< POSTKULTURA | << KSIĄŻKI I OPOWIADANIA
Cormac McCarthy - Droga

Cormac McCarthy - Droga Schronowy Znak Jakości Autor: Cormac McCarthy
Tytuł: Droga
Oryginalny tytuł: The Road
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2010 (wyd. II)
Liczba stron: 267
ISBN: 978-83-08-04423-0

Pisanie recenzji książek to żmudna i wymagająca wysiłku robota. To tak, jakby kręcić recenzję filmu czy nagrywać recenzję albumu jakiegoś wykonawcy. Taki kanibalizm (!), właściwie autokanibalizm, uprawiany przez i na czytelniku, który jednocześnie jest recenzentem. Tym bardziej trudna jest sprawa, gdy ma się do czynienia z książką wychwalaną pod niebiosa, nad którą pieją tłumy. A powieść Droga, napisana przez Cormaca McCarthy'ego taka właśnie jest. Wtedy u mnie, z czystej przekory i nonkonformizmu myślowego pojawia się koncepcja, by tą rzecz obalić z piedestału i sprowadzić na parter. Owczy pęd i zaciesz to nie ja!

I jak sądzicie - udało się? No, nie bardzo.

Zacznę od tego, co jest największą słabością Drogi. To brak nawet i lekkiego naświetlenia kontekstu, co takiego stało się naszą Ziemią. Jaka to katastrofa sprawiła, że podczas lektury towarzyszy nam zachmurzone niebo, ciągłe pożary lasów, padający śnieg, brak zwierząt oraz ludzie, którym właśnie bliżej do naszych braci mniejszych. Ktoś powie, że to nie ma znaczenia, bo liczy się nastrój i całościowa koncepcja książki. Być może, ale ja mu wtedy odpowiem, że McCarthy z chęcią zrobienia jak najbardziej uniwersalnego przekazu, który zrozumiałby każdy człowiek bez względu na wyznanie czy poglądy, znalazł się w obszarze trącącym koniunkturalizmem. I nie chodzi tu o wyłuszczanie na pół książki, co stało za przyczynami zmian na Ziemi, które rozwaliły w pył cywilizację, a ludzi sprowadziły do poziomu zwierząt. Zawsze można wpaść w banał i sztampę, którą podszyta jest cała kultura postapokaliptyczna. Wystarczyła jednak tylko mała sugestia, przestroga służąca w sumie nie temu, by wizja postapokalipsy miała logikę, ale po to, by uświadomić czytelnikowi, jak ludzie mało znaczą wobec sił natury. Także tych istniejących poza naszą planetą, hen w kosmosie.

Rozbłysk słoneczny, upadek meteorytu, zmiana osi obrotu Ziemi lub też zwiększona aktywność tektoniczna. Bolałaby taka sugestia? I nie trzeba tu dawać jakichś wątków z Majami czy Rolandem Emmerichem i jego chałą. Tak jest i tak może być - Ziemia to tylko pyłek zawieszony gdzieś w bezmiarze kosmosu, a tylko ludziom się wydaje, że jest inaczej.

Właśnie, ludzie... Co sprawia, że jesteśmy dość (mimo wszystko) wyjątkowymi istotami na Ziemi? Nieśmiertelna dusza, Thetan siedzący gdzieś pod sercem, możliwość reinkarnacji w konia? Dajmy spokój religijnym bajdurzeniom i uznajmy, że są to zachowania wynikające z biologicznych uwarunkowań, służących jak najlepszym przetrwaniu gatunku. Czyli np. brak aprobaty do kazirodztwa czy kanibalizmu, nie ze względu, że to nieetyczne tylko dlatego, że biologicznie się to nie opłaca. Ale znowuż nawis etyczny w ocenie tych czy innych zachowań odróżnia nas od zwierząt.

Już drugi raz użyłem słowa kanibalizm, gdyż to on jest wytyczną odróżniającą głównych bohaterów Drogi od reszty ludzi. Bezimienny mężczyzna oraz kilkuletnie dziecko pieszo przemierzają wschodnie rejony Stanów Zjednoczonych, by dotrzeć do wybrzeża. Towarzyszy im zimno, wilgoć, głód oraz strach przed spotkaniem innych ludzi. Jako że nie wiemy do końca, co się stało z Ziemią, nie wiemy też jaki przebieg miała apokalipsa oraz co działo się wcześniej z mężczyzną. Po strzępkach jego wspomnień wiemy, że dziecko urodziło się, kiedy apokalipsa już trwała. Rodzinie udało się przetrwać, choć większych szczegółów z książki się nie dowiemy. Udali się na tułaczkę, jednak żona mężczyzny po kilku latach walki o przetrwanie poddaje się i postanawia opuścić męża oraz dziecko, wybierając samobójstwo.

Bezradność, bezsilność i brak nadziei pokonuje kobietę, zaś mężczyzna na przekór losowi i przeciwnościom idzie z synem dalej. To dziecko trzyma go przy życiu i sprawia, że ma on siłę na przetrwanie kolejnego dnia. Tylko chłopiec łączy go z minionym, dawnym, lepszym światem, bo nawet wspomnienie o żonie zostaje wyparte. Dwójka bohaterów, przemierzając pustkowia dawnych Stanów, niesie w swoich sercach ogień człowieczeństwa, choć jedynymi osobami, które mogą z niego skorzystać są oni sami. Na wędrowców takich jak oni polują uzbrojone bandy, które głód zmusił do uprawiania kanibalizmu. Niebezpieczeństwo czyha na drodze, ale również w opustoszałym domostwie, które może być sprytnie urządzoną pułapką dla tych mniej ostrożnych. W tym świecie człowiek jest tylko żywym magazynem pożywienia, z którego można sobie brać po kawałku na kolejny posiłek. Głód jak bezlitosny sędzia wydał wyrok i każdego winnego skazał na porzucenie resztek człowieczeństwa, i działanie także wbrew prawu biologicznemu. Bo w końcu dobrze wiadomo, czym się kończy kanibalizm.

Nie widzę, by na kartkach Drogi ukryto przesłanie o tym, że warto mieć nadzieję, że warto być człowiekiem, że wreszcie warto "nieść ogień". I tu McCarthy unika postawienia jasnych odpowiedzi czy tez. Tym samym książka wydaje się być suchym i zimnym reportażem, zapisem przeżyć mężczyzny i dziecka przemierzających dogorywający kraj. Trochę może to wprowadzić czytelnika w błąd, bo przedstawiony mu świat jest dość jednowymiarowy. Czy naprawdę nikt inny nie przetrwał tego tajemniczego kataklizmu? Co z rządem, z armią, z resztą świata? No dobra, jakie mogłoby to mieć znaczenie np. dla tych, którzy nie załapali się do ciepłego schronu? Żadne, a postapokalipsa przedstawiona w Drodze jest zimna, głodna, brudna i bez żadnej nadziei. A przez to tak przerażająca.

Choć z drugiej strony, należy pamiętać, że wśród nas są ludzie, którzy żyją jak bohaterowie Drogi. To bezdomni, którzy choć nie parają się kanibalizmem, to każdy następny dzień jest dla nich walką o przetrwanie. I nie wszyscy z nich to menele zapijający się w tanim alkoholu - nisko upadli jak "drogowi" kanibale. Zimno, głód, wilgoć, do tego psychopatyczne nastolatki, które dla "sportu" podpalą kogoś, kogo nie uważają za człowieka. Każdy przeżyty dzień to dla nich niesienie tego ognia.

© 2010 Zrecenzował Marek 'Squonk' Rauchfleisch

< POSTKULTURA | << KSIĄŻKI I OPOWIADANIA