<<Niusy
01 grudnia 2014
'Szczury Wrocławia' od Wydawnictwa Insignis - 22:23 - Squonk
Ilustracja do nowiny ''Szczury Wrocławia' od Wydawnictwa Insignis'
Mimo naszego obywatelskiego donosu do organów (w tle słychać jakieś dziwne mlaśnięcia) prawa i sprawiedliwości, proceder związany z tworzeniem powieści nadal trwa.

Autor - czyli Robert J. Szmidt (w tle tym razem słychać groźnie brzmiący, ale aprobujący pomruk) - na profilu projektu w serwisie Facebook poinformował, że powieść nad którą ciężko pracuje, zostanie wydane przez Wydawnictwo Insignis. Planowany termin to kwiecień przyszłego roku.

Wiosenne, coraz dłuższe dni, i coraz cieplejsze poranki umili nam więc krwista masakra, w której ręka, noga, mózg na ścianie - nic już po nas nie zostanie (tym razem dźwięki tła zmieniają się w radośnie brzmiący ryk, wydobywany z nie całkiem żywych gardeł).

Zaraz? Skora ja piszę te słowa, i jedynymi dźwiękami są te jakie wydaje stuk palców po klawiaturze, to kto robi za tło? O kuuuuurde...

[koniec transmisji]

Ciam! Mlask! Ciam! Mlask! Mlask! Ciam!



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

03 grudnia 2014
Polecamy: Jakub Pawełek, 'Perski podmuch' - 10:29 - Veron
Jakub Pawełek - Perski podmuch
W dniu dzisiejszym ma miejsce premiera drugiej książki bardzo obiecującego polskiego pisarza, Jakuba Pawełka, który nie tak dawno zachwycił nas bezkompromisową wizją chińskiej inwazji na Federację Rosyjską w powieści "Wschodni grom". Przed Wami zapowiadający się na równie interesujący "Perski podmuch".

Rok 2018. W Nowym Jorku giną irańscy studenci. W Teheranie dochodzi do ataku odwetowego, którego celem staje się placówka dyplomatyczna. Amerykańska krew znaczy perski bruk...

Stany Zjednoczone reagują z całą mocą. Zatoka Perska i irackie bazy ponownie wypełniają się amerykańskimi wojskami. Jednocześnie w sercu Europy rośnie ryzyko zamachu z wykorzystaniem broni jądrowej.

Czy stworzona przez Polaków jednostka specjalna okaże się bardziej skuteczna w działaniu niż agenci zachodnich państw? Czy uda się zapobiec tragedii w Europie? Jakub Jastrzębski i Andriej Bołkoński ponownie wchodzą do gry.

Gdy Iran chyli się ku upadkowi, łeb podnosi Czerwony Smok. Rozpoczyna się wyścig ku Teheranowi.


Nowość od wydawnictwa WarBook dostępna w księgarniach w całej Polsce. Gorąco polecamy "Perski podmuch" Jakuba Pawełka!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 grudnia 2014
reVieW - recenzja dwuportalowa: 'Interstellar' - 9:58 - Veron
Interstellar
Są reżyserzy, których nowych produkcji wyczekuję jak długiego weekendu po długich, rutynowych tygodniach w pracy. Jednym z nich - i jestem pewien, że nie mówię tylko o mojej skromnej osobie - jest Christopher Nolan, jeden z najbardziej inspirujących, najsprawniejszych obecnie filmowców w Fabryce Snów. Jego filmy po prostu ogląda się. A że jego ostatnie dzieło trafia w klimaty apokaliptyczno-fanastycznonaukowe, nie sposób było nie wziąć go na warsztat reVieW. Jak w oczach Wiktula z GamExe i moich wypada "Interstellar"? Zapraszamy do lektury!

*


Wiktul: Kupno biletu na film o enigmatycznym tytule, reklamowanym przez niewiele mówiące trailery, stanowi zawsze spore ryzyko. O czym to będzie? O mutantach? O zombie? O globalnej zagładzie? O seryjnych mordercach? Nie wiedziałem i uznałem to za komfort, pokładając zaufanie jedynie w osobie Christophera Nolana. W ramach reVieW przyzwyczailiśmy was niechcący do recenzji filmów słabych lub średnich. Tym razem jednak...

Veron: ...istniała nadzieja na film cokolwiek bardziej wartościowy, właśnie ze względu na osobę reżysera. Nolan wyrobił sobie markę speca od "ambitnych blockbusterów", jakkolwiek ambiwalentnie by to nie zabrzmiało. Nie da się zaprzeczyć, że do chwili premiery "Interstellar" twórca trylogii o Batmanie w zasadzie nie miał w dorobku zupełnie nieudanego filmu - za to co najmniej dwa wybitne (osobiście uważam, że trzy). Wypracowany styl, pietyzm wykonania, nieprzeciętne zdolności narracyjne. W jego najnowszym filmie wszystko to znalazło swoje miejsce, nieprawdaż?

W: Dawno już nie widziałem równie zręcznego połączenia niedopowiedzeń i stopniowego rozwoju fabuły. Od początku wiemy tylko, że akcja toczy się w niedalekiej przyszłości, świat boryka się z poważnymi problemami: brak żywności, klęski żywiołowe, nieokreślona wojna pozbawiła USA konieczności planowania budżetu na armię, a Związek Radziecki i bycie rolnikiem to coś wręcz urzędowo "fajnego". Przez pierwsze pół godziny filmu nie mamy pewności, co tak naprawdę się dzieje, ale zamiast chaosu i konsternacji towarzyszy nam jedynie rosnąca wraz z napięciem ciekawość. W tym miejscu zaczyna też kręcić się gatunkowa karuzela, na którą zabiera nas scenariusz Nolana. Dziwne zdarzenia w domu głównych bohaterów, apokaliptyczne burze piaskowe i atmosfera zagrożenia tworzą wciągający thriller, czemu w żadnej mierze nie przeszkadza fakt, że główną osią fabuły jest farmer i jego rodzina.

V: Tak, to charakterystyczne dla filmów Nolana. Jego niebywała umiejętność do zaintrygowania widza, wciągnięcia go bez reszty w kreowany na ekranie świat daje o sobie znać i w najnowszej produkcji. To kwintesencja reżyserii. Nolan jest w niej mistrzem. Chociaż poprzyczepiałbym się nieco do pierwszego aktu, o którym mowa. Jest stanowczo za długi, mimo licznych, coraz bardziej charakterystycznych dla filmów tego reżysera skrótów myślowych. Ponadto wykorzystane w nim motywy, jak np. "gadające głowy", trącą sfatygowaniem i w zasadzie można byłoby się bez nich obejść. Niemniej Nolan jest niezrównany w jeszcze jednej kwestii - zbierania powszechnie znanych czy to w popkulturze, czy w zwyczajnej codzienności idei oraz pomysłów, i nad wyraz zgrabnego wykorzystywania ich świetnie zbudowanego konglomeratu. W tym aspekcie "Interstellar" chyba najbardziej przypomina "Incepcję" - tam chodziło o sny, tutaj o elementy fantastyki naukowej. Ale o tym za chwilę...

W: Thriller ustępuje miejsca sensacji z chwilą dotarcia głównego bohatera do miejsca, w którym znajduje odpowiedzi na nurtujące nas od początku pytania. Tym razem jednak zmiana tempa nie wychodzi filmowi na dobre, bo choć w oczywisty sposób należało wyjaśnić widzom, co i dlaczego się dzieje, a także jak główne postaci zamierzają temu przeciwdziałać, to przyspieszenie akcji i migawkowe skakanie od jednej wikipedycznej odpowiedzi do drugiej nieco psuje zbudowany wcześniej nastrój napiętego wyczekiwania. A choć rolę mędrca w dobie kryzysu pełni Michael Caine, dalsza część jego aktorskiej kreacji znacznie bardziej przypadła mi do gustu. Z punktu widzenia psychologicznego realizmu nieco razi też reakcja całej grupy odnalezionych naukowców na spotkanie Coopera (Matthew McConaughey) po tak wielu latach – "Hej, kolego z bardzo dawnych czasów! Fajnie, że znalazłeś naszą super tajną bazę, może chcesz wziąć udział w naszym super tajnym eksperymencie?". Nie jest to jednak moment, w którym rozpocznę pokaz swojego czepialstwa, bowiem "Interstellar" nie daje ku temu zbyt wielu powodów. No, chyba że bardzo chcemy udowodnić, iż o lotach międzygwiezdnych wiemy więcej, niż sam Nolan pomimo otrzymywanych podczas produkcji korepetycji od NASA.

V: Ależ wcale nie chcemy! Nolan odwalił kawał dobrej roboty, konstruując scenariusz w aspekcie sci-fi. Bo co się tyczy mędrkowania, stawiania kawy na ławę i tłumaczenia naukowych niuansów za pomocą kartki i ołówka - ot, prawa kina mainstreamowego. Ale przebijają tu ambicje reżysera. Chciał stworzyć - to ważne i odpowiednie słowo - prawdziwy film science fiction; tzw. hard sf - utwór, który niejako wykorzysta "zdobycze" teorii nauki. "Interstellar" do pewnego momentu wręcz je eksploatuje. Ale najwięcej zyskuje na wartości właśnie wtedy, gdy Nolan wkracza na tereny nauce nieodkryte - tę istną ziemię niczyją między wiedzą a fantazją. Ponadto, jak słusznie zauważył Paweł Frelik, prezes stowarzyszenia Science Fiction Research Association, "science fiction to przede wszystkim sposób mówienia o tu i teraz, który w XXI wieku jest jedynym dyskursem kulturowym systematycznie odnoszącym się do wszystkich palących problemów naszego globu". Tego także w filmie nie brakuje.
Nolan podjął ryzyko - rzucił wyzwanie widzowi, zaufał otwartości jego umysłu. Szacun. To w końcu film wysokobudżetowy, choć jednocześnie kino gatunkowe. Niemniej wyniki box office'u świadczą o tym, że ryzyko opłaciło się.

W: Cała fantastyka naukowa przedstawiana na tym etapie jest dowodem odwagi twórców w tworzeniu koncepcji nowych planet, zjawisk i praw nimi rządzących, jak też staranności w ich prezentowaniu. Powstało już sporo opinii piętnujących Nolana za rzekomą nienaukowość, rakiety startujące we wnętrzach budynków czy inne filmowe mambo-jumbo, lecz osobiście postrzegam je jako wyraz frustracji krytyków pozbawionych pomysłu na recenzję lub dowód na to, jak dawno nie widzieliśmy na ekranach owego prawdziwego science-fiction w definicyjnym znaczeniu tego terminu. "Interstellar" zdecydowanie jest jednym z nich. Ukazywanie zjawisk teoretycznie znanych, a jednak dostępnych jedynie na kartach podręczników, jak czarne dziury, tunele czasoprzestrzenne, przedstawienie czasu jako fizycznej wartości, wyglądu i funkcjonowania innych planet itp. od zawsze fascynowało i niosło ze sobą ogromne ryzyko krytyki lub śmieszności. Nolan nie tylko atrakcyjnie przedstawia nam swoją wizję wszechświata, spektakularnie pokazując choćby wpływ bliskości czarnej dziury na pływy oceaniczne, ale niejednokrotnie wykazuje się wspomnianą nowatorską odwagą, tak ważną dla tego gatunku. Pomysł na wnętrze czarnej dziury – coś teoretycznie niemożliwego do zbadania, a zatem także zobrazowania - uzależnienie głównego wątku od zmian w funkcjonowaniu czasu, nieantropomorficzne roboty będące członkami załogi – kiedy ostatni raz widziałeś takie rzeczy?

V: Poniekąd w "2001: Odysei kosmicznej", a to już świadczy samo o sobie. Film Nolana koresponduje z arcydziełem Kubricka na wielu płaszczyznach. Oba różnią się jednak w kwestii zasadniczej - tym, o czym właściwie mówią. Twórca "Mechanicznej pomarańczy" pozostawił szerokie pole interpretacji poprzez nierozwiązaną tajemnicę. Nolan nie pozwala sobie na to, mówiąc wprost: miłość. To miłość jest siłą potężniejszą od mocy wszechświata, od teorii względności, od równoległych wymiarów - od wszystkich poruszonych w "Interstellar" zagadnień naukowych. To ona kieruje Cooperem w podróży przez czarną dziurę i podczas "pobytu" w hiperprzestrzeni. Naiwne? Owszem, jeśli przyjąć za takie kwestie prymarne. Za to na pewno bardzo nolanowskie. Poza tym - niejeden twórca nie tylko filmowy poległ na zabawach z czasem. Nolan wychodzi z nich obronną ręką. Sciencefictionowość "Interstellar" jest jego największym atutem. Niestety trochę gorzej z "przaśnością" scenariusza, o której powiem więcej niebawem.

W: Wraz z przeniesieniem akcji w przestrzeń kosmiczną następuje kolejna gatunkowa wolta – film z sensacyjnego staje się dramatem, na który składają się kolejno rozłąka z najbliższymi, niezrozumienie motywacji odchodzącego ojca przez zrozpaczoną córkę, ciężar misji spoczywającej na barkach załogi oraz bezkres kosmosu, będącego w równym stopniu tajemnicą, co więzieniem i zbiorem zagrożeń. Wszystkie te elementy fascynującego nas od zawsze wszechświata Nolan przedstawia nadzwyczaj sprawnie, atrakcyjnie i pieczołowicie. Montaż i dźwięk naprzemiennie pozwalają nam doznać głębi tej bezkresnej pustki, czy to detalem osadzonym w absolutnej ciszy, czy też szerokim ujęciem zilustrowanym przez fenomenalne, symfoniczne kompozycje Hansa Zimmera. Zarówno techniczne elementy filmu, jak i świetne efekty specjalne, ponownie wolne, acz nienudzące tempo akcji oraz gra aktorów tworzą prawdziwą podróż w nieznane, w której towarzyszymy im z pełną chęcią i zaangażowaniem.

V: Tak, do warstwy realizacyjnej filmu większych zastrzeżeń mieć nie można. Poza zdjęciami. Zmiana etatowego operatora z Willy'ego Pfistera na Hoytego Van Hoytemę nie wyszła na lepsze. Co dziwi, bo Van Hoytem ma już na koncie kilka naprawdę udanych obrazów. "Interstellar" sfotografowany jest natomiast monotonnie, powtarzalnie i bez polotu - czyli odwrotnie proporcjonalnie do roboty Pfistera przy poprzednich dziełach Nolana. Przy "Grawitacji" zaś nie ma nawet z czym stawać. Montaż - jak zawsze błyskotliwy w filmach Nolana, oparty na mieszaniu miejsca i czasu - owocuje kilkoma zajmującymi sekwencjami, zwłaszcza w drugim akcie. No i muzyka, najmocniejszy techniczny element filmu. Zimmer w końcu sięgnął w głąb swego talentu i zaprezentował zgrzebną klasykę industrialną, idealnie komponującą się z wydarzeniami przedstawianymi na ekranie, nie zaś autotematyczne wariacje, brzmiące niczym koturnowa suita na silnik parowozowy.

W: Pomimo wszystkich atrakcji właściwych dla takiego widowiska największym atutem filmu jest gra aktorów. Wszyscy odtwórcy ról pierwszego i drugiego planu nie tylko trzymają poziom, lecz nadają całej konwencji spójności, przez co wątki dotyczące spraw "pozostawionych" na Ziemi są równie istotne dla fabuły, co problemy związane z eksploracją nieznanej galaktyki. Zakres obserwowanego przez nas dramatu zmienia się z personalnego na globalny – w opowieść o nadziei, jej utracie wobec nieuchronnej porażki oraz o ulubionej przez Nolana refleksji, że nawet w obliczu największych wyzwań i zagrożeń ludzie – niestety – pozostają ludźmi i gdzie tylko się da wepchną kłamstwo, egoizm i manipulację. McConaughey, Anne Hathaway, Michael Caine, młodziutka Mackenzie Foy, a nawet użyczający głosu samobieżnej, pokładowej pralce Bill Irwin swoją grą nadają bohaterom, ich przeżyciom i działaniom autentyczności. A autentyczność w filmie o podróżach w czasie i przestrzeni to więcej, niż wielu mogłoby sobie wymarzyć.

V: Muszę się nie zgodzić. Autentyczność, owszem - ta w "Interstellar" trzyma się pewnie. Ale w najmniejszym stopniu budowana jest na grze aktorów. Bo najmocniej z całego towarzystwa, które raczyłeś wymienić, wypada ta nieobecna - moja ulubienica Jessica Chastain. I w moim odczuciu tylko w jej ustach patetyczne bon moty i łzawe komunały (coraz trudniej w przypadku nowego filmu Nolana mówić o dobrych dialogach; kto pamięta one-linery z "Mroczny Rycerz powstaje" chyba przyzna mi rację) zyskują na prawdziwości. McConaughey zaczyna się autoparodiować niczym Will Smith, Caine gra tę samą rolę co zawsze, Matt Damon (tak, on też się pojawia) jest równie drewniany jak zawsze, a na tyradzie Hathaway (swoją drogą kolejnej mojej ulubienicy) o rzekomym wpływie miłości na zaginanie czasoprzestrzeni (WTF?!?!!) po prostu parsknąłem śmiechem. Siłą filmu jest to wszystko, o czym mówiliśmy do tej pory - elementy fantastycznonaukowe. Owa zwyczajna jego część - nazwana przeze mnie "przaśną", bo najbliższa statystycznemu widzowi - pozostawia nieco (lub więcej) do życzenia. Jest mięcho, ale niewłaściwie doprawione.

W: Cóż, na widok Damona też zacząłem rozglądać się za Christianem Balem - kolejnym ulubieńcem reżysera - ale mnie ta "potrawa" i oprawa okazała się znacznie bardziej w smak. Jak wspomniałem na początku, po "Interstellar" nie spodziewałem się niczego konkretnego, a już z pewnością nie tego, co zobaczyłem w kinie. Po wszystkich gatunkowych przemianach film ostatecznie okazał się dojrzałą bajką o bardzo mocnym morale, którą oglądałem jak urzeczony, nawet kilkanaście minut po pojawieniu się końcowych napisów. Dzięki doskonałej narracji nie dłuży się ona nawet mimo niemal trzech godzin seansu, a bez większego problemu można by dodać jej jeszcze czwartą. Ogromnym jej atutem jest też zakończenie, podobnie jak większość filmu niespieszne, nierozciągnięte, pozostawiające furtkę naszym własnym domysłom na temat tego, co zdarzy się dalej. W świetle tego wszystkiego tym mocniej wybrzmiewa zilustrowana kulminacyjną sceną pointa Nolana, że nic we wszechświecie nie zakrzywia czasu równie mocno, co porządna, wciągająca opowieść. Za to, za odwagę reżysera i scenarzysty w jednej osobie, a także samego Warner Bros, które zainwestowało w ambitny, niesztampowy "blockbuster" – 8,5 / 10. Mam nadzieję, że kiedyś, gdzieś w innym czasie lub wszechświecie, spotkam pana Nolana i z wdzięcznością uścisnę mu rękę.

V: Nie dziwi mnie twój zachwyt nad "Interstellar" i szanuję go, bo to istotnie najlepszy film, jaki mieliśmy dotąd okazję wspólnie oceniać. Christopher Nolan jest perfekcyjnym rzemieślnikiem, ma do tego własną, zdeklarowaną wizję kina i konsekwentnie ją realizuje. Problem w tym, że ta optyka przestaje do mnie trafiać. Twórca doskonałych pod każdym względem "Prestiżu", "Mrocznego rycerza" i "Incepcji" wałkuje wciąż ten sam temat. Chwała mu, że potrafi za każdym razem ubrać go w nowatorską, frapującą formę, ale boję się, że w końcu przestanie to wystarczać. Z przekory i w ramach ostrzeżenia, ale i z wciąż tlącego się sentymentu do reżysera oraz za całokształt "Interstellar" - filmu niemal kompletnego, lecz pozostawiającego pewien niedosyt - wystawiam mu 6,5 / 10. Nolan, trzymasz poziom, ale opowiedz w końcu o czymś innym. Bo szału nie było. Szkoda, to jak dotąd twój najsłabszy film.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

07 grudnia 2014
Złóż życzenia Marii i wygraj wycieczkę po reaktorze jądrowym! - 23:30 - Cichutki Spec
Ilustracja do nowiny 'Złóż życzenia Marii i wygraj wycieczkę po reaktorze jądrowym!'
MARIA – jedyny działający w Polsce reaktor jądrowy obchodzi w tym roku czterdzieste urodziny! Jubilatka świętuje dokładnie 17 grudnia, a Narodowe Centrum Badań Jądrowych zaprasza wszystkich zainteresowanych do wspólnych obchodów jej święta.

„Życzenia dla Marii” to konkurs, który ucieszy nie tylko miłośników nauki, geeków, czytelników, ale każdą osobę żądną wrażeń. W końcu przechadzka po reaktorze atomowym nie zdarza się codziennie. Nieźle, co? Tablet i zestaw książek też mogą kusić.

Zadanie konkursowe to nic innego jak... złożenie urodzinowych życzeń MARII! Trzeba to zrobić w aplikacji konkursowej na facebooku NCBJ. Tekst, obraz, filmik – pomysłów na formę jest naprawdę multum. Zwycięzców wybiera Jury Konkursowe, a sam konkurs trwa do 14.12.2014. Ogłoszenie wyników nastąpi 17 grudnia.

Informacja uzyskana ze strony:

KONKURSY KREATYWNE

Facebook „Życzeń dla Marii”:

KLIK!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

10 grudnia 2014
Polecamy: Lois Lowry, 'Skrawki błękitu' - 18:14 - Veron
Lois Lowry - Skrawki błękitu
Bodaj pierwszy raz wydawana w Polsce powieść Lois Lowry - Skrawki błękitu - osadzona jest w tym samym uniwersum, co Dawca. Zapraszamy do ponownego zagłębienia się w ten ciekawie skonstruowany, antyutopijny świat.

"Bądź dumna ze swego bólu", powiedziała matka. "Jesteś silniejsza od tych, którzy go nie zaznali".

Kiedy Kira, utalentowana dziewczynka z okaleczoną nogą, zostaje sierotą, musi walczyć o przetrwanie w brutalnej, prymitywnej społeczności, zaślepionej własnymi uprzedzeniami. Według mieszkańców wioski jest leniwa i bezużyteczna – najlepiej byłoby, jak wcześniej innych, porzucić ją na żer dzikich bestii...

Ocalona od pewnej śmierci przez Radę Opiekunów, która pragnie wykorzystać jej mistyczny talent, Kira stopniowo odkrywa, że ratunek ma swoją cenę i wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Gdy powoli odkrywa mroczne sekrety swojego świata, zaczyna pojmować, że duma z przeżytego bólu nie wystarczy – teraz musi odnaleźć w sobie siłę, by zakwestionować fundamenty całej społeczności i po raz pierwszy stawić czoło prawdzie.


Książka dostępna w sprzedaży od 19. listopada, wydana nakładem Wydawnictwa Galeria Książki. Polecamy Skrawki błękitu Lois Lowry!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

12 grudnia 2014
Game Exe skończyło 11 lat! - 22:15 - Jerzy
logo Game Exe
In extenso, bo miłe i konkretne zarazem. Wiktul, rednacz Game Exe tak do nas napisał.

Ano taka prawda, Panie i Panowie: dotrwaliśmy do kolejnych urodzin
Jak się nam to udało - czasem sam się dziwię, jak co roku z resztą, sami znacie to świetnie. A jednak, o rok starsi, ponownie możemy podziękować Wam za współpracę, pomoc, obecność, ponownie możemy zaprosić do wspólnej zabawy!
Bo jak zawsze na nadchodzący, tłusty tydzień, mamy masę konkursów i nagród do rozdania, piątek do przybicia i wspominek do zrobienia. Jeśli zatem chcecie sami do nas wpaść na piwko, a przy okazji umożliwić Schroniakom szybszą audiencję u Mikołaja, wspomnijcie o nas u siebie.


Chcemy, wpadamy, umożliwiamy z prawdziwą przyjemnością, więc i wspominamy. Kolejnych dych! I jedności!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

13 grudnia 2014
Jesienna aktualizacja #5 [12/2014] - dezinformacyjna - 16:26 - Veron
Trzynasty Schron
Dokładnie 33 lata temu wprowadzono w Polsce stan wojenny. Z racji swojego wieku mogę tylko na podstawie wspomnień i danych zarchiwizowanych wyobrazić sobie kompletną dezorientację i strach ludzi wówczas żyjących. Przy okazji tej rocznicy chcielibyśmy zaproponować Wam recenzje utworów filmowych i literackich, w których te dwa czynniki wraz z aspektem medialnej dezinformacji stanowią kluczowe elementy.

To już ostatnia tej jesieni aktualizacja materiałów na stronie głównej Trzynastego Schronu. Zapraszamy do lektury!

FILMY I SERIALE

KSIĄŻKI I OPOWIADANIA

Za udział wzięli:
Cichutki Spec, Jerzy, Lithium, Squonk, Wrathu, Veron.

Dotychczasowe aktualizacje na XV-lecie Trzynastego Schronu:
Jesienna aktualizacja #1 - filmowa
Jesienna aktualizacja #2 - książkowa
Jesienna aktualizacja #3 - militarno-naukowa
Jesienna aktualizacja #4 - URODZINOWA
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

14 grudnia 2014
Co z tą Rosją? - 19:26 - Jerzy
Dzieje Rosjan; Polityka
„Do czytania dla rusofobów, rusofilów i rusoświrów.” Tak redakcja Polityki reklamuje na okładce najnowszy numer Pomocnika historycznego. Słusznie; sąsiadów trzeba znać, czy się ich lubi, czy nie. Od Rusi Kijowskiej, po Putina; głównie polityka i kultura.

Bez banałów, ale przystępnie, atrakcyjnie lecz nie efekciarsko; tak oceniłbym wstępnie (bo solidna lektura – prawie 180 stron – jeszcze przede mną) teksty zawarte w publikacji. Bardzo dobra szata edytorska podnosi wydatnie jej walory. Czy warto za 25 złotych? Na pewno warto sprawdzić.


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

17 grudnia 2014
Jakub Pawełek, 'Perski podmuch' - recenzja książki - 0:03 - Veron
Jakub Pawełek - Perski podmuch
Akcja Perskiego podmuchu Jakuba Pawełka zaczyna się w 2018 roku w USA. Tragicznie zakończona balanga z udziałem irańskich studentów odbija się echem w świecie. W Iranie wybuchają zamieszki, na skutek których tracą życie amerykańscy urzędnicy. Duchowy przywódca bliskowschodniego państwa zyskuje pretekst do wdrożenia w życie planów wykorzystania broni masowego rażenia. Amerykanie przygotowują się do zbrojnej interwencji, jednak rękę na pulsie trzymają też Chińczycy. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta.

Perski podmuch rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach przedstawionych we Wschodnim gromie, ale autor nie wymaga od czytelnika bezwzględnej znajomości swej debiutanckiej powieści. Przekłada za to wszystkie jej atuty do drugiej części cyklu "Przymierze". Perski Podmuch jest równie sprawnie napisany. Intryga jest ciekawa i autentycznie wciąga. Mnogość wątków pozwala na szerokie spojrzenie na zaistniałą sytuację. Z rozmachem rozpisano sceny batalistyczne. Ot, atuty świetnej powieści military/political fiction - wzorcowy warbook.

Spośród wielu wątków jakie porusza Pawełek zwróciło moja uwagę to, jak opisuje on postawę muzułmanów. Autor nie mierzy wszystkich jedną miarą. Owszem, Ali Chamenei to fanatyk z krwi i kości, ale już prezydent Iranu czy tamtejszy dowódca sił zbrojnych to ludzie rozsądni i trzeźwo myślący. Warto się nad zastanowić zwłaszcza w świetle dzisiejszych działań islamistów. Są oni realnym zagrożeniem dla kruchego pokoju na świecie, ale może istnieje jakiś wentyl bezpieczeństwa. Kwestia do przemyślenia dla ogólnoświatowych rozjemców.

Oczywiście jest także wątek polski w Podmuchu. Nasze państwo staje się w świecie Pawełka wpływowe bardziej nawet od Rosji, czemu w kontekście dzisiejszej sytuacji na Ukrainie można się dziwić. Jednak autor nie przejmuje się tym i konsekwentnie buduje swoje uniwersum. A ja je kupuję, bo rozpisane jest naprawdę doskonale. I już czekam na jego kolejne powieści. Tymczasem nie pozostaje mi nic innego jak zarekomendować Wam Perski podmuch. Świetna książka!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

20 grudnia 2014
Lois Lowry, 'Skrawki błękitu' - recenzja książki - 11:51 - Veron
Lois Lowry - Skrawki błękitu
Akcja powieści "Skrawki błękitu" Lois Lowry rozgrywa się w tym samym świecie przedstawionym, co "Dawca" - mozolnie odbudowującym się po enigmatycznej, lecz wyraźnie apokaliptycznej Ruinie. Miejscem akcji jest biedna, dość prymitywna osada, w której ciężko pracuje się na wspólne dobro, jednostki ułomne eliminowane są szybko i efektywnie, a status społeczny określa ilość sylab w imieniu (im więcej tym osoba bardziej poważana). W tej nieprzyjaznej, dystopijnej rzeczywistości egzystuje nastoletnia Kira.

Kira jest niepełnosprawna i żyje tylko dzięki determinacji matki. Rodzicielka dziewczyny umiera, co jest w zasadzie wyrokiem śmierci ze strony społeczności. Kirę ratuje jednak Rada Opiekunów - organ sprawujący władzę w osadzie. Dzięki temu Kira ma możliwość zasmakowania zupełnie nowego życia, ale i dotarcia do wiedzy, która zmieni jej postrzeganie otaczającego ją świata.

"Skrawki błękitu" to książka o wiele bardziej skierowana do młodego odbiorcy niżeli wcześniejszy "Dawca". Powieść toczy się powolnym, sielankowym wręcz rytmem, rzeczywistość zarysowana jest zero-jedynkowo. Nieliczne cienie padające na ten sielski obrazek są jednak na tyle wyraźne, że chce się przewracać kolejne strony. Lowry posiada dar zaciekawienia czytelnika, nawet jeśli ze stron jej książki bije nadmierna prostota.

"Skrawki błękitu" to bowiem opowieść o pogoni za marzeniem; o poszukiwaniu własnej tożsamości i miejsca w świecie; o dorastaniu do poznania swojej wartości; wreszcie - o rodzącym się sprzeciwie wobec systemu. Rada Opiekunów jest bowiem elementem nader ambiwalentnym - chroni pamięć dawnych czasów, ale jednocześnie wykazuje się bezwzględnością - wobec słabości i w wykorzystywaniu talentów. Przesłanie jest więc w "Skrawkach" zawoalowane mocniej niż w "Dawcy", ale po zgłębieniu - równie klarowne.

Czuję jednak pewien niedosyt po lekturze i liczę na to, że kolejne powieści Lois Lowry rozszerzą interesująco zarysowane uniwersum. Niemniej zachęcam do zapoznania się ze "Skrawkami błękitu", bo to po prostu ładna, wartościowa książka.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

24 grudnia 2014
Po oczach! Ankieta stażowa - podsumowanie - 2:30 - Squonk
Trzynasty Schron
Obchody 15-lecia Trzynastego Schronu nadal trwają, a omówienie ankiety dotyczącej momentu, od kiedy czytelnicy są z nami śmiało można do nich zaliczyć. Umieszczone zostały w niej cztery, ważne dla działalności serwisu momenty, które zaszły w latach:
- 1999 - założenie Trzynastego Schronu,
- 2004 - wejście w struktury Wortalu Phoenix,
- 2007 - odrodzenie Trzynastego Schronu, i związane z nim burzliwe wyjście z Phoenixa,
- 2010 - pojawienie się w serwisie społecznościowym Facebook.

Oczywiście kwestią dyskusyjną może być to, czy były to kluczowe wydarzenia w schronowej historii, zwłaszcza w odniesieniu do załogi. Ale też nie to było celem przeprowadzenia ankiety, byśmy sami siebie niejako pytali co nam utkwiło w pamięci. Zostały bowiem wybrane do niej wydarzenia, które jednocześnie zapoczątkowywały nowy rozdział, a zarazem sprawiały, że o Trzynastym Schronie mogły się dowiedzieć nowe osoby.

Założenie serwisu w 1999 roku to oczywiście pojawienie się na raczkującej jeszcze wówczas Scenie Fallouta. Rok po wydaniu Fallouta 2, w oparach marzeń nad kolejną częścią z serii, a do tego w mocno nie sprzyjającej rozwojowi internetowych społeczności rzeczywistości, jaką tworzyła monopolistyczna TePsa. Kto miał możliwość wejścia w sieć, i do tego pomysł jak swoje falloutowe zainteresowania przekazywać innym, ten działał. Jak właśnie Ooozy, zakładając Trzynasty Schron.

Rok 2004 to już czasy Internetu dostępnego przez tzw. stałe łącza. Możliwość nie rozliczania się co do minuty z bycia w sieci, dała dużego bodźca do działania. Ale z nią pojawiły się ograniczenia związane z zapleczem logistycznym, jakie każdy serwis działający w Internecie musiał posiadać. Czyli zarejestrowana domena, oraz wydajny i pojemny serwer. Problemy na tym polu sprawiły, że w tamtym czasie wyklarowała się koncepcja dołączenia do większej struktury, jaką miał się stać Wortal Phoenix. Mocne zaplecze techniczne, a do tego fani innych gier cRPG, skupionych wokół serwisów wchodzących w skład wortalu. Wszystko to wyglądało bardzo kusząco. Jednak po trzech latach i coraz bardziej narastających niejasnościach związanych z kwestiami formalnymi (nie, nie chodziło o pieniądze, mimo że brzmi to tak jakby nie było wiadomo o co chodziło, a więc musiało chodzić właśnie o nie), trzeba było się z Phoenixem rozstać. Tym samym Trzynasty Schron niejako pożegnał się z szerokim światem fanów gier cRPG i po latach wrócił na obszar działania Polskiej Sceny Fallouta (wtedy już bardziej Postapokaliptycznej).

Nie ma co tu ukrywać, że był to dość burzliwy okres. Przyniósł on sporo zmian w działaniu serwisu, wynikających choćby z pojawienia się pobliżu ludzi z innych ekip. Inspiracje, dyskusje, ale i niestety kwasy oraz zatargi. Choć po zwyczajowych "mordach" nikt sobie wówczas nie dał, to rok 2010 można uznać za ten, w którym zaczęliśmy budować sami dla siebie własną scenę, złożoną z naszych stałych, ale i nowych czytelników. A ich właśnie do serwisu przyciągał profil na Facebooku.

Trzynasty Schron nie odleciał jednak do końca w swój świat, gdyż jednocześnie od tego czasu zaczęła się zacieśniać współpraca z ekipą z Game Exe. Do tego przełom roku 2011/2012 był początkiem współpracy z blogiem Kryzysowo.pl, która sprawiła otwarcie na zupełnie nowe grono czytelników. A były nimi osoby interesujące/zajmujące się na co dzień tematyką związana z bezpieczeństwem czy technikami przetrwania. Być może i ta opcja powinna się pojawić w ankiecie, choć przepływ czytelników/fanów między Trzynastym Schronem a Kryzysowo.pl bardzo dobrze widać, gdy chodzi o zainteresowanie treściami publikowanymi na Facebooku. Czyli niejako opcja związana z rokiem 2010 może wyczerpywać kwestię wpływu tego miejsca w dalszym okresie czasu, na ilość naszych czytelników.

Wnioskiem podsumowującym może być zaś jedno: najważniejszymi rzeczami które zawsze będą do Trzynastego Schronu przyciągać nowych czytelników są ciekawe treści oraz "zawsze się coś dzianie". Przede wszystkim te związane z informacjami, a nie info-rozrywką, choć niestety, nie da się od niej uciec i czasem mały kotek musi się pojawić.

Dzięki że Wy - czytelnicy - jesteście z nami. Robimy to dla Was, choć czasem sami dobrze się bawimy, kiedy Wy na to patrzycie i nic z tego nie rozumiecie. Bywa... ;-)



Zajrzyj:
Archiwum ankiet

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

26 grudnia 2014
Kryzys wieku średniego - komiks - 2:54 - Squonk
Ilustracja do nowiny 'Kryzys wieku średniego - komiks'
Tytuł tego internetowego komiksu, za który odpowiada Igor Myszkiewicz może się kojarzyć z takim, mniej więcej widokiem. Podtatusiali panowie, przebrani za - według schronowej narracji - stalkerów, bawią się w czasie wikendu na bunkrach w postapy.

Jest śmiesznie? Już można by sobie trochę poszydzić? Zaraz, zaraz. Kto nigdy, niech pierwszy Schronka ze smyczy spuści? Ale co "kto nigdy"? A sami nie mieliście nigdy uczucia, że pędzicie, gonicie, nie macie czasu się zatrzymać. Zaś jak już się zatrzymacie i spojrzycie na to z boku, to zobaczycie właśnie owych podtatusiałych stalkerów? I co z tego, że macie choćby nadal te 20 parę lat. Nawet i w dowodzie.

O sprawach egzystencjalnych napisano już sporo książek. Nakręcono sporo filmów. W tym również w klimatach postapokaliptycznych. Teraz czas na komiks, który wbrew nazwie nie jest o kryzysie wieku średniego, za to dużo w nim właśnie klimatów. Choć nic tam nie ma wprost o nich, to jednak. Ciekawe c'nie?

Kryzys wieku średniego

Namiary podrzucił Szary.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer