<<Niusy
03 lipca 2013
Wi-vi sekcja - 12:52 - Jerzy
Prosimy nie wzywać korektora. Ma być wi-vi. Taką nazwę dla nowej technologii (opartej na wi-fi) proponuje profesor Diana Katabi. W perspektywie podręczny, wykrywający ruch radar krótkiego zasięgu w każdym wypasionym smartfonie. Na razie niewiele widać - ruchomą plamę, ale technologia rozwojowa. Części tanie i powszechnie dostępne, oprogramowanie analizujące i eliminujące odbicia się poprawi.

Doniesienie na stronie MIT entuzjastyczne w tonie (jest nawet coś o wzroku Supermena), z listą potencjalnych korzyści. U komentatorów (i u mnie) uruchomiła się natychmiast wrodzona przekora. Zaglądać przez ścianę? Każdy by chciał, pod warunkiem że to nie jego podglądają. Sprawdzić czy ktoś jest w domu? Są prostsze sposoby, chyba że planujemy kradzież lub napad. Może nawet; strzelać przez ścianę? U nas kanadyjczyki mało popularne ale w Stanach co innego. Czapki z głów przed futurologicznymi intuicjami autorów strzelanek.

Bardziej serio; dla wszelakiej maści służb gadżet mało użyteczny. Mają lepsze i z całą pewnością z nich nie zrezygnują. Tu koszty nie grają roli. Czyli - dla mas. Czy i do czego będzie używany? Trudno powiedzieć, zależy to od osiągalnej precyzji i dostępnego oprogramowania. Do liczenia nietoperzy? Wykrywania kretów i myszy? Nadzorowania obozowiska? A używanie w niecnych celach? Z pewnością będzie, ale nie widzę w tym gadżecie szczególnego potencjału. Świetnie jednak pasuje do ogólnego trendu.

Jest coś niepokojącego w tym jak łatwo, bez oporu, małymi kroczkami, własnymi rękoma i na własne życzenie, dla zabawy, wygody i bezpieczeństwa dokonujemy wi-visekcji prywatności. Jak rośnie bezczelność biznesu (podsuwającego kolejne techniczne nowinki - lista na życzenie) i władzy (nakładającej ograniczenia i obowiązki). Protesty są nieprzewidywalne, chaotyczne i krótkotrwałe. Narkoza widać jeszcze niezupełna. Redefinicja wolności nie do końca zaakceptowana. Synergia wiedzie nas w stronę Wielkiego Brata.

Zobacz także - GW

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 lipca 2013
Ziemie Jałowe - START!!! - 1:01 - Squonk
Plakat Ziemi Jałowych 2013
Informacja prasowa od organizatorów Ziemi Jałowych 2013.

Wczoraj rozpoczęły się Ziem Jałowych, a jak wyglądały przygotowania do zobaczycie przeglądając naszą galerię zdjęć na Facebooku.

Informujemy, że jeżeli nie uda się Wam do nas dotrzeć, to i tak możecie obserwować życie w Zgorzel - podczas zlotu będzie można oglądać widok z kamerki zamontowanej na kopalni prosto ze strony Ziem Jałowych oraz w rozszerzeniu tego newsa!

Zapraszamy na Ziemie Jałowe!



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

05 lipca 2013
Wakacyjne okazje dla gracza - 20:42 - Jerzy
FNV
Temat rozwojowy, kto wie co w najbliższych miesiącach się zdarzy? Wyprzedaże, promocje, okazje, nowości które można zbyć wzruszeniem ramion ale wypadałoby wiedzieć z czego się rezygnuje.

Tak więc, po pierwsze – wyprzedaż na cdp.pl – był Wiedźmin (we wszystkich mutacjach), teraz Hirołsy. Przeceny kuszące. Ciąg dalszy nastąpi, można zaglądać.

Po drugie, nowości Cenegi: Fallout New Vegas; wydanie kompletne, Risen 2 i Dishonored w serii Premium Games (60 złotych). Na FNV ze wszystkimi dodatkami za rozsądną cenę czekałem, reszta nie moja bajka ale opinie dobre.

Podziel się posiłkiem cny czytelniku. Nie moja działka, więc nie mogę obiecać że utrzymam palec na pulsie.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

06 lipca 2013
Polecamy: Rhiannon Frater, trylogia 'Zmierzch świata żywych' - 'Pierwsze dni' oraz 'Konfrontacja' - 0:14 - Veron
Rhiannon Frater - Zmierzch świata żywych: Pierwsze dni
Zombie jest zawsze na czasie. Regularnie powstają filmy (wystarczy zajrzeć w aktualny kinowy repertuar, żeby się o tym przekonać), nie może zabraknąć zatem i literackich utworów z żywymi trupami w rolach głównych. Jedną z takich jest trylogia "Zmierzch świata żywych" autorstwa amerykańskiej pisarki Rhiannon Frater, za którą to została już uhonorowana nagrodą Dead Letter Awards (czyli, nazwijmy to, Zombie Oscarem ;-) ). W Polsce w marcu tego roku została wydana jej pierwsza część, zatytułowana "Pierwsze dni". Druga natomiast - "Konfrontacja" - miała premierę zaledwie kilka dni temu.

"Tak właśnie kończy się świat: nie z hukiem, nie ze skomleniem, tylko z odgłosem rozszarpywanych ciał.

Jest piękny, spokojny poranek. Katie, pracująca w dużym mieście jako prokurator, zostaje napadnięta w drodze do pracy. Napastnik jest martwy i chce ją pożreć... W innej dzielnicy Jenni, młoda gospodyni domowa, zagląda do sypialni i widzi, jak mąż pożera ich maleńkiego synka...

Los styka je ze sobą akurat w chwili, gdy Jenni ucieka przed swą rodziną, zmienioną w grupę drapieżnych zombie. Szczęśliwy traf - i szybki refleks Katie - sprawia, że obu kobietom udaje się uciec z miasta, w którym ożywione trupy zaczynają masowo pożerać żywych.

Jenni i Katie rozpoczynają swą odyseję przez Teksas. Chcą odnaleźć najstarszego syna Jenni i ukryć się w bezpiecznym miejscu.

Ich jedyną nadzieją staje się ustronne, ufortyfikowane miasteczko. Znalazła w nim schronienie niespełna setka rozbitków – razem bronią resztek cywilizacji. Wiedzą, że zombie po nich przyjdą. Jednak zanim to się stanie, będą żyć, kochać... a może nawet się śmiać."


Rhiannon Frater - Zmierzch świata żywych: Konfrontacja
Zapowiada się smakowicie? A jakże! Od siebie dodam jedynie, że lektura pierwszych stron jest wręcz przesycona wszystkim tym, co w gatunku zombie apocalypse najlepsze! Trzynasty Schron poleca wydane przez wydawnictwo Vesper pierwsze ogniwa trylogii "Zmierzch świata żywych" - "Pierwsze dni" oraz "Konfrontację". (A w rozszerzeniu niusa, autorka i jej zlokalizowane dzieła - aktywna w środowisku amerykańskich gotów fanka horrorów).

Rhiannon Frater

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

08 lipca 2013
Na wszelkie smutki najlepsze ręczne robótki #7 - 7:48 - Squonk
Obrazek do newsa
Redaktor Jerzy zaczął by tego newsa pewnie tak: Kierunek został wytyczony. Rozwój już trwa. Efekty dziś dostępne dla nielicznych, coraz bardziej znajdują miejsce pod strzechą.

A ja zaś mogę napisać tylko tyle, że przy budowie wszelkich układów oraz urządzeń elektronicznych najmniej "romantyczną" rzeczą jest wsadzenie krzemowo-miedziano-weglowego-laminatowego cholerstwa w jakąś obudowę, czy połączenie go z częścią mechaniczną. Obróbka skrawaniem: cięcie, wiercenie, szlifowanie, frezowanie to coś, czego misie - nawet o dużym rozumku - nie lubią. Dlatego rozwój techniki drukowania 3D i coraz większa dostępność dla każdego majsterkowicza, może być kolejną rewolucją na miarę... No właśnie czego? Przecież w takim już średniowieczu...

Ale w średniowieczu na pewno nie znano Pip-Boya 3000, którego sami sobie możecie dziś zrobić. Druk 3D, podstawowe umiejętności obróbkowo-montażowe plus szczypta artystycznej inwencji by całości nadać ostateczny kształt. Ktoś podejmie wyzwanie?

Linki do planów wykonawczych:
- Pip-Boy 3000 by dragonator
- A 3D printable Pip-Boy 3000 by dragonator

Czytaj także:
- Tesco rozważa dodanie drukowania 3D do katalogu swoich usług (podrzucił Nasaric).

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

[Rok Schronu] „– Fajny film wczoraj widziałem… – Daj linka!” – pokolenie na sznurku [felieton] - 19:18 - Cichutki Spec
– Fajny film wczoraj widziałem…
– Daj linka!
– Eee, w kinie…
– To jak wrócisz do domu, znajdź na YouTube i podrzuć mi linka, okej?
– …


Powyższy dialog jest fikcją literacką. Równocześnie zaś jest prawdą, prawdziwą w 99,999%. Tak samo prawdziwą, jak inne fakty statystyczne, w myśl których ileś procent ludzkości o godzinie dziesiątej rano je drugie śniadanie w pracy, a o ósmej wieczorem ogląda w telewizji wysokokaloryczny i trujący program z pasma największej oglądalności, czyli tak zwaną serialową mordoklejkę lub inny łatwo strawny cukierek dla duszy. Mógłby być ilustracją nie tylko rozmowy dwóch uczniów lub studentów – po zajęciach, wracających tramwajem, w knajpie, na wakacjach czy podrywie w parku na Zdrowiu, znudzonych, zblazowanych i hołdujących „zgniłej popkulturze”, ku rozpaczy tych, którzy luźnych tramwajowych gadek już nie dopuszczają do zestawu zachowań intelektualisty (tych z ogonkiem u „ę”). Pasuje do każdego z każdych i idealnie ilustruje zachowanie – chorobę? – pewnego pokolenia. Pokolenia połączonego nie zgodnością cyfr w dacie urodzenia, a obejmującego nas wszystkich – z wyjątkami tak nielicznymi jak żyjące skamieliny. Pokolenia połączonego w ogóle, nie w szczególe, bo właśnie o owo łączenie, spojenie, sznurek chodzi. Pokolenia zalinkowanego.

Dyndającego na sznurku, być może szubienicznym, jeśli chodzi o skutki dla samorozwoju.

Zalinkowanego czy też podlinkowanego, i wcale nie chodzi tu o fejsbuka, którego niecne macki jeszcze mnie nie dosięgły. Chodzi o jako taki link i jego macki. Mechanizm rządzący współczesnym światem.

Że co?

Mały eksperyment zatem:
Fajny film wczoraj widziałem... zamieńmy na:
Fajny filmik wczoraj widziałem...
albo:
Fajny kawałek słyszałem wczoraj...
czy:
Fajny artykuł wczoraj przeczytałem...

Oczywiście, wczoraj też można zamienić, a nawet lepiej byłoby zastąpić dzisiaj czy też przed chwilą, bo skrót i instant to pojęcia zalinkowanym pasujące jak dobrze skrojony garnitur, koszula i krawat na raz.
Jeżeli Daj linka! umieszczę jako drugą linijkę dialogu, reakcję na pretekst do tak nawiązanej rozmowy, wiele się nie zmieni. Nie zmieni się też dużo, kiedy fajny podmienię na dobry, ciekawy, interesujący, niezły, głupi, bombastyczny, okropny, lipny, gówniany czy propagandowy.

Nic się nie zmieni, bo wbrew pozorom, ani rzeczony wyżej film (zostańmy już przy ruchomych obrazach jako przykładach), ani jego fajność szeroko pojęta czy brak tejże – nie są istotne! Istotny jest nośnik, medium, rozumiane nie jako pozycja docelowa (źródło linka), lecz sam sznurek, czyli sposób transmisji. Powyższa ilustracja jest, oczywiście, przejaskrawiona celowo (chociaż nadal twierdzę, jak na początku, że potencjalnie albo już się zdarzyła, albo zdarzy, i to w milionach przypadków).

Obiekt, od którego zaczyna się cała rozmowa, nie jest już podmiotem, lecz przedmiotem tej samej dyskusji. Treść i jej podstawowe aspekty, jak źródło, autor, waga – czyli odkrywczość, doniosłość, oryginalność materiału – nie mają znaczenia. Ważny jest link. Kolega pierwszy, nasz hipotetyczny student, uczeń, rolnik lub wypoczywający na działce tatuś (obowiązkowo z kosiarką do trawy, tłustym grillem i „Karoool, posmaruj mi pleeecyyy!”), nie zostaje zapytany, poproszony o podanie autora, źródła materiału, scenerii czy okoliczności zobaczenia, zasłyszenia, przeczytania. Podobnie zresztą, jeśli sam coś prezentuje: Coś ci pokażę! oznacza w tym wypadku Coś ci wrzucę!. Na fejsa, na komunikator, na pocztę. Zalinkuję.

Ktoś zapyta, co w tym złego, przecież pod linkiem są już wystarczające informacje. Jest autor tekstu, jest obsada filmu. Wygodniej, szybciej, bez zapychania i głowy, i miejsca na komputerze zbędnymi danymi, które można zmieścić i mieć do nich wgląd w jednym miejscu.

I rzeczywiście, jeśli pominiemy psioczenie i zrzędzenie na net sam w sobie jako zabawkę szatana, to każde przypisanie samej aktywności linkowania czegoś z gruntu złego i paskudnego musi mijać się z celem; brak bowiem na nie argumentów.

Źle zaczyna się robić przy proporcjach.

Link oznacza coś natychmiastowego. Link jest stimpakiem z gry Fallout. Tu, teraz i bezboleśnie. Bezboleśnie, czyli bez wysiłku.

Nie zawsze prowadzi do informacji sprawdzonej. Do informacji istotnej. Często sama treść, do której nas kieruje, jest już okrojona i przemielona, pochodzi z drugiej, trzeciej i czwartej ręki, ubrudzonej lepką wodą po kisielu. W link się po prostu klika. Nierzadko bezmyślnie, nie bacząc na to, że klikaniem ściąga się wirusa, program szpiegujący, niesmaczny filmik psujący przyjemność śniadania, wątpliwej jakości żart, który może podejrzeć szef, matka lub dziewczyna, ktoś, kto zerka nam przez ramię (są sytuacje, w których zerkanie ma się dobrze, np. w pracy lub szkole). Link jest ważny o tyle, o ile faktycznie istnieje i możemy go otrzymać. Bo przecież kolega numer dwa nie pyta o tytuł filmu czy artystkę wykonującą przebój, z zamiarem wyszukania stosownych danych samodzielnie.

Coraz częściej treść, którą trzeba wyszukać, niepodlinkowana – nie istnieje w medialnym eterze. Medialnym, czyli internetowym, bo dziś, myśląc net, myślimy media w ogóle.

Wiele razy spotykam się z sytuacją, gdzie luksusem, będącym poza zasięgiem (rzekomo?) zmęczonych i zagonionych znajomych – jest podanie, na przykład, imienia i nazwiska dziennikarza, który spłodził interesujący tekst, nazwy strony, która jest jasna i czytelna, można jej adres wpisać w przeglądarkę i dotrzeć do zawartości witryny. Dopóki nie pojawi się magiczne słowo link, a później, równie zrytualizowany, mechanizm zanotowania sobie owego linka lub przeklejenia go – moja chęć podzielenia się czymś ciekawym, zachwyt lub oburzenie pewnymi treściami – rozbijają się o niewidoczny mur.

Bywa i odwrotna kolejność – to ja się obwarowuję, kiedy zamiast zwykłego „Cześć” czy choćby emotki, dostaję linka na dzień dobry w okienku rozmowy na komunikatorze. Ciąg cyfr i liter nie wyjaśnia mi, w jakim celu znajomy wyświetlił mi go w wirtualnej rozmowie. To jest niepotrzebne, ja mam po prostu kliknąć, jeżeli tego nie zrobię, popełnię towarzyskie faux pas.

Oczywiście, klikanie i linkowanie znacznie ułatwiają nawigację, szybkość i wygodę docierania do treści, które bez tego mogłyby się zgubić. Bandery, butony, kanał RSS – to wszystko są już podstawowe elementy strony www. Coraz częściej jednak linkowanie staje się aktywnością samą w sobie; zastępuje i rozmowę (ripostą jest dziś głupawy mem, który zamiast za nieporadność towarzyską, uchodzi za elokwentny – bez słów! – i zabawny sposób torpedowania adwersarza), środki przeciw nudzie (linkując wzajemnie, można spędzić na czacie całe godziny) i, last but not least – samodzielne myślenie. Świadomość zogniskowana jest wokół ciągu prostych aktywności: kliknij-zaabsorbuj na moment-wyrzuć (pozostaw zamiast wyrzuć działa znacznie rzadziej). Szukanie, zgłębianie, odsiewanie treści – nie istnieją. Konteksty nie istnieją również – bo kontekst odkrywa się będąc poszukiwaczem, a nie prostym zjadaczem treści. Dochodzi do tego niecierpliwienie się i rozdrażnienie, wynikające z braku natychmiastowego zaspokojenia potrzeby dowiedzenia się – linki nie uczą czekania, przyzwyczajają do tego, że cierpliwe, często wolniejsze, ale dokładniejsze szukanie informacji – jest czymś nienormalnym. Można wręcz uznać wyczerpujące, prawie kompulsywne linkowanie za rodzaj internetowego zappingu.

Linkowane treści po jakimś czasie odklejają się nie tylko od kontekstu ich powstania i udostępnienia, ale także i od twórcy, i od adresata. Wędrują po sieci, nie należąc do niczego i nikogo, a zarazem będąc własnością wspólną. A co się, zwłaszcza w Polsce, robi z własnością wspólną, w myśl „nie moje, to obsikam” – to sobie można łatwo wyobrazić.

Wszystko, co wyżej, to oczywiście wielki dzwon, w sytuacji, kiedy wystarczyłby ręczny dzwonek, nie przeczę. Czasami jednak krzykiem lepiej brzmi to, co można by przekazać szeptem, z lekkim trąceniem kolegi w bok. Bo namiętne linkowanie jest równie podstępne i tak samo może ogłupić (a czasami spowodować realne szkody, choćby zasypanie komputera internetowym śmieciem), co reszta bezproduktywnych aktywności, praktykowanych przez wszystkich (robi to i uczeń, i profesor) w myśl „a sobie sieć odpalę”. A sobie jednego burgera zjem, no dobrze, dwa… Trzy też nie zaszkodzą, itepe, itede…

Wielki dzwon, bo oczekiwanie wyłącznie na linki prowadzi do swoistej bezradności w świecie informacji. Do takiej samej bezradności może prowadzić z pozoru niewinne żucie gumy dla oczu, jakim jest oglądanie telewizji bez umiaru. Dla wielu osób uzyskanie czegoś od ręki staje się – częściej niż uzyskaniem czegoś w ogóle – lekiem na całe zło, również internetową nerwicę, bez znaczenia, co się uzyskuje – czy wygłupy nagrane komórką, czy rzetelny artykuł prasowy. Bo przecież kliknięcie nic nie kosztuje. Tylko czasu ciągle brak…

Felieton, oczywiście, można podlinkować.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

09 lipca 2013
Azjatycki nalot - 13:43 - Jerzy
Obrazek do newsa
Różnokolorowa żarłoczna inwazja. Tradycyjna europejska symbolika - a tym samym i kultura, zagrożona. No i chlebka nie będzie. Niebiańskiego.

Informacja daleka od aktualności (nawet w Wikipedii zdążyli o tym napisać) Z drugiej strony, jak to w postapo bywa, wiecznie (oby) aktualna. Pierwsza wieść o azjatyckich biedronkach w Polsce pochodzi z 2006 roku. Siedmiokropka ciągle ustępuje pola zmiennobarwnym najeźdźcom. Jakowyś przywleczony patogen ją wykańcza. Introdukcja obcego gatunku - biologicznej broni do walki z mszycami - zakończyła się nadspodziewanym sukcesem. Ilustracje w książeczkach dla dzieci trzeba będzie zmienić.

Jednak nie o epitafium dla bożej krówki chodzi, tylko o zadowolenie Naczelnego. Będzie miał kolejny lead do kolekcji. A poza tym sezon ogórkowy zobowiązuje.


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Najdziksze umysły - nieokiełznana antologia od Almazu i WeryfikatoriuM - 22:11 - Cichutki Spec
Obrazek do newsa
Po Szortal Fiction - antologii poświęconej fantastycznym króciakom, Schron prezentuje Czytelnikom kolejny ciekawie zapowiadający się zbiór opowiadań. Podobnie jak fantastyczne szorty, historie te to również efekt twórczej pracy forumowo-społecznościowej i warsztatów literackich. Tym razem za powstaniem antologii stoi WeryfikatoruM, portal literacki skupiający pisarzy, amatorów, aspirujących i doradców, tworzących wyjątkową atmosferę twórczej współpracy i bazę wiedzy o tym, jak tworzyć w słowie. Najdziksze Umysły, w formie darmowego ebooka wydał Almaz.

Informacja od WeryfikatoriuM:

Witajcie, łaknący Dzikiej literatury!

Wszystkich autorów publikujących w tym zbiorze łączy jedno ważne miejsce – Forum Literackie WeryfikatoriuM – oraz wspólna pasja, którą jest pisanie. Od początku istnienia, czyli od siedmiu lat, staramy się pomagać piszącym w dążeniu do publikacji i osiągnięcia tego najważniejszego celu: zostania pisarzem. Tworząc społeczność, w której ludzie w każdym wieku mogą rozwijać swój talent, mamy nadzieję choć trochę przyczynić się do ich sukcesu. Z wielką radością przyjmujemy każdą informację o sukcesach wydawniczych forumowiczów. „Dzikość Umysłu” – warsztaty literackie, których wynikiem jest niniejszy tom – są taką właśnie cegiełką, dzięki której uczestnicy szlifują swoje umiejętności i rozwijają twórcze myślenie.


Jeśli po lekturze zbiorku odczujecie niedosyt, zachęcamy do rejestracji na weryfikatorium.pl/forum. Możecie się bardzo zdziwić, gdy zobaczycie, jak autorzy musieli nagimnastykować się przed napisaniem niektórych tekstów. Być może przy ponownym czytaniu na część z nich spojrzycie zupełnie inaczej… A może sami zdecydujecie się wykonać w Hyde Parku Dzikie ćwiczenia? Nie bylibyście pierwszymi, którzy odkryją, jak inspirujące i pożyteczne potrafią być takie zmagania. Nie tylko poznacie nowych, ciekawych ludzi, lecz także rozbudzicie dzikie literackie instynkty. Bo WeryfikatoriuM zawsze było dzikie, tylko do tej pory nikomu nie starczyło odwagi, by o tym głośno powiedzieć.

Anna Perzyńska i Jarosław Makowiecki
Dzika Administracja WeryfikatoriuM


Za informację dziękujemy portalowi Szortal.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

12 lipca 2013
Premiera Fallout Nuka Break - Red Star - 23:16 - Wrathu
Fallout: Nuka Break
Na początku 2011 roku na YouTube trafił fanowski film zatytułowany "Fallout: Nuka Break". Zainteresowanie fanowską produkcją okazało się chyba znacznie większe, niż przewidywali twórcy - film, będący właściwie odcinkiem pilotażowym całego serialu, na chwilę dzisiejszą ma dwa i pół miliona wyświetleń. Kilka miesięcy później zaczęto publikować kolejne odcinki pierwszego sezonu serialu, utrzymanego w poważniejszym tonie niż pilot. Sześć odcinków doskonałej jakości pozwoliło zyskać zaufanie fanów i podczas kampanii na Kickstarterze zamiast oczekiwanych 60 000 $, zyskali 130 736 $, a co za tym idzie przekroczyli kwotę, za którą zgodzili się z nimi współpracować Tim Cain i Chris Avellone. Od ufundowania projektu minął ponad rok i wreszcie mamy jasny znak, że to nadchodzi.

Jak za pośrednictwem Facebooka powiedziała Tybee Diskin (w serialu Scarlet) - "Sezon drugi Nuka Break rozpoczyna się w ten piątek wraz z premierą Red Star."

Jednak to nie na Scarlet, Twigu i Benie, których znamy z serialu, skupia się Red Star. To historia żołnierza Republiki Nowej Kalifornii, który zgadza się pomóc samotnej matce i wyruszyć na ratunek jej zaginionej córce. Na zachętę dodam, że po raz pierwszy w serii pojawia się supermutant.Miłego seansu.



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

14 lipca 2013
Zakonki 2013 - muzyczne uderzenie - 0:38 - Squonk
Plakat konwentu Zakonki 2013
Informacja prasowa od organizatorów konwentu Zakonki 2013.

Jak co roku możecie być pewni, że na Zakonkach czeka na Was muzyczna uczta ciężkich brzmień!

Zarówno w piątek jak i sobotę wieczór będziecie mieli okazję posłuchać i pogować w młynie do dźwięków następujących kapel:

Palm Desert
Sekator
Alegorya

W ciągu najbliższego tygodnia pojawi się lista ról do obsadzenia na larpie oraz mechanika! :)

Jednocześnie przypominamy o polubieniu funpage'a na facebooku, a także zachęcamy do robienia przedpłat, dla Was to oszczędność, a dla nas olbrzymia pomoc!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

15 lipca 2013
Ciałem i Schronem - 0:59 - Squonk
Obrazek do newsa Ciałem i Schronem
Rzadko kiedy pojawiają się na naszych łamach, a dokładniej na Stronie Głównej newsy dotyczące ludzi tworzący, ale także czytających nasze czasopismo. Przyczyną tego jest, hmm... No w sumie to nie ma przyczyny. Tak po prostu wyszło ;-)

Jednak kiedy pojawia się okazja, to trzeba z niej skorzystać. V4ult to zasłużony dla Trzynastego Schronu czytelnik, który jak się okazuje promuje nas też na swoim ciele. No dobra - można by rzecz. Nie każda zębatka z 13'ką w środku to od razu lans naszego czasopisma, ale np. Krypty 13. Ale czyż nie można sobie ubarwić świata uważając, że jest inaczej?

W związku z tym towarzysz V4ult dostaje:
- awans na forumową rangę chorążego,
- "Srebrną zębatkę" czyli publiczną i pisemną pochwałę z wpisaniem do akt #2 stopnia.

Każda osoba, która udowodni nam jak bardzo bliski jest jej ciału nasz projekt otrzyma to samo! A czytelniczka to nawet buzi... Oczywiście od umytego na tą okazję Schronka ;-)

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

17 lipca 2013
Rhiannon Frater, 'Pierwsze dni' - recenzja książki - 11:18 - Veron
Rhiannon Frater - Zmierzch świata żywych: Pierwsze dni
"Pierwsze dni", początkowe ogniwo trylogii "Zmierzch świata żywych" autorstwa amerykańskiej pisarki Rhiannon Frater, jest wzorcowym przykładem utworu z rodzaju zombie apocalypse. Wzorcowym nie znaczy sztampowym, bo choć autorka garściami czerpie z klasyków gatunku i niejako siłą rzeczy korzysta przez to ze znanych czy nawet nieco ogranych w popkulturze rozwiązań, to jednak lektura jej debiutanckiej książki powinna dostarczyć sporo frajdy fanom horrorów z żywymi trupami w roli antagonistów. Mnie dostarczyła.

"Pierwsze dni" to historia o zombie jakich wiele. Niewyjaśniona zaraza błyskawicznie obejmuje najpierw USA (a jakże!), później całą Amerykę, w końcu resztę świata. Garstka ocalałych musi stawić czoła całym hordom bezmyślnych, wygłodniałych potworów, których jedynym celem jest wgryźć się w ich ciepłe i miękkie ciała. Chciałoby się powiedzieć: normalka. Książka Frater mruga bardziej zauważalnie na upstrzonym miriadami przeciętnych dokonań firmamencie zombie horrorów dzięki bohaterkom pierwszoplanowym. Podkreślam: bohaterkom.

Jenni i Katie to postaci dość nietypowe jak na literaturę, już nie tyle grozy, co po prostu rozrywkową, popularną (nawet jeśli jednocześnie trochę niszową). Obie bowiem wydają się być wyciągnięte z tych sfer życia, od jakich popkultura raczej stroni, a których dotykają utwory o zgoła innych ambicjach - z podtekstem socjologicznym, naświetlające problemy społeczne. Frater w zasadzie zrezygnowała z charakterystycznej dla twórczości chociażby wielokrotnie przywoływanego na stronach "Pierwszych dni" George'a A. Romero - czy w ogóle utworów o zombie - krytyki przywar współczesnego społeczeństwa. Zastąpiła je godnymi uwagi charakterystykami protagonistek.

Jenni to kobieta po przejściach. Od lat wykorzystywana przez mężczyzn - ojca, brata, w końcu męża despotę. Bezgranicznie oddana dzieciom obserwuje ich straszliwą śmierć. To postać wewnętrznie pęknięta, doświadczona życiową niesprawiedliwością. Skrzywdzona przez mężczyzn i równocześnie od nich uzależniona. Katie natomiast jest biseksualną prokurator, która w inwazji zombie straciła żonę i której zdarzyło się spotkać z ostracyzmem środowiska. Frater skazuje je na siebie jak Thelmę i Louise z filmowego klasyku (porównanie nieprzypadkowe). Przerażający, ale nowy świat stanie się dla nich ringiem, na którym zetrą się skrajne cechy ich charakterów. Czy słabsza odnajdzie w sobie skrywane pokłady odwagi? Czy pozornie silniejsza nie okaże się krucha?

Autorka na przemian konfrontuje i zazębia te dwie odmienne postawy. Wychodzi z tego całkiem udany konflikt charakterów, który staje się fabularną osią powieści. Pisarka prowadzi narrację dwutorowo (trochę jak w początkowych tomach "Powieści o czasach ostatecznych"), raz z perspektywy Jenni, raz Katie. Z którą by się nie utożsamić, obie panie wkraczają na nierzadko niedostępny dla wielu teren prawdziwej, dozgonnej przyjaźni. I tak jak bohaterki wspomnianego obrazu Ridleya Scotta przebywają swoją drogę, by odkryć siebie na nowo, zwalczyć demony przeszłości, zagoić dawne rany. I nauczyć się zabijać.

Tylko dzięki tej umiejętności będą w stanie przetrwać. Frater częstuje czytelnika kilkoma ciekawymi refleksjami (np. powracający wątek uśmiercania zarażonych, ale jeszcze świadomych osób), w głównej mierze skupia się jednak na akcji - wypełnionej krwią, flakami, mózgami i innymi wnętrznościami. Wszystko to w duchu Romero i jego "Nocy żywych trupów" wraz z sequelami i remake'ami. Rzecz jasna można zarzucić Rhiannon Frater wiele. Warsztat, który... no cóż, nie jest krynicą wysublimowania (chociaż autorka rozwija się w trakcie pisania, podobnie jak Głuchowski przy okazji "Metra 2033"), ciągnący się wątek miłosny Katie i Travisa oraz drażniące "małżeńskie" rozterki dziewczyny (w tym aspekcie słowo "zmierzch" w tytule serii słusznie przywodzi na myśl słynną wampiryczną sagę), nazbyt galopujące tempo (przynajmniej w pierwszej połowie utworu), sporo fabularnych uproszczeń, wylewająca się momentami amerykańskość. Frater sięga jednak ad fontes, dzięki czemu z kart jej powieści bije autentyczny entuzjazm pisania oraz umiłowanie i zabawa gatunkiem (a także izraelska snajperka, yeah!). Dzięki temu "Pierwsze dni" czyta się naprawdę przyjemnie.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Wywiad z Tulliem Avoledo - 20:34 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Za oknem raz ciepło, raz gorąco, ogólnie letnie. Jeśli zaś szukacie okazji by się schłodzić, to warto wrócić (lub poznać) postnuklearnie zimną powieść Tullia Avoledo "Korzenie niebios".

Pomoże Wam w tym obszerny wywiad z jej autorem ---> plik w formacie PDF.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

18 lipca 2013
Pomnik Jakuba Wędrowycza - 14:57 - Squonk
Dni Jakuba Wędrowycza
Informacja prasowa od organizatorów Dni Jakuba Wędrowycza.

Miło nam poinformować, że podczas VIII Dni Jakuba Wędrowycza zostanie odsłonięty pomnik Jakuba Wędrowycza. Stanie on przy wjeździe do Wojsławic od strony Lublina. Odsłonięcie odbędzie się w sobotę, 20 lipca, o godzinie 12.00.

Autorem pomnika jest rzeźbiarz Ryszard Staiński, a jego projektantem Andrzej Łaski.

Więcej o projekcie dowiecie się na stronie: pomnikjakuba.pl

A o Dniach Jakuba Wędrowycza, które w tym roku przypadają na 19-21 lipca, dowiecie się ze strony: djw.konwent.co.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

19 lipca 2013
Uniwersum Metro 2033 na Krakonie 2013 - 1:13 - Squonk
Obrazek do newsa Uniwersum Metro 2033 na Krakonie 2013
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Uwaga! Uwaga! Od 25 do 28 lipca 2013 roku w Krakowie będzie miał miejsce kolejny zlot miłośników fantastyki pod nazwą Krakon 2013.

W festiwalu weźmie udział ekipa Uniwersum Metra 2033. Otworzymy dla Was Postapo Cafe, gdzie będziecie mogli wypić swoją ulubioną herbatę prosto z WOGN-u, porozmawiać czy uzyskać odpowiedzi na swoje pytania od przedstawicieli wydawnictwa oraz serwisu www.metro2033.pl.

Przede wszystkim zaś będziecie mogli wziąć udział w grze RPG inspirowanej Metrem 2033. Emocji a pewno nie zabraknie a zwycięzców odpowiednio nagrodzimy.

Zatem do zobaczenia i pamiętajcie: obecność obowiązkowa!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

24 lipca 2013
Rhiannon Frater, 'Konfrontacja' - recenzja książki - 13:23 - Veron
Rhiannon Frater - Zmierzch świata żywych: Konfrontacja
"Pieprzyć zmarłych (...) to nasz świat, nie ich."

"Konfrontacja", druga część tryptyku "Zmierzch świata żywych" Rhiannon Frater, bazuje na podobnej recepturze co poprzednia. Znowu mamy mnóstwo akcji, ponownie autorce udaje się wzbudzić niemało obrzydzenia w obrazowych opisach rozczłonkow(yw)anych ciał - i tych martwych, i tych nie do końca, po raz wtóry Frater częstuje nas też zaskakująco ciekawie skonstruowanymi postaciami. Także jeszcze raz, niestety, w wielu momentach jest aż nazbyt cukierkowo, przynajmniej jak na horror. A wszystko to prawem filmowych sequeli - mocniej, szybciej, więcej. Czy z korzyścią?

Zależy. Fabularnie jest, wydaje mi się, troszkę gorzej, ale i zadanie pisarka miała zgoła trudniejsze. Uratowane Katie i Jenni trafiają do fortu w Ashley Oaks. Życie tam toczy się - w dużym uproszczeniu - od jednego ataku zombie do drugiego. Ocaleni starają się jednak, pod przywództwem dobrodusznego Travisa i temperamentnego Juana, żyć jak najnormalniej się da w świecie po apokalipsie. Ale miejsce za murami enklawy powoli się wyczerpuje (mieszkańcy Ashley Oaks sukcesywnie wyruszają na ratunek rozsianym po okolicy rozbitkom), na pierwszy rzut idzie więc opanowany przez żywe trupy hotel, który grupa śmiałków stara się wyswobodzić. Na horyzoncie pojawia się jednak kolejne zagrożenie - dewiacja i deprawacja. I to zarówno zza jak i wewnątrz murów fortu.

Historia jest więc nieco wtórna, ale mimo to Frater udaje się utrzymać uwagę czytelnika. Dynamiką i timingiem akcji amerykańska pisarka z Teksasu mogłaby obdarować niejedną inną - chciałoby się powiedzieć poważniejszą - pozycję. Obszerny, kilkudziesięciostronicowy opis szturmu na hotel robi naprawdę duże wrażenie. Do tego warsztat autorki wyraźnie się poprawił. Komfort z czytania jest zadowalający. Autorka świetnie buduje napięcie i potrafi je skutecznie utrzymać.

Dużym plusem są także, jak już wspomniałem, charakterystyki bohaterów. Frater dopuszcza do głosu naprawdę sporo postaci (w pewnym momencie nawet psa!), a wieloperspektywiczna narracja nadaje "Konfrontacji" cech powieści polifonicznej. Brakuje im nieco głębi, ale i nie można powiedzieć o nich, że przedstawione są powierzchownie. O każdej bowiem Frater stara się powiedzieć coś, co pozwoli na jej szybkie zaakceptowanie przez czytającego. Co bardziej istotne, pisarka nie gubi się, nie zapętla w ich opisywaniu.

Nieźle wychodzi jej także prezentacja społecznych postaw, zwłaszcza odchyleń. Podobnie jak w "Pierwszych dniach" nie skupia się na krytyce, lecz prostej ich ekspozycji, z dosadnym, choć przewidywalnym komentarzem. Nie zmienia to faktu, że sceny gwałtu czy rozprawiania się z degeneratami dają po głowie. Frater zadaje ciekawe pytania - jak daleko można się posunąć w obronie wyższych celów? czy można uodpornić się na śmierć? kiedy pociągnięcie za cyngiel przestaje mieć znamiona szlachetności, a staje się tylko (nie?)uzasadnioną bezwzględnością. Jak na literaturę grozy, refleksje dryfują w stronę kwestii egzystencjalnych, wręcz prymarnych.

"Konfrontację" czytało mi się równie dobrze jak "Pierwsze dni". Książka Rhiannon Frater to dla fanów zombie apocalypse pozycja, myślę, więcej niż godna polecenia.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

25 lipca 2013
Zombiefilia - antologia opowiadań - 14:51 - Squonk
Obrazek do newsa Zombiefilia - antologia opowiadań
Gdybym mógł to bym tupał nóżką, a nawet strzelił focha. A nawet dwa. Bo ile można wałkować zombiaczą tematykę w rozrywkowych produktach kultury masowej? Gier już nie ogarniam - każda nowa to dla mnie to samo co wyszło poprzednio. W serialach zatrzymałem się na pierwszej serii walking deadów i wystarczy, a w filmach jestem jako tako na bieżąco, ale bez szału. Zaś literatura, to jak mi kapelusz stanie...

No ale to jestem ja, a Wy jeśli jeszcze nie jesteście nasyceni zapachem umarlaków, a ich głodne pomruki są jak morska bryza o świcie, to jest coś dla Was. Antologia opowiadań, w której bohaterami są właśnie oni. Nowoczesna forma e-booka, do tego w darmowej dystrybucji - dla smakoszy tematu to będzie to.

"Zombiefilia" - do pobrania.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

26 lipca 2013
Zakonki 2013 - news larpowy - 13:01 - Squonk
Plakat konwentu Zakonki 2013
Informacja prasowa od organizatorów konwentu Zakonki 2013.

TADADADADADADAM !

Ruszamy z kopyta z grą terenową. Dział LARP został uzupełniony o mechanikę oraz listę specjalnie przygotowanych dla Was ról fabularnych z których możecie wybierać pasującą Wam postać. Załączona jest też instrukcją dla opornych jak i komu zgłosić swój wybór oraz co w przypadku kiedy żadna z nich Wam nie przypasuje.

Zachęcamy Was też do zrobienia przedpłat, nie dość, że oszczędzacie 15zł to jeszcze pomagacie nam w przygotowaniu wszystkiego na jak najwyższym poziomie.

Standardowo przypominamy o polubieniu fanpage'a na Facebooku!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

29 lipca 2013
Trochę o After Reset - 9:05 - Pilarious
Jakiś czas temu ukazała się informacja o powstawaniu gry After Reset, oldschoolowym eRPeGu osadzonym w świecie post-apo. Teraz twórcy uraczyli nas większą ilością informacji na temat swojej produkcji.

Twórcy inspirowali się takimi grami jak Fallout 1/2, Command & Conquer, Dead Space, Baldur’s Gate i Planescape: Torment, a także filmem 12 Małp. Dlatego powinniśmy spodziewać się odpowiedniego dla nich klimatu. Autorzy zapewniają też, że fabuła będzie prawdziwym miksem tego, co otrzymaliśmy w wymienionych już Planescape: Torment, Baldur's Gate tudzież Fallout 1/2, z domieszką The Walking Dead oraz Pieśni Lodu i Ognia.

Ponadto After Reset ma być zupełnie czymś innym niż Fallouty od Tacticsa w górę. Zabraknie więc walki taktycznej czy widoku FPP/TPP.

A to tylko streszczenie kilku wyłuskanych informacji, których całość możecie odnaleźć na oficjalnej stronie gry, pod tym adresem.

News znaleziony na Gram.pl.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

30 lipca 2013
Szczurołap poszukiwany - 23:30 - Jerzy
szczurołap z Hameln
Hodujemy szczury na masową skalę. Bardzo nieekologicznie, więc to raczej nie jest skutek szkolenia. Zaprzyjaźnić się z takim trudno, a zjedzenie grozi śmiercią lub kalectwem.

Każde dzikie wysypisko - wokół ich pełno, a dzięki ustawie śmieciowej będzie więcej - to nowe stado. Każdy restauracyjny młynek koloidalny - pozwalający zaoszczędzić na utylizacji resztek - to systematycznie dokarmiana szczurza rodzinka, kilka miotów w roku, po kilkanaście młodych w każdym. Miejskie kanały należą do szczurów.

Doganiamy wielki świat. Według szacunków (z artykułu Joanny Solskiej - "Szczurza szarża" w Polityce) na jednego mieszkańca Warszawy, Wrocławia czy Krakowa przypadają trzy sztuki (w Paryżu - 4, a Nowym Jorku - 5). Średnio w Polsce mamy remis, jeden gryzoń na obywatela. Tu mamy jeszcze wiele do nadrobienia; w Indiach jest 6:1.

Obowiązek deratyzacji? Kpina. Liczą się papiery. Niedoszkolone i niedofinansowane służby miejskie i państwowe wolą nie oglądać rzeczywistości. Koty nie dają rady. W ostateczności każdy nieudolnie truje na własną rękę uodparniając tylko szczurzą populację. Ceny usług tak spadły, że fachowiec powinien robić za szczurołapa z Hameln. Tylko skąd ma wziąć fujarkę i nuty?

W tej sytuacji nakręcony w schyłkowym PRLu dokumentalny, krótkometrażowy "Szczurołap" Andrzeja Czarneckiego, wyprodukowany - tak na marginesie - przez Wytwórnię Filmów Oświatowych, dopiero teraz nabiera prawdziwych walorów edukacyjnych. Czyste (czyli brudne) postapo. Szczerze polecam.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

31 lipca 2013
Urodziny Lithium - 23:57 - Squonk
Jeszcze jest ten dzień, jeszcze można, a więc jadę z koksem.

Przez lata wydawało się, że Trzynasty Schron będzie omijany szerokim łukiem przez płeć kobiecą. Także gdy chodzi o czytelników (czytelniczki), bo na rozszerzenie składu załogi w ogóle nie mieliśmy co liczyć. A jednak stało się, i po latach 10 października 2012 roku redaktorem (tudzież redaktorką) została Lithium.

Choć współpracowało już wówczas z nami trochę pań, to jednak ona jako pierwsza zdobyła ten wspaniały laur bycia redaktorem (tudzież redaktorką) Trzynastego Schronu! Dlatego w dniu Jej urodzin nie pozostaje nam nic innego jak tylko życzyć dużo zdrowia, zdrowia i jeszcze raz... Eee... No zdrowia.

Reszta - w tym wysoka świadomość schronistyczna - sama przyjedzie ;-)

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer