<<Niusy
01 maja 2015
Zombie w kulturze - konferencja naukowa - 11:28 - Squonk
Ilustracja do nowiny 'Zombie w kulturze - konferencja naukowa'
24 kwietnia br (piątek) w Katowicach odbyła się konferencja naukowa Zombie w kulturze. Niestety, z przyczyn obiektywnych nie mogliśmy być tam ciałem, a dostępne schronowe "siły i środki" zostały tego dnia zadysponowane na poznański Pyrkon. Mimo tego nad sprawą nadal będziemy się czujnie pochylać, oczekują wydania materiałów pokonferencyjnych.

A warto, gdyż przeglądając program konferencji można się poczuć naprawdę "na serio" w tematyce postapokalipsy, której częścią są oczywiście zombie. Naukowe tytuły prelegentów, tematy ich występów – to wszystko pokazywało, że będzie na poważnie, mimo luźnej, rozrywkowej przecież tematyki.

Kogo nie było, może się zapoznać z galerią zdjęć z konferencji. Do tego polecamy zacząć śledzić profil społecznościowy organizatora konferencji, Ośrodka Badawczego Facta Ficta.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Powód - premiera - 21:06 - Wrathu
Czekaliśmy wiele miesięcy. Ale oczekiwanie dobiegło końca. Powód, polski odcinkowy film w klimatach, właśnie zadebiutował na serwisie YouTube.

Jak głosi oficjalny opis, film ten to: "opowieść człowieka, który zagubił ukochaną osobę, w momencie, kiedy świat postanowił się skończyć. Na swojej drodze nierzadko przekonuje się, jak wiele zmieniło się od czasów, kiedy wszystko było na wyciągnięcie ręki, a ludzkość od zwierząt różni się jedynie tytułem".


Ścieżkę dźwiękową można pobrać pod tym adresem.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 maja 2015
Pyrkon 2015 - relacja pod kątem postapo - 11:25 - Wrathu
Ilustracja do nowiny 'Pyrkon 2015 - relacja pod kątem postapo'
Gdy rok i miesiąc temu odwiedziłem Pyrkon na parę godzin, doszedłem do wniosku, że następnym razem muszę być obecny na całości. Pojechałem więc 24 kwietnia do Poznania. Więcej szczęścia od tych z zarezerwowanymi miejscami mieli ci, którzy dopiero musieli sobie kupić bilet. Miałem więc szczęście i stałem w znacznie krótszej kolejce. Choć największe tłumy miały się zjawić dopiero w sobotę, w piątek było już widać całkiem sporo osób. Wielu z nich w przebraniach, niektórzy w postapokaliptycznych.

Ale czym w ogóle jest Pyrkon, niektórzy mogliby spytać? Jest to konwent, festiwal fantastyki, który odbywa się w Poznaniu. Wachlarz atrakcji jest naprawdę szeroki i każdy znajdzie coś dla siebie. Fani książek, filmów, gier, komiksów (także tych internetowych i mangi), anime, nauki, znalazł się też panel angielskojęzyczny... Długo by wymieniać.

Pierwszą prelekcją, którą wysłuchałem było "Polandball strong! - czyli jak Internet może uczyć historii świata". Najdokładniej przerabiany był okres drugiej wojny światowej. Pomimo humorystycznej natury komiksów, które były wyświetlane, czasem przychodził moment na refleksję, choćby o największym żarcie wszelkich reżimów - misjach humanitarnych.

Ilustracja do nowiny 'Pyrkon 2015 - relacja pod kątem postapo'


Odwiedziłem też stoisko Brotherhood of Beer i dostałem od nich zin, w którym można było wyczytać o ich przygodach na różnorakich wyjazdach, czy też o samych członkach. Rok temu BoB również pojawili się, jednak byli rozłożeni w innym miejscu. Czego nie można im odmówić to fakt, że dbają o wprowadzenie do sali klimatu. Wielki transparent z Vault Boyem wisiał nieopodal modeli Obcego, Transformera i Terminatora w skali 1:1, a także obleganego Żelaznego Tronu.

Ilustracja do nowiny 'Pyrkon 2015 - relacja pod kątem postapo'


W sobotę udało mi się spotkać z naszym redaktorem Jerzym. Podzieliliśmy się prelekcjami, bowiem zależało mi na zobaczeniu panelu z Dmitrijem Głuchowskim (Uniwersum Metro 2033) i tam się też udałem. O wizjach przyszłości mówił wraz z Pawłem Majką (Dzielnica Obiecana) i Robertem J. Szmidtem (Apokalipsa wg Pana Jana). A raczej próbował mówić, gdyż miał strasznie nadwyrężone gardło. Nie zawiódł jednak fanów i choć przez większość czasu jego myśli poznawaliśmy poprzez panią tłumaczkę, to i tak usłyszeliśmy od niego co nieco. A promował swoją nową książkę - Futu.re. Towarzyszyło mu dwóch ciemno ubranych jegomości w maskach, którzy ruszyli ze strzykawkami z tajemniczą substancją w stronę tłumu. Jest to oczywiście bardzo ważny wątek fabularny w książce. Robert J. Szmidt zaś wspominał o Szczurach Wrocławia i interesującej akcji, dzięki której w książce występują pewne prawdziwe osoby, w tym jeden z naszych redaktorów...

Tego samego dnia odbyło się spotkanie z Kasią Babis, znaną pod pseudonimem Kiciputek. Osobiście wyjaśniała skutki Tequilagate (więcej na jej blogu) - postapokaliptyczny komiks "Tequila" ma nie być już kontynuowany. Mimo iż zaczęło się od dość poważnego tematu, uśmiech podczas godzinnej prelekcji nie raz zawitał na twarzach uczestników. Zobaczyliśmy kilka kadrów z drugiej części jej innego komiksu w "klimatach" - "Rag and Bones". Na szczególną uwagę zasługiwał kadr, w którym bohaterowie spotykają kota. Cała sala była tak poruszona tym widokiem, że prelegenci zostawili slajd trochę dłużej, niż było to zamierzone.

Ilustracja do nowiny 'Pyrkon 2015 - relacja pod kątem postapo'


Niestety nie znam szczegółów, ale z oddali dostrzegłem jeszcze tego dnia dwie bitwy. Żołnierzy z zombie, a także Brotherhood of Beer z Zakonem Świętego Płomienia (a przynajmniej to mi przyszło do głowy, gdy ujrzałem z oddali flagę tych drugich).

Trzeciego dnia nie przypominam sobie nic, co nawiązywałoby do klimatów - a tylko na tym aspekcie Pyrkonu się tu skoncentrowałem. Wszystkich atrakcji widziałem znacznie więcej, a jedna osoba nie jest w stanie być na każdej jednej prelekcji. Wspaniały festiwal, który na długo zapadnie mi w pamięć. Polecam.

Ilustracja do nowiny 'Pyrkon 2015 - relacja pod kątem postapo'

Ilustracja do nowiny 'Pyrkon 2015 - relacja pod kątem postapo'

Oficjalna strona Pyrkonu.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

05 maja 2015
Robert J. Szmidt zabójcą zombie? - 17:26 - Squonk
Ilustracja do nowiny 'Premiera kultowych już „Szczurów Wrocławia”!'
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Niedawno na półki polskich księgarń trafiły Szczury Wrocławia – niezwykle oryginalna powieść Roberta J. Szmidta, w której ten dobrze znany miłośnikom ambitnej literatury SF autor wykorzystał popkulturowy motyw zombie do sportretowania Wrocławia w roku 1963, kiedy to w mieście panowała epidemia czarnej ospy.

Szmidt, wychodząc od historycznych faktów, przesunął granice zasięgu i zagrożenia epidemią w obszary absurdu – oto wśród izolowanych pacjentów pojawiają się pierwsze przypadki zombie, a nowa zaraza zaczyna się rozprzestrzeniać w błyskawicznym tempie. Komunistyczne władze, skonfrontowane ze zjawiskiem mającym ewidentnie metafizyczny charakter (w końcu zombie to tzw. nieumarli – chodzące trupy), są na początku bezradne; sięgają zatem po najskuteczniejsze do tej pory narzędzie pacyfikacji tłumów – doborowe oddziały ZOMO, NOMO i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Rozpętuje się istne piekło, Wrocław staje na krawędzi totalnej apokalipsy, a powieść dokumentuje pierwsze 12 godzin największego w historii miasta kryzysu.

Narracja Szczurów Wrocławia, która wciąga od pierwszych stron, w błyskotliwy, okraszony czarnym humorem sposób, pokazuje komunistycznych aparatczyków, funkcjonariuszy milicji, urzędników, strażaków, pracowników państwowych instytucji, ludzi kościoła, opozycjonistów i najzwyklejszych obywateli w zmaganiach ze śmiertelnym zagrożeniem, którego do tej pory nie doświadczyli, a wszystko to w przesiąkniętej bimbrem, obskurnej peerelowskiej rzeczywistości.

Szmidt, zderzając socrealizm Wrocławia z popkulturowym, apokaliptycznym motywem zombie, wydobywa z fabuły pełen koloryt czasów, do których z jednej strony nikt (nomen omen) trzeźwo myślący nie chciałby wracać, ale które tak bardzo lubimy sobie przypominać, czy to filmami, czy lekturą książek.

Jeśli dodać do tego fakt, że na kartach Szczurów Wrocławia giną wylosowane przez autora rzeczywiste osoby, powieść można już teraz określić mianem kultowej. Tym bardziej, że autor właśnie ogłosił nabór postaci literackich do kolejnego tomu Szczurów, a chętni do uśmiercenia cisną się do niego drzwiami i oknami.

Zapraszamy do obejrzenia krótkiego filmu z Robertem J. Szmidtem, który oprowadzi nas po tych miejscach Wrocławia, gdzie wybuchła zaraza i gdzie zapadały kluczowe dla miasta i jego obywateli decyzje. A wszystko to przy dźwiękach piosenki „ZOMBI!” zespołu Lao Che!

LINK:
Robert J. Szmidt, zabójca zombie

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

07 maja 2015
Na wszelkie smutki najlepsze ręczne robótki #11 - 15:58 - Squonk
Ilustracja do nowiny 'Na wszelkie smutki najlepsze ręczne robótki #11'
Czy przygotowywania pożywienia, tak by było ono sztuką jest możliwe? W przypadku np. pieczonych w ognisku ziemniaków i kiełbasy, byłoby to dość trudne do wykonania. Choć na pewno możliwe. Z zupą czy kremem jest już łatwiej. Natomiast polem do popisu może być upieczenie ciasta.

Marcin, który podrzucił nam te zdjęcia, napisał o tym cieście tak:

[...] mój tort urodzinowy, przygotowany przez żonę. PIP Boy z F3.Obudowa z masy cukrowej, przyciski z żelków, a wewnątrz ciasto czekoladowe z tiramisu. Smakował równie dobrze jak wyglądał.

Ilustracja do nowiny 'Na wszelkie smutki najlepsze ręczne robótki #11' Ilustracja do nowiny 'Na wszelkie smutki najlepsze ręczne robótki #11'

Ilustracja do nowiny 'Na wszelkie smutki najlepsze ręczne robótki #11'

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

12 maja 2015
Polecamy nowości Wydawnictwa Czwarta Strona - 'Kroniki Atopii' i 'Antipolis' - 16:08 - Veron
Gorąco polecamy ciekawie zapowiadające się nowości Wydawnictwa Czwarta Strona. Pierwszą z nich jest książka Matthew Mattera, "Kroniki Atopii".

U schyłku XXI wieku świat dochodzi do siebie po Wojnach Pogodowych. Na Atopii, wyspie-raju, prowadzi się tajne testy nowej technologii, która daje ludziom możliwość kreowania alternatywnych rzeczywistości, idealnych światów, a także przenoszenia się do nich i zatracania w nich, podczas gdy ich sobowtór zajmuje się ich realnym ciałem.

Ale Atopia, która miała być ratunkiem dla ludzkości, staje się pułapką, w której nic nie jest do końca ani rzeczywiste, ani złudne. Ludzie tracą kontrolę nad technologią, którą stworzyli. Piękny sen zamienia się w koszmar.


Matthew Matter - Kroniki Atopii


W księgarniach dostępna jest także powieść Tomasza Fijałkowskiego, "Antipolis".

Lato 1936 roku. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że do Antipolis, stolicy Korony, zbliża się Zenit – moment, w którym nastąpi brutalne wtargnięcie Innej Rzeczywistości w granice naszej. Potwierdzają to nie tylko obserwacje naukowców badających układy wyładowań atmosferycznych, ale również inne tragiczne wydarzenia. Bogowie w przerażający sposób zaczynają manifestować swoją obecność, a osoby, w żyłach których płynie boska krew, zdradzać groźne nadludzkie umiejętności.

Na straży porządku wewnętrznego stoi Struktura, która strzeże najbardziej skrywanej tajemnicy wyjaśniającej, dlaczego następuje ingerencja Istot do naszego świata. Tylko parę osób zwerbowanych w szeregi Struktury, dysponujących nadnaturalnymi możliwościami psychicznymi, ma szansę na przeciwstawienie się Zenitowi.

Zaczyna się nierówna walka z Inną Rzeczywistością.


Tomasz FIjałkowski - Antipolis
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

13 maja 2015
Vladimir Wolff, 'Bractwo nieśmiertelnych' - recenzja - 17:27 - Jerzy
Vladimir Wolff - Bractwo Nieśmiertelnych
Z zainteresowaniem śledzę dokonania Wolffa i podziwiam, nie ukrywam że z mieszanymi uczuciami, jego płodność. Na razie jednak nie ma na co narzekać. Jest coraz lepiej.

Matt Pulaski powraca! W dobrej formie, dodajmy od razu. Wladimir Wolff znalazł, jak się zdaje, swoją niszę i swego bohatera. Najnowsza sensacyjna powieść jego autorstwa oparta jest na patencie podobnym do zastosowanego w „Tropicielu”. Sensacyjną, pełną zwrotów akcję z wyrazistym amerykańskim ekskomandosem polskiego pochodzenia w roli głównej, skonstruowano wokół legendy, tym razem nie o mocarstwowych marzeniach Gierka o broni atomowej, tylko o inkaskim skarbie w niedzickim zamku.

Czego tam nie ma! Kolumbijski bogacz z ciekawym rodowodem, krakowski profesor z połamaną rodziną, a nawet jest coś w rodzaju zombie, czyli ofiary (dobrowolne) nowego narkotyku i nader liczne ofiary tych ofiar! Trup ściele się gęsto. Autor ma słuch do dialogów i oko do opisów...


Recenzja książki
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

15 maja 2015
Wywiad z Jarosławem Zielińskim (Destructive Creations) - twórcą gry Hatred - 13:08 - Morbid
Ilustracja do nowiny 'Wywiad z Jarosławem Zielińskim (Destructive Creations) - twórcą gry Hatred'
Naszym rozmówcą jest Jarosław Zieliński z teamu Destructive Creations (na zdjęciu pośrodku), studia odpowiedzialnego za chyba najbardziej kontrowersyjny tytuł w historii polskiej branży growej.

Zapewne większość z naszych szanownych czytelników otarła się już o tematykę Hatred, więc bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury wywiadu.


Trzynasty Schron: Witam w imieniu czasopisma Trzynasty Schron. Na początek powiedz coś o sobie. Jak doszło do powstania Destructive Creations? Co Cię skłoniło do założenia tego studia?

Jarosław Zieliński: Siema i pozdro dla redakcji i czytelników Trzynastego. Czytałem Waszą stronkę, kiedy byłem jeszcze domorosłym modderem, a o pracy zarobkowej przy grach nawet mi się nie śniło. Historia jest prosta – we wrześniu 2013 odszedłem z poprzedniej firmy i zacząłem trzaskać animacje do gier jako freelancer. Po pewnym czasie stwierdziłem, że to nie jest to czego chcę, lubię być częścią ekipy, a nie tylko zdalnym wyrobnikiem. Zawsze miałem ambicje zrobienia swojego projektu i zacząłem dłubać Hatred z pewnym koderem (który pracuje dla Havoca) zdalnie, jakoś około lutego 2014. Bardzo szybko postanowiłem znaleźć środki, by zrobić z tego pełnoprawną produkcję, ukradłem moich doświadczonych kumpli z poprzedniej firmy i od czerwca 2014 cisnęliśmy już wszyscy temat na miejscu, w biurze, pod szyldem DC (swoją drogą fajną nazwę dla firmy wymyśliłem, nie? :D ). Fakt jest też taki, że chciałbym robić zupełnie inną gierę, ale zdecydowałem się na Hatred, bo jesteśmy w stanie to zrobić na czas, w tyle osób ile mamy i za ten hajs jakim dysponujemy.

Hatred na długo przed premierą nałapało sporo hype'u przez swoją kontrowersyjną otoczkę. Czy taki był plan od początku?

Generalnie to był taki plan, ale nie spodziewałem się, że zadziała z aż takim pierdolnięciem :) . Od początku twierdziłem, że kontrowersja + jakość samej gry + niska cena, mogą przełożyć się na sukces komercyjny. Ale nie spodziewałem się, że będzie taki boom ze strony mediów z grami w ogóle niezwiązanymi. Twórcy płacą kosmiczne pieniądze za czas reklamowy w TV, a my mieliśmy Hatred w wiadomościach trzech krajów (USA, Kanada, Australia) za free. Nie mówiąc o tonach artykułów w necie. Taki np. poczytny Polygon, z którym się nie lubimy, tak nas nienawidzi że naklepał z 15 artykułów. „Nie ważne jak mówią, ważne by mówili”, pięknie to działa w naszym przypadku, hyhy.



Jak reagujecie na fale krytyki, którą można wypatrzyć zasadniczo wszędzie?

Śmiejemy się z niej. Ludzie dostają pierdolca na całym świecie z powodu gry, którą sobie tu dłubiemy, w kilka osób, gdzieś na zadupiu, o którym nikt nie słyszał poza Polską :) . Piękna sprawa. Piękne jest też to, że jednak nie wszyscy po nas jadą i mamy całą rzeszę die-hard fanów, z którymi lepiej nie zadzierać (strzelam, że duża część to tzw „chanowcy”). Przekonał się o tym koleś, który zbierał głosy pod petycją, byśmy przestali robić naszą grę. Potem przepraszał publicznie, chociaż my nawet palcem nie kiwnęliśmy w tej sprawie :D .

A jak na hype i głaskanie po tyłku?

A to, to zawsze spoko. Przede wszystkim spoko, jeżeli ktoś pisze o samej grze, że dobrze wygląda i „looks fun”. Bo Hatred to nie jest gra robiona dla samej kontrowersji, poza tym robimy naprawdę przyzwoitego i grywalnego shootera, który jest dość oryginalny, wbrew pozorom.

Inspiracji Postalem nie wyprzecie się żadną wymówką, no ale na pewno nie był to jedyny tytuł który Was zainspirował, mi na myśl przychodzą jeszcze Kingpin, Soldier of Fortune, na swój sposób Carmageddon. Czy było coś jeszcze?

Inspirację pierwszym Postalem podkreślam na każdym kroku, nie mam zamiaru się wypierać :) . Kingpina, pierwszego SoF czy dwa pierwsze Carmageddony uwielbiałem za dzieciaka (ha, za dzieciaka i mimo tego nie mam dysfunkcji psychicznych!), ale to Postal jest główną inspiracją. W sumie to nic więcej – ani filmy, ani książki, ani wydarzenia w świecie realnym. Postal + własne odpały – i tak powstał Chocapic, zaczy się, Hatred.

W jakim stopniu Hatred będzie dotykało tematu religii i mniejszości narodowych?

W zerowym. Za akcję w kościele by nas tu ukrzyżowali (ach, jak bardzo bym chciał!), za mniejszości narodowe wyszczególnione w jakikolwiek sposób, pewnie byśmy się musieli sądzić. A wcale mi się to nie uśmiecha. Oczywiście, w Hatred masz cały przekrój kolorów skóry, przecież nie jesteśmy rasistami :D



A będą w grze dzieci? W sumie Hatred już ma najwyższą możliwa klasyfikacje wiekową, więc chyba ich ewentualna obecność wiele by chyba nie namieszała.

Nie, bo nie mamy celowania góra-dół, haha (ten żart nigdy się nie starzeje). A tak serio – jak designowałem Hatred, to szczerze mówiąc nawet o tym nie pomyślałem. Nie wiem, to chyba pozytywnie świadczy o mojej psychice :) . Nie uważam, by dzieciaki były potrzebne tej grze, poza tym to w pizdu dodatkowej roboty. Wy, Falloutowcy lubicie zabijać dzieci, nie? ;)

Schronowe Służby Informacyjne (nasza tajna policja ;) ) wyniuchały, że w Destructive Creations pracują ludzie odpowiedzialni za kilka innych głośnych tytułów. Przedstaw ich, i opowiedz w skrócie coś o ich robocie.

Znaczy się kto? Większość z nas robiła przy kilku grach, ale żeby były głośne i jakieś szczególnie dobre, to ja bym nie powiedział. Dobra, może oprócz Two Worlds 2, które było bardzo przyzwoite, ale nie jest to gra, którą robiliśmy od A do Z, tylko pomagaliśmy w kilku sprawach. Na szczęście u nas w końcu możemy rozwinąć skrzydła kreatywności i nic jej nie blokuje (oprócz czasu i hajsu). Chyba jedyną osobą, która ma pokaźny dorobek i pracuje przy Hatred jest Scorpik, który dłubie dla nas muzykę i dźwięk, ale to zdalnie, więc nie jest właściwie częścią firmy. Choć jest mega istotną częścią projektu, bo dzięki jego robocie gra naprawdę dużo zyskuje.



Rzut izometryczny nie jest zbyt popularny ostatnimi czasy. Czy mając więc taki silnik jak Unreal 4, nie myśleliście o tym aby zrobić FPSa? Grafika bowiem prezentuje się bardzo zacnie, i myślę że wrzucając ją w widok "pierwszej osoby" wiele by się nie stracił.

Wiesz, całe życie robiliśmy FPSy i dosłownie rzygamy nimi. Ba, ja nawet już w ogóle nie gram w FPSy (Wolfenstein: NO – chlubny wyjątek), praca przy nich popsuła mi doznania jako gracz. Rzeczywiście, robimy tak że jakoś specjalnie dużo by Hatred nie straciło, gdybyśmy kamerę wbili playerowi do głowy (modderzy na pewno to zrobią), choć izometryk pozwala na dużo uproszczeń. Dodaje też niestety masę komplikacji, więcej niż nam się wydawało na początku. Tak czy siak – gatunek tzw „twin-stick shooterów”, do którego Hatred się zalicza, jest dosyć niezagospodarowany i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie kojarzę gry w tym gatunku, która jakościowo dorównuje naszej. Zawojujemy niszę i jest to chyba dobry plan :) .

Hatred to pierwsza gra Waszego studia, która może być kamieniem milowym, jak i przekleństwem. Fala krytyki i kontrowersji może ponieść dobry tytuł, który ma braki, ale średni z wyżynami może zakopać razem ze studiem, które je zrobiło na zawsze. Jak Ty to widzisz?

Zgadzam się w 100%. Dlatego tak jak pisałem wcześniej – naprawdę staramy się zrobić solidny tytuł. Spodziewam się i tak, że niektóre serwisy (khe, khe, Polygon, khe khe) przypierdolą nam niskie oceny, ale mam nadzieję że ludzie świadomi będą wiedzieli dlaczego tak jest. Nie dlatego, że gra do dupy, tylko dlatego że recenzent jest pizdą i krzywi się na przemoc w grach :D .

Czy będę mógł sobie zmodować grę tak jak zechcę? Przy okazji nie obawiacie się masy chorych modów, które na pewno się pojawią, bo Unreal engine jest łatwy w zabawie?

Ależ my bardzo liczymy na te mody! Mało tego, pierwszym naszym zadaniem po premierze, będzie wypuścić jakiś Hatred Development Kit i nagrać video tutoriale co i jak robić. Zresztą, bardzo dużo ludzi dopytuje o możliwość modowania, a jako że ja sam wywodzę się ze sceny modderskiej (głównie scena DN3D), traktuję support moderów personalnie. To jest mus. Do tego, jak wiadomo, modyfikacje przedłużają żywotność tytułu.

Kto podkłada głos pod pana "Not important"/"Nieważne jak mam na imię"?

Aktor chciał pozostać anonimowy, pod pseudonimem „Clint Westwood”. Wiesz, jak na co dzień podkładasz głosy do gier dla dzieci, zleceniodawcy mogą krzywo patrzeć gdy będziesz rozpoznawany jako Antagonista z Hatred.



Skoro o modach mowa, to ostatnio na Steamie przez chwile była opcja, aby swoje mody wydawać płatnie. Co Destructive Creations o tym sądzi?

Ja jestem bardzo przeciw. Cała magia modów opiera się na tym, że są „od ludzi dla ludzi” i robi się je dla zabawy, nie dla hajsu. Nie wiem jak to miało do końca wyglądać, ale ja bym nie zezwolił na płatne mody do Hatred. Na szczęście Lord Gaben wycofał się z tego i wszystko pozostaje po staremu.

A co o DLC? Jakie macie podejście do tzw. kupowania gry na raty?

Nie miałbym nic przeciwko, gdyby dokupowane rzeczy były wartościowe. Niestety, w większości przypadków DLC to po prostu skurwysyństwo i wyłudzanie pieniędzy. Takiemu podejściu jestem zdecydowanie przeciwny i obiecałem już kilkukrotnie, że jeżeli Hatred się dobrze sprzeda, my wypuścimy pełnoprawnego „expansion packa”, w którym znajdziesz nowe mapki pod singla i coopa oraz multiplayer z kilkoma trybami. Za darmo! Bo uważam, że przychylność community i bycie fajnym dla swoich fanów jest ważniejsze niż jakiekolwiek pieniądze. A chciwość nie popłaca :) .



Moim zdaniem Hatred to idealna gra w klimatach postapo, bo w schronowej załodze mamy takie powiedzenie, że "postapokalipsa zaczyna się w naszych głowach". Tylko nie każdy ma pod ręką czerwony przycisk. Co sądzisz o takim podejściu do sprawy?

Nie wiem co o tym myśleć, ale widzę wiele mądrego w Waszym powiedzeniu :) . Pogracie w Hatred, to „myślę że będzie Pani zadowolona”. Więcej nie powiem żeby nie spoilować.

Na chwilę zostawmy tematy Hatred i Destructive Creations, a pogadajmy o czymś innym. Czy coś ostatnio przeczytałeś/obejrzałeś, co mógłbyś polecić naszym czytelnikom?

Aktualnie czytam „Nie Tylko Wiedźmin – Czyli Historia Polskich Gier Komputerowych” i szczerze polecam, bo research jaki zrobił autor do tej książki to naprawdę kawał solidnej roboty. Póki co, trafiłem tylko na jeden poważny błąd merytoryczny, więc jest bardzo dobrze. Poza tym to ja raczej książki historyczne czytam i kręcę głową jaki ten świat jest popierdolony, nie dziwię się naszemu Antagoniście, że powiedział „dość” :D . Co do filmów, to jakoś ostatnio nic ciekawego nie widziałem. Zmiażdżyłem drugi raz całość Spartacusa, bardzo fajna rzecz, jeżeli traktujemy ją jak komiks, a nie kino historyczne.



Masz jakieś zdanie o postapokalipsie? Czy seria Fallout, Metro 2033 lub Stalker są Ci znajome? Wybierasz się może pod koniec maja do kina na Mad Maxa?

Fallouty dwa pierwsze – KVLT ETERNAL. Opluwany i znienawidzony trzeci też mnie wessał jak dres krechę. Do pierwszego Metro robiłem podejście, ale jakoś mi nie siadło, natomiast pierwszy STALKER to mistrzostwo świata. Niedawno sobie odświeżyłem i po latach ta gra dalej miażdży jajca. Mad Maxa może zobaczę, choć fanem nigdy nie byłem. Ja mam w ogóle dziwny gust filmowy i większość kultowych filmów to dla mnie „meh”.

Słowo na koniec dla czytelników Trzynastego Schronu?

„Koko dżambo i do przodu”, dobre, nie? Pozdro wszystkim i Hail Satan!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

20 maja 2015
Magdalena Salik, 'Mniejszy cud' - recenzja książki - 0:58 - Veron
Magdalena Salik - Mniejszy cud
"Mniejszy cud" to naprawdę doskonała propozycja dla fanów soft sci-fi. Magdalena Salik, wieloletnia redaktor działów naukowych kilku polskich periodyków, także autorka fantasy, wybornie poradziła sobie ze skomplikowaną materią teorii chaosu i pojęcia entropii, intrygująco redefiniując je na potrzeby swojej książki. Inteligencja, kontrolowana brawura, soczystość. To wszystko charakteryzuje jej powieść, dając niezapomniane wrażenia.

Całość recenzji powieści "Mniejszy cud"

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

27 maja 2015
'Mad Max: Na drodze gniewu' - recenzja! - 13:21 - Veron
Ilustracja do nowiny ''Mad Max: Na drodze gniewu' - recenzja!'
Szczerze przyznam, że byłem oszołomiony pierwszymi recenzjami filmu Mad Max: Na drodze gniewu. Jednogłośnie wynikało z nich bowiem, że mamy do czynienia nieomal z arcydziełem. Jedyną opcją sprawdzenia tych rewelacji była weryfikacja własna. A ta przyniosła ostudzenie emocji, ale i myśl, że mamy do czynienia z rewelacyjnym filmem akcji oraz jednym z najlepszych filmów postapo w historii.

Na drodze gniewu to z jednej strony hołd złożony przez Millera swej klasycznej trylogii - czy może bardziej: jej fanom - ale także głęboki ukłon w stronę nowoczesnego kina akcji. Nie ulega wątpliwości, że - w szczególności Wojownik szos - to dzieła absolutnie kultowe, w pewien sposób wyprzedzające swój czas, doszlifowane do ostatniego szczegółu. Nowego Mad Maksa trzeba traktować jako reboot serii - najbardziej udaną w ostatnich latach próbę odświeżenia klasycznych produkcji, zdecydowanie wyprzedzającą Genezę planety małp i Godzillę - niemniej nic z tego powodu nie traci.

Ba! Zyskuje na klarownych bądź ukrytych analogiach, którymi jest wypełniony po brzegi. Nie chciałbym przytaczać konkretnych przykładów, szkoda na to czasu, zwłaszcza że wspomnieć należy o największej sile Na drodze gniewu. O krystalicznej, wysokooktanowej, doskonale zrealizowanej akcji. Proszę państwa, takich pościgów jeszcze w kinie nie widziałem! Fantastyczne, różnorodne zdjęcia; f-e-n-o-m-e-n-a-l-n-y montaż; znakomicie zaprojektowane pojazdy, których uświadczymy w filmie kilkadziesiąt i każdy będzie oryginalny; efekty specjalne bazujące w głównej mierze na kaskaderskich popisach; adekwatna, mocna oprawa muzyczna. Film od strony technicznej to majstersztyk, jeden z najdoskonalszych w tej materii w ostatnich latach - co najbardziej ciekawe, ze względu na oszczędność efektów cyfrowych. George Miller, ponad siedemdziesięcioletni reżyser, niczym Martin Scorsese w Wilku z Wall Street daje szkołę kręcenia nośnych, energetycznych filmów. Do tego eksponuje to, co jest esencją kina. Mistrzowskie operowanie obrazem.

Fabuła jest tradycyjnie zwarta, z równie tradycyjną przejrzystą treścią. Rzecz jasna, nie ma tu miejsca na refleksję godną produkcji festiwalowych (mimo że paradoksalnie zaprezentowano go niedawno w Cannes) ale i nie jest to bezmózga sieczka. Na poziomie scenariusza najmocniej wypadają portrety protagonistów, kongruentnymi środkami wyrazu wygrane przez Hardy'ego i Theron. Maksa, człowieka po przejściach, silnego, lecz bez tendencji do heroicznej brawury; i Furiosy, kobiety zdeterminowanej, lecz nie desperackiej. Oboje walczą z celem i w sprawie - z początku różnymi, po czasie wspólnymi, zawsze osobistymi.

Wszystko pięknie, ale coś jednak nie pozwala mi układać peanów na cześć czwartej odsłony przygód Maksa Rockatansky'ego. Mad Max: Na drodze gniewu pędzi w tempie prujących przez pustkowie wozów i w rytmie wygrywanych na miotającej płomienie gitarze riffów. Widz zaś pozwalając się ponieść, może zapomnieć o bożym świecie i spędzić w kinie najbardziej szalone dwie godziny w tym roku (co najmniej w tym!). Mimo to niewiele z tej etylizowanej rajzy wynika. Jest to stylowa, klimatyczna, niekwestionowanie dopracowana akcja, Akcja, AKCJA! I ...tyle. Ale radochy dostarcza całe mnóstwo!

Moja ocena 7,5/10

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Piotr Patykiewicz, 'Dopóki nie zgasną gwiazdy' - premiera już 3. czerwca! - 20:21 - Veron
Informacja prasowa od Wydawnictwa SQN.

3 czerwca do księgarń trafi nowa powieść Piotra Patykiewicza, która może wprowadzić powiew świeżości do gatunku książek postapokaliptycznych. Autor w Dopóki nie zgasną gwiazdy przenosi czytelnika do mroźnej rzeczywistości będącej skutkiem nagłego kataklizmu. Mimo totalnej zmiany porządku, czytelnik szybko zorientuje się, że ta nowa rzeczywistość nie jest mu tak zupełnie obca. Powieść Piotra Patykiewicza ukaże się nakładem Wydawnictwa SQN.

Dopóki nie zgasną gwiazdy to historia ludzi, którzy znaleźli się na rozdrożu, pomiędzy zagładą starego świata i narodzinami nowego. Upadła cywilizacja techniczna i dawne struktury społeczne, chrześcijaństwo nasiąkło dziwacznymi przesądami, zmienił się klimat. Ci, którzy ocaleli z katastrofy, musieli schronić się w górach – niziny należą do wroga, z którym nie da się walczyć. Gdzie szukać oparcia? W okruchach dawnej wiedzy, które tak trudno zebrać i zrozumieć? W radykalnych sektach, które próbują oswoić to, co niewytłumaczalne? W marzeniu o jakiejś mitycznej, dalekiej Ziemi Obiecanej, do której nikt jeszcze nie dotarł – a w każdym razie nikt stamtąd nie powrócił? A może po prostu nie myśleć o tym wszystkim, troszczyć się tylko o dach nad głową, opał i kawałek mięsa? Przystosować się i trwać?

Michał Cetnarowski, "Nowa Fantastyka": Najnowsza książka Patykiewicza zaczyna się niepozornie, żeby ze strony na stronę wciągać coraz bardziej. Czy to już postapokalipsa, czy jeszcze quasi-słowiańskie fantasy? Czy to powieść young adults – z wiarygodnym nastoletnim bohaterem i motywem inicjacyjnym – czy raczej rasowa science fiction, z nieoczywistymi mechanizmami świata, które trzeba rekonstruować samemu w trakcie lektury? Dopóki nie zgasną gwiazdy w obu tych perspektywach prezentuje się co najmniej intrygująco.

Książkę w atrakcyjnej cenie można już zamawiać w przedsprzedaży na stronie www.bit.ly/patykiewicz-empik

Trzynasty Schron objął książkę patronatem medialnym.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

31 maja 2015
Polecamy nowości Wydawnictwa Pascal - 8:34 - Veron
Serdecznie polecamy Wam tegoroczne, wiosenne nowości Wydawnictwa Pascal. Pierwszą z nich jest książka Pawła Frankowskiego, Przygotowani przetrwają. Survival miejski - propozycja w sam raz dla lubianych na Schronie preppersów.

Przetrwaj. Zabezpiecz siebie i swoją rodzinę.

Nieujarzmiona natura, ataki terrorystyczne czy zwykłe zdarzenie losowe mogą sprawić że nasz świat skomplikowanych zależności zaczyna się rozpadać.

Zawarte w niniejszym podręczniku informacje pomogą ci utrzymać się przy życiu w sytuacji awaryjnej. Chcesz żyć spokojnie? Bądź przygotowany.


Paweł Frankowski - Przygotowani przetrwają. Survival miejski


Od kwietnia w księgarniach dostępni są też Władcy przestworzy autorstwa Dana Hamptona. To gratka dla miłośników latających maszyn, a przede wszystkim ich pilotów na przestrzeni dziejów.

Dan Hampton, autor z list bestsellerów New York Timesa znany w Polsce dzięki książce "Viper Pilot F16" przedstawia niezwykłe historie najlepszych pilotów w blisko 100 letnich dziejach lotnictwa myśliwskiego.

Zapraszamy do lektury tej wspaniałej lotniczej opowieści. Ma ona i siłę przekazu, i swoiste tempo oraz rytm. Słychać w niej warkot silników, świst powietrza ślizgającego się po kokpicie, głuchy stukot serii karabinów maszynowych, jęk rozdzieranego pociskami poszycia kadłubów.

To prawdziwa lotnicza opera dedykowana władcom przestworzy.


Dan Hampton - Władcy przestworzy


Przypominamy także o wydanym przez wydawnictwo Pascal już w ubiegłym roku poradniku nieśmiertelnego Beara Gryllsa, Trenuj dla siebie.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer