<<Niusy
03 lutego 2013
W krainie udzielania wskazówek - 17:04 - Squonk
Obrazek do newsa
Pamiętacie koniec lat 80-ch? Według wyników schronowej sondy przeprowadzonej ponad dwa lata temu, 17% naszych czytelników nie powinno mieć z tym większych problemów. Okres schyłku i oczekiwania, na coś co miało się zacząć za rok. Zimna Wojna jako poważny konflikt dwóch mocarstw, rozpalał się tylko na ekranach kin i kartach powieści. Wygasały również zarzewia sporów, do których paliwo dokładały zarówno USA jak i Związek Radziecki, chcąc sobie dopiec za pomocą swoich "pomagierów". Symbolem nadchodzącego końca epoki, która zaczęła się parę lat po zakończeniu tragedii II Wojny Światowej były XXIV Igrzyska Olimpijskie w Seulu. Tym większym, biorąc pod uwagę wzajemne bojkoty oraz brak udziału państw z przeciwnych bloków na olimpiadach w Moskwie (1980) i Los Angeles (1984).

Świat szedł więc na przód, choć jak się potem miało okazać wiele rzeczy zmieniło się na gorsze. Tymczasem w sąsiednim państwie - Korei Północnej - czas jakby się zatrzymał w latach 50'ch i trwał. Ówczesne władze tego kraju - z żyjącym wtedy jeszcze Wielkim Wodzem Kim Ir Senem - postanowiły zorganizować wielkie obchody 40-lecia założenia swojego państwa. Cel był oczywiście jeden: pokazać światu, ale przede wszystkim własnemu społeczeństwu, że prawdziwa Korea i prawdziwe święto jest tutaj, a nie na południe od 38 równoleżnika.

W rozszerzeniu newsa znajdziecie film dokumentalny Andrzeja Fidyka Defilada z 1989 roku, pokazujący wydarzenie z tamtego czasu. Z początku jest zabawnie, nawet miło, gdy oglądamy schludnie ubranych ludzi, poruszających się po ładnych, pełnych zieleni miejscach nie naszpikowanych np. reklamami "szczującymi cycem" jak w śródmieściach polskich miast. Z czasem jednak zaczyna do nas docierać, że oglądamy jakiś koszmarny spektakl, w którym wszyscy grają, za to brak jest tam jednego, konkretnego "reżysera". Bo choć północnokoreański totalitaryzm możemy porównać do niemiecko-nazistowskiego czy radziecko-komunistycznego to uderza w nim to, że główny obiekt kultu jednostki to jakaś niema kukła, którą też ktoś steruje. Hitler gestykulował, przemawiał, ryczał, porywał tłumy. Stalin ponuro łypał okiem na lewo i prawo, idealnie grał majestatycznego "wujaszka Joe", by w razie potrzeby perfekcyjnie wbić szpilę tym, których uważał za swoje zagrożenie. Obaj mieli osobowość i to coś. Tymczasem Kim Ir Sen wydaje się być jakimś bezideowym, nijakim, pociesznym misiem, którego można do siebie przytulić. Co czyni go tym bardziej groźnym, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko jego skuteczność w utrzymaniu się przy władzy po klęsce wojny z lat 50'ch. Wkręcić takich wytrawnych graczy jak Stalin czy Mao Tse Tung, doprowadzić do szewskiej pasji generała MacArthura, gotowego w najgorętszej fazie konfliktu koreańskiego użyć broni atomowej, a potem przez lata utrzymać się na stołku doprowadzając swój kraj do gospodarczej zapaści, a obywateli do zbiorowej choroby umysłowej. Trzeba być naprawdę dobrym, będąc de facto nikim.

I te ciągle udzielane wskazówki...

Dziś rządzi tam wnuk Wielkiego Wodza - Kim Dzong Un - znany m.in. z tego, że potrafi zrobić kisiel w majtach u obywatelek swojego kraju. Jednak należy pamiętać, że za tym propagandowo wystylizowanym zdjęciem może się ukrywać gracz lepszy od samego Pana Jana. Smakosze klimatów powinni dobrze pamiętać, co ów fikcyjny polityk był gotowy zrobić, aby zrealizować swoje cele. Klanowi Kimów jak na razie wystarczało trzymanie się stołka...



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 lutego 2013
Konkurs zapalniczkowy 'W mrok' - wyniki - moje własne EDC - 2:03 - Squonk
Obrazek do newsa
Na konkurs w którym nagrodami były benzynowe zapalniczki, ufundowane przez Wydawnictwo Insignis - wydawcę powieści Andrieja Diakowa "W mrok" - przyszło 6 prac. Ciekawych, pełnych Waszych przemyśleń, obserwacji, niekiedy nawet zaskakujących. Pojawia się więc dobra okazja, by na łamach Trzynastego Schronu poruszyć tematykę survivalową, związaną właśnie z zestawem EDC (z ang. Every Day Carry).

Zadanie konkursowe postawione przed naszymi czytelnikami brzmiało następująco:

Opisz oraz uzasadnij - maksymalnie dwie strony formatu A4 - wybór sprzętu do swojego zestawu EDC (every-day carry). Co zawsze warto mieć przy sobie? A może nie ma w ogóle potrzeby ze sobą nosić, gdy całą wiedzę ma się w głowie?

Omawiając kwestię zestawu EDC zaczął bym więc właśnie od głowy. Konkretnie zaś od celowości posiadania przy sobie lub w pobliżu narzędzi, sprzętu czy wyposażenia mogącego nam się w każdej chwili przydać. Nie wiem jak Wy, ale ja od kiedy tylko zacząłem "coś" przy sobie nosić, to na widok tegoż - wyjmowanego z kieszeni - spotykałem się z czymś na kształt pogardy, zdziwienia, a takiej wręcz małomiasteczkowej głupoty. MacGyver, żołnierz i tego typu ignorancki bełkot, to coś co często docierało do moich uszu w połowie lat 90-ch. Czyli w okresie, w którym survival mógł się jedynie kojarzyć albo z harcerstwem albo z wojskiem. Późniejsze lata oprócz realnego wzrostu gospodarczego oraz zamożności polskiego społeczeństwa, przyniosły również wzrost poziomu wiedzy na temat bycia "przygotowanym". To oczywiście nie jest temat by omawiać tu aspekty tego, jak w sytuacji realnego zagrożenia poradzili by sobie Polacy, a wśród nich osoby mające świadomość oraz konieczność posiadania EDC. Kończąc jednak rozważania związane z "psychologicznym" aspektem tego problemu trzeba stwierdzić, że dziś mając odpowiednie środki finansowe, można się wyposażyć nawet w sprzęt używany przez amerykańskich astronautów. Jednak dostęp do wszelkich technicznych nowinek w żaden sposób nie przełoży się na wiedzę ich użycia, a przede wszystkim świadomość - na wyrost mówiąc - zagrożeń oraz umiejętność poradzenia sobie z nimi.

Kompletując zestaw EDC nie będziemy raczej zakładać, że posłuży on nam wypadek wybuchu wojny atomowej, epidemii groźnego wirusa czy innego końca świata. Świadomość tego od razu nakieruje nasze myślenie na właściwe tory, dalekie od zwolenników tzw. niepokornego survivalu, w którym np. używa się płyty kompaktowej do dawania sygnałów nieznanemu śmigłowcowi, szczury piecze się na ognisku, a dzieci z miejsca posyła się do walki z terrorystami. W zestawie EDC zbędne, a nawet nie pasujące do niego będzie miernik radioaktywności czy filtracyjna maska przeciwgazowa. Zabawa w Fallouty, Stalkera czy Metro 2033 - w porządku. Klimatyczny strój odstawimy sobie za pomocą sprzętu z demobilu, ale jaka była by jego wartość w przypadku realnego zagrożenia? Oczywiście mając odpowiednie środki można sobie nabyć nowoczesne i mające gwarancję działania maski p-gaz, a nawet licznik Geigera-Müllera. Pytanie jednak czy żyjemy w Izraelu: państwie, w którym zagrożenie rakietowym atakiem chemicznym (a nawet jądrowym jeśli weźmie się pod uwagę marzenia irańskich ajatollahów) może być realnie brane pod uwagę; czy w Polsce: w której na szczęście lekceważenie przez decydentów kwestii Obrony Cywilnej idzie w parze z minimalnym zagrożeniem bezpieczeństwa. Oczywiście tym faktycznym bo to, że jakiś gangster zamknie się z bronią w swoim mieszkaniu nie znaczy przecież, że zaraz wybuchnie wojna atomowa.

O ile więc maski p-gazowe czy liczniki promieniowania pozostaną w kwestii efemerycznej Obrony Cywilnej, a bardziej konkretnej Państwowej Straży Pożarnej, Wojska Polskiego czy Państwowej Agencji Atomistyki, o tyle każdy z Was śmiało może zastanowić się nad wyborem do swojego EDC przenośnego źródła światła. W tym przypadku skorelowana podaż związana z dostępnością szerokiej gamy produktów oraz odpowiadające jej nasze możliwości nabywcze sprawiają, że problemem staję się to co wybrać. Sensownym rozwiązaniem - dającym odpowiednią jasność, długi czas działania oraz niezawodność - będzie oczywiście latarka z diodami LED, jednak należy pamiętać o tym, że do niektórych zastosowań lepiej sprawdzi się latarka z tradycyjnymi żarówkami, dająca światło bardziej zbliżone do naturalnego. Smakoszom klimatów od razu przypomni się film Jamesa Camerona "Otchłań", w którym konieczność użycia przez głównego bohatera źródła światła "zafałszowującego" naturalne barwy, doprowadziła do wybuchu wojny atomowej.

W skład naszego zestawu powinno wejść także stalowe narzędzie, za pomocą którego wykonamy szereg czynności mechanicznych jak przecinanie, otwieranie, krojenie, itp. Czy będzie to scyzoryk, składany nożyk, nóż ratowniczy czy multitool to już kwestia naszego gustu i naszej "podbudowy ideologicznej" do tej tematyki. Przede wszystkim zaś tego gdzie i w jakich warunkach spędzamy większość naszego czasu. Będąc np. typowym przedstawicielem klasy "korpo" - ale tylko dlatego, że dobrze tam płacą - nie włożymy sobie do kieszeni garnituru sprzętu przetrwania. Oczywiście możemy, ale w razie jego "zdemaskowania" wyjdziemy na niedopasowanych do otoczenia dziwaków. Co innego schowana w portfelu karta survivalowa.

Ostatnia, obowiązkowa rzecz, którą powinniśmy ze sobą mieć to efekt czasów w jakich przyszło nam obecnie żyć. Posiadanie osobistego środka łączności oraz przekazu informacji, jeszcze 30 lat temu np. w Polsce nie gościło nawet na kartach powieści fantastycznych, skoro tak oczywista rzecz jak telefon stacjonarny nie mogła zagościć w polskich domach. Dziś natomiast posiadany przez prawie każdego Polaka telefon komórkowy, już nie tylko pełni rolę narzędzia komunikacyjnego, ale staje się czymś na kształt osobistego "centrum rozrywki", wypełniając także funkcje komputera. Jak każda, wysoko zaawansowana technologicznie rzecz, telefon komórkowy by sprawnie działać potrzebuje szerokiego "zaplecza logistycznego". Czyli dostępności do źródła energii elektrycznej oraz możliwości bycia w zasięgu sieci. W razie wystąpienia poważniejszej sytuacji kryzysowej, mającej swoje źródło w katastrofie naturalnej bądź czynnikach społeczno-politycznych, w naszych rękach zostanie nam jedynie narzędzie służące celom rozrywki oraz zabawy. No i oczywiście orientacji w terenie, jeśli zostanie spełniony warunek, że nasz telefon komórkowy/smartfon posiada odbiornik GPS, a za kryzys nie odpowiadają ogarnięci kosmitowie (a nie jakieś Kurvinoxy), prewencyjnie niszczący sieć łączności oraz nawigacji satelitarnej.

Czy coś jeszcze? Przydatne elementy naszego zestawu możemy następująco pogrupować:
  • źródła ognia: zapałki, zapalniczka, krzesiwo, soczewka Fresnela
  • łączniki: sznurek, kawałek drutu, taśma samoprzylepne, taśma elastyczna z haczykiem, karabińczyk
  • pokarm pierwszego użycia: batonik energetyczny, czekolada, guma do żucia, cukierki do ssania
  • środki medyczne: tabletki przeciwbólowe, osobiste lekarstwa
  • przybory do pisania: długopis, ołówek, notatnik

Kompletując swój własny zestaw EDC warto podzielić go sobie na rzeczy, które zawsze będziemy mieć przy sobie i na rzeczy, które możemy włożyć do torby, plecaka czy walizki, którą wszędzie ze sobą zabieramy. Nie będziemy wtedy obładowani i obwieszeni sprzętem jak świąteczne choinki bombkami choć komentarze ignorantów o tym, że my tak wszystko mamy i tak nas będą nie ominą.

Tyle słowem wstępu, a teraz czas na wyniki naszego konkursu. Zacznę od krótkiego omówienia pracy, które de facto przekreśla wszystko to co napisałem powyżej, oraz to co znajdziecie poniżej w linkach prowadzących do ciekawych stron. Bowiem koncepcja, którą na zestaw EDC, która przysłała Vocoder stawia przede wszystkim na umiejętność posługiwania się rozumem oraz wykorzystania totalnie skutecznego środka, dzięki któremu przetrwanie w skrajnie niesprzyjających warunkach stanie się bułką z masłem. Jej praca została bezapelacyjnie wybrana przez komisję konkursową.

Klasyczne rozwiązania zaproponowali i do grona zwycięzców dołączają również:
- szczypiorofix
- beast666adm

Gratulujemy!

Z nadesłanymi pracami zapoznacie się w dziale SURVIVAL.

Polecane strony na które warto zajrzeć:
- KARALUCH
- EDC - Every Day Carry

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

07 lutego 2013
W krainie udzielania wskazówek #2 - 2:59 - Squonk
Obrazek do newsa
Co takiego sprawia, że Korea Północna nas kręci? A jak nie "nas" - bo świadomie użyłem takiego emocjonalnego zwrotu - to sporą część obserwatorów światowej sceny politycznej, do której także zaliczają się fani i smakosze klimatów.

Nostalgia za minionym? Brak "szczucia cycem" w kulturze masowej i otoczeniu tamtego kraju? Bez naiwności proszę. Choć w poprzednim artykule o Korei Północnej zwróciłem na to uwagę, to nie jestem aż tak naiwny - a w sumie głupi - by w lewackim zacieszu nostalgicznie wspominać dobre strony czasu komuny. Bo takie były - i owszem. Ale oprócz nich istniała też warstwa równoległa, dostępna albo za posiadane układy i znajomości, albo za dolary. Dlatego, choć z sentymentem wspominam np. smak zwykłego i najtańszego pieczywa czy nabiału z lat 80-ch, tak jako symbol mojego poczucia niższości w głowę wrył mi się zapach luksusu, jaki można było poczuć w osiedlowym Pewexie.

I też nie mam żadnych złudzeń, że nadzieje jakie świat Zachodu wiąże z nowym przywódcą Korei Północnej - Kim Dzong Unem - wpłyną na poprawę losu mieszkańców tego kraju. Społeczeństwo dostanie ów "zapach z Pewexu", zachodnie koncerny i korporacje koncesje oraz profity z robienia tam biznesu, zaś partyjna i wojskowa sitwa kolejne frukta pozwalające im żyć jak pączki w maśle. Zaś młody Kim spokój w tym, że nikt ze stojącego - teraz już sytego - zaplecza za nim, nie wpadnie na pomysł by go usunąć ze stołka. Do tego aby nikomu na Zachodzie nie przyszło na myśl, by wraz z biznesem wciskać jakieś bajędy o wolności, demokracji i prawach człowieka raz na jakiś czas się napnie muskuły i wypuści w świat bajeczkę z bronią atomową w tle. Róbcie z nami interesy, ale wara od mącenia w głowach naszym obywatelom!

Dziś więc kolejna porcja materiałów związana z Koreą Północną, krajem który George Orwell i Janusz A. Zajdel nawet w swoich najdystopijniejszych snach nie śnili.

Strona ambasady Koreańskiej Republiki Ludowo Demokratycznej - dużo materiałów do czytania, słabo z multimediami - puste linki.
Kim Jong Il looking at things - 1, 2, 3 Kim Dzong Il patrzy! A czasem udzieli wskazówek nawet! Fotoblog.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Przygotowany (ubiorem) 24/7 - 16:37 - Squonk
Perk z Fallouta
Fani oraz smakosze klimatów mogą mieć problem, jeśli swoje zainteresowania chcieli by wyrażać poprzez ubiór. Spotkanie w terenie, konwent, zlot - w porządku. Ale co jeśli pojawi się chęć na chodzenie w takiej stylówie przez cały czas???

Niestety, ale trzeba zdać sobie sprawę, że choć nasza Ojczyzna jest pięknym krajem, to zamieszkujący go ludzie są w większości małymi i okrutnymi zawistnikami, gotowymi utopić w łyżce wody za wszelkie przejawy odmienności i wyróżniania się ponad przeciętność. Wystarczy zresztą spojrzeć na Sejm, w którym zasiadają tzw. przedstawiciele narodu. Wróć - Narodu - bo jak z małej litery to mniejsza ranga będzie. Jeśli odmienność od ogólnie przecież przyjętego kościelno-obyczajowego kanonu może na ich obliczach wywołać pusty i głupawy rechot - w tym także na obliczach tych, którzy reprezentują rzekomą łże-lewicę - to znaczy to... To znaczy, że sami sobie winni są ci, którzy w dniu wyborów wolą siedzieć w domu albo iść do galerii handlowej, albo też jak "lemingi" ślepo i bez zastanowienia oddać swój głos na pierwszą lepszą osobę.

Co więc zrobić? Proste! Zapisać się na studia, np. z antropologii czy kulturoznawstwa, wysępić właściwe pismo od kierownika katedry/zakładu/instytutu i w świat! Szerzyć postapo swoim ubiorem!!!

Jak choćby osobnik na zdjęciach znajdujących się w rozszerzeniu newsa.

Ilustracja do newsa

Ilustracja do newsa


Wyniuchał na English Russia i dostarczył Vocoder.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

08 lutego 2013
Serial 'Jericho' powróci? Trwają rozmowy... - 13:47 - Zagłoba
Przechadzając się po ponurych alejkach cmentarza szklanego ekranu, można natrafić na wielu bohaterów, którzy niesłusznie i za szybko przeszli na drugą stronę. Pomimo upływającego czasu, pod omszałymi monumentami i rdzewiejącymi tablicami nadal tłumnie zbierają się wierni fani, nie mogący pogodzić się z przedwczesną śmiercią swoich idoli. Gorycz niedokończonych wątków, melancholia związana z niespełnionymi obietnicami przygody, przeszywający ból na widok niegodnego finału ulubionych postaci - te i wiele innych emocji trawią od środka przez dziesiątki miesięcy, nie dając spokoju.

Jedną z takich serii, w mniemaniu telemanów, jest "Jericho". Sześć lat od jej upadku wiele ran się zabliźniło, natomiast smutek powoli zastępowała nutka zbawiennej nostalgicznej słodyczy. Spójrzmy prawdzie w oczy, nawet po dwóch latach ciężko reanimować serial, a co dopiero po trzy razy dłuższym okresie. Tym bardziej, że kto pragnął jakiejś w miarę satysfakcjonującej klamry spinającej całą intrygę, mógł sięgnąć po specjalny komiks, odpowiadający na część pytań.

Materiał promocyjny serialu 'Jericho''


Jednak, kiedy człowiek jest bliski porzucenia nadziei, do akcji wkracza przeznaczenie. Stephen Chbosky, twórca "Jericho", oficjalnie oświadczył, że niedawno zasiadł do rozmów z platformą Netflix, która jest poważnie zainteresowania kontynuacją serii. Przyczyną tego stanowiska jest zapewne spora popularność powtórek, niedawno emitowanych na stacji. Ojciec produkcji na chwilę obecną nie chce zapeszać i woli nie obiecywać, że trzeci sezon trafi w najbliższej przyszłości na telewizyjne strzechy, aczkolwiek jest mocno podekscytowany nowym rozwojem wydarzeń. Coś jest więc z pewnością na rzeczy.

Chcielibyście powrotu do tej alternatywnej rzeczywistości, czy może lepiej pozwolić jej spoczywać w pokoju? W końcu ekshumacja to zawsze wysoce ryzykowny biznes.

Źródło: Nerdacy.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Survival Instinct' - pierwszy cierń w koronie 'The Walking Dead'? - 15:18 - Zagłoba
Okłada gry 'The Walking Dead: Survival Instinct'
Kiedy niedawno rozpływałem się nad jakością produktów spod szyldu "The Walking Dead", w moim umyśle ponownie obudził się cyniczny demon, który lubi podcinać mój nadmierny entuzjazm. Zazwyczaj bestia jest gadatliwa i kocha się ze mną godzinami droczyć, jednak tym razem rzuciła tylko jedną trafną uwagę, dającą mi do myślenia. Dobra, bratku - nic nie trwa przecież wiecznie, a kiedy cwani chłopcy z Ameryki zaczną odcinać kupony?

Ech... wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że właśnie teraz. Pierwszą rysą na nieskazitelnej zbroi marki może być "Survival Instinct", czyli FPS kładący spory nacisk na elementy przetrwania. Brzmi to deczko abstrakcyjnie, lecz tak określają tę grę jej twórcy. Pierwsze fragmenty rozgrywki nie rokowały wielkich nadziei. Tytuł epatował tam tak wielkimi dawkami schematyzmu i brzydoty, że studio Terminal Reality w pewnym sensie starało się od nich odciąć, argumentując, iż materiały promocyjne nie oddają w pełni doświadczeń, jakie niesie za sobą ich nowe dziecko. Rodzi się w takim wypadku pytanie, co ma je oddawać? Chyba developerzy brali korepetycje u Lance'a Armstronga, bo ich obrona prezentuje się równie żenująco.

Niestety, podłego smaku przeciętnej prezentacji nie zmywa najświeższy zwiastun, który utwierdza tylko w przekonaniu, z jakim produktem przyjdzie nam obcować.




Zieeew... Nic interesującego. Wychodzi na to, że Activision ponownie stara się wydoić portfele fanów jak najmniejszym kosztem. Szkoda, bo gra oparta na perypetiach braci Dixon sprzed wydarzeń z Atlanty, zasługuję z całą pewnością na coś lepszego i głębszego.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

09 lutego 2013
'Pogromcy Mitów' zmierzą się z hordą zombie - 15:32 - Zagłoba
Tam, gdzie niewiedza - rodzą się mity. Chciałoby się powiedzieć, że to taka "oczywista oczywistość", iż nie należy o niej rozprawiać. Przecież każdy wykształcony człowiek winien opierać swoją mądrość na jasnych faktach oraz sprawdzonych teoriach, a nie na utartych przesądach i informacjach zaczerpniętych u sprzedawczyni w warzywniczym. Piękne słówka, ale spoglądając prawdzie w oczy, nawet w czasach, gdy nauka tryumfuje nad zabobonami, trudno ustrzec się pewnego pójścia na skróty. Nadal gubi nas pycha, pośpiech i zalew informacji, dzięki czemu często nieświadomie łykamy głupotki, którymi raczą nas łże-eksperci.

Dobrze więc, że istnieją takie programy jak "Pogromcy Mitów", których luźna konwencja pozwala na najlepszą formę zdobywania wiedzy i zaspokojenia ciekawości - za pomocą czystej zabawy. Adam Savage oraz Jamie Hyneman niejednokrotnie w intrygujący sposób niszczyli mity przez dekady uznawane za pewnik. Również te związane z tematyką bliską naszym sercom, czyli z pogranicza survivalu i apokalipsy. Czy karaluchy faktycznie jako jedyne przetrwają nuklearną zagładę? Alkohol rzeczywiście rozgrzewa na mrozie? Czy całkowita izolacja i odcięcie od dóbr cywilizacji może doprowadzić do paranoi? Na te i wiele innych pytań uzyskaliśmy odpowiedź.

Dlaczego o tym piszę? Ano, dlatego iż panowie lubią sobie czasem pofolgować i tworzą specjalne odcinki skupiające się na specyficznej tematyce, m.in. sztuczki Jamesa Bonda czy mity baseballowe. W jednym z epizodów zbliżającego się wielkimi krokami, dziesiątego sezonu serii, panowie rzucą okiem na zagadnienie zarówno modne, jak i wypełnione setkami mitów, które nie dają spać po nocach fanom klimatów - produkcje z zombie w roli głównej.

Drobiazgowych informacji na chwilę obecną nie zdradzono. Wiadomo, że jedno z badań skupi się na wyselekcjonowaniu najskuteczniejszej broni do walki z hordą żywych trupów, a do pomocy w weryfikacji mitów zatrudniono trzystu wolontariuszy. Gościem specjalnym będzie Michael Rooker, który w serialu "The Walking Dead" gra jednego z najtwardszych skurczybyków, jakich nosi zainfekowany wirusem zombie glob - Merle'a Dixona. Zdecydowanie odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.

Datę emisji skrywa gęsta mgła tajemnicy. Nie pozostaje nic innego, tylko czekać.

Źródło: Entertainment Weekly

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Wasteland 2' - pierwszy gameplay! - 18:15 - Zagłoba
Szkic koncepcyjny z gry 'Wasteland 2'
Długo kazano nam czekać, ale w końcu jest! Po tygodniach trzymania nas w niepewności, panowie z inXile Entertainment postanowili wreszcie podzielić się pierwszym fragmentem rozgrywki z wyczekiwanego "Wasteland 2". Zaparzcie dobrą kawę, przygotujcie słodkie ciasteczko i znajdziecie wygodne siedzisko, bo czeka Was siedemnaście minut prawdy. Czy Fargo i spółka sprostali legendzie? Przekonajmy się.

Gameplay w głównej mierze skupia się na omówieniu fundamentów, na których opiera się gra. Możemy zaobserwować, jak w praktyce działa system walki turowej i wykorzystywanie umiejętności, a także pokrótce rzucić okiem na sól każdej komputerowej gry fabularnej - dialogi. Nie zapomniano również powiedzieć kilka słów o interfejsie, a także pracy kamery. Materiał został okraszony komentarzem jednego z producentów tytułu - Chrisa Keenana. Bon Appétit!


Jak na wczesny etap produkcji, całość prezentuje się bardzo smacznie. System walki i aktywne wykorzystywanie osłon zdaje egzamin, natomiast od samej gry bije nostalgiczny klimat klasycznych cRPG. Jednak, w ramach łyżki dziegciu, rozczarował mnie trochę styl dialogów. Oczekiwałem czegoś na modłę "Falloutów", a tutaj protagoniści mogą jedynie rzucać prostymi ogólnikami. Szkoda... Nie tego spodziewałem się po tytule, który kładzie silny nacisk na fabułę.

Mimo wszystko, naprawdę dobra robota i z niecierpliwością wyczekuję dalszych materiałów.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

10 lutego 2013
Już wkrótce światowa premiera CRYSIS: Eskalacja - 0:33 - Squonk
Obrazek do newsa
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Zadając kłam powszechnej tezie, że książki na podstawie gier są tylko dla hardcorowych wyznawców wideorozrywki, pojawia się powieść Gavina Smitha CRYSIS: Eskalacja. Owszem, świat przedstawiony w niej to ten, który znamy z serii gier CRYSIS, ale Eskalacja to zupełnie niezależny, rasowy thriller SF, który z pewnością zainteresuje niejednego miłośnika literatury fantastycznej.

Będąca fabularnym pomostem między grami CRYSIS 2 a CRYSIS 3, książka Smitha w niezwykle sugestywny sposób przedstawia nieznane dotąd losy dwóch kultowych bohaterów serii - Proroka i Psycho, jak również zarzewie ruchu oporu przeciw megakorporacji CELL. W Eskalacji jest wszystko, czego można by wymagać od dobrego SF: nieoczywista, najeżona niedopowiedzeniami retrospekcja, budująca zagrożenie tajemnica, obcy, wyraziste postaci, świetne pomysły fabularne, technologie przyszłości i mistrzowsko poprowadzona, dynamiczna akcja w oddziałujących na wyobraźnię sceneriach. Nic tylko czytać! Nawet (a może tym bardziej) jeśli nie zna się gry. A dla fanów serii Eskalacja to pozycja więcej niż obowiązkowa. Na rynku będzie dostępna już 20 lutego.

Więcej informacji w rozszerzeniu newsa.

20 lutego, dzięki wydawnictwu Insignis Meddia, w ręce polskich czytelników trafi mroczny thriller SF pióra Gavina Smitha, którego akcja rozgrywa się w przerażającym świecie, wykreowanym przez twórców serii gier CRYSIS.

CELL, megakorporacja, która rozrosła się do gigantycznych rozmiarów i wymknęła spod kontroli swoich założycieli, stanowi teraz wielonarodowościowy konglomerat, uzurpujący sobie prawo do władania światem. Kilka fal recesji, która doprowadziła wiele firm do bankructwa, a ludzi na skraj ubóstwa, zaowocowało nastaniem ery postkapitalistycznego feudalizmu: CELL oferuje, by zadłużeni obywatele spłacali swe długi, odrabiając je pracą na rzecz korporacji. Ponieważ problem zadłużenia dotyka również rządy państw, CELL wykupuje od nich siły zbrojne. Żołnierze, którzy do tej pory służyli swoim narodom, teraz mają bronić interesów prywatnej organizacji. Stają zatem przed dylematem moralnym; jego rozstrzygnięcie komplikuje dodatkowo sytuacja materialna ich rodzin w biedniejącym z dnia na dzień świecie. Na to wszystko nakłada się jeszcze aktywność obcych: adaptatywna rasa Cepidów miała na Ziemi swój matecznik jeszcze przed pojawieniem się człowieka, a teraz budzi się do życia. Na domiar złego CELL zaczyna czerpać z ich technologii, która wyprzedza zaawansowaniem ludzką epokę i tym samym - jak łatwo się domyślić - jeszcze bardziej uzależni świat od zaborczej megakorporacji.

Książka Gavina Smitha to zbiór pozornie niezależnych opowiadań. Ich akcja rozgrywa się w różnych miejscach (Nowy Jork, Kolumbia, Petersburg, Londyn, Syberia), w różnym czasie (lata 2015-2034) i dotyczy różnych bohaterów. Co więcej, opowiadania nie są przedstawione w kolejności chronologicznej. Jednak im głębiej zanurzamy się w przedstawionym w nich świecie, tym bardziej wydają się splatać, przenikać i łączyć. W końcu, kiedy odkrywamy coraz więcej związków między przedstawionymi w opowiadaniach wątkami, z całości zaczyna wyłaniać się przerażający obraz świata, na który skazał samego siebie człowiek. Zabieg ten sprawia, że powieść Smitha czyta się jednym tchem - przez cały czas czytelnik odnosi uzasadnione wrażenie uczestniczenia w odkrywaniu jakieś upiornej tajemnicy.

Książka, osadzona w świecie gier CRYSIS i opowiadająca, między innymi, o losach jej bohaterów - Alcatraza, Psycho i Proroka - to niewątpliwie bardzo łakomy kąsek dla fanów produkcji Electronic Arts, ale nie tylko. CRYSIS to zarazem w pełni niezależna, rasowa powieść SF, z dynamiczną, wciągającą akcją, wyrazistymi bohaterami i działającymi na wyobraźnię technologiami przyszłości, skierowana do szerokiego grona miłośników fantastyki. Do jej zrozumienia i do czerpania satysfakcji z lektury znajomość gier CRYSIS absolutnie nie jest potrzebna.

Natomiast jeśli chodzi o graczy, to z pewnością ucieszy ich fakt, że powieść CRYSIS: Eskalacja została pomyślana jako fabularny łącznik pomiędzy CRYSIS 2 i CRYSIS 3, znacznie poszerzający przedstawiony w grach świat, tłumaczący jego uwarunkowania i wyjaśniający nieznane losy postaci. Co więcej, premiera książki zapowiadana jest na dzień przed głośną premierą gdy CRYSIS 3 i jej lektura z pewnością sprawi, że gra w najnowsze dzieło studia Crytek okaże się dla fana serii o wiele głębszym przeżyciem.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Zima! Zima!!! Zima! Stulecia! Stulecia!!! #5 - 4:10 - Squonk
Zima
Jak byłem mniejszy to lubiłem zimę, bo to i śniegu więcej padało, a i na osiedlu były aż trzy górki do zjeżdżania na sankach. Jeśli więc jedną z nich zaczęło okupywać jakieś lokalne buractwo z domków (ja byłem blokersem), to się brało sprzęt w łapę i szło przez zaspy na następną. Z czasem - czyli z początkiem lat 90-ch na miejscu dwóch górek postawiono budynki, a ta która została dziwnie się zmniejszyła, czy może to ja urosłem. Natomiast osiedle w zimie zamiast śniegiem, to zaczęło być zasypywane psim g...m...

I tak człowiek dorósł, a osiedle pełne tajemnic i ciekawych stron do eksploracji, stało się ciasnym i nudnym "jakich tysiące" miejscem. Dziś więc, aby zaznać rozkoszy zimy to trzeba by się było wybrać z tzw. góry, gdzie kręcą się bogaci Rosjanie, biedni studenci i jeszcze głodniejsze niedźwiedzie brunatne. Została więc chyba tylko upragniona i wyśniona przez tysiące Polaków Ameryka, której północno wschodnie stany nawiedziła właśnie śnieżna burza o sympatycznej - zwłaszcza dla maluchów - nazwie Nemo.

Galerie zdjęć:
- Burza śnieżna sparaliżowała USA. Setki tysięcy osób bez prądu
- "To największa śnieżyca od 35 lat". Burza śnieżna uderzyła w USA [ZDJĘCIA]

Zajrzyjcie także:
Poradzimy sobie zimą! - artykuł w schronowym dziale SURVIVAL.

Do pobrania także w wersji PDF.

Zdjęcie pochodzi z portalu TVN24 - Kontakt.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

12 lutego 2013
W krainie udzielania wskazówek #3 - 23:10 - Squonk
Obrazek do newsa
W związku z abdykacją papieża Benedykta XVI media zaczęły doszukiwać się znaków, skojarzeń oraz korelacji związanych z tym wydarzeniem. Podobnych znaków nie trzeba szukać, gdyż one są uznawane za oczywistą oczywistość w Korei Północnej, podczas ważnych wydarzeń związanych z panującą tam dynastią Kimów. Płaczące misie czy ptaszki na wieść o śmierci "Kochanego Wodza" Kim Dzong Ila, to nie pochodna wpisów jakie pojawiają się często na naszym fejsbukowym profilu.

Tym razem znaki zapowiadające "COŚ" - i to związanego właśnie z Koreą Północną - były widoczne na Trzynastym Schronie. Posty na FB, cykl newsów, wreszcie strona ambasady Koreańskiej Republiki Ludowo Demokratycznej w Polsce. I to, że przestała ona działać chwilę po tym jak opublikowaliśmy do niej linka. Przypadek? A co powiecie na to, że strona zaczęła działać, gdy w świat poszła wiadomość o przeprowadzonej dzisiaj przez Koreańczyków z północy próbie atomowej?

Teraz zaś mógłbym napisać to samo co zawsze, przy tego typu okazji: oburzono, potępiono, wyrażono sprzeciw, wojska postawiono w stan gotowości, itp, itd. Jednak nie napiszę tego bo i po co, skoro to wszystko przeczytacie gdzie indziej. Polecę Wam za to śledzić polską stronę KRLD, a przede wszystkim to czy ona działa. Bo kto wie o czym doniosą po paru dniach agencje informacyjne, gdy owa strona przestanie a potem znów zacznie działać...

Strona ambasady Koreańskiej Republiki Ludowo Demokratycznej - multimediów jednak nie naprawili.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

13 lutego 2013
Kto się boi czarnego papieża? Felieton w klimatach - 16:56 - Cichutki Spec
Obrazek do newsa
Kościół na przymusowym postoju

Abdykacja Benedykta XVI rozpala wyobraźnię wiernych. Ożywa przepowiednia Malachiasza (czarny papież, rychły koniec świata), są tacy, którzy nawiązują do proroctw maryjnych (jak saletyńskie), niektórzy całą sprawę wiążą nawet ze Smoleńskiem i wysokością ścięcia brzozy. Jednocześnie wśród kandydatów na kolejnego następcę świętego Piotra wymienia się rzeczywiście czarnoskórych kardynałów. To nawet nie powinno osoby choć trochę zorientowanej w życiu Kościoła dziwić; jeśli się patrzy nieco poza czubek własnego, europejskiego nosa, to dostrzeże się, że wśród męczenników XX wieku nie brakuje Chińczyków. Zauważy żarliwą "wiarę ludową" w Meksyku, tamtejszy "indiański katolicyzm". Zobaczy, że już przy emocjach związanych z wyborem Ratzingera pojawiali się jego "konkurenci" z Ameryki Południowej i właśnie z Afryki, której mieszkańcy jakiekolwiek życie inne niż własne często poznają dzięki wsparciu z krajów rozwiniętych. W tym dzięki misjonarzom (choć jeżeli idzie o wsparcie akurat, jest to niestety, nader często ryba zamiast wędki i zasypywanie problemów nadwyżkową pszenicą, zrzucaną biedniejszym od nas jak mannę). Pewne trudne do przełknięcia elementy katolicyzmu, jak dziewictwo Marii-Matki czy Trójjedność Ojca-Syna-Ducha - trafiają bardziej do tych ludów, które jeszcze żyją w rzeczywistości magicznej i rytualizują każdy dzień. Stąd "Piotrem Rzymianinem" może być Piotr II z kraju afrykańskiego.

Tyle pogłoski z paranormaliów wszelkich. A szum polityczny?

Cysorz to ma klawe życie, śpiewał Tadeusz Chyła. I pod pewnymi względami cesarze wieków minionych takie życie faktycznie prowadzili, nawet jeśli opędzali się od intryg eunuchów i kurtyzan w Zakazanym Mieście. Lub żarli z papieżami w sporze o inwestyturę.

A jak to jest z papieżami - jeśli nie cesarzami Kościoła, bo tu za Cesarza można raczej mieć Boga - to chociaż "królami"? Królami, ejże? Złoto, purpura, sznyt i szyk?

Niektórym naprawdę nadal się wydaje, że bycie papieżem kościoła katolickiego to albo laba na całego, albo właśnie lawirowanie w intrygach godnych Cixi czy Henryka IV, ewentualnie wcielanie w życie nieprzyzwoitych dowcipów o księżach i chłopcach.

I nagle dziwnym wydaje się też, że zmęczony trudną, wymagającą pracą, papież przyznaje się do spadku sił, słabości i braku gotowości do dalszej opieki nad kościołem katolickim. Opieki, służby... Bo pielgrzymki, encykliki, orędzia i uczenie się trudnych polskich zgłosek to nie tylko praca, ale także sztuka i poświęcenie w imię idei. Brzmi patetycznie? I chyba powinno. Bo jeśli się zastanowić, ale tak głębiej, odkładając na bok politykę i frazesy o opium dla ludu... Jeśli założyć, że wiara katolicka jest stuprocentowo pewna, mamy duszę, istnieje wieczność i Bóg, istnieje niebo i piekło - to ładną odpowiedzialność ma taki papież, c'nie? Siedzi jak taki roztrzęsiony technik radziecki przy ultra ważnej aparaturze, władza mówi raz tak, raz siak, aparatura po rusku sklecona na ślinę i sznurek... Ale oszczędźmy już Rosjan, tak przecież skrzywdzonych naszą "mową nienawiści". Przecież wszyscy wiedzą, że to nie kraj, a stan umysłu. No i kraj, który dał nam Strugackich czy Czechowa, także pas. Bo ja nie o tym chciałam.

Chciałam o tym, że przy takim właśnie czerwonym guziku siedzi papież. Kardynał Ratzinger, później Benedykt XVI, (czas teraźniejszy można jeszcze stosować; oficjalnie Benedykt XVI pozostanie papieżem do 28 lutego), reprezentuje "twardą", mocno doktrynalną optykę współczesnego katolicyzmu. Widzi swoje owce w perspektywie innej, niż chcieliby ci, których optyka jest "polityczna" albo też "intelektualistyczna", czyli neooświeceniowa, chcąca niejako religię ze wszelkiej tajemnicy i niewytłumaczalności wytłumaczyć, chociaż clue problemu wiary tkwi w tym, że jest ona wiarą. "Polityczni" łączą Benedykta z teoriami spiskowymi i watykańskimi intrygami, intelektualiści mają mu za złe, że jest mało elastyczny, niepostępowy wręcz, że popełnia faux pas, mówiąc o starych regułach jako niezmiennych, zamiast je zmieniać i czynić religię liberalną. Zarzucają wręcz papieżowi, że wciska w szufladę posoborowy "lifting" kościoła i "kościół otwarty", reprezentowany przez Jana Pawła II.

Surowość "nie bo nie" Benedykta wynika tymczasem (czy wynikać może) z faktu, że jest on odpowiedzialny za zbiorowe sumienie. Uściślijmy, sumienie katolików. Najgłośniej wrzeszczą ci, którzy nie są ani katolikami, ani nawet chrześcijanami, demonizując wpływ obcej im religii na ich własne życie (jakkolwiek udział KK w życiu społecznym jest duży i może w pewnych sferach budzić wątpliwości, tak nikt do kościoła rózgą nie zapędza; a memetyką rządzą obecnie trendy areligijne i antyreligijne raczej niż hasła powrotu do rozmodlonego przed figurami świętych bożego głupca).

Mając tak niewygodną władzę nad sumieniem, można się nią szybko zmęczyć. PO PROSTU. Można czuć, że się jej przestaje używać właściwie, czuć, że dalej się nie podoła. Po ludzku, ze skromności, z uczciwości względem siebie i innych. Tymczasem mnożą się teorie spiskowe i nieśmieszne żarty. Lub nawet nie żarty, ale przejawy czytania Ratzingerowi w myślach ("Ustąpił, bo zobaczył, że KK jest parszywy" - twierdzi się tak względem ostatniej osoby pasującej do stwierdzenia). Oczywiście, co drugi komentarz pod newsem dotyczącym sprawy, zatruty jest politwojenną gadaniną. Niektórzy dopatrują się nieprzystojności, gafy, a wręcz zdrady u następcy Jana Pawła II ("Nasz mógł do końca, a temu za trudno?") Oj, ciężko Polaków zadowolić. Jak polityk nie ustąpi, to ci wystąpią. Na ulice. Balcerowicz musi odejść i te sprawy. Oddajcie kasę, złodzieje. Złaźcie ze stołków. Jak z kolei papież odda urząd - źle. Nawiasem mówiąc, nie podaję tu dosłownych cytatów. Jednak są one właśnie w takim tonie. Sobie przejrzą Czytelnicy komentarze pod informacjami z portali internetowych.

Tu kręci się nosem na Benedykta, wśród wielu intencji i przyczyn jego decyzji nie dostrzegając często tej jednej, ludzkiej: że tak chciał i mógł.

I, co frapujące, nagle ten "stary pryk pit-*beep!* o głupotach "- cytuję tu teraz dosadnie język oburzonych samym istnieniem papieża - nagle ta nikomu niepotrzebna figura watykańskich "salonów" każdego zaczyna obchodzić. Nie z powodu przejmowania tym, jak się mówi, co się na świecie dzieje, tylko dla plucia jadem na forach internetowych. Że dziennikarzy obchodzi, to wiadomo. Za to im płacą. Że każda jedna dusza musi teraz pojojczyć.... Tak, ten fenomen internetu nie przestanie mnie zadziwiać. No jednak.

Przed Kościołem Katolickim i kardynałami na konklawe zadanie trudne: wybrać papieża czasów tak przełomowych. Zadanie to konkretnego kościoła, ale godne obserwacji przez cały świadomy siebie świat. Ratzinger nie dokonał tego samego, co jego poprzednik. Ale jeśli ktokolwiek mógł być bliżej myśli samego Jana Pawła II i w ogóle starać się dalej w podobnym stylu prowadzić "kościelną politykę" (niech frakcja polityczna ma to określenie i się cieszy), to tym kimś był właśnie Ratzinger-Benedykt. A teraz jest wielka luka po papieżu idealnym lub prawie idealnym (choć krytykowany za nadmierną zachowawczość. Jan Paweł II za takiego uchodzi/ł) i po tym, który te idealne lub prawie idealne myśli też starał się wcielać w życie katolików. Wszystko to jednak będzie naprawdę bez żadnego znaczenia, jeśli problemami chrześcijan są dziś teorie spiskowe i odczytywane zbyt dosłownie przepowiednie, przekręcane potem i pompowane w eter bez umiaru. Wszystko to nie ma znaczenia, kiedy hołota każdego wyznania oblewa się żółcią, a publiczna licencja na bombardowanie cudzych poglądów udzielana jest dosyć wybiórczo. "Straszny" czarny papież miał być ostatnim ogniwem, znakiem czasów apokaliptycznych. Nie ich początkiem.

Warto wyciągnąć wnioski z tej chronologii.

Więcej o "czarnym papieżu":

"Czarny Papież" zapowiedzią końca świata. Benedykt XVI odchodząc rozpalił wyobraźnię wiernych

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Niepamięć' - postapokalipsa według Kosinskiego - 21:05 - Zagłoba
Plakat filmu 'Niepamięć'
Najświeższy zwiastun "Niepamięci" skłonił mnie do refleksji. Niestety, nie były to pytania sortu filozoficznego czy egzystencjalnego, jakich z reguły oczekuje się po filmach z apokalipsą w tle, lecz zagadnienia związane z marketingowymi aspektami tego tytułu. Spójrzmy prawdzie w oczy, co myśleli sobie specjaliści od reklamy, wrzucając do sieci zajawkę, która rozwiewa specyficzną mgiełkę tajemnicy i rozrysowuje przed nami praktycznie całą fabułę filmu? Czysty strzał w stopę albo kolejny spisek opozycji scjentologicznej, która chce pogrzebać karierę boskiego Tommy'ego.

Jednak może jestem dla nich zbyt ostry? Wszakże z pustego i wielki Salomon nie naleje, a kolejne dzieło Kosinskiego nigdy nie zapowiadało nam szczególnych uniesień fabularnych czy poszerzania horyzontów myślowych. Dlatego tajemnice nie są tak "tajemnicze", jakby pragnęli tego scenarzyści, a głębię tej produkcji potrafi zawstydzić kałuża przed moim blokiem. To miał być film przeznaczony dla popcornowych kinomanów, którzy szukają na sali kinowej czystej esencji akcji oraz rozrywki. Jeżeli również rozglądacie się za czymś podobnym, przekraczając próg przybytku filmowej uciechy, to na "Niepamięć" powinniście czekać z wypiekami na twarzy. Inaczej, granat pod nogi Kosinskiego i seryjka z karabinku prosto w bańkę Cruise'a.




[Za polskim dystrybutorem] Akcja filmu będzie się toczyć w przyszłości, w której ludzie żyją w chmurach ze względu na napromieniowanie Ziemi. Główny bohater, Jack (Tom Cruise), znajduje w rozbitym statku kobietę. To zaskakujące spotkanie szybko wystawia światopogląd bohatera na próbę.

Rodzima premiera została ustalona na 19 kwietnia 2013 roku. W rolach głównych wystąpią Tom Cruise, Morgan Freeman, Andrea Riseborough i Olga Kurylenko.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

14 lutego 2013
Okładka 'Za horyzont' - 13:42 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
W oczekiwaniu na polskie wydanie nowej powieści Andrieja Diakowa "Za horyzont" przedstawiamy jej oryginalną okładkę, która już co nie co może uważnym smakoszom serii naspojlerować.

Schronowe recenzje powieści z serii Uniwersum Metro 2033:
- Metro 2033 #1
- Metro 2033 #2
- Metro 2034 #1
- Metro 2034 #2
- Metro 2034 #3
- Piter
- Do światła #1
- Do światła #2
- W mrok

Podrzucił Vocoder.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Społecznie bezużytecznych? A (może) do cyrku ich! - 15:09 - Squonk
Perk z Fallouta
Przeglądając prawackie portale oraz publicystyczne serwisy w poszukiwaniu codziennej dawki "ból tyłka", tudzież lolcontentu, człowiek może się poczuć tak jakby oglądał odcinki serialu "Kapitan Dupa". Bowiem jak w tym serialu-w-serialu, tak i na wyżej wymienionych łamach okazuje się, że NAJWIĘKSZYM ZŁEM ŚWIATA jest homoseksualizm i homoseksualność. Wszędzie możemy natrafić na jego promocję, wszędzie wyciąga on po nasze czyste i nieskalane plugastwem duszyczki swoje brudne łapy! No i coś trzeba z tym zrobić! Edukować, leczyć, może dać do obozu odosobnienia, a może jakoś ostatecznie rozwiązać tą kwestię?

Na szczęście od 2016 roku książka pewnego pana, który znał się na ostatecznym rozwiązywaniu różnych kwestii trafi do tzw. domeny publicznej, więc inspiracji w możliwych do wyboru opcjach pojawi się więcej.

Natomiast wcześniej można by rozważyć opcję "oddania do cyrku", bardzo popularną w XIX wieku. Do tych miejsc "powszechnej rozrywki i szczęścia", trafiały osoby, które poprzez swój wygląd wyróżniały się z tłumu. Dzięki temu zapewne część z nich mogła przeżyć i dożyć nawet sędziwego wieku, a nie kończąc jako rzecz wyrzucona pod lasem na gnojowisku. No cóż, ludzka dobroć zawsze była wielka, zwłaszcza szła z nią radość.

Vintage Sideshow Photography : Steven Bolin's Vintage Collection - "dziwaki", "odmience", "freaki" - i wszystko jasne - na dawnych fotografiach.

Podrzucił Vocoder.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

15 lutego 2013
Spadnie - nie spadnie - 15:15 - Gość 13S
Zagłada z kosmosu
Newsa napisał Vocoder, wrzucił Squonk.

Jak donoszą Schronowe Służby Informacyjne, dzisiejszy poranny deszcz meteorytów nad Uralem był niczym innym jak tylko zapowiedzią dużo bardziej spektakularnego wydarzenia, które ma nastąpić dziś wieczorem. Zapobiegliwym schronowiczom proponuję zatem przestudiować ponownie materiały konkursowe na temat EDC oraz czym prędzej gnać do sklepu po broń strzelającą pluszowymi misiami lub inne przydatne rzeczy, które mogą pomóc nam w razie apokalipsy.

Deszcz meteorytów, który spadł dziś o 6 rano poskutkował potężnymi zniszczeniami na Ziemi. Pomyślcie sobie teraz jak tragiczne w skutkach byłoby zderzenie z dachem naszego mieszkania obiektu wielkości 17 piętrowego wieżowca, który to dokładnie dziś między 20:00 a 20:30 przeleci niemal ocierając się o naszą atmosferę (28 tys. km od Ziemi). Kierunek lotu 2012 DA14 to Zachód i w momencie gdy ją tam zobaczymy (lub też nie zobaczymy z powodu widocznego za oknem zachmurzenia), możemy czuć się bezpieczni i uznać oficjalnie przetrwanie kolejnego "końca świata". Jeżeli chodzi o zagrożenie związane z przelotem planetoidy, to nie ma się czego bać - twierdzi prezes Polskiego Towarzystwa Astronomicznego, ja jednak proponuję mieć oczy i uszy szeroko otwarte ;-)

By zobrazować sobie lepiej realną skalę zniszczeń, związaną z uderzeniem asteroidy - proponuję zaznajomić się z pomysłowym narzędziem www.carloslabs.com/node/16, którym zabawa wciągnęła mnie na dłuższy czas. Have you ever wondered what would happen if a nuclear bomb goes off in your city? Polecam, miłej zabawy :-)

Źródło: Nauka - Trójmiasto.pl

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Fallblivion do nabycia na Xbox 360 - 18:55 - Squonk
Fallout 3
Smakosze, a nawet "zacieszacze" programistycznych dokonań Bethesdy zwłaszcza tacy, którym obojętna jest dyskusja o wyższości gier PC nad konsolami i na odwrót powinni zwrócić na to uwagę. Otóż od dzisiaj, w naszym kraju jest do nabycia zbiorcze wydanie Fallout 3 & Oblivion Double Pack.

Źródło: Strefa gier

Podrzucił Vocoder.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

16 lutego 2013
Mamy Doktorka! - 15:19 - Jerzy
da Vinci
I co z tego? Futurystyczny sprzęt stoi we Wrocławiu. Tamtejszy Wojewódzki Szpital specjalistyczny zakupił w grudniu 2010 roku pierwszego i jedynego jak na razie w Polsce, robota medycznego da Vinci. Kurzyć się nie kurzy - klima nie pozwala - ale wykorzystywany jest w ograniczonym zakresie. Batalia z Kasami Chorych trwa. Wzmożenie medialne jest aż nadto widoczne i to od dawna. Szczegóły w prasie branżowej – Gazeta Lekarska, ogólnopolskiej - Wyborcza, Polityka i lokalnej, wrocławskiej. Ponoć nawet w szpitalu w Leśnej Górze robot się pojawił (i to za darmo).

Robot ma mnóstwo zalet i tylko jedną wadę - koszty eksploatacji. Nie mnie rozstrzygać o sensowności zakupu bez wcześniejszych gwarancji refundacji, czy też o całościowej opłacalności takich operacji ze względu na minimalizację powikłań i czasu hospitalizacji. Od tego jest Agencja Oceny Technologii Medycznych. Jednak w USA działa już 1789 robotów, w Czechach jest 12, nawet w Rumunii 6. Tylko dzięki chwytliwej marketingowo nazwie i promocyjnym sztuczkom? Strona producenta - Intuitive Surgical - dla najbardziej dociekliwych.

Początki, uchwycone w F2 (autodoc), były - przynajmniej w części - romantyczne. NASA i DARPA finansowały prace nad robotem użytecznym w czasie podróży kosmicznych i na bezpośrednim zapleczu pola walki. Romantyzm wyparował, została kłótnia o kasę, gra interesów i emocjonalne szantaże.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

17 lutego 2013
Rocznica urodzin Czesława Niemena - 3:38 - Squonk
Czesław Niemen
Wykonawców muzyki ogólnie zwanej rockową, możemy podzielić na trzy kategorie:
- tych co na początku swojej kariery byli bardzo sławni, a dziś przędą bo przędą, a nawet odcinają kupony od dawnej sławy;
- tych co na początku swojej kariery nagrali masę świetnej muzyki, potem zostali i do dziś są wielkimi gwiazdami, ale nie mają już nic ciekawego do powiedzenia, więc w sumie też odcinają kupony;
- zespół Rush, który w tym samym od 40 lat składzie gra swoje, ma ogromną rzeszę fanów na świecie, każdą nową płytą potrafi zaskoczyć, a w Polsce jest praktycznie nieznany.

Czesław Niemen, który - gdyby żył - 16 lutego skończyłby 74 lat, na swój sposób zaliczał się do tych trzech kategorii. W szerokich kręgach kojarzony za muzykę nagraną w latach 60-ch XX wieku, przez rockowych smakoszy ceniony za muzykę z lat 70-ch. A gdzie późniejsza twórczość? Wyróżniał się, inspirował, miał coś do przekazania i powiedzenia - owszem. Zarazem gdzieś tam tli się myśl, że w innych uwarunkowaniach społecznych i politycznych, w jakich po II Wojnie Światowej znalazła się Polska, jego twórczość mogłaby w szerszym stopniu inspirować oraz wpłynąć na całą, światową muzykę rockową.

W rozszerzeniu newsa, może więc "mało oryginalna" - w kontekście jego późniejszych dokonań - próbka twórczości Czesława Niemena, za to ponadczasowa gdy chodzi tematykę związaną z klimatami.



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Golem' Piotra Szulkina do obejrzenia on-line - 18:03 - Squonk
Plakat do filmu 'Golem'
Choć żyjemy w tzw. czasach "dobrobytu, demokracji i wolności" już od ponad 20 lat, to ów dobrobyt i związane z nim możliwości finansowe nijak nie przekładają się na jakość kręconych w Polsce filmów. Co gorzej - im większy budżet przeznaczony na produkcję takiego - tym film jest tak głupi, jakby to było robione celowo i z pełną premedytacją. Dlatego chyba dobrze, że nasz "przemysł filmowy" oraz "etatowi" aktorzy nie pojawiają się w zasięgu filmowej tematyki związanej z klimatami.

Nie ma też większego powodu do narzekań i płaczy gdyż jest osoba, która swego czasu nakręciła takie filmy w klimatach, że klękajcie narody. To oczywiście Piotr Szulkin, a jeden z jego filmów - "Golem" możecie obejrzeć w Internecie.

"Golem" - na portalu VOD - Onet.

Podrzuciła: Elementka.

Zajrzyjcie także:
- Szulkin na DVD

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

18 lutego 2013
Spadnie - nie spadnie (nie spadło) - 2:15 - Squonk
Zagłada z kosmosu
W wojsku (lub równie jak ono "wesołych" instytucjach) mawia się, że pierwszy raz to przypadek, drugi to zbieg okoliczności, a trzeci to już sabotaż. Spójrzcie więc sami, że mijający tydzień przyniósł sporo takich "razy", a wręcz znaków, które możemy interpretować na wiele sposobów. Zapowiedź abdykacji obecnego papieża i związane z tym domysły na temat nowej osoby mającej objąć to stanowisko, wreszcie upadek fragmentów meteoru nad Rosją. Racjonalność miesza się z domysłami, a znaczenia wielkiego nie ma fakt, że dzisiejsze środki przekazu informacji pokazują nam rzeczy takie jakie są. No starają się...

Nie wchodząc więc w dywagacje "co to znaczy" oraz "do czego ma to doprowadzić" możemy podejść do sprawy w sposób maksymalnie racjonalny, bo od strony bezpieczeństwa (choć bez SPISEq-owych pytań się nie obędzie).

Otóż od dłuższego już czasu było wiadomo, że 15 lutego w pobliżu Ziemi przeleci asteroida 2012 DA14 i to w odległości mniejszej od krążących nad naszym globem satelitów geostacjonarnych (tak naprawdę to one nie krążą, a "stoją w miejscu" gdyż ich prędkość poruszania się jest równa prędkości obrotu samej Ziemi). Co powinny zrobić władze jeśli okazałoby się, że jakiś fragment asteroidy lub części poruszające się w obłoku materii z nią związane spadną na Ziemię? Zważcie, że teraz właśnie wchodzimy w obszar bardzo niejednoznacznych i trudnych do ustalania danych: w którym miejscu i o jakim czasie miałaby taka materia spaść. A jeśli jest taka niejednoznaczność to co z tym robić? Wydać komunikat, który w swoim brzmieniu odnosiłby do klasycznej "wojskowej teorii czasoprzestrzeni", która zakłada, że okopy kopie się od danego miejsca aż do danej godziny. Podobnie i ze spadkiem meteoru: wiemy, że coś może spaść, ale nie wiemy jak duże. Wiemy, że spadnie w obszarze od tego do tamtego miejsca, w tych i w tych godzinach. A może w ogóle nie spadnie, bo się spali w atmosferze.

Przy tym cały czas mówimy o obiektach, których obecność w przestrzeni kosmicznej możemy przewidzieć i nie mieć pewności co do ich faktycznej trajektorii, bo są zbyt małe. Zarazem jednak na tyle duże, by w połączeniu z urządzeniami rejestrującymi informację oraz środkami jej przekazu, wywołać na świecie poczucie zagrożenia. I czy w związku z tym - tylko - poczuciem, każdy kto wiedziałby, że może coś spadnie a może i nie wydałby rozkaz ewakuacji?

Podchodząc do sprawy pod kątem analizy zagrożeń bezpieczeństwa, mimo nasuwających się skojarzeń z tematyką fantastyczną - a zwłaszcza przede wszystkim dlatego - upadek meteorytu można zaklasyfikować do zagrożeń spowodowanych działalnością kosmiczną. Nadmieniłem tu opcję "dlatego" ponieważ uważam, że dobrze znane fanom postapokalipsy fabularne przykłady katastrof oraz zagład mogą być, a wręcz są doskonałymi modelami symulujących zachowanie się społeczeństw czy pojedynczych ludzi, pod wpływem zagrożenia. Stąd wychodząc np. od rozrywkowych dzieł kina katastroficznego, wchodzimy w obszar realnej oceny zagrożenia i możliwości mu zapobieżenia, a także podejścia do tego problemu pod kątem zagadnienie przekazywania informacji. Bowiem informacja o samym zagrożeniu może zarówno pomóc w działaniach je neutralizujących, jak również podana w sposób niekontrolowany czy świadomie zmanipulowany może rozkręcić spiralę strachu czy paniki. Co sprawi mniejszą skuteczność działań i wzrost szkód spowodowanych nieracjonalnością działań ludzkich, występującym w takim przypadku.

Zagrożenie spowodowane upadkiem meteorytu może występować na terenie Polski przez cały rok. Skala potencjalnie możliwych do spowodowania szkód sprawia, że obieg informacji z nim związanych będzie się zamykał w następujących kanałach przekazywania informacji: instytucje - instytucje, instytucje - obywatele, obywatele - obywatele. Środkami przekazywania informacji będą: radio i telewizja, sieć telekomunikacyjna, Internet, sieć telefonii komórkowej, łączność radiowa.



Państwowy Instytut Geologiczny: http://www.pgi.gov.pl


I to co będzie najciekawsze w tym wszystkim: w przypadku obiektów o małej masie nie ma żadnej opcji uchronienia się przed nimi, poza jedyną możliwością, że obiekt taki obiekt do końca wypali się w atmosferze, a pośrednimi skutkami jego obecności będą efekty fali uderzeniowej. Jeśli natomiast udałoby się namierzyć - co jest mało prawdopodobne - obiekt mogący swoim upadkiem wywołać spore zniszczenia, to jedyną opcją byłaby ewakuacja.

Warto również mieć wiedzę, jak poruszać się w gąszczu rozwiniętej semantyki, związanej ze spadającymi na Ziemię obiektami, w czym jak zawsze pomocna będzie Wikipedia.

Meteor: świecący ślad, jaki zostawia po sobie meteoroid spalający się w górnych warstwach atmosfery ziemskiej. Bardzo jasne meteory zwane są bolidami.

Meteoryt: pozostałość drobnego skalnego ciała niebieskiego (meteoroidu) przyciągniętego przez znacznie większe ciało niebieskie, która w postaci ciała stałego dotarła do jego powierzchni.

Meteoroid: okruchy skalne (mniejsze od planetoid) poruszające się po orbitach wokół Słońca.

Asteroida, planetoida: ciało niebieskie o małych rozmiarach - od kilku metrów do czasem ponad 1000 km, obiegające Słońce, posiadające stałą powierzchnię skalną lub lodową.

Klimatyczna podstawa programowa:
- "Armaggedon"
- "Droga"
- "Dzień Zagłady"
- "Melancholia"
- "Melancholia" #2
- "Zapowiedź" #2
- "Zapowiedź" #2

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

'Afterfall: Dirty Arena' - miś na miarę możliwości! - 16:26 - Zagłoba
Jeżeli należycie do tej grupki śmiałków, która poczuła mocny niedosyt związany ze zwieńczeniem przygody Alberta Tokaja i z dziką rozkoszą zabawiłaby dłużej w postnuklearnych realiach uniwersum Afterfall, to zacznijcie ostrzyć noże i polerować broń. Jak bowiem doskonale wiecie, już w najbliższy piątek (22 lutego) do czeluści platformy Steam trafi darmowa aktualizacja - "Dirty Arena". Dorzuci ona do tego apokaliptycznego kotła dobrze nam znany, klasyczny tryb hordy.

Obrazek z gry 'Afterfall: Dirty Arena'


Dlatego też, w celu podgrzania atmosfery, firma Nicolas Intoxicate postanowiła podzielić się z graczami kilkoma faktami i obrazkami.

Rozszerzenie będzie można uruchomić po ukończeniu głównej kampanii fabularnej. Koncept opiera się na starej zasadzie przetrwania na nieprzyjaznym terenie, który zalewają kolejne fale przeciwników spragnionych, słodkiej niczym miód, krwi naszego protagonisty. Liczba metod na zakończenie marnego żywota rozszalałego tałatajstwa zostanie zwiększona - począwszy od kreatywnego wykorzystania elementów otoczenia na polu bitwy, poprzez ociekające juchą widowiskowe finishery, zwiększające żywotność gracza (to ważne, ponieważ regeneracji zdrowia znanej z podstawki tutaj nie przewidziano). Oczywiście, zgromadzone punkty doświadczenia będzie można zamienić, pomiędzy danymi falami, na wychuchany ekwipunek.

Jednak, aby nie było tak różowo, także druga strona barykady otrzyma kilka ciekawych nowości. Między innymi - trzech nowych obślizgłych bossów i sześciu ich, równie potężnych, pomagierów. Jednego z nich możecie podziwiać na obrazku... to zmutowany misiek. Fascinating.

Prawie jak Schronek.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

19 lutego 2013
Pierwsze szczegóły 'Świtu Planety Małp' - 23:40 - Zagłoba
Choć "Geneza Planety Małp" okazała się dla mnie ogromnie bolesnym doświadczeniem, którego skala niedorzeczności i śmieszności przebijała polski związek piłkarski za prezesury Grzegorza L., to wspomniana produkcja zyskała rzeszę oddanych sympatyków. Wniosek jest więc przaśny niczym budżet Zimbabwe - skoro odgrzewana marka ponownie zaczęła na siebie zarabiać, to trzeba błyskawicznie brać tyłki do roboty i zacząć pichcić soczysty sequel. Osobiście, fascynacja tym rebootem jest równie wielką zagadką jak mania na filmy o "Transformersach", lecz najwidoczniej urodziłem się po złej stronie szczęśliwej gwiazdy.

Jednak, hej! Vox populi, vox dei. Skoro niektórzy z rumieńcami na twarzy wyczekują kolejnej części przygód Cezara, to pozostaje mi ten fakt jedynie zaakceptować i poinformować, iż do internetowych czeluści trafiła garść świeżych nowinek prosto od producentów "Świtu Planety Małp".

Intryga, na której skupi się film będzie się toczyć 15 lat po tragicznych wydarzeniach znanych z poprzedniej części. Ludzkość została zdziesiątkowana przez tajemniczego wirusa, a glob stopniowo przechodzi we władanie inteligentnych małp pod wodzą Cezara. Pierwsze akty produkcji mają skoncentrować się na grupie naukowców, która w opuszczonym kompleksie badawczym na obrzeżach San Francisco tworzy ruch oporu przeciwko człekokształtnym agresorom. Wstępny scenariusz przewiduje również głęboki nacisk na osobę Cezara - jego rozterkach oraz tytanicznej próbie utrzymania władzy u świtu nowej cywilizacji.

Jason Clarke


Kontrakt na jedną z głównych ról podpisał Jason Clarke, którego szersza publiczność miała ostatnio okazję podziwiać we "Wrogu numer jeden" czy "Gangsterze", natomiast fani apokaliptycznych klimatów mogą kojarzyć go z epizodu w filmie "Death Race: Wyścig śmierci". W skórę Cezara ponownie wcieli się niezawodny Andy Serkis. Z kolei oficjalnie potwierdzone zostało, że w kontynuacji nie ujrzymy, ku ogromnemu smutkowi żeńskiej części społeczności kinomanów, boskiego Jamesa Franco.

Za reżyserię odpowiada Matt Reeves. Światowa premiera planowana jest na 23 maja 2014 roku. Czekacie?

Źródło: Screen Rant
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

24 lutego 2013
Nowy taktyczny RPG w klimatach - 19:31 - Pilarious
After Reset ma być taktycznym RPG, nawiązującym klimatem do Fallouta i pokaże wydarzenia 132 lata po "resecie" (czyli wojnie nuklearnej). Autorzy zapewniają, że fabuła będzie poważna, głęboka i emocjonująca zupełnie jak w pierwszych Falloutach, Planescape: Torment czy Baldur's Gate. Wszystko w rzucie izometrycznym w dużym "otwartym" świecie.

Na stronie gry można przeczytać: "Myśl, planuj i graj kierując rozwojem swojej postaci wedle własnego uznania używając ogromnego systemu charakterystyk, przedmiotów, perków czy umiejętności w stylu D20 czy S.P.E.C.I.A.L.".

Dołączony zostanie zestaw narzędzi do tworzenia własnych przygód (zapewne chodzi o misje czy mapy) oraz tryb multiplayer. Gra tworzona jest na silniku Unity 3D i wydana zostanie na systemy Windows i Linux.

Zainteresowanych odsyłamy na stronę internetową projektu.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

26 lutego 2013
[Rok Schronu] Cichutkie Gderanie (#1): Internetowi przerażacze. O szydercach, wesołkach i chojrakach sieci (cz. I) - 18:24 - Cichutki Spec
Obrazek do newsa
Nieczęsto udzielam się na forach internetowych, forach, grupach dyskusyjnych… Jeśli już to robię, to bez dawnej żarliwości. Bo, owszem, nieczęsto dziś nie równa się w ogóle kiedyś. Jakoś chyba tak jest, że wraz z wychodzeniem (niekoniecznie szybko) z okresu największego buntu i votum separatum wobec świata, coraz mniej się chce bić o każde słowo, o to, by moje było na wierzchu, o każdą pełną uporu i młodzieńczej przekory "rację". Słowo "czat" właściwie nie istnieje dla mnie od czasu, kiedy w gimnazjum zachłysnęłam się możliwościami Internetu i podobnie jak reszta klasy wchodziłam na owe czaty na lekcjach informatyki.

Tych miejsc w sieci, które odwiedziłam, raz pisząc posty, innym razem (częściej) będąc jedynie obserwatorem, wreszcie okazjonalnie wpadając na tę czy inną witrynę, było i jest całkiem sporo. Uczciwie muszę odliczyć z tego zestawu Facebooka, na którego nie dałam się do tej pory skusić (ku rozpaczy naszego Rednacza), jednak takie krótsze wypowiedzi, na przykład w formie postów na blogach, komentarzy pod nimi i komentarzy pod artykułami "na Onecie" (wyrażenie "na Onecie" zastępuje już dziś niejeden epitet, najczęściej negatywny) - czytam i przeglądam.

I - czyżby był to jakiś rodzaj masochizmu? - im więcej czytam, tym mniej chce mi się "udzielać". A zdarzało mi się niegdyś nawet różne funkcje forumowe pełnić i "stanowiska" piastować.

Może nawet nie masochizm, może prędzej lęk. Bo śnieżkami, Drodzy Czytelnicy, to się można obrzucać i mieć z tego kupę frajdy. A przed wszędy latającym guanem to się wieje, albo przynajmniej czymś nienasiąkliwym okrywa.

Zabrzmi to dziwnie i niezbyt smacznie, ale do napisania felietonu skłoniło mnie… guano właśnie.
Guano, które zaatakowało moje organy percepcji w miejscu, któremu daleko do kwejka sadistic.pl czy tego typu witryn. Animowana fotografia jakiegoś człowiekopodobnego (czytelnicy zrozumieją, że raczej nie chciałam wnikać, co tam konkretnie było) cielska, pokazującego światu nie tylko co ma na zewnątrz, ale i co z wewnątrz wychodzi.

Obrazek uruchomił ciąg skojarzeń: ledwo zobaczony (przez palce, z uwagi na zdrowie psychiczne) "awatar" z rojącymi się robalami czy z operacją na otwartym oku. "Śmieszne" gify z ludzikami rozpadającymi się na kawałki. Zdjęcia ludzi z imprez, zapewne bez ich woli (choć równie często dla "śmiechu" za zgodą właśnie) wrzucone po to, by każdy mógł się śmiać z potknięcia na ścieżce po pijaku, z głupiej miny po kilku głębszych - tak jakby był absolutnie niewinny pod względem imprezowym. "Dzióbki" słodkich dziuni, pstrykane na tle łazienkowych kafelków. Wreszcie "słit focia" z obozu zagłady.

Kilka dni potem wywiązała się w naszej redakcji luźna, krótka wymiana zdań na temat dopuszczalnej normy "grubości" żartów na fejsbuku. To był kolejny niezaprzeczalny znak-wezwanie: ten felieton musiał się urodzić.

Lęk, strach albo uczucie kompletnego wypompowania. Takiego, co to "rence opadywójom". Zakłopotanie, związane z pytaniem: Azaliż to, mili moi, świat zwaryjował już ze szczętem, czy to mię dopada przedwczesna gorycz istnienia i w owym radosnym rechocie mam minę, aż nadto grobową?

Internetowi przerażacze.

Jest ich więcej niż trzy podgatunki, jednak akurat rzucają mi się w oczy trzy, co nie znaczy, że pozostałe są mniej upierdliwe. I właśnie te trzy opiszę. Na pierwszy ogień idą wesołki, osoby "potrafiące się ubawić". Wiecznie rozrechotane, o rynsztokowym poczuciu humoru.

Nie mam wiecznie zbolałej miny, skwaszonej gęby. Naprawdę. Lubię się pośmiać, doceniam różne rodzaje dowcipu i zbyt mi daleko do świętości, by powiedzieć, że nigdy nie rozbawił mnie jakiś grubszy żart lub sama nie opowiedziałam jakiegoś mniej grzecznego kawału.

A jednak uznaję w pełni granicę dobrego smaku i dziwi mnie, przeraża i dziwi, wciska w fotel, ale przez negatyw, bo przez pozytyw to wgniata dobra książka - że absolutnie wszędzie, nawet w miejscach, które niegdyś miałam za miejsca wytchnienia, odpoczynku w tym całym sieciowym surfingu i medialnym szumie, akceptuje się humor typu gif z defekującą panią i żarty z tych aktywności ludzkich, które ogółem uznaje się za intymne.

I nie mam tu na myśli pojedynczych przypadków czy chwil odmóżdżenia - co tu ukrywać, dawkę tegoż każdy sobie od czasu do czasu aplikuje, bo potrzebuje, nikogo tym nie krzywdząc. Zdrowa rzecz. Idzie raczej o proporcje i brak zahamowań. Nie każdy wesołek jest (jak mu się zdaje) anonimowym internautą na Onecie. Ci sami ludzie, których się zna z imienia i nazwiska, których można spotkać na ulicy, w pracy, w kółkach zainteresowań - zachowują się identycznie jak ci, których nigdy nie poznamy. Jak gdyby po wejściu w sieć zrzucali z siebie po kolei wszystkie "warstwy", jak je nazywał Shrek; każdą jedną łupinę, oddzielającą człowieka o zdrowym poczuciu wstydu od ekshibicjonisty i prostaka.

Bo wesołki nie chichrają się tylko z cudzego, lecz z rozczulającą miną robią to samo ze swoimi znajomymi i samymi sobą.
Jasne, w gronie znajomych to i świńskie, pieprzne żarty przejdą, powie Czytelnik. Ja zaś zapytam tak: a co dziś oznacza słowo "znajomy"? Kim taki człowiek jest w sieci? Podpisem i awatarem? A co z reprezentacją podmiotów, wokół których orbitują nasze aktywności: zawodowa, fanowska czy publicystyczna? Jak pracodawcy i osoby zarządzające różnymi portalami, witrynami - nas widzą? Jak widzą nas ci, innymi słowy, którzy się do nas "przyznają"?

Dlaczego oburzał nas prezydent Komorowski, mówiący coś, zdaje się, o pilnowaniu żon, na spotkaniu dyplomatycznym? Przecież właśnie za tę cechę: rubaszność - kochamy prezydenta (tę miłość pokazują sondaże): za "Ho-ho-ho", za rechot. Rechot nie będący złą wolą Pana Prezydenta, jak sądzę, ani czymś, czego mu też absolutnie nie można darować, zbliżający zresztą postać imć Komorowskiego do swojego chłopa, co może mieć pewną wartość jednoczącą naród… Jednak z kim jednoczącą? No, przecież nie z chamstwem! Doprawdy, niewinne są wpadki "Komora" przy tym, co można w sieci spotkać - niespecjalnie szukając, na żenujący poziom pieprzu można się natknąć nawet na gruntach z pozoru neutralnych, gdzie piszący mają pewne ambicje.

To właśnie dziwi i przeraża, brak cienia zażenowania, wstydu, słowa „przepraszam” , jakiegoś zdrowego walnięcia się w czerep, kurde, stary, przesadziliśmy, takich fot i takich tekstów się w sieć nie puszcza… - nie uświadczysz żadnej świadomości stanu rzeczy. Do pewnych błędów można się przyznać po czasie - gimnazjalista nie ma tej świadomości, żeby wiedzieć, iż czegoś po prostu nie wypada. Ale reszta? Do jakiego stopnia można się infantylizować i wydurniać?

Tu jest problem: brak limitu. Permanentne przyzwolenie na zaciesz. Niech się dzieci wybawią. Nawet, jak już dziećmi przestały być. Czasami dziecko dostaje "po pazurach" za żarty o Ukrainkach, ale już zwykle wtedy, kiedy rozpuściło się samo wszem wobec i rozpuścili je inni. Bo przecież jakakolwiek powaga czy dystans będą oznaczać, że się jest sztywniakiem: ą-ę snobem i smutasem.

Wstyd i zakłopotanie nie są miłymi uczuciami; człowiek nie wie, gdzie oczy podziać, dłonie się pocą, gęba piecze, uszy pieką, serce wali - i chciałoby się przygryźć język i zmilczeć, bo duma nie pozwala się kajać, i wybąkać przepraszam, bo jednak wstyd i lepiej mieć już za sobą, ulgę poczuć. Nic sympatycznego. Ale nie po to sumienie mamy, żeby gryzło, tylko po to gryzie, by oczyścić, zresetować umysł. Sumienie naszym przyjacielem jest, nie wrogiem.

Sieć się nie wstydzi. Internauci się "nie poczuwają". Zresztą, z kogo niby mają czerpać wzorce, skoro nawet ci kabareciarze, którym talentu, wigoru, smykałki do sceny - Bóg nie poskąpił - sięgają po coraz prostsze chwyty? Skoro brakuje w ogóle kultury humoru w Polsce, bo nie bawią już finezja, aluzja, przymrużenie oka, stylizacja językowa w tekście, dobra kreska w komiksie, tylko szydera, słowo, które z tupotem wparadowało na "salony" internetowe? Ale, stop, o szydercach będzie w części drugiej, nie chcę się teraz zanadto rozpędzać.

Oczywiście, humor sieciowy ma swoje mody, trendy. Szafując hasłami tolerancji, internauci wiedzą jednocześnie, z kogo dobrze się śmiać. Konkretów nie wskażę, każdy człowiek myślący zobaczy, jak dalece zapanowała w tym temacie asymetria - asymetria, w której jedną stronę łaskocze się piórkiem, a drugą dźga igłą. Ta druga strona zazwyczaj ma odmienny światopogląd lub tradycję, wierzy w Boga, powiodło się jej, a nie nam. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele spraw celowo się przejaskrawia. Między innymi dlatego, by uzyskać z pewnych tematów przepyszne scenki rodzajowe; gdyby każdy ich bohater był wysoce uraźliwy, to ładny czekałby nas horror oskarżeń i podejrzeń. Sama potrafię się śmiać z przywar zaścianka, choć błękitnej krwi nie mam. Nie ma chyba charakteru i fizjonomii, których nie dałoby się obramować cierpką, ale smaczną karykaturą. Ale na litość, nie każdy umie rysować karykatury! Ta forma to nie jest pomazanie flamastrami zdjęcia przez zostawione bez nadzoru małe dziecko. A do jakiego rodzaju rysunku zaliczyć humor z fekaliami i pedofilią w tle? Bazgroły. Nie dziecięce, dziecko jest po to, by bazgrało i rozwijało się. To są bazgroły mazane przez człowieka dorosłego.

Na ścianie wychodka.

(O szydercach i chojrakach w następnych odsłonach Gderania)

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

28 lutego 2013
Żołnierze wyklęci - 23:59 - Jerzy
wlepki
Zmiażdżeni bezwzględnie przez stalinowski terror. Wojenne zasługi i odznaczenia były okolicznością obciążającą. "Zaplute karły reakcji" marzące o wolnej Polsce, a nawet tylko o zwykłym życiu, nie miały prawa żyć. Opatrywanie wszystkich jedną etykietą jest ryzykownym zabiegiem, jednak czasowy dystans wygładza kanty i zaciera szczegóły. Cześć ich pamięci! Bogaty program obchodów na stronie IPN, plakaty w każdej szkole, gra na FB – w porządku, tylko jak się mają do tego takie wlepki?
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer