<<Niusy
02 lutego 2014
Trzeci fragment „Dziedzictwa przodków” – nowej książki w Uniwersum Metro 2033 - 21:52 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Suren Cormudian, autor Dziedzictwa przodków, kolejnej książki z Uniwersum Metro 2033, która ukaże się już 19 lutego przesłał pozdrowienia dla Polskich czytelników:

„Bardzo mi miło powitać moich pierwszych zagranicznych czytelników!
Jest to tym bardziej przyjemne, że pierwszym, poza Rosją, krajem, w którym ukazała się niniejsza książka, została Polska, w której sąsiedztwie mieszkam już od wielu lat.
Mam szczerą nadzieję, że wbrew woli polityków, którzy prowadzą swoje gry w oderwaniu od potrzeb własnych narodów, takie wydarzenia jak kontakt autorów i czytelników z różnych krajów będą sprzyjać umocnieniu naszej przyjaźni.

Z całego serca życzę moim polskim czytelnikom sukcesów, pomyślności, pokoju i miłej lektury!

Suren Cormudian”


Tymczasem prezentujemy 3 fragment Dziedzictwa przodków. Zapraszamy do odsłuchania fragmentu w interpretacji Krzysztofa Gosztyły. Posłuchaj jak wyglądało życie w kaliningradzkim bunkrze oraz o planach zjednoczenia mieszkańców bunkra z lokatorami Piątego Fortu.

Fragment audio #3.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Philip Seymour Hoffman nie żyje - 23:59 - Zagłoba
W wieku 46 lat odszedł Philip Seymour Hoffman. Wybitny przedstawiciel śmietanki aktorskiej Hollywood, twórca aktywnie wspierający niezależne produkcje, laureat Oscara (najlepszy aktor pierwszoplanowy w 2006 roku za film "Capote"), ojciec trójki dzieci. Jak podaje opiniotwórczy dziennik "Wall Street Journal", artysta został znaleziony martwy w swoim apartamencie w Greenwich Village.

Obecnie służby porządkowe znajdują się na miejscu zdarzenia i starają się odkryć przyczynę zgonu. Nieoficjalne kanały mówią o przedawkowaniu narkotyków - Hoffman wiele lat walczył ze swoim uzależnieniem od lekarstw oraz heroiny. Rok temu przeszedł specjalną terapię, która pomogła mu w tych zmaganiach i zdawało się, że aktor wyszedł na prostą. Niestety, najprawdopodobniej przegrał walkę ze swoimi demonami.

Ostatnio fani fantastyki mogli go podziwiać w wysokobudżetowej kontynuacji serii "Igrzyska śmierci". "W pierścieniu ognia" wcielił się on w rolę Plutarcha Heavensbee - enigmatycznego abnegata, głównego organizatora i mistrza, jubileuszowej, 75 edycji Igrzysk Głodowych.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

06 lutego 2014
Nowe DLC wniesie trochę miłości do "Borderlands 2" - 0:53 - Zagłoba
Marka "Borderlands" podbiła serca tłumów graczy z całego świata i rozwija się w zaskakująco szybkim tempie. Studio Gearbox nie ukrywa, że konsumenci nadal chętnie sięgają po drugą część serii (wydaną, bagatela, blisko półtora roku temu), a serwowane do niej dodatki sprzedają się tak świetnie jak białoruskie konserwy na potencjalną apokalipsę.

Mad Moxxi, cosplay'


Krokiem oczywistym jest więc błyskawiczne wypuszczanie kolejnych rozszerzeń, przeznaczonych dla graczy spragnionych zakręconych przygód na postapokaliptycznej Pandorze. Skoro Walentynki już za pasem, to przyszedł najwyższy czas na intrygę, w którą zamieszana jest pierwsza kusicielka uniwersum - Mad Moxxi.

"Mad Moxxi and the Wedding Day Massacre" będzie zakręconą wariacją "Romea i Julii", więc obok morza absurdu, nie zabraknie tutaj akcentów znanych z szekspirowskich dramatów. Masakrowanie obmierzłego tałatajstwa na postapokaliptycznej planecie nigdy nie było tak wyrafinowane.

Fabuła kręci się wokół rodów Hodunk i Zaford, jakie mieliśmy okazję poznać w podstawowej kampanii "Borderlands 2". Tym razem nie ma jednak mowy o wojnie, lecz o ślubie, który ma połączyć obie rodziny. Zadaniem gracza będzie zdobycie unikatowych składników, koniecznych do uwarzenia eliksiru miłosnego przez Mad Moxxi. Wiecie, tak na wszelki wypadek, aby nie skończyło się podobnie jak w pewnej popularnej serii fantasy.



Premiera dodatku została zaplanowana na 11 lutego. Cena? Trzy dolary (czyli jakieś dwanaście złotych z groszami). Obok walki z kolejnym bossem, otrzymamy bonusową skórkę za pokonanie nieprzyjaciela każdą z klas postaci.

PS. Zaraz... moment! To jeszcze nie koniec. Tak na marginesie, studio Gearbox zdradziło, iż kolejne, dwunaste (sic!) rozszerzenie będzie równocześnie ostatnim i zakończy oficjalne wsparcie twórców dla "Borderlands 2". "Sir Hammerlock and the Son of Crawmerax" zadebiutuje już w kwietniu. Więcej szczegółów, wkrótce.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

07 lutego 2014
Seksowne dziewczęta kontra włochate bobry - 17:34 - Zagłoba
Plakat filmu 'Zombeavers'
CoooOOOooOo?! Grzecznie ma być! Rączki na klawiatury i to tak, abym je wyraźnie widział. Nooo... rozporki też zapiąć. My tutaj hołdujemy tradycyjnym wartościom, zboczeńcy.

Tym bardziej, że "Zombeavers" nie jest jakimś kolejnym tandetnym filmem pornograficznym nakręconym w garażu dziadków, lecz całkowicie zasłużonym członkiem (bez kosmatych myśli!) gatunku horroru z zacięciem komediowym. Trochę szacunku, bo sam pomysł jest tak czadowy i od czapy, że tylko Jankesi z aprobatą wujka Sama mogli coś takiego zrealizować. To część amerykańskiego dziedzictwa kulturowego, a płyta DVD z filmem powinna leżeć w kuloodpornej gablocie obok Deklaracji Niepodległości.

Bobrokalipsa. Jeżeli niefortunnie skonałbym w ten weekend, to wiedzcie, że umarłem szczęśliwy.




Opis: Trzy przyjaciółki ze studiów wybierają się na zasłużone wakacje. W planach mają picie, seks i opalanie się topless. Niestety plany te pokrzyżują im zmutowane bobry, które mają ochotę zatopić swoje siekacze w jędrne, dziewczęce ciała...

Źródło: Filmweb.pl
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

09 lutego 2014
Paolo Bacigalupi - 'Nakręcana dziewczyna' (książki jakie chcielibyście znać, ale boicie się zapytać) - 11:36 - Squonk
Okładka książkiRecenzję napisał Borys, wstęp opracował i wrzucił Squonk.

Rok 2012 i związany z nim - zapowiedziany przez Majów - koniec świata, uaktywnił ludzi uważających, że można się do niego przygotować. Tzw. preppersi gromadząć zapasy pożywienia, źródeł energii, sprzętu (a nawet broni) oraz nabywając różnych umiejętności, nie daliby się zaskoczyć oraz potrafiliby zminimalizować negatywne skutki mającej nadejść apokalipsy. Ta jednak nie nadeszła, choć niezawodni prorocy znów wieszczą kolejną. Teraz 22 lutego. Tymczasem zmiany, i to zarówno idące ku lepszemu jak i złemu, z reguły nie zachodzą w sposób nagły i gwałtowny. !Pstryk! i żyjemy w świecie powszechnego szczęścia lub w piekle. Owszem, negatywne zdarzenia to z reguły skutek splotu nieszczęść, katastrofa wręcz. Jednak te prawdziwe zmiany, które mają realny wpływ na nas i nasze otoczenie, zachodzą powoli i w sposób niezauważalny wręcz. Dopiero po jakimś czasie widzimy, że jest już inaczej niż było przedtem. Ot banał!

Takie to zmiany możemy zaobserwować od końca 2008 roku, kiedy doszło do tzw. kryzysu na rynkach finansowych. Brudną ścierką starł on wiele "bajek i mitów", jakimi byli karmieni obywatele zwłaszcza świata zachodniego. Np. nie ma pracy dla młodych ludzi, ponieważ przenosi się zakłady produkcyjne tam gdzie jest tańsza siła robocza, by wytwarzać po niskich kosztach - wszytko w imię słusznych zasad wolnego rynku. OK! "Ale co mnie ma obchodzić zasady wolnego rynku, jeśli nie mam pracy, dzięki której mógłbym nabywać owe dobra" - myśli dziś sobie młody Portugalczyk, Hiszpan czy nawet Polak. A może to prysnął mit o sytej i opiekuńczej Europie i dziś nie ma nikogo, kto by powiedział, że bajki się skończyły? I tak dalej, i tak dalej.

Wojny jednak nie ma, nagłych załamań i krachów również nie ma, świat idzie na przód. Wyobraźmy sobie jednak, że pojawia się nagle czynnik przyspieszający zmiany. W jakim kierunku by one zaczęły zachodzić? O czymś takim jest książka Paolo Bacigalupiego Nakręcana dziewczyna, której recenzję napisał Borys.

Autor: Paolo Bacigalupi
Tytuł: Nakręcana dziewczyna
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 2013
Liczba stron: 560
ISBN: 978-83-7480-264-2

Pisanie fantastyki dla samej tylko fantastyki mija się z celem. Ten gatunek zyskuje na znaczeniu i sensie dopiero wówczas, gdy mówi o rzeczach ważnych, bowiem tylko wówczas fantastyka jest interesująca, gdy odnosi się do naszej szarej codzienności. Jej potencjał odkrywa coraz więcej współczesnych twórców, co prowadzi czasem do nieporozumień, jak było to m.in. w przypadku Cormaca McCarthy'ego i jego Drogi, którą zupełnie dla mnie niezrozumiale zaliczono w poczet dzieł fantastycznych. Nie miejsce to jednak na rozważania o tym, czym jest fantastyka, a czym nie jest. Natomiast jest to jak najbardziej miejsce odpowiednie, aby pochylić się nad Nakręcaną dziewczyną Bacigalupiego, jedną z tych powieści, które realizują założenia fantastyki niebanalnej.

Wystarczy powiedzieć "postapokalipsa", a już każdy, średnio nawet zaznajomiony z tematem entuzjasta fantastyki, przywołuje w wyobraźni pustynne krajobrazy z Mad Maxa i Fallouta, umorusanych ludzi ledwo wiążących koniec z końcem na postnuklearnych pustkowiach, itd. Ten sposób widzenia tak mocno wrył się w naszą zbiorową wyobraźnię, że w zasadzie oczekujemy końca świata tylko w następstwie jakiegoś wielkiego konfliktu nuklearnego, który zmiecie z powierzchni Ziemi cały materialny dorobek naszej kultury, a nas samych sprowadzi do poziomu na wpół zezwierzęconych bydląt, myślących tylko o rozmnażaniu się i jedzeniu (a przecież nie trzeba apokalipsy, żeby takich ludzi zobaczyć - wystarczy przejść się do pierwszego lepszego centrum handlowego).

Okazuje się jednak, że wcale nie trzeba nuklearnego holokaustu, aby doprowadzić do apokalipsy, a potem postapokalipsy. Rozejrzyjcie się wokół siebie, a zobaczycie, że otoczeni jesteście elektroniką, która stała się tak powszednim elementem Wam towarzyszącym, że w zasadzie przestaliście dostrzegać jej istnienie. I teraz wyobraźcie sobie jakiś kataklizm, który sprawia, że nagle wytworzenie prądu na Ziemi staje się niemożliwe. Nieważne, czy chodzi tu o auto napędzane elektrycznie, czy o maszynkę do golenia. Ludzkość nagle, w jednej chwili po prostu traci prąd. W średniowieczu nie byłoby to problemem, ale dziś? Zamiast atomowego grzyba, martwe gniazdko elektryczne w Waszym pokoju. I tyle. Więcej nie trzeba. Tym właśnie tropem podążył w swojej powieści Bacigalupi. W jego wizji świat rozwijał się identycznie, jak nasz, w pewnym jednak momencie zabrakło prądu. Brak prądu uniemożliwił wydobycie ropy, brak ropy zatrzymał samoloty, statki, samochody, itp. W świecie korporacji, globalizacji i wszechobecnego szumu informacyjnego, laptopów, komórek i kuchenek mikrofalowych, pojawiają się klipry, do łask wraca koń, a samochód staje towarem luksusowym. Dorzućcie do tego dodatkowo podniesienie się poziomu morza na skutek efektu cieplarnianego i wszechobecny głód, będący wynikiem niemożności wyhodowania naturalnymi sposobami jakiegokolwiek pożywienia.

Do czego prowadzi taka sytuacja? Obyśmy nigdy się nie dowiedzieli. Natomiast w Nakręcanej dziewczynie prowadzi do zaostrzenia konfliktów, które dziś jedynie się tlą. Akcja powieści rozgrywa się w Tajlandii, bowiem świat bez prądu jest światem zdominowanym przez Azjatów i to tam przenosi się globalna axis mundi. W Bangkoku o wpływy walczą korporacje zajmujące się produkcją sztucznego zboża, owoców i warzyw, które chcą monopolizować te resztki globalnego rynku, które jeszcze ostały się w świecie po apokalipsie. Walka ta stanowi tło fabuły napędzanej przez kilka postaci - niegdyś bogatego chińskiego kupca, który umknął spod maczety muzułmańskim fundamentalistom, gdy ci po kataklizmie postanowili zrzucić całą winę na Chińczyków, przedstawiciela biokorporacji zajmującej się wytwarzaniem sztucznych nasion, szefa Tajlandzkiej policji - nacjonalisty i szowinisty, oraz "nakręcanej dziewczyny", japońskiego wynalazku, powiedzielibyśmy androida, porzuconego w Tajlandii, kraju, którego mieszkańcy uważają takie "żywe automaty" za coś gorszego, niż naziści Żydów siedemdziesiąt lat temu. Perypetie tych bohaterów prowadzą czytelnika aż do niespodziewanego zakończenia, dając wiele inteligentnej rozrywki. Szczególnie na uwagę zasługuje tu podejście Bacigalupiego do kwestii tajlandzkiego nacjonalizmu, jako żywo przypominającego ten znany nam z Europy lat 30. ubiegłego stulecia. W odróżnieniu od wyraźnie skręcającej w lewo współczesnej anglosaskiej fantastyki, Bacigalupi nie ocenia działań tajlandzkich nacjonalistów jednoznacznie. Potrafi ze zrozumieniem pisać o ich postawie, jako tych, którzy chcą jedynie sprawić, aby w Tajlandii nie opanował chaos, który stał się częścią całej reszty niegdyś cywilizowanego świata. Fantastyczny sztafaż staje się tu sposobem na uwypuklenie pewnych zjawisk, których doświadcza także Polska, ale i większość krajów czy to tzw. "trzeciego świata", czy też tych, które do 1989 roku znajdowały się za "żelazną kurtyną". Bacigalupi analizuje tutaj bowiem nic innego, jak mechanizmy i skutki globalizacji. Na uwagę zasługuje również postać tytułowej "nakręcanej dziewczyny", która odkrywa powoli swoje człowieczeństwo. Temat to popularny w fantastyce co najmniej od czasów Asimova i jego "robotyki", Bacigalupi jednak porzuca typową dla innych autorów fantastyki optykę, każącą skupić się na technicznej stronie problemu, próbuje za to z sukcesem zgłębić psychikę bohaterki. Wierzcie mi, to, co przeżywa ta kobieta (nie obawiam się użyć takiego określenia), głęboko Wami wstrząśnie.

Wszystko to w największym uogólnieniu pokazuje koniec końców witalizm istoty ludzkiej, która mimo przeciwieństw i kłód rzucanych sobie samej pod nogi, nie porzuca chęci rozwijania się. Próżno szukać w świecie stworzonym przez Bacigalupiego jakiegoś pesymizmu antropologicznego. Mimo całego panującego tam chaosu, mimo wszechobecnego barbarzyństwa, człowiek ukazany jest jako istota chcąca działać w imię lepszej przyszłości swojego rodzaju, nie poddająca się zastanej sytuacji. Handel rozwija się, na gruzach dawnych miast ludzie budują nowe i wciąż marzą o świetlanej przyszłości, jak robią to i dzisiaj. Doskonała lekcja optymizmu dla nas, żyjących w świecie, w którym co rusz jakiś nowy prorok wieszczy nadchodzący kataklizm.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

12 lutego 2014
Johnny Depp jako nowy Skynet w zajawce "Transcendencji" - 14:27 - Zagłoba
Plakat filmu 'Transcendencja'
Legendarny kapitan Jack Sparrow nie ma ostatnio najlepszej passy. Aktor od czasów zakończenia genialnej trylogii "Piratów z Karaibów", choć wciąż zalicza się do grupki najbardziej kasowych artystów Hollywood, jakby stracił dar angażowania się w dobre projekty. Drobiazgowa analiza filmografii Deppa nie pozostawia żadnych złudzeń, a doskonałym potwierdzeniem tego stanu rzeczy są dwa ostatnie tytuły. "Mroczne cienie" są uznawane przez fanów Tima Burtona za jedną z najgorszych jego produkcji, natomiast "Jeździec znikąd" okazał się totalną klapą finansową - tak bolesną dla Disneya, że aż zdecydował się on odłożyć do zakurzonej szuflady plany piątej części pirackiej serii.

Nie da się ukryć, że Depp ostatnio za bardzo pajacuje (albo dostaje takie role) i ucieka w schemat Raoula Duke'a oraz Jacka Sparrowa. Chyba każdy był pod wrażeniem jego ekstraordynaryjnej gestykulacji i mimiki, ale po tylu latach jesteśmy nimi zwyczajnie zmęczeni. Choć "Transcendencja" nie zapowiada się zbyt górnolotnie (delikatnie powiedziane) i raczej nie poprawi kiepskiej passy aktora, to cieszy przynajmniej fakt, że Johnny stara się wyjść z pułapki utartych ram. Krok po kroczku, hę?




Opis: Grupa amerykańskich naukowców pracuje nad stworzeniem pierwszego na świecie komputera obdarzonego ludzką inteligencją i empatią. Gdy jeden z nich – Will – ginie z rąk terrorystycznej organizacji widzącej w eksperymencie zagrożenie dla ludzkości, jego żona Evelyn podejmuje decyzję o przeniesieniu umysłu mężczyzny do pamięci powstającej maszyny. Will ożywa, ale skutki operacji okazują się dalekie od pożądanych.

W rolach głównych zobaczymy Johnny'ego Deppa, Rebeccę Hall, Paula Bettany'ego, Kate Marę, Cilliana Murphy'ego i Morgana Freemana. Reżyseruje etatowy operator Christophera Nolana oraz nominowany do Oscara za zdjęcia w "Incepcji" - Wally Pfister.

Polska premiera "Transcendencji" została ustalona na 9 maja 2014 roku.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

"Afterfall: InSanity" i 300 tys. sprzedanych kopii w dwa lata - 16:31 - Zagłoba
Logo 'Afterfall: InSanity'
Niezgorszy wynik, bo w końcu gra trafiła wyłącznie na komputery osobiste, natomiast szumnie zapowiadane porty konsolowe wciąż znajdują się gdzieś w sferze marzeń Nicolas Intoxicate. Niestety, z drugiej strony, trzeba wziąć pod uwagę, że do sumy sprzedaży "Afterfall: InSanity" zostały wliczone wszelakie promocje (różnorakie "bundle", egzemplarze dołączone do czasopism i pomniejsze aktywności marketingowe, pozwalające utrzymać zainteresowanie tytułem). Twórcy mają w planach dobicie do okrągłego miliona sprzedanych kopii, a te założenie mają umożliwić wspomniane wersje na konsole Xbox360 oraz PlayStation 3.

Choć wielu (w tym nasza brać redakcyjna) widziało już Nicolas Games na ponurym cmentarzu, to wszystko wskazuje na to, iż mroczne czasy dla studia powoli się kończą, a sama spółka zaczyna wychodzić na prostą. Potwierdza to najświeższy raport finansowy firmy - w 2013 roku zaliczyła ona 895 tys. złotych zysku, co jest genialnym wynikiem, gdy porównamy go z ubiegłym, kiedy straty wynosiły ponad 4.5 miliona złotych.

Czy tego pragniemy, czy też nie - Nicolas Intoxicate jeszcze trochę zabawi na rynku. W tym momencie twórcy w pocie czoła pracują nad odcinkowym "Afterfall: Reconquest", który będzie niczym innym jak duchowym spadkobiercą projektu "Burżuazja: Perła Pustkowii".
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

13 lutego 2014
Na wszelkie smutki najlepsze ręczne robótki #9 - 14:51 - Squonk
Ilustracja do newsa 'Na wszelkie smutki najlepsze ręczne robótki #9'
Pamiętacie zapach luksusu i lepszego świata, jaki się roztaczał w "sklepach handlu wewnętrznego" zwanych Pewexami? Pewnie, że dobrze pamiętacie pod warunkiem żeście w czasach schyłkowej komuny byli na tyle już świadomi, by odczuwać różne tęsknoty i pragnienia. Np. takie by mieć wypasiony zestaw klocków LEGO, kiedy zaś rodzica stać było tylko na małe pudełeczko.

Dziś zaś, przed wzrokiem rodziców/żony/dzieci, przyczajeni jak Cthulhu na dnie oceanu, skrycie możemy kupić wymarzony zestaw i oddać się szałowi radosnego składania. Ale zaraz! Że mogą powiedzieć, że zdziecinnieliśmy? Spokojnie! Wtedy mówcie, że budujecie odwzorowanie sytuacji, obiektów oraz postaci znanych z kultowej serii gier Fallout, która modeluje zachowania społeczne, w skrajnych sytuacjach katastrofy oraz kumulacji zagrożeń.

Podziała!

LEGO Fallout Minifigs.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

16 lutego 2014
Zwyczajny 1934 - Polska na zdjęciach Willema van de Polla - 3:15 - Squonk
Obrazek do newsa 'Zwyczajny 1934 - Polska na zdjęciach Willema van de Polla'Jeśli szukamy inspiracji czy odniesień do świata w klimatach retro lub diesel punkowych, to pierwsze co się nam od razu nasuwa, to Stany Zjednoczone w okresie między latami dwudziestymi a pięćdziesiątymi XX wieku. Moda, wzornictwo przemysłowe, styl życia - wszystko to jest jakieś takie smaczne i gotowe od razu do spożycia, jeśli tylko nosi metkę "made in USA". A to co z Polski?

I tu jest problem. Dwudziestolecie międzywojenne było zbyt krótkim okresem, by w Polsce po odzyskaniu niepodległości, udało się stworzyć silne i mocne marki czy skojarzeniowe motywy. Zaś to co przetrwało wojenną apokalipsę, zostało po raz wtóry w Polsce Ludowej poprzewracane na drugą stronę w brutalnym okresie stalinizmu oraz obowiązującego wówczas socrealizmu. Praktycznie, jeśli gdzieś możemy szukać jakiś oryginalnych inspiracji kulturotwórczych to będą to lata 60-te, gdzie siermiężność i prostota "kaszankowego" Gomułki[1], walczyła z pozornie otwartym na świat "kawiorowym" Cyrankiewiczem[2].

Wracając jednak do dwudziestolecia międzywojennego w Polsce, to czasy te przedstawiane w sposób jednostronny (za komuny: było źle - po 1989: było super), dla zwykłego smakosza klimatów będą jedną wielką pustynią. Był Marszałek, było trochę przedstawicieli kultury i sportu, były ciekawe konstrukcje lotnicze. A potem była wojna, i wszystko szlag trafił. A jakie było wówczas życie? To zależy od tego jak kto wówczas się miał. Np. bieda na wsi, utracone w czasie wojny majątki to kolejne wiry, które będą zaburzać nam spojrzenie na tamten czas.

Pozbawione więc zbędnej ideologii i przekazu emocjonalnego, będą w takim przypadku zdjęcia dokumentujące życie w tamtym czasie, a dokładniej w 1934 roku. Wykonał je holenderski fotograf Willem van de Poll (1895–1970), a zdjęcia do tej pory nie były szerzej znane polskim widzom. Do 6 kwietnia br. można je oglądać w Domu Spotkań z Historią w Warszawie.

Informacje na temat wystawy.

[1], [2] - dygresyjne nawiązanie do stylu życia dwóch luminarzy Polski Ludowej w latach 60-ch XX wieku: I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki i premiera rządu Józefa Cyrankiewicza.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

20 lutego 2014
Premiera 'Dziedzictwa przodków' Surena Cormudiana - 2:57 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Od wczoraj w księgarniach jest do nabycia powieść Surena Cormudiana zatytułowana Dziedzictwo przodków. Najnowsza postapokalipsa wydawnictwa Insignis, opublikowana w ramach projektu Uniwersum Metro 2033 przenosi czytelnika do Kaliningradu, tuż przy granicy z Polską.

Na tych niegdyś niemieckich ziemiach ocaleli nieliczni. Ich trudnej egzystencji w zniszczonym świecie zagraża dodatkowo bliskość Bałtyku - w jego głębinach skorodowały zatopione niegdyś arsenały broni chemicznej i biologicznej, uwalniając śmiercionośne wyziewy. Ale od morza nadciągnie też inne niebezpieczeństwo… Przybysze, w imię dziedzictwa przodków, gotowi są nieść śmierć i zniszczenie.

Witajcie w mrocznych, skrywających tajemnice III Rzeszy podziemiach Kaliningradu!

Zapraszamy do lektury i odsłuchania fragmentów w niepowtarzalnej interpretacji Krzysztofa Gosztyły.

Fragment #1
Fragment #2
Fragment #3

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Tequila. Władca marionetek - w sprzedaży - 15:13 - Squonk
Ilustracja do newsa Tequila. Władca marionetek  - w sprzedaży
Powolutku do zamawiających przylatują pierwsze Tequile. Ten młody i wyjątkowo barwny ptak polskiej sceny komiksowej, autorstwa Katarzyny Babis (rysunki) i Łukasza Śmigla (scenariusz) wydany został dzięki systemowi crowdfunding, przez wydawnictwo Dobre Historie.

Komiks, noszący podtytuł Władca marionetek, wydrukowany został w pełnym kolorze, na formacie A4. W środku, po za 50 stronami dynamicznych kadrów, dostajemy również prolog powieści z tego samego uniwersum Liczba bestii, ilustracje tytułowej heroiny wykonane przez innych artystów, a także parę słów od autorów i listę fundatorów komiksu.

Jeśli chodzi o samą Tequilę, ma ona swoje wady i zalety, jak każdy wytwór rąk i umysłów ludzkich. Rysunki są naprawdę barwne i dynamiczne, niestety, wszystkie występujące panie są mocno "spokrewnione" z główną bohaterką. Ma to swoje uzasadnienie, jednak trochę to przeszkadza, zwłaszcza że postacie męskie mają zazwyczaj swoje, łatwo rozpoznawalne twarze. Bywają również momenty w których akcja jest tak skrócona, że trzeba chwile przystanąć i pomyśleć o co chodziło.

Podsumowując Tequila to dobry komiks, jednak po przeczytaniu 50 kartek za mało wiemy o bohaterce i jej świecie by można było powiedzieć o tej pozycji coś więcej. Stanowi ona jednak świetną zapowiedź i zachętę, by poznać kolejne przygody tytułowej bohaterki.

Warto zajrzeć:
Blog Katarzyny Babis: kiciputek.blogspot.com
Wydawnictwo Dobre Historie: dobrehistorie.pl
A tu zbierali datki: polakpotrafi.pl

Tekst napisany przez puckę.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

21 lutego 2014
Recenzja książki 'Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwych' Manela Loureiro - 16:06 - Veron
Manel Loureiro, 'Apokalipsa Z. Gniew sprawiedliwych
Zwieńczenie trylogii "Apokalipsa Z" nasuwa skojarzenia z końcowym tomem serii "Zmierzch świata żywych" Rhiannon Frater. W "Gniewie Sprawiedliwych" Manel Loureiro kondensuje wszystko to, czym urzekały "Początek końca" oraz "Mroczne dni", doprawia to dopracowaną fabułą i serwuje w interesującej formie. Nic tylko czytać.

Dobrze znani z poprzednich części bohaterowie trafiają do amerykańskiego miasta Gulfport, jednego z niewielu pozostałych po inwazji zombie przyczółków ludzkości. Władzę tam sprawują religijni ekstremiści pod przewodnictwem uznającego się za proroka, wielebnego Greene'a. Dysponując pozostałościami technologii sprzed zagłady oraz, co najistotniejsze, lekiem obniżającym aktywność wirusa TSJ, uzurpują sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci ocalonych. Jak to bywało już wcześniej, sytuacja mocno odbije się na naszych bohaterach. Podejmą jednak walkę z demonicznym kaznodzieją.

Historia opowiedziana w "Gniewie Sprawiedliwych" jest zdecydowanie najciekawsza ze wszystkich części "Apokalipsy Z". Loureiro mnoży wątki, wyróżniając je zróżnicowanym sposobem narracji - każda postać, która akurat jest "przy głosie" i prowadzi akcję, obdarzona jest indywidualnym stylem. Prosty acz skuteczny zabieg. Siłą rzeczy lepiej poznajemy prezentowanych bohaterów, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na komfort czytania. Ten zaś i tak jest wysoki, dzięki solidnemu warsztatowi autora - Loureiro wyraźnie rozwija się przy każdej kolejnej książce.

Ponadto dzięki "Gniewowi Sprawiedliwych" "Apokalipsa Z" w końcu zyskuje na wnikliwości i głębi. Trzeba to uczciwie przyznać, że pierwsze dwa tomy trylogii były tak naprawdę zręcznie napisanymi survival horrorami i nie niosły jakiegoś wyjątkowego przesłania. W "Gniewie..." Loureiro zastanawia się nad możliwościami i kierunkiem rozwoju postapokaliptycznej cywilizacji. Liznął odrobinę tego zagadnienia przy okazji "Mrocznych dni", ale dopiero tutaj rozwija skrzydła. I dochodzi do raczej mało optymistycznych wniosków. Panowanie nad strachem, który jest naturalnym wynikiem zaistniałej sytuacji, może dać jedynie radykalizm i przemoc. Przynajmniej w początkowej fazie bunt nie wchodzi w grę. No i niezbędna jest ku temu charyzmatyczna jednostka, w tym wypadku amerykański duchowny.

W ogóle religia bez przerwy przewija się gdzieś w tle twórczości Hiszpana. Najczęściej - vide "Gniew Sprawiedliwych" - ma przejawy ortodoksji wykorzystywanej do sprawowania władzy. Ostatecznie jednak pozwala na triumf dobra. Spory wkład w tej kwestii ma postać Ukraińca Pritczenki, który chociaż z niejednego pieca jadł chleb, to jak przystało na rodowitego Słowianina zawierzył siebie i bliskich opiece Opatrzności. I dzięki temu udało mu się - a także jego towarzyszom - przetrwać piekło.

Niezmiernie spodobała mi się także koncepcja Korei Północnej jako jedynego kraju w całości ocalałego z zagłady. Paradoksalnie reżimowe państwo przetrwało właśnie dzięki politycznemu uciskowi, pozostawieniu społeczeństwa w nieświadomości i zamknięciu granic. Tamtejsze wojsko odegra pewną rolę w całej historii, ale wątek ten wydaje się najsłabiej przemyślany. Rajd azjatyckich żołnierzy sprawdza się jednakże jako świetne gore - Loureiro nie ma skrupułów przed dostarczaniem solidnej dawki obrzydliwości.

"Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwych" to udana przygoda z horrorem zombie apocalypse. Dopieszczona pod praktycznie każdym względem książka Manela Loureiro jest jedną z ciekawszych propozycji z tego gatunku na przestrzeni ostatnich kilku lat. Podobnie jak cała "Apokalipsa Z". Polecam.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

22 lutego 2014
A zombie zombie zombie - konkurs z 'Gniewem Sprawiedliwych'! - 20:09 - Veron
Manel Loureiro, 'Apokalipsa Z. Gniew sprawiedliwych
Zapraszam do udziału w konkursie, w którym do wygrania powieść Manela Loureiro "Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwych" - książka pod patronatem Trzynastego Schronu!

Szczegóły w temacie na forum newsowym.

Konkurs prowadzony jest równolegle na fanpage'u Trzynastego Schronu na Facebook.

Powodzenia!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

23 lutego 2014
Suren Cormudian - 'Dziedzictwo przodków' - recenzja - 3:11 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Gdzie dzieje się akcja powieści z cyklu Uniwersum Metro 2033? Odpowiedź jest oczywista - w Rosji. Ale jaka jest to właściwie ta Rosja? I przede wszystkim czy ma ona coś wspólnego z państwem, które jest naszym sąsiadem i z jego aktualną polityką?

Zacznijmy od tego, że Dmitrij Głuchowski w książkach, które zapoczątkowały cykl nie poszedł w stronę krytyki czy "zacieszu" stanu w jakim jest jego kraj. Czyniąc bohaterem książki osobę, która weszła w stan świadomej dorosłości już w podziemiach metra - nie pamiętającą tego co "było przed" - niejako odciął się od konieczności ustosunkowywania się do przeszłości. Artem - bohater Metro 2033 - ma tylko mgliste wspomnienia z okresu dzieciństwa, o historii kraju w jakim przyszło mu żyć wie niewiele, a to co poznaje (a w raz nim i czytelnicy) - to Rosja w pigułce, zamknięta w podziemiach moskiewskiego metra. Jednak jest to Rosja nie mająca konkretnych odniesień, do tej znanej nam współcześnie (nawet biorąc poprawkę jak my ją widzimy). Podobnie jest w kolejnych powieściach uniwersum, w których autorzy umiejętnie omijają problematykę choćby tą "kto i dlaczego" wywołał konflikt.

Tymczasem w powieści Surena Cormudiana Dziedzictwo przodków polityka pojawia się mocnym uderzeniem pancernej pięści rosyjskiej piechoty morskiej. Bowiem to jej żołnierze są bohaterami tej książki i to z nimi poznamy bardziej polityczny obraz Uniwersum Metro 2033. Jakie elementy się na to składają? Przede wszystkim pamięć o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej (takim mianem określa się udział narodów ZSRR w walce z niemieckim najeźdźcą w czasie II WŚ) i żołnierskim trudzie jaki mu towarzyszył. Do tego świadomość cynizmu oraz głupoty przejawianej często przez przełożonych, nawet z wspominanym - choć bezosobowo - prezydentem, co nakłada się na sowiecką mentalność pokazówek w rodzaju np. malowania trawy czy kładzenia asfaltu na drogę w środku lasu. Wreszcie napięcia narodowościowe we współczesnej Rosji: niechęć do ludzi pochodzących z Kaukazu, której zapewne musiał doświadczyć pochodzący z Armenii autor. Wszystkie te elementy zostały przedstawione świeżo i bez zbędnego smędzenia czy narzekania. Jest to ważne, gdyż podstawą akcji Dziedzictwa przodków jest miejsce oraz wydarzenia właśnie z czasów II Wojny Światowej.

W postapokaliptycznej rzeczywistości świata po wojnie atomowej jak królik z kapelusza wyskakują... naziści. Niech czytelnik nie ma pretensji o spojlerowanie, bo to już w zapowiedziach było. Skojarzenia mogą się od razu nasuwać z kiczem fantastyki klasy C, gdzie kolejne reinkarnacje facetów w czarnych mundurach (czasem są to nawet zombie!) jeszcze raz chcą podjąć próby zapanowania nad światem. Jednak w powieści na szczęście tego nie doświadczymy, właśnie dzięki umiejętnemu przepleceniu przez Cormudiana mięsistych realiów rosyjskiej armii z "miejskimi legendami" na temat poniemieckich instalacji wojskowych.

Dziedzictwo przodków może być więc sporym zaskoczeniem dla czytelników przyzwyczajonych już do klasycznego schematu metro/podziemia-stalkerzy-potwory, nawet biorąc pod uwagę dziejące się w innym kręgu kulturowym Korzenie niebios. Nakreślone silną kreską akcenty patriotyczne, dyskretnie przemycona krytyka politycznej rzeczywistości współczesnej Rosji. Do tego coś, co niektórym czytelnikom może przeszkadzać. Cormudian bowiem nie czuje wstydu i nie zamierza dla nikogo - a zwłaszcza Polaków - potępiać Stalina, a w domyśle również przepraszać za Katyń, czy rzucającą cień na polsko-rosyjskie relacje - katastrofę lotniczą pod Smoleńskiem. Jako były rosyjski żołnierz - co czuć z kart powieści - ma dobrą świadomość częstej głupoty swoich przełożonych (współodpowiedzialnych przecież za wywołanie atomowej pożogi), ale to w niczym nie zwalnia go z obowiązku obrony jego ojczyzny - Rosji - przed wrogiem. I tacy są też bohaterowie powieści Dziedzictwo przodków.

Kolejna odsłona Uniwersum Metro 2033 to powieść sprawnie i wartko napisana, potrafiąca zaskoczyć podejściem do - wydawać by się mogło - oklepanej już trochę tematyki świata po atomowej apokalipsie. Elementy związane z II wojną światową nie zostały do niej dodane na doczepkę, czy w jakiś sztuczny sposób. Jeśli więc mógłbym powieść Dziedzictwo przodków przyrównać do czegoś "znanego oraz lubianego" - pod kątem bohaterów, tła osadzenia akcji, podejścia do spraw politycznych, czy wreszcie tego jak się ja czyta - to byłaby to Apokalipsa według Pana Jana Roberta J. Szmidta. Zaleta to czy wada - zadecydujcie już sami.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

25 lutego 2014
Zapraszamy na Tacticalphoto.pl - Fotoblog Taktyczny - 1:31 - Squonk
Ilustracja do newsa Zapraszamy na Tacticalphoto.pl - Fotoblog Taktyczny
Taktyka czarna i zielona, survival i techniki przetrwania, ASG oraz sprzęt i wyposażenie taktyczne. Rzeczy poważne (czasem wręcz śmiertelnie), oraz te mogące być sposobem na spędzenie wolnego czasu.

Inspiracje do tej tematyki, w formie barwnych fotografii oraz różnych materiałów znajdziecie na fotoblogu TacticalPhoto.pl.

Warto również zajrzeć na facebookowy profil serwisu.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

"Wasteland 2" - nowy fragment rozgrywki - 23:50 - Zagłoba
Trzeba przyznać, że inXile Entertainment wykonuje kawał konkretnej roboty w kwestii "Wasteland 2" i robi wszystko, aby nie zawieść ślepego zaufania, jakie położyło w projekcie tysiące graczy. Doskonałym przykładem potwierdzającym takie działanie jest najświeższy materiał, który prezentuje solidny fragment rozgrywki obrazujący zmiany i usprawnienia, jakie poczynili developerzy w ostatnich tygodniach. Przyjemna odmiana od wyrenderowanego szajsu (wyglądającego może efektownie, ale nie mówiącego nic o samej produkcji), który zazwyczaj serwuje nam konkurencja.

Wasteland 2, art'


Wspomnianych modyfikacji jest sporo. Poczynając od większej wariacji animacji podczas walki, poprzez nowy system osłon, a zakończywszy na zmianach estetycznych w interfejsie.



Dokładna data premiery pełnej wersji "Wasteland 2" nie jest znana. Obecnie tytuł można testować na Steamie w programie Early Access.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Nowa "Godzilla" doczekała się pełnego zwiastuna - 23:58 - Zagłoba
Plakat filmu 'Godzilla'
Kiedy widzę jak Jankesi biorą się za przerabianie na własną modłę perełek azjatyckiej kultury, od razu w ramach gestu solidarności ze zgwałconymi Japończykami mam ochotę postawić zapaloną świeczkę w oknie. Historia pokazuje, że ten mariaż cywilizacyjny zawsze kończył się katastrofą, a dobitnym przykładem potwierdzającym tę regułę jest "Godzilla" z 1998 roku. Od tamtego czasu, gdy tylko zobaczę twarz Matthew Brodericka, szybko lecę po coś mocniejszego i z dużą ilością procentów (może być nawet woda kolońska, jak nic nie ma w pobliżu), aby tylko czymś zagłuszyć ostry ból głowy.

Minęło szesnaście lat i Hollywood ponownie doszło do wniosku, że warto zbudzić azjatyckie monstrum z letargu. Ech... oczekiwałem tego, więc teraz pozostaje mi tylko trzymać kciuki, aby tego kameralnie nie spieprzyli. Jedyna nadzieja w Bryanie Cranstonie i specjalistach od efektów specjalnych, którzy mogą uratować ten film.




Zwiastun, całkiem klimatyczny, przyznam. Sęk tym, żeby utrzymać taką atmosferę przez cały seans, przy okazji unikając monstrualnych głupotek, drewnianego aktorstwa i dziur scenariuszowych. Niestety, odpowiedź na to, czy ta sztuka się udała, dostaniemy dopiero w dniu premiery produkcji. Póki co, pozostaje sceptyczny. Jeden zwiastun wiosny nie czyni.

Opis: Zapierająca dech w piersiach reaktywacja historii kultowej Godzilli — postaci zrodzonej w wytwórni Toho. Tworzony z rozmachem film przygodowy, który pokazuje walkę najsławniejszego na świecie potwora przeciwko złym stworzeniom, które czerpią siłę z arogancji ludzkości wobec nauki i zagrażają światu.

Film trafi na ekrany kin 16 maja 2014 roku. W rolach głównych zobaczymy Bryana Cranstona, Aarona Taylora-Johnsona, Kena Watanabe i Juliette Binoche. Reżyseruje Gareth Edwards.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

26 lutego 2014
Sequel "Dredd 3D" jednak możliwy. Urban: "Rozmowy" trwają - 0:07 - Zagłoba
Hell yeah! Na pohybel malkontentom.

Dredd 3D'


Wydawało się, że po kasowej porażce ostatniego filmu, ponury sędzia ponownie zostanie pochowany na cmentarzu hollywoodzkich sław i będzie czekał ładnych kilka dekad na kolejną szansę. Fani komiksu jednak nie dali za wygraną, przyznali się do grzechu lenistwa i w ramach pokuty niczym klasyczny monolit, sięgali po krążki DVD oraz Blu-Ray z "Dredd 3D". Sprzedaż produkcji na rynku detalicznym okazała się na tyle satysfakcjonująca, że inwestorzy spojrzeli przychylniejszym okiem na pomysł ewentualnej kontynuacji.

Na chwilę obecną wiadomo niewiele więcej. Orędownikiem dobrej nowiny jest Karl Urban, odtwórca głównej roli, który na konwencie fanów "Star Treka" w Las Vegas, zdradził, że rozmowy na temat sequela mają miejsce. Trzeba przyznać, że jest to olbrzymi progres i zauważalna zmiana klimatu - w zeszłym roku główny producent, Ari Shankar, nie dawał żadnych nadziei na kolejną część.

Pozostaje tylko trzymać kciuki i modlić się, aby prawo tym razem także zatryumfowało.

Źródło: Screen Rant
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Jak rozbić weneckie lustro? - 14:48 - Jerzy
Internet. Czas się bać
Internet! Miało być tak pięknie; wolność słowa, społeczna integracja, eksplozja kreatywności i aktywności obywatelskiej, decentralizacja gospodarki, transparentność władzy … Długa lista pobożnych życzeń, jak się okazało. Przewidywane koszty? No, może prywatność; ale porządny człowiek nie ma nic do ukrycia. A poza tym, Internet nie jest obowiązkowy – mówiono – woli ktoś analogowo zaspokajać swoje potrzeby, to droga wolna. Jego strata. Obawy kwitowano przywoływaniem historycznych analogii; nowe niegdyś media nie zniszczyły starych, więc nie ma o czym gadać. Świetlana przyszłość miała wynikać z samej struktury Internetu, rozproszonej i sieciowej - stąd bezzasadność domagania się zwyczajowych prawnych zabezpieczeń. Grzechem byłoby nie pomóc jej się ziścić tak szybko jak to możliwe.

Wojciech Orliński, niegdysiejszy – jak sam przyznaje – gorliwy i bezkrytyczny wyznawca tej optymistycznej mitologii, rozbija ją w proch i pył w błyskotliwym, rzetelnie udokumentowanym i konsekwentnym wywodzie. Błędne było – jak twierdzi – samo założenie. Internet to element infrastruktury. Wszystko chcemy mieć pod jednym przyciskiem i loginem. Nawet bez preferencji powstałby naturalny monopol, na kształt wodociągów, kanalizacji czy sieci energetycznej.

Prawne uprzywilejowanie amerykańskich cyberkorporacji doprowadziło do faktycznego, niekontrolowanego przez państwo monopolu i narzucenia reguł działania reszcie świata. Skutkiem jest nie tylko utrata prywatności ale i brak dostępu do rzetelnych informacji, utrata wolności słowa, skrajna polaryzacja dochodów, zanik klasy średniej, pauperyzacja wszystkich ‘usieciowionych’ zawodów. Konstytucyjnie gwarantowane prawa i wolności stały się świstkiem papieru, bo faktycznie nie można nie korzystać z sieci i nie wyrażać zgody na rzekomo dobrowolnie akceptowane regulacje. Nie ma wyboru.

Wszystko wynika z informacyjnej asymetrii; metaforycznego weneckiego lustra. Korporacje wiedzą o nas (prawie) wszystko, my z kolei (prawie) nic o ich regułach działania. Rosnący, nieograniczony praktycznie i niekontrolowany strumień danych i metadanych chroniony jest przez tajemnicę handlową w interesie korporacji, a nie przez państwo - choćby i kulawo - w interesie obywateli. Ochocze udostępnianie go odpowiednim (i nieodpowiednim) służbom na podstawie niejawnych ustaleń nie ma tu nic do rzeczy. Decyzje są arbitralne; nikt tu się nikomu, a najmniej obywatelowi(?), nie musi z niczego tłumaczyć.

Jak rozbić weneckie lustro? Wypada oddać w końcu głos autorowi. Przychodzą mi do głowy trzy scenariusze naprawy tego, co zepsuli legislatorzy tworząc kilkanaście lat temu prawne ramy cyberbiznesu. Jeden realistyczny i dwa utopijne. Realistyczny jest taki, że ludzkość nawiąże kontakt z inną cywilizacją, pozna tajemnice dilithium, napędu ‘warp’ i hive-mindu, i przezwycięży te irytujące trudności. Zainteresowanych dwoma pozostałymi scenariuszami odsyłam do książki.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Winston Churchill nie mylił się mówiąc: Amerykanie zawsze robią to co trzeba. Po wypróbowaniu wszystkich innych możliwości.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

01 marca 2014
Schronowy Znak Jakości #6 - 8:21 - Squonk
Schronowy Znak Jakości
Są książki, których nie powinno się czytać będąc "dziecięciem". Nie pamiętam zresztą co było pierwsze: gra czy książka. A dokładnie gra Dune II: Battle for Arrakis, luźno nawiązująca do historii zarysowanej na kartach tej powieści. A jednak coś "zagryzło". Klimat, nastrój, tajemnica pustynnego świata, przedstawiona w grze, co sprawiło, że sięgnąłem po literackie dzieło Franka Herberta. A po nim po następne części, co było już błędem. Bowiem pierwszą książkę z serii, choć z trudem może ogarnąć umysł kilkunastoletniego dzieciaka. Jest tam przygoda, jest droga przemiany, którą musi przejść główny bohater. Historie jakich powstały tysiące jeśli nie miliony, a jednak było to "COŚ", co sprawiało, że parłem przez nią naprzód.

Młody człowiek, gdy z fazy dziecka przechodzi w stan dorosłości, szuka odpowiedzi jak zrozumieć świat, który go otacza. Poznać jego mechanizmy, zasady, systemy działania. Zabawne jest, że w Diunie można to wszystko znaleźć, w oparciu o świat tam przedstawiany. Jednak znaleźć, a zrozumieć to dwie inne rzeczy.

Kto się jeszcze z nim nie zmierzył może spróbować. Może i ja również, kiedyś - ponownie - spróbuje.

Notka informacyjna
Dyskusja na forum Trzynastego Schronu

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer