<<Niusy
05 maja 2014
Artur Kubieniec, 'To już było' - recenzja - 11:38 - Veron
Artur Kubieniec - To już było...
Akcja powieści "To już było..." Artura Kubieńca rozgrywa się w bliżej niesprecyzowanej, ale raczej odległej przyszłości, na nienazwanej wyspie pokaźnych rozmiarów. Zamieszkuje ją społeczeństwo rządzone przez Radę - organ władzy złożony z najstarszych mieszkańców wyspy. Obywatele owego państwa rozmieszczeni są w kilku metropoliach i podzieleni na dwie klasy - tych ze stałym dostępem do tajemniczej substancji, dzięki której są mądrzy, ładni i powabni, oraz tych bez możliwości jej stosowania, a przez to monstrualnie otyłych i zwyczajnie tępych. Toteż o konflikty na wszelakim tle nietrudno.

Śledzimy akcję z perspektywy kilku bezimiennych - podobnie jak wyspa, na której mieszkają - osób. Nie pomaga to specjalnie w lekturze, jako że autor bardzo swobodnie lawiruje między kolejnymi bohaterami wiodącymi, nie zaznaczając jednak zbyt wyraźnie zmian w narracji. Zapewne na tym polegał zamysł, niemniej wybór takiej konwencji wymaga naprawdę solidnych umiejętności technicznych, których Kubieńcowi nie wystarcza (komfortu czytania nie poprawiają także zbyt długie rozdziały). W wypadku "To już było..." nieustanne wprowadzanie chaosu w umyśle czytelnika nie intryguje, a irytuje. Wszystko jednak do nadrobienia i życzę autorowi, by mocno pracował nad warsztatem. Dobrych pomysłów mu bowiem nie brakuje.

Samo miejsce akcji i jego specyfika potrafią zainteresować. Kubieniec buduje dystopijną rzeczywistość mimowolnie wtrącanymi półsłówkami, mglistymi sugestiami, dygresjami. Trudno cokolwiek sobie dopowiedzieć, jeszcze trudniej domyślić się, ponieważ pytania mnożą się ze strony na stronę. Ale to akurat - w przeciwieństwie do operowania postaciami (i ich dość bezceremonialnego "traktowania") - jest ciekawe. Autor metodycznie poszerza przed czytelnikiem kreowany świat, a czytający dopasowuje do siebie kolejne elementy zawiłej układanki. Całość w dużym stopniu tłumaczy natomiast kobylaste zakończenie powieści.

I tu niestety poczułem się trochę... nieswojo. Finał sprawia wrażenie napisanego na początku pracy nad książką, a pozostała jej część dosztukowana później. Kubieniec wiele wyjaśnia, ale nie odnajduję w tym mocnej koneksji z tym, co przedstawił wcześniej. Ma to wszystko ręce i nogi, jest logicznie ułożone, a jednak brakuje jakiegoś błysku, elementu spajającego całą akcję i jej miejsce w koherentną całość. Niewykończenie wydaje się głównym mankamentem powieści.

"To już było..." to książka niełatwa i przez swoją pokrętną wieloznaczność, i trochę także przez wymagające dopracowania zdolności pisarskie Kubieńca. Niemniej dostrzegam spory potencjał w tym młodym, polskim pisarzu i jego propozycję uważam za wartą do zapoznania się z nią, przede wszystkim zaś zachęcam do wyrobienia własnej opinii na jej temat.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Andrzej Wardziak, 'Infekcja' - recenzja - 11:48 - Veron
Andrzej Wardziak - Infekcja
Infekcja Andrzeja Wardziaka rozgrywa się w ciągu kilku upalnych, lipcowych dni w Warszawie. Śmiercionośny wirus niewiadomego pochodzenia, zamieniający ludzi w bezmyślne, krwiożercze bestie w zaledwie kilka godzin pustoszy miasto. Kilkoro zdanych tylko na siebie mieszkańców stolicy zmuszonych zostaje do rozpaczliwej walki o przetrwanie... Chciałoby się rzec - standardzik, a czy pomyśleć - sztampa? Bynajmniej.

Wardziak czerpie z konwencji zombie apocalypse garściami i miesza ją z solidną dawką popkultury, oferując nam książkę o żywych trupach, którą pochłania się w trakcie jednego posiedzenia. Wszystko jest tu na swoim miejscu, wszystko dobrze znane - od grubo kreślonych postaci po przyzwoity poziom gore. Z "Infekcji" emanuje jednak taka radość tworzenia, że gęba sama się śmieje podczas lektury. Wardziak wyraźnie dobrze się bawił, pisząc książkę (jak Zack Snyder przy kręceniu remake'u "Świtu żywych trupów"; obawiam się jednak, że "Infekcji" nikt nie zekranizuje). Czytający bawi się wcale nie gorzej.

Autor łączy w swojej powieści najlepsze cechy opisywanych ostatnio na łamach Trzynastego Schronu zombie trylogii. "Infekcja" napisana jest klarownie jak "Apokalipsa Z", fabuła jest weń wyrazista jak w "Przeglądzie Końca Świata", a wciąga niczym "Zmierzch Świata Żywych". Jednego, czego nie mogę Wardziakowi wybaczyć, to nazbyt urwane zakończenie. Liczę jednak, że pociągnie on dalej tę historię. Kto wie, może wyjdzie mu tryptyk nie gorszy od wymienionych.

Tymczasem zachęcam do zapoznania się z "Infekcją", bo to po prostu kawałek dobrej książki o zombie. I do tego made in Poland.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

06 maja 2014
Premiera w klimatach: 'Snowpiercer: Arka przyszłości' - 1:14 - Veron
Snowpiercer: Arka przyszłości
W bardzo niedalekiej przyszłości najtęższe umysły świata dojdą do wniosku, że efekt cieplarniany sukcesywnie się pogłębia i wpadną na pomysł sztucznego ochłodzenia klimatu. Coś tam jednak pójdzie nie tak i efektem ich eksperymentu będzie... epoka lodowcowa. Oto świat przedstawiony filmu "Snowpiercer: Arka przyszłości".

Jeśli zaś chodzi o akcję i jej składowe, to rozgrywa się ona w futurystycznym pociągu, który okrąża świat, z zawrotną prędkością pokonując połacie nawarstwiającego się śniegu i krusząc lodowe bryły znacznie skuteczniej niż Titanic. Skład ów zamieszkuje garstka cudem ocalałych z zagłady oberwańców, ciemiężonych jednak przez uzbrojonych brutali, uprzywilejowanych z ramienia enigmatycznego Wilforda, podobno konstruktora pociągu. Ma się rozumieć, że tym pierwszym taki stan rzeczy nie odpowiada, toteż prowadzeni przez niezłomnego Curtisa ruszają na czoło gigantycznej kolejki.

Do połowy pierwszego aktu jest naprawdę bardzo dobrze. Joon-ho Bong, ceniony koreański reżyser, wypełnia ciasną, zamkniętą przestrzeń hektolitrami napięcia oraz niebanalnymi rozwiązaniami realizacyjnymi. Zgrabnie zawiązuje akcję i takoż popycha ją do przodu. Wkrótce można się domyśleć kolejnych ruchów bohaterów, jednak - przynajmniej na początku - daleko "Snowpiercerowi" do szablonowości. Świetnie zaaranżowane sceny walki umiejętnie przeplecione z intrygującymi scenami dialogowymi potrafią autentycznie zainteresować. Zauroczony początkiem miałem więc niemałą nadzieję, że za kolejnymi, otwieranymi przez wcielającego się w wiodącą postać Chrisa Evansa, drzwiami będzie tylko lepiej.

Okazało się jednak, że na pierwszych trzech kwadransach skończyła się inwencja twórcza Bonga. Mniej więcej od wagonów - nazwijmy je umownie - "botanicznych" reżyseria - okraszona coraz bardziej nużącymi mordobiciami i przeintelektualizowanymi one-linerami - ogranicza się właściwie do prowadzenia bohaterów od punktu A do punktu B. Finał rozczarowuje kompletnie i nie ratuje go nawet obecność Eda Harrisa. Kolorytu dodaje co prawda jak zawsze doskonała Tilda Swinton (oczywiście usunięta zdecydowanie za szybko) oraz nadpobudliwy Jamie Bell, a i Evansowi i jego moralnym dylematom daleko do infantylności. W drugiej części filmu wspomniane hektolitry suspensu wyciekają jednak jak wiadomo co z wucetów rodzimych składów PKP. Może jedynie zapach mniej drażni.

Bo posmak porządnie wykonanej roboty w sferze audio-video pozostaje po obejrzeniu "Snowpiercera". Zdjęcia są po prostu świetne, a scenografie kolejnych przedziałów tylko zyskują na atrakcyjności. Niemało tu wprawdzie fabularnych wpadek, ale te rekompensuje realizacja i wciągający początek filmu. Szkoda, że nie udało się utrzymać równego poziomu do końca. Niemniej i tak warto się zapoznać, bo "Snowpiercer: Arka przyszłości" to jeden z lepszych w ostatnich latach filmów w kanonicznych klimatach postapo.

Moja ocena: 6,5/10
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

14 maja 2014
Gorąco polecamy '(Nie)potrzebnych' - nową książkę Marcina Ogdowskiego! - 16:06 - Veron
Marcin Ogdowski - (Nie)potrzebni
Od 16 kwietnia w sprzedaży dostępna jest powieść (Nie)potrzebni" Marcina Ogdowskiego - najnowsza propozycja od wydawnictwa WarBook, autora blogu zAfganistanu.pl i opartej na nim książki Alfabet polskiej misji oraz powieści Ostatni świadek.

Misja ISAF w Afganistanie dobiega końca, a wraz z nią kilkunastoletnie zaangażowanie Wojska Polskiego w konflikty „na drugim końcu świata”. Żołnierze wracają do domów, ale czy wrócą z wojny? Czy "stamtąd" w ogóle da się wrócić?

Co czeka weteranów w kraju, w którym toczy się cyniczna gra między rządem a opozycją? Gra, w której problem wojennej traumy to doskonały pretekst, by dołożyć politycznemu konkurentowi.

Co dalej z armią, która po Iraku i Afganistanie przeżywa kryzys? Czy ambitny plan modernizacji nie okaże się mrzonką?

(Nie)potrzebni, najnowsza powieść Marcina Ogdowskiego, to wojenny dramat i polityczny dreszczowiec w jednym. Autor zabiera nas do ogarniętego chaosem Afganistanu, do „ludzkiej naprawialni” w Ramstein, w zacisze ministerialnych gabinetów. W jednej chwili jesteśmy świadkami krwawej potyczki na Highway One, by zaraz potem znaleźć się w domu wdowy po żołnierzu samobójcy.


Trzynasty Schron poleca "(Nie)potrzebnych"! Recenzja wkrótce.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

15 maja 2014
Chłopiec i jego pies - tak to się zaczęło - 17:28 - Squonk
Ilustracja do nowiny Chłopiec i jego pies - tak to się zaczęło
Miłość, wierność, zaufanie - w ludzkim świecie to często wyświechtane i nic nie znaczące pojęcie, przykrywane przez medialne i ociekające lukrem lansu miej wyjebane, a będzie ci dane. W świecie zwierząt, a dokładniej na jego styku ze światem ludzi, to coś nie do przecenienia. To że czasem coś zawodzi i się zaciera, to nie wina naszych braci mniejszych.

To wina ludzi.

Historię - a jakże - w klimatach, dotyczącą powyższych zagadnień obejrzycie w rozszerzeniu newsa. Za namiary do niej dziękujemy Joannie.


Steadfast Stanley from John Cody Kim on Vimeo.


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Witajcie w Rosji' - nowa książka Dmitrija Głuchowskiego - 20:07 - Squonk
Ilustracja do nowiny Dmitrij Głuchowski 'Witajcie w Rosji' - zapowiedź
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Nowa, wyczekiwana i zaskakująca książka autora Metra 2033 jest być może pierwszą od wielu lat próbą uczciwego opowiedzenia o Rosji widzianej oczami nowego pokolenia. W kilkunastu błyskotliwych opowiadaniach Głuchowski wprawnym piórem kreśli alegoryczny portret swojej ojczyzny: państwa, w którym korupcja sięga szczytów władzy, kraju współrządzonego przez oligarchów i podporządkowanego ich interesom.

Z okazji premiery Witajcie w Rosji Dmitrij Głuchowski odwiedzi Polskę – już 28 maja o godz. 18.00 spotka się z czytelnikami w warszawskim salonie Empik przy ul. Marszałkowskiej 116/122. Głuchowski opowie nie tylko o premierowej książce, ale i o swojej nowej powieści science fiction zatytułowanej FUTU.RE, która w Polsce ukaże się już w czerwcu.

Podczas spotkania nie zabraknie akcentów związanych z przysparzającą pisarzowi największej popularności serią Uniwersum Metro 2033 – w Warszawie Głuchowski przedstawi autora pierwszego polskiego tytułu w tej bestsellerowej serii.

Wszystkich fanów twórczości Dmitrija Głuchowskiego serdecznie zapraszamy na spotkanie w Empiku – zapowiada się naprawdę ciekawie!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

23 maja 2014
Marcin Ogdowski, '(Nie)potrzebni' - recenzja - 10:22 - Veron
Marcin Ogdowski - (Nie)potrzebni
W swojej najnowszej powieści Marcin Ogdowski kontynuuje misję, jaką powziął już prawie pięć lat temu, rozpoczynając redagowanie blogu zAfganistanu.pl. A jest nią uświadamianie społeczeństwa i przekazywanie rzetelnej prawdy na temat misji stabilizacyjnej polskich wojsk w Afganistanie. Występując na przekór obłudzie i zakłamaniu, autor bez skrupułów rozlicza się z niewygodnym problemem, odwiecznym i obecnym przy okazji każdych działań zbrojnych - weteranami. Podobnie jak "Alfabet polskiej misji" i "Ostatni świadek" także "(Nie)potrzebni" wywracają czytelnika na lewą stronę każdym swoim elementem.

Akcja powieści rozgrywa się w ciągu całego roku, w którym Wojsko Polskie kończy swój udział w misji ISAF. Ogdowski przedstawia tok wydarzeń z perspektywy kilku bohaterów - korespondenta wojennego, wysoko postawionych polityków i oczywiście żołnierza - w tym wypadku poszkodowanego. W znanym z "Ostatniego świadka" stylu przeplata i zazębia ze sobą wątki, uzupełniając je wzajemnie i tworząc spójną, wymowną w swoim przekazie całość. Ubiera opowieść w język klarowny - może mało barwny, ale niepozbawiony wrażliwości. I szczerości.

Bo o prawdę Ogdowskiemu chodzi przede wszystkim. Inspirowana z pewnością prawdziwymi wydarzeniami i postaciami historia jest doskonałym, poruszającym obrazem zmagań pozostawionych najczęściej samym sobie, złamanych ludzi; bolesnym pejzażem cierpienia i odrzucenia; walącym w pysk portretem wszelakich objawów zespołu stresu pourazowego (tzw. PTSD); wzruszającą panoramą codziennej walki o godne życie. Autor pochyla się nad problemem wnikliwie, prezentując różnorakie przykłady dręczonych gehenną ludzi - od niepełnosprawnego żołnierza do wdowy po wojskowym, który odebrał sobie życie. "(Nie)potrzebni" to kolejny kompleksowy przekrój zagadnienia bezpośrednio związanego z wojskiem. I kolejny znakomity, jaki wyszedł spod pióra Marcina Ogdowskiego.

Ale jego najnowsza książka to także rozrachunek z władzą - rządową i sztabową. Wątki partyjnego, opozycyjnego aparatczyka i przedstawiciela ministerstwa obrony narodowej świetnie ukazują zakulisowe działania polityków. Z jednej strony - były wojskowy, a teraz wiceminister, który swoją pracą na podbudowie żołnierskich doświadczeń naprawdę chce pomóc i być wsparciem dla dawnych towarzyszy broni; z drugiej - oddany swemu guru karierowicz, nie wahający się ani chwili w wykorzystywaniu cudzego nieszczęścia dla korzyści stronnictwa, do którego należy. Obu ich dzielą rzecz jasna motywy działania, ale łączy determinacja i... pewna nieetyczność. Obaj są symbolami i kwintesencją współczesnych postaw polityków - także w kwestii szacunku do kombatantów.

Zdaje się, że Ogdowski w "(Nie)potrzebnych" zastanawia się też nad swoją przyszłością. Postać dziennikarza Laudańskiego (notabene także naznaczonego traumą przeżyć z linii frontu) raczej nie pozostawia w tej kwestii złudzeń. Nie czuję się odpowiednią osobą do udzielania jakichkolwiek rad panu Ogdowskiemu, którego uważam za autorytet. Apeluję jednak, by dopóki będzie mógł nie zaprzestawał swojej działalności, by dalej "robił swoją robotę", która wychodzi mu znakomicie i która w sposób piękny przedstawia rzeczy ważne - wręcz prymarne. "(Nie)potrzebni" są tego najlepszym przykładem.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

24 maja 2014
Zakonki 2114 - THE PLACE TO BE - 20:01 - Squonk
Ilustracja do newsa Zakonki 2114 - THE PLACE TO BE
Informacja prasowa od organizatorów konwentu Zakonki 2014.

Jeżeli jeszcze nie macie planów na sierpień, to już macie. Tegoroczne Zakonki odbędą się w terminie 15-17.08, standardowo w Miłocicach Małych pod Wrocławiem.

W programie:

- jednodniowy larp osadzony tak jak w zeszłym roku na terenie Baru la kurwa
- Turniej Juggera zaliczany do rankingu Polish Jugger League
- liczne atrakcje w tym znane i lubiane: Walki na krawędzi oraz Thunderdome
- koncert
- oraz wiele innych

Zachęcamy do polubienia naszego fanpage'a, gdzie znajdziecie wszystkie najnowsze wieści dotyczące Zakonek oraz zaglądania na naszą stronę główną.

Do zobaczenia na miejscu!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

30 maja 2014
Polecamy książkę 'Na skraju jutra' Hiroshiego Sakurazaki - 19:41 - Veron
Hiroshi Sakurazaka - Na skraju jutra
Dokładnie za tydzień kolejna na przestrzeni kilku tygodni premiera w klimatach - "Na skraju jutra" z ostatnio najbardziej postapokaliptycznym aktorem Hollywood, Tomem Cruisem. My zaś polecamy Wam gorąco książkę, na podstawie której film ów powstał, a którą popełnił japoński pisarz, autor fantastyki, Hiroshi Sakurazaka.

Keiji Kiriya jest jednym z tysięcy żołnierzy ubranych w automatyczny kombinezon i wysłanych na wojnę, którą Ziemianie toczą z Obcymi. Chłopak ginie podczas swojej pierwszej bitwy, ale budzi się następnego ranka, by odbyć tę samą walkę jeszcze raz i jeszcze raz... Podczas sto pięćdziesiątej ósmej próby odbiera sygnał od tajemniczego sprzymierzeńca - dziewczyny nazywanej Stalową Suką. Czy to dzięki niej Keiji uniknie ostatecznej śmierci?

Książka ukaże się 4-ego czerwca nakładem wydawnictwa Galeria Książki. Trzynasty Schron poleca "Na skraju jutra"!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Premiera w klimatach: 'Godzilla' - 20:05 - Veron
Ilustracja do nowiny Premiera w klimatach: 'Godzilla'
Moja pierwsza myśl po obejrzeniu nowej Godzilli? To naprawdę mógł być wielki film... Konkluzja rzecz jasna nasuwa się sama, ale wcale nad monster movie Garetha Edwardsa pastwić się nie zamierzam. Bo ani jemu, ani tytułowemu potworowi zarzucić wiele nie można (zwłaszcza temu drugiemu). Autor niezgorszej Strefy X wybronił swoją koncepcję filmu na tyle, na ile mógł. Zawiodła przede wszystkim hollywoodzka influencja - aksjomat współczesnych blockbusterów, smutny stygmat czasów.

Nowa Godzilla została przekombinowana na poziomie fabuły i to jest jej podstawowy mankament. Nie ma w niej ani charyzmatycznego protagonisty, ani nieinfantylnych wątków pobocznych, lejtmotyw zaś jest rozmyty, momentami totalnie bzdurny i generalnie nie potrafi wciągnąć na maksa. Tok fabuły śledzi się z co najwyżej umiarkowanym zainteresowaniem, dialogów słucha z kwaśną miną, konstrukcje bohaterów obserwuje przez palce. Dziecięca perspektywa wielu scen filmu - choć to klarowny ukłon reżysera w stronę Stevena Spielberga z czasów świetności - trąci pensjonarskością i potrafi czasem porządnie zirytować. Niestety, script doctorzy przesadzili z ingerencją i to odbija się na efekcie końcowym. Aktorzy natomiast... ograniczę się do stwierdzenia, że film jest fatalnie zagrany. Tyle.

Chciałoby się jednak powiedzieć, że za finalnym obrazem dzieła stoi dyrygent wszystkich jego elementów, czyli reżyser. To on ma - przynajmniej w teorii - decydujący głos w kwestii takiego doboru składowych, by widz wyszedł z kina ukontentowany i historią, i sposobem jej opowiedzenia. Paradoksalnie Garethowi Edwardsowi udało się zachować klimat swego udanego debiutu, ba! nawet japońskiego pierwowzoru z lat 50-tych. Stworzył blockbuster, jak najbardziej, ale blockbuster wymagający, przekorny, igrający z cierpliwością widza i... wygrywający z nią. Tajemnica jest symptomatem Godzilli, ekranowa Godzilla zaś - fantastycznym zwieńczeniem swej najnowszej filmowej odsłony.

Niczym wspomniany Spielberg w Parku Jurajskim (także poniekąd w Szczękach), ale i w stonowanej atmosferze wspomnianej Strefy X, Edwards prowadzi narrację posiłkując się zasadą dawkowania informacji. Z rzadka wplata ujęcia potworów, jeśli już - to z nieoczywistej perspektywy, momenty naładowane suspensem pokazuje z optyki przerażonych ludzi (tu czasami cięcia zawodzą, gdyż ma się poczucie przerwania interesującej akcji) lub uczestniczących w niej amerykańskich marines, których oczywiście zabraknąć nie mogło (fenomenalna sekwencja desantu HALO - vide plakat). Długo każe czekać na pojawienie się tytułowego jaszczurzyska, także i później celowo skąpi jego ujęć. Kiedy jednak oglądający dostaje w końcu możliwość przypatrzenia się Godzilli w pełnej okazałości... No cóż, ja przeżyłem audiowizualne uniesienie. Godzilla nigdy nie wyglądała, nie brzmiała i nie magnetyzowała tak doskonale. M.U.T.O. niczego nie brakuje, podobnie jak walkom gigantów, ale to legenda rządzi i dzieli w filmie Edwardsa.

Filmie, który przedstawia Godzillę w tak dosadnym przeciwieństwie do wizji Rolanda Emmericha z 1998 roku. To wreszcie (bo takież było założenie japońskiego oryginału) siła natury, nad którą człowiek nie ma absolutnie żadnej kontroli, nie bezmyślna potęga, której celem jest jedynie zniszczenie. "Master of Disaster" powinien się wstydzić - wypada przy Edwardsie jak niedojrzały fiksat, nadmiernie rozentuzjazmowany obsesjonat demolki.

Dlatego tym bardziej bolą niedociągnięcia Godzilli Garetha Edwardsa. Film to... nie tyle o zmarnowanym potencjale, bo byłaby to obraza konsekwentnej pracy reżysera. Bardziej - usidlony, stłamszony w pewnym sensie przez wytwórnię, producentów - cały ten okołofilmowy anturaż, niezbędny, acz nadto zaangażowany. Jest nieźle, ale mogło być znakomicie.

Moja ocena: 5,5/10

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

31 maja 2014
'Pancernik Potiomkin' - zrekonstruowany w kinach - 11:24 - Squonk
Ilustracja do nowiny 'Pancernik Potiomkin' - zrekonstruowany w kinach
Uuu! W czasie histerii antyrosyjskiej, a wręcz wojny między naszymi krajami - co prawda cichej, ograniczonej i na szczęście na polu medialno-propagandowym - trudno tak zacieszyć coś zza wschodniej granicy. Ale kto się tym by przejmował! Na pohybel Putinowi i innym politycznym macherom po tamtej lub po tej stronie granicy. Ważna jest sztuka i ważne jest samodzielne i krytyczne myślenie.

Informacja prasowa
Od 16 maja, w polskich kinach grany jest film Pancernik Potiomkin – najważniejszy film w historii kinematografii wyreżyserowany przez Siergieja Eisensteina. Polscy widzowie zobaczą Pancernika w zrekonstruowanej wersji obrazu i dźwięku. To właśnie z tego filmu pochodzi słynna scena masakry na odeskich schodach, w której Eisenstein zastosował przełomowy montaż ujęć i zrewolucjonizował język kina.

Od moskiewskiej premiery w 1925 film był wielokrotnie skracany i zakazywany. Cyfrowa rekonstrukcja filmu, przeprowadzona pod nadzorem dwójki historyków – Enno Patalasa i Anny Bohn – przywróciła film niemal do jego pierworodnego stanu. Odnaleziono wszystkie wycięte sceny, wprowadzono 146 oryginalnych kart z napisami i odtworzono ścieżkę dźwiękową Edmunda Meisela.

Oglądanie Pancernika Potiomkina na zrekonstruowanej kopii, w pełnej krasie, z pulsującą ścieżką dźwiękową Edmunda Meisela zagraną przez 55-osobową orkiestrę przypomina fakt, że film Eisensteina jest olśniewającą i wirtuozerską pracą artysty. Kadry wibrujące od ruchu, kolejnych wydarzeń i piękna udowadniają, że film nie jest muzealnym eksponatem, ale porywającym doświadczeniem czystego kina. – pisze o nowej wersji filmu krytyk Kenneth Turan z „Los Angeles Times”.

Pancernik Potiomkin Sergieja Eisensteina to jeden z najlepszych i najważniejszych filmów wszechczasów, arcydzieło, które zapoczątkowało rewolucję w sposobie wykorzystania języka kina.

Akcja filmu toczy się w 1905 roku na pokładzie okrętu wojennego "Kniaź Potiomkin Tawriczeskij". Gdy marynarze dostają do jedzenia zgniłe, zarobaczone mięso, wybucha bunt przeciw carskiemu dowództwu. Oficerowie rozkazują rozstrzelać przywódców rewolty, ale rozkaz nie zostaje wykonany. Statek zostaje opanowany przez buntowników, którzy usiłują również wzniecić powstanie w portowej Odessie. Władze próbując stłumić zamieszki, zlecają masakrę mieszkańców miasta.

Pancernik miał być filmem propagandowym, zrealizowanym na zamówienie partii komunistycznej. Reżyser jednak uchwycił moment, w którym przelewa się szala goryczy. Patrzy na uciskanych i wypatruje wśród nich tych, którzy są już gotowi walczyć. Jako reżyser wydarzeń Eisenstein dokonuje jednak eksperymentu na świecie przedstawionym. Równolegle prowadzi narrację. Ociera się o mistrzostwo na polu montażu. Zestawia wiele prywatnych historii i wchodzi w świat pełen emocji i wewnętrznych napięć. Widzi umęczonych żeglarzy, którzy nie chcą jeść zarobaczonego mięsa. Nie dziwi go, że emocje na pokładzie sięgają zenitu i chwilę potem wybucha krwawy protest. Przepięknie zainscenizowane kadry wypełnia bohater zbiorowy. Film składający się z pięciu rozdziałów to jednak przede wszystkim opowieść o człowieku – o jego nadziejach, o jego konflikcie z systemem i o jego wierze w zmianę. Oszałamiające zdjęcia Eduarda Tissego pozwalają dostrzec w tłumie pojedyncze twarze. W filmie zrealizowanym na 20. rocznicę rewolucji można dostrzec kobiety niosące na rękach chore dzieci, słyszeć rozdzierający krzyk walczących i czuć zapach śmierci. Jego nowatorska forma pozwala miksować zachwyt z przerażeniem, a o wielkiej historii wciąż mówić z ludzkiej perspektywy.

Bliska oryginału, zrekonstruowana wersja filmu trafi do polskich kin 16 maja. Dystrybutorem Pancernika Potiomkina jest Art-House.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

OldTown 2014 - ruszyły przedpłaty - 12:21 - Squonk
Ilustracja do nowiny OldTown 2014 - ruszyły przedpłaty
Informacja prasowa od organizatorów konwentu OldTown 2014

Jeżeli ostatnio zastanawialiście się, kiedy w końcu będzie można zapisać się na OldTown, to z pewnością ucieszy Was wiadomość, że ruszamy z przedpłatami! Ich koszt do 4 lipca 2014 wynosi 75 zł od osoby za całość imprezy. Dla prowadzących punkty programu jak co roku przewidziano zniżkę przy akredytacji w wysokości 25 zł za każdy punkt programu. Przypominamy również, że w przypadku akredytacji po tym terminie (w tym akredytacji na miejscu) kwota wynosi 110 zł. Dane do przelewu znajdują się tutaj.

Strona OldTown:
http://oldtown.info.pl/

Forum OldTown: 
http://oldtown.info.pl/forum/

Fanpage OldTown:
http://facebook.com/OldTownPL

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer