzna i chłopiec wędrują więc w największej, przez to wycieńczającej, ostrożności, a każdy następny dzień staje się wyczerpującą walką o przetrwanie.

Syn jest dla ojca sensem życia, istotą wędrówki przez pustkowie. Prawdopodobnie gdyby nie chłopiec, mężczyzna świadomie podzieliłby los swojej żony, która jakiś czas wcześniej, załamana bezsilnością i niechęcią, postanowiła popełnić samobójstwo. To dla niego w ogóle chce mu się iść, szukać pożywienia, przygotowywać schronienie, wybrać najlepsze miejsce na nocleg. Czasami wraca wspomnieniami do dawnych czasów, tęskni za nimi - to normalne. Boi się za to śnić, gdyż marzenia senne zdają się przerażać go swoim kolorytem, trwożą odrealnieniem w szarym, pokrytym popiołem otoczeniu: "To, co potrafił wytrzymać na jawie, w nocy było ponad jego siły (...)"

Chłopiec, który nie zna dawnego świata, kieruje się zasadami wpojonymi mu przez ojca. Jako że nie ma innego punktu odniesienia, sytuacje, w których wraz z ojcem spotykają innych ludzi, a w których jego rodzic jest zmuszony do sięgnięcia po najbardziej bezwzględne środki, początkowo wywołują w nim konsternację. Stara się nawet buntować przeciw ojcu - pragnie pomagać. Z czasem przywyka do codziennego widoku makabry: "Półtora kilometra dalej natrafili na zmarłych (...) Nie powinieneś na to patrzeć". "Bo to, co wkładasz do głowy, zostaje w niej na zawsze? (...) To już tam jest". Dojrzałość kilkulatka jest nad wyraz rozwinięta. Ojciec, świadomy zbliżającej się śmierci, konsekwentnie przygotowuje chłopca do dalszej drogi, co dociera do niego w finale powieści. Jest to poruszające i przerażające.

"A co zrobiłeś najodważniejszego w swoim życiu?". "Splunął na drogę krwawą flegmą. Wstałem dziś rano, odparł".

Proste, naturalne dialogi dodają krztyny otuchy, zarówno wędrującym jak i czytelnikowi. Tak jak nieliczne momenty, w których los uśmiecha się do ojca i syna, gdy znajdują bezpieczny schron albo pozostawiony zapas pożywienia. Jednak są to chwile ulotne. Każdy następny akapit jest kolejną rozwleczoną godziną wędrówki, każde słowo - krokiem w popiele, którego tak naprawdę mężczyzna i chłopiec nie chcą stawiać. Ich wędrówka skazana jest na porażkę od samego początku. Ale mimo wszystko idą - "niosą ogień", mają nadzieję, którą McCarthy chce przekazać czytelnikowi - wiarę w Człowieka.

"Droga" to powieść przeszywająca, brutalna i pesymistyczna. Napisana lapidarnym, a jednak zachwycająco pięknym i wcale niełatwym językiem (brawa dla tłumacza), pełna urzekających sentencji i dlatego wciągająca, czytana jednym tchem. To pozycja, którą winien zainteresować się każdy - nie tylko fan klimatów postapo. Książka McCarthy'ego to całkowicie inny wymiar, zupełnie różny od większości tytułów, jakie przeciętny czytelnik pochłania w ciągu życia. To wyjątkowa powieść, dzięki której człowiek staje się lepszy. Tak jak lepszymi chcieli być chłopiec i jego ojciec. Czy byli? Zapraszam do lektury. Ja bezwzględnie polecam!

© 2010 Zrecenzował Michał 'Veron' Tusz

< POSTKULTURA | << KSIĄŻKI I OPOWIADANIA