<<Niusy
01 czerwca 2013
Casting do filmu krótkometrażowego - 12:49 - Squonk
Obrazek do newsa
8 czerwca w Centrum Gier Fabularnych FURIA w Dąbrowie Górniczej odbędzie się casting do filmu krótkometrażowego.

W postapokaliptycznym świecie mały oddział schodzi do podziemnej bazy wojskowej w towarzystwie naukowca...

Szczegóły w wydarzeniu na serwisie Facebook.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Goście Ziem Jałowych! - 19:34 - Squonk
Plakat Ziemi Jałowych 2013
Informacja prasowa od organizatorów Ziemi Jałowych 2013.

Podobnie, jak w latach ubiegłych, tak i tym razem na konwencie pojawią się znane osobistości - zapraszamy do zapoznania się z listą gości (Robert Szmidt, Darek Kocurek, Michał Gołkowski, Lotar Knives), których będziecie mieli okazję spotkać na tegorocznych Ziemiach Jałowych.

Ponadto postanowiliśmy przedłużyć termin przyjmowania przedpłat oraz zgłaszania punktów programu - macie jeszcze czas do 16 czerwca. Zachęcamy ponownie do dokonywania przedpłat - organizatorom pozwoli to na lepsze przygotowanie zlotu, a Wy zaoszczędzicie 15 złotych.

Na koniec kolejny plakat przygotowany przez Annę Kędzior oraz Anex - znajdziecie go w rozszerzeniu newsa.



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

02 czerwca 2013
Fejsbukowa polecarnia #1 - Historia w fotografiach - 7:33 - Squonk
Obrazek do newsów Fejsbukowa polecarnia
Historia w fotografiach - jak sama nazwa wskazuje - to strona mającą przedstawiać "historię w fotografiach". Czyli co? Że stoją, patrzą się w obiektyw aparatu fotograficznego i robią historię? I tak i zarazem też nie. Rozwój technik fotograficznych postępujący od połowy XIX sprawił, że pojawił się zawód fotoreportera, który z lekkim aparatem mógł wszędzie uchwycić "moment, gdy się działo się". Dziś każdy, kto ma przy sobie telefoniczny aparat komórkowy czy tzw. smartfona, może być taką osobą. Choć jeśli spojrzymy na przypadek zabójstwa brytyjskiego żołnierza przez dwóch fanatycznych islamistów, którzy nakłaniali potem obserwujących zdarzenie gapiów by je rejestrowali, to dziś osoba z aparatem fotograficznych będzie bardziej raczej propagandzistą w służbie grania na uczuciach i emocjach. Bardziej, zwłaszcza przez możliwość szybkiego powielenia i rozesłania w świat, tak zarejestrowanych informacji.

Dlatego też warto zajrzeć na profil Historia w fotografiach by się przekonać, że o wiele głębsze i skłaniające przede wszystkim do refleksji nad ludzkim losem może dać jedno, dobrze wykonane za pomocą klasycznych środków zdjęcie.

-----

Serwis społecznościowy Facebook, poza masą bzdurnych oraz głupich rzeczy i generowanych na nim zjawisk, jest jednak również doskonałym medium informacyjnym. Łatwość prezentacji materiałów (zwłaszcza graficznych), przy profilizacji odbiorcy to jego największe zalety. To cykl schronowych newsów, poświęcony godnym i wartym odwiedzenia stronom/profilom w tym miejscu.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Fallout na maturze? - 21:11 - Wrathu
Trzynasty Schron
Skończył się maj, miesiąc matur, czyli tak zwanych egzaminów dojrzałości. Biorąc pod uwagę, że większość czytelników Trzynastego Schronu to osoby raczej dorosłe, które z lubością wspominają czasy, gdy szukali tutaj solucji do Fallouta 2 - matura już za większością z nich. Formuła tegorocznej matury opiera się na schemacie, który funkcjonował przez pewien czas, ale wkrótce zostanie zastąpiony przez nowy, trudniejszy. Osoby przystępujące musiały przygotować prezentację na temat wybrany z listy ponad dwustu standardowych lub własny - jednak taka osoba, która wybrała temat własny, musiała wysłać swoją propozycję jakiś czas przed ogłoszeniem oficjalnej listy tematów. Hmmm, niektórzy pomyślą, a co, jeśli wybrać temat odnośnie postapokalipsy i w literaturze podmiotu wybrać takie dzieła jak gry Fallout 2 oraz S.T.A.L.K.E.R. Cień Czarnobyla, filmy Mad Max Georga Millera i Stalker Andrieja Tarkowskiego oraz powieści Władca Much Williama Goldinga i Metro 2033 Dmitrija Głuchowskiego? Brzmi ciekawie?

Zobaczcie, jak poradziła sobie z zadaniem tegoroczna maturzystka, Iwona Kawka.

Wizja postapokaliptycznego świata ukazana w literaturze, filmach i multimedialnych grach komputerowych

Gratulujemy wyboru tematu, cieszymy się, że nasz bogaty zbiór opisów i recenzji pomógł w przygotowaniu literatury przedmiotu oraz zachęcamy do okazywania własnej inwencji i czerpania inspiracji z Iwony, bo jak widać, można? Można!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

03 czerwca 2013
Zestaw przetrwania od Wydawnictwa Insignis - konkurs #2 - 0:30 - Squonk
Tornada, trąby powietrzne, wiatry
"Gwiazdozbiór psa" Petera Hellera oraz "Korzenie niebios" Tullia Avoledo to książki, które mamy dla Was. Jeden zestaw dla fejsbukowiczów został już przekazany, drugi dla użytkowników naszego forum jest do zdobycia od dziś.

Na czym będzie polegać konkurs?

Na udzieleniu odpowiedzi, a jeśli pojawi się taka możliwość na wzięcia udziału - w razie jej rozwoju - w dyskusji z moderatorami i innymi użytkownikami, przy zastanowieniu się nad takim problemem:

W ciepły słoneczny dzień postanawiasz wybrać się do tzw. domku nad jeziorem w lasie. Miejsce znajduje się sporo kilometrów za miastem, więc odpowiednio się przygotowujesz do wyjazdu. Pierwszy dzień spędzasz na długo oczekiwanym odpoczynku, drugiego następuje nagłe załamanie pogody. Burze, opady deszczu, być może dojdzie do tornada.

Jak przygotowałeś się będąc jeszcze w domu? Co ze sobą zabrałeś, na co zwróciłeś uwagę? Jakie decyzję byś podjął i czym byś się kierował, będąc już na miejscu? Wiedziałbyś z czego skorzystać?


Pomyśl, zastanów się, przeanalizuj. Zwycięzca na pewno zostanie jakoś* wytypowany przez komisję konkursową, ale wygranymi będą wszyscy, którzy wezmą udział ;-)

Zapraszamy na nasze forum!

Okładka książki 'Korzenie niebios' Okładka książki 'Gwiazdozbiór psa'


* - no nie tak jakoś, gdyż w razie potrzeby opiekę naukową i odpowiedni poziom doświadczenia w zakresie bezpieczeństwa, survivalu oraz technik przetrwania może dostarczyć zaprzyjaźniona z nami ekipa serwisu Kryzysowo.pl ^___^

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 czerwca 2013
Wywiad z Michałem Cholewą - 0:03 - Veron
Michał Cholewa
Nazwisko Michała Cholewy nader często przewijało się w ostatnim czasie na Trzynastym Schronie. Autor rewelacyjnego Gambitu i jeszcze lepszego, wydanego w kwietniu Punktu cięcia - książki pod patronatem Schronu - jest jednak postacią dość enigmatyczną. Osobiście nie zetknąłem się z żadnym wywiadem z tym piekielnie utalentowanym twórcą. Udało się jednak nakłonić pana Michała do odpowiedzi na kilka pytań.

W wywiadzie udzielonym Schronowi Michał Cholewa opowiada o swoich inspiracjach, o tym, jak wpadł na pomysł stworzenia uniwersum, o początkach i metodzie jego pracy nad książkami i wielu innych, interesujących kwestiach. Serdecznie zapraszam do lektury!

*

Veron: Skąd w ogóle u Pana zainteresowanie science fiction? Abstrahując od faktu dysponowania przez Pana nieprzeciętnymi w moim odczuciu talentem i wyobraźnią, obie Pana książki zdradzają więcej niż solidne przygotowanie - nazwijmy to - merytoryczne: oczytanie, swego rodzaju obycie w świecie fantastyki. Ale nie tylko w nim, bo przecież z powodzeniem łączy Pan w swoich książkach różne gatunki - kryminał, thriller itp. Co podłożyło fundament pod widoczną w Pana powieściach - to nieco patetyczne, ale myślę, że trafne określenie - miłość do science fiction? Czy my, czytelnicy, winniśmy analogicznie wiązać tę kwestię z wielkimi nazwiskami i tytułami, promującymi Pana twórczość - serią "Obcy", Dickiem, Weberem, Ringo?

Michał Cholewa: Fantastyką byłem zainteresowany odkąd pamiętam. Głównym sprawcą tego stanu rzeczy jest mój tata, który działa w polskim fandomie w zasadzie od początku jego istnienia. To sprawiło, że od najmłodszych lat nie tylko miałem dostęp do książek i filmów, ale też kontakt z masą wspaniałych ludzi, z którymi mogłem na temat porozmawiać. Miażdżąca większość moich przyjaciół fascynowała się fantastyką, więc można powiedzieć odrobinę górnolotnie - nigdy nie znałem świata bez niej.
W konsekwencji naturalnie można wiązać to, że zacząłem pisać z tekstami i filmami, które w jakiś sposób zrobiły na mnie wrażenie. Obcy zarówno w wydaniu Scotta jak Camerona i Finchera jest pośród nich, podobnie jak twórczość Lema, Dicka, Carda czy Haldemana, choć zdecydowanie takich nazwisk jest dużo więcej i to nie tylko na polu fantastyki.

Z Pana twórczością zetknąłem się przy okazji "Gambitu", Pana debiutanckiej powieści. Ale czy przed nią - może także teraz - zajmował czy zajmuje się Pan tworzeniem krótszych form literackich, np. opowiadań? Czy może para się Pan jeszcze inną działalnością publicystyczną?

Zaczynałem - myślę, jak większość - od opowiadań. Tych opowiadań powstało może kilkanaście, wydanych zostały - licząc wydawnictwa konwentowe i internet - zdaje się siedem, część ze świata "Gambitu".
Teraz skupiam się na powieściach, nie dlatego, że nie lubię opowiadań - bo lubię - ale ponieważ najzwyczajniej w świecie nie mam czasu. Pisanie idzie mi bardzo powoli, zatem jeżeli nie chcę pisać jednej książki przez trzy lata - muszę się skupić wyłącznie na niej.
Ciągle noszę się z zamiarem powrotu do opowiadań, ale myślę, że na razie będzie to trudne, głównie ze względu właśnie na czas.

Przejdźmy do Pana książek. Jak narodził się pomysł na uniwersum, w którym osadził Pan akcję "Gambitu" i "Punktu cięcia", ten rozpisany ze zdumiewającym rozmachem świat przedstawiony? Przyznam, że wciąż pozostaje pod wielkim wrażeniem i jego ogromu, i Pana kontroli nad wszelkimi jego elementami, nawet najdrobniejszymi. Za świetne uważam pomysły np. postaci magów czy minerału caellium. Gdzie szuka Pan koncepcji, skąd czerpie inspiracje?

Zamierzchły początek narodził się z połączenia idei gier fabularnych oraz mojej fascynacji sagą "Obcego". W tym czasie - przez "w tym czasie" rozumiem przełom wieków - graliśmy bardzo dużo, a ponieważ lubiłem kosmos taki, jaki przedstawiał Scott i Cameron - zdecydowałem się na przeniesienie rozgrywki tam. Oczywiście pojawiły się pewne zmiany, głównie ze względu na to, że świat do gry fabularnej musi być bardziej kompletny niż świat do filmu, ale idea pozostała ta sama. Ten pomysł jednak ewoluował, bardzo szybko praktycznie przestały się w nim pojawiać gigerowskie potwory, środek ciężkości został przeniesiony na wojny kolonialne, potem życie w świecie pogrążonym w wojnie. Kilka lat temu - nadal długo zanim napisałem swój pierwszy tekst - stanąłem naprzeciw pytania "dlaczego colonial marines z "Obcych" są uzbrojeni gorzej niż współczesna armia?". Ponieważ nie chciałem tego zbytnio zmieniać, pojawił się pomysł stworzenia świata de facto postapokaliptycznego. To było źródłem Dnia. Magowie i szperacze to prosta konsekwencja świata który opierał się prawie we wszystkich aspektach na SI i nagle musiał przestać.
Teraz gramy już rzadko, wszyscy mają mniej czasu, ale nadal pytania - i narzekanie - moich graczy są często źródłem pomysłów na konstrukcję uniwersum. W grupie zawsze lepiej się zastanawiać "jak w takim razie rozwiązano to i to", po prostu inna osoba zawsze zauważy coś nowego - nawet jeżeli znam odpowiedź na jej pytanie, wiem, że sprawa nie jest oczywista, bo ktoś zapytał.

Nie mogę nie zadać tego pytania: czy naprawdę uważa Pan, że Unia Europejska - pomijając jej obecną kondycję i potencjał (w wielu aspektach) - mogłaby lub nawet może przetrwać kolejne, jak by nie patrzeć, setki lat, choćby ideowo? Do tej pańskiej idei musiałem się, powiem szczerze, przyzwyczaić, z początku wydała mi się bowiem naznaczona pewną... hm... naiwnością?... Strasznie ciekawi mnie, czym kierował się Pan czyniąc z tej organizacji jedną z sił przyszłego świata?

Ależ to bardzo proste - chcąc dysponować bohaterami wielu narodowości - w tym Polakiem - w jednej armii, w dodatku armii, która miałaby być realną konkurencją dla powiedzmy Stanów Zjednoczonych czy Chin, miałem do wyboru trzy opcje. Hegemonia jednego państwa, które jakoś podporządkowało sobie zasoby pozostałych, gigantyczna przewaga technologiczna rozdrobnionych państw Europy albo jakiś rodzaj zjednoczenia. Ponieważ nie chciałem tak potężnej dysproporcji technologicznej i z natury rzeczy uważam, że ludziom lepiej idzie jak współpracują niż jak walczą - wybrałem tą trzecią opcję. Unia Europejska z moich powieści to nie ta sama Unia co dziś, oczywiście.

Uważa Pan, że losy świata mogą się potoczyć tak, jak Pan to opisał? Nie mam na myśli nawet całkowitej zagłady Ziemi, ale kwestię unifikacji, imperializacji, mocarstwowości. Czy według Pana w tę stronę "to idzie", mówiąc kolokwialnie?

Uważam, że jest to jedna z opcji. Dość prawdopodobna, jeśli chce się rozważać kolonizację kosmosu - naturalnie w lepszej sytuacji byliby w niej ci, którzy mogliby wystawić więcej statków i założyć więcej kolonii w pierwszym, "dzikim" okresie. Stąd w takim świecie jak mój, powstanie koalicji w ten lub inny sposób reprezentujących ogólnie pojęte "wspólne interesy" wydało mi się dobrym rozwiązaniem.

Trzynasty Schron opiera się w głównej mierze na fantastyce postapokaliptycznej. Wojna światowa, zagłada ludzkości, wreszcie postapokalipsa właśnie jest dla Pana uniwersum punktem wyjścia. Co było punktem wyjścia dla wykorzystania tej konwencji? Co Pana zainspirowało do jego obrania? A także skąd zainteresowanie militariami, których szczegółowych opisów w obu pańskich książkach nie brakuje?

Zainteresowanie militariami pojawiło się dawno, dokładnie w dniu kiedy dzieckiem nieletnim będąc obejrzałem film "Top Gun" z Tomem Cruisem i postanowiłem, że koniecznie chcę być pilotem myśliwca. Potem to się rozszerzyło, podążając szlakiem "modele do sklejania-sklepy modelarskie-żołnierzyki-"a co to właściwie było to Guadalcanal?" i tak już zostało. Pilotem myśliwca nie jestem nad czym ubolewam do dziś :-)
Co do apokalipsy - to był jeden z moich podstawowych punktów konstrukcji uniwersum. Potrzebowałem świata po pierwsze rozdartego na różne poziomy, po drugie dosyć ponurego, po trzecie wreszcie - cofniętego technologicznie wobec tego, jaki mógłby być. Do tego dochodzi relacja ludzie - SI, która była dla mnie bardzo istotna.

Nieśmiertelne pytanie o fantastykę naukową - czy wierzy Pan w UFO? :-)

To zależy, co pan rozumie przez to pytanie. Jeżeli chodzi o moją wiarę w życie gdzieś poza Ziemią, nawet inteligentne życie - to zdecydowanie tak, choć raczej sądzę, że będzie to coś całkowicie odmiennego od życia ziemskiego.
Zupełnie natomiast nie wierzę nie tylko w wizyty tegoż na naszej planecie, ani nawet w ogóle w możliwość jakiegokolwiek świadomego kontaktu. Nie w przewidywalnej przyszłości w każdym razie.

Jaki poziom według Pana prezentuje polskie science fiction? W zorganizowanym niedawno konkursie na Trzynastym Schronie, w którym "Punkt cięcia" był nagrodą, zadaliśmy czytelnikom pytanie, co według nich powinno charakteryzować udany utwór w gatunku fantastyki naukowej. Odpowiedzi padały przeróżne - że musi być osadzony w nurcie dystopijnym, że autor powinien stworzyć dobrze uargumentowany "science", swego rodzaju "własną naukę", że winien cechować się specyficznym, autoironicznym poczuciem humoru. Odnosząc się do polskiej fantastyki - czy jest co czytać (o oglądaniu możemy sobie rzecz jasna pomarzyć)? Czy natknął się Pan w ostatnim czasie na coś interesującego, coś, co mógłby Pan polecić czytelnikom Trzynastego Schronu?

Polskie science-fiction, mam wrażenie, wraca na półki. Mam tu na myśli zwiększoną ilość, bo chyba nie mieliśmy - od bardzo dawna - momentu, kiedy ono było całkiem nieobecne. Są choćby książki Tomka Kołodziejczaka, Jarosława Grzędowicza, Marcina Przybyłka, są teksty Rafała Kosika - a to zaledwie cztery z wielu nazwisk, które przychodzą do głowy. Jest wielu którzy piszą książki nieco inne, spełniające warunki, o których mowa w pytaniu, ale w mniej technologiczny sposób - jak choćby Anna Kańtoch czy Jacek Dukaj.
Przyznam, że powstrzymuję się od podawania zamkniętej listy głównie dlatego, że świetnie zdaję sobie sprawę jak łatwo kogoś - niesłusznie - pominąć.

Co ciekawego z zagranicy widział lub czytał Pan ostatnio?

Ostatnio najbardziej "twardą" fantastyką zagraniczną jaką czytałem były ksiązki Petera Wattsa, zarówno "Ślepowidzenie" jak seria rozpoczynająca się od "Rozgwiazdy". Naprawdę doskonała rzecz. Z lżejszych tekstów mógłbym polecić "Przebudzenie lewiatana" Coreya. Dobre sf, w relatywnie niedalekiej przyszłości, świetnie napisane.

Trzynasty Schron ma swoje korzenie w serii gier "Fallout". Bawi Pana w ogóle elektroniczna rozrywka? Co Pan porabia dla zabicia czasu?

Ha, oczywiście, że mnie bawi! Jestem zapalonym graczem z chronicznym problemem braku czasu - przez co gram zdecydowanie mniej niż bym chciał. Co nie zmienia faktu, że akurat gry serii Fallout przechodziłem wielokrotnie i na różne sposoby, łącznie z podstępnym napromieniowywaniem postaci i czekaniem na korzystne mutacje.

Wróćmy na chwilę do Pana twórczości. Wyobrażam sobie, że napisanie tak rozciągniętych na wielu płaszczyznach powieści jak "Gambit" i "Punkt cięcia" wymaga pewnej systematyzacji pracy. Może Pan zdradzić jak Pan pracuje nad książkami? Jak unika utraty kontroli nad fabułą, pogubienia się w jej meandrach, zapędzenia się w kozi róg?

Początkowo moja kontrola była ograniczona do technologicznej i ogólnego sensu fabuły. Przy "Punkcie cięcia" wiedziałem już, że to podejście nie zadziała, więc postanowiłem wziąć się do sprawy w sposób zorganizowany - i zanim napisałem pierwszy rozdział, miałem gotowy plan, który mówił co się będzie działo, kiedy, jak planuję kończyć rozdziały, które fakty pokazuję gdzie, jak przemycam potrzebne informacje. Nie uniknąłem oczywiście kilku zmian tego planu, ale to mi zdecydowanie bardziej pasowało. Do ksiązki którą piszę teraz podchodzę w jeszcze bardziej poukładany sposób, a mimo to miałem już kilka zmian.

Proszę wybaczyć bezpośredniość, ale czy w Pana opinii książki pańskiego autorstwa sprzedają się zgodnie z Pana oczekiwaniami? Literacki rynek science fiction, umówmy się, jest i raczej pozostanie w Polsce niszowy, zwłaszcza jeśli chodzi o rodzimych autorów...

Powiedziałbym, że sprzedają się mniej więcej tak jak się tego spodziewałem. Do bestsellera jeszcze daleka droga, ale już mogę liczyć na to, że wydawca mnie nie wyrzuci za drzwi jak przyjdę z kolejnym, tekstem.
Polski rynek fantastyki niby nie jest wielki, ale przecież ma swoje bestsellery, istnieją zawodowi pisarze. W dodatku fantaści to chyba najwspanialsza możliwa grupa docelowa, bardzo aktywna, wspierająca i pełna pomysłów. Nawet jeżeli przyjąć, że to jakiegoś rodzaju nisza, to chyba najlepsza, do jakiej można trafić.

Seria WarBook, do której zaliczają się i Pana książki, jest według mnie znakomitą robotą. Military fiction, political fiction, science fiction spod szyldu WarBook i wydawnictwa pana Sławka Brudnego to dzieła naprawdę solidne i godne polecenia. Jeśli to nie tajemnica, proszę wyjawić, w jaki sposób trafił Pan pod skrzydła wydawnictwa Ender?

Przypadkiem i przyznam, że nie był to dla mnie oczywisty wybór. Miałem silne przekonanie, że Warbook zajmuje się jednak tekstami które mają ewentualnie fantastyczne wątki - ale nie science-fiction.
Warbook został mi zasugerowany jako ciekawa opcja, więc spróbowałem - w końcu co złego mogło się stać, najwyżej mnie odrzucą. Wiadomość zwrotną dostałem bardzo pozytywną, na co na tym etapie już powoli przestawałem mieć nadzieję. Jak łatwo się domyśleć - byłem zachwycony. Sławek Brudny powiedział wtedy, że myślał właśnie nad spróbowaniem zanurzenia się nieco w fantastykę i akurat mu się przytrafiłem. Słowem - szczęście.

Jeszcze słowo o "Punkcie cięcia". Z tego, co się orientuję promocja książki obejmuje wizyty w różnych miastach Polski. Gdzie i kiedy możemy się spodziewać Pana opowiadającego o swoim najnowszym dziele?

Przyznam, że nie mam poukładanej trasy promocyjnej, zresztą mam wrażenie, że jestem zbyt mało znanym autorem, żeby sama moja obecność przyciągnęła ludzi na spotkanie. Jak dotąd w przypadku "Punktu Cięcia" wyglądało to tak, że Sławek Brudny pisał do mnie maila, czy chciałbym mieć spotkanie tu-i-tu. Ja się zgadzałem i spotkanie się odbywało. Stąd moja trasa promocyjną na dzień dzisiejszy jest wirującą chmurą z której raz po raz wyłania się jakiś pomysł i ewentualna data. Jednak jedną z rzeczy, którą planuję - i bardzo chciałbym, żeby się udała - to wybrać się przynajmniej na fragment festiwalu "Rock and Read" - ale to dopiero po wakacjach.

Co dalej, Panie Michale? :-) Nie dopuszczam myśli, że zaniecha Pan kontynuacji losów Marcina Wierzbowskiego i spółki. Może Pan uchylić rąbka tajemnicy o przyszłych przygodach oddziału porucznik Cartwright, czego możemy się spodziewać? Jak wiele w ogóle planuje Pan książek osadzonych w swoim uniwersum?

Marcin Wierzbowski jest dla mnie dość istotną postacią, więc - przynajmniej jeszcze przez jakiś czas - pozostanie jednym z głównych bohaterów moich książek. Co do reszty - trudno powiedzieć, jest w końcu wojna. Na wojnie ludzie giną, także ci, których dobrze znamy.
W najbliższej książce zamierzam kontynuować wątek zaczęty w "Gambicie" - miejsc odciętych po Dniu, do których obecnie Unia próbuje powrócić. Ze względu choćby na oddalenie od linii frontu, książka ta będzie odrobinę inna od poprzednich, zresztą nie chcę pisać cały czas tej samej książki :-)
Moja "główna linia fabularna" jeszcze chwilę potrwa - ale, aby uspokoić, od razu powiem, że zamierzam utrzymać formę, w której każda książka jest samodzielna. To jest dość pojemny świat, lubię go, rozumiem jak działa - mam więc mnóstwo pomysłów, łącznie z (kiedyś) kryminałem noir mającym miejsce a Nowym Londynie, historią całkowicie oderwaną od wojska, ale istotną dla wojny.

Ostatnie już pytanie - jak zachęciłby Pan wszystkich tych, którzy nie znają Pana książek do sięgnięcia po Pana twórczość?

Jako czytelnik lubię niejednoznaczne konflikty i brak czarno-białego podziału. Lubię czytać o starciach inteligentnych przeciwników i znajdować drugie dna w przedstawianych historiach.
Jako autor, starałem się napisać książki, które mają te cechy. Na ile się to udało, trudno mi samemu ocenić, na pewno jednak próbowałem. Jeżeli ktoś lubi podobne rzeczy co ja, ma szanse - czy raczej ja mam szansę - że moje teksty mu się spodobają.

Dziękuję pięknie za wywiad :-)
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Zakonki 2013 - 14:24 - Squonk
Plakat konwentu Zakonki 2013
Informacja prasowa od organizatorów konwentu Zakonki 2013.

Co: Zakonki 2113
Kiedy: 23-25.08
Gdzie: Miłocie Małe niedaleko Wrocławia

Chcielibyśmy serdecznie zaprosić Was na szóstą już edycję konwentu Zakonki. Jest to impreza osadzona w całości w klimacie postapokaliptyczym. Głównym eventem jest jednodniowy larp "Bar la Kurwa", który odbędzie się w sobotę, drugiego dnia imprezy. Pozostałe dwa dni wypełnione będą różnego rodzaju atrakcjami w tym znanymi i lubianymi jak walki na krawędzi czy też thunderdome. Odbędą się również, zaliczany do rankingu polish jugger league, turniej Juggera, turniej Neuroshimy Hex i wiele innych ciekawych punktów programu. Wszelkie informacje dotyczące kosztów, warunków panujących na miejscu, a także samego LARP-a oraz dokładnego programu możecie znaleźć na naszej stronie:

zakon-fallout.pl/?Zakonki

Jeżeli macie jakieś pytanie zachęcamy do zadawania ich za pośrednictwem naszego forum oraz do polubienia funpage’a na facebooku, dzięki czemu zawsze będzie mieć na czas najświeższe newsy:

zakon-fallout.pl/forum
www.facebook.com/Zakonki

Zakon Świętego Płomienia

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

07 czerwca 2013
Wodny świat? - 22:45 - Jerzy

Wodny świat

Wolny świat? Dwa w jednym! Eskapistyczne marzenie libertarianina, anarchisty albo i człowieka bez sprecyzowanej ideologii, zmęczonego jednak korupcją, chciwością i zwyczajną głupotą władzy. Wyraz tęsknoty za prawdziwym życiem gdzieś poza. Wiara w to, że roszczący sobie pretensje do omnipotencji system państw oplatający kulę ziemską da się przechytrzyć; że nie zwróci uwagi na błahy pyłek, a w razie czego zapomni lub nie będzie w stanie wysłać posłańców Apokalipsy. Nadzieja na zbudowanie nowego, wolnego, racjonalnie urządzonego świata – na początek choćby niewielkiej enklawy – który będzie samodzielnie funkcjonował według własnych praw.

Utopia? Zapewne – z daleka zalatuje kapitanem Nemo, Bioshockiem czy innym (pod)wodnym światem – nie pozbawiona jednak biznesowego pazura. Na tym aspekcie koncentruje się Andrzej Hołdys w artykule "Zamieszkać na morzu" (WiŻ 6/2013 – do przeczytania - dla abonentów lub w wersji papierowej). Są ludzie gotowi utopić (nomen omen) miliony dolarów realizując marzenia; i są ludzie – pytanie, czy ci sami – którzy próbują przy okazji coś zarobić. Na razie są głównie piękne słowa, entuzjazm jajogłowych, konkursy, plany i koncepcje (jak ilustracja w nowinie). Od czegoś jednak trzeba zacząć. Dochody na pośrednich etapach uwiarygodniają szanse na sukces, więc może bez sensu się czepiam. Więcej informacji pod linkami do dwóch powiązanych ze sobą inicjatyw – Blueseed i Seasteanding Institute.

Już teraz w pobliżu San Francisco, tuż za granicą wód terytorialnych kołysze się "Blueseed One" pilnie strzeżony przed porwaniem i abordażem przez emerytowane w US Navy butlonosy i wojskowy system ogłuszający. Pływający biurowiec umożliwia pracę w USA specjalistom z kilkudziesięciu małych firm (głównie informatycznych) którzy nie mają odpowiednich wiz, a chcą robić interesy w Krzemowej Dolinie. Sprytnie ominięto prawne ograniczenie, a państwo to toleruje, bo liczy na korzyści. Do samowystarczalności bardzo daleko. Trwa zbiórka funduszy na większą jednostkę. Ponoć kilku Polaków się zapisało.

Jakieś doświadczenia w życiu na morzu są – statki, mieszkalne platformy wiertnicze, sztuczne wyspy. Nie trzeba zaczynać od zera. Problemy techniczne, związane przede wszystkim z bezpieczeństwem i samowystarczalnością, są bardzo poważne. Zapewne jednak do rozwiązania, jeśli źródła finansowania nie wyschną. Tyle, że osiągnięcie bezpieczeństwa wymagałoby trwałej przewagi technologicznej (co wykluczone) albo możnego protektoratu, mocarstwowej ochrony (co przeczy idei). Jednak jeśli Zakon Kawalerów Maltańskich jest uznanym podmiotem prawa międzynarodowego, to i Tajemnicza Wyspa ma szanse, pod warunkiem, że przetrwa odpowiednio długo (powiedzmy kilka wieków). O społecznej stronie eksperymentu nie ma co pisać, bo nie bardzo wiadomo jaki kształt by ta społeczność przybrać miała. Jednak ten aspekt budzi u mnie najwięcej wątpliwości.

Co z tego wyjdzie? Się okaże. Nieprędko. Zapewne coś zupełnie niespodziewanego. Czy poza państwową kontrolą? Śmiem wątpić.

Grafika: Andras Gyorfi

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

08 czerwca 2013
Przegrana partia - wiersz - 7:19 - Squonk
Trzynasty Schron
Postapokalipsa - jak sama nazwa wskazuje - zajmuje się tym co będzie już po. Preapokalipsa - tym co przed. Zostaje więc wąski wycinek na apokalipsę, bo najlepiej by rzeczy nagłe, groźne, straszne działy się szybko, jeśli już dziać się muszą.

Wiersz Przegrana partia, który napisał ketyow, o czymś takim właśnie jest. O tej krótkiej, strasznej chwili, która wbrew wszelkim regułom rozciągnie się w trwaniu na długi okres czasu.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

SZORTAL FICTION – recenzja antologii - 13:15 - Cichutki Spec
Obrazek do newsa
W marcu bieżącego roku informowaliśmy czytelników o wydaniu przez Solaris nader obiecującej antologii Szortal Fiction.

To pierwszy na rynku zbiór tak króciutkich tekstów, których pisanie wymaga pewnej wprawy i swoistego "czucia pisma nosem". Wśród wszystkich zamieszczonych w antologii opowiadań, znalazły się także te nawiązujące do lubianej przez Was tematyki końca świata, wojny i siedzenia w schronach. Nie brakło jednak pomysłów zupełnie innych i stokroć dziwniejszych od mutanta Harolda. Więcej szczegółów na temat Szortal Ficiton odnajdziecie w schronowej recenzji tej książki: KLIK!.


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

11 czerwca 2013
Mózg jaki? No właśnie... - 10:39 - Squonk
Obrazek do newsa
Tego newsa/mini felieton zacząłem pisać pod koniec marca, ale czegoś mi w nim brakowało. Jakiegoś kontekstu. No i w końcu się pojawił. PRISM mu na imię.

Pamiętacie jeszcze co chciał zrobić/nie zrobić Brunon K. z budynkiem Sejmu? I za co dla jednych stał on się prawie że "polskim Osamą bin-Ladenem", a dla drugich "męczennikiem reżimu Tuska"? A co byście powiedzieli na to, że parę lat temu - dokładnie w 2005 roku - została wydana powieść, która opisywała sytuację podobną do tej, jaką chciał ów chemik chciał zrobić, jednocześnie oddając absurd sytuacji czasów w jakich właśnie żyjemy? I że ta książka nosi tytuł "Czwarta Rzeczpospolita"?

Chciałem właśnie wtedy wrzucić na schronowe łamy felieton bogato opisujący treść owej powieści, co na pewno nasze skromne progi wzięło by pod lupę jeśli nie "smutnych panów" standardowo przeczesujących sieć w poszukiwaniu różnych smakołyków, to przez obsługiwane przez nich skanery sieciowe. I naszła mnie taka myśl: a co zrobić by takie systemy bezpieczeństwa zniszczyć? Bo np. doszliśmy do wniosku, że musimy terrorystycznie obalić obecny system i układ władzy? Zaczniemy korespondować ze swoimi zwolennikami to nas namierzą, wcisną do nas swoich ludzi i będzie jak np. naziolami w dzisiejszych Niemczech, w których połowę stanowili agencji ichnich służb specjalnych kontrolujących sytuację.

Jest jednak prostszy sposób. Trzeba wynająć sporą gromadę gimbusów/dzieci Internetu i kazać im wypuszczać w sieć masę filmików, zdjęć czy innych materiałów o treści zbliżonej do naszych planów obalenie świata. Np. gimbaza odpala zapałki, a całość taguje egzaltowanyni słowami "wybuch", "ogień", "poparzenia". System zaczyna śledzić te dane, a do ich analizy zostają przydzieleni odpowiedni ludzie. Teraz zmultiplikujcie to kilkaset razy...

Terrorysto!!! Gimbaza twym sojusznikiem w walce z systemem!!!

W rozszerzeniu newsa mały pokaz sabotującego działania gimbazy na przykładzie - na szczęście - pewnej znanej Wam gry. Mimo to i tak mózg... o.O



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

12 czerwca 2013
Copernicon 2013 - 0:08 - Squonk
Logo festiwalu Copernicon 2013
Informacja prasowa od organizatorów festiwalu Copernicon 2013.

Serdecznie zapraszamy na Festiwal Gier i Fantastyki Copernicon 2013, który odbędzie się w Toruniu, w dniach od 13 do 15 września bieżącego roku.

Jest to już czwarta odsłona wydarzenia, które w ubiegłym roku zgromadziło ponad 1000 uczestników z całej Polski. Podczas zeszłorocznej edycji Festiwalu odbyło się ponad 300 różnorodnych punktów programu skupionych w ramach dziesięciu bloków tematycznych, w tym roku organizatorzy, Stowarzyszenie Miłośników Gier i Fantastyki “Thorn”, zapowiadają jeszcze więcej atrakcji wśród których nie zabraknie prelekcji, pokazów czy spotkań z ciekawymi gośćmi ze świata literatury, komiksu i popkultury.

Festiwal odbędzie się na terenie zabytkowej, toruńskiej starówki w budynkach Collegium Maius oraz Collegium Minus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Obie lokalizacje, sąsiadujące bezpośrednio ze sobą, umiejscowione są w samym centrum, w niewielkiej odległości od przystanków komunikacji miejskiej, dworca PKP i PKS oraz niezliczonej ilości restauracji, pubów i obiektów kulturalnych.

Po więcej informacji serdecznie zapraszamy na stronę www.copernicon.pl lub profil Facebook: www.facebook.com/copernicon.torun. Zapowiedzi kolejnych atrakcji już niedługo!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Tom Clancy’s The Division na E3 - 23:25 - Chrzysztof
Obrazek do newsa Tom Clancy’s The Division na E3Na tegorocznej konferencji E3 sporo zamieszania narobiła najnowsza gra firmowana nazwiskiem Toma Clancy. Będzie to MMORPG na konsole najnowszej generacji czyli PS4 i XBOX One. Zgodnie z najnowszymi trendami będzie się można także bawić na tabletach.

Miejscem akcji będzie Nowy Jork po ataku terrorystycznym w wyniku którego zapanował chaos, pandemia a miasto zostało odcięte od świata. Na szczęście pomysłowi Amerykanie wiedzieli co się święci po przeprowadzonym przez nich w 2001 roku eksperymencie kryptonim „Operation Dark Winter” i dekretem prezydenta nr. 51 w 2007 powołano tytułową Dywizję składającą się z najlepszych agentów wyposażonych w najlepsze zabawki. Zadania będziemy mogli wykonywać w 4 osobowych zespołach graczy.

W rozwinięciu newsa zapis relacji konferencji Ubisoftu, na której została zaprezentowana ich najnowsza produkcja:












Zdjęcia pochodzą z: blog.ubi.com

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

15 czerwca 2013
Rezerwacje oraz atrakcje na Niuconie - 23:27 - Squonk
NiuCon 2013
Informacja prasowa od organizatorów konwentu NiuCon 2013.

Ziemianie!

Przybywam podbić Waszą planetę. Mam nadzieję, że jesteście gotowi na wyzwanie, bo kiedy przybędę - nie będzie litości.

Każdy z Was może być świadkiem mojego lądowania! Dzięki mojemu tęczowemu majestatowi, który zmieścić się w moim ciele nie może, będzie to niezłe show. Jak chcecie, to możecie zarezerwować sobie miejsce (w systemie Rezerwix.pl za marne 40 złotych za całą imprezę) albo przyjechać bez rezerwacji - miejsca starczy dla wszystkich - nie stawiam żadnych limitów. Nawet dla tych, którzy zbyt boją się mojej potęgi, aby zostać na miejscu przez trzy dni. Każdego dnia będziecie się mogli napawać moją tęczowością za inną cenę:
  • piątek - 20zł
  • sobota - 25zł
  • niedziela - 10zł
A same rezerwacje trwają do 2 sierpnia.

Jeżeli chcecie zapewnić nam dodatkowe atrakcje - zgłoszenia trwają do 26 lipca. Będę wyrozumiały - tym, którzy zrobią choć jedną atrakcję, zwrócę połowę kosztów. Takiej oferty nie możecie przegapić. Więcej informacji dla waszych jednobarwnych, ludzkich umysłów możecie znaleźć na stronie: niucon.pl/dodaj_atrakcje.

To nie koniec mojego orędzia!

Rekrutuję własną armię! Jeżeli chcecie się wyrwać z waszego bezbarwnego świata i przejść na stronę kolorów - zgłoście się jako helper lub gżdacz! Każde z nich ma do odegrania nieocenioną rolę. Macie czas do 26 lipca włącznie! Pomóżcie mi szerzyć moją tęczową rewolucję! Dla odważnych umieściłem więcej informacji na:

Dla tych, którzy pragną wielbić moją tęczowość na wyższym poziomie, przygotowałem dodatkowe fanty, które możecie zamówić przez system Rezerwix.pl w cenach:
Kilka człowieków, którzy pomagają mi w moim przewrocie chciało Wam również przekazać, że rozpoczęły się zapisy na:
  • Cosplay - i trwają do 2 sierpnia - regulamin i formularz na stronie.
  • Cover Music Festiwal - również do 2 sierpnia - formularz. Przypominają również, że muzyka nie musi być azjatycka, a układy pokrywające się z oryginałami. Twierdzą, że to po prostu dla świetnej, muzycznej zabawy.
Mam też dla Was konkurs - niespodziankę. Potrzebuję dla mojej maskotki – NyanCatki – siostrę. Ślijcie więc zdjęcia swoich strojów TacNaynek na info.niucon@gmail.com, a ta z Was, która spodoba mi się najbardziej, uzyska darmowe wejście na oglądanie mojej inwazji - w tym stroju, oczywiście. Macie czas do 26 lipca.

Przygotujcie się - nadchodzę!
Nyan Cat


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

16 czerwca 2013
Filmowo - jutubowo - 13:55 - Squonk
Schronowy kanał YouTube
W serwisie YouTube możne znaleźć wiele rzeczy, jak choćby powód do rozkmin na temat co robiłaby gimbaza gdyby nie miała komórek z aparatem/kamerą? A co by z nagranym materiałem robiła, gdyby nie mogła go zaprezentować szerokiej publice? Zresztą nie tylko młodzi użytkownicy Internetu mieliby takie problemy, ale również starsi.

Jednym słowem serwis YouTube może być dobry na wszystko. Także na publikację polskich filmów, poddanych cyfrowej obróbce i odświeżeniu, a następnie opublikowanych przez ich producentów czyli studia filmowe. Z klimatycznych propozycji znajdziemy tam "Seksmisję", filmy wojenne czy klasykę Stanisława Barei.

Studio filmowe KADR
Studio filmowe TOR

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Zapowiedź 'Świdkon VI Azyl' - 14:21 - Squonk
Obrazek do newsa Zapowiedź 'Świdkon VI Azyl'
Informacja prasowa od organizatorów konwentu Świdkon 2013.

Pewnie już słyszałeś o gangersach z Obeliska? Nie? No trudno. Czasu mamy nie wiele, a mam dużo do powiedzenia i słuchaj mnie uważnie, tym bardziej że niedługo zapadanie zmrok. Pewnie już spotkałeś monstra budzące się nocą? Tylko nie wpadaj w panikę, wystarczy mi twój wyraz twarzy.

Szukasz ostoi, grupy uzbrojonej po zęby? Dobrze trafiłeś. Wiem gdzie wyruszyć!

Tak się składa, że potrzebuję kompana do podróży. Gangerzy z Obeliska utrzymali swój bunkier. Na betonowym pustkowiu w zapomnianej mieścinie Świdnik zachowała się ostoja spokoju zwaną "VI-tym Azylem". Spotkasz tam ludzi! Nigdy więcej żywych trupów i innych nienazwanych potworów! Dotarło?

Mamy naprawdę mało czasu! Czeka nas długa podróż. Zbieraj się! Gangerzy Obeliska dla nowych wędrowców otworzą schron tylko w dniach 6-8 września 2013 roku. Może nas przyjmą?

Więcej informacji na interkomie.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Ziemie Jałowe - koszulki oraz inne atrakcje - 14:56 - Squonk
Plakat Ziemi Jałowych 2013
Informacja prasowa od organizatorów Ziemi Jałowych 2013.

Na części konwentowej Ziem Jałowych funkcjonował będzie Games Room - miejsce dla osób, które pragną zrelaksować się przy ciekawej planszówce czy karciance. Uczestnicy będą mieli możliwość wypożyczenia i zagrania w jedną z wielu gier - dokładną listę znajdziecie tutaj.

Wszystkich zainteresowanych nabyciem koszulki lub naszywki OUTPOST i Ziem Jałowych zapraszamy do zapoznania się z tym tematem - pamiętajcie, że dzięki przedpłacie zaoszczędzicie kilka złotych. Na zamówienia czekamy do 16 czerwca!

Wzór tegorocznej koszulki znajdziecie w rozszerzeniu newsa.



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

18 czerwca 2013
[Rok Schronu] Ćwierkają twittery od samego rana... #3 - 11:02 - Squonk
SchronoTwitter
Kolejny rok działania i kolejna zmiana na liczniku. Schronowy Twitter Postapokalipsa PL ma już 900 wpisów.

Co w polskim postapo i okolicach piszczy (a czasem skrzeczy), na co warto zwrócić uwagę, co mają do powiedzenia nasi krajowi analitycy tej problematyki. To tam znajdziecie, w krótkiej, 160 znakowej formie.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Korzenie niebios' dla maturzystki! - 18:47 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
W dawnych czasach mawiano, że nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Czy chodziło jednak tylko o oficerów politycznych czy o kogoś, kto naprawdę ma jakieś pojęcie o dowodzeniu, to tego już nie wyjaśniono. No jednak nasza armia po II Wojnie Światowej przejęła radzieckie wzorce szkoleniowe, a nie kontynuowała tych z okresu II Rzeczpospolitej.

Na Trzynastym Schronie mamy swoje wzorce, wypływające z szerokiego strumienia Emanacji, która objawiła:

Za wykorzystanie do prezentacji maturalnej dzieł kultury postapokaliptycznej, docenisz i nagrodzisz upominkiem książkowym, albowiem czytelnictwo w narodzie... siada*.

I co mogliśmy wobec tego zrobić, jak nie przekazać czytelniczce Iwonie Kawce wybraną przez nią książkę. Padło na "Korzenie niebios" z cyklu Uniwersum Metro 2033.

"Emanacja tak chciała!"

Wizja postapokaliptycznego świata ukazana w literaturze, filmach i multimedialnych grach komputerowych - tekst prezentacji.

* - tak naprawdę do chodziło o Godzillę i jej no wiecie co, ale tym razem Emanacja była mniej dosadna.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

20 czerwca 2013
Zakonki 2013 - sponsorzy i konkurs - 0:03 - Squonk
Plakat konwentu Zakonki 2013
Informacja prasowa od organizatorów konwentu Zakonki 2013.

Kolejna porcja wieści o Zakonkach !

Na pierwszy ogień coś dla pobudzenia ochoty przyjazdu. Z dumą informujemy, że do grona naszych sponsorów dołączył Trzynasty Schron oraz E-legion, a patronatem objęła nas Enklawa. Oznacza to, że pula nagród do zdobycia na Zakonkach wzrasta !

Druga wiadomość pobudzi za to Wasze szare komórki !

Przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym będzie można wygrać koszulkę sponsorowaną przez Ingenium z wzorem z ich galerii neuroshimowej !

W celu zapoznania się z warunkami wzięcia udziału w konkursie, zapraszamy do przeczytania najnowszego newsa na naszej stronie głównej:

zakon-fallout.pl

Zachęcamy też do polubienia naszego funpage'a na facebooku:

www.facebook.com/Zakonki

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Ziemie Jałowe - zgłoszenia na postać w Grze Terenowej - 0:48 - Squonk
Plakat Ziemi Jałowych 2013
Informacja prasowa od organizatorów Ziemi Jałowych 2013.

W związku z koniecznością dopieszczania fabuły LARPa oraz zazębienia poszczególnych questów postanowiliśmy zamknąć zgłoszenia postaci na Grę Terenową - na wypełnienie formularza macie czas do 23 czerwca.

Spokojnie, jeżeli nie zdążycie wysłać postaci, to nie znaczy, że nie weźmiecie udziału w LARPie. Po prostu Wasza postać wystartuje jako Przyjezdny, który niedawno zawitał do Zgorzel (alternatywą jest napisanie PMa do Rae).

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Kreskon ujawnia kolejne tajemnice! - 7:39 - Squonk
Plakat konwentu Kreskon 2013
Informacja prasowa od organizatorów konwentu Kreskon 2013.

Serdecznie zapraszamy na 8. ogólnopolski konwent miłośników fantastyki Kreskon, który odbędzie się w dniach 16-18 sierpnia w Tomaszowie Lubelskim w Gimnazjum Nr 1. Organizatorzy we współpracy ze sklepem Virtual przygotowali dla was blok multimedialny, w którym rozegrane zostaną m.in. turnieje Guitar Hero i Fify. Na pewno na tym lista się nie skończy! Dbając aby Wasze oczy odpoczęły od ekranów telewizorów przygotowany będzie również bogaty Games Room do którego cegiełki dołożą Rebel i Galakta.

Organizatorzy w porozumieniu z wydawnictw Galakta mają dla Was ciekawą propozycję: wyszukajcie na Facebook’u wydarzenie „Kreskon 8” i tam pod odpowiednim postem możecie wypisać 3 gry w które najbardziej chcecie zagrać. Tytuły, które nazbierają najwięcej „wywołań” zawitają w konwentowym Games Roomie.

Zapraszamy do zgłaszania punktów programu do bloków: tajemnice i teorie spiskowe, ogólnofantastycznego, mangi i anime, konkursowego i gier. Swoje pomysły wysyłajcie na adres: kreskon.program@gmail.com. Więcej informacji na stronie konwentu: kreskon2013.dl.pl.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

21 czerwca 2013
reVieW - recenzja dwuportalowa: '1000 lat po Ziemi' - 9:32 - Veron
1000 lat po Ziemi
Ahoj! Trzynasty Schron i GameExe mają zaszczyt i przyjemność zaprosić do lektury kolejnej dwuportalowej recenzji w ramach nowego cyklu reVieW. Tym razem na tapecie ostatni film kontrowersyjnego reżysera M. Night Shyamalana, odpowiedzialnego - z jednym wyjątkiem - za filmy średnie bądź po prostu słabe. Czy "1000 lat po Ziemi" pomoże mu wyzbyć się niechlubnego tytułu "najgorszego reżysera Hollywood". Zapraszamy do czytania!

*


Wiktul: Ziemię trafił szlag. Znowu. To w sumie fajnie, lubimy przecież takie motywy, zwłaszcza, gdy wydaje się, że przynajmniej częściowo zahaczają o survival tudzież postapo. Trochę mniej fajnie, że ponownie przyczynili się do tego wstrętni kosmici. Tysiąc lat po tym wzniosłym wydarzeniu ludzkość, która w wyniku inwazji oczywiście straciła planetę, dorobiła się fikuśnych mundurków, sterylnych, pseudo futurystycznych wnętrz i dziwnie wyglądających statków.
Hmm... Veron, nie recenzowaliśmy już tego przypadkiem?


Veron: No tak, w kontekście fabuły "1000 lat po Ziemi" przywodzi na myśl ocenianą przez nas "Niepamięć". Niemniej obraz Kosinskiego - ze wszystkimi swoimi mankamentami - to przy filmie Shyamalana prawdziwe arcydzieło...

W: No faktycznie, różnic między "Niepamięcią" a "After Earth" jest co niemiara. Najważniejsze to brak Toma Cruisa i obecność aż dwóch Willów Smithów. Ten pierwszy, starszy, którego od dawna darzę sporą sympatią, wysyła tego drugiego, znacznie młodszego, do biegu na orientację po zmutowanej piekło-dżungli. "Nie daj się zjeść" - rozkazuje młodemu skautowi i za pośrednictwem sci-fi technologii obserwuje i komentuje jego poczynania w trakcie zdobywania nowej sprawności.

V: Tak... Obaj przedstawiciele rodu Smithów zagrali razem w ciepłym dramacie obyczajowym "W pogoni za szczęściem" Gabriele Muccino, według mnie najlepszym filmie z udziałem Willa (którego ja z kolei nie uważam za specjalnie utalentowanego aktora) i jego najbardziej godną uwagi rolą. Nie spodziewałem się co prawda powtórki z tamtego występu, jednak to, co uczynili w "After Earth" nie można nawet nazwać aktorstwem! To nie są role, to po prostu sfilmowani odtwórcy, deklamujący bzdurne dialogi i - w zależności od osoby - albo (w)zdychający w zrujnowanym statku kosmicznym, albo biegający po nieprzyjaznej planecie. Nie mam nic przeciwko lataniu po lesie - z jakim wdziękiem czyniła to np. Jennifer Lawrence w "Igrzyskach śmierci". Ale "1000 lat po Ziemi" brakuje zasadniczego elementu sztuki filmowej - reżyserii...

W: No właśnie, cały film składa się z trzech elementów - biegania po lesie, tracenia przytomności oraz udawania, że o coś w tym wszystkim chodzi. Nasz superharcerzyk potrafi wyczuć węchem zmianę grawitacji, zaś do dyspozycji oddano mu wszystko mogący kombinezon oraz broń "27 w 1" w stylu Pandory z "Devil May Cry 4", jednak jego instynkt przetrwania dorównuje powściągliwości młodego Beara Gryllsa. Nowa forma życia? Rzućmy w nią kamieniem! Generał Will Smith podaje nam istotne informacje i rozkazy? Zignorujmy je!...

V: Niestety, konstrukcja postaci leży i kwiczy. Podobnie cała historia, z zaburzonym ciągiem logicznym, niedokończonymi wątkami i ogólną chaotycznością. Ta opowieść do niczego nie prowadzi, jest skrajnie naiwna, prosta - żeby nie powiedzieć prostacka. Do tego obdarzona silnym, dominującym podtekstem ekologicznym oraz - oczywiście - śmiertelną powagą. Mówimy przecież o rzeczach prymarnych - relacji ojcowsko-synowskiej, w której nie ma miejsca na żarty, chwilę oddechu. Wyłapałem dwa umiarkowanie zabawne momenty. Dwa. Po zaprawionym w bojach w niejednym filmie generale Willu można było już może nawet nie "spodziewać się", ale "oczekiwać" odrobinę więcej.

W: A właśnie - generał Will Smith. Trudno powiedzieć, czy o pomstę do nieba bardziej woła właśnie wątek trudnych relacji ojca-bohatera i starającego się o jego uznanie syna, czy skrajne betonowe aktorstwo czarnoskórego gwiazdora. W wypadku tego pierwszego co jakiś czas możemy obserwować kilka kadrów retrospekcji, mających świadczyć o jakichś traumatycznych zdarzeniach, rzekomo wpływających na obecne stosunki oraz psychikę dwóch głównych bohaterów. Co zaś tyczy się tego drugiego, Will Smith myślał chyba, że trafił na plan "Terminatora 5". Słownie jedna mina od początku do końca filmu, niezmiennie bezbarwna, udająca wojskową intonacja, w której utrzymywaniu nie przeszkadza złamanie obu nóg, krwotok wewnętrzny i samodzielne operacje przeprowadzane "na żywca". Teraz znów będziesz musiał mi pomóc - widz załamie się bardziej nad Schwarzeneggerowską niezłomnością starszego, czy nad irytującą płaczliwością młodszego Smitha?

V: Czy załamie?... Ja tam byłem usatysfakcjonowany! Oto poznałem bowiem nowy wyraz twarzy pana Willa. Po cierpiętniczym (vide "Siedem dusz") i luzackim ("Dzień niepodległości", "Hitch", "Faceci w czerni" i praktycznie wszystko inne, co zagrał) objawił lico niezłomne i zacięte właśnie - z wszystkimi cechami, które wymieniłeś. Pytanie: w ilu kolejnych filmach je powtórzy... To trzeba przyznać nie lada wyczyn tak - ekhm! - zagrać. Malina (Złota - murowana, zapewne nie jedna)! Rzecz jasna ma to swoje uzasadnienie, w końcu generał Will jest nieustraszony - znalazł sposób na obcych, którym niebezpiecznie blisko do dementorów z "Harry'ego Pottera". Cóż jednak z tego, skoro informacja ta jest w zasadzie zbędna i nie ma najmniejszego wpływu na rozgrywane wydarzenia...
Co do Smitha juniora... Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, że Shyamalan tak fatalnie go poprowadził. Zwłaszcza przez pryzmat tego, co uczynił z Haleyem Joelem Osmentem w "Szóstym zmyśle".

W: Tak też przechodzimy od szczegółów do ogółu. Na plakatach reklamujących "1000 lat po Ziemi" możemy przeczytać, iż jest to "Film twórcy Szóstego zmysłu". Istotnie, za scenariusz, reżyserię i produkcję recenzowanego obrazu odpowiada Manoj Nelliyattu Shyamalan, twórca pamiętnego thrillera z Brucem Willisem, a także posiadacz siedmiu nominacji do Złotej Maliny w kilku różnych kategoriach. Co prawda "After Earth" daleko do poziomu "Ostatniego Władcy Wiatru", za którego Shyamalan otrzymał aż dwie statuetki (najgorszy reżyser, najgorszy scenarzysta), jednak i tak znacznie bliżej mu do tego, niż do "Szóstego zmysłu". Niepojętym sposobem twórca ten sprawił, że film trwający dokładnie 1,5 godziny składa się w 90% z dłużyzn. Nie znajdziemy nic ciekawego w zadziwiająco pustym lesie, nie zepniemy mięśni podczas paru słabych scen walki, a na powolnie umierającego we wraku Willa Smitha nie padnie nawet cień naszych emocji. Pozostałe 10% filmu to głupoty - nastolatek uciekający pieszo przed stadem krwiożerczych, zmutowanych pawianów, w czym nie przeszkadza mu wcale większa grawitacja postapokaliptycznej Ziemi, walka ze stadem szablozębnych panter na szczycie drzewa, monstrualny orzeł, który wpierw porywa młodego Smitha na śniadanie dla piskląt, by potem oddać życie w jego obronie. "Księga Dżungli" wymięka.

V: M. Night Shyamalan, jak każe na siebie wołać ten indyjski filmowiec, to po prostu zły, słaby reżyser. Każdy jego następny film reklamowany jest przywołanym przez Ciebie hasłem i odwołaniem do rzeczonego dreszczowca. I tak pozostanie, bo jestem przekonany, że nie uda mu się choćby zbliżyć do poziomu jego debiutu w następnych produkcjach.
Shyamalan wychodzi bowiem z założenia, że najlepszym sposobem na budowanie napięcia jest cisza. Ale do cholery - nawet w filmie, będącym niejako z założenia widowiskiem science-fiction?! Weźmy choćby początek i katastrofę statku, którym podróżują Raige'owie. Nie ma tam krztyny suspensu właśnie dlatego, że brakuje muzyki - choćby i pompatycznej, szablonowej. Kompletnie nic się nie dzieje... To muszę przyznać swego rodzaju fenomen, że reżyser ten opiera swój styl (o, zgrozo! "styl Shyamalana", jeszcze ktoś wpadnie na pomysł jego powielania!...) na tych aspektach, za które jest mieszany z błotem przez wszystkich krytyków świata. Mało tego - że udaje mu się spartolić nawet ograne na wszystkich polach klisze!...
Wymięka nie tylko "Księga dżungli". Ja również. Obiecuję sobie, że nie obejrzę więcej żadnego filmu Shyamalana, choćby to było kolejne rasowe postapo. On sam skutecznie i ostatecznie mnie do siebie zniechęcił.

W: Zbliżając się do konkluzji, stwierdzam, że w "After Earth" najbardziej irytuje mnie totalna nijakość całej produkcji, stanowiącej podręcznikowy wręcz przykład "tekturowego science-fiction". Raz widzimy kokpit pełen światełek wyglądających jak programatory komputero-pralek na mostku "Gwiazdy Śmierci" ze starej trylogii "SW", zaraz potem Star Trekowe mundurki, kadry i dialogi, wszystko razem natomiast plasuje się gdzieś pomiędzy kinem familijnym a nie wiadomo czym, oryginalnością i dramatyzmem bezskutecznie usiłując dorównać "Zagubionym w kosmosie". Szczerze zastanawiam się, jakim cudem Smith i Cruise nie dogadali się, że w tym samym czasie grają w tym samym filmie, a szkoda. Kto wie? Gdyby skompresować "Oblivion" i "After Earth" w jedno, może nawet wyszłoby z tego coś sensownego?
Naprawdę chciałbym pozostać w zgodzie z prawidłami sztuki recenzenckiej i przytoczyć parę zalet filmu. Muzyka - hmm... To była jakaś? Realizacja? Tak, był montaż, jeden kamerzysta, tyle w tym temacie. Dialogi - słownie jeden dobry, dotyczących strachu... Chociaż nie, to był monolog...


V: Tak swoją drogą Shyamalan popełnił już film wpadający w klimaty postapo - wydany w 2008 roku nazywał się "Zdarzenie". Reżyser powtórzył autentycznie-wszystkie-grzechy tamtego koszmarnego antydzieła z równie "udaną" co obu Smithów "kreacją" Marka Wahlberga. Ponownie nieudolnie próbuje budować napięcie, wykazując się awersją do oprawy muzycznej; skupia obiektyw kamery na nieistotnych rzeczach - ujęcia są nieprzemyślane, scenografia niczym się nie wyróżnia; króluje permanentna stagnacja, rozwlekłość, totalna nuda. O indolentnym scenariuszu już mówiliśmy.

W: To może chociaż efekty specjalne? W końcu to s-f, nie?
A no nie. Małpki, pantery, pastelowa panorama i dużo zieleniki - wszystko to było już w "Epoce lodowcowej" i tam wyglądało znacznie przyjemniej. Z autentyczną przykrością stwierdzam, że miałem nieprzyjemność obejrzeć najgorszą kreację Willa Smitha, której nie sposób przyrównać choćby do prehistorycznego "The Fresh Prince of Bel-Air". Nad Smithem juniorem znęcać się nie będę, bo zwykle nie biję dzieci, pozostanę więc przy określeniu tej produkcji jako czegoś, czego koniecznie musicie nie zobaczyć. W tym konkretnym wypadku 1,5 godziny to naprawdę długa podróż przez nijakość, nudę i retoryczne pytanie o sens powstania takiego filmu. Przepraszam, że Cię na to namówiłem, Veron. Następnym razem Ty wybierasz. 3/10.


V: Ha! Nie masz mnie za co przepraszać. Taki crap też trzeba od czasu do czasu obejrzeć, żeby się na niego uodpornić. Ja jednak nie będę aż tak wyrozumiały. 2,5/10 to max, co mogę przyznać "1000 lat po Ziemi". Kompletnie nieudany film, kolejny taki w dorobku M. Night Shyamalana. Bardzo nie polecam.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

27 czerwca 2013
Sens bzykania - 17:24 - Jerzy
Obrazek do newsa o zagrożeniach chemicznych
Tytuł zbyt piękny by mu się pozwolić marnować w naukowym czasopiśmie (nota W. Underhilla - Świat Nauki, lipiec 2013). Emanacja by mi tego nie wybaczyła. A sam tekst o pszczołach. Jakżeby inaczej.

Wiosną w wiosce na południowym wschodzie Francji rozpoczął się eksperyment. Przez najbliższe pięć lat za pomocą przemysłowych czujników rejestrujących wibracje zespół uczonych z Nottingham Trent University analizować będzie bzykanie dochodzące z dwudziestu uli (grant UE - 1,4 mln euro). Mają nadzieję na identyfikację zmian które wiążą się z różnymi schorzeniami, z syndromem CCD na czele. Zakładają że pszczoły porozumiewają się ze sobą nie tylko tańcem ale również przy pomocy drgań. Wykryte za pomocą analizy komputerowej korelacje posłużyć mają do stworzenia systemu alarmowego umożliwiającego pszczelarzowi wcześniejszą reakcję.

Problem w tym, że nadal nie wiadomo jaka jest przyczyna CCD. Skutecznej terapii też nie ma. Temat pojawia się cyklicznie od wielu lat (na Schronie też było), szczególnie w sezonie ogórkowym. Nie należy go bagatelizować. Niekoniecznie trzeba wierzyć w przepowiednię przypisywaną Einsteinowi na temat związku pomiędzy istnieniem ludzkości i pszczołami, w końcu nie był on entomologiem. Są szacunki - pszczołom nikt za robotę nie płaci, przeciwnie; miodek podbiera i jeszcze uważa że to naturalne - kosztów związanych z ich wyginięciem (nowina sprzed prawie trzech lat). Szacunki łatwe do podważenia, jak każde.

UE wprowadziła dwuletnie, częściowe moratorium na stosowanie neonikotynoidów, środków ochrony roślin, podejrzewanych o wywoływanie choroby. Koncerny protestują wieszcząc olbrzymie straty w produkcji rolnej. Pewności nie ma. Z całą pewnością jednak mamy już CCD w Polsce. „Ginące pasieki” (względnie „Nieloty” – w wersji papierowej) w fotoreportażu Filipa Springera na stronie Polityki (bez linku, bo treść płatna). Czarno-białe zdjęcia dobrze korespondują z tonacją tekstu. Autor i jego respondenci nie mają wątpliwości. Neonikotynoidy. A może główną przyczyną jest typowo polska postawa? - co mi będzie kto mówił, na swoim robię! Kto bogatemu zabroni robić oprysk w południe?

A pszczoły umierają poza ulem. Co będą robić kłopot.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer