<<Niusy
02 czerwca 2014
Wajda angażuje! - 14:45 - nie wiem
Nie, nie Andrzej Wajda. Znacznie lepszy Wajda - mój kolega ze studenckich czasów (z pełną świadomością piszę to jakbym był starym dziadygą, który wspomina stare, dobre czasy), który zresztą był reżyserem Schronizmów. Tym razem wraz z grupą znajomych tworzy inne postapokaliptyczne dzieło. Jako że SSI wszędzie ma wtyki, to oczywiście znam już scenariusz. I powiem jedno - jest świetny.

Wajda:
Poszukujemy dwójki aktorów na zdjęcia w dniach od 6-tego do 8-ego czerwca w Gdyni oraz w okolicach Słupska.
Jesteśmy grupą studentów, która postanowiła zrealizować produkcję filmową w ramach praktyk na uczelnię.
Przygotowujemy krótki metraż (ok. 10 minut) utrzymany w klimacie postapokaliptycznym. Historia skupia się na mężczyźnie, który przychodzi do "zakładu pogrzebowego" i stara się zorganizować pochówek bliskiej osoby w "starym, tradycyjnym stylu". Jednak nieoczekiwanie trafia na opór właściciela, który ewidentnie stara się naciągnąć go na koszta...
Praca w charakterze non-profit, z naszej strony możemy zaoferować transport, ciepły posiłek oraz pracę w dobrej atmosferze.
Poszukujemy aktorów do zagrania następujących postaci:
1. Klient - im starszy tym lepiej. O dobrodusznym wyrazie twarzy, doświadczony przez życie, skromny ale z zasadami i honorem.
2. Sprzedawca - zdecydowanie młodszy od Klienta, typ cwaniaka. Koleś, który zwietrzył w nowym świecie swoją szansę i wykorzystuje ją krojąc oszczędności z kogo się da. Być może dostał swój "zakład pogrzebowy" w spadku po krewnym. Nałogowy palacz. Cyniczny, arogancki, wszelkie defekty fizyczne mile widziane ;)

Zgłoszenia prosimy przesyłać w formie prywatnej wiadomości na facebooku albo na adres mailowy:

piotr.wajda.89@gmail.com


Polecam pisać na maila lub odezwać się na Facebooku.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 czerwca 2014
Dziś premiera 'Na skraju jutra' Hiroshiego Sakurazaki! - 10:24 - Veron
Hiroshi Sakurazaka - Na skraju jutra
Od dziś w księgarniach w całej Polsce znajdziecie świeżutką propozycję postapokaliptyczną rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni. "Na skraju jutra" Hiroshiego Sakurazaki zapowiada się naprawdę obiecująco.

Więcej o samej powieści w poprzednim niusie.

Książka ukazuje się nakładem wydawnictwa Galeria Książki.

Gorąco polecamy!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Lektura na 25-lecie wolnej Polski - 20:48 - Squonk
Ilustracja do nowiny Lektura na 25-lecie wolnej Polski
Czwarty czerwca. Kolejna rocznica pierwszych, wolnych wyborów w Polsce od czasu zakończenia II wojny światowej lub dzień w którym w Polsce skończył się komunizm i nastała pookrągłostołowa republika kolesi. Cokolwiek tego dnia się nie wydarzyło -a co trwa do dziś - to na pewno jesteśmy świadkami jednej rzeczy. Każdy ma prawo mieć własne zdanie na temat tamtych wydarzeń, które może wszem i wobec wyrażać. Stąd jedni zacieszają je tak, że aż strach włączyć telewizor by nie zostać spacyfikowany "wolnością". Zaś drudzy widzą tu rocznicę spisku elit, które najlepiej to by było pogonić w cholerę, zastępując je innymi. Oczywiście swoimi.

Ale to wszystko jest nudne.

Zarówno klimaty spiskowe, bo wyrosłe na niedostaniu się wówczas do koryta tych, którzy się do niego nie dostali, jak i te radosne zbudowane na psiej zależności wobec nowego Wielkiego Brata - czyli Stanów Zjednoczonych. Jest jednak coś, co radykalnie może zmienić nasze refleksje na temat tamtego czasu. I nie chodzi mi o średniej jakości reklamowy slogan niniejszej książki, nakręcający czytelnika na satanistyczny spisek u fundamentów Polski Ludowej. Okropieństwa II wojny światowej były czymś tak strasznym i tak niszczącym wiarę, że wielu ludzi było gotowych na pocałowanie samego diabła w tyłek, byle to już się skończyło. A porządki przyniesione na czołgach i bagnetach Armii Czerwonej dla ogromnej części polskiego społeczeństwa tego dokonały, choć dzisiejsza propaganda chciałaby to przedstawiać inaczej.

Autorom udało się w tej powieści zawrzeć idealny opis końca czasów i epoki. Milicjant z zasadami, ksiądz trapiony wspomnieniami z przeszłości. Obaj różniący we wszystkim, rzuceni przez los na wspólną drogę. W niczym do siebie niepodobni, choć mający ten sam kryzys wiary w to co robią. To z takimi bohaterami przemierzymy ponure miejsca Polski Ludowej, które dziś - już w demokratycznej i wolnej Rzeczpospolitej Polskiej - nadal ponurymi pozostały.

Jeśli chcecie samemu zacząć poznać tamte czasy, zwłaszcza jeśli nic o nich nie wiecie, to warto właśnie zacząć od tej książkowej pozycji.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

05 czerwca 2014
Premiera w klimatach: 'X-Men: Przeszłość, która nadejdzie' - 0:25 - Veron
X-Men: Przeszłość, która nadejdzie
"X-Men: Pierwsza klasa" był powiewem świeżości w filmowej serii o obdarzonych niezwykłymi zdolnościami mutantach. Matthew Vaughn jak żaden reżyser wcześniej próbował ich zrozumieć, wniknąć wgłąb skomplikowanych wnętrz, dotrzeć do motywacji działania, przyjrzeć się genezie ich wypełnionego bólem życia. Udało mu się do tego stopnia, że "Pierwsza klasa" była filmem z potencjałem oscarowym (niedocenionym wszak przez Akademię). Za najnowszą odsłonę przygód Profesora X, Magneto, Wolverine'a i innych "utalentowanych" zabrał się ponownie Bryan Singer. Jaki okazał się powrót twórcy dwóch pierwszych - przyzwoitych - obrazów spod szyldu "X-Men"? No cóż... przyzwoity.

W niedalekiej przyszłości mutanci i ludzie z choćby śladem mutacji w organizmach są bezwzględnie eksterminowani przez Strażników - mechanizmy zdolne adaptować umiejętności mutantów, są przez to dla nich samych śmiertelnie niebezpieczne. Profesor Xavier i Magneto (tak, w końcu stanęli w jednym szeregu) dochodzą do wniosku, że zagrożenie należy usunąć u źródła. Z pomocą młodziutkiej Kitty Pryde podejmują rozpaczliwą próbę przeniesienia dobrze znanego nam Logana vel Wolverine'a w przeszłość i zapobieżenie eksterminacji swojej - i nie tylko - rasy.

"X-Men: Przeszłość, która nadejdzie" to dzieło - należy uczciwie przyznać - o klasę słabsze od wersji Vaughna. To filmowa kolubryna, rozgrywająca się w dwóch planach czasowych (na szczęście twórcy nie gubią się w ich tasowaniu), wypełniona mnóstwem komiksowych postaci, aspirująca (podobnie jak poprzednik, lecz tutaj - bez spełnienia) do bycia interesującą historią alternatywną. Niestety, jest tego wszystkiego za wiele. Każdy bohater wydaje się być drugoplanowym, opowieść wciąga, ale bez przesady, narracja jest sprawna, lecz nie powala. Wydaje się, że twórcy chcieli upchnąć w swojej wizji jak najwięcej, przez co film stracił na wyrazistości. Tak, to troszkę zmarnowany potencjał "Pierwszej klasy".

Niemniej jest kilka aspektów "Przeszłości...", które wybijają ten film ponad przeciętność typowych blockbusterów. Między niemałą wcale ilością scen trywialnych, patetycznych i szablonowych znajdzie się kilka takich, którymi z pewnością zainspirują się autorzy kina fantastycznego. Fruwający stadion, poszukiwania Mystique przez Xaviera czy genialna sekwencja popisu szybkości Quicksilvera to najlepsze przykłady. Singer dostał też możliwość współpracy z najzdolniejszymi aktorami młodego pokolenia, jednak nie wykorzystał tego do końca. Fassbander, McAvoy, Lawrence, Page czy Hoult raczej występują tu niż grają. O ich klasie świadczy fakt, że i tak wypadają nieźle (Jackman także, a jakże, zdążył już do tego przyzwyczaić). Niewiele natomiast mają do pokazania starzy wyjadacze - Stewart, McKellen, Berry, Sy, ale także Peter Dinklage jako demoniczny Trask. W tej kwestii "Past" zdecydowanie wygrywa z "future".

All in all "X-Men: Przeszłość, która nadejdzie" oglądało mi się całkiem przyjemnie. Chyba po prostu lubię śledzić przygody sympatycznych mutantów. Warto wybrać się do kina choćby dla tych paru scen i mnóstwa znanych aktorów na ekranie. Ale tylko na oryginalną wersję językową. Fajny film.

Moja ocena: 6,5/10
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

09 czerwca 2014
Polecamy 'Mamy dusze muszkieterów' Zbigniewa Truszczyńskiego - nowość od WarBook - 10:27 - Veron
Zbigniew Truszczyński - Mamy dusze muszkieterów
Z czym Wam się kojarzy Legia Cudzoziemska? Bo mi ze znakomitymi komediami z Luisem de Funesem i Marianem Kociniakiem. W przerysowany sposób obrazy te przemycały cząstkę prawdy o owej formacji. Dostajemy jednak znakomitą okazję do przyjrzenia się Legii oczami człowieka, który do niej należał. O swoich przygodach bowiem opowiada Zbigniew Truszczyński w książce Mamy dusze muszkieterów - nowości od wydawnictwa WarBook w ramach świeżutkiego cyklu "Kondotierzy".

To coś więcej niż typowa historia w stylu „maszeruj albo zdychaj”. To raczej łotrzykowska opowieść, pełna bijatyk, barowych eskapad i obyczajowych ekscesów; słowem – Legia na wesoło.
Przeczytaj relację chłopaka wywodzącego się z polskiego prowincjonalnego miasteczka, który by przeżyć przygodę i zwiedzić świat, wstąpił do Legii Cudzoziemskiej!


Różowe szkiełka, przez które autor pozwala nam patrzeć na przygody legionisty Nowaka, mają na celu jedynie złagodzenie obrazu brutalnej rzeczywistości, z jaką nasz łowca przygód zetknął się w sercu Czarnego Lądu.
To „Afryka od kuchni”, w której przez całe dekady rządzili zwyrodnialcy w rodzaju Jeana-Bédela Bokassy, cesarza-ludożercy z Afryki Środkowej, czy też nieobliczalni warlordowie , tacy jak Hissen Habré, Idriss Déby czy Goukouni Oueddei w Czadzie.
W tych konfliktach zza kurtyny pociągali za sznurki politycy francuscy oraz osławiony libijski pułkownik Kadafi. Książka, mimo iż niemal w całości zbudowana jest z obyczajowych anegdot, zawiera sporo informacji na temat współczesnych konfliktów zbrojnych toczących się w Afryce oraz historii Legii Cudzoziemskiej.


Książka dostępna w sprzedaży od dzisiaj, czyli 9-ego czerwca. Gorąco polecamy Mamy dusze muszkieterów Zbigniewa Truszczyńskiego!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Hiroshi Sakurazaka, 'Na skraju jutra' - recenzja książki - 12:33 - Veron
Hiroshi Sakurazaka - Na skraju jutra
Akcja książki Na skraju jutra autorstwa japońskiego pisarza fantastycznego Hiroshiego Sakurazaki rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w której Ziemia staje się celem inwazji obcych. Początkujący żołnierz Keiji Kiriya ginie podczas swojej pierwszej bitwy. Jednak budzi się następnego ranka... na dzień przed potyczką, w której stracił życie. Szybko orientuje się, że wpadł w pętlę czasu, lecz aby się z niej wydostać, będzie potrzebował pomocy. Sprzymierzeńca znajduje w legendarnej wojowniczce Ricie Vrataski, zwanej z powodu swojej bezwzględności i skuteczności w likwidowaniu najeźdźców, "Stalową Suką".

Nie da się ukryć, że taka konstrukcja fabuły niosła ze sobą ryzyko. Sakurazaka sam mógł bowiem wpaść w swoistą pętlę - powtarzalności doprowadzającej do zanudzenia czytelnika. Niemniej wybrnął z karkołomnego konceptu w dobrym stylu. Faktycznie, dzień z życia protagonisty powtarzany jest sporo razy (może nie sto kilkadziesiąt, ale i tak niemało). Każdy jednak niesie ze sobą coś nowego - coś co rozwija Keijiego, daje mu dodatkowego motywacyjnego kopa i nie wpędza czytającego w znużenie. Sakurazaka w podziwu godny sposób wykorzystał efekt deja vu do zaintrygowania, nie odrzucenia. Gdyby bowiem tak się stało, musielibyśmy mówić o totalnej porażce. A tu - jest naprawdę ciekawie.

Co przypadło mi najbardziej do gustu, to jednak opisy samej walki. Oraz obcych. Ci bowiem przywędrowawszy osiedli na dnie oceanów i mutowali z tamtejszą fauną, przez co przypominają przerośnięte rozgwiazdy. Interesujący jest jednak ich sposób niszczenia środowiska - otóż właściwości ich odchodów przywodzą na myśl działanie skażenia radioaktywnego. Przebija tu aktualna w Kraju Kwitnącej Wiśni kwestia, niemniej przemycona jest nienachalnie. Bardziej wymowna jest metoda walki z obcymi, zwanymi Mimami. Ludzkość dysponuje egzoszkieletowymi pancerzami, trudnymi w obsłudze, ale znacznie poprawiającymi ich motorykę czy siłę. Co ciekawe jednak najbardziej skuteczną okazuje się broń biała, nie super-celne, futurystyczne działka. To ukłon w stronę przewagi czynnika ludzkiego nad zdobyczami technologicznymi. Mała rzecz, acz efektowna i - co ważne - niebanalna.

Jednakże nie jestem pewien, czy Na skraju jutra odniesie w Polsce znaczący sukces. Co prawda, data premiery książki pokryła się z wprowadzeniem na ekrany multipleksów jej filmowej adaptacji - wydawca i dystrybutor wykorzystali też tę samą grafikę jako okładkę i plakat. Niemniej książka wydaje się za mocno osadzona w swojej konwencji. Całość czyta się trochę jak relację z gry komputerowej albo mangowego komiksu. Troszeczkę za mało w niej mięsistych opisów postaci czy świata przedstawionego - ich historii, tła, pobudek. Keiji i Rita zostają przedstawieni wnikliwiej, lecz za mało w nich oryginalności. Literacko - mimo dynamicznej i nie nużącej narracji - to książka raczej skromna.

Niemniej warto sięgnąć po Na skraju jutra Hiroshiego Sakurazaki. Choćby po to, żeby zapoznać się ze stylem, którego na rodzimym literackim poletku nie za wiele. No i żeby skonfrontować ją z hollywoodzką wizją z udziałem Toma Cruise'a.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

24 czerwca 2014
Twickle doktorem - 18:15 - Squonk
Trzynasty Schron
Z wielką przyjemnością informujemy, że nasza pierwsza redakcyjna koleżanka - Twickle - po wytężonej pracy oraz naukowym wysiłku zamknęła przewód, a następnie obroniła pracę, uzyskując stopień naukowy doktora.

Praca nosząca tytuł "Serbska i chorwacka polityka językowa wobec dominacji angielszczyzny w europejskim ekosystemie", została obroniona na Uniwersytecie Łódzkim.

Gratulujemy!!!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Ziemie Jałowe - już niedługo - 19:46 - Squonk
Ilustracja do newsa Ziemie Jałowe - już niedługo
Informacja prasowa od organizatorów Ziemi Jałowych 2014.

Zapraszamy wszystkich fanów postapokalipsy do udziału w czwartej odsłonie Zagłębiowskiego Konwentu Postapokaliptycznego - Ziemie Jałowe 2014!

Tegoroczna edycja odbędzie się w dniach 1-6 lipca i podobnie jak w latach  ubiegłych  utrzymana będzie w klimacie postapokaliptycznego westernu. Miejsce również pozostaje bez zmian - opuszczona kopalnia w miejscowości Będzin-Grodziec ponownie stanie się zapadłą dziurą na granicy pustkowi - miasteczkiem Zgorzel potocznie zwanym Gangreną.

Wszelkie informacje znajdziecie na stronie internetowej Ziem Jałowych, profilu na Facebooku oraz forum. Plakat przygotowany przez Darka Kocurka znajdziecie w rozszerzeniu newsa.

Plakat Ziemi Jałowych 2014


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

26 czerwca 2014
Polecamy 'Doktrynę Wolffa' - nowość od WarBook - 16:14 - Veron
Vladimir Wolff - Doktryna Wolffa
Od poniedziałku jest już w sprzedaży najnowsza powieść jednego z najlepszych polskich pisarzy military fiction, Vladimira Wolffa. Doktryna Wolffa kończy wielką wojenną sagę rozpoczętą w 2010 roku, w której wiodącymi bohaterami są żołnierze polskiego wojska. Z jedną z jej odsłon mieliście okazję zapoznać się na łamach Trzynastego Schronu, a były nią świetne Piaski Armagedonu.

Dramatyczny finał wielkiej wojny

Czas niepewności: jak nie przegrać wygranej wojny, gdy przybywa niechcianych sojuszników? Jak uciec przed własnym narodem i wszechobecnymi wrogami? Jak pokonać największe państwo na świecie, by tego świata nie pogrążyć w chaosie? To pytania prezydentów, premierów i generałów.

Jak dożyć do jutra, jak nie dać się roznieść na strzępy czołgom, szturmowcom, bombom, rakietom i pociskom? To pytania dziesiątek tysięcy żołnierzy i cywilów.

W brawurowym finale krwawej epopei rozpoczętej "Stalową Kurtyną" niezrównany Vladimir Wolff jak zawsze oddaje głos im wszystkim, a nam pozwala być świadkami tryumfów polskiego oręża i poczuć smak dziejowej sprawiedliwości.


Książka miała swoją premierę 23-ego czerwca, a wydana została - oczywiście - nakładem wydawnictwa WarBook, dostępna w księgarniach w całej Polsce. Trzynasty Schron poleca Doktrynę Wolffa!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Zbigniew Truszczyński, 'Mamy dusze muszkieterów' - recenzja - 16:43 - Veron
Zbigniew Truszczyński - Mamy dusze muszkieterów
Mamy dusze muszkieterów jest drugą - po Dzienniku snajpera Władysława Wilka - propozycją wydawnictwa WarBook w ramach nowej serii, "Kondotierzy". Te dwa tytuły zapowiadają, iż będzie to cykl wyjątkowy. Relacje ludzi przebywających bezpośrednio na froncie prawdziwych działań militarnych są bowiem nad wyraz zajmujące i potrafią wciągnąć na długie godziny bardziej efektywnie niż najlepsza proza military fiction. W przypadku książki Zbigniewa Truszczyńskiego dają też niemało okazji do uśmiechu.

Mamy dusze muszkieterów to wspomnienia żołnierza Legii Cudzoziemskiej. Wspomnienia trzeba zaznaczyć pozytywne, gdyż, jak pisze autor w początkowych fragmentach książki, do złych wracać nie chciał. Zbudowana jest z całej masy anegdot, opowieści z życia wojaków jednej z najbardziej znanych formacji wojskowych na świecie. Obraz to niewiele odbiegający od klasycznych filmowych przygód inspektora Ludovica Cruchota, popularnego żandarma granego onegdaj przez Louisa de Funesa. Do tego, tak jak filmy z francuskim aktorem, także zawierający drugie dno i w ten sam sposób je ukrywający.

Truszczyński nie rozpisuje się na temat niebezpieczeństw, szkoleń czy akcji wojskowych. Z jego książki przebija przede wszystkim przygoda, za którą w sposób naturalny szły pijackie wybryki i lubieżne ekscesy. Między wierszami doszukać się jednak można portretu smutnej rzeczywistości Afryki na północ od równika w pierwszej połowie lat 80-tych - działalności Jeana-Bedela Bokassy czy pułkownika Kadafiego. Autor w sobie znany sposób potrafił przemycić te zagadnienia, niemniej nie zmienił przez to wymowy powieści.

Ta bowiem w połączeniu z klarownym językiem daje czytelnikowi po prostu sporo satysfakcji. Jedynym mankamentem książki jest narracja. Truszczyński bowiem, nie wiedzieć czemu, zdecydował się na opowiadanie w trzeciej osobie z perspektywy fikcyjnej postaci. Znacznie ciekawiej czytałoby się Mamy dusze muszkieterów jako relację pierwszoosobową. Poza tym i kilkoma wpadkami czysto redakcyjnymi (literówki czy błędy interpunkcyjne można jeszcze wybaczyć, ale błędy ortograficzne są niedopuszczalne) to książka absolutnie godna polecenia.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer