<<Niusy
01 października 2013
Zasępienie - 21:06 - Jerzy
sęp
Żaden profesor postapo nie wypowiadał się do tej pory autorytatywnie w tej kwestii. Nie wchodząc w ichnie kompetencje czas najwyższy nadrobić opóźnienie, bo pula możliwości maleje. Jak coś wyginie, to może zostać co najwyżej symbolem apokalipsy. Tak więc: któren zwierz najlepiej się nadawa na symbol postapa?

Na Schronmordziu zacieszane są hurtowo milusie, rozkoszne futrzaki. Zwykle z pozornym, a czasem prawdziwym dystansem - jak pamiętna, konkursowa biała foczka. Jean Rolin nieudolnie lansował pariasa, feralnego psa. Były szczury i pszczoły. Nawet walenie pojawiły się na naszej stronie. Zwierzokalipsa kwitnie. Gdyby zalinkować wszystkie wymienione teksty, to cały akapit byłby zielony. Wyśrubowany rekord Squonka w ilości odnośników w nowinie (równo 20!) byłby zagrożony. Jest zainteresowanie. Jest wybór! Po lekturze noty Shruti Ravindran w Świecie Nauki (10/2013) dorzucę propozycję "Odrażającego ptaka". Nie jest bez szans.

Problem z wizerunkiem ma niewątpliwy. Łysy padlinożerca, trawiący prawie wszystko (łącznie z kośćmi) nie budzi sympatii, chociaż w przeciwieństwie do szczurów i zdziczałych psów które zajmują jego miejsce nie roznosi chorób wśród ludzi. Fakt że ekstynkcja (ekolodzy też mają swój slang) zagraża 23 gatunkom - ponad połowie występujących na świecie - nie wywołuje reakcji. Jest masowo truty, rozstrzeliwany przez kłusowników (zdradza miejsca masakr), a nawet używany do produkcji specyfików mających zapewniać jasnowidzenie.

Czas zmienić czarny PR sępa. Miłośnicy klimatów powinni go docenić. W razie niejednej ewentualności pomógłby rozbroić mikrobiologiczną bombę, poprawiając warunki życia tym, którym udało się przeżyć. Nadaje się. Czy ewentualna, przyszłościowa konieczność erudycyjnej etymologii wyrażeń ‘sępienie’, czy ‘na sępa’ nie powinna wywoływać zasępienia?

Fot. - Wikipedia
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

02 października 2013
Uniwersum Metro 2033 Za Horyzont - fragment #2 - 15:51 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Już tylko tydzień do premiery ostatniego tomu trylogii Andrieja Diakowa - "Za horyzont". Maszyny drukarni w Inowrocławiu pracują pełną parą, by zapełnić kilka ton papieru soczystą rosyjską postapokalipsą.

Co spotka Tarana i Gleba podczas nowej wyprawy na koniec świata? Czy z dala od rodzinnego Petersburga odkryją w końcu cień nadziei na normalne życie? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie już 9 października na 480 stronach powieści Andrieja Diakowa. Natomiast już teraz możecie zapoznać się z drugim fragmentem książki w interpretacji Krzysztofa Banaszyka.

Dziś, przed nuklearną katastrofą, metro w Petersburgu jest jednym z najpiękniejszych systemów kolei podziemnej. Ze względu na budowę geologiczną petersburskie metro jest też jednym z najgłębszych na świecie, a ze względu na liczbę obsługiwanych pasażerów - jednym z najbardziej zatłoczonych.

W kolejnym prezentowanym przez nas fragmencie posłuchacie, z jakimi problemami mierzą się bohaterowie powieści "Za horyzont".

Link do fragmentu.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

reVieW - recenzja dwuportalowa: 'Elizjum' - 18:13 - Veron
Elizjum
Trzeba uczciwie przyznać, że recenzowane dotychczas filmy w ramach cyklu reVieW - wspólnej inicjatywy Trzynastego Schronu i GameExe - nie należały do wyróżniających się. Jak sprawa będzie się miała z granym jeszcze na ostatnim oddechu "Elizjum", filmem twórcy znakomitego skądinąd, nominowanego do Oscara "Dystryktu 9", jednego z najlepszych filmów w klimatach ostatnich lat? Zapraszamy do lektury.


*


Wiktul: Matt Damon nie jest twardzielem. Nawet w roli Jasona Bourne'a był bardziej chłodną maszyną do zabijania, niż typowym "badassem", zwłaszcza w zestawieniu z podobną, w założeniu, kreacją Schwarzennegera. Kiedy ujrzałem wielki plakat z łysym, uzbrojonym po zęby i wytatuowanym po szyję aktorem, pomyślałem, że coś mi tu nie gra. Gdy następnie zobaczyłem, że produkcja reklamowana jest najgorszym z możliwych schematów pt. "Oto film kogoś, kto kiedyś nakręcił lepszy - zapraszamy!", wiedziałem, że może być niedobrze. Pomny wcześniejszych doświadczeń z "Niepamięcią" i "After Earth", postanowiłem jednak zaufać Veronowi, bo to on tym razem wybierał obiekt naszych wymądrzań.

Veron: Ja natomiast, wybierając film "Elizjum" do wspólnej recenzji, zaufałem właśnie nazwisku jego reżysera. Neill Blomkamp i jego "Dystrykt 9" był jednym z największych filmowych zaskoczeń 2009 roku. Znakomite science-fiction, jedno z najbardziej godnych uwagi od co najmniej kilku - jeśli nie kilkunastu - lat. Ostatnie dzieło filmowca rodem z Republiki Południowej Afryki nosi wszelkie znamiona szablonu filmu, który tak trafnie opisałeś. Osobiście nazwałbym to "syndromem filmu podebiutanckiego" - rewelacyjny debiut przełożył się na gigantyczny budżet (ok. 115 mln dolarów), parę pierwszoligowych nazwisk w obsadzie i znaczny spadek jakościowy.

W: Ech... Veron, Veron... Widzisz, co narobiłeś? Dotąd myślałem, że w tym roku kino pseudo-fantastyczne nie pogrąży mnie w jeszcze głębszym facepalmie poziomem prezentowanej sztampowości i bezmózgowia. A tu proszę: zniszczona Ziemia, złomiarskie zgliszcza, wszechmocna, demoniczna fabryka Gillette'a, zrzeszająca wszystkich wyrzutków postapokalipsy przy wielkiej taśmie produkcyjnej, której efektem są zastępy bezdusznych robotów. Bezduszne roboty biją biednych, niewinnych ludzi, źli ludzie mordują bezbronne kobiety i chore, słodkie dzieci, a nad wszystkim góruje monolityczna stacja kosmiczna, na którą "ci lepsi" uciekli do "tego lepszego" świata. Oryginalniejsze tym bardziej, że za sterami wielkiej tratwy siedzi straszliwa Jodie Foster, która, popijając espresso, bez mrugnięcia okiem ogląda relację z kierowanej przez siebie akcji mordowania nielegalnych uchodźców z Ziemi. Nadmienię, że jest tam dużo kobiet, dzieci i bezdusznych robotów. Druzgocące...

V: Racja, "Elizjum" aż roi się od szablonowych rozwiązań. A jednak mi oglądało się film Blomkampa całkiem nieźle. Skłamałbym jednak mówiąc, że patrzyłem na wszystko ze znikomym zaangażowaniem. Dwa, może trzy razy reżyser autentycznie wciągnął mnie w akcję. Akcję, trzeba dodać, porządnie sfilmowaną. Chaos jest tylko pozorny, kamera, choć - ujmijmy to - niestabilna, wie, co najlepiej wyeksponować, na czym skupić uwagę widza. Do tego dochodzą naprawdę solidne efekty specjalne. To przypadło mi do gustu także w "Dystrykcie 9" - futuryzm jest w kinie Blomkampa naturalną częścią rzeczywistości. Nie dziwi nas lewitujący w tle pojazd czy droid przeprowadzający przesłuchanie. Jeszcze jedna pozytywna rzecz - niejako powiązana z owym przyszłościowym aspektem obrazu - to świetna scenografia, przynajmniej ta "ziemska".
A fabuła? No cóż, nie ma w "Elizjum" niczego, czego nie uświadczylibyśmy już wcześniej. Należy uczciwie przyznać, że film Blomkampa jest w tej materii w dolnych rejonach przeciętności. Nie przekonują zwłaszcza zwroty akcji, na które reżyserowi - i scenarzyście jednocześnie - chyba brakło pomysłów. Idzie wyraźnie na skróty, byle tylko pchnąć do przodu tę pospolitą opowieść o wydumanym everymanie niedalekiej przeszłości, który próbując ocalić siebie, ratuje przy okazji całą ludzkość.

W: Wiesz, Veron... Chyba zespoilowaliśmy film. Może i lepiej, bo dzięki temu unikniecie tego, na co ja pozwolić sobie nie mogłem - oglądania "Elizjum" (w ogóle lub...) do końca. Już po 30 minutach niespełna dwugodzinnego seansu miałem serdecznie dość oglądania tych samych schematów, które wykorzystano po tysiąckroć w niezliczonych produkcjach tego samego typu. Małomówny, wpadający w tarapaty bohater, z marnym skutkiem usiłujący demonstrować sobą jakąś tajemniczość. Pozbawiony sensu wątek miłosny, istniejący tylko jako pretekst dla wyskakującego z pudełka diabła, w postaci brodatego, szalonego (a jakże!) mordercy...

V: Pozwolę sobie wejść Ci w słowo. Akurat ów brodaty antagonista, o nazwisku Kruger, jest chyba jednocześnie najbardziej barwną postacią "Elizjum", mimo że napisaną gruuubą krechą (ale który z bohaterów taki nie jest?...). Do tego z werwą zagrany przez Sharlto Copleya, niewątpliwą gwiazdę "Dystryktu 9" i nowej "Drużyny A".

W: Może i tak, ale on z kolei jest tylko pretekstem do finałowego starcia z głównym bohaterem. Gdzieś w tle przewija się wspomniana wcześniej chora dziewczynka, której ratunek okazuje się niezrozumiale powiązany z równie niezrozumiałym wątkiem ratowania ludzkości przed kobietą w szarym garniturze. Mamy też przybrudzonych gangsterów, dających protagoniście propozycję nie do odrzucenia, prezentację zabawek rodem z "Bonda", absolutnie nijaki, niezagospodarowany świat i - to chyba jakaś najnowsza moda - kino s-f bez science-fiction. Coś tam się kręci w kosmosie, bo tak. Ktoś tam strzela rakietami ziemia - powietrze do stateczku, który od tak pokonuje atmosferę, dostarczając do tytułowego Elizjum grupę uchodźców (z dużą ilością kobiet i dzieci). Tak jak w dwóch wcześniej recenzowanych przez nas filmach, nikt nie zadaje sobie trudu stworzenia czegokolwiek poza akcją i scenami mającymi wywołać w nas oburzenie lub odrazę. Te zaś, stwierdzę dość bezlitośnie, aż szeleszczą kartkami z "Podręcznika domorosłego scenarzysty".

V: Istotnie, jednak sam pomysł na taką, a nie inną wizję przyszłości jest może mało oryginalny, ale zawsze - przynajmniej według mnie - warty zastanowienia. "Raj nad ziemią" kierowany przez program komputerowy, nie człowieka, plus Ziemia zniszczona po prostu, bez jakiejś konkretnej przyczyny - temat godny dyskusji. Bezrefleksyjne, żeby nie powiedzieć bezmyślne poleganie na technologii, sukcesywne zaprzepaszczanie człowieczeństwa przez samego człowieka może wcale za niedługo - akcja rozgrywa się w roku bodaj 2154 - doprowadzić, już nie nas, ale nasze potomstwo na skraj. Postapokalipsa w "Elizjum" jest smutna przez swoje prawdopodobieństwo. To pozytyw. Tytułowa stacja kosmiczna to jednak wytwór całkowicie filmowy. A szkoda.

W: Zdaje się, że obaj mocowaliśmy się z "Elizjum" niczym pies z jeżem. Moje oczy i poczucie smaku zostały już wystarczająco podziurawione kolczastą nijakością, powtarzalnością oraz ogólną antykoncepcją tej produkcji, dlatego przejdę do szybkiej oceny. Co odróżnia "Elizjum" od "Niepamięci"? Film z Cruisem przez pierwsze pół godziny rokował nadzieje na coś względnie ciekawego. Recenzowany tu obraz raził mnie już od początku, choć ze wszystkich sił biczowałem się po twarzy myślami "nie-oceniaj-po-okładce", "nie-oceniaj-na-starcie". Więc czekałem, co będzie później. A później było tylko gorzej. Różnice "Elizjum" - "After Earth"? W tym pierwszym wystąpiło (bo nawet nie zagrało) dwoje znanych aktorów więcej. To drugie było nudniejsze o tyle, że mniej było wybuchów, krzyków i hałasu. To kolejne cechy charakterystyczne filmu z Mattem Damonem - dużo brudu, chaosu i dźwięków, które usiłują wpleść nieco akcji w bezładną bieganinę aktorów. Efekty - znacie mnie już chyba na tyle, by wiedzieć, że ciężka tu ze mną sprawa i "Elizjum" nie zaimponowało mi niczym. 3 punkty z 10 i 2 godziny zmarnowane z życia. Apage.

V: Nie będę tak bezwzględny. Daję 5,5/10. Plusy i minusy mniej więcej się równoważą. "Elizjum" to niezła dystopia zepsuta przez schematyczność, w której cienka fabuła i nieporywające aktorstwo ściera się z porządną oprawą audiowizualną i zawsze aktualnym przesłaniem. Ale mimo wszystko nieco lepsza od "Niepamięci". Czuć jednak brak Petera Jacksona, który trzymał artystyczną pieczę nad "Dystryktem 9". Oby w kolejnych filmach Neill Blomkamp powrócił do dobrej formy z debiutu. Do weryfikacji.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

03 października 2013
Premiera polskiego filmu postapokaliptycznego The Tomb - 18:53 - Wrathu
W tym miesiącu śląskich fanów klimatów czeka ciekawa premiera. Chodzi o film krótkometrażowy nakręcony w Centrum Gier Fabularnych "Furia" w Dąbrowie Górniczej. W czerwcowej nowinie ogłaszaliśmy, że odbywa się casting. Chodziło właśnie o ten film, który otrzymał tytuł The Tomb - Grobowiec.

Jeśli chodzi o fabułę, wiadomo na razie tylko tyle, że mały oddział żołnierzy schodzi do podziemnej bazy wojskowej w towarzystwie naukowca. Opublikowano trochę materiałów, które bardziej nakreślą klimat i być może zachęcą Was do obecności na premierze, której datę już wyznaczono.

12 października, godzina 15:00
Centrum Gier Fabularnych "Furia"
Al. Zagłębia Dąbrowskiego 13
41-300 Dąbrowa Górnicza

Strona wydarzenia na Facebooku
Making of
Zdjęcia z planu
Postacie

Plan atrakcji przedstawiony przez organizatorów:

15:00 Furia, jakiej nie znacie
16:00 Premiera “The Tomb - Grobowiec”
16:30 Klany Podziemia
16:30 Czas Zombiee - ucieczka
17:30 Arena mistrzów

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 października 2013
Po oczach! Ankieta stażowa - 15:49 - Jerzy
Trzynasty Schron
Może być, że niektórzy czytelnicy uwierzyli w schronowe kółko wzajemnej adoracji. Hasło zastało rzucone po kolejnym zinie który - rzecz jasna zupełnie niesłusznie - przeszedł całkiem bez echa. Tematyka ostatnich ankiet - najpierw pytanie o wiek, teraz o staż czytelników - może wywoływać przeciwne wrażenie, że amatorsko określamy target i będziemy się profilować.

Oba wnioski są błędne. Nie miotamy się od ściany do ściany. Nic się nie zmieniło. Każdy pisze co chce i jak chce, do własnego wyobrażonego czytelnika. A że autora trzeba czasem poklepać skoro czytelnikom się nie chce? Morale trzeba podtrzymywać. Interes i tyle.

O czytelnikach w sumie sporo wiadomo. Szczegółowe statystyki forum mamy od września 2008 roku. Zdecydowanie nie jesteśmy mistrzami w analizowaniu GaNala, ale podstawowe informacje to nie problem. Zatem po co te ankiety?

Odpowiadają najbardziej aktywni. Ci, którym się chce. Ci, którym zależy. To ma swoją wagę. Jak schronowy fejs zacznie za bardzo przypominać kwejki albo inne wykopy, to Naczelny dostanie krytyka w oczy wynikami ostatniej ankiety. Gimbazę chciałbym przy okazji przeprosić. To nie był epitet tylko opis. Ta schronowa nie jest typowa. Na forum znacznie częściej trzodzili starsi.

Co do samej ankiety.
Tylko cztery możliwości. Jak ktoś odwiedzał stronę przed 2004, to pisze że od początku. Jak odkrył wczoraj, to wybiera ostatnią odpowiedź. Przełomowe daty, główne okresy, czy periodyzacja - to zawsze problem. Przy trzynastu odpowiedziach wcale nie byłoby lepiej. I tak odpowiedzi trzeba by było pogrupować. Szczegóły zawsze można umieścić na forum. Jest nawet na nim odpowiedni temat, ale od dłuższego czasu martwy i tylko wytrawny archeolog-nekromanta ma szanse na odnalezienie i reanimację.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

09 października 2013
Fejsbukowa polecarnia #3 - Reptiles - 0:11 - Squonk
Obrazek do newsów Fejsbukowa polecarnia
Są wokół nas. Chowają się w trawie, krzakach, w lesie. Ich obecność przeraża kobiety, małe dzieci się ich boją. Czasem musi zostać wezwana Straż Pożarna by je... Hmm... Chyba przerazić siłą wozu bojowego ;-) Podobno jako istoty humanoidalne rządzą światem. O kogo chodzi?

Oczywiście o gady!!!

Jak dobrze wiemy z cyklu artykułów opisujących postapokaliptyczne misie istnieje opcja, że wszelkiej maści gadzie istoty mogą objąć we władanie Ziemie. Oczywiście przy założeniu, że zmieni się ona w miejsce bardziej cieplejsze i pełne wilgoci. Dlatego też warto poznać bliżej swojego potencjalnego przeciwnika, w czym pomocna będzie funpaga Reptiles.

Niech nie urzekną tam Was kolorowe zdjęcia, pamiętajcie bowiem, że w walce o pokarm na następny dzień gadzi zwierz będzie Waszym przeciwnikiem. Bądźcie więc na bieżąco, trzymając rękę na zmiennocieplnym pulsie jaszczurów dzięki Reptiles.

-----

Serwis społecznościowy Facebook, poza masą bzdurnych oraz głupich rzeczy i generowanych na nim zjawisk, jest jednak również doskonałym medium informacyjnym. Łatwość prezentacji materiałów (zwłaszcza graficznych), przy profilizacji odbiorcy to jego największe zalety. To cykl schronowych newsów, poświęcony godnym i wartym odwiedzenia stronom/profilom w tym miejscu.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Uniwersum Metro 2033 Za Horyzont - dziś premiera! - 23:46 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Premiera "Za horyzont", wyczekiwanej powieści Andrieja Diakowa, ukazującej się w ramach międzynarodowego projektu autorstwa Dmitrija Głuchowskiego Uniwersum Metro 2033.

Już dziś do księgarń trafia gorąco wyczekiwana książka Andrieja Diakowa "Za horyzont". Wieńczy ona trylogię, na którą składają się także bardzo dobrze przyjęte przez czytelników powieści "Do światła" i "W mrok".

"Za horyzont" to prawdziwa postapokaliptyczna odyseja! Taran, Gleb, Aurora, Gienadij, Migałycz, Bezbożnik i Indianin pokonując żywioły i liczne zagrożenia odbywają niemal niemożliwą podróż na kraj świata, by szukać nadziei dla zniszczonej Ziemi, nadziei dla resztek ludzkości.

Wydawnictwo Insignis zaprasza na pokład Maleństwa w fascynującą podróż za horyzont! Polecamy czwarty, ostatni już fragment książki – także do odsłuchania w niezapomnianej interpretacji Krzysztofa Banaszyka.

Link do fragmentu #4

Poprzednie fragmenty można odsłuchać:

Link do fragmentu #1
Link do fragmentu #2
Link do fragmentu #3

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

10 października 2013
Informacje o warszawskim A.F.K. - 9:53 - Pilarious
AFK
Trochę informacji na temat imprezy A.F.K. organizowanej przez Stowarzyszenie Uroboros.

Najważniejszą informacją jest lokalizacja: Społeczne Gimnazjum nr 20 przy ul. Raszyńskiej 22 w Warszawie.

Wszystkie wejściówki zakupić będzie można na miejscu. Potrzebny będzie jakiś dokument potwierdzający tożsamość, a osoby niepełnoletnie proszone są o przyniesienie wypełnionej "Karty Nieletniego".

Na stronie imprezy można też znaleźć plan atrakcji, a wśród nich spotkanie z Michałem Gołkowskim (autorem książki "Ołowiany Świt" osadzonej w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.) lub panele "Postapokalipsa i apokalipsa we współczesnym serialu", "Obraz postapokalipsy w twórczości Piotra Szulkina i Konstantyna Łopuszańskiego", "Metro 2033" i wiele więcej nie tylko w klimatach. Zaplanowane są też atrakcje dla fanów różnych filmów i seriali, gier video, kultury azjatyckiej czy komiksów.

Impreza odbędzie się 12 października 2013 roku w Warszawie.

Więcej informacji na oficjalnej stronie internetowej.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Wkrótce premiera 'Przeglądu Końca Świata. Deadline' - książki pod patronatem Trzynastego Schronu - 11:47 - Veron
Przegląd Końca Świata. Deadline
"Przegląd Końca Świata. Feed" Miry Grant okazała się jedną z najlepszych książek - wg mnie najlepszą - w klimatach w 2012 roku. Jej kontynuacja o podtytule "Deadline" ma swoją polską premierę już za 13 dni, 23-ego października, nakładem wydawnictwa SQN. Trzynasty Schron objął książkę patronatem medialnym.

Żywa czy martwa, prawda nie odpoczywa.
Powstańcie, póki możecie.


Po dramatycznych wydarzeniach ostatnich miesięcy Shaun Mason stał się wrakiem, zaledwie cieniem człowieka, jakim był kiedyś. Igranie ze śmiercią przestało być już tak zabawne, a życie straciło swój słodki, lekko zgniły smak. Kiedy w drzwiach mieszkania Shauna pojawia się pewien naukowiec, który według ostatnich doniesień powinien być martwy, wszystko staje na głowie. Zwłaszcza że chwilę później wybucha kolejna epidemia. Przypadek?

Wiedza nieoczekiwanego gościa jest ekstremalnie niebezpieczna. Co więcej, to jedyna nadzieja na pokonanie potworności, która zagraża całemu życiu na Ziemi. Tym razem nie będzie to jednak powłóczący nogami umarlak, ale wciąż żywy spisek. Shaun musi wyruszyć w drogę, by sprawdzić, jaka prawda objawi mu się na końcu jego shotguna.

DEADLINE to znakomita kontynuacja hitowego FEED, gdzie horror miesza się z humorem, a wszystko to opakowane jest w zgrabny thriller polityczny. Nominowana do nagrody Hugo za najlepszą powieść roku 2012.


Gorąco polecamy Wam "Przegląd Końca Świata. Deadline" autorstwa Miry Grant!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

15 października 2013
Polecamy: Manel Loureiro, 'Apokalipsa Z. Początek końca (tom 1)' - 20:43 - Veron
Manel Loureiro, Apokalipsa Z. Początek końca (tom 1)
Dobry zombie nie jest zły. Zwłaszcza w ciekawie zapowiadającej się książce, jaką jest propozycja wydawnictwa MUZA SA zatytułowana "Apokalipsa Z. Początek końca". To pierwszy tom trylogii początkującego hiszpańskiego pisarza, Manela Loureiro. Warto przyjrzeć jej się bliżej.

W jednej z kaukaskich republik dochodzi do ataku terrorystów na poradziecką bazę wojskową. Napastnicy przypadkowo uwalniają przechowywane w laboratorium wirusy dziwnej choroby, która w błyskawicznym tempie pustoszy kolejne kraje. Temat ten zaczyna dominować w światowych serwisach informacyjnych, ale nikt nic nie wie na pewno. Coraz głośniej mówi się o epidemii, pandemii, w końcu o żywych trupach, które polują na ludzi.

Gdzieś w Hiszpanii młody prawnik na swoim blogu spisuje spostrzeżenia na temat odległej katastrofy. Jeszcze nie, że to dopiero początek koszmaru. Apokalipsa właśnie się rozpoczęła. Pozostał tylko jeden cel: przeżyć!


Książka już do kupienia w księgarniach w całej Polsce. Trzynasty Schron poleca "Apokalipsę Z. Początek końca", Manela Loureiro!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

16 października 2013
Relacja z warszawskiej imprezy A.F.K. - 13:15 - Pilarious
Dnia 12 października 2013 ruszyłem pod Społeczne Gimnazjum nr 20 przy ul. Raszyńskiej 22 w Warszawie. To tutaj miała się odbywać pewne wydarzenie pod nazwą A.F.K., organizowana przez dość młode stowarzyszenie Uroboros. Była to pierwsza impreza tego typu tworzona przez Uroborosa. Od pierwszych jej zapowiedzi odnosiłem wrażenie, że organizatorzy próbują unikać określenia „konwent”, lecz patrząc na opis i plan, inaczej bym tego nie opisał. A po dotarciu na miejsce rozwiałem swoje wątpliwości. Ale po kolei... Czyli moja mała relacja.

Całość imprezy odbywała się na pierwszym piętrze wynajętej szkoły. Do dyspozycji mieliśmy kilka sal tematycznych, w których odbywały się prelekcje, konkursy i spotkania, a także dwie sale z konsolami i grami planszowymi. Z reguły każdy miał znaleźć coś dla siebie. A jak to wyszło w praktyce? Po zapłaceniu za wejście w oczy rzucała się jedna rzecz – pustka. Niestety, frekwencja nie dopisała, było bardzo mało uczestników. Jednak bynajmniej to nie przeszkadzało wszystkim, którzy jednak przyszli. Dużą część prelekcji dotyczących apokalipsy i post-apokalipsy prowadziły osoby związane z „Post-Apokalipsa Polska”, a towarzyszyli im goście z „Drzewa Milradu”. Zatem było o czym słuchać i z kim rozmawiać.

Dużym zainteresowaniem cieszyły się też spotkania z autorami i ludźmi znanymi z mediów, między innymi Andrzejem Ziemiańskim i Michałem Gołkowskim. Osobiście nie uczestniczyłem w nich, jedynie zaglądałem na chwilę do sal, by zobaczyć jak wygląda frekwencja, dlatego nie mogę zbytnio o nich opowiedzieć.

Sala kultury azjatyckiej moim zdaniem cieszyła się najmniejszym zainteresowaniem. Możliwe, że to przez dużą ilość konkursów dotyczących koreańskiego popu...

W czasie, gdy akurat nie odbywało się nic interesującego, można było wejść do sali z konsolami lub do sali z planszówkami. W tej pierwszej dana nam była możliwość zagrania na starym Xboxie i PlayStation 3, z kilkoma grami, głównie bijatykami. Dla pecetowców, nie posiadającymi żadnej konsoli z odchodzącej generacji, interesująca mogła być możliwość zagrania w osławione GTA V. W sali z planszówkami, kierowanej przez Stowarzyszenie Avangarda, można było przebierać w naprawdę dużej ilości gier, wliczając w to Neuroshimę Hex.

Cała impreza odbyła się bez incydentów, medycy nie mieli raczej niczego do roboty. Z błędów organizacyjnych mogę wytykać brak sprzętu dla ekipy sprzątającej, chociaż, przy małej liczbie uczestników, nie było czego sprzątać.

Czy nazwałbym A.F.K. udaną imprezą? Niestety nie. Dość wysoka cena jak na jednodniowy konwent, prawie nieznanego warszawskiego stowarzyszenia odstraszyła dużą liczbę osób, zabrakło też czegoś pokroju LARPa, zaś sala azjatycka kipiała od dość niszowej tematyki jaką jest k-pop, brakło też stoisk z możliwością zakupu jakichś ciekawych fantów. Ale nie powiedziałbym, że A.F.K. to klapa. Panele post-apo były ciekawe (przynajmniej w tej części, w której ja uczestniczyłem), z pewnością spotkania z gośćmi specjalnymi były interesującą częścią eventu. I oczywiście udało im się od początku mnie zainteresować (aż w końcu i ja uczestniczyłem).
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

18 października 2013
Things are changing - 16:18 - Wrathu
Things are changing

Od roku 2009 na łamach Schronu publikowane są moje utwory i albumy. 30 września opublikowałem nowy, czwarty już album, zatytułowany Things are changing, czyli Rzeczy się zmieniają. I tak można to odnieść do życia osobistego, jak i do świata dążącego do upadku... Można się spodziewać dużej różnorodności. Trip hop, drum n bass, hip hop, metal, grime, dark ambient - elementy tych wszystkich gatunków będzie można usłyszeć. Jak zawsze, pojawiają się również goście: Szprota6669 (wokal), Aem1 (rap), Dawid 'Olo' Olczykowski (gitara), Jan Migdal (bas), Werte (gitara, synthy), Mateusz 'Morfeo' Działo (sampling), Endvorte (synthy). Jak widać, nowością jest zastosowanie wokalu, ale w przeważającej części utwory są instrumentalne. Zapraszam do sprawdzenia tego, nad czym pracowałem przez ostatni rok.







Teledysk do utworu Revolution is not a solution.

    Tracklista
  1. Things are changing (voc. Szprota6669)
  2. 新しいの爪
  3. The Big Angst
  4. What was but it is no more
  5. Revolution is not a solution (ft. Olo & Jan Migdal)
  6. Circle of Heresy
  7. Destroyed Childhood
  8. Crime and Punishment
  9. Zmiana Warty (rap Aem1)
  10. Sound Alchemy
  11. Because of waiting II (ft. Morfeo)
  12. Big Bright Blast (ft. Werte)
  13. City of Shame (ft. Jan Migdal)
  14. Unbounded Lust
  15. Inside
  16. Eternal Leave
  17. Following Blindly (ft. Morfeo)
  18. Nihilist (ft. Morfeo)
  19. Afterwards (with Werte)
  20. Izotonic (with Endvorte)



Przegląd fragmentów wszystkich utworów z albumu.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

20 października 2013
Za trzy dni premiera 'Dealine' Miry Grant! - 13:51 - Veron
Przegląd Końca Świata. Deadline
Za trzy dni premiera "Deadline" Miry Grant, drugiej części trylogii "Przegląd Końca Świata". Powieść ukaże się nakładem wydawnictwa SQN. Trzynasty Schron objął książkę patronatem medialnym.

Na zachętę schronowy blurb z okładki :-)

"Przegląd Końca Świata. Deadline" to książka napisana jednocześnie z wnikliwością rzetelnego dziennikarza i soczystym blogerskim sznytem. Zaraża jeszcze skuteczniej niż wirus Kellis-Amberlee; wciąga niczym drażnienie się z zombie. Postapokalipsa w najlepszym wydaniu. Polecam!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

21 października 2013
Egzamin z Trzynastego Schronu - KONKURS Z OKAZJI XIII - LECIA!!! - 1:25 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Premiera powieści Andrieja Diakowa oraz okrągły, trzynasty rok działania naszego projektu są dobrymi okazjami, które można ze sobą połączyć. Dlatego zamiast organizować kolejny, nudny konkurs w, którym musielibyście odpowiedzieć co robił Taran, albo kim był autor powieści, postanowiliśmy pójść na całość! O to bowiem w jednym konkursie połączyliśmy ze sobą wszystkie ważne dla nas rzeczy, motywy, w tym także - i nie ma tu co z tym się kryć - młode, ale znaczące już bardzo dużo Uniwersum Metro 2033.

Przed Wami więc 113 pytań z całego przekroju naszej działalności i tematyki, którą u nas od lat poruszamy. Powodzenia!

Egzamin z Trzynastego Schronu - strona konkursu.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

23 października 2013
'Przegląd Końca Świata. Deadline' od dzisiaj w księgarniach! - 10:55 - Veron
Przegląd Końca Świata. Deadline
Są książki o zombie i Książki o zombie. Wierzcie mi, że "Przegląd Końca Świata. Deadline" należy do tej drugiej kategorii. Od dziś książka Miry Grant dostępna w księgarniach w całej Polsce, nakładem wydawnictwa SQN. Trzynasty Schron objął książkę patronatem medialnym.

Gorąco zachęcamy do sięgnięcia po "Przegląd Końca Świata. Deadline"!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Andriej Diakow - 'Za horyzont' - recenzja - 13:22 - Squonk
Powieść z serii Uniwersum Metro 2033
Trudno było mi napisać recenzję tej powieści, nawet bardzo trudno. I to z wielu powodów. Historia opisana w trzech książkach z pozoru wydaje się banalna i oklepana, jak dajmy na to większość historii, czy opowieści będących podstawą RPG. Jest bohater, jest misja, zbiera się grupa, idą, po kolei giną bądź oddają swoje życie za sprawę. Przyjaciel okazuje się być wrogiem, wróg przyjacielem. Banał popędza banał i aż się prosi o stwierdzenie, że to wszystko to pewnie taki trik stosowany przez pewne polskie wydawnictwo: najprawdopodobniej celowo dali większą czcionkę i rozbili jedną powieść na trzy tomy by kasę wydoić od czytelników.

A jednak nie.

Andriej Diakow umiejętnie wykorzystał podstawy jakie dał mu świat stworzony w wyobraźni Dmitrija Głuchowskiego. Nie poszedł w stronę mdłego filozofowania, a w oparciu o wrogi i okrutny - w swoich prawach - postnuklearny świat, opisał w sumie prostą i tą samą historię, jaką człowiek opowiada sobie od tysiącleci. Tą samą, jaką każdy z nas musi przechodzi i musi przejść. O dorastaniu, poświeceniu, traceniu.

W rozszerzeniu newsa recenzja powieści "Za horyzont".

"Za horyzont" to ostatnia część przygód stalkera Tarana, jego przybranego syna Gleba oraz ich grupy przyjaciół z petersburskiego metra. Jak w poprzednich powieściach: "Do światła" i "W mrok" dość szybko razem z bohaterami opuściliśmy mroczne tunele i udaliśmy się na pełną niebezpieczeństw i zagrożeń powierzchnię, tak w "Za horyzont" wyruszamy hen... Właśnie za horyzont, na wschodni kraniec Rosji.

Przyznam się, że z wydanych do tej pory w Polsce książek z serii Uniwersum Metro 2033 - w tym oczywiście z tych, które zapoczątkowały cykl: "Metro 2033" i "Metro 2034" - trylogia Andrieja Diakowa najbardziej przypadła mi do gustu. Przede wszystkim dlatego, że autor postanowił akcję swoich powieści przenieść na powierzchnię oraz w dalsze okolice, umiejętnie jednak przeplatając ją wydarzeniami dziejącymi się w głębi. Do tego w "Za horyzont" sprawnie podjął dialog z klasycznymi już dziełami kultury postapokaliptycznej jak filmowa seria o przygodach Szalonego Maksa czy Fallout. Zaś całość przeplótł główną tezą, na której jest oparty świat powstały parę lat temu w wyobraźni Dmitrija Głuchowskiego: czas ludzi na Ziemi się skończył. Jedynym pragnieniem człowieka, nawet na gruzach cywilizacji którą zniszczył, jest zostać ich władcą. I tak też robi. Tymczasem nowe - powstałe w wyniku mutacji radiacyjno-biologicznych - życie powoli, krok za krokiem przejmuję władzę nad globem. Lepiej przystosowane, do tego również inteligentne. Ludzie to już tylko jedne z wielu istot posilających się przy wielkim stole życia na Ziemi, niestety ale resztkami z niego pochodzącymi. W tym ponurym i podłym świecie wartość mają jedynie rzeczy, które w naszym są tak często banalizowane oraz zbywane, jak miłość - zwłaszcza rodzicielska - oraz przyjaźń.

O tym w sumie jest cała trylogia, a "Za horyzont" najbardziej. O dorastaniu, przemianie, nauce stawiania coraz śmielszych kroków w życiu. Także o poświęceniu i umiejętności godzenia się ze stratą czegoś, by coś móc zyskać. A także o walce by uratować resztki człowieczeństwa, mającego swoje źródło jeszcze w tamtym, lepszym, przedwojennym świecie. Tu wrogiem jest nie tylko promieniowanie radioaktywne, skażenie biologiczne i chemiczne, kanibale, mutanty, potwory czy drugi - jeszcze - człowiek. Wrogiem jest się samemu dla siebie, walcząc z własnymi słabościami.

Ot co!

W taki mało odkrywczy, banalny wręcz sposób opisuję to co zastałem na kartach powieści "Za horyzont". Ale też nie wiem co mam napisać więcej. Każdą z trzech książek czytałem z zapartym tchem, nie mogąc się od nich oderwać. Normalni, zwykli, pełni słabości bohaterowie, którym przyszło żyć w okrutnym i podłym świecie, na dodatek chylącym się ku upadkowi. Nie potrzeba tu wielkiej filozofii, traktatów moralnych o końcu, gdy się ma pusty żołądek, a obok są ci, którzy mając więcej zabrali by nam i te resztki. I takim to właśnie, czystym, realnie brutalnym okrucieństwem jest podszyta cała trylogia, z przeciwwagą dla niego w postaci wartości które przytoczyłem powyżej.

Andriej Diakow według mnie idealnie na kartach swoich powieści wymieszał wiele wątków i motywów znanych z dzieł fantastyki postapokaliptycznej. Jest przygoda, elementy powieści drogi, kopanie tyłków i żucie gumy, ponurość i mrok upadającego świata, nawet z lekką nutką dekadencji, którą wprowadza "nowe". Nowe, powstałe w wyniku mutacji życie, jak i nowa - bo inna od poprzedniej - sytuacja. Taka sytuacja - nawiązując do modnego ostatnio mema. Taka też była by postapokalipsa, jak było życie przed nią. Ci co mieliby dobrze "przed", mieliby dobrze "po", zaś bezwzględni ludzie, podobnie jak "przed" tak i "po", radzili by sobie świetnie. Jedyna nadzieja to taki ktoś jak Taran: samotnik, lekki socjopata, jednak z zasadami. Poszukajmy może takich ludzi teraz, bo gdy "się zacznie", może to z nimi uda się na przetrwać owe powstałe po tym "po".

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

27 października 2013
OldTown Weekend 'Nuclear winter' - 12:23 - Squonk
Obrazek do newsa OldTown Weekend Nuclear winter
Informacja prasowa od organizatorów konwentu OldTown.

Orgowie Oldtown mają zaszczyt zaprosić Was na drugą edycję OT Weekend! Tym razem widzimy się między 22 a 24 listopada. Głównym punktem programu będzie larp nawiązujący do tegorocznej fabuły OldTown, a także będący wprowadzeniem do następnej edycji OldTown 2014! Impreza jak zawsze +18.

Koszt akredytacji to 25 zł - w tej cenie zapewniamy ogrzewanie baru i miejsca noclegowe, a także poczęstunek (ciepła micha + ciepła herbata). Przewidujemy także panel konkursowy - nagrody to m.in. wejściówki na przyszłoroczne OldTown.

W rozszerzeniu nowiny krótkie wprowadzenie fabularne.

"Zimne Kakao, czyli gdzie jest Kowalski?"

Zima. Zima zmienia się co roku. Oczywiście zmienia się na gorsze. Temperatury coraz niższe, zwały śniegu wręcz przeciwnie i tylko liczba mutków wciąż ta sama - za wysoka. Chcesz się ogrzać? Licz tylko na siebie, nigdy na innych - w zimie nieznajomi poskąpią ci nawet ciepłego moczu. Kalesony to podstawa. Co się głupio śmiejesz, lubisz swoje klejnoty? To przestań się szczerzyć jak Zakon Świętego Płomienia na ognisko i przywdziej kalesony. Wbij w nie jakieś ćwieki albo dorób im wąsy jeśli uważasz, że są za mało męskie. Co jeszcze? Warstwy. Głupi nie jesteś, tłumaczyć nie będę. Te rzeczy wystarczą w trakcie dnia. Co w nocy? Krótko i dosadnie: w nocy masz przejebane. Znajdź sobie jakieś w miarę zamknięte pomieszczenie, polecam stare biura i bary. Zgromadź tam jak najwięcej osób, ułóżcie się blisko siebie i od razu ustalcie, że patrzeć można, ale dotykać już nie. Śpijcie w nadziei, że ciepła będzie tylko atmosfera, a nie kolesie obok. Lecimy dalej. Śpiwór, najlepiej jakiś z demobilu. Coś na podłoże, bo Matka Ziemia to zimna suka a do jej jądra daleko. Weź wszystkie cztery pary skarpet i załóż je przed snem zarówno na nogi, jak i na ręce. Bez tego po kilku godzinach będziesz musiał nauczyć się liczyć inaczej, niż tylko "na palcach". To by było na tyle. Zanim zaśniesz zmów pacierz, pomyśl o straconej rodzinie, albo przewiń sobie w myślach całe swoje nędzne życie. Niezależnie od tego jak dobrze jesteś przygotowany, istnieje szansa, że to będzie twoja ostatnia noc. Chociaż kto wie, czy to taka zła rzecz...

Spotkajmy się jeszcze raz - możecie liczyć na całą masę atrakcji, świetne towarzystwo, a wszystko to okraszone znanym wszystkim oldtownowym klimatem!

My tam będziemy, a Wy?

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

28 października 2013
Recenzja książki 'Apokalipsa Z. Początek końca' Manela Loureiro - 19:26 - Veron
Manel Loureiro, Apokalipsa Z. Początek końca (tom 1)
Wydawnictwa literackie rozpieszczają ostatnio fanów zombie horrorów. "Apokalipsa Z. Początek końca" autorstwa Hiszpana Manela Loureiro jest kolejnym przedstawicielem gatunku zombie apocalypse w ostatnim czasie. Mało tego - podobnie jak w przypadku "Przeglądu Końca Świata" Miry Grant oraz "Zmierzchu świata żywych" Rhiannon Frater mamy do czynienia z trylogią (!). Pierwszy tom tej nowej serii wypada do tego naprawdę przyzwoicie. Nic tylko czytać!

W jednej z kaukaskich republik dochodzi do ataku terrorystów na poradziecką bazę wojskową. Napastnicy przypadkowo uwalniają przechowywane w laboratorium wirusy dziwnej choroby, która w błyskawicznym tempie pustoszy kolejne kraje. Temat ten zaczyna dominować w światowych serwisach informacyjnych, ale nikt nic nie wie na pewno. Coraz głośniej mówi się o epidemii, pandemii, w końcu o żywych trupach, które polują na ludzi.
Gdzieś w Hiszpanii młody prawnik na swoim blogu spisuje spostrzeżenia na temat odległej katastrofy. Jeszcze nie, że to dopiero początek koszmaru. Apokalipsa właśnie się rozpoczęła. Pozostał tylko jeden cel: przeżyć!
[Opis wydawcy książki]

Manel Loureiro zaczął pisać swoją książkę jako blog w internecie. Gdy okazał się dość popularny, postanowił wydać ją w wersji papierowej. Hm, skąd my to znamy, nieprawdaż? Tak czy owak forma widocznie wyróżnia "Początek końca" na tle innych książek w podobnej mu tematyce. To wzorcowy dziennik. Ma to swoje wady i zalety. Na czytelnika dosłownie wylewa się fala tekstu, oddzielona co jakiś czas dopiskiem z datą i godziną. Mi to nie przeszkadzało, ale nie każdemu takie zabiegi mogą przypaść do gustu. Poza tym wydaje się jakby autor czasami gubił się w skrupulatnym trzymaniu się czasu. Data przeskakuje np. o kilka tygodni, a bohater opisuje wydarzenia z tego samego dnia. To szczegół, niemniej rzucił mi się w oczy.

Z drugiej strony pierwszoosobowa, "pamiętnikowa" narracja nadaje powieści rzadkiej w tym gatunku intymności i mocno osobistego wymiaru. Towarzyszymy protagoniście nieustannie, także - a raczej przede wszystkim - w najbardziej krytycznych momentach jego przez długi czas samotnej (nie licząc kota...) wędrówki. Survival to dość ekstremalny, ale przekonujący. Na uwagę zasługuje wysoki poziom obrzydlistwa, jakim raczy nas Loureiro. Nawet Grant i Frater ustępują mu w tej kwestii. Sam autor wiele też mówi o sobie i dobrze go poznajemy - jest prawnikiem i zapewne wielbicielem żeglarstwa, co znajduje odzwierciedlenie w "Początku końca". Bardziej interesująca jest jednak jego - w sensie: pierwszoplanowej postaci - przemiana. Bohater opowieści wyraźnie zmienia się na oczach czytelnika - walczy z sobą, przezwycięża strach i załamanie, w końcu uodparnia i dostosowuje się do nowych, przerażających realiów. Autor nie spieszy się. Proces jest systematyczny, a przez to wiarygodny.

Podobnie rzecz ma się z fabułą. Wykorzystując jako motto cytat z "Świtu żywych trupów" Romero, Manel Loureiro wyraźnie kłania się klasyce, czyniąc swą opowieść celowo bardzo tradycyjną. A do tego wyjątkowo dobrze poukładaną, metodyczną, przekonującą. Całość napisana jest językiem sprawnym i łatwo przyswajalnym, choć niekunsztownym. Tak się prezentuje "Początek końca", pierwszy tom trylogii "Apokalipsa Z" - nowej, fajnej propozycji o zombie.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Premiera drugiego sezonu Fallout Nuka Break - 20:28 - Wrathu
Fallout: Nuka Break
"Fallout: Nuka Break".

Czyli jak za 130 000 dolarów sprawić przyjemność wszystkim fanom serii. Dzięki pomocy fanów poprzez serwis Kickstarter, ze skromnego, acz skrupulatnie wykonanego fanowskiego filmiku, powstał serial wysokiej jakości. Głównymi bohaterami są: mieszkaniec Krypty 10 - Twig (Zack Finfrock), była niewolnica Legionu Cezara - Scarlet (Tybee Diskin) oraz ghul snajper - Ben (Aaron Giles). Sezon drugi zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończył pierwszy. Do trójki głównych bohaterów dołączył żołnierz Republiki Nowej Kalifornii, którego losy mogliśmy poznać w "Fallout Nuka Break: Red Star" (Cameron Diskin). Jako aktorów będziemy mogli zobaczyć też Tima Caina i Chrisa Avellone'a (jedne z ważniejszych osób związanych z pierwszymi Falloutami). Wyjaśnią się wszelkie niejasności i wątki niedokończone w poprzednim sezonie. Dużo falloutowych elementów, pojawi się też pewien ciekawy NPC znany z Fallouta 2...

Zapraszam więc do obejrzenia wszystkich sześciu odcinków drugiego sezonu "Fallout: Nuka Break"!















Podgląd newsa | Skomentuj newsa

30 października 2013
Metro Uniwersum pozdrowienia z St. Petersburga - 13:25 - Squonk
Obrazek do newsa Metro Uniwersum pozdrowienia z St. Petersburga
Informacja prasowa od Wydawnictwa Insignis.

Andriej Diakow, autor świeżo wydanej książki z Uniwersum Metro 2033, przesyła pozdrowienia prosto z St. Petersburga. Zapraszamy - w rozszerzeniu wiadomości - do obejrzenia krótkiego klipu video, który autor nagrał specjalnie dla polskich czytelników.


Wszystkich czytelników książek z serii Uniwersum Metro 2033 zapraszamy na Festiwal Fantastyki Falkon 2013, który odbędzie się w dniach 8-11 listopada. Stoisko wydawnictwa Insignis będzie czynne przez wszystkie cztery festiwalowe dni. W Postapo Café napijecie się herbaty z WOGN-u, rozegracie turniej w planszówkę Metro 2033, zagracie w Metro Last Light. Na straganie Metro 2033 kupicie książki z dziesięciozłotowym rabatem oraz - Uwaga! Uwaga!

To absolutna nowość! - kultowe gadżety ze znakiem Uniwersum Metro 2033, takie jak: kubki, zapalniczki, koszulki oraz premierowo postapokaliptyczny kalendarz na rok 2014.

Kulminacja atrakcji nastąpi w sobotę i niedzielę (9-10 listopada), kiedy to przybędzie z karawaną w pełnym umundurowaniu i uzbrojeniu czterech stalkerów. Stoisko wzbogaci diorama obrazująca tunel metra, na tle której będziecie mogli pozować w profesjonalnym stroju stalkera z kałachem w ręku. Zdjęcia zrobi profesjonalny fotograf. W sobotę i niedzielę gościć będą również Paweł Podmiotko (tłumacz) oraz Piotr Mocniak (redaktor). Będziecie mogli z nimi porozmawiać na tematy związane z ich warsztatem pracy; na pewno zechcą też udzielić rad początkującym pisarzom.

Jak sami widzicie, atrakcji będzie co niemiara. Wszyscy, którym bliska jest tematyka postapokaliptyczna - obecność na Falkonie obowiązkowa. Do zobaczenia!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Recenzja książki 'Przegląd Końca Świata. Deadline' Miry Grant - 15:59 - Veron
Przegląd Końca Świata. Deadline
Zeszłoroczny "Przegląd Końca Świata. Feed" okazał się objawieniem w światku literatury postapokaliptycznej. Inteligentny, wciągający, świetnie napisany. Nie dziwota, że jego kontynuacji wyczekiwałem z napięciem bliskim oglądaniu "Grawitacji" Alfonso Cuaróna. I, czemu sam się nieco dziwiłem, byłem spokojny o jej wysoki poziom. Zgodnie z oczekiwaniami "Deadline" nie zawiódł mnie. Sequel "Feed" nie ustępuje mu absolutnie w niczym, a Mira Grant po raz kolejny daje nam posmakować swego nieprzeciętnego talentu. Proszę Państwa, uwaga: r-e-w-e-l-a-c-j-a!

Akcja powieści rozgrywa się kilka miesięcy po wydarzeniach kończących "Feed". Shaun wciąż nie może się pozbierać po odejściu Georgii. Stracił zapał do pracy, prawie w ogóle nie wychodzi w teren, wielu ludzi - nawet ci z najbliższego otoczenia - sądzi, że traci kontakt z rzeczywistością. Zdaje się, że żyje jedynie po to, żeby pomścić śmierć siostry. Prowadzona przez niego platforma blogowa "Przegląd Końca Świata" działa jednak prężnie, głównie dzięki jego oddanym współpracownikom. Wspólnie wpadają na trop międzynarodowego spisku, w który zamieszane jest wszechmocne Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób. Nieoczekiwane pojawienie się wśród nich uznanej za zmarłą byłej pracownicy CZKC sprowadza na nich śmiertelne niebezpieczeństwo.

Fabuła "Deadline" jest jeszcze gęstsza i bardziej mroczna niż w poprzedniczce. Na pierwszy plan wysuwa się intryga - wycyzelowana, rozpisana niczym w najlepszych powieściach detektywistycznych. Mira Grant wciąga czytającego w pieczołowicie utkaną fabułę. Jest jak pająk, który nicią słów owija zapętlonego w sieć opowieści czytelnika. Grant bawi się storytellingiem i muszę przyznać, że jest w nim niezrównana. Od "Deadline" naprawdę trudno mi się było oderwać. Niemal pięćsetstronicową książkę pochłonąłem w rekordowo krótkim czasie. Niemniej daleko mu do pospolitego czytadła z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze to książka pierwszorzędnie napisana - językiem jeszcze barwniejszym, jeszcze bardziej obfitym niż "Feed". Tak jak winno się pisać poczytny blog. Po drugie ze względu na wspomnianą "lepką" intrygę, po trzecie - świetną narrację, po czwarte zaś pieczołowity portret głównego bohatera.

Na tronie pierwszoplanowej postaci zasiadł Shaun Mason, objawiając się jako król cynizmu i ciętej riposty, ale i bezpośredniości, którą cenić zwyczajnie należy. Przeżywa wewnętrzne rozterki - staje się obiektem czyichś westchnień, ale i boleje po utracie George'a, jak zwykł nazywać swoją siostrę. Ta jednak nie umarła całkowicie... Więcej powiedzieć się nie odważę, by nie zepsuć Wam przyjemności z lektury. Tak czy owak znów w przypadku "Przeglądu Końca Świata" mamy do czynienia ze znakomitym rozpisaniem protagonisty. Na tyle wyczerpująco, by wyrobić sobie o nim szeroki pogląd, na tyle interesująco, by nie znudził się w kontekście zwieńczenia trylogii. Drugoplanowe postaci Grant opisała także wyraziście i łatwo je zapamiętać. Pojawiły się nowe lub ujawniły znane już, ale dotąd spowite mgłą tajemnicy. Finał zaś intryguje niejednoznacznością. Ale ciii...

Wyrazisty przekaz pierwowzoru o rzetelności dziennikarstwa stanął na równi z dość tuzinkowym, ale zawsze aktualnym przesłaniem o sile rodziny i przyjaźni. I oczywiście walce z systemem. Załoga "Przeglądu Końca Świata" stara się przekazywać prawdę, co nie przysparza jej popularności wśród władz CZKC. "Żywa czy martwa, prawda nie odpoczywa." A potężne CZKC jak na instytucję rządową przystało ma swoje tajemnice i brzydkie zagrania. Gdy Shaun i pozostali blogerzy zaczynają je odkrywać, Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób kontratakuje za pomocą wirusa Kellis-Amberlee. "Deadline" to w dużo większym stopniu polityczny thriller niż horror. Zombie są w nim - podobnie zresztą jak w "Feed" - narzędziem, naturalnym elementem świata przedstawionego, integralną częścią tła dla rozgrywanych wydarzeń. Nie (tylko/głównym) antagonistą. Żywi są groźniejsi od nieumarłych. Zabieg to niekoniecznie popularny w utworach z gatunku zombie apocalypse. Tym większe słowa uznania dla autorki.

Mira Grant swoim sposobem komponowania powieści - choć to porównanie na wyrost - przypomina mi nieco Johna le Carré. Z zachowaniem wszystkich proporcji i odnosząc się do wybitnego brytyjskiego pisarza wyłącznie analogicznie - ona również potrafi tak zręcznie uwikłać czytelnika w zawiłe meandry opowieści, żeby wydobył on z niej zaskakujące, drugie dno. Tak było z "Feed" i tak jest z jego kontynuacją. "Przegląd Końca Świata. Deadline" to książka napisana jednocześnie z wnikliwością rzetelnego dziennikarza i soczystym blogerskim sznytem. Zaraża jeszcze skuteczniej niż wirus Kellis-Amberlee; wciąga niczym drażnienie się z zombie. Postapokalipsa w najlepszym wydaniu. Polecam!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Projekt Vault Dweller - 21:16 - Gość 13S
Obrazek do newsa Projekt Vault Dweller
Nowinę napisał V4ult, wrzucił Squonk.

Cześć,

Mam na imię Kuba, mam 29 lat i moje życie zaczęło się tak naprawdę w 2241 roku od gry Fallout 2 którą znienawidziłem! Moja nienawiść zrodziła się przy wrotach Temple of Trails, których za Chiny nie mogłem otworzyć. Kto by pomyślał że w czasach gier takich jak Diablo, jest coś takiego jak Skilldex! Na szczęście z odsieczą przyszedł kolega z Falloutem 1 i tak nienawiść przerodziła się w miłość.

Obrazek do newsa Projekt Vault Dweller


Fallout odcisnął piętno na moim życiu w sposób w jaki nie zrobiła tego żadna gra, a jestem w sumie już weteranem, bo gram od roku 1989. Dzięki niej zdałem maturę z angielskiego jako jeden z najlepszych uczniów w szkole (tematy na ustnej które miałem to narkotyki i jak pomoc poszkodowanemu w wypadku). Oczywiście przed tym okresem był czas, że zaabsorbowanie grą negatywnie wpłynęło na średnią na świadectwach, ale to już przeszłość. W Fallouty grywam raz do roku i okazyjnie pykam w FOnline-a. Od około dwóch lat jestem także mniej aktywnym userem forum Trzynastego Schronu, a bardziej aktywnym użytkownikiem trzynastoschronowego profilu na Facebooku, a wypowiadam się jako Panicz Nie (jakby ktoś był zainteresowany).

Obrazek do newsa Projekt Vault Dweller


Ale dosyć o mnie i o mojej fazie Falloutowej i okołofalloutowej. Czas coś wspomnieć o samym projekcie. Dwa lata temu pojechałem po raz pierwszy do Chorwacji na wakacje. Na południu, przed miastem Split zatrzymałem się na stacji benzynowej na środku pustyni, pomyślałem WOW! Falloutowy WASTELAND! Tak narodził się w mojej głowie pomysł, który dojrzewał w mojej głowie przez ponad rok, aby w końcu zapadła decyzja: jadę do Chorwacji i robię cosplay oraz, zdjęcie które będzie na maksa odwzorowaniem artworka pokazanego na koniec Fallouta 1!

Obrazek do newsa Projekt Vault Dweller


Powoli zacząłem odkładać na to kapsle. Pierwsze co zrobiłem to kupiłem 20 pasków skórzanych (z brahmina naturalnie!) oraz zadzwoniłem do znajomego krawca i przedstawiłem mój pomysł. Wziął ode mnie wymiary i ciuchy na przymiar i zaczęliśmy działać. W międzyczasie zamówiłem buty z e-(zatoki), bo na polskim serwisie aukcyjnym nie mieli niestety podobnych w rozmiarze 50. Pochodziłem po różnych sklepach, kupiłem nóż z pochwą i shot-guna ASG, którego przerobiłem na obrzyna. Pauldron zrobił mi kolega, który jest spawaczem i metaloplastykiem, który przy okazji jara się też militariami. Ładownice postanowiłem zrobić ze skóry, ale niestety przerosło to moje umiejętności i zakupiłem amerykańskie pamiętające wojnę w Wietnamie, podobne do tych z artworka. Jumpsuit został uszyty, buty przyszły, zacząłem więc prace nad cięciem i łączeniem pasków, ładownic, pauldrona i kabury - całość zajęła mi ok. 3 dni. Dziesiątki nitów aluminiowych, parę połamanych wierteł i podkładek pod śrubki - 90% projektu zostało zakończone. Zostało malowanie, położyłem podkład pod lakier na paski buty i resztę elementów wymagających pomalowania, kostium został ukończony na jeden dzień przed wyjazdem do Chorwacji.

Obrazek do newsa Projekt Vault Dweller


Drugi dzień jazdy, zbliżamy się do w/w stacji benzynowej, czuję coraz większą radochę, że w końcu zrobię to na co tyle czasu czekałem, a tu co się okazało? Wzdłuż pustyni, która tak dobrze mi się skojarzyła postawiono płot! I to nie byle jaki płot jak się okazało. Bardzo długi płot! Ogrodzenie okazało się elementem odgradzającym zwierzęta od autostrady prowadzącej do Splitu, nie było możliwości przedostania się na druga stronę płotu bez jego uszkodzenia, wiec musiałem odpuścić...

Obrazek do newsa Projekt Vault Dweller


Na szczęście dla mnie Chorwacja to w dużej części górzysty i stepowy, wręcz pustynny kraj. Celem moich wakacji była wyspa Hvar, tam na szczęście udało mi się odnaleźć miejsce, które było zbliżone do pustyni z okolic stacji benzynowej i pokazana fota została zrobiona właśnie w tym miejscu :-)

Obrazek do newsa Projekt Vault Dweller


Mam nadzieję, że wszystkim pokazane fotki się podobają. W planach mam jeszcze inne Falloutowe opcje do "sfocenia", ale to już plany na przyszły rok. Przy zdjęciach mogłem liczyć na pomoc mojej koleżanki Weroniki Wojtczak (światło), moment został uchwycony aparatem przez Krzysztofa Kozłowskiego, a reżyseria i ustawienia zostały "ogarnięte" przez Ilonę Malinowską. Dziękuję za to, że mogłem dorzucić parę kapsli do Schronowej twórczości.

Obrazek do newsa Projekt Vault Dweller


Ze Schronowym pozdrowieniem.

Panicz Nie aka V4ult.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

31 października 2013
Tricity Raiders - serial postapokaliptyczny - 8:11 - Uqahs
Obrazek do newsa Tricity Raiders - serial postapokaliptyczny
Polscy filmowcy ogłosili chyba jakieś pospolite ruszenie, bowiem wczoraj, w odstępie kilkunastu minut, otrzymaliśmy dwie informacje o rodzimych postapokaliptycznych projektach. I tak, pierwszym z nich jest serial Tricity Raiders, o którym najlepiej wypowie się sam jego autor Janusz Bocian.

"Przygnębiającą panoramę wyschniętego Bałtyku ozdabia oświetlony kolorowo, huczący dyskoteką wrak lotniskowca, wbitego dziobem w doki portowe. Nieopodal zieje pustymi okiennicami przełamany w pół drapacz chmur. Na drugim końcu dawnej zatoki rozciąga się pełne brudu i życia, zbudowane z odpadów i złomu miasto - Tricity - otoczone z każdej strony wysokim murem, chroniącym jeszcze nie dawno jego mieszkańców przed najazdami Drekków."

Tak brzmi jeden z opisów świata powstającego właśnie polskiego serialu telewizyjnego. Fabuła osadzona jest w świecie po zagładzie, gdzie konwój przemytników i outsiderów przemierza pustkowia. Poszukują zapomnianego kompleksu wojskowego, leżącego na terenach zmutowanej hordy Drekków.

Tricity Raiders to serial science-fiction, realizowany w Trójmiejskim Studiu Filmowym Blackstork. Serial współreżyserują Janusz Bocian i Marcin Mielczarek, współwłaściciele studia, które od wielu lat zajmuje się produkcją krótkich form filmowych, reklam i teledysków - ale przede wszystkim znane jest z efektów specjalnych do filmów fabularnych i seriali telewizyjnych, m.in. popularnego "Czasu Honoru".

Swoją pierwszą od ponad pół roku nowinę zakończę krótkim zwiastunem tegoż serialu:



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

We are the Fallen - krótkometrażowy film postapo - 8:15 - Uqahs
Mówiąc o pospolitym ruszeniu ekip filmowych, miałem na myśli także dzisiejszą premierę krótkometrażowego We are the Fallen autorstwa Fundacji Filmowej Wonderwoods. Zwięzły opis filmu zawiera otrzymana przez nas notka prasowa:

We are the Fallen to krótkometrażowy thriller science-fiction, opowiadający o konflikcie pokoleń. Czterech wędrowców przemierza zniszczony wojną świat. Gdy dostrzegają snop światła z pobliskiej hali, postanawiają wejść do środka. To co tam zastaną przerośnie ich najśmielsze oczekiwania.

We are the Fallen

Już od samego początku widać, że twórcy włożyli sporo pracy w nadanie postaciom niepowtarzalnego wyglądu. Czerwony postapokaliptyczny królik już chyba na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Choć cały film ma dość specyficzny klimat, to powinien ucieszyć fanów postapo. We are the Fallen jest już dostępny na jutubowym kanale studia Wonderwoods.

Polecamy!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer