<<Niusy
05 lipca 2014
reVieW - recenzja dwuportalowa: 'Na skraju jutra' - 12:13 - Veron
Na skraju jutra
Ufo-apo to zdaje się flagowy podgatunek sci-fi, którym zajęliśmy się wspólnie z Wiktulem, rednaczem GameExe, w cyklu reVieW. Na skraju jutra był więc naszym kolejnym, naturalnym bez mała wyborem do dwuportalowej recenzji. Apetyt na film zaostrzyła dodatkowo świeżo wydana w Polsce powieść Hiroshiego Sakurazaki. Jaki jest wynik naszych zmagań? Zapraszamy do lektury.

*


Wiktul: Gdy po raz pierwszy zobaczyłem trailer Edge of Tomorrow, na myśl przyszły mi dwa spostrzeżenia. Pierwsze – ktoś z działu promocji powinien dostać solidnie po łbie za taką ilość spoilerów na modłę lat 80-tych w zapowiedzi filmu. Druga – z niewiadomych przyczyn Tom Cruise od dobrych kilku lat gra ciągle w tej samej produkcji, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, że bitwy z kosmitami i własną amnezją wygrywał już parokrotnie. Też miałeś wrażenie, że czeka Cię seans "Wojny Światów z Niepamięcią Na Skraju Jutra"?

Veron: Lepiej bym tego nie ujął. Istotnie, zasiadając do zmagań z kolejnym ufo-apo dźwięczała we mnie nutka sceptycyzmu. Poprzednie recenzowane przez nas dzieła - mówiąc delikatnie - nie zachwycały. Nazwisko wcielającego się w protagonistę aktora już dawno przestało być wyznacznikiem jakości filmu. Zachęcał utwór literacki, na bazie którego film powstał, ceniona przeze mnie Emily Blunt, znana co prawda z cokolwiek ambitniejszych produkcji, jednak z coraz większą ochotą angażująca się w wysokobudżetowych filmach ("Władcy umysłów", "Looper") oraz osoba reżysera. Co jak co, ale Doug Liman kręci solidnie energetyzujące kino.

W: Odkładając na bok urzędowe malkontenctwo, musiałem stwierdzić niechętnie, że początek filmu prezentuje się słabo. O zarysie fabuły wiemy tyle, że kosmici postanowili po raz kolejny zdemolować nam planetę, obierając za cel Europę, stwarzając Amerykanom pole do kultywowania ich ukochanego, filmowego heroizmu. Na nasze nieme pytanie o coś więcej reżyser Doug Liman odpowiada "Skip this bullshit!", pędząc nas obok Toma Cruise'a prosto na linię frontu i lądowanie w Normandii. Czy film s-f w gwiazdorskiej obsadzie, stworzony na motywach mangi, opartej na motywach powieści, nie zasługuje na nic więcej?

V: To prawda. W porównaniu do książki zawiązanie akcji i kolejne punkty zwrotne są cholernie naiwne. Trochę odrzucił mnie też fakt, że Cage został... postarzany. I to niemal trzykrotnie (!). Głupi zabieg, mający na celu tylko uzasadnienie zatrudnienia w roli głównej popularnej gwiazdy. Niestety, z powieści Sakurazaki pozostał w filmie jedynie ogólny pomysł, fizjonomia obcych i nazwiska bohaterów. Trochę mało jak na pracę trzech scenarzystów, choć trzeba przyznać, że i tak wyszli obronną ręką ze swoich pomysłów.

W: Mimo wszystko, po mniej więcej połowie godziny i pierwszym przebłysku głównej koncepcji fabuły, cała opowieść zaczęła mnie wciągać. Czy to za sprawą sprawnego montażu, dzięki któremu nie gubimy się w wydarzeniach niczym major Cage w swych kolejnych reinkarnacjach, czy też z powodu konstrukcji scenariusza, zabawa w quiz z cyklu "Ale o co chodzi?" staje się coraz przyjemniejsza. Na tyle przyjemna, by nie pozwolić na znużenie oglądaniem po raz kolejny tej samej sceny lub dialogu, zmodyfikowanych jedynie o kilka detali...

V: Doug Liman, twórca takich filmów jak Tożsamość Bourne'a, Pan i Pani Smith czy Fair Game wie jak utrzymać uwagę widza. Tempo rzeczywiście jest zawrotne. Siłą rzeczy powtarzane sceny za każdym razem prezentowane są z nieco odmiennego ujęcia. Reżyser ufa też inteligencji widza, stosując skróty myślowe, ale na skróty nie idąc. Wierzy, że połapiemy się w fabule i wierze tej staje się zadość. Szacuneczek. Przypomina to bowiem świetną robotę, jaką wykonał Duncan Jones przy "Kodzie nieśmiertelności". Co prawda Na skraju jutra daleko do tamtego filmu, niemniej nie wpada w pętle nudy. A to już coś.

W: Chciałoby się wspomnieć co nieco o wpływającej na pozytywny odbiór całości grze aktorskiej, lecz, pomimo półtorej godziny seansu, trudno jednoznacznie ją ocenić. Ani Tom Cruise, ani Emily Blunt, ani nawet Brendan Gleeson nie odznaczają się w filmowej bitwie niczym szczególnym - Szalonooki Moody jest tępym gburem, ubierająca się u Prady Walkiria z powodzeniem kreuje się na zdepersonalizowaną, żołnierską heroinę, a reprezentant scjentologów w walce z resztą wszechświata, jak zwykle ostatnio, świetnie gra sam siebie. A propos scjentystów, Veron, czy i tym razem zauważyłeś jakieś podprogowe pranie mózgu?

V: Na szczęście nie. I dobrze, bo jestem przeciwny takim zabiegom. Istnieją miejsca przeznaczone do uprawiania kultu, kino takim miejscem nie jest (a bywało już niejednokrotnie). A co do występów aktorów... Emily ma jeszcze czas na wprawienie się w blockbusterach. Toma zaś wreszcie ogląda się bez poczucia zażenowania. Ale chyba powinien już pomyśleć o zmianie repertuaru...

W: Jak każda superprodukcja, Edge of Tomorrow ma swoje absurdy, choć szczęśliwie jest ich niewiele. Ważniejsze od nich okazują się współgrające z całością efekty specjalne, które nie powalają jak w Incepcji czy ostatnich "X-Menach", ale nie przeszkadzają w seansie. Uniknięto też paru pułapek banalnych rozwiązań, choć nie wiem, czy to bardziej zasługa filmowców, czy Hiroshiego Sakurazaki – autora powieści "All you need is kill". Również delikatny romans między dwojgiem głównych bohaterów, zarysowany bez dosłowności i różowości należy policzyć na plus. Koniec końców – zaczęło się słabo, rozwinęło ciekawie, a zakończyło nieźle. Półtorej godziny strzeliło jak z bicza, ludzkość przetrwała, Ameryka wygrała i wszyscy zginęli. Uwielbiam takie happy endy. 7/10.

V: Ja również. Jako żem rodowity Polak domieszka patosu w mojej krwi wykracza powyżej ogólnoświatową średnią i choć amerykańskiej nie dorównuje, to jednak Na skraju jutra skutecznie nią zabuzowało. To taki fantastyczny Dzień świstaka - bez tej głębi, ale równie zajmujący. I chyba najlepszy jak dotąd film oceniony w ramach reVieW. Tak na 6 na 10. Dzięks!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

12 lipca 2014
He he he - 7:04 - nie wiem
Schroncon 2014


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

13 lipca 2014
Vladimir Wolff, 'Doktryna Wolffa' - recenzja - 22:55 - Jerzy
Ilustracja do newsa Vladimir Wolff, 'Doktryna Wolffa' - recenzja
Trzecia wojna światowa? Finał cyklu? To się okaże. Kiedy i gdzie toczy się opisywany w Doktrynie Wolffa konflikt? Rok nie został określony ale wszystko jasne - w najbliższej przyszłości. Rosją ciągle rządzi Putin. To akurat niespecjalnie pozwala określić czasowy horyzont wydarzeń. Jednak Obama w roli prezydenta USA jest już wyraźną sugestią. Zatem jutro, najdalej pojutrze.

Gdzie? Skąd pytanie, skoro danych geograficznych aż nadto? Bo to nie wygląda na nasz świat. Kreowanie Wolffa na wnikliwego politologa - co wydają się robić niektórzy recenzenci przypisując jego prozie proroczy potencjał - jest nieporozumieniem. Historia kontrfaktyczna też ma swoje prawa, które autor niestety (lub stety) lekceważy. To - przy sporej dawce dobrej woli - świat alternatywny, odszczepiony od naszego wiele lat temu. Dość bliski ewolucyjnie lecz równoległy. Obecność realnych polityków z naszego świata, tak z pierwszego (Obama, Putin) jak i drugiego szeregu (Ławrow, Biden, Kerry) - przedstawionych zgodnie ze swymi medialnymi emploi - nie powinna mylić. Nie jest to żaden zarzut pod adresem autora, tylko prosta konstatacja. Zatem, może i jutro ale nie tu.

Dowody? Polski wywiad montujący na terenie Federacji Rosyjskiej nad wyraz skuteczną siatkę? Po Macierewiczu? Najwyraźniej w tym świecie go nie było albo wszyscy na zbiorową amnezję zapadli. Polacy drugą, zaraz po Amerykanach, siłą koalicji walczącej z Federacją? Bez konsekwentnie prowadzonego, wieloletniego planu szkolenia wszelkiego autoramentu rezerwistów? Kasą i dostawami sprzętu nie można zasypać takiego dołu w krótkim czasie. Polak dowódcą głównego frontu? Nawet jeśli w ramach zadośćuczynienia i przy zmianie celów w trakcie operacji, to - znając amerykańskie zasady - nie jestem w stanie w to uwierzyć.

Skoro fiction i wszystko wolno, to dlaczego się czepiam? Sam autor do tego prowokuje śmiałą deklaracją poprzedzającą tekst; "Wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji rzeczywistych jest jak najbardziej zamierzone". Odwrócenie zwyczajowej formuły miało wzmocnić – jak się domyślam – wiarygodność opowiadanej historii i sygnalizować czytelnikowi gotowość do poniesienia ewentualnej odpowiedzialności. Chwalebne, ale w obu aspektach jest to pusta retoryka. Bo niby kto i za co miałby autora fantastyki ciągać po sądach?

Możliwe, że nie jestem najlepszym recenzentem dla tej książki. Może być nawet, że całkiem nieodpowiednim. Nie czytałem poprzednich tomów. Nigdzie jednak nie zaznaczono, że trzeba ani nawet nie podano ich spisu i chronologii. Książka funkcjonuje jako samodzielna całość. Czuję się rozgrzeszony. Ten brak mógł mieć wpływ na odbiór. Być może po całościowej lekturze musiałbym skorygować opinię. Jednak szczerze wątpię. Nie tylko wojna się nie zmienia, autorzy również. Szczególnie jeśli odnieśli sukces.

To że papierowe są postacie z pierwszych stron gazet nie razi. Funkcjonują na odległym planie tworząc stereotypowe polityczne tło. Gorzej, że dotyczy to też postaci pierwszoplanowych. Brak im osobowości, a ich motywacje są deklaratywne i nie sposób się z nimi utożsamić. Nawet śmierć dwojga z nich (z niedopowiedzeniem w jednym przypadku) nie budziła większych emocji w słowiańskiej, podatnej na emocje, duszy. Niedobrze.

Szczególnym fanem militariów nie jestem, ale jestem w stanie zrozumieć upajanie się i epatowanie skomplikowanymi nazwami, opisami technicznymi i możliwościami działania różnorakiej współczesnej i przyszłościowej (a może w wielu wypadkach tylko tajnej?) broni. Też tak miałem jakieś trzydzieści lat temu, tylko lotnictwa z okresu II wojny światowej to dotyczyło. Jaki jednak sens ma nadawanie temu tak dużej rangi w powieści? Niezainteresowani pewnie do niej nie sięgną, a zainteresowani znają. Nie chciałbym sprawiać autorowi przykrości, ale w ani jednym przypadku nie udało mu się mnie zaskoczyć. Też niedobrze, bo literatury przedmiotu nie śledzę systematycznie.

Polacy na Kremlu! Czytelnik może "być świadkiem tryumfów polskiego oręża i poczuć smak dziejowej sprawiedliwości". Okładkowy slogan próbujący narzucić interpretację dzieła jest absolutnie chybiony. Co gorsza, wygląda na to, że jest on zgodny z autorską koncepcją. Sienkiewicz mógł pisać ku pokrzepieniu serc. W obecnej sytuacji kompensowanie sobie niegdysiejszych uraz za pomocą literatury zalatuje naftaliną. Rosjan mi szkoda. Żal mi ich. I tyle. Putin powinien sczeznąć, ale żeby takim kosztem?

W sumie niszowa produkcja dla fanów military fiction, ale… Zawsze jest jakieś ale, ale tym razem nie o szczegóły chodzi, tylko o sprawę zasadniczą. Te wszystkie przedstawione wyżej słabości i niedostatki nie odbierają przyjemności lekturze. Autor potrafi opowiadać i konstruować wielowątkową fabułę, nawet jeśli momentami przekracza granice prawdopodobieństwa. Skutecznie utrzymuje uwagę nawet sceptycznego czytelnika, a przecież o to w powieści chodzi. Gdybyż jeszcze utracił łatwość pisania, to mogłoby być całkiem dobrze. Może kiedyś? Dla różniących się od recenzenta. Im bardziej, tym lepiej.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

14 lipca 2014
Robert J. Szmidt znów będzie zabijał! - 15:57 - Squonk
Ilustracja do nowiny Robert J. Szmidt znów będzie zabijał!

Prokuratura Dzielnicowa w Warszawie oraz inni stojący na straży prawa i sprawiedliwości


Zawiadomienie o możliwości popełnienia kolejnego procederu


Uprzejmie donoszę, że Robert Jerzy Szmidt urodzony 26 lipca 1962 roku we Wrocławiu, zamieszkały w [zakreślone], parający się takimi zawodami jak pisarz, tłumacz, redaktor naczelny, agent literacki, copywriter i wydawca znów będzie niszczył oraz zabijał!

Spieszę donieść, że osobnik ten ma już na swoim koncie wielokrotne wywoływanie konfliktów z użyciem broni atomowej, a nawet zniszczenie świata. Można by mu to jednak wybaczyć, gdyby nie fakt, że śmiał on podnieść rękę na naszego największego sojusznika - Stany Zjednoczone!!! [proszę moją postawę przedstawić w ambasadzie USA] Opisał to wszystko w powieści Samotność anioła zagłady.

Ale to jeszcze nic!

Dokonał olbrzymiego spustoszenia naszej Ojczyzny za pomocą broni atomowej, a nawet - tak bardzo boję się tego powiedzieć na głos - ZAMACHU STANU rękami niejakiego Pana Jana w powieści Apokalipsa według Pana Jana. Zatopił pół Polski oraz zawłaszczył - znów proszę przekazać to amerykańskiej ambasadzie - sprzęt armii Stanów Zjednoczonych, robiąc także wiele innych gorszych rzeczy.

Ale to naprawdę jeszcze nic!!!

Teraz ten osobnik - skrywający się pod mianem pisarza - sięga najprawdopodobniej po broń biologiczną oraz niecne nekropraktyki, zamierzając wywołać epidemię zombie!!! Pragnę zwrócić uwagę na przebiegłość podejrzanego, gdyż na fejsbukowym profilu swojej nowej powieści - Szczury Wrocławia - do jej pisania wciąga coraz większą grupę swoich potencjalnych czytelników, znaczy ofiar, umieszczając ich na kartach swojej powieści.

Oczywiście nie muszę dodawać w jakim celu...

Jak tak można, ja się pytam się!?!

Złożono [...]

Przyjęto [...]

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

18 lipca 2014
Pierwsza polska powieść w Uniwersum Metro 2033 - 3:33 - Squonk
Ilustracja do nowiny Pierwsza polska powieść w Uniwersum Metro 2033
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Już 27 sierpnia na półki polskich księgarń zawita długo wyczekiwana przez polskich fanów Uniwersum Metro 2033 książka – pierwsza polska powieść osadzona w realiach postapokaliptycznego świata wykreowanego przez Dmitrija Głuchowskiego. Wbrew najbardziej oczywistym przypuszczeniom, jej akcja nie będzie rozgrywała się w warszawskim metrze; autor Dzielnicy obiecanej, bo tak brzmi tytuł powieści Pawła Majki, opisuje losy niedobitków nuklearnej zagłady w Nowej Hucie. Ta industrialna dzielnica Krakowa, zaprojektowana i zbudowana przez komunistyczne władze powojennej Polski jako niezależne miasto, zdolne do przetrwania podczas potencjalnego konfliktu atomowego, to zdaniem Pawła Majki jedno z tych miejsc w Polsce, które aż się proszą o zaznaczenie na mapie Uniwersum Metro 2033. Schrony przeciwatomowe, układ ulic i budynków mający minimalizować skutki uderzenia nuklearnego oraz bezpośrednia bliskość mistycznego Krakowa – miejsca nierozerwalnie związanego z najważniejszymi wydarzeniami w historii Polski – wszystko to zainspirowało Pawła Majkę do osadzenia akcji swojej powieści właśnie w Nowej Hucie.

Już dziś prezentujemy krótki opis Dzielnicy obiecanej Pawła Majki oraz okładkę autorstwa Ilii Jackiewicza – znakomitego grafika, ilustratora znanego fanom serii Uniwersum Metro 2033 ze wszystkich jej dotychczasowych okładek.

Dwie dekady po atomowej zagładzie, czasy Pożogi. Gatunek homo sapiens na powrót został sprowadzony do roli jednego z konkurentów w grze o przetrwanie. Zmieniło się wszystko. Tylko ludzie pozostali tacy, jak dawniej.

Nowa Huta. Zaprojektowane i zbudowane od podstaw robotnicze miasto. XVIII dzielnica Krakowa. To tu, w podziemnych schronach, mieszkają ci, którzy przetrwali nuklearną apokalipsę. Każdy dzień oznacza dla nich walkę, każdy miesiąc przynosi nowe zagrożenia. Wśród strzępów cywilizacji przeżycie kolejnego roku zakrawa na cud.

Zdradzeni i zmuszeni do ucieczki mieszkańcy Nowej Huty wyruszają na poszukiwanie mitycznego raju – Kombinatu. Nie wiedzą jeszcze, że z niedostępnego dla nich centrum Krakowa nadciąga przerażająca horda, która odmieni znany im świat.

Jednak to śmiertelne niebezpieczeństwo okaże się tylko tłem dla piekła, które ludzie niezmiennie gotują sobie sami nawzajem.


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

20 lipca 2014
Radiation - pierwsze miesiące w nowym świecie - 23:51 - Wrathu
Radiation
Dla przypomnienia. Radiation to internetowa, postapokaliptyczna gra fabularna osadzona w Uniwersum 13, które powstało na skutek konkursu "Polskie Postapo" przeprowadzonego dwa lata temu na Trzynastym Schronie. Akcja gry Radiation ma miejsce około pięćdziesiąt lat po wydarzeniach z 13. Jak się okazuje, gra żyje i ma się dobrze, w przeciwieństwie do dogorywającego świata. Na początek kilka ogłoszeń:
  • Konkurs na najlepszy profil trwa, druga tura rozpoczęła się. Zagłosuj na swojego faworyta w tym temacie.
  • Nadal poszukiwani są chętni do pomocy grze na stanowiskach Mistrzów Gry, Strażników i Barmanów. Administracja szczególnie chętnie przyjęłaby do grona niewiastę zdolną wczuć się w rolę Carmen, właścicielki Loży pod pokładem obitej barki "Łez Padół".
  • Opracowywane są kolejne eventy w Spelunie, niebawem pojawią się informacje na ich temat.
  • Przygotujcie się na powrót dawnych wrogów rasy ludzkiej.

Ci, którzy czytali opowiadania, prawdopodobnie wiedzą, o kogo może chodzić... Tymczasem, zapraszam do zapoznania się z fabularnym opisem streszczającym wydarzenia z ostatnich miesięcy w grze.

Kolejny spokojny wieczór na „Łez Padole” został brutalnie przerwany - świętując zwycięstwo Pancerniaków, Bronson nie przyniósł wyłącznie dobrej nowiny. Po chwili wszystko spod bandery Czarnej Mewy, co było w stanie pływać i atakować, wyruszyło na barkę, zmuszając Alojza do odpalenia silników, a przebywających na niej ludzi do stanięcia ramię w ramię. Nie zawiedli. W tym samym czasie, Bronson sprowadzał tych bardziej spanikowanych i mniej chętnych do walki pod podkład, gdzie mogli bezpiecznie spędzić wieczór w towarzystwie Madame Carmen. Pozostali ruszyli do boju. W szeregach dzielnych obrońców znaleźli się: Alan, Artorias, Bezimienny, Drakon, Dymfna, Nergea, Shana, Szajbus, Walentyna, Wercia i Gdański Pancerniak. Motywy, którymi się kierowali były przeróżne: jedni robili to w imię Boga, inni w celu samego zabijania, a niektórzy z sympatii do biednego Alojzego i jego lokalu, który jakby nie było – przyjmował w swoje ramiona wszystkich.

Nikt się nie zdziwił, kiedy rozsądne polecenia padły z ust Bezimiennego. I chociaż pozostali żołnierzami nie byli i nie przywykli do walk pod czyimś rozkazem, zamieszanie na barce było takie jakby mniejsze. Ludzie pozajmowali swoje pozycje i padły pierwsze strzały; Czarna Mewa, z całych swoich sił, próbowała dorwać łajbę. Nienawidzili Południa, nienawidzili Pancerniaków, a bogu ducha winnego Alojzego mieli za szpiega. W momencie, kiedy wszyscy dosięgli broni i wymierzali pierwsze mniej lub bardziej celne strzały, do łajby Alojzego, a dokładniej do sterburty, zaczęły podpływać trzy motorówki piratów. Kilku z nich było już niemal na pokładzie… Niemal.

Dla walczących czas pewnie stanął w miejscu, jednak wszystko trwało zaledwie kilka chwil, w pewnym momencie, kiedy wszyscy skoncentrowani byli na utrzymywaniu swoich pozycji na burtach i po bokach, nie zauważyli podpływających do rufy przeciwników. Piraci wykorzystali moment nieuwagi wroga, zarzucili liny na reling i wkradli się na pokład, po trzech na lewo i prawo, zaś sześciu kolejnych próbowało dostać się przez dach i luk wentylacyjny do środka speluny. Wymiana ognia trwała, do akcji dołączył się nawet Kruszyna — granat, który trafił w sporej wielkości łódkę, był źródłem nieszczęść dla obrońców, rypnięcie i powiew smrodu był tak wielki, że od lewej zaczęła się wojna na broń chemiczną, nic dziwnego, że po chwili obrońcy zaczęli wycofywać się do środka. Obrońcy zaciekle bronili przybytku Ala, robili, co mogli, nikt nie przerywał, chyba że musiał zmienić magazynek, chociaż… znalazł się też czas na sandłicza i cygaro.

Barka obrała kurs na zachód, do wolności. Mimo zaciekłości z jaką walczyli piraci, nie byli oni w stanie zatrzymać „Łez Padołu”. Ci z atakujących, którzy znaleźli się w pobliżu komina i luku wentylacyjnego, zostali rozgromieni przez Gdańskiego Pancerniaka, który upodobnił dach do durszlaka. Gdyby się teraz tak obejrzeć… po prawej teren był oczyszczony, po lewej tak samo. Grupa abordażowa wyglądała jak poszatkowane sito, jednak nadal się trzymała. Pomniejsze łodzie piratów zaczęły się wycofywać, ich truchła dryfowały na niespokojnych teraz wodach, niektóre z nich szybko stały się pożywką podwodnych potworów. Wtem, kiedy niebo przysłoniły ciemne, ciężkie chmury, na drodze dzielnego „Łez Padołu” znalazła się barka Diany z Poznania. Osławiona Czarna Mewa, przed którą niemal każdy czuł pewien szacunek... Przez krótką chwilkę, kiedy Pancerniacy robili, co mogli, wydawało się, że to już koniec…

Na ratunek obrońcom łajby przybyli Nurkowie z Zielonej Góry. Częstowali Czarną Mewę, czym tylko mieli, w końcu zmuszając Poznaniaków do odwrotu. Na barce, choć zapanowała cisza, wcale nie zapanował spokój – obrońcy pozbywali się trupów wrogów, zajmowali się swoimi rannymi i oceniali straty. Eskortowani przez Nurków, zmierzali do Zielonej Góry.

Co spowodowało całe to zajście? Rzeszów. Miesiące temu Pancerniacy wyruszyli, aby odpowiedzieć na wezwanie mieszkańców wschodniej rubieży. Nikt nie wiedział, jakie zdarzenia miały miejsce przez ten długi czas, jednak armia pochodząca z Krakowa na wiele tygodni zniknęła w opanowanym przez mutanty terenie.

Dopiero teraz po Polsce rozeszły się plotki o tirach wiozących zapasy ropy z Rzeszowa wprost do grodu Królów. Nieliczni, którzy mieli na tyle odwagi, aby wyruszyć na ogarnięte wojną tereny, przynieśli do swoich domów wieści o masakrze, jakiej dokonali Pancerni na mutantach.

“Były wielkie jak dom… Po prostu deptali, rozgniatali całe stada mutasów. Gdy tylko któryś wybiegał pod ogień tych demonów, zamieniali go w papkę. Topili błękitnym ogniem. Widziałem na własne oczy, jak jeden z tych żelaznych potworów, którego sprowadzili ze sobą, przebił się przez stary ratusz i rozjebał całą hordę. A za nim spokojnie szły czarne pancerze, rozumiesz? Czarne, Carskie pancerze. Nie biało czerwone, nie brudne - zakrwawione, potworne i straszne. Srałem w gacie słysząc jak masakrują te pokraki, kątem oka widziałe łunę płomieni… Sięgała wysoko. A w oddali waliło, niebo spieprzyło się nam na łby. Więcej tych drani wyrzynało mutasy - nie zostawili po sobie nic prócz popiołów. Wszystko zniszczyli. Wszystko.”
- Zdzisław Pajson z Lublina.

Na północy kraju ta wieść została przyjęta z rezerwą. Po pamiętnym upadku Cesarstwa zapanował chaos, z którego wyłoniły się siły zdolne utrzymać władzę nad małymi regionami i miastami. Odrodzenie zorganizowanej, zdecydowanej przeć do przodu potęgi na południu oznaczało kłopoty - ktoś mógł rzucić wyzwanie przywódcom gangów. Najgorsze było jednak to, że za tym wyzwaniem ciągnęły potężne, niezbite argumenty w postaci wojska - tego samego, które nasiona swojego sukcesu posiało pod Wrocławiem przeganiając Arabów na powrót tam, skąd przybyli.

Za Krakowem stanęły jawnie najbliższe osiedla w Katowicach i Częstochowie. Rzeszów, zobligowany ratunkiem, który przyszedł ze strony generała, również postanowił dołączyć do rozmów, które będą dopiero miały miejsce na starym Wawelu. Zdziwieniem dla wszystkich było stanowisko Nurków z Zielonej Góry. Jawna akcja zbrojna przeciwko siłom Czarnej Mewy była najbardziej wyrazistym potwierdzeniem pragnień kapitana Hansa i jego załogi. Wysłannik Nurków został oddelegowany do Krakowa aby prowadzić rozmowy w imieniu swojego miasta, jego eskortę tworzyli Pancerni z Gdańska, którzy z radością przyjęli zwycięstwo swoich pobratymców na południu.

Wpływy Pancernych sięgnęły ku Kielcom w centralnej Polsce i aż po sam Nowy Wolin dzięki wsparciu kapitana Hansa. Siedliska znajdowały się w bezpośredniej okolicy siedziby generała, przez co stały się regionem najbezpieczniejszym na południu. Jedynie niebezpieczne Góry i rejon wokół Wrocławia pozostawały cierniem w boku Pancernych, oba będące siedliskiem niebezpiecznych istot - terminatorów i mutantów. Sam Wrocław pozostawał w rękach Kiboli, jednak ostatnimi czasy natarcia mutasów zdarzały się coraz częściej a utrzymanie starych budynków przemysłowych coraz trudniejsze.

Tymczasem Gangi pod przywództwem Diany i jej piratów zawarły cichy, niepisany układ. Południe było ich jawnym przeciwnikiem - to tam mogli uciekać ludzie poszukujący bezpieczeństwa, to tam znajdowały się najwyraźniej bardzo dobrze działające resztki przemysłu. Podział Morza Wielkopolskiego pomiędzy Czarną Mewę a Nurków także nie przepowiadał najlepszej przyszłości - świat zmieniał się na ich oczach i musieli na to zareagować.

Gangi objęły swoimi wpływami nieregularny teren na północy - Barbarzyńcy, a przynajmniej ich resztki, pilnowały Wschodniej Dziczy, Diana i gangi ze starej stolicy zapanowały nad tą częścią Mazowsza i Wielkopolski, które nie znalazły się pod wodą. Lublinianie także woleli stanąć po tej stronie, widząc trudności, jakie przysparzały im cechy Krakowskie w handlu. Jedynie Trójmiasto pozostało dziwnie neutralne, zawieszone pomiędzy bytującymi tam gangami a odłamem Pancernych, który wyraźnie wpłynął na Irę i jego Ironatorów.

Polska była podzielona, możliwe, że bardziej niż kiedykolwiek. Jedni budowali i chronili, inni dbali wyłącznie o siebie - kto będzie zwycięzcą?

Źródło: Radiation: Projekt 13 - "Polska po latach..."
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

23 lipca 2014
'Forta' - nowa książka Michała Cholewy już w sprzedaży! - 19:26 - Veron
Michał Cholewa - Forta
Jeden z najzdolniejszych polskich pisarzy science fiction wraca z nową powieścią osadzoną w dobrze znanym z Gambitu i Punktu cięcia Uniwersum. Forta Michała Cholewy już dostępna w sprzedaży w księgarniach w całej Polsce.

Trwa wyścig o światy stracone lata temu, gdy nastał Dzień i technologia zwróciła się przeciw ludziom.

Kolejna po "Gambicie" i "Punkcie cięcia" powieść Michała Cholewy przenosi czytelnika na skalistą i pogrążoną w ciemności planetę Atropos. Znajdująca się na niej kolonia na wiele lat została odcięta od reszty ludzkości.
Teraz wreszcie na pokładzie unijnego krążownika przybywa ekspedycja ratunkowa. Odcięci od wsparcia na surowej planecie, żołnierze Unii muszą stawić czoła tajemniczemu wrogowi, by rozwiązać zagadkę z czasów świata, który przeminął.

Kapral Wierzbowski oraz jego oddział wciągnięty w niebezpieczną grę dowiaduje się coraz więcej o planecie, swoim przeciwniku i w obliczu dylematów wymuszonych chłodną kalkulacją... o sobie.
I nie wiadomo, która z tych rzeczy jest najbardziej przerażająca.


Książka miała swoją premierę 21.07, wydana nakładem wydawnictwa WarBook. Gorąco polecamy Fortę Michała Cholewy!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer