<<Niusy
01 kwietnia 2013
Defilady dziś nie będzie - 22:32 - Jerzy

Schronowa parada szyderców została odwołana. Feeria lepszych i gorszych dowcipów nie rozbłyśnie. Nikomu się nie chce. Jaja mamy na co dzień. Przejadły się.

Poza tym, chociaż jaja pasują do Wielkanocy a Prima Aprilis pasuje do jaj, to trójkącik byłby z tego kiepski.

Dla zawiedzionych – w rozszerzeniu newsa – krótka historyjka.

- Tym razem nie dam się nabrać! – perorował Młody przy śniadaniu. Pamiętam.
- Taa …, nie masz szans, przygotowałem coś szczególnie podstępnego – rzucił z krzywym uśmieszkiem Dziadek.
------
- No i co? Nie nabrałeś mnie! Młody usiadł na łóżku i spojrzał w stronę Starszego siedzącego jeszcze przy laptopie.
- Jak nie, jak tak. Czekałeś cały dzień na kawał?
- No tak.
- Byłeś czujny zwarty i gotowy?
- Byłem.
- Czyli nabrałem Cię!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

02 kwietnia 2013
'This is the End' - zwiastun na święto dowcipu - 11:37 - Zagłoba
Plakat filmu 'This is the End'
Wczoraj mieliśmy (nie)przyjemność obchodzić jedyny dzień w roku, kiedy to skarbnica informacji zwana Internetem staje się kompletnie bezużyteczna. Jak się jednak okazuje w tegoroczne Prima Aprilis, obok rozlicznych sucharów i dowcipów z wyjątkowo długą brodą, można było trafić na coś konkretnego. Oczywiście, o ile było się odpowiednio czujnym i dobrze się poszukało.

Producenci "This is the End", w wyniku podobieństw obsadowych, są świadomi ciągłych porównań ich filmu do komediowego hitu sprzed lat, jakim niewątpliwie był "Boski Chillout". Dlatego też, nie może dziwić celowe mrugnięcie okiem w kierunku potencjalnej widowni i stworzenie fałszywego zwiastuna sequela dzieła Judda Apatowa, które tak naprawdę promuje postapokaliptyczną farsę, zbliżającą się do nas coraz większymi krokami.

Sprawdźcie, jak James Franco i spółka zabijają czas w swoim bezpiecznym schronie, kiedy na zewnątrz prawdziwy kataklizm zbiera swoje obfite żniwo.

Materiał przeznaczony wyłącznie dla pełnoletnich czytelników.



Opis dystrybutora: Intryga skupia się wokół wspomnianych aktorów (grających samych siebie), którzy po hucznej imprezie w apartamencie jednego z nich, z zaskoczeniem i przestrachem odkrywają, iż przepowiednie o rychłej zagładzie ludzkości były w stu procentach prawdziwe. Kiedy sytuacja zmusza ich do opuszczenia bezpiecznego schronienia i przemierzenia apokaliptycznego Los Angeles, nasi bohaterowie zostaną postawieni przed ciężką próbą, która odkryje przed nimi prawdziwe znaczenie przyjaźni i poświęcenia.

Światowa premiera filmu została ustalona na 14 czerwca 2013 roku.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Finał sezonu 'The Walking Dead' z kosmiczną oglądalnością - 12:18 - Zagłoba
Fani "Żywych Trupów" mogą spać spokojnie, gdyż ich ulubieni bohaterowie z łatwością przetrwają serialową zimę i powrócą na szklane ekrany w październiku. Nie może być inaczej, skoro produkcja wciąż bije rekordy popularności, wprawiające w czystą ekstazę włodarzy stacji AMC. Ba, finał trzeciego sezonu kolejny raz wyśrubował wynik w tym aspekcie, choć wydawało się to już praktycznie niemożliwe.

Kadr z odcinka 'Welcome to the Tombs'


Fakty jednak mówią same za siebie - odcinek "Welcome to the Tombs" zdecydowało się obejrzeć ponad 12.4 mln widzów. Jest to rezultat, który zadowoliłby każdy ogólnodostępny kanał w Stanach Zjednoczonych, a że AMC należy do segmentu programów kablowych... Generalnie jest to skrajnie kosmiczny wynik. Dodatkowo w przedziale odbiorców kluczowych dla reklamodawców, czyli pomiędzy 18 a 49 rokiem życia, serial osiągnął znakomity współczynnik 6.4 (ponad 8 mln ludzi), co tylko potwierdza, że tytuł przynosi swojej stacji suty zarobek.

Decyzja o rozpoczęciu prac nad czwartym sezonem "The Walking Dead" była więc jedynie formalnością. Nic, tylko się cieszyć. Tym bardziej, że za wysoką oglądalnością idzie również znakomita jakość. Oby taka tendencja została utrzymana. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne odcinki przynajmniej zachowają stary poziom.

Źródło: Hatak.pl
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 kwietnia 2013
Wkrótce premiera 'Punktu cięcia' - książki pod patronatem Trzynastego Schronu - 15:46 - Veron
Michał Cholewa - Punkt cięcia
Już za dwa tygodnie premiera najnowszej powieści Michała Cholewy, "Punkt cięcia". Książka, będąca kontynuacją świetnego "Gambitu", jednej z najlepszych polskich pozycji science fiction ubiegłego roku, wydana zostanie nakładem wydawnictwa Ender w ramach serii WarBook. Trzynasty Schron objął "Punkt cięcia" patronatem medialnym.

Nowa powieść autora „Gambitu” przenosi wojnę w przestrzeń międzyplanetarną. Starcie eskadr bojowych, misterne plany ataków i zasadzek w systemach gwiezdnych, widowiskowe potyczki i przejmujące konanie okrętów sprawiają, że „Punkt cięcia” staje się areną bitwy kosmicznej na miarę Davida Webera.

Michał Cholewa z wielkim rozmachem kreśli obraz uniwersum, nie tracąc przy tym z oczu losów swoich bohaterów - samotnych w niekończącej się wojnie, w której łatwiej zachować życie niż człowieczeństwo.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Tykająca bomba ekologiczna na dnie Bałtyku - 21:38 - Gość 13S
Silnie trujące
Nowinę napisała Klaudiusz, wrzucił Squonk.

W styczniu 1997 roku załoga kutra rybackiego WLA 206 wyłowiła blisko 5-kilogramową brunatną bryłę. Zaplątała się w sieci - zaledwie 30 mil od Władysławowa. Nieświadomi zagrożenia rybacy doznali ciężkich oparzeń. Nie mieli pojęcia, że trafili na iperyt - "pamiątkę" z ostatniej wojny. To ostatni tak poważny wypadek na polskich wodach. Wcześniej zdarzały się podobne sytuacje: wyłowione bomby, wyrzucone beczki z ciekłą trucizną, skażone plaże, kilkudziesięciu poparzonych rybaków. Do największej tragedii doszło latem 1955 roku w Darłówku. Fale wyrzuciły na plażę przeżarty rdzą pojemnik, z którego wylewała się brązowoczarna ciecz. Poparzonych zostało 102 dzieci, czworo straciło wzrok.

Po zakończeniu II wojny światowej, od 1945 do 1948 roku w czterech strefach okupacyjnych Niemiec znaleziono 296 tysięcy ton amunicji chemicznej. To miała być hitlerowska wunderwaffe. O jej skuteczności przekonano się już podczas I wojny światowej, gdy na skutek działania środków toksycznych zginęło 100 tysięcy ludzi, a 1,2 mln zachorowało. Zwycięskie armie, chcąc szybko pozbyć się problemu, postanowiły hitlerowską broń zatopić.

Obrazek do newsa
Poparzenie iperytem


Ostatecznie śmiercionośną chemię postanowiono pogrzebać na dnie Bałtyku. Ocenia się, że trafiło do niego od 42 do 69 tysięcy ton amunicji chemicznej - w kontenerach, bombach, pociskach, granatach i minach. Na dno poszły pojemniki zawierające iperyt siarkowy (gaz musztardowy), adamsyt, fosgen, tabun, clark I i clark II, sole cyjanowe, kwas pruski. Za najbezpieczniejsze miejsce do zatopienia ładunków z BST (bojowe środki trujące) uznano Basen Bornholmu i Głębię Gotlandzką, a także rejon latarni morskiej Maesekaer na zachód od Szwecji. 130 tysięcy ton chemicznej amunicji zatopiono także w cieśninach duńskich. O ile wojska zachodnie robiły to dosyć precyzyjnie, trzymając się planów, to Rosjanie topili broń chemiczną gdzie popadło. Na dodatek wyrzucali amunicję w drewnianych skrzyniach, które potem jakiś czas dryfowały, dopóki nie opadły na dno. Śmiercionośne ładunki topiono też w niewielkiej odległości od Dziwnowa, Kołobrzegu, Darłowa i Helu. Stosunkowo niedawno Rosjanie przyznali się, że do tego celu użyli także Głębi Gdańskiej.

Kilka lat temu generał Sulikow, rosyjski specjalista od broni chemicznej, stwierdził, że amunicja chemiczna zatopiona w Bałtyku może spowodować katastrofę ekologiczną większą niż ta, którą wywołał wybuch reaktora w Czarnobylu. W 2002 roku autorzy raportu Komisji Helsińskiej uznali jednak, że wpływ zatopionych środków chemicznych na środowisko morskie Bałtyku jest niewielki, a zagrożenia dla wybrzeży nie ma. Uznano także, że trucizna powinna pozostać na dnie, bo większe szkody mogłoby spowodować jej wydobywanie i unieszkodliwianie. Komisja zaleciła jednocześnie prowadzenie badań stanu amunicji, przede wszystkim badanie stężenia iperytu i arsenu. Oba powodują nowotwory. Niemieccy badacze oceniają, że pojemniki z trucizną są zniszczone w 75-90 procentach. Gdyby do morza wyciekła jednocześnie tylko jedna szósta ich zawartości, życie w Bałtyku przestałoby istnieć. Symulacje i obliczenia mówią jednak, że środki trujące mogą się wydzielać z amunicji nawet przez trzysta lat - jeśli się ich nie ruszy. Dokładna skala zagrożenia jest nieprzewidywalna także z innego względu. Wiadomo, jakie skutki wywołuje zatopiona trucizna. Co jednak powstaje z niej pod wpływem działania morskiej wody - do końca nie jest znane. Dowiodły tego badania bryły iperytu wyłowionej przez rybaków z Władysławowa. Ta bryła nie składała się już tylko z substancji zatopionej, czyli z iperytu, ale także z produktów jego przemiany. Wytworzyły się w niej związki chemiczne, które mogą być bardziej toksyczne od samego iperytu. Zidentyfikowano dwie substancje dotychczas nie opisane w literaturze.

Obrazek do newsa
Trasa ułożenia rurociągu Nord-stream


Jest jeszcze inny problem. Na dnie Bałtyku spoczywa kilka tysięcy wraków. Nikt do końca nie wie, co jest w ich środku. A mogą to być znacznie większe bomby, niż dotąd znajdowane. Tylko w lutym tego roku, w trakcie prac przygotowawczych do budowy Gazociągu Północnego, na dnie Zatoki Fińskiej zaleziono co najmniej 10 min morskich i kilkadziesiąt "nie rozpoznanych obiektów wybuchowych". Jedna mina zawiera od 250 do 500 kg materiału wybuchowego. Zdaniem komandora Kari Aapro z fińskiego ministerstwa obrony, w tym rejonie leżą jeszcze tysiące min. Wielka rura, którą ma być przesyłany gaz z Rosji do Niemiec, pobiegnie dwiema nitkami po dnie Bałtyku na długości prawie 1200 kilometrów - od zatoki Portowaja w rejonie Petersburga do Greifswaldu w pobliżu granicy niemiecko-polskiej. Pas budowy będzie miał szerokość dwóch kilometrów.

Czy uda się ominąć niebezpieczne miejsca? Wizja tego nie jest zbyt optymistyczna. Pierwotnie rurociąg miał biec na wschód i południe od Bornholmu, czyli dokładnie przez rejon zatopienia BST. Teraz mówi się o zmianie przebiegu - na północny zachód od Bornholmu - ale tam również są zatopione statki z amunicją chemiczną. Poza tym trzeba pamiętać, że rejon zatopienia to rejon przypuszczalny. Bojowe środki trujące zostały rozwleczone na bardzo dużym obszarze. W razie uszkodzenia pojemników w trakcie budowy rurociągu mogą one przedostać się do wody, ryb, a przez to znaleźć się na naszych talerzach.

Obrazek do newsa
Miejsca potencjalnie niebezpieczne/groźne w pobliżu miejsca ułożenia rurociągu Nord-stream


8 lipca 2008 roku Parlament Europejski ogromną większością głosów przyjął krytyczny raport o wpływie Gazociągu Północnego na środowisko Bałtyku. W raporcie została zawarta apelacja o dokładne badania, monitorowanie realizacji projektu, a nawet rozważenie innych możliwych tras przebiegu gazociągu. Aktualnie Polska odwołuje się do NATO, aby organizacja była zaangażowana w czasie czyszczenia dna z broni, zwłaszcza, że duża część zanieczyszczeń to pozostałości po broni należącej do obecnych członków NATO. Dopiero w przyszłym roku będzie wiadomo, jak dużo pozostałości po wojnie zalega na dnie morza i ile - jeśli w ogóle - Sojusz zdecyduje się dopłacić do ich wydobycia.

Źródła zdjęć:
- eostroleka.pl
- weglowodory.pl
- environet.eu

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

06 kwietnia 2013
Torment: Tides of Numenera ufundowane - 20:19 - Wrathu
Logo Torment: Tides of Numenera
Jeśli ktoś lubi gry cRPG, prędzej czy później musiał usłyszeć o "Planescape: Torment" - grze ze wszech miar wyjątkowej i docenianej zarówno przez graczy, jak i krytyków, osadzonej w oryginalnym uniwersum i skupiającej się na doskonale skonstruowanych dialogach i opisach, zamiast walce, a wszystko w przepięknej na tamte czasy oprawie wizualnej i z dodatkiem doskonałej muzyki autorstwa Marka Morgana, którego znamy choćby z pierwszych Falloutów, czy nadchodzącego Wasteland 2.

Pytanie brzmi, dlaczego o tym piszę?

Otóż ze względu na komplikacje związane z prawami autorskimi (Wizards of the Coast, dzierżyciele praw do uniwersum Planescape, nie chcieli udostępnić ich tym razem). Pewnego razu padło na inny oryginalny świat (który, swoją drogą, również był fundowany przez Kickstartera), nazywany Numenera i ogłoszono tytuł duchowego spadkobiercy pierwszego Tormenta: Torment: Tides of Numenera. I tu dochodzimy właściwie do sedna: uniwersum to osadzone jest w odległej przyszłości. "Ludzkość żyje wśród pozostałości po ośmiu wielkich cywilizacjach, które narodziły się i upadły na Ziemi. Dziewiąty Świat wypełniony jest śladami wspaniałości poprzednich: resztkami sieci informacyjnej rozsnutej pomiędzy wciąż działającymi satelitami, nanotechnologią, żywymi tworami bioinżynierii i tysiącami różnych niezwykłych urządzeń. Pozostałości te znane są jako numenera." Pierwsza moja myśl? Torment łączy się z Falloutem i Arcanum.

6 marca tego roku zaczęła się kampania na Kickstarterze. Brzmi znajomo? Tak, w ten sam sposób ufundowano Wasteland 2 i Project: Eternity, co było jednym z tematów przeprowadzonego przez Uqahsa i przetłumaczonego przeze mnie wywiadu z Brianem Fargo. Celem było 900 000 dolarów. W 6 godzin (!) uzbierano pierwszy milion. Po miesiącu, dziś w nocy, transmitowano odliczanie do zakończenia zbierania funduszy. Efekt przerósł oczekiwania wszystkich. 74 405 osób wsparło projekt i ostatecznie uzbierano 4 188 927 $ poprzez Kickstartera i 127 505 $ przez PayPala, co czyni z nowego Tormenta najwyżej zafundowaną poprzez Kickstartera grę w historii.

Zapomniany


Fani również czynnie uczestniczą w tworzeniu gry - każdego dnia napływają dziesiątki pomysłów. A kto właściwie zajmuje się tworzeniem gry? Studio inXile. Osoby, jakie biorą udział w projekcie przywołują uśmiech na twarzy: wspomniany już Brian Fargo ojciec Fallouta, założyciel Interplay i inXile, związany z grami m.in. The Bard’s Tale, Wasteland 1 i 2, Fallout 1 i 2, Baldur’s Gate i wreszcie Planescape: Torment), Chris Avellone (pracownik Interplay i Obsidian, związany z m.in. Fallout 2, Van Buren, Fallout: New Vegas, Planescape: Torment, serią Icewind Dale, Lionheart, Neverwinter Nights 2, Wasteland 2), Colin McComb (jeden z głównych projektantów settingu Planescape, projektant Fallout 2 i Planescape: Torment, scenarzysta Wasteland 2), Monte Cook (odpowiedzialny zarówno za setting Planescape, jak i Numenera), Mark Morgan (autor muzyki do Planescape: Torment, Fallout, Fallout 2, Fallout: New Vegas, Wasteland 2 i wielu innych gier i nie tylko). A to dopiero początek listy.

Jest też już główny zarys fabuły. W pierwszej części zastanawialiśmy się nad tym, cóż może zmienić naturę człowieka, tu zaś idée fixe będzie pytanie: ile znaczy jedno życie? Gracz pokieruje Zapomnianym (The Forgotten One) - ostatnim Porzuconym (Castoffs), który służył za ciało Zmiennego Boga (Changing God), istocie, która dzięki zmianie kolejnych ciał jest nieśmiertelna. Pewnego dnia jednak natura postanawia się upomnieć o porządek we wszechświecie i na życia Zmiennego Boga, jak i wszystkich Porzuconych, włączając w to naszego protagonistę, będzie polował Anioł Entropii (Angel of Enthropy). Od gracza zależy, czy postanowi odnaleźć swojego ojca (wybaczcie skojarzenie, jestem pewien, że będzie to wyglądało zupełnie inaczej niż w Falloucie 3), czy może spróbuje ułożyć sobie nowe, własne życie samemu? Albo z kolejną grupą dziwnych, nietypowych towarzyszy, którzy mogą zareagować różnie, gdy odkryją, że są jedynie pojemnikiem na udrękę protagonisty? Jaki wpływ na świat będą miały wybory gracza? Pewne jest, że czegoś takiego jeszcze nie było.

Jak widać, marzenie wielu ma się wkrótce spełnić. Premiera przewidywana jest na pierwszą połowę roku 2015. Gra będzie dostępna w języku polskim, wolna od DRM i przeznaczona na platformy PC, Mac i Linux. Powróci rzut izometryczny. Z racji zmiany świata i tego, że pierwsza część była poniekąd zamkniętą całością - twórcy nie będą bezpośrednio nawiązywać do historii bohaterów Udręki, jednak fani z pewnością znajdą pewne subtelne ukłony wobec nich. Oto nadchodzi wielokrotna postapokalipsa zmieszana z magią i niesamowitą fabułą. A to, o czym powiedziałem, to jedynie ułamek tego, co już są nam w stanie powiedzieć twórcy. Nurty, Dziedzictwa, Meandry, kulty, klasy, miasta, numenery, życie po śmierci - więcej informacji znajdziecie w źródłach.

No i jak myślicie - ile znaczy jedno życie?

Źródła:
Torment na Kickstarterze
Grimuar Sferowca
Torment RPG Tumblr w polskiej wersji językowej

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

07 kwietnia 2013
Recenzja 'Ostatniego świadka' Marcina Ogdowskiego - 10:11 - Veron
Marcin Ogdowski - Ostatni świadek
Marcina Ogdowskiego można uznać za autorytet w kwestii misji stabilizacyjnej - od niedawna szkoleniowej - polskiej armii w Afganistanie. Mimo że nie jest żołnierzem i przebywał tam stosunkowo niewiele czasu, poznał realia afgańskiej wojny na tyle wnikliwie, by zaowocowało to onieśmielającym wręcz znawstwem wielu aspektów tematu, uwidocznionym w książce "zAfganistanu.pl - Alfabet polskiej misji". Doprawdy trudno znaleźć bardziej kompetentnego "cywila" do do roli przewodnika po Afganie.

Nie sposób także przecenić - co podkreślaliśmy już wielokrotnie na Trzynastym Schronie - wpływu Ogdowskiego na kształtowanie obrazu naszego wojska i jego działań na Bliskim Wschodzie. A raczej prostowanie, bowiem konterfekt polskich żołnierzy i panorama ich pracy to obrazy najczęściej wypaczone i po prostu kłamliwe. Powodów tego stanu rzeczy jest wiele, Ogdowski - w swojej debiutanckiej, osadzonej w rzeczywistości współczesnego Afganistanu powieści, zatytułowanej "Ostatni świadek" - zwraca szczególną uwagę na dwa: uwierającą polityków niewygodę tematu i - zwłaszcza - pochopność mediów.

"Wieść o śmierci afgańskich cywilów potraktował jako kolejny cios. W pierwszym odruchu nawymyślał żołnierzom od "głupich skurwysynów".
- W co oni nas, kurwa, wpakowali?! - wrzasnął w towarzystwie kilku urzędników, choć mówiąc "nas", tak naprawdę nie miał na myśli ani rządu, ani tym bardziej partii, lecz samego siebie. (...)"


Konglomerat tych dwóch czynników skutkuje massmedialną nagonką i mentalnym linczem społeczeństwa na tych żołnierzach, którzy w istocie rzetelnie wykonują powierzone im obowiązki. Feruje się wyroki bez sądów, mało kto bierze pod uwagę charakter ich pracy - skrajnie stresującej i stresogennej, często wykonywanej w śmiertelnym niebezpieczeństwie; pracy, w której krytyczną decyzję nierzadko podejmuje instynkt. Ogdowski wyraźnie nawiązuje do niesławnego incydentu w Nangar Khel z 2007 roku. Echo tych wydarzeń powraca w "Ostatnim świadku", zwłaszcza jeśli chodzi o ogólnospołeczne reakcje. Autor, odsłaniając przed czytelnikiem arkana książkowej - fikcyjnej, ale noszącej pierwiastek autentyczności - akcji, nakierowuje jednak na odmienne od utartego podejście do działań żołnierzy. Stawia go w roli wojskowych, utożsamia z nimi. I chociaż nadal pozostaje w solidarności z wojskowymi, pozwala czytelnikowi osądzić ich samemu. Ten relatywny obiektywizm jest największym atutem powieści Ogdowskiego.

Sugerowany tytułem lejtmotyw "Ostatniego świadka" - oprócz tego, że skłania do refleksji nad racją bytu słynnego onegdaj wykrzyknika "C'est la guerre!" we współczesnym świecie - obnaża intencje autora co do zamierzonej wymowy swojej książki. Ogdowski tęsknie woła tu za profesjonalną reporterką z prawdziwego zdarzenia. Dziennikarz gra w jego opowieści kluczowa rolę, on sam zaś sukcesywnie piętnuje przejawy "pismactwa". Daje tym do zrozumienia, że uprawiane dzisiaj dziennikarstwo nie odpowiada mu (co także mimochodem podkreśla własną działalnością), ale jednocześnie wierzy w szlachetność zawodu dziennikarza, zanikającą cechę, którą ta profesja i tak nigdy nie była przesadnie przesycona. "Pierwszą ofiarą działań wojennych zawsze jest prawda". Któż inny może i powinien przekazać ją nam - czyli opinii publicznej - uczciwiej, prawdziwiej, bardziej należycie (przynajmniej w założeniu)?

Ogdowski buduje więc przekaz swojej książki na wielu płaszczyznach. Jedną z nich są bohaterowie. Nie są to jednostki rozpisane zamaszyście, to raczej zalążki pełnokrwistych postaci z potencjałem na rozwiniecie w ewentualnych późniejszych tytułach spod pióra Ogdowskiego. Dość gruba, jednoznaczna kreska zastosowana do szkicowania portretów bohaterów owocuje jednak tym, że postaci te stają się symboliczne. W pojedynczych ludziach autor uosabia całe grupy, socjalne i zawodowe. Zabieg ten spełnia się w swojej roli dzięki obrazowej wymowności, mimo że wyczuwa się w nim niejakie uproszczenie, uogólnienie lub skrótowość (zwłaszcza w przypadku postaci polityka Kubackiego; podobna rzecz ma się z niektórymi wątkami fabularnymi).

"Przyglądając się wojsku w Afganistanie - i to nie tylko Polakom, ale całemu ISAF - łatwo było dostrzec, że skupia się ono na zabezpieczeniu własnego funkcjonowania. O "odzyskiwaniu" kraju w skali większej niż pojedyncze dystrykty nikt tak naprawdę już nie myślał."

Fundamentem rozważań Ogdowskiego jest jednak Afganistan i Polski Kontyngent Wojskowy tamże. Oparta na dziennikarskich korzeniach i przede wszystkim doświadczeniach autentyczność wydarzeń oraz realizm świata przedstawionego są niezwykle frapujące w swojej dokumentalnej wręcz prawdziwości (dodatkowo niejako naturalnie spełniają też pewną rolę dydaktyczną). Research dokonany przez Ogdowskiego oszałamia szczegółowością. Cytat z okładki - "na wojnie wszyscy są ofiarami" - zyskuje na znaczeniu z każdą przeczytaną stroną. "Ostatni świadek" to przyobleczony w fabułę "Alfabet polskiej misji" z wszystkimi jego zaletami - buchającą z kart książki prawdą, szczerością przekazu i żywym w języku, reporterskim (w prostocie, nie w "suchości"), znakomitym warsztatem autora.

Marcin Ogdowski m.in. w wywiadzie dla Trzynastego Schronu zapowiadał, że zamierza jeszcze wrócić do Afganistanu. Z pewnością dowiemy się o jego nowych doświadczeniach z blogu zAfganistanu.pl. Liczę jednak na to, że znajdzie i poświęci czas na następną tradycyjnie wydaną, literacką publikację. "Ostatni świadek" to bowiem propozycja godna wszelkiej rekomendacji. I kolejny - wykonany przez pana Marcina - milowy krok w przedstawieniu i demitologizacji wojny w Afganistanie. Wojny z udziałem Polaków, nigdy o tym nie zapominajmy.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Ostatni świadek' - konkurs forumowy! - 10:29 - Veron
Marcin Ogdowski - Ostatni świadek
Mamy dla Was super-prosty konkurs, w którym do wygrania jest recenzowana zaledwie chwilę wcześniej, najnowsza książka Marcina Ogdowskiego, "Ostatni świadek"! Po szczegóły odsyłam na forum newsowe Trzynastego Schronu. Z pozdrowieniami! :-)
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

08 kwietnia 2013
10 lat Neuroshimy na Grojkonie - 13:49 - Squonk
Grojkon 2013
Informacja prasowa od organizatorów festiwalu Grojkon 2013.

Czy wiesz, że Neuroshima ma już 10 lat? Chcesz zaśpiewać z tej okazji 100-lat twórcom tej gry? Może masz ochotę grupowo zdmuchnąć świeczki na jubileuszowym torcie?

Zapraszamy na obchody 10-lecia Neuroshimy gdzie razem z Wydawnictwem Portal będziemy świętować i odkrywać to postapokaliptyczne uniwersum. Przygotujcie się na duży turniej Hexa oraz na wiele prelekcji i sesji RPG w klimatach Neuroshimy.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

09 kwietnia 2013
Michał Gołkowski - 'Ołowiany świt' - 17:06 - Squonk
Okładka książki 'Ołowiany świt'
Pojęcie co to znaczy być stalkerem można rozwinąć w szereg odpowiedzi, wątków, myśli i koncepcji. Np.: nosić OP-1 i kałacha w ręku, być TRU fanem postapo, albo stawiać czoło codziennym wyzwaniom, tak by każdy dzień był zwycięstwem. Jak kto chce. Można też być tak, jak w notce informacyjnej powieści "Ołowiany świt", którą wyda Fabryka Słów:

Oto przed Wami okładka pierwszej książki z Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a napisanej przez Polaka. Światło dzienne ujrzy w rocznicę katastrofy w Czarnobylu - 26 kwietnia.

Tutaj wrogiem jest zło, które może czaić się tuż obok, za naszymi plecami. Może przyjmować różne postaci, imiona i kształty; jednak najstraszniejszym, co możemy spotkać w Zonie - jest człowiek.

Wchodzisz w to? Zresztą, już jesteś. Wszyscy jesteśmy - stalkerami.


Podrzucił: Vocoder.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

10 kwietnia 2013
'Gwiazdozbiór Psa' - już 17 kwietnia w Polsce - 20:41 - Squonk
Okładka książki
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Postapokalipsa w literaturze i filmie kojarzy się najczęściej ze zdewastowanym światem, który obróciła w ruinę wojna nuklearna bądź bliżej nieokreślona katastrofa o globalnych rozmiarach. Okazuje się jednak, że do tematu można podejść zupełnie inaczej - tak, jak zrobił to Peter Heller w swoim "Gwiazdozbiorze Psa". W książce Hellera przyroda pozostała praktycznie nienaruszona, nie licząc skutków postępującego ocieplenia klimatu; tym, co legło w gruzach, okazała się cywilizacja człowieka. Epidemia zmutowanej grypy pozostawiła przy życiu garstkę ludzi, którzy w kilka lat po tym "wirusowym" kataklizmie stali się dla siebie najgroźniejszymi wrogami, walczącymi o przeżycie w pięknym krajobrazowo, ale pozbawionym działającej infrastruktury, a co ważniejsze - jakiejkolwiek nadziei świecie.

"Gwiazdozbiór Psa" jest wyjątkowy także pod innym względem - przez nowatorski, bardzo oryginalny styl narracji Hellera, która bardziej niż z regularnym opowiadaniem kojarzy się z na pozór luźnym potokiem myśli głównego bohatera. Ten bardzo umiejętnie zastosowany środek artystyczny stanowi o sile przekazu powieści: z jednej strony potrafi trzymać w napięciu jak w najlepszym thrillerze, z drugiej - wzrusza i skłania do refleksji.

"Gwiazdozbiór Psa" - po wielkim sukcesie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii - nakładem wydawnictwa Insignis trafi na półki polskich księgarń już 17 kwietnia. Premierze książki towarzyszyć będzie wizyta autora - Petera Hellera - którzy przyleci do Polski prosto z Denver. Oto jak sam opowiada o swojej książce:

KLIQ #1

Zapraszamy również do zapoznania się z oficjalnym trailerem promującym tę niezwykłą pod wieloma względami książkę:

KLIQ #2

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Noclegi na Grojkonie - 21:35 - Squonk
Grojkon 2013
Informacja prasowa od organizatorów festiwalu Grojkon 2013.

W tym roku Królestwo ma dla Was aż 3 opcje noclegowe. Poza noclegami na terenie Festiwalu polecamy domki na campingu nieopodal oraz ofertę hotelu Orbis Magura przygotowaną specjalnie dla uczestników Grojkonu.

Więcej szczegółów i informacje dotyczące rezerwacji znajdziecie na naszej stronie poświęconej noclegom.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

11 kwietnia 2013
Ruszył Projekt Tequila - 7:20 - Squonk
Obrazek do newsa
Informacja prasowa od Wydawnictwa Dobre Historie.

Na portalu Polak Potrafi ruszył Projekt Tequila wrocławskiego Wydawnictwa Dobre Historie. Projekt zakłada zbiórkę funduszy na druk pierwszej z serii powieści (pisanej przez Łukasza Śmigla) oraz pierwszego albumu komiksowego (rys. Katarzyna Babis) o przygodach żyjącej w postapokaliptycznym świecie super heroiny imieniem Tequila. Więcej o projekcie można przeczytać na oficjalnej stronie: polakpotrafi.pl/projekt/tequila

W projekt angażuje się coraz więcej polskich rysowników i autorów. Swój udział w produkcji uniwersum Tequili zapowiedzieli już m.in. Rafał Szłapa, Michał Oracz, Krzysztof Chalik, Bartosz Fedyczak, Marcin Rusnak i Daniel Grzeszkiewicz.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

12 kwietnia 2013
Zagrajmy w Monopoly #2 - 18:57 - Squonk
Fallout
W newsie 30 sierpnia 2011 pisaliśmy o grze Monopoly (Monopol) wykonanej w falloutowej stylizacji.

Tamten projekt wykonała dziewczyna dla swojego chłopaka, ten został opracowany na wyższym poziomie: przez męża, dla lubiącej falloutowe klimaty żony. Dodajmy, że te pochodzące i związane z nowymi odsłonami serii.

Man makes incredible Fallout Monopoly for wife.

Podrzucili: Lars oraz Konrad.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Ostatni świadek' - konkurs forumowy - rozstrzygnięcie! - 23:48 - Veron
Marcin Ogdowski - Ostatni świadek
W niusie zapowiadającym konkurs nie rozpisałem się nazbyt przesadnie, także i w rozstrzygającym go podążę tą samą drogą na skróty. Ażeby dowiedzieć się kto wygrał "Ostatniego świadka" Marcina Ogdowskiego zapraszam do odwiedzenia forum newsowego Trzynastego Schronu.

Niemniej kto jeszcze raz chciałby spróbować szczęścia i powalczyć o tę świetną książkę, tego odsyłam na fanpage Trzynastego Schronu na Facebooku. Czytajcie, a znajdziecie, wkrótce bowiem kolejny konkurs, w którym do wygrania "Ostatni świadek"! I nie tylko... :-)

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

13 kwietnia 2013
Premiera w klimatach: Intruz - 0:34 - Veron
Intruz
Andrew Niccol darzy wyraźną sympatią futurystyczne, antyutopijne klimaty. Jego najnowszy film, "Intruz", rozgrywa się w świecie, w którym zdecydowaną większość populacji opanowały istoty pozaziemskie. Jak się okazuje, obcy podbijają i "kolonizują" kolejne planety. Gdy jednak docierają na Ziemię, natrafiają na opór. Żyjący w ukryciu rebelianci podejmują nieśmiałą walkę z najeźdźcami, przede wszystkim jednak starają się zapewnić sobie przetrwanie. Jedną z takich buntowniczek jest Melanie, która ratując bliskich zostaje schwytana i "zainfekowana" obcą formą życia. Wagabunda - takie imię nosi próbujący opanować dziewczynę kosmita - ma z tym jednak problem. Świadomość Melanie bowiem nie wygasa. Odtąd w dziewczynie rozgrywa się wewnętrzna walka.

"Intruz" jest ekranizacją książki Stephanie Meyer, solidarnie mieszanej z błotem przez wszystkich krytyków świata autorki wampirycznej serii "Zmierzch". Fakt, że mamy do czynienia z niskich lotów prozą, będącą fabularną podstawą filmu, jest niestety zauważalny. Czego by bowiem nie powiedzieć o umiejętnościach reżyserskich Niccola, scenarzystą jest solidnym (nominacja do Oscara za "Truman Show"). A w "Intruzie" kwestie w stylu: "zamierzam ją zabić, ale najpierw chciałbym porozmawiać", są na porządku dziennym, co nie jest winą li tylko twórcy "Wyścigu z czasem". Do tego dochodzi charakterystyczny dla Meyer ckliwy wątek miłosnego trójkąta "ich dwóch, ona jedna" (Melanie odnajduje dawnego ukochanego, którego kompan zakochuje się w jej drugim "wcieleniu"... ot, taki mały paradoks), łagodzony z rzadka jakimś humorystycznym one-linerem. Historia sama w sobie ma niejaki potencjał, ale Niccol skupia się niemal wyłącznie na mdłym love story.

A szkoda. Ciekawym pomysłem wydaja się bowiem sami kosmici. Rzadko się zdarza w kinie, byśmy mieli do czynienia z tak skrajnie pacyfistyczną postawą obcych. Bo chociaż istotnie zniewalają ludzi, to krzywda czy śmierć jest ostatnim czego dla nich chcą (nie bez przyczyny nazywają siebie "duszami"). Na pobieżnym (i bez śladu realizacyjnej innowacyjności) przedstawieniu ich motywacji się jednak kończy. Podobnie nie natrudzili się twórcy z kreacją świata przedstawionego - sterylnego, skąpanego w bieli, kalki - żeby nie szukać daleko - choćby tego z "Gattaki". Jest ładnie, ale wtórnie, a przez to po prostu nudno.

W to blade, schematyczne tło adekwatnie wtapiają się bohaterowie opowieści i odgrywający je aktorzy. Wyróżnia się jedynie - i jest to najjaśniejszy punkt filmu Niccola - Saoirse Ronan, młoda, piekielnie zdolna aktorka, do której, nie ukrywam, mam spory sentyment. Całkiem wiarygodnie i ze zbawiennym dystansem oddaje "rozdwojenie" i rozterki Melanie/Wagabundy. Za to dodaje punkcik do końcowej oceny. Nie zmienia to jednak faktu, że "Intruz" raczej box office'u nie podbije, zapewne zgarnie za to pokaźną liczbę nominacji do Złotych Malin. Ale i tak, z sobie wiadomych względów, polubiłem ten film.

Moja ocena: 4,5/10
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Premiera 'Punktu cięcia' Michała Cholewy już za 4 dni! - 11:15 - Veron
Michał Cholewa - Punkt cięcia
Philip K. Dick, John Ringo, David Weber. Seria "Obcy". Te kultowe nazwiska i tytuły pojawiały się w zapowiedziach "Gambitu", literackiego debiutu Michała Cholewy. Młody autor rodem z Katowic nie zawiódł oczekiwań. Jego pierwsza książka okazała się jedną z najlepszych propozycji science fiction ubiegłego roku. A już za kilka dni premiera kontynuacji losów Marcina Wierzbowskiego i jego kompanów na planecie New Quebec w powieści "Punkt cięcia".

Zapomniany i pozostawiony na New Quebec oddział porucznik Cartwright ciągle walczy z wrogiem i ogarniającym go zwątpieniem, pokładając nadzieję w wyszkoleniu oraz instynkcie. Kiedy Unia sobie o nim przypomina, okazuje się, że wytrzymałość żołnierzy będzie wystawiona na jeszcze cięższą próbę.

Wojna przenosi się na teren Imperium, a Marcin Wierzbowski i jego towarzysze zostają rzuceni w sam środek najbardziej umocnionej prowincji Cesarstwa. Czy plan pułkownika Brisbane’a ma jakiekolwiek szanse na realizację? Jaki efekt przyniesie ich poświęcenie?


Premiera 17 kwietnia. Książka wydana przez wydawnictwo Ender w ramach serii WarBook. Trzynasty Schron objął "Punkt cięcia" patronatem medialnym. Gorąco polecamy!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

[Rok Schronu] Reżyser w klimatach - o twórczości Andrew Niccola - 13:27 - Veron
Intruz
Swoją recenzję "Intruza" Andrew Niccola zacząłem słowami, że reżyser ten "darzy wyraźną sympatią futurystyczne, antyutopijne klimaty". Istotnie, trzy z pięciu zrobionych przez niego obrazów osadzonych jest w takiej właśnie rzeczywistosci. Przy okazji premiery jego ostatniego filmu przyjrzyjmy się jednemu z ciekawszych filmowców, obracającemu się w bliskich Trzynastemu Schronowi tematach.

Andrew Niccol urodził się 1964 roku w Nowej Zelandii. Z przemysłem filmowym związał się w wieku dwudziestu kilku lat, odkąd zaczął reżyserować reklamy. W połowie lat 90-tych zawitał do Hollywood z zamiarem kręcenia filmów "dłuższych niż 60 sekund". Tutaj zwrócił na siebie uwagę wpływowego producenta, Scotta Rudina, odpowiedzialnego m.in. za "Firmę" (1993) i "Pokój Marvina" (1996), który zaangażował go do tworzenia scenariusza do "Truman Show" (1998). Wysoki budżet filmu uniemożliwił mu jednak jego wyreżyserowanie, którego ostatecznie podjął się Peter Weir. Niccol nie zraził się ("Jeśli chodzi o "Truman Show", moim największym błędem było to, że najpierw napisałem swój najdroższy film. (...) Pamiętam rozmowę z szefową wytwórni: Nie ma szans, żebyś otrzymał 80 mln $ na swój pierwszy film. Ale damy ci 20 mln. A wiec wyszedłem i napisałem "Gattake", upewniając się, że nie przekroczy tego budżetu. (...)") i zaczął przygotowania do autorskiego projektu. Zresztą nie ma tego złego - przebój z Jimem Careyem w tytułowej roli przyniósł mu nagrodę BAFTA oraz nominacje do Oscara i Złotego Globu.

Gattaca - Szok przyszłości


Już rzeczona "Gattaca - Szok przyszłości" (1997) nakreśliła pewne cechy, którymi charakteryzowały się późniejsze dokonania Andrew Niccola. Jego produkcjom science fiction daleko do widowisk. To raczej stonowane obrazy w stylu "THX 1138" (1971) George'a Lucasa. Osadzone zazwyczaj w niedalekiej przyszłości lub rzeczywistości alternatywnej, prezentują świat nienaturalnie spokojny i nieskażony, wręcz purystyczny, w którym dominuje biel. Biel niemająca jednakże w sobie nic z niewinności. Raczej symbolizuje ona tło, na którym z czasem coraz wyraźniej odznaczają się jednostki niepotrafiące z pewnych powodów weń się wtopić. Ich blady odcień skutkuje skierowaniem nań oczu bezimiennych i bezosobowych, lecz wyczuwalnych lordów; tych, którzy dodają "anty-" do wykreowanych utopii; tych, przez których ci wyróżniający się swoją odmiennością stopniowo staja się czarnym na białym. Tych niebezpiecznych.

Czy to świat po biotechnologicznej rewolucji, opanowany przez obcych, z zegarem jako osią życia, czy tez rzeczywistość Fabryki Snów, wypełnionego nielegalnym handlem podziemia lub zwyrodniałego reality show, u Niccola antagonistą jest szeroko pojęty system. Opresyjny i wszechpotężny, z którym walka przywołuje na myśl wizję Orwella z "Roku 1984". Batalia to najczęściej bezkrwawa, przeciwstawiająca sobie jednak totalne podporządkowanie i kontrolę absolutną z iście partyzanckimi metodami sprzeciwu. I po orwellowsku zakończona - pozornym zwycięstwem protagonisty, faktycznym systemu.

Wyścig z czasem


Pewien rodzaj zniewolenia jest więc symptomatem scenariuszy autorstwa Niccola. Ale nie jest to tylko jarzmo od bohaterów niezależne. Ich mocno skomplikowany intymny świat wpędza ich w pętające sidła własnej osobowości. W równym stopniu co ze środowiskiem, bohaterowie Niccola walczą z sobą. A walczą w konkretnym celu - chcą przynależeć. Tak jak tytułowa postać z powieści "Friday" Roberta A. Heinleina, tak Vincent z "Gattaki", Taransky z "Simone" (2002)>, Will z "Wyścigu z czasem" (2011) czy Melanie z "Intruza" noszą w sobie niewygodną tajemnicę, przez którą ich chęć (za)istnienia w społeczeństwie, bycia jego integralną częścią, zyskuje rozpaczliwy, tragiczny wręcz wymiar. Jedynie poprzez bezkompromisowość czy nawet brawurę w swoim postępowaniu, dokopują się oni jednego z podstawowych praw człowieka. Bo na skutek zniewolenia i walki o przynależność w społeczeństwie, postaci z filmów Nowozelandczyka często zostają z tego społeczeństwa wykluczane, a co za tym idzie - szykanowane. Niccol skupiając się na jednostkach odbiegających od ogółu, zwraca uwagę na sam ogół. Na jego naturalną niechęć do wszelkich odchyleń, ostracyzm, elitaryzm.

Filmy science fiction autora "Pana życia i śmierci" (2005) traktowane są przez krytyków jako alegorie współczesności, choć on sam odnosi się do tego z dystansem, jedynie rzeczony film o handlarzu bronią traktując jako "prawdziwy portret tego świata". Polega na inteligencji i wrażliwości widzów. "Ludzie mogą odbierać film na różnych poziomach. Niektórzy pójdą obejrzeć spluwy i dziewczyny, jeszcze inni chcą zobaczyć thriller. Ale na szczęście są i tacy, którzy chcą się zastanowić". Jak się do tego nie odnieść, obrazy Niccola mają w sobie cechy zgrabnie wyważonych paraleli i zwracają uwagę na zawsze ważkie problemy, z którymi boryka się dzisiejsze społeczeństwo.

Intruz


W jaki sposób bohaterowie filmów twórcy "Intruza" radzą sobie w nieprzychylnej rzeczywistości? Na kilka sposobów. Niccol prawie zawsze obdarza ciemiężonego bohatera kompanem. Początkowo nierzadko sceptycznym wobec jego podejrzeń, później oddanym i jemu, i sprawie. Towarzysz protagonisty nie odgrywa jednak kluczowej roli w przedstawianych wydarzeniach. Wciąż pozostaje z tyłu, dając działać głównemu bohaterowi, samemu będąc wsparciem umiarkowanym w czynach, za to całkowitym w sensie duchowym. Nie zmienia to faktu, że wyczerpuje definicję postaci drugoplanowej.

W sukurs przychodzi także ruch. Niccol sukcesywnie kreuje w swoich filmach rzeczywistości statyczne, w których ożywienie jest nienaturalne i od razu zostaje zauważone. Ruch nie sprzyja cichej dywersji. Ostatnim kryterium jest natomiast wykorzystanie zdobyczy technicznych. Rzecz jasna na zasadzie sabotażu, ale w wyższym celu - zachowania człowieczeństwa. Bo i ten aspekt jest dla Niccola znamienny. "Myślę, że zawsze poszukuję człowieczeństwa w technologii. Podobnie lubię rozliczać się z niejednoznacznością życia. (...) Trzeba walczyć z jego szarością i to jest w nim tak bardzo frustrujące."

Andrew Niccol


Filmy Niccola to jednak żadne arcydzieła. Choć inteligentne, ciekawie napisane i oparte na frapujących pomysłach, tracą na umiejętnościach reżyserskich ich twórcy. Niccol preferuje spokojną - chciałoby się powiedzieć: nazbyt spokojną - narrację, niespiesznie przewraca na ekranie kartki swoich skryptów, pozwalając akcji toczyć się. O ile w "Gattace" ten zabieg udał się i pasował do konwencji, to już w późniejszych filmach stał się przywarą. Autor "Wyścigu z czasem" nie stosuje też żadnych chwytów narracyjnych czy zabiegów realizacyjnych, które uatrakcyjniłyby nieco rozgrywane na ekranie wydarzenia. Jego obrazy z każdym następnym stają się po prostu coraz bardziej nudziarskie, a kilka wizualnych fajerwerków (jak choćby "podziemne niebo" czy punkt transportowy "dusz" z "Intruza") nie jest w stanie ruszyć z posad niepotrzebnie ciężkich i poważnych fabuł.

Po świetnym początku kariery ("Gattaca", scenariusz do "Truman Show") i nierównym środku ("Simone", "Pan życia i śmierci"), twórczość Andrew Niccola zniżkuje. Zarówno "Wyścig z czasem" jak i ostatnie jego dzieło, "Intruz", nie wykorzystują drzemiącego w nich potencjału. Jak słusznie zauważył Rezro, użytkownik forum Trzynastego Schronu, "oby to nie był koniec Niccola, bo z roku na rok jego poziom spada, a ekranizacja beznadziejnej książki Meyer to ryzykowny ruch". Wyniki box office'u zdają się to niestety potwierdzać. Być może Niccol powinien swój kolejny scenariusz oddać do realizacji komuś innemu? Sam nie potrafi bowiem skutecznie wykorzystać niezłych przecież pomysłów.

Źródła:
Filmweb, IMDB, Contactmusic.com, MovieFreak.com
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Planszówkowy najazd na Królestwo Grojkonu - 21:37 - Squonk
Grojkon 2013
Informacja prasowa od organizatorów festiwalu Grojkon 2013.

W tym roku na grojkonowym Games Roomie będziecie mogli zobaczyć wydawnictwa G3, Egmont oraz Granna prezentujące swoje tytuły oraz organizujące turnieje z nagrodami. Poza tym sklep Rebel uzupełni naszą listę gier znanymi i lubianymi przez Was planszówkami.

Do zobaczenia w Games Roomie!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Woliery 8 - 22:18 - Squonk
Obrazek do newsa
Do 22 kwietnia br, w Muzeum Współczesnym we Wrocławiu możecie się zapoznać z wystawą - projektem Woliery 8.

[...] swoje prace zaprezentują zarówno malarze, twórcy grafiki warsztatowej i szkła, fotograf, performerka, twórca instalacji wideo i obiektów, a także grupa, która poszerza tradycyjny rysunek o doświadczenie nowych mediów.

Wśród wystawców znajduje się - znany z naszych łam - Jakub 'V4ult' Kanda (www.v4ult.deviantart.com), przedstawiający tam klimatyczną wystawę "POST INDUSTRIA".

Więcej informacji.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

NiuCon 2013 - 22:56 - Squonk
NiuCon 2013
Informacja prasowa od organizatorów konwentu NiuCon 2013.

Tegoroczny NiuCon odbędzie sie w dniach 9-11 sierpnia, jak zawsze we Wrocławiu. Od końca września już mamy uruchomioną stronę internetową, za pomocą której możecie zarówno zapisać się jako helperzy, gżdacze, techniczni, a także zgłosić stoisko, jak i atrakcje. Warto dodać, że na tę chwilę mamy już ponad 200h atrakcji, jednak nie wszystkie są dodane na stronie. Zgłoszenia na Cosplay ruszą w maju. Zapraszamy również do udziału w Cover Music Festival.

Rezerwacje, które są prowadzone przez system rezerwacji Rezerwix, już trwają i będą zamykane 2 sierpnia 2013r. Jak zwykle - nie ma limitu miejsc.

Ceny wejściówek:
Pełna wejściówka: 40zł
Piątek: 20zł
Sobota: 25zł
Niedziela: 10zł

Można zakupić koszulki konwentowe i kubeczki, których wzory pojawią się na dniach. Pierwszym potwierdzonym gościem jest Takeshi Yokota z firmy Executive Offer mieszkający od kilku lat Polsce. Spotkanie z panem Yokotą będzie owocowało w ciekawostki o Japonii, jak Japończyk widzi nasz kraj oraz da pokaz kaligrafii japońskiej. Z chęcią opowie też jak wyjechać do Japonii i jak znaleźć tam pracę.

Będziecie również mogli wypróbować i zagrać na starych konsolach w pokoju Retrogralni.

Na konwencie pojawią się też premiery. Pierwszą z nich jest Zakochany Tyran (Koisuru Boukun) tom 2 od wydawnictwa Kotori. Na NiuConie będzie miał również koncert znanego Japońskiego artysty. Kogo? W sobotę (13 kwietnia) o godzinie 19:00 informacja pojawi się na fanpage'u Konwentu. Dodatkowo polecamy z zapoznaniem się z FAQ dla rodziców.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

17 kwietnia 2013
'Punkt cięcia' Michała Cholewy już w księgarniach! Książka pod patronatem medialnym Trzynastego Schronu - 21:06 - Veron
Michał Cholewa - Punkt cięcia
Swoją recenzję wydanego wiosną ubiegłego roku "Gambitu", literackiego debiutu młodego autora rodem z Katowic, Michała Cholewy, zakończyłem słowami: "Mam nadzieję, że Michał Cholewa mnie nie zawiedzie i "pociągnie" dalej zainicjowaną historię. Pisarski warsztat ma bowiem w małym palcu, co doskonale wykorzystuje ubierając w słowa świetne pomysły. A jego "Gambit" to jak na razie literackie science fiction roku. Polecam!"

Cholewa nie zawiódł. Kontynuacja debiutanckiej, znakomitej powieści właśnie ujrzała światło dzienne. "Punkt cięcia" - książka, którą Trzynasty Schron objął patronatem medialnym - od dziś w księgarniach w całej Polsce, nakładem rzecz jasna wydawnictwa Ender w ramach serii WarBook!

Zapomniany i pozostawiony na New Quebec oddział porucznik Cartwright ciągle walczy z wrogiem i ogarniającym go zwątpieniem, pokładając nadzieję w wyszkoleniu oraz instynkcie. Kiedy Unia sobie o nim przypomina, okazuje się, że wytrzymałość żołnierzy będzie wystawiona na jeszcze cięższą próbę.

Wojna przenosi się na teren Imperium, a Marcin Wierzbowski i jego towarzysze zostają rzuceni w sam środek najbardziej umocnionej prowincji Cesarstwa. Czy plan pułkownika Brisbane’a ma jakiekolwiek szanse na realizację? Jaki efekt przyniesie ich poświęcenie?


Pierwsze rozdziały są więcej niż obiecujące. Cholewa od początku rzuca czytelnika w wir wydarzeń wykreowanego z niespotykanym rozmachem uniwersum. Firmowany takimi nazwiskami jak David Weber, John Ringo czy Philip K. Dick oraz promowany jako "twarde SF w mrocznym klimacie Obcego", "Punkt cięcia" ma szansę stać się jedną z najciekawszych propozycji science fiction w 2013 roku.

Nowa powieść autora „Gambitu” przenosi wojnę w przestrzeń międzyplanetarną. Starcie eskadr bojowych, misterne plany ataków i zasadzek w systemach gwiezdnych, widowiskowe potyczki i przejmujące konanie okrętów sprawiają, że „Punkt cięcia” staje się areną bitwy kosmicznej na miarę Davida Webera.

Michał Cholewa z wielkim rozmachem kreśli obraz uniwersum, nie tracąc przy tym z oczu losów swoich bohaterów - samotnych w niekończącej się wojnie, w której łatwiej zachować życie niż człowieczeństwo.


Trzynasty Schron poleca "Punkt cięcia" Michała Cholewy!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Spotkanie z Peterem Hellerem, autorem 'Gwiazdozbioru Psa' - 23:52 - Squonk
Okładka książki
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Dziś - 17 kwietnia - polską premierę miała wielokrotnie nagradzana, bestsellerowa powieść "Gwiazdozbiór Psa" Petera Hellera. W promocji książki weźmie udział sam autor, który w piątek 19 kwietnia spotka się czytelnikami w księgarni Matras w warszawskim Centrum Handlowym Arkadia (Al. Jana Pawła II 82) o godz. 18.00.

Spotkanie z Peterem Hellerem w Warszawie będzie okazją do poznania autora książki, która zdobyła już uznanie rzeszy czytelników. Będzie to czas na rozmowę z nim, zadanie pytań oraz zakup "Gwiazdozbioru Psa" w bardzo atrakcyjnej cenie i zdobycie autografu autora.

Wydawca książki już dziś zapowiada konkurs, który odbędzie się podczas spotkania z autorem. Nagrodą główną jest iPad mini 16 GB. Zwycięzcę, do którego rąk trafi tablet, oraz 10 wyróżnionych - otrzymają oni nagrody niespodzianki - wybierze sam Peter Heller podczas piątkowego spotkania w księgarni Matras.

Wydawca zaprasza do stworzenia własnych gwiazdozbiorów - inspirując się minimalistyczną okładką powieści (do obejrzenia m.in. na stronie www.insignis.pl), należy stworzyć w dowolnej technice, na formacie nie większym niż A4, własną konstelację. Czy to będzie gwiazdozbiór psa, kota… a może czegoś zupełnie innego? Aby wziąć udział w konkursie, wystarczy podczas spotkania w księgarni Matras wręczyć Peterowi Hellerowi swoją pracę. Pomysły czytelników oceni autor "Gwiazdozbioru Psa" - laureata między innymi plebiscytu "The iTunes Novel of The Year 2012" na najczęściej kupowaną książkę w księgarni iBookstore - i sam wybierze zwycięzcę oraz dziesięć wyróżnionych osób.

Regulamin konkursu znajduje się na stronie www.insignis.pl.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

21 kwietnia 2013
Recenzja 'Punktu cięcia' Michała Cholewy - 23:35 - Veron
Michał Cholewa - Punkt cięcia
Wielkie słowa winny być wsparte argumentacją nie do odparcia. Dla każdego recenzenta szanującego siebie, lecz przede wszystkim czytelnika - swojego jak i ocenianego tekstu - truizm ten winien być fundamentem rozważań i towarzyszyć jego działaniu na poziomie pierwszych refleksji, z których ostatecznie narodzi się krytyczna publikacja. Jestem jednak przekonany, że każdy recenzent uwielbia ten następujący zaraz po kontakcie z jakimś utworem moment, w którym jest przepełniony świadomością, iż miał przyjemność czy wręcz zaszczyt obcowania z dziełem z wyższej półki. Moment, w którym jest skłonny ocenić je w samych superlatywach. Jakiś czas temu skończyłem lekturę "Punktu cięcia" Michała Cholewy, a i tak wciąż pozostaję w owej chwili zawieszony. Bo, proszę państwa, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, że mamy do czynienia z twórcą klasy światowej.

"Punkt cięcia" to doskonałe pod każdym względem, epickie we wszelkich aspektach, rasowe science fiction. Firmowanie książki nazwiskami Philipa K. Dicka czy Davida Webera - absolutnych klasyków tego gatunku - nie jest przesadzone ani na jotę. Michał Cholewa ma bowiem tak doskonale opanowany pisarski warsztat, fenomenalną wyobraźnię i umiejętność projektowania najmniejszych detali, które summa summarum składają się na przebogaty świat przedstawiony, że czytanie jego książek (bo i debiutancki "Gambit" to jedno z najlepszych polskich science fiction ostatnich lat) to autentyczna przygoda. Będący kontynuacją pierwszej powieści Cholewy, "Punkt cięcia" jest propozycją jeszcze lepszą od poprzednika praktycznie pod każdym względem (niczego "Gambitowi" rzecz jasna nie ujmując). Oto po prostu wielka książka.

Znajomość debiutu Cholewy nie jest wymagana, żeby szybko zorientować się w fabularnych meandrach. Oczywiście, może ona nieco pomóc, ale autor na tyle sprytnie wplata opowieść przeszłe wydarzenia, że tworzy z nich intrygującą tajemnicę, zachęcającą wręcz do zapoznania się z "Gambitem", o ile wcześniej czytelnik tego nie dokonał. Spotkamy się więc z oddziałem porucznik Cartwright, wchodzącym w jego skład Marcinem Wierzbowskim i pozostałymi żołnierzami armii Unii Europejskiej. Pod dowództwem także znanego pułkownika Brisbane'a wezmą udział w wieloetapowej i wielopłaszczyznowej operacji z celem najwyższej rangi. Więcej szczegółów zdradzać nie wypada, zresztą akcja rozgrywa się na tak wielu poziomach - czasowych, przestrzennych, zdarzeniowych - że spojlerowanie pozbawione jest większego sensu. Cholewa co rusz rzuca czytelnika w coraz to nowe miejsca. Zarzucić jednak "Punktowi cięcia" chaos byłoby bluźnierstwem. Autor w imponujący sposób panuje bowiem nad ogromem wykreowanego przezeń uniwersum. Dzięki temu nie sposób się w nim zagubić. Wykazując się błyskotliwością w konstrukcji wydarzeń czy dialogów (kurtuazyjne konwersacje imperialnych notabli to mistrzostwo świata!...), dodatkowo zmusza do ćwiczeń i naszą uwagę. To niezwykle inteligentna i trenująca inteligencję książka.

Cholewa odsłania w swej najnowszej powieści więcej, niż miało to miejsce w "Gambicie", opanowanego przez trzy mocarstwa wszechświata. Mimo nawet tego, że w sumie trafimy na bodaj trzy nowe planety (a więc stosunkowo niewiele), to i one również potrafią zrobić niesamowite wrażenie - szczegółowością, spojrzeniem z niejednej perspektywy, uporządkowaniem. Każde miejsce - czy jest to ciało niebieskie, na które trafiają bohaterowie, czy kosmiczne okręty, którymi tam trafiają - ma swoją charakterystykę, duszę; na swój sposób żyje, choćby był to rozpadający się prom najniższego rzędu i wartości. Rozmach, z jakim Cholewa kreśli obraz świata przedstawionego, przytłacza, lecz w pozytywnym - godnym podziwu i szacunku - sensie. Z równym impetem autor "Punktu cięcia" bierze się za opisy bitew. I tak, analogicznie - czy rozgrywają się na zamkniętej przestrzeni ciasnego statku, na nieprzyjaznej planecie czy w przestrzeni kosmicznej, w każdym przypadku zachwycają umiejętnością kontroli Cholewy nad najdrobniejszym ich elementem.

Cholewa z zaskakującą łatwością potrafi także łączyć literackie gatunki, co udowodnił przy okazji "Gambitu". W "Punkcie cięcia" spotykają się "twarde science fiction w mrocznym klimacie Obcego" z elementami thrillera, kryminału, a nawet powieści szpiegowskiej. Podczas czytania książki Cholewy przypominał mi się ostatni film Kathryn Bigelow, "Wróg numer jeden". Przykład to może nie do końca adekwatny, niemniej porównywalny. Reżyser bowiem dała wzór biegłego operowania konwencjami. Płynność z jaką porusza się między rodzajami literackimi twórca "Gambitu" jest analogiczna i na równie wysokim poziomie, co świadczy o jego znakomitym przygotowaniu. Niemniej ani na moment nie opuszcza obranej fantastyczno-naukowej konwencji, co w efekcie daje wrażenie spójności i poukładania. Jest to równie ważne, co symptomatyczne, gdyż obiecująco rokuje na przyszłe dokonania tego autora.

Podobnie dobrze zapowiada je fakt, że oprócz gigantycznej dawki akcji i napięcia, skrupulatności prezentacji miejsc akcji, pietyzmu w utrzymywaniu tajemnicy, zaskakujących zwrotów akcji oraz precyzji opisów batalistycznych, Cholewa potrafi przemycić między wierszami głębszą myśl. Mam tu na myśli podejmowany już wcześniej temat "uczłowieczenia" SI (świadoma końca egzystencji sztuczna inteligencja prosi ludzi o jej zniszczenie), czy rozpaczliwej chwilami walki ludzi z własną - jak by to patetycznie nie zabrzmiało - dehumanizacją (konterfekt Oddziału Operacji Specjalnych). A także przewijający się przez cały tok akcji motyw poświęcenia. Cholewa dedykuje mu sporo miejsca w swych subtelnie zarysowanych rozważaniach. Symultanicznie rysuje bowiem panoramę futurystycznej wojny, która nie różni się wiele od współczesnej. Dywersje, inwigilacje, szpiegostwo, taktyka podczas bitwy, długofalowa strategia, walka w starciu bezpośrednim i na odległość - wszystko to obecne jest i dzisiaj. Przyszła wojna w przestrzeni kosmicznej w oczach Cholewy pozostaje taka sama - niszczy ludzi. Przez to "Punkt cięcia" zyskuje uniwersalny wymiar przekazu.

Autor opowiada zaś o wojnie przez pryzmat ludzi. Sprawnie lawiruje między bohaterem jednostkowym a zbiorowym. Dostosowuje jego rodzaj do opisywanej akcji. I w tym aspekcie zdradza się jego nieprzeciętny talent. Czyni to bowiem na tyle umiejętnie, że relatywnie częste zmiany narracyjnej perspektywy nie wpływają w najmniejszym stopniu na komfort czytania. Z powodzeniem wysyła do boju kilkunastoosobowy oddział żołnierzy, jak i potrafi skupić się na portretowaniu pojedynczych postaci. Na pierwszy plan wysuwają się tu wspomniany szeregowy Wierzbowski, a także dwaj usytuowani na wysokich stanowiskach oficerowie. Nie jest to zabieg asekuracyjny - po prostu z punktu widzenia dowództwa akcja wydaje się jeszcze bardziej zajmująca, pełna porywającego suspensu. Mimo że konstrukcja bohaterów wydaje się i tak najsłabszym ogniwem "Punktu cięcia".

Co tu dużo gadać, "Punkt cięcia" to prawdziwa rewelacja! Miałem nadzieję na wiele, ale Michał Cholewa powalił na głowę moje oczekiwania. To kolejna znakomita propozycja z serii WarBook, science fiction najwyższego sortu, które w przypadku zagranicznej dystrybucji, jestem pewien, zyskałoby ogromny sukces. Życzę go katowickiemu pisarzowi w polskiej fantastycznej niszy. To zaszczyt, że taka książka zyskała patronat Trzynastego Schronu. Polecam to za mało!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

30 kwietnia 2013
Wasteland - sesja fotograficzna w klimatach tribal post-apo - zdjęcia - 8:38 - Squonk
Fotografia do nowiny
27 kwietnia w Centrum Sportów Ekstremalnych MartJack Extreme, w Warszawie odbyła się sesja fotograficzna w klimatach postapokaliptycznych.

Jej zdjęciowy dorobek znajdziecie na Facebooku: Pospolite Ruszenie Fotograficzne - Wasteland.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Mucha nie siada - 23:04 - Jerzy
czerwie
Metafora doskonałości. Że niby brudu i smrodu nie ma. Jest coś na rzeczy. Jaka jest mucha każdy widzi. Okazuje się jednak, że czasami mucha powinna usiąść. Niedoskonała ta metafora doskonałości.

Czytając notę Carrie Arnold o renesansie dawnej metody leczenia ran (majowy Świat Nauki) przypomniała mi się historia polskiego żołnierza leżącego na polu bitwy bez szans na szybką pomoc. Pamięć już nie ta, głowy nie dałbym sobie uciąć ale prawdopodobnie znalazłem ją w świetnych wspomnieniach wojennych lekarza, Adama Majewskiego. Wspomniany żołnierz miał trochę szczęścia, skolonizował go właściwy gatunek muchy. Czerwie skutecznie oczyściły rany i nie dopuściły do rozwoju zakażenia.

Takie przypadki musiały się zdarzać od dawna, na tyle często że już w starożytności lekarze wykorzystywali czerwie w tej roli. Larwy niektórych muchówek żywią się wyłącznie martwymi, zakażonymi tkankami. Usuwają je dokładniej niż chirurdzy, szybko, bezboleśnie i tanio. Terapię czerwiami rozwijano z powodzeniem aż do lat czterdziestych XX wieku. Metoda przeszła do historii wraz z pojawieniem się antybiotyków. Rozprzestrzenianie się szczepów bakterii odpornych na antybiotyki - przyspieszane u nas przez bezsensowne oszczędności i nieprzestrzeganie standardów – może oznaczać powrót do przeszłości.

Nie do końca, rzecz jasna. Współczesne czerwie medyczne są hodowane z wysterylizowanych jaj. Torebka z nimi, umieszczana w ranie, zapobiega nie tylko rozpełzaniu się ale i uniemożliwia dojrzewanie do stadium dorosłej muchy. Omówione w nocie badania wskazują że wydzieliny czerwi ograniczają nadmierną zwykle reakcję układu odpornościowego, co przyspiesza gojenie i umożliwia zamknięcie rany. Nie jest to absolutna nowość. Już w 2004 roku metoda uzyskała oficjalną akceptację na rynku amerykańskim.

Ciekawe czy i u nas ktoś pakuje robaki do ran. Nie namawiam - broń mnie Emanacjo - do zakładania amatorskiej hodowli. Czas zdatności czerwi do użycia jest krótki, a przez brak sterylizacji można sobie poważnie zaszkodzić. To tylko taka sobie ciekawostka z postapokaliptycznym potencjałem. Może by tak nauczyć się rozróżniania gatunków much, jakby co?

I tu refleksja teoretyczna mnie dopadła. Rok Schronu, trzynastolecie i ponad tydzień bez nowiny na Stronie Głównej? Niech życzliwy czytelnik mi wybaczy że się podzielę refleksją (refluksją?).

Podobno nic tak dobrze nie ożywia gazety jak trup. Taki powiew świeżości rodem z brukowca. Czy odnosi się to jednak do czasopisma o postapokaliptycznej – przynajmniej w założeniu - tematyce? Śmiem wątpić. Tu by trzeba setek, tysięcy, a najlepiej milionów, w dodatku możliwie finezyjnie uśmierconych. Zagłada nie może być jednak ostateczna, bo wtedy przedrostek post straciłby sens. Wszak ktoś musi przeżyć żeby zrelacjonować apokalipsę. Takie jest gatunkowe założenie i nie ma co narzekać.

Kłopot jednak jest. Ile razy można przeżuwać tę samą - czerstwą zwykle - bułę, napchaną zombiakami, kosmitami, wirusami i czym tam jeszcze wyobraźnia autora obrodzi? Lud może i ciemny ale nie wszystko kupi. Szczególnie jak już kupił i się naciął. Stąd - w oczekiwaniu na gatunkowe arcydzieło, które powali na kolana, przyładuje w czerep i oświeci umysł - konieczność czujnego penetrowania pogranicza kanonicznej tematyki. Mamy w tym niezłą wprawę i bogatą tradycję. Mucha a sprawa postapo - to brzmi dumnie. Lekko zalatuje trupem. A nawet przeciwnie.

Źródła: Carrie Arnold "Ze średniowiecza do współczesności" ŚN 5/2013
Zdjęcie: Wikipedia

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer