<<Niusy
02 stycznia 2014
Konkurs survivalowo-fantastyczny w serwisie GameExe! - 10:57 - Veron
Game Exe
Nasi ziomkowie zza fantastyczno-naukowej miedzy - serwis GameExe - obchodzą okrągły, dziesiąty jubileusz istnienia. Jak wiadomo przygotowali z tej okazji masę konkursów z mnóstwem stylowych fantów do zgarnięcia. Także na mocy współpracy z Trzynastym Schronem ruszyło wielce klimatyczne konkursiwo.

Tematyka - jak wskazuje nazwa konkursu - nie powinna stanowić specjalnych trudności dla zaprawionych w survivalowo-postapszych trudach Schronowiczów. Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was wszystkich do udziału w zmaganiach. To także ostatnia szansa na zgarnięcie najlepszych tegorocznych powieści w klimatach, m.in. "W mrok" Andrieja Diakowa czy "Deadline" Miry Grant.

Powodzenia!

Strona konkursu na GameExe
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

03 stycznia 2014
Transcendencja - 19:04 - nie wiem
Astralna podróż dr Davida Bowmana z kart Odysei Kosmicznej to taki wyraz nowoczesnego podejścia do istnienia poza bytem, wykroczenia ponad jego sens. Utarła się wizja, w której umieszczamy się poza ciałem i przemierzamy ubogie w materię otwarte przestrzenie kosmosu. Nie chodzi już nawet o nasze mózgi. Do stworzonych z niebywale wytrzymałych materiałów kapsuł nie wkładamy nic biologicznego. Tylko naszą świadomość. Być może zapisaną w sposób cyfrowy, a może w zupełnie lepszy sposób, którego jeszcze nie odkryliśmy.

Taki zupełny skok z istnienia w granicach do istnienia poza nimi jest w ogóle możliwy? Czy nie powinno się posłuchać Arystotelesa i zaktualizować najpierw cały swój potencjał. A może to zajęłoby zbyt dużo czasu. Teraz przecież wszystko trzeba robić szybko. Nie znaczy to - bez zastanowienia. Trzeba być szybkim, bo ktoś inny może być szybszy, a wtedy palma pierwszeństwa przepada.

Być może film Transcendencja (chociaż może jeszcze nie powinienem spieszyć się z próbą podania polskiego tytułu, znane są wszak poczynania tłumaczy - przykład 1, przykład 2) ominie sprytnie to filozoficzne ględzenie i przyciągnie widzów tylko namiastką idei, wzbudzając w nich zainteresowanie tematem. A może będzie po prostu dobrym widowiskiem. Czas pokaże.



Źródło: Quiet Earth.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 stycznia 2014
Fallouty w sieci - 9:03 - Jerzy
Logo GOG
Za friko były, bo miało ich nie być - jak się okazuje. Mówili, że nie będzie? Co za różnica? W każdym razie nie ma. O klasycznych Falloutach w cyfrowej dystrybucji mowa. Sprawdzałem na Gogu i Steamie (tu niby są, ale kupić się nie da). Będą? Kto ich tam wie. Umowy licencyjne wygasły. Negocjacje trwają (albo i nie). ZeniMax przejął prawa do marki. Ostatni odcinek sagi Interplaya?

Parę innych tytułów też wyparowało. Będę wnukom w amerykańskim muzeum pokazywał? Uroki cyfrowego świata. Co z tego, że kultura. Pstryk. I nie ma.


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

07 stycznia 2014
Pony Wastelander - gdyby Przybysz z Krypty miał kopytka… O fenomenie MLP, tym razem w całości [felieton] - 21:16 - Cichutki Spec
Zamiast wstępu

Poniższy felieton miał się ukazać ładnych parę…naście miesięcy temu? Rok? Jeszcze dawniej? Dawno i nieprawda...

„Zwiastun” artykułu mogliście znaleźć w szóstym, urodzinowym numerze Schronzina. Teoretycznie odnaleźć później resztę tekstu… Cóż.

TRYBY SCHRONU WOLNO MIELĄ.

Ale żeby nie było, że mamy na wszystko gotową wymówkę, należy uczciwie napisać, iż:

– Redaktor składający albo przespał sprawę, albo był mocno roztargniony, dzieląc tekst wbrew wszelkiej logice i nie zamieszczając jego kontynuacji;
– Stare stwierdzenie, że głową muru nie przebijesz, okazało się wciąż aktualne;
– Niezrozumiała dla mnie zmowa milczenia wokół tego tekstu i jego cichy bojkot okazały się bardzo, bardzo skuteczne;
– Najserdeczniejsi współpracownicy potrafią najserdeczniej nagiąć cierpliwość (że też jeszcze się trzymamy, c'nie?).

Stąd pomysł na cały artykuł w formie... niusa.

Od czasu ukazania się próbki felietonu do dziś, pewne informacje uległy dezaktualizacji. Ilość odcinków tak samego serialu, jak i crossoverowego fanfiction „Fallout: Equestria” wzrosła (a to z uwagi na kosmiczne powiązanie Falloutów z kopytkową bracią (!) zajęłam się zjawiskiem tzw. bronies/bronych; męskich fanów serialu). Sama kreskówka zapewne odeszłaby w cień, gdyby nie fakt, że Lauren Faust, wraz z resztą ekipy, sprokurowała nam czwarty sezon serii (premiera w USA miała miejsce 23.11'13) – nadarza się zatem okazja, by przypomnieć – a właściwie to zaprezentować w całości – wyżej wspomniany felieton, któremu odstęp czasowy i wyciszenie pierwszego szumu wokół serialu (dla wielu kontrowersyjnego) mogą tylko posłużyć. Czy fenomen bronych zgasł jak choinkowa lampka, czy też przetrwał? Jakie znaczenie może mieć dla dorosłych wkroczenie w świat produkcji dla dzieciaków ? – przekonajcie się sami.


ORYGINALNY, PEŁNY FELIETON (Zachowano formatowanie; indeksy przypisów zostały zmienione na cyfry w nawiasach.)

Pony Wastelander - gdyby Przybysz z Krypta miał kopytka…

Rzecz o postapo i … kucykach. Niekoniecznie w tej kolejności

Jako, że zamierzam opowiedzieć ci o przygodzie mojego życia - wyjaśnić ci, jak znalazłam się w tym miejscu, z tymi osobami, oraz czemu zrobiłam to, co zamierzam zaraz zrobić — zapewne powinnam zacząć od wyjaśnienia kilku rzeczy odnośnie PipBucków.
Czym jest PipBuck? Jest to urządzenie noszone na nodze, tuż nad kopytem, wydawane każdemu kucykowi w Stajni po osiągnięciu wieku, w którym może zacząć pracować. PipBuck, będący kombinacją technologii i magii jednorożców, dostarczy ci regularnych informacji dotyczących twojego stanu zdrowia oraz pomoże przy aplikacji leczniczych okładów i innych medykamentów. Umożliwi ci też śledzenie i organizowanie zawartości twoich juków, będzie asystował przy naprawach, a także zapewni dostęp do wszelkich notatek i map za jednym naciśnięciem kopyta. Ponadto, pozwoli ci słuchać wewnętrznego radia Stajni kiedy tylko przyjdzie ci na to ochota, gdyż może odbierać i odszyfrowywać praktycznie wszystkie możliwe częstotliwości radiowe. A to jeszcze nie wszystko. PipBuck generuje tak zwany E.F.S. (Eyes-Forward Sparkle — Błysk Pola Widzenia), który pokazuje strony świata oraz pomaga ocenić, czy kucyki lub inne stworzenia wokół ciebie są wobec ciebie wrogo nastawione. Kolejną, i prawdopodobnie najbardziej imponującą funkcją PipBucka jest S.A.T.S (Stable-Tec Arcane Targeting Spell — Czar Wspomagający Celowanie firmy Stable-Tec), mogący przez krótki czas magicznie wspomóc cię w czasie walki. Aha, i jeszcze jedna rzecz warta wzmianki: można go użyć do odnajdywania lokalizacji oznaczonych rzeczy i osób, w tym innych użytkowników PipBucków. Jeśli więc ktoś z jakiegoś powodu by się zgubił — co zdarza się od czasu do czasu, choć nie wiem, jak można się w ogóle zgubić w Stajni - każdy, kto znałby znacznik zaginionego kucyka mógłby odnaleźć go w przeciągu sekund. (…)


[Fragment Prologu fanfiku: Fallout: Equestria w tłumaczeniu polskim. Za: For Glorious Equestria (www.fge.com.pl)]

Z racji hipotetyczności postapokalipsy, praktycznie każdą konwencję da się nią okrasić i odwrotnie – w samo postapo można wpleść mnóstwo całkiem różnych elementów. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy wymieniający gdybaniowe sądy, opinie i informacje robią to zza monitora. Stąd też zagłada spotkała również Equestrię – krainę… kolorowych kucyków z bajki dla dzieci. Zagłada żywcem przeniesiona z Fallouta, gry-mitu założycielskiego Schronu. Jeśli sądzicie, że w postapo, postnuke i twórczości „w klimatach” wydarzyło się już wszystko, tak na poważnie, jak na groteskowo (od McCarthy’ego do Kapitana Bomby), jesteście w błędzie. Jeśli zaś należycie do frakcji betonowo-konserwowej, usiądźcie wygodnie i zapnijcie pasy. Bo oto Bronies wkroczyli na Pustkowia!

Zanim przyjrzymy się Bronies (bo poza kontekstem zjawiska, jakie oni sami stanowią, trudno jest pisać o Falloucie w Equestrii), odpowiedzmy sobie na proste pytanie:

Dla kogo postapokalipsa?

Czy postapo jest tylko dla wybrańców? Czy ma swoje stopnie wtajemniczenia, swoje subkulturowe (grono fanów postkultury można uznać za swoistą subkulturę) mierniki „bycia tró”? Czy fan kucyków i postapokalipsy to fan wiarygodny, prawdziwy? Skoro z jednej strony wnika w „poważną” tematykę wojen jądrowych i strategii przetrwania, a z drugiej –cieszy pyszczek na animacji dla dzieci, zbiera figurki postaci z bajek i zachowuje się infantylnie? Bez jaj, stary, powiedzą profesorowie postapo o tęgich głowach i tęgich mięśniach. Nie wpuszczamy osób o pedalskich zainteresowaniach.

Celowo zaczęłam od strony tylnej i do tego z grubej rury. Stawiam te pytania półżartem, prowokacyjnie trochę i retorycznie, niemniej jednak, jakkolwiek by się nie obruszać na wydumane mierniki prawdziwości – pytając o podobne fuzje, w istocie badamy, do jakiego stopnia w tym samym człowieku łączą się całkiem odmienne rodzaje zainteresowań.

Może zgrzytać, jeśli Fallout, dla którego zarywało się noce, pisało opowiadania o jego bohaterach, oszczędzało ostatni grosz na legalną wersję gry i przy którym odczuwało się żal po śmierci fikcyjnego psiaka – wymieszać z kucykami. Legendarnego erpega z dziewczęcą słodyczą.

Wydaje się, że, waląc wprost: to nie na trzeźwo. A może jednak…?

Są rzeczy, których zanadto zmienić, przeinaczyć, wymieszać z sobą – żadną miarą się nie da. Przy odrobinie fantazji można sparodiować treść literatury czy sztuki należącej do kanonu, powołując tym samym pewną nową jakość, lecz recepcja i krytyka takich dzieł będzie… no cóż, często miażdżąca dla autora. Podobny zabieg to w najlepszym wypadku rzecz kontrowersyjna, ale nie wywrotowa na tyle, by z kontrowersji wynikło coś poza nieistotną dla dziejów kultury prowokacją (notabene, jakże dziwnie brzmi to pomnikowe „dzieje kultury” w obliczu jej pop-siostry); kłania się tu wygodne w takich razach słówko-wytrych: postmodernizm. Kolejny film o głupkowatych zombiech, te same zombie połączone z powieścią Jane Austen czy wielkie bum urządzane przez Czesia i Anusiaka – gdzieś tam pewnie i pod klimaty podpadają, ale gdzie „Droga”, a gdzie Kapitan Bomba. Może zgrzytać, jeżeli mamy ambicje na miarę esejów o wątkach katastroficznych, a nie li chęć na, cytując ze słownika terminów okołoschronowych: latanie po lesie z gołą dupą z ASG w łapie.

Zza monitora strzelają, tną, atakują i bronią się – gracze. Bohaterowie Fallouta są silnymi jednostkami z mnóstwem broni, amunicji i wiedzy w szarych komórkach. Psychicznie odporni, bo w postapo twardym trzeba być, nie miętkim. Kim są jednak operatorzy, zawiadujący postaciami? I czy faktycznie siła to mus? O konwencji i samych grach (zarówno postapowych, jak w ogólności grach komputerowych) mówi się, że są męskie. Twarde, bezkompromisowe. I klimaty, i same gry – nie babska to, teoretycznie, rzecz i nie dla mięczaków. Nie będę jednak tutaj genderowo rozpatrywać pierwiastka samej li kobiecości w Falloucie czy grach. Jeżeli odgrzebuję sprawę sloganu „Bo gry są dla facetów!”, czynię to z uwagi na pierwiastek raczej samej wrażliwości niż kobiecości, jednak mający wiele wspólnego z „babstwem”. Empatii, sprowadzanej właśnie często, złośliwie do „pedalstwa” i metroseksualizmu.

Wrażliwość stanowi bowiem clou problemu kucykowego fandomu Wrażliwość, która nie została z postapokalipsy wygnana. Pozornie stylistyka to istny raj dla wszelkiej maści złoczyńców, świrów, ale także „niekonwencjonalnych” stróżów prawa: Mad Maxów, Dreddów, Brudnych Harrych z końca świata, Conanów au rebours. Nauka i wiedza są skrajnie utylitarne, z kultury i sztuki zostają niekiedy tylko prymitywne sporty siłowo-wytrzymałościowe. Trzeba mieć twardy tyłek i jeszcze twardsze łokcie, by przetrwać. Jednak czasami bywa, że serca widzów, czytelników, graczy – zyskuje nie samozwańczy stróż prawa, lecz zwyczajny ojciec i syn (książka i film „Droga”) czy najsłabsze ogniwo drużyny (ukochany przez Falloutomaniaków Dogmeat, psiak, którego nie sposób odziać w zbroję). Zarówno Vault Dweller, jak i jego następca z „dwójki”, wielokrotnie mają możliwość pokojowego rozwiązania sprawy, ba, gra jest możliwa do przejścia w całkowicie „niesiłowy” sposób, wiele zaś misji i zadań promuje altruizm. Część graczy jasno deklaruje, że wolała odgrywać postać uczciwą i dobrą. A takie są również kucyki z kolorowego serialu.

Bronies są wśród nas?

Miłośnicy klimatów dzielą się na bardzo różnych ludzi: uczniów zagonionych do lektur, których nie lubią, czytających pod ławką fantastykę. Studentów z nadmiarem lub niedomiarem wolnego czasu, którzy lubią wstukiwać posty na forach Graczy cRPG, RPG, MMORPG, larpów. Kinomanów-fantastów. Chomikujących puszki z dodatkowym jedzeniem i tych, którzy wiecznie mają pustą lodówkę. Energetyków jądrowych i miłośników militariów, ASG i obozów przetrwania. Kobiety i mężczyzn. Są tutaj skrajni pesymiści, znajdujący wręcz perwersyjną przyjemność w rozgrzebywaniu tematów mrocznych i tragicznych oraz zafascynowani ideą postępu fani technologii i nauki. Temat ci wszyscy ludzi biorą serio bardziej lub mniej. Wygląda na to, że są wśród nich również miłośnicy kolorowych kucyków: Bronies. Ci zaś, z drugiej strony, należą do wszelakiej (nomen omen w kucykowym słowniku) maści osób, zainteresowanych nerdy activities i często zaliczają się do ogólnego fandomu. Na 100% wśród miłośników Boozara znajdziecie także fana Pinkie Pie.

Kopytkowa gorączka. Nie tylko FoE

Termin „brony” to połączenie słów: „pony” (kucyk) i „bro” (brat, braciak, ziomek, koleś, kumpel). Pojęcie w ścisłym znaczeniu odnosi się tylko do fana płci męskiej, jednak, ponieważ to właśnie mężczyźni – ten fakt najbardziej uderza w fenomenie kucykomanii – stanowią gros miłośników serialu, o „bronych” mówi się w kontekście całego fandomu serii. Kobieta-fanka to pegasis, pegasister (pegasus, czyli pegaz plus sister – siostra). Za słowami określającymi samych fanów idą skrótowce, neologizmy i przeinaczenia (patrz: słowniczek na końcu tekstu), dostosowane do treści serialu. Brohoof (dosłownie „braterskie kopytko”, w skrócie po prostu: „kopytko”) to fandomowy „żółwik”. Facehoof stanowi odpowiednik facepalma. Same bohaterki również doczekały się skrótów i spieszczeń imion oraz przezwisk, niekiedy ironicznych i używanych bardziej w sferze reguły 34, niż kontekście samej bajki (Celestia – Molestia). Wiele kucyków trzeciego i czwartego planu nosi imiona, nadane przez fanów. Czołową postacią stała się dla nich Dizzy Doo, późniejsza Derpy Hooves – kucyk z zezem, easter egg animatorów, którego wycięcie z serialu wywołało prawdziwą kampanię obronną („Save Derpy”).

Na słowotwórstwie brać kopytkowa nie poprzestaje. Wystarczy zerknąć na ilość produkcji fanowskich, przyprawiającą o zawrót głowy. Są wśród nich filmiki (w tym kontynuacje wątków, parodie, animacje z kategorii pony clopping, przygody własnoręcznie narysowanych, nowych kucyków czy filmowe zabawy w stylu crossover), literatura fan-fiction, fanarty, gadżety i zabawki. Produkty kolekcjonerskie Hasbro – figurki, pluszaki, plakaty – nabywane są przez dorosłych mężczyzn.

– Widziałem na dziale dziecięcym w Tesco grupę dorosłych facetów, którzy wyrywali sobie z rąk figurki kucyków – opowiada Łukasz Gawroński, 29-letni informatyk z Wrocławia. Po chwili dodaje, że żartował. – Ale na poważnie, to jesteśmy aktywni i z dnia na dzień jest nas coraz więcej. Za granicą robią na razie fajniejsze rzeczy, ale do czasu – mówi.(1)

I mężczyźni, i kobiety przebierają się za kuce w ramach cosplayów, przy czym powszechny jest transclothing. Cytaty (graficzne i tekstowe) z serialu stały się kopalnią internetowych memów i tzw. „kultury remiksu”. Kucyk z odpowiednią miną i komentarzem zastępuje niekiedy emotikony, podobnie jak lolcat, Mr. Trololo czy Chrystus frasobliwy, zamieniony na Jezusa „strzelającego” facepalma. Najdłuższym fanfikiem, tłumaczonym już sukcesywnie na polski, jest właśnie cytowany Fallout: Equestria, liczący ok. 40(2) rozdziałów i będący przykładem fantastycznego crossoveru. Znane wynalazki i pojęcia z Fallouta dostosowano w nim do potrzeb kopytnych bohaterów (Stajnia zamiast Krypty, PipBuck zamiast PipBoya), powstała podobna do tej z Falloutów mapa świata, a nawet trailery, wzbogacone muzyką (zarówno tą pochodzącą z gry, jak i autorską). Bohaterowie fanfika nie są dokładnie tymi samymi, co w kreskówce, choć pojawiają się i znane imiona czy nawiązania. Wbrew pierwszemu wrażeniu, całość nie jest przesłodzona i wcale nie została zinfantylizowana przez odniesienia do serii Hasbro. Nie brak w tekście dosłowności i brutalności „postapo na serio”:

(…) W odróżnieniu od innych ciał, nie mogłam stwierdzić jak ten kucyk umarł, gdyż nie był rozcięty na części. Ciało straciło całą sierść, skóra była łuszczącą się mieszanką czerwieni i szarości. Oczy szeroko otwarte, wyschnięte i skierowane w różne strony. Resztki grzywy i ogona miały taki sam kolor, jak okropnie pożółkłe zęby. Dziwne, mięsiste wyrostki wisiały z boków. Początkowo wzięłam je za mutacje, lecz później zorientowałam się, że patrzyłam właśnie na skrzydła! Było to ciało pegaza. Obdarte z piór i włosów, skrzydła wyglądały dziwnie i odrażająco. (…)(3)

Czy naprawdę do stworzenia poruszającej, poczytnej i pracochłonnej dla twórców i tłumaczy (a czasochłonnej i dla twórcy, i dla odbiorcy) opowieści postapokaliptycznej, potrzebujemy kucyków?

Pytanie to należałoby przekornie nieco odwrócić i zapytać: Czy nie przydałoby się wprowadzić kucyków na pustkowia?
Jeśli miłośnik danej produkcji woli kiepsko napisane, wtórne czy naiwne fanfiction względem „pełnowartościowej” produkcji z innego uniwersum – znaczy to właśnie dokładnie to, co znaczy. Każdy fandom posiada swoją własną scholastykę, o którą się opiera; spojrzenie na popkulturę odbywa się w niej przez odwrócony pryzmat. Bardziej niż zainteresowanie różnorodnością, w której obiekty uwielbienia pełniłyby rolę podrzędną, istotne jest widzenie innych motywów w świetle fandomowej przydatności. Stąd nie zna granic niedosyt maniaków Harry’ego Pottera, którzy po piętnastu wersjach jego życia dokładają szesnastą. Zainteresowanie obiektem fanowskiej aktywności jest po prostu tak duże, że nadaje ona ton codziennemu życiu. Jeśli aktywność ta przejawia się zbiorowo, to właśnie wówczas zjawisko – da się oddzielić od „zwyczajnego” lubienia danej rzeczy. Wtedy mówimy o „manii”. O fenomenie. Tylko dlaczego właśnie MLP?

Jak to się zaczęło?

Fenomenu dzisiejszych kucyków należy szukać już w końcu lat osiemdziesiątych, kiedy to Hasbro, amerykański koncern produkujący zabawki, postanowił poszerzyć działalność o produkcję kreskówek. Nic tak nie „ożywia” rynku produktów dziecięcych, jak przedmioty, nawiązujące do bohatera masowej wyobraźni. Dziś w ofercie Hasbro, oprócz zabawek z serii MLP, znajdują się m.in. marki Transformers, Star Wars, Marvel (ze Spidermanem i Iron-Manem na czele) czy Monopoly. Według mlppolska.pl, krajowego forum, zrzeszającego bronych, prototyp późniejszych czterech serii kuców, zwanych generacjami, firma wypuściła już w 1981 r. Był to duży konik do czesania i stylizacji, w dwóch wersjach kolorystycznych, a nazywał się My Pretty Pony. Rok później pojawiło się sześć mniejszych zabawek o słodkich imionach, dwa lata później – pierwsza forma współczesnej Applejack, jednej z bohaterek dzisiejszego serialu. W 1984 r. kucyki wkroczyły na ekrany. Od tego momentu kucyki systematycznie pojawiały się jako figurki do kolekcjonowania (ich rzadkie egzemplarze osiągają dziś na aukcjach niebotyczne ceny), a dwie spośród generacji [informacja za: mlppolska.pl, przyp. aut.] doczekały się również serialu o sobie.

Targetem pierwszych wydań serialu były małe dziewczynki (i są nim także w MLP: Friendship is Magic), jednak opływające lukrem kreskówki, dobre dla „małych księżniczek”, urągały swoją cukrowością inteligencji i poczuciu smaku opiekunów. Zabawki sprzedawały się jednak dość dobrze, w ilości satysfakcjonującej Hasbro przez kolejne 15 lat od wypuszczenia serialu z generacją pierwszą. Internetowy boom przyniósł na początku lat dwutysięcznych straty spółce. Powstał więc nowe filmy, gry i reedycje, jednak nie poprawiły one sprzedaży w sposób znaczący. W 2009 roku zdecydowano się na mały „lifting” kreskówki.

Sprawę powierzono Lauren Faust – animatorce odpowiedzialnej za sukces takich seriali jak kultowe [jak dla kogo, dopisek z dn. 07.01'14] już Atomówki, czy Dom dla zmyślonych przyjaciół pani Foster(40. Serial został „odkryty” na amerykańskim image boardzie 4chan, gdzie użytkownicy zaczęli wymyślać alternatywne historie, modyfikować odcinki i po prostu rozmawiać o serialu. Właśnie tu powstało określenie brony. Wszystko co dalej, jest „like a sparkle”. Iskrą, błyskawicą. Wirusem infekującym szybko i skutecznie. Zwłaszcza zaś dorosłych mężczyzn: kolegów, braci, przyjaciół, współpracowników. Niekoniecznie dzieciatych.

Trop pierwszy: Ach, te baby…

Dlaczego kreskówka dla dziewczynek jest tak popularna wśród mężczyzn? Na Schronie odpowiedzi próbował udzielić jeden z naszych użytkowników: Rezro. I chociaż zaznaczył, że jego hipoteza jest podana pół-żartem, wcale nie od rzeczy byłoby się jej przyjrzeć [treść oryginalna, forma z korektą autorki]:

(…) Otóż wierutnym mitem jest jakoby mężczyznami kierowała jedynie fujara. Otóż dla dojrzałych mężczyzn nierzadko erotyka, w której zasłania się to, co najważniejsze, jest nierzadko atrakcyjniejsza niż tanie porno pełne rozkraczonych lasek... Dlaczego tak jest? Ponieważ dla dojrzałych mężczyzn niezwykle ważna jest estetyka, urok, charakter i swoista charyzma kobieca, a nie tani sex... O ironio, kreskówka, o której tu mowa, stanowi de facto esencję mitu kobiecości (dzięki talentowi Lauren) w swojej charyzmatycznej, lecz aseksualnej postaci (trafiają się co prawda też zoofile, ale na szczęście to margines). Stąd właśnie się bierze wysoka atrakcyjność tej kreskówki dla dojrzałych mężczyzn, bez związku z jakimiś zaburzeniami identyfikacji płci (choć swoją drogą zastanawia mnie kiedy zaczną oskarżać ją o rozwody, jak to jest w przypadku komedii romantycznych).(…)

W istocie, jeśli popatrzeć na czołowe bohaterki animacji (tzw. Mane Six), czyli Twilight Sparkle i jej najbliższe przyjaciółki, można pokusić się o spostrzeżenie, że razem stanowią ucieleśnienie partnerki idealnej. Taka dziewczyna marzeń byłaby inteligentną i oczytaną (typ Twilight), wrażliwą i pełną dziewczęcego, niewinnego uroku (typ Fluttershy), a jednocześnie charakterną, nie dającą sobie w kaszę dmuchać, towarzyszką-kumpelą (typ Rainbow Dash). Zarazem wyśniona kobieta-ideał dbałaby o rodzinę i ognisko domowe (jak Applejack), a przy tym pozostawałaby na wskroś kobieca, elegancka i z domieszką rozczulającej mężczyzn babskiej próżności (jak Rarity). Całości dopełniałaby spora szczypta szaleństwa, optymizmu i poczucia humoru; dziewczyny nieskrępowanej i frywolnej, z którą można się przyjemnie zapomnieć (Pinkie Pie). Po rozbiciu modelu na poszczególne „atomy”, czyli kolejno wszystkie z sześciu głównych bohaterek, nadal mamy do czynienia z archetypami bardzo popularnymi w zestawie męskich fantazji: panią bibliotekarką-cichą wodą; niewiniątkiem, które aż chce się uczyć i prowadzić ku dojrzałości (także seksualnej); chłopczycą, co to do tańca, różańca i można konie kraść; gospodynią na medal; zmysłową elegantką, pełną czaru diwy czy gwiazdy filmowej, a wreszcie z typem „młodszej siostry”: naiwnej, przyjacielskiej, dziecinnej jeszcze, ale przez to zdolnej do bezpardonowej uciechy, na jaką nie stać byłoby kobiety dojrzałej (Pinkie). Kopytne bohaterki są ponadto dobre, czułe, wierne niezależnie od głównego rysu ich osobowości (nawet jeśli Rainbow bywa cyniczna i złośliwa, Apple szorstko przyziemna, a Twilight zarozumiała). Władczyni Equestrii, księżniczka Celestia, parodiowana jest jako lubiąca ostrą zabawę kobieta u władzy.

Taka interpretacja – odczytywania mitu kobiecości w bajce dziecięcej – potwierdza się w oszałamiającej liczbie przypadków tzw. humanizacji kucyków. Humanizacje to nic innego, jak przedstawianie (głównie graficzne i filmowe, rzadziej w innych obszarach twórczości) zwierzęcych bohaterek jako po prostu dziewczęta czy kobiety, często w erotycznej czy wręcz pornograficznej konwencji. Gwoli sprawiedliwości, humanizacji poddaje się także męskich bohaterów (Big Macintosha czy Spike’a), lecz najczęstsze jej obiekty to kucyki żeńskie, również drugo- i trzecioplanowe. Animacje z serii pony clopping (przedstawiające masturbujące się kucyki) oraz interpretacje relacji między kucykami i epizodów z serialu w ero-wersjach, rzucają cień na dziecięcą, niezafałszowaną szczerość fascynacji płci męskiej bajeczką o konikach. Część fandomu zdecydowanie sprzeciwia się przenoszeniu akcentów seksualnych, aluzji ze świata dorosłych – do scenerii niewinnych animacji dla dziewczynek. Wydaje się jednak, że, zwłaszcza wobec istnienia (tyleż żartobliwej, co sensownej) „zasady” trzydziestej czwartej funkcjonowania sieci – sprzeciw ten ma niewielki sens. Jeśli popatrzymy na ludzi z subkultury furry lub japońskich otaku, odczuwających pociąg do postaci mangowych czy sexdolls – to „przyprawianie” kreskówek dziwić nie powinno. Neytiri, piękność z „Avatara”, właśnie pięknością być musiała; gdyby obcy byli równie „uroczy”, co bakterie z reklamy Domestosa, nie byłoby powodów do kibicowania obywatelom Pandory w ich nierównej walce z Ziemianami. Nie byłoby wątku miłosnego i niezliczonych grafik, poświęconych Neytiri.

Erotyka zawoalowana pojawia się często tam, gdzie chodzi o zamaskowanie szczerej, brutalnej prawdy o związkach damsko-męskich; o tym, że są one na wskroś skomplikowane, często bolesne, a partnerzy mają nierzadko spore wymagania, którym trudno sprostać, będąc nieśmiałym, niepewnym siebie, mało zadbanym. Postaci z animowanych serii są pozbawione pierwiastka fizjologicznego. Nie walczą z trądzikiem, starzejącą się skórą, łojotokiem. Nie są w lustrze powiększającym mniej piękne, niż z odległości. Jeśli się ubrudzą, wciąż pozostają słodkie. No i, last but not least, można nimi manipulować jak kukiełkami w teatrze, dopisać do ich przygód własne scenariusze. Mieć kontrolę nad obiektem westchnień.

„Ciemną”, kompensacyjną stronę fascynacji kucykami pokazuje filmik My Little Brony(5) . Zapuszczony, zarośnięty, gruby mężczyzna jest odrażający, a jego pieszczotliwe zwracanie się do figurek i głaskanie ich ma w sobie coś groteskowo strasznego. Nie da się ukryć, że wielu fanów kucyków traktuje je z atencją nieco… przesadną. Niezrozumiałą dla postronnych. Tłumaczenie kucykomanii „regułą 34” wciąż nie daje jednak odpowiedzi na pytanie, co i jak. Dlaczego ta, nie inna kreskówka ze zwierzęcymi bohaterami. Problem nadal tkwi (Twi?) i frapuje, pora na kolejną hipotezę.(...)

C.D.N. (w następnym newsie, gdyż edytor przejadł się taką ilością znaków. Ahoj!!!)

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

08 stycznia 2014
Pony Wastelander – gdyby Przybysz z Krypty miał kopytka…O fenomenie MLP, tym razem w całości [felieton]. Cz. 2 - 19:31 - Cichutki Spec

Zamiast wstępu

kucyk postapo
Dla wytrwałych fanów kucykowych rozkminek mamy... nie, nie kminek dla Specynek, co sugeruje najładniejsza emotka na forum Trzynastego (że jest najładniejsza, to nie ulega wątpliwości, Uqahs się postarał był) część drugą felietonu poświęconego popularnej (no właśnie, jak popularnej? To jest dobre pytanie, od kiedy w popkulturze zaczyna się przejrzałość... Tygodnia? Miesiąca? Roku? Stare filmy to dla wielu mi współczesnych te z 2000 r.) bajce dla dzieci.

Bajka ta w krótkim czasie doczekała się barwnej społeczności fanów, ale też i zaciekłych wrogów, upatrujących w ostrą kreską rysowanych przygodach kopytnych bohaterek – zła wszetecznego. Najlepiej wyrobić sobie opinię własną, która w moim przypadku ma wiele wspólnego ze zwyczajnym zdrowym rozsądkiem i pilnowaniem tego, co oglądają szkraby. To, jaki paradygmat dominuje we współczesnych produkcjach dla dzieci i młodzieży, jest tematem na osobną dyskusję (z wcale nie wydumaną tezą, że bywa on często szkodliwy, serwując jako środki zaradcze w problemach życiowych – hokus-pokus zamiast bycia fair).

Więcej rozważań znajdziecie w samym tekście (poświęconym w dużej mierze już nie szkrabom, a dorosłym fanom serii, płci męskiej). Oto jego druga część, ostatnia, wraz z podaniem materiałów źródłowych.


ORYGINALNY, PEŁNY FELIETON (Zachowano formatowanie; indeksy przypisów zostały zmienione na cyfry w nawiasach.)

Pony Wastelander – gdyby Przybysz z Krypta miał kopytka…

Rzecz o postapo i … kucykach. Niekoniecznie w tej kolejności [cz. II]

Trop drugi: Lepsza strona świata. Dorosłe dzieci

Po sukcesie wspominanego już „Avatara”, rozemocjonowali się psychologowie i spece od popkultury. Bo film tak kolorowy, wzruszający, baśniowy, że w zderzeniu z rzeczywistością – bęc, depresja. Po obejrzeniu hurtem iluś odcinków MLP pod rząd osobiście widziałam świat bardziej szary, niźli jest, po czym z rozczarowaniem stwierdzałam, że „ludzie jednak tak nie żyją, jak kucyki. Ale w sumie to szkoda”.

Autor jednak średnio nadaje się na obiekt badań, dlatego przyjrzałam się, czy podobnych objawów nie widzę u zadeklarowanych fanów. Istotnie, dało się wyłowić głosy „pokucykowej frustracji”. W Ponyville, gdzie każdy sąsiad odnosi się do ciebie miło lub przynajmniej znośnie, z okazji urodzin urządzają ci przyjęcia i pogodę można zmienić zdolnościami pegazów – życie zbliża się do ideału. Jeśli dłużej z ideałem obcować – tym bardziej razi szarzyzna codzienności. Zjesz za dużo landrynek, na słodkie nie patrz. Znacie? Znacie…

Szukanie specyficznej wrażliwości – kobiecej i dziecięcej – w sobie samych, w otaczającym świecie – to kolejna interpretacja fenomenu MLP. W sieci można natrafić na wzmianki o tym, jakoby grupa bronych uratowała jakiegoś nieszczęśnika przed samobójstwem, jak serial zmienił widzów na lepsze, itd. Czytamy o wzroście serdeczności, pewności siebie (choćby poprzez akceptację skrajnej nieśmiałości, jaka cechuje Fluttershy), wyrozumiałości wobec bliźnich. Uczestnicy ponymeetów mają opinię spontanicznej i radosnej grupy, złożonej nie tylko z młodzieży. Bronies doradzają sobie nawzajem, by „hejterów” – osoby z gruntu nastawione do MLP agresywnie, nietolerancyjnie – zwalczać cierpliwością i tolerancją własną. Oczywiście, słynne już „haters gonna hate” działa i w inny sposób; nie tylko jako okazywanie wyrozumiałości czy pobłażliwości wrogom, ale i jako środek prewencyjny wobec ewentualnych dyskusji, krytyki, szukania drugiego dna. „Jaram się i nic ci do tego”, brzmi niepisane hasło wielu fanów różnych produkcji. Inaczej: coś lubię, a ty, „znawco”, nie doczepiaj ideologii. Czasami trudno jednak nie czepiać się, nie szukać.

Odnalezienie pierwiastka niezakłamanej dobroci w serii o Twilight i jej przyjaciółkach to wniosek nie wyczerpujący tematu. Bo przecież są i inne kreskówki. Dlaczego akurat ta? Czyżby rynek kreskówek zszedł na psy?

Poprzednie produkcje Lauren Faust nie mają w sobie słodyczy i szczerości „koników”: Atomówki bazują wręcz na przemocy, Dom dla zmyślonych przyjaciół pani Foster z kolei – ma dość psotnego bohatera, Blue, dostarczającego wielu kłopotów swojemu opiekunowi. Ta ostatnia kreskówka jest też szybciej animowana, bardziej hałaśliwa i ogółem przeznaczona dla starszego odbiorcy, jako bardziej abstrakcyjna i złożona. Odchodząc od produkcji Faust, a kierując się ku animacjom jako takim – dość ciężko odnaleźć między nimi bajkę, która nie byłaby bohomazem, nie opowiadała o małych złośliwcach, oszukujących, jak się da, rodziców, superherosach czy przybyszach z innej planety. Są to produkcje pełne agresji, z niewyobrażalnym dla młodego mózgu stężeniem bodźców zmysłowych (animacja galopuje, kolory rażą, dźwięki trudno znieść), niekiedy dość śmiało uprawomocniające krętactwo, szyderstwo czy bójki. Andy z Ach, ten Andy! serwuje kolegom mało wymyślne żarty i dokucza siostrze za nic. Bliźniaki Cramp nienawidzą się. W innej kreskówce niejaki Dzieciak walczy z kosmicznym, wyjątkowo nieprzyjemnym Kotem. Także Dzieciak ma siostrę, która (dziwne?) oczywiście jest brzydka, upierdliwa i faworyzowana przez ojca (siostra to zresztą zło także w Karolu do Kwadratu). O produkcjach takich jak Ed, Edd + Eddy da się chyba wspomnieć chyba tylko w kontekście błędów wychowawczych, jaskrawego paskudztwa zwanego Jam Łasica oglądać się nie da. Produkcje anime czy też komiksowe serie o bohaterach to działka nastolatków i starszych dzieci. Propozycje dla młodszych, do obejrzenia na Mini-mini są zaś usypiające dla rodziców, a często też niesłusznie traktują dziecko jako niepełnowartościowego człowieka, który nic nie wie i trzeba mu spieszczać każde słowo (a przecież dziecko ma swój rozum). Osobną kategorię można by jeszcze stworzyć dla starszych, mądrych często bajek, jak Muminki, Gumisie, Smerfy, Reksio. Te jednak powstały przed erą Internetu i nie mogły się doczekać w odpowiednim czasie własnego odpowiednika „Ponychana”. Nie wszystko, co starsze, jest zresztą „bezgrzeszne”; dość wspomnieć o myszce Jerrym, która kota Toma bije i torturuje na wszelkie sposoby, tak wymyślne, że nic tylko się uczyć metod uprzykrzania życia bliźnim.

Na tle wszechogarniającego badziewia kucyki naprawdę mogły się wysforować. Soczyste, pełnokrwiste charaktery, emocjonująca fabuła, żywe dialogi, prowadzone w oryginale przez mistrzów dubbingu, którzy z pasją wcielają się w swoich bohaterów… Ale, ale, stop! Wszak typowy brony liczy sobie dwadzieścia parę lat, a seria jest oglądana również przez odbiorców w wieku negowania wszystkiego, jak leci, zwłaszcza jak to coś jest uczuciowe – czyli gimnazjalnym. W wieku 20+, przy znacznym opóźnianiu się i przedłużaniu decyzji o założeniu rodziny – niewielu bronych ma własne dzieci. Nie wszyscy mają młodsze rodzeństwo. Zarówno dwudziestolatki, jak i gimnazjaliści niekoniecznie plasują się więc w grupie tych, którzy mimochodem mogli zarazić się kucykową pasją od córek czy siostrzyczek. Nie drogą od dzieci do dorosłych kucykowy „wirus” rozpowszechnił się z prędkością światła. Zarażano koleżanki i kolegów, często tych drugich – braci, kompanów od piwa.

Kucyki stały się „chorobą” facetów.

Do odkrywania zagubionej wrażliwości i tęsknoty za kobiecością można więc dołączyć kolejny trop: kryzys męskości. I taki głos w dyskusji się pojawia. Panie zaanektowały już każdą dziedzinę męskiej aktywności, którą mogły, łącznie z noszeniem broni i dźwiganiem ciężarów na budowie. A jednocześnie, skoro same stały się twardsze niż były – niejako zmusiły mężczyzn do bycia jeszcze bardziej męskimi, niż to możliwe. Właśnie przez to, że złamały płeć brzydszą, zażądały, by owa płeć przestała tak łatwo poddawać się wojującym babom. Jednocześnie projektanci mody, lewicujący intelektualiści i piękni trzydziestoletni wolnego zawodu zaserwowali samcom metroseksualne trendy. Zgłupieć można, prawda, panowie? Który chłop nie wytrzymał, ten w kucyki zwiał. Piszę to z lekką ironią, jednak mając świadomość, że należałoby rozważyć i tę tezę. Jak bez wstydu, zażenowania, ryzyka przyłapania na łzach, dorosły facet ma zaznać świata wrażliwości, miękkości, nie stając się „ciotą”? Ano, metodą swoistej regresji: powracając do czasów, w których jeszcze wiele mu było wolno w zakresie uczuciowości (choć i tak uczono, go, że chłopaki nie płaczą): do dzieciństwa. Nie ma powodów do wykazywania istnienia w fascynacji MLP odniesień koniecznie gejowskich czy lesbijskich. Od tęczowej grzywy do rzekomej zniewieściałości bronych i ich orientacji homoseksualnej daleka droga. Wśród fanów mają się znajdować m.in. wrestler John Cena i były prezydent Bill Clinton, których o zniewieściałość trudno posądzić. Nie zapominajmy też o pegasisters. Gwałtowne przyspieszenie cywilizacyjnych zmian wielu współczesnych dwudziestokilkulatków, trzydziestolatków, płci obojga – z dzieciństwa przedwcześnie i boleśnie wyrugowało Dzieci dojrzewają szybciej, szybciej zdobywają „zakazaną” wiedzę. Ale, wypchnięte z okresu błogiej nieświadomości świata otaczającego, wcale nie stają się dojrzalsze. Znacznie wydłużył się okres usamodzielnienia się człowieka, zdobycia przez niego własnych środków do życia, dachu nad głową i życiowego status quo. Niebezpiecznym skutkiem robienia sobie wycieczek w dzieciństwo, jest, mimo ewidentnych korzyści z takiego eskapizmu (choćby psychicznego uspokojenia, ukołysania) infantylizm całych społeczeństw. Kucyki nie są pierwszą bajką czy zajawką skierowaną do dzieci lub młodzieży, na punkcie której oszalał cały świat. Wiele produktów popkultury ma dziś „target ukryty”: tam, gdzie produkt (pozornie) bezpośrednio kieruje się do dzieci czy młodzieży, bierze się jednocześnie pod uwagę odbiorców dorosłych. Ba, cała popkultura ma w sobie coś szczeniackiego, trudno temu zaprzeczyć. Ustala się, klaruje w buncie, buntem napędza i pogania, dzikością i zuchwałością stoi. Co jest wcale dobre dla odświeżenia skostniałego czasem świata utartych kanonów i osądów. Gorzej, jeżeli popkultura przypomina gangrenę, stopniowo ogarniającą całe ciało współczesnej cywilizacji. Najgorzej, jednak, kiedy… zaczniemy panikować z tego powodu.

Bo panika ma to do siebie, że jest nierozumna. Z pewnością chybiony jest zarzut, jakoby bronies byli zdziecinniali, jeśli wziąć pod uwagę, że bajką „jarają się” prezesi firm i studenci nauk ścisłych – ludzie, którzy potrzebują psychicznej odporności i jasnego myślenia, specyficznego dla działania w obszarach nauki, techniki. Czy dopatrywać się istnienia w kreskówce specyfiki charakterystycznej dla tworów „podwójnie targetowanych”?

Z odcinka na odcinek Hasbro coraz częściej puszczała oczko do dorosłych. Nie wszystkie pojęcia i określenia z kreskówki są zrozumiałe dla małych dzieci; target przesunął się z sześciu-, siedmiolatków (siedmiolatek?) o kilka stopni wyżej. Psycholog dziecięcy czy neurofizjolog zapewne poddałby w wątpliwość intensywność bodźców, atakujących dziecięce oczy czy uszy (mimo odbijania od tła, kucyki i tak stanowią feerię barw, a piskliwie i wysokie tony niektórych głosów, zwłaszcza w piosenkach, mogą drażnić). Niektóre słowa („spektakularny”, „fashionistka”, „haute couture”), gagi (np. nagłe mówienie Sweetie Belle po francusku,) lub aluzje (Photo Finish wzorowana na Lady Gaga, wpleciony w dekoracje symbol z serialu Star Trek, nawiązania do filmów dla dorosłych) – są czytelne tylko dla rodziców i opiekunów. Jako produkt dla dzieci, animacja jest realizowana w naprawdę szybkim tempie, z bardzo żywą, liczną w zawiłe zdania mową, zahaczającą o krzyk. Wątpliwe stają się zachowania bohaterek, które, teoretycznie, po kilku listach do Celestii powinny wyzbyć się nagminnie występujących, negatywnych zachowań (jak np. RD – chociaż reprezentuje klejnot lojalności, jest uderzająco często samolubna i nie dba o zasady przyjaźni, jakby nauki nic jej nie dały; m.in. oszukuje AJ w zawodach). W niektórych odcinkach wręcz celowo zdemonizowano najsympatyczniejsze postaci, najprawdopodobniej robiąc to dla dorosłych (Twilight umyślnie skłóca z sobą małe kucyki, wpadając nieomal w ciężką neurozę, a Fluttershy okazuje się zaborcza i despotyczna w swojej miłości do zwierząt). Niejasne są pomieszania motywów (w jednym odcinku przyjaciółki ze Znaczkowej Ligi udają aniołki, królik Fluttershy nosi mię Angel, natomiast w chwilach silnych emocji woła się „My Gosh!”) i ci rodzice, którzy przekazują dzieciom określony światopogląd religijny (lub właśnie wątków religijnych wyzbyty), mogą mieć problemy z kucykami. Bywa, że pojawiają się nielogiczności; czynności polegające na chwytaniu kucyki załatwiają zębami, co jednak nie przeszkadza im trzymać w kopytkach przedmiotów tak, jakby miały palce. Niekiedy niektóre elementy gwałtownie pojawiają się i znikają, jak gdyby animatorzy nie chcieli już dopieścić kolejnej klatki. Plusem jest fakt, że każdy kucyk wykonuje pożyteczną pracę, a wszystkie bohaterki, po zdobyciu Uroczego Znaczka, stają się samodzielne i społecznie aktywne. Bohaterowie mają silne więzi rodzinne, koleżeńskie, sąsiedzkie. Nawet kucyki o mniej przebojowym charakterze mogą się wybić, bo reszta je dopinguje. W najbardziej emocjonujących chwilach, seria autentycznie wzrusza i pokrzepia.

Czy gloryfikować ją z tego powodu, zwłaszcza mając w pamięci wspaniałe, przepiękne rysunki starej szkoły animacji, oparte o nienatrętny, niemęczący oczu realizm (taka łagodna, nie kanciasta, dopieszczona kreska jest obecna np. w Pszczółce Mai czy nawet starszych, choć przesłodzonych, Ponies)?

Czy wieszczyć kucykomanii żywot dłuższy niż Gangnam Style, okres półtrwania ponad chwilową modę? No i przede wszystkim – potępiać, załamywać ręce? Albo przeciwnie – rozpływać się nad prostą flashową animacją, dobrą, ale przecież jedną z wielu, wręcz prymitywną, jeśli chodzi o szkołę rysunku?

Trudno przewidzieć, czy dzisiejsze kucyki utrzymają się przez lata tak długo, jak choćby Papa Smerf i spółka. Czy wejdą na trwałe do popkultury, jak Batman dla starszych czy Mikołajek dla młodszych. Efemeryczność naszych czasów powściąga i wywraca na nice wszelkie sądy i prognozy; to, co, wydawałoby się, szybko powinno zniknąć z sieciowych memowisk, utrwala się na dobre, a wartościowe produkcje przechodzą bez echa. Niewykluczone, że studenci, smarujący prace dyplomowe o przeróżnych zjawiskach, zwłaszcza ci z kierunków zorientowanych wokół nauk społecznych – zaczną pisać i o kucykach Faust, i o bronych. Wprawne oko socjologa dojrzy być może zależności we wszystkich przedstawionych tu próbach-tropach wyjaśnienia „fenomenu MLP”. W zasadzie mają słuszność i ci, którzy twierdzą: „Pokaż mi, czego słuchasz, co oglądasz, co czytasz i co masz na biurku, a powiem ci, kim jesteś”, jak i ci, którzy oglądają i wiedzą, że haters gonna hate i na tym stwierdzeniu kończą. Warto jednak odnotować, że w pędzącym na łeb, na szyję i dość „zimnym” (wybetonowanym i technicznym do bólu) świecie, co jakiś czas pojawiają się, niekiedy przyjmując formy dość wybujałe, zrywy, trendy czy mody ukierunkowane na wrażliwość, ciepło, kolor. Emowcy, bronies, dzieciorośli – może niekoniecznie powinni nas śmieszyć, zniechęcać czy na dzień dobry wywoływać odruch politowania. Bo to właśnie oni, niezależnie od bycia modnym, lansu, pozoru – mogą ocalić wartości, na które ci silni, poukładani i dojrzali – nie mają czasu ani cierpliwości. Jeżeli atomówki spadną nie na Equestrię, a nasz świat, będziemy potrzebowali właśnie Elementów Harmonii, klejnotów przyjaźni z My Litte Pony: Friendship is Magic. Zbliżając się do końca moich kopytkowych rozważań, zacytuję dra Jacka Kurzępę:

– Nawet jeśli nam zabawa kucykami wydaje się abstrakcyjna, nie powinniśmy tego w żaden sposób stygmatyzować, próbować nazywać „normalnym” czy „nienormalnym”. (…)Widocznie im daje to jakąś radość, daje to, czego im brakuje w realnym życiu i relacjach – zaufanie, przyjaźń, szczerość, wiarę w innych ludzi i siebie. Nikogo nie krzywdzą, przeciwnie, fascynuje ich świat, w którym wrażliwość jest wszechogarniająca. Kucyki łączy przyjaźń. Być może bronies substytut tej bliskości odnaleźli w sieci(…).(6)

Taki sposób widzenia zjawiska i mnie wydaje się słuszny. Jeśli mam wybierać między młodzieżą, starszą czy młodszą, bądź też całkiem dorosłą (sprzeczność zamierzona), tracącą czas na oglądaniu niesmacznych dowcipów lub scen przemocy, zalewaniu się w trupa czy kłótniach netrolli – wolę, by ta sama młodzież trwoniła go na kucykach. Jeśli trzeba zmarnować czas, by nie roztrwonić przyjaźni, serdeczności – to czas ten nie jest właśnie zmarnowany. Możliwe, że fala kucykomanii to jeden z ostatnich (ostatni?) tak wyraźny zwrot w stronę dziecięcej szczerości i życzliwości. Szkoda by było go stracić. Bronym, sympatykom i hejterom mówię więc na do widzenia:

Brohoof!

Twishy Flutterlight (Specynka)

Słowniczek

AJ – skrót od Applejack, jednej z bohaterek serii
Mane Six – określenie zbiorcze sześciu przyjaciółek, głównych bohaterek serialu (ang. „mane” – „grzywa” lub „czupryna”, żartobliwie)
MLP – skrót od My Little Pony
RD – skrót od Rainbow Dash, jednej z bohaterek serii

Resztę określeń związanych z fandomem bronych znajdziecie na stronach źródłowych.

(1) Za: Kochamy pony, są nas miliony; artykuł w : Metro MSN (dostęp z dn. 21.11.12)
[http://metromsn.gazeta.pl/Gwiazdy/1,126479,11098458,Kochamy_pony__sa_nas_miliony.html]
(2) Informacje według źródła, patrz przypis 4; od tego czasu, liczba rozdziałów mogła ulec zmianie.
(3) Fragment Rozdziału Trzeciego fanfiku: Fallout: Equestria w tłumaczeniu polskim. Za: For Glorious Equestria (www.fge.com.pl)
(4) Za: Fenomen Bronies; artykuł w: Interia 360°; Dziennikarstwo Obywatelskie (dostęp z dn. 21.11.12)
[http://interia360.pl/artykul/fenomen-bronies,49074]
(5) Chodzi o filmik My Little Brony, zrealizowany przez College Humor Animation, dostępny na Youtube
(6) Za: Kochany pony…, por. przypis 1

Źródła:

1. For Glorious Equestria [polska odsłona, przyp. aut.] (www.fge.com.pl)
2. Maciej Czerwiński, Fenomen Bronies, artykuł z portalu Interia 360°; Dziennikarstwo Obywatelskie (http://interia360.pl/)
3. Igor Nazaruk, Kochamy Pony, są nas miliony, artykuł z portalu Metro MSN (http://metromsn.gazeta.pl/metromsn/0,0.html)
4. My Little Pony Friendship is Magic Wiki – Wikia (pl.mlp.wikia.com/)
5. My Litte Pony Polska – forum (mlppolska.pl)
6. na Wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/My_Little_Pony:_Przyja%C5%BA%C5%84_to_Magia
7. Youtube.com (www.youtube.com)
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

15 stycznia 2014
Postapokaliptyczna wizja Polski 2033 wkrótce w księgarniach - 2:13 - Squonk
Ilustracja do newsa Postapokaliptyczna wizja Polski 2033 wkrótce w księgarniach
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Rok 2014 przełomowy dla polskiej edycji Uniwersum Metro 2033

Przed czterema laty w Polsce ukazała się powieść Dmitrija Głuchowskiego Metro 2033. Postapokaliptyczna wizja świata rosyjskiego pisarza podbiła serca polskich czytelników – oprócz wielu entuzjastycznych recenzji świadczą o tym suche dane liczbowe: w roku 2013 nakład polskiej edycji Metra 2033 przekroczył sto tysięcy egzemplarzy!

Niedługo po premierze Metra 2033 okazało się, że sukces tej powieści nie jest jednostkowy – wielką popularność zyskał również o wiele szerszy projekt – Uniwersum Metro 2033 – w którym swoje postapokaliptyczne powieści, utrzymane w konwencji pierwowzoru, tworzą autorzy zaproszeni przez samego Głuchowskiego.

Wydawnictwo Insignis opublikowało do tej pory przekłady pięciu powieści Uniwersum Metro 2033; każda z nich zawędrowała na wysokie miejsca krajowych list bestsellerów. W roku 2014 ukażą się w polskim tłumaczeniu dwa kolejne rosyjskie tytuły serii. Pierwszy z nich to Dziedzictwo przodków. Tod mit uns – powieść Surena Cormudiana, która trafi do księgarń w lutym. Drugi tytuł fani Uniwersum dostaną do rąk jesienią.

Polska 2033

W ramach projektu Uniwersum Metro 2033 wydano dotąd 43 powieści, napisane przez 32 autorów pochodzących nie tylko z Rosji, ale i z Włoch, Wielkiej Brytanii, Kuby, Ukrainy i Białorusi.

Choć akcja większości z nich toczy się na terenie Rosji (w Moskwie, Petersburgu, Nowosybirsku, Jekaterinburgu, Rostowie nad Donem, Samarze, w Polarnych Zoriach, Krasnodarze, Niżnym Nowgorodzie, Jarosławiu, Permie, Pietrozawodsku, Soczi, Władywostoku, Kaliningradzie i w rosyjskiej Arktyce), nie brakuje też powieści opisujących postapokalipsę innych miejscach na świecie; w Wielkiej Brytanii: w Londynie i Glasgow; we Włoszech: w Rzymie, Wenecji i Florencji; w Hawanie na Kubie; na Ukrainie: w Kijowie i Charkowie; w Mińsku na Białorusi; w Abchazji; na Biegunie Południowym i w Afryce.

Czas zatem na wyczekiwaną przez wielu postapokaliptyczną wizję Polski AD 2033!

Tak, to już najzupełniej oficjalna wiadomość: pierwsza polska powieść w serii Uniwersum Metro 2033 ukaże się w połowie 2014 roku. Kto ją napisze? Gdzie będzie toczyła się akcja? Które z polskich miast zostanie opisane na kartach książki? Te informacje wydawnictwo Insignis na razie skrzętnie ukrywa.

Pierwsze polskie "Metro" ukaże się również w tłumaczeniu rosyjskim, niedługo po premierze w Polsce. Zainteresowanie u naszych sąsiadów polskim wkładem w projekt jest bardzo duże.

Najpierw amatorzy

W Polsce Uniwersum Metro 2033 to nie tylko książki. To także portal www.metro2033.pl, zrzeszający fanów postapokalipsy. To miejsce, gdzie można m.in. publikować opowiadania osadzone w realiach świata powołanego do życia przez Głuchowskiego.

Wydawnictwo Insignis zachęca młodych twórców do pisarskiej aktywności: w roku 2013 odbył się konkurs na najlepsze opowiadania napisane przez fanów serii. Użytkownicy portalu w głosowaniu dokonali wstępnego wyboru najciekawszych tekstów, spośród których ostatecznych zwycięzców wyłoniła redakcja wydawnictwa Insignis. Opowiadania te już na dniach ukażą się w darmowym e-booku zatytułowanym W blasku ognia.

Zainteresowanie tą formą twórczej aktywności przerosło oczekiwania wydawcy, a perspektywa posiadania osobistego wkładu w oficjalną książkę, ukazującą się pod marką Uniwersum Metro 2033, zadziałała na amatorów postapokalipsy niezwykle inspirująco. W związku z powyższym wydawca ogłosił kolejny konkurs, w którym młodzi adepci pióra mogą zgłaszać do oceny czytelników i redakcji owoce swojej literackiej twórczości. Najlepsze spośród nadesłanych opowiadań zostaną opublikowane w kolejnym e-booku.

Głuchowski to nie tylko Metro 2033

Rok 2014 dla miłośników twórczości Dmitrija Głuchowskiego okaże się ważny jeszcze z innego powodu. W czerwcu na półki polskich księgarń trafi jego najnowsze dzieło – powieść SF zatytułowana Przyszłość. Autor opisuje w niej ludzkość, która odkryła tajemnicę nieśmiertelności i jednocześnie musi zmagać się z przyrostem naturalnym. Przyszłość to nie tylko znakomita fantastyka. To również ciekawy eksperyment filozoficzny, pretekst, który Głuchowski wykorzystuje do postawienia niewygodnych pytań o wiele intrygujących aspektów sensu ludzkiej egzystencji. Tłumaczenie powieści jest w toku.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Dziedzictwo przodków' - nowa książka z serii Uniwersum Metra 2033 - 2:50 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Już w pierwszym kwartale 2014 r. ukaże się kolejna książka z serii Uniwersum Metro 2033

"Dziedzictwo przodków". Tym razem czytelnicy przeniosą się do miasta-twierdzy Königsberg. Przedsionka Berlina. To ostatni przyczółek, po zdobyciu którego upadek Trzeciej Rzeszy stał się nieuchronny. Tę niegdyś niemiecką ziemię podczas II wojny światowej obficie zrosiła krew radzieckiego żołnierza.

Ale nawet teraz, kiedy przebrzmiały już echa ostatniej globalnej wojny, która zapędziła resztki ludzkości pod ziemię, są tacy, którym nie daje spokoju straszne dziedzictwo przodków. I w imię tego dziedzictwa są gotowi zabijać. Zabijać i umierać.

Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Insignis.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

„Po apokalipsie” Maureen F. McHugh – nowość w klimatach od Wydawnictwa REPLIKA - 22:28 - Cichutki Spec
NIE ŻYJE ĆWIERĆ MILIARDA CHIŃCZYKÓW

WYBUCH JĄDROWY W BALTIMORE

TAJEMNICZE AWARIE PRĄDU W SZPITALACH

BUNT ZOMBIE OPANOWANY

Akcja książki rozgrywa się w świecie, który uległ zagładzie.

Kres historii przybiera różne postacie: od pandemii śmiercionośnego wirusa, przez wysyp zombie, skażenie nuklearne, aż po uzyskanie samoświadomości przez maszyny. Pomimo rozgrywającego się w tle terroru, bohaterowie – zwykli ludzie, niepokojąco podobni do nas – walczą o przetrwanie w nowej rzeczywistości, nie ustępują w odkrywaniu siebie w związkach i przyjaźniach. Ich niezwykła ciekawość świata nie znika nawet w obliczu jego zagłady.

Koniec świata nigdy nie będzie taki sam...


Książka Maureen F. McHugh została uznana przez Publishers Weekly za jedną z 10 najlepszych książek roku 2011. Otrzymała nominacje do nagród: n im. Philipa K. Dicka 2011 oraz im. Shirley Jackson 2011. Dostała nagrodę Tiptree 2011. Wreszcie, last but not least, wyszła spod pióra autorki nie całkiem za granicą anonimowej; McHugh jest laureatką nagród: Hugo (1995) i Locus (1995) za „The Lincoln Train”. Dzięki Wydawnictwu REPLIKA, Po apokalipsie trafi do naszych księgarń. Premiera jej polskojęzycznej wersji, w tłumaczeniu Radosława Madejskiego, już dwudziestego pierwszego stycznia br. Więcej informacji o książce wkrótce na Trzynastym Schronie.

Źródło informacji: Wydawnictwo REPLIKA

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

18 stycznia 2014
Trzynasty Schron poleca: „Żółte ptaki” Kevina Powersa - klimatyczne odkrycie roku 2013 - 18:51 - Cichutki Spec
Powieść Kevina Powersa „Żółte ptaki”Wydawnictwo Insignis to nie tylko Uniwersum Metro 2033, które Czytelnicy Schronu znają i kochają. To także różnorodne gatunkowo książki zagranicznych autorów, z powodzeniem „ściągane” przez Insignis na nasz rynek i zdobywające serca polskich czytelników tak, jak zdobyły uznanie za granicą, gdzie nierzadko stały się bestsellerami (z pozycji nas interesujących warto wspomnieć np. „Gwiazdozbiór psa” Petera Hellera).

Kiedy zetknęłam się z famą towarzyszącą Żółtym ptakom Kevina Powersa, książka ta miała już swoich miłośników, twierdzących, że oto dokonali literackiego odkrycia roku. Ponieważ w parze z powszechnym zachwytem szła „klimatyczność” …Ptaków, uznałam, że warto będzie się z debiutanckim dziełem Powersa zapoznać. W myśl War… War never changes, przyglądamy się bowiem od dawna literaturze skupionej wokół konfliktów. Wojna w Iraku, temat, który wciąż nie okrzepł (czymże jest okres kilku lat od wycofania wojsk, gdy urazy trwają przez dziesiątki lat?), jątrzy sumienia, stawia pytania, frapuje nie tylko miłośników tematów historyczno-militarnych. A przede wszystkim - nie można powiedzieć, że skończyła się dla jej uczestników. W sensie fizycznym - tak. W sensie psychicznym i duchowym - może nie zakończyć się nigdy. Powers świetnie, a wręcz urzekająco, jak na debiutanta, o tych wszystkich pytaniach i wątpliwościach opowiedział. Szczerze polecam Żółte ptaki wszystkim naszym Czytelnikom, zachęcając ich do przeczytania recenzji poniżej. Wydawnictwu zaś dziękuję za możliwość obcowania z książką, którą śmiało możemy zaliczyć do czytelniczych rewelacji 2013 roku.

Autor: Kevin Powers
Tytuł: Żółte ptaki
Oryginalny tytuł: The Yellow Birds
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 2013
Liczba stron: 288
ISBN: 978-83-63944-12-4

Wojna się nie zmienia...
...Ale zmienia ludzi.

O pewnych rzeczach należy mówić prosto... lub wcale. Taki wniosek bardzo łatwo wysnuć, obcując z dziełami (pop)kultury poświęconymi największym ludzkim dramatom. Wielkim dramatem jest niewątpliwie wojna. Dzieła o niej traktujące - niekoniecznie. Opisując krwawe konflikty, dużo łatwiej otrzeć się o zadęcie, patos czy sentymentalizm, niżby miało to miejsce w przypadku sztuki nieco bardziej kameralnej, osnutej wokół bolączek pojedynczych ludzi. Innymi słowy - nietrudno przeszarżować.

Tymczasem Żółte ptaki Kevina Powersa to powieść, którą z dnia na dzień okrzyknięto arcydziełem. Najlepszy Debiut 2012 według Guardiana. Nagroda Fundacji Hemingwaya i PEN Clubu. Nominacje do innych nagród. Miejsca w licznych rankingach "Naj-..." i "Top ten" dla książki minionego roku. Entuzjastyczne recenzje. I do tego wszystkiego fakt, że ...Ptaki to powieściowy debiut. Nawet zachowując zdrowy dystans, trudno nie zaciekawić się tą nagłą falą krytycznego jednogłosu.

Żółte ptaki stały się w równym stopniu beneficjentem, co ofiarą tego zgodnego zachwytu. Bowiem rzeczywiście oczarować potrafią. Mogą jednak odstraszyć tych czytelników, którzy kojarzą hasło "książka o wojnie" wyłącznie z brutalną, męską opowieścią. Z szorstką, nastawioną na akcję historią o twardych facetach.

Sama fabuła nie jest szczególnie oryginalna. Natrętne skojarzenie z Szeregowcem Ryanem przyjdzie na myśl pewnie nie tylko mnie: z podobieństw mamy budzącą litość matkę, jej syna (tym razem jednego, jedynego), którego trzeba ocalić i fakt, że syn ten poszedł na wojnę. Niekoniecznie w tej kolejności co do wagi i niekoniecznie podobnie, jeśli chodzi o szczegóły losów filmowego Jamesa i literackiego Daniela, zwanego Murphem. Linia fabularna obejmuje z grubsza wszystko to, co staje się udziałem ofiar wojny: żołnierzy, ich rodzin, cywilów - lęki, nadzieje, rozczarowania, traumy, (roztrzaskane) idee i motywacje. Niechronologiczny, retrospektywny sposób jej podania związany jest ściśle z pierwszoosobową narracją, będącą zapisem wspomnień młodego szeregowca, Johna Bartle'a. To z perspektywy Bartle'a śledzimy fabułę, dosyć też charakterystycznie fragmentaryczną i rozmytą, jak ma to miejsce w literaturze wspomnieniowej i "rozliczeniowej". Tłem wydarzeń są współczesne zmagania amerykańskiej armii w Iraku, zaś miejscami akcji: wirginijskie Richmond, irackie miasto Al Tafar i Kaiserslautern w Nadrenii. Wojenny, bolesny epizod z życia Johna autor oparł na ledwo kilku sylwetkach, na pierwszy rzut oka dość typowych (naiwny żółtodziób, cyniczny weteran, etc.). Czym Żółte ptaki tak zachwyciły krytykę?

Diabeł tkwi w szczegółach. Ich piękno bywa w Żółtych ptakach anielskiej urody.

War never changes... To nie oryginalności treści będziemy szukać we współczesnej wojennej historii. Wojna jest niezmienna. Także i dwa podstawowe sposoby na formę - brutalny, naturalistyczny oraz wzniosły, romantyczny - już widzieliśmy. Właściwy trop wiedzie nie ku samej zawartości, a proporcjom - i tu można powiedzieć: ciepło, cieplej, gorąco.

Powers precyzyjnie połączył ze sobą momenty "anielskie" z wizją piekła; poetycką, głęboko humanitarną wrażliwość na piękno, życie, przemijanie - z naturalistycznymi, wstrząsającymi obrazami tragedii. Uniknął przy tym pokusy podsuwania odbiorcy morałów i gotowych rozwiązań. "Amerykańscy chłopcy" nie są u niego ani zbawicielami narodu, ani wyłącznie niewinnymi ofiarami rządzących i generalicji. Bartle ma dwadzieścia jeden lat, Murph osiemnaście, kiedy ich losy się łączą. Są więc z jednej strony mocno nieopierzeni, z drugiej - już w wieku, w którym nie można chować się pod matczyną spódnicą, świadomi własnych decyzji. W równym stopniu trudno ich bronić, co potępić. Oskarżać zaś się nie da bez rzucania kamieniem. Ich relacja nawiązuje się szybko, niejako mimochodem i w cieniu pewnego subtelnie zarysowanego fatalizmu (niemającego jednak wiele wspólnego z górnolotnie pojętym "przeznaczeniem"). Jeśli jest to przyjaźń - to trudna, nie do końca zdefiniowana i mocno zdeterminowana przez wojnę, która u Powersa nabiera cech spersonifikowanej, mrocznej siły. Zaciągając się do armii, każdy z bohaterów nieco dodał do wizerunku tej złej pani, karmiącej się lękiem. Lękiem tak silnym, iż w końcu zwyciężył - poddał mu się wrażliwy Murph, poddał Bartle, lekkomyślnie składając obietnicę matce przyjaciela.

Za wojną podążają też chłopcy mniej malowani, tacy jak sierżant Sterling - mężczyzna tak skomplikowany, w tak mroczny i pokręcony sposób kierujący się regułą osobliwie pojętej sprawiedliwości - że równocześnie przeraża i budzi współczucie. To w równym stopniu sprawna maszynka do zabijania, agresywny świr, co opiekun i prawdziwy brat łata dla podkomendnych.

Podobną niejednoznaczność, świetne operowanie światłocieniem widać też w odniesieniu do bohatera zbiorowego. Nienawiść Amerykanów do "hadżich" jest wybuchową mieszanką desperacji, żalu po stracie i prób odczulenia się na zabijanie. Nie jest to otwarta i bezpodstawna wrogość do drugiego. Murph, Bartle, Sterling, inni - podważają sens wojny, swojego w niej udziału, borykają się ze zmorami sumienia. Tyle, że... nadal walczą. Niektórzy uczestniczyli w walkach już wcześniej, wiedzieli na co się piszą. Nie da się ich wybielić. Z kolei mieszkańcy Al Tafar - nie są świętymi męczennikami "pod butem" amerykańskiego "okupanta". Muzułmanie bynajmniej nie przebierają w środkach, umieszczając bomby w zwłokach i niszcząc siedliska "swoich". Pociski lecą ze wszystkich stron, krzywdzi każdy. Pytania o cel i sens wojny gasną najszybciej. Później - jakiekolwiek inne pytania. Zostaje już tylko przytłaczające zmęczenie, w którym jedynie wspomnienia, zniekształcone i fragmentaryczne, podsuwają czasami odpowiedzi. Odpowiedzi tych nie udzieli już, jeśli w ogóle, człowiek zdrowy, lecz ten zniszczony przez wojnę.

Wywołane nią trwałe rozdarcie autor pokazuje na wielu płaszczyznach: fizycznej (sięganie po nieobecny karabin, automatyczne szukanie kryjówek w otoczeniu), psychicznej i duchowej. Ta ostatnia oznacza utratę tożsamości: ten, który wrócił, nie poznaje tego, który wyjechał. Człowiek podzielony nie ma już jednego czasu i jednej przeszłości; ma za to strzępki samego siebie z różnych czasów i miejsc.

Wiarygodność przeżyć Bartle'a i fikcyjnych przecież, ale poruszających zdarzeń, mógł osiągnąć Powers dzięki własnej biografii; sam był żołnierzem walczącym w Iraku. Al Tafar to anagram miasta, w którym służył. Byłoby jednak rażącym uproszczeniem twierdzić, że tylko pisarza-żołnierza stać na podobny autentyzm. Mocnym atutem Powersa jest forma. Głębię debiutu zawdzięcza przede wszystkim zdolnościom literackim.

Autor nie szafuje opisami krwawych jatek. Nie skupia się nawet na samej walce. Akcję montuje niespiesznie, z rozmysłem, wybierając z głowy bohatera pamięciowe "kadry", urywki i łącząc je tak, że chaos pamięci Johna nie jest bynajmniej chaosem w strukturze powieści. Wielość rozważań Bartle'a, przemycanych w jego refleksjach sądów, spostrzeżeń - nie przytłacza, choć nie wszystkie są odkrywcze, szczególnie zapadające w pamięć czy wiążące dla fabuły. Ba, niektóre nużą lub podane są w nieco przyciężki sposób. Te słabsze momenty pisarz rekompensuje jednak celnością obserwacji, empatią i umiejętnością czułego, ale nie sentymentalnego pisania o rozterkach serca. Świetnie rozumie, że szept głośniejszy jest czasem od krzyku, ale i z powodzeniem krzyczy. Nie ogranicza się przy tym do meandrowania po zakamarkach duszy Bartle'a. Wykorzystuje także siłę opisu scenerii, zapomnianego nieco dzisiaj na rzecz dialogów i "dziania się". Od pierwszego zdania: Wojna próbowała nas zabić wiosną, zderza ze sobą porządek natury i chaos konfliktu, wplatając w książkę szczegółowe, ale nie przeładowane, niekiedy bardzo liryczne obrazy. Opisy "raju utraconego" - pozostawionej za frontem Wirginii, zniszczonego sadu, zrujnowanego Al Tafar, są nie tylko doskonale plastyczne, ale przedstawione z prawdziwym talentem. W dużej mierze dzięki nim właśnie, ...Ptaki to książka poruszająca, na wskroś smutna, nawet przytłaczająca. Ale i nie pozbawiona ciepła; Powers pisze przejmująco, ale nie mrocznie. Wzrusza.

Do jakiego stopnia? Czy "arcydzielnego"? Żółte ptaki = książka bez wad?

Stworzył Powers literaturę refleksyjną, wymagającą wytężenia uwagi. Taką rzadko się dziś pisze. Tymczasem fama poszła w świat, oczekiwania czytelników zostały wyśrubowane. Może się stać tak, że pod presją medialną godną nacisków Bladaczki, czytelnik-Gałkiewicz zwyczajnie się zbuntuje, gdy zamiast obrazów z książki na wskroś militarnej (np. szczegółowo opisanych walk), znajdzie wielostronicowe zapisy uczuć i myśli.

A te wypadły miejscami dość kanciasto. Pytanie, ile w tym winy autora, a ile... tłumacza. Spora część tekstu wygląda na dokładną kopię angielskiego formatu budowy zdania, w którym wymaga się dokładnego określenia podmiotu i przynależących do niego elementów. W efekcie, momenty szczególnej lotności pisarskiej kontrastują z zaawansowaną zaimkozą, pełną "moich rąk", "moich oczu", "mojego ciała". Ten z pozoru drobiazg wpływa znacznie na rozmycie się granicy między patosem a liryczną podniosłością, która w mocno emocjonalnej literaturze nie jest wcale zabroniona, a niekiedy wskazania. Tu i tam, trudność zebrania myśli przez bohatera oddano zbyt dosłownie - zgaduj-zgadula, kto miał rzeczywisty problem z wysłowieniem się - Bartle, autor czy tłumacz?

Powyższe mankamenty nie przesłaniają bynajmniej całościowej wartości Żółtych ptaków. To naprawdę doskonała, autentyczna i mocna powieść wojenna. Nie brakło mi przy niej wzruszeń, choć czułam też pewne napięcie, wynikające z czytania książki tak już utytułowanej; lektura miała coś niecoś z krępującego egzaminu wrażliwości. O ile nie będziemy się drobiazgowo spierać o nazewnictwo (już "arcydzieło" czy dopiero "bardzo dobra książka") i zbyt wielkiej wagi przykładać do "gwiazdek", możemy rzec, że reklama debiutu Powersa nie kłamie - to dobra rzecz. Być może nie tylko w skali ubiegłego roku, lecz również jako przyszła must-read współczesnej literatury.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Czytaj również w Schronowych zasobach: LINK

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

20 stycznia 2014
Manel Loureiro, 'Apokalipsa Z. Gniew sprawiedliwych (tom 3)' już w sprzedaży! - 12:23 - Veron
Manel Loureiro, 'Apokalipsa Z. Gniew sprawiedliwych
W sprzedaży jest już trzeci tom trylogii "Apokalipsa Z" autorstwa hiszpańskiego pisarza Manela Loureiro, zatytułowany "Gniew sprawiedliwych". Trzynasty Schron objął książkę patronatem medialnym.

Czy po końcu świata istnieje jeszcze jakaś nadzieja?

Grupka ocalałych z zagłady wywołanej przez zombie ma mnóstwo szczęścia: w czasie huraganu zostaje uratowana pośrodku oceanu przez członków jednej z ostatnich zorganizowanych społeczności, jakie zachowały się na ziemi. Nie mając innego wyjścia, rozbitkowie towarzyszą swoim wybawcom i docierają nad Zatokę Meksykańską. Powstałe tam miasto-państwo zdaje się tętnić życiem i rozkwitać pod łaskawymi rządami tajemniczego kaznodziei. Przybysze szybko odkryją jednak, że choć życie w mieście toczy się tak, jakby do apokalipsy zombie nigdy nie doszło, to tak naprawdę ten mały raj na ziemi skrywa mroczną tajemnicę...


Książka wydana nakładem wydawnictwa MUZA S.A. Polecamy!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

23 stycznia 2014
Radiation - gra fabularna w Uniwersum 13 - 18:16 - Wrathu
Radiation
Pod adresem radiation.pl jest już dostępna wersja beta gry Radiation. Co to jest?

Otóż jest to internetowa, postapokaliptyczna gra fabularna osadzona w... Uniwersum 13! Tak, uniwersum, które powstało na skutek konkursu "Polskie Postapo", który miał miejsce w drugiej połowie roku 2011 tu, na Schronie. 13 maja 2012 roku został opublikowany zbiór zwycięskich opowiadań, ale także muzyki i grafik. Wszystko to tworzyło spójną całość, ogromne uniwersum opisujące Polskę po wojnie nuklearnej. Radiation wprowadza Projekt 13 w nowe medium - tekstową grę fabularną!

Akcja gry Radiation ma miejsce około pięćdziesiąt lat po wydarzeniach z 13. Frakcje zyskiwały wpływy i je traciły, pojawiały się i znikały... Zagrożenia ze strony wrogich nacji, mutantów czy robotów zdawały się przeminąć, choć wciąż wiele sekretów pozostawało nieodkryte w podziemnych schronach nuklearnych. Klimat zaczął się zmieniać, wszystko powoli się zmieniało, ale ludzkość wciąż starała się podnieść po wielkim upadku z 2044 roku. Nadszedł czas przedsięwziąć odpowiednie kroki. Albo po prostu zająć się sobą i dbaniem o swoją egzystencję, bez wielkich nadziei na jutrzejszy dzień. Twój wybór.

Jeśli jednak ktoś obawia się, że brak znajomości Projektu 13 utrudni odnalezienie się w tym świecie - nie jest to prawdą. Rzeczywistość zmieniła się. I teraz to Ty możesz ją kształtować swoimi działaniami. Jak? Gra opiera się na sesjach fabularnych - odgrywaniem akcji swoich postaci za pomocą słowa pisanego. Przypomina to grę w RPG przez forum, ale do dyspozycji gracza zostaną wirtualne rzuty kostką. Jest też tak zwana speluna, w której można spotkać swoją postać z innymi w czasie rzeczywistym. Na razie, oprócz tych dwóch funkcji oraz wymiany wiadomości prywatnych (sesje można odgrywać również przez pocztę) nie ma wiele funkcji, gdyż gra znajduje się w fazie beta. Wiele rzeczy jeszcze brakuje, a jeszcze więcej zostanie zaimplementowane. Są poszukiwane osoby, które pomogą w tworzeniu gry od strony technicznej. Jeśli jesteś pełen kreatywnych pomysłów, może zajmujesz się grafiką albo programowaniem, wystarczy, że zgłosisz się do administracji ze swoją propozycją. Poprzez forum każdy może zgłaszać swoje propozycje mające na celu usprawnienie gry lub poinformować o wyłapanych błędach.

Wszystkich serdecznie zapraszam do gry, szczególnie, że podobnych propozycji w Klimatach - aktualnie w polskim internecie raczej nie uświadczymy.

Więcej:
Gra Radiation: Projekt 13
Fanpage Radiation na Facebooku

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Dzień Sądu #6 - 19:41 - Veron
Dzień Sądu
Crossem do szóstego Dnia Sądu, trzeba nadmienić. A crossem, bo liczba tematów, gatunków, rodzajów, autorów, artystów i wszelkich innych aspektów popkultury, przez które przebrnęliśmy wspólnie z naszymi fantastycznymi kolegami z GameExe, okazała się wyjątkowo obfita. Do tego znamy rozstrzygnięcie klimatyczneg konkursu, zorganizowanego z okazji 10-tych urodzin GE.

Nic tylko czytać zatem zapraszamy do lektury!

Na GAME EXE:


Na Trzynastym Schronie:

POSTKULTURA >>> KSIĄŻKI

POSTKULTURA >>> FILMY

POSTKULTURA >>> SERIALE

Za udział wzięli: Adam, Bartosh, Cichutki Spec, Hassan', Jerzy, Lithium, Squonk, Tokar vel Zagłoba, Uqahs, Wiktul, Wrathu, Veron

Dzień Sądu na GameExe

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

24 stycznia 2014
Premiera pierwszego fragmentu „Dziedzictwa przodków” – nowej książki w Uniwersum Metro 2033 - 11:37 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Dziedzictwo przodków Surena Cormudiana, najnowsza książka w serii Uniwersum Metro 2033, będzie mieć premierę 19 lutego 2014 roku. To już szósta książka, jaka ukazuje się w ramach projektu Dmitrija Głuchowskiego. Na miesiąc przed premierą przedstawiamy Państwu pierwszy fragment.

Autor, Suren Cormudian, jest rosyjskim pisarzem pochodzenia ormiańskiego. Urodził się w 1978 roku we Władywostoku, ale od dwunastego roku życia mieszka w Kaliningradzie. Był żołnierzem piechoty morskiej i dosłużył się stopnia starszego sierżanta. Po przeniesieniu do rezerwy oddał się bez reszty pracy literackiej. W swoim dorobku ma dziewięć powieści i zbiór opowiadań. Ulubionym gatunkiem Cormudiana jest postapokaliptyczna science fiction.

Akcja Dziedzictwa przodków toczy się w obwodzie kaliningradzkim, niemal u granic Polski. Mimo że w Kaliningradzie/Königsbergu/Królewcu nie ma takiego metra jak w Moskwie czy Petersburgu, to nie brakuje podziemi, tuneli i tajemniczych miejsc, w których mogli zamieszkać ocalali z katastrofy nuklearnej. Jednym z takich obiektów jest fort V, powstały w XIX wieku, a rozbudowany i używany przez wojska Trzeciej Rzeszy.

W zgodnej opinii zespołu redakcyjnego książka Surena Cormudiana ma wszelkie zadatki, by stać się ulubioną lekturą fanów Uniwersum Metro 2033.

Zapraszamy do lektury i wysłuchania pierwszego fragmentu Dziedzictwa przodków. Wersję audio przygotował Krzysztof Gosztyła, znany wszystkim fanom z interpretacji Metra 2033 i Metra 2034.

Link do fragmentu audio.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

26 stycznia 2014
[01/2014] Aktualizacja twórcza na Rok Schronu - 17:18 - Veron
Trzynasty Schron
Powiadam Wam, moi mili, oto moment, który zapisze się w annałach Trzynastego Schronu. Aktualka z Waszą twórczością powstawała bowiem rekordowo długo... Tak długo, że wstyd mi nawet przyznać, ile czasu minęło od chwili rozpoczęcia zbierania materiałów. Niemniej oto przed Wami rezultaty Waszej weny (i po części zapewne natchnienia Emanacji), z którymi gorąco zachęcam jak najszybciej się zapoznać. Za oknem przecież i tak kolejna zima stulecia. Pozdrawiam ciepło!

POEZJA

OPOWIADANIA

Za udział wzięli: Bartosz Kępa, Holden, Hugo1979, Marek Jura, Quell, Stary Wujek, Tomasz Depczyński

oraz Cichutki Spec, Jerzy, Lithium, nie wiem, Squonk, Veron
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

27 stycznia 2014
'Atomowy eden' Marka Maniewskiego - 0:35 - Squonk
Obrazek do newsa 'Atomowy eden' Marka Maniewskiego
Fani fantastyki postapokaliptycznej, jak przystało na fanów, to z reguły konsumenci "klimatycznego" mięcha. Czasem jednak, taki jeden z drugim stwierdzi, że czuje się na tyle silny, że by coś stworzył. Wpierw tylko do własnego użytku, ale z czasem coraz śmielej odważa się przedstawić to światu.

Marek Maniewski to znany Wam z naszych łamów fotograf, twórca animacji filmowych oraz filmowiec, który parę lat temu zrealizował krótkometrażową Pandemię. Teraz postanowił zmierzyć się z materią literacką. O to co ma on do powiedzenia o swoim projekcie:

Kilka lat temu, wraz z Patrykiem Brodniewiczem - utalentowanym artystą i wielkim fanem gatunku - rozpoczęliśmy pracę nad prostym scenariuszem do filmu. Jednak jak zwykle, przy tego typu projektach, pomysł spalił na panewce już w przedbiegach. Wszystko ucichło, a o scenariuszu zapomnieliśmy...

Jakiś czas temu, przekopując gigabajty zbędnych pierdół na dysku, „odkopałem” ów scenariusz. Z ciekawości przeczytałem go ponownie i wtedy do głowy przyszedł mi pomysł oraz tzw. wena, dzięki której zacząłem kontynuować i poszerzać treść opowiadania. Kilka miesięcy później, zdałem sobie sprawę, że scenariusz przyjął tak obszerną i bogatą formę, że niema szans aby nakręcić taki film. A że szkoda było mi czasu i pomysłów, jakie poświęciłem na pisanie, więc postanowiłem że wydam książkę, bo zależało mi aby ta historia ujrzała światło dzienne i dotarła do większej grupy ludzi.

Atomowy eden jest fanowską opowieścią inspirowaną Falloutem. Jako wielki fan całej serii tej zacnej gry, starałem się podtrzymać mniej więcej klimat ponurej i futurystycznej przyszłości. Jest to moja pierwsza książka, i jeżeli zostanie mile odebrana na pewno napiszę kontynuację, bo po głowie zaczynają chodzić mi następne pomysły.


Trzynasty Schron udziela wsparcia inicjatywie Marka i z troską się nad nią jeszcze pochyli ;-) .

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Drugi fragment „Dziedzictwa przodków” – nowej książki w Uniwersum Metro 2033 - 7:34 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Prezentujemy drugi fragment najnowszej książki z Uniwersum Metro 2033. Dziedzictwo przodków ukaże się w księgarniach w całej Polsce już 19 lutego.

Jedną z lokalizacji, w której schroniła się ocalała ludzkość Obwodu Kaliningradzkiego są XIX-wieczne forty, które później adoptowali do swoich potrzeb okupujący miast podczas II-wojny światowej faszyści. W 2033 roku kryjący się przed apokalipsą ludzie dość szybko doszli do wniosku, że w otworach okiennych należy umieścić kilka warstw szyb samochodowych, ściśle zalepiając krawędzie gliną. Takie szkło nie przepuszczało powietrza, ani zbyt wiele światła…

Posłuchaj jak wyglądał Fort Piąty przystosowany do ochrony jego nowych mieszkańców.

Fragment audio #2.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

28 stycznia 2014
O pożytku z czytania Orwella - 16:30 - Jerzy
Resortowe dzieci
Mniej więcej od miesiąca we wszystkich mediach głównego nurtu trwa naparzanka wokół książki „Resortowe dzieci: Media”. Autorzy dali dobitny wyraz swojej ideologicznej czystości i czujności.

Ale ja nie o tym. Drobny szczegół poddaje w wątpliwość wymowę całej książki i sens poważnej dyskusji. Na tylnej stronie okładki, w ramach – jak podejrzewam – dowcipnej promocji, umieszczono spory napis:

ZATWIERDZONE PRZEZ MINISTERSTWO PRAWDY

Ideowi antykomuniści Orwella nie czytali? Czytali i nie zrozumieli? Coś gdzieś usłyszeli i tak im po prostu ładnie brzmiało? Przewrotnie zdystansowali się od tekstu? A może jest to kolejny spiseq i zdrada?

Specjalnie dla autorów i całej ekipy wydawnictwa Fronda – link do Wikipedii - Ministerstwo Prawdy.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

30 stycznia 2014
Wasteland 2 po polsku! - 19:01 - Jerzy
Wasteland 2
Tłumaczenie w tym miejscu co i jak byłoby niepoważne. Liczy się sama informacja. Cenega umieściła polską wersję gry w swoim planie wydawniczym.

GE trzyma rękę na pulsie.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

31 stycznia 2014
[Rok Schronu] Filmowe podsumowanie roku 2013 - 11:26 - Veron
Wieści filmowe
Rok 2013 przyniósł całkiem sporo, bo... trzynaście :-) premier w klimatach. Poziomem nie różnił się jednak wiele od 2012. Mieliśmy więc niewiele filmów naprawdę udanych, kilka fajnych niespodzianek, lecz i tak kino postapo zdominowane zostało przez średniactwo z kilkoma niechlubnymi wyjątkami w postaci gniotów. Ot, standardzik... Albo - rodząca się tradycja.

Za film roku w klimatach uważam "Wiecznie żywego" w reżyserii Jonathana Levine'a. Zombie na wesoło nie było dotąd naprawdę śmieszne. "Wiecznie żywy", film umiejętnie żeniący gatunek zombie apocalypse z kinem niezależnym, jest komedią zabawną i lekką, świetnie zagraną i opowiedzianą. Oby więcej takich filmów o nieumarłych.

Drugie miejsce na mojej liście najlepszych premier w klimatach 2013 roku zajmuje druga część "Igrzysk śmierci". Choć "W pierścieniu ognia" to film mniej zadziorny i niepokorny od prequela, to jednak wypełniający wszelkie wytyczne ambitnego i udanego blockbustera. No i zachwycająca jest doprawdy Jennifer Lawrence.

Do pozytywnych niespodzianek zaliczam też bombastyczne "Pacific Rim" i adaptację prozy Maxa Brooksa, "World War Z". Oba dostarczyły mi sporo frajdy i powodów do uśmiechu z pokracznych rozwiązań narracyjnych, niemniej jeden i drugi to popcornowe kino pełną gębą. To samo, choć w innym kontekście, można powiedzieć o oscarowym "Życiu Pi". Filozoficzna dysputa i ekstremalny survival? Czemu nie, zwłaszcza z fenomenalnymi efektami audio-video i sprawnej reżyserii Anga Lee.

Dalej wspomniane średniaki - recenzowane wspólnie z Wiktulem z GameExe "Niepamięć" i "Elizjum", utrzymana w dolnych granicach przyzwoitości "Gra Endera", takie sobie katastroficzne "Niemożliwe", niezachwycający "Intruz". Kompletnymi kaszanami natomiast okazały się "Noc oczyszczenia", "To już jest koniec" i "1000 lat po Ziemi". Ostatni, także pod ostrzałem reVieW, pseudo-dzieło rodzinnego tandemu Smithów i dzierżącego niechlubny tytuł "najgorszego reżysera Hollywood" M. Night Shyamalana, to istotnie jeden z najgorszych filmów nie tylko w klimatach czy ubiegłego roku, ale w ogóle jakie kiedykolwiek miałem (nie)przyjemność zobaczyć. Trzymać się z daleka!...

Przyszły rok nie zapowiada się na obfitujący w tytuły postapo, ale może to i dobrze? Żywię nadzieję, że przełoży się to na jakość filmów. Do następnego, czytajcie Trzynasty Schron!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer