<<Niusy
01 października 2012
Goście Coperniconu 2012 - 11:48 - Squonk
Logo festiwalu Copernicon 2012
Informacja prasowa od organizatorów festiwalu Copernicon 2012.

Wiadomo, że jednym z ważnych elementów każdej imprezy jest możliwość spotkania z zaproszonymi gośćmi - znanymi osobami ze świata literatury, komiksu i nie tylko. Tak będzie i w tym roku w Toruniu! Będziecie mogli uczestniczyć w spotkaniach autorskich, prelekcjach tematycznych oraz panelach dyskusyjnych, a między nimi zdobywać autografy swoich idoli.

Copernicon 2012 odwiedzą:

Copernicon 2012


  • Sylwia Błach, autorka książek "Strach" oraz "Bo śmierć to dopiero początek", którą uczestniczyć będzie w spotkanu autorskim oraz poprowadzi konkurs w wampirzej tematyce;

  • Jarosław Błotny, autor powieści "Plan wymierania", "Wergeld królów" oraz "Purpura imperatora", który poprowadzi prelekcję o największych ateistach starożytności;

  • Anna Brzezińska, autorka cykli "Wielka Wojna", "Wilżyńska Dolina" oraz "Saga o zbóju Twardokęsku", trzykrotna zdobywczyni Nagrody im. Janusza A. Zajdla, która wygłosi prelekcję o czarownicach i ich sabatach oraz opowie o swoich najnowszych projektach na spotkaniu autorskim;

  • Karolina Burda, rysowniczka i scenarzystka komiksów "Skryptorium Kawerny", "Jebudubu" oraz "WydawNICtwo", współpracująca też z Jakubem Ćwiekiem przy komiksie "Serialowa kreska", w czasie trzech prelekcji opowie o tym, jak powstaje webkomiks, jak wygląda cykl wydawniczy książki oraz przybliży świat fińskich baśni;

  • Piotr W. Cholewa, tłumacz znany przede wszystkim z przekładania powieści ze "Świata Dysku" Terry'ego Pratchetta, ale też książek Orsona Scotta Carda, Williama Gibsona, Rogera Zelaznego czy Ursuli Le Guin, nagrodzony nagrodą ESTS "Hall of Fame" dla najlepszego tłumacza oraz nagrodą Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich, który weźmie udział w spotkaniu autorskim oraz w czasie prelekcji opowie o różnych wizjach apokalipsy;

  • Jakub Ćwiek, autor tetralogii "Kłamca", oraz książek "Liżac ostrze", "Ciemność płonie", "Ofensywa szulerów", "Gotuj z papieżem", "Krzyż Południa. Rozdroża", który poprowadzi konkurs serialowy, wygłosi prelekcje: o współczesnych wizerunkach wampirów oraz o związkach fanach z idolami (nawiązując do swojego spotkania z Jossem Whedonem), a także pojawi się na spotkaniu autorskim;

  • Aneta Jadowska, autorka "Złodzieja dusz", rozgrywającej się w Toruniu powieści urban fantasy, która opowie o tymże podgatunku, a także w trybie przesłuchania będzie zeznawać przed redaktorami portalu Gavran, m.in. odczytując przedpremierowo fragmenty drugiego tomu;

  • Wojciech Kalinowski, znawca Japonii, organizator Dni Kultury Japońskiej w Toruniu, który opowie o historii oraz tradycjach związanych z sumo;

  • Zbyszek Larwa, ilustrator i grafik znany ze współpracy z Andrzejem Pilipiukiem, który poprowadzi warsztaty rysunku oraz opowie o ich komiksowym projekcie z krasnoludami w roli głównej;

  • Stanisław Mąderek, reżyser, scenarzysta, kompozytor i aktor, znany przede wszystkim z internetowego przeboju "Stars in Black", który opowie o filmowych apokalipsach i sposobach na przetrwanie w realnym świecie;

  • Krzysztof Piskorski, autor trylogii "Opowieść piasków" oraz książek "Poczet dziwów miejskich", "Zadra" tom 1 i 2 oraz "Krawędź czasu", laureat nagrody Europejskiego Stowarzyszenia Science Fiction (ESFS) dla najbardziej obiecującego młodego twórcy, który w czasie dwóch prelekcji opowie o obliczach retrofuturystyki oraz o wymyślnych sposobach zadawania śmierci, a w czasie spotkania autorskiego o swoich nowych projektach;

  • Dominik Sokołowski, autor powieści "Kwiat Paproci", który opowie o średniowiecza w quasi-średniowiecznym świecie "Gry o tron";

  • Artur Szrejter, autor książek "Mitologia germańska. Opowieści o bogach mroźnej Północy" oraz "Demonologia germańska. Duchy, demony i czarownice",redaktor "Fantasy Komiks" oraz jednej z serii wydawnictwa Egmont, który w czasie trzech prelekcji opowie o różnych obliczach fantasy historycznej, o tym, jak myśleli Wikingowie oraz o tym, dlaczego tak uparcie polowano na smoki;

  • Witold Vargas, nauczyciel rysunku i ilustrator ok. 20 książek dla dzieci, współautor "Bestiariusza słowiańskiego", który opowie o tym, jak wyglądają słowiańskie demony oraz o zjawach, czyli demonach osiadłych, w nawiązaniu do przygotowywanej właśnie kontynuacji "Bestiariusza".

  • Karolina Wojda, autorka powieści "Feniks - początek", która opowie o biblioterapii, czyli leczeniu książkami.

Goście wezmą także udział w trzech panelach dyskusyjnych prowadzonych przez Ewę "Serenity" Iwaniec:

Odpowiedni dać słowu obraz
Wprawdzie nie ocenia się książki po okładce, ale przywykliśmy do tego, że treści towarzyszy forma. Czasem oszczędna, kiedy indziej misterna... A jak powstają okładki, ilustracje, adaptacje komiksowe czy plakaty związane z literaturą? O współpracy pisarzy i grafików opowiedzą Karolina Burda, Jakub Ćwiek, Zbyszek Larwa, Krzysztof Piskorski i Witold Vargas.

Co w fantastyce piszczy?
Czego chętnie poszukują czytelnicy? Co czytają? Czego pojawienia na polskim rynku wydawniczym wypatrują? Na jakich rodzimych autorów warto zwrócić uwagę? Czy do czytania fantastyki można zachęcać innych i czy da się przekonać opornych? Na te i podobne pytania odpowiedzą: Anna Brzezińska (wydawca i autorka), Piotr W. Cholewa (tłumacz), Marta Najman (recenzentka portalu Insimilion) i Katarzyna Żelaskowska (współinicjatorka powstania toruńskiego Dyskusyjnego Klubu Książki Fantastycznej).

Koniec świata i co potem?
Rok 2012 zapowiada się wyjątkowo - to może być rok końca świata. Wraz z końcem świata z nieba spadną gwiazdy, po ziemi przejadą Jeźdźcy Apokalipsy, zbierając krwawe żniwo. A co potem? Co stanie się, kiedy świat się skończy? Swoje wizje na temat czasów po Apokalipsie przedstawią: Jarosław Błotny, Aneta Jadowska, Krzysztof Piskorski, Dominik Sokołowski i Artur Szrejter.

Szczegółowe opisy wszystkich punktów oraz ich rozkład godzinowy znajdziecie na stronie Coperniconu.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

02 października 2012
Że co? Że HOMOKALIPSA?! - 13:05 - Squonk
Arty z projektu Bagaż podręczny
W Polsce - naszej kochanej i jedynej Ojczyźnie - sprawy tego co kto w spodniach, miedzy nogami i jak to używa, to kwestia poruszająca głowy najtęższych tuzów tzw. sceny politycznej. Jej gracze - czy to z jej prawej, ale też z lewej strony - jak pieski merdające ogonkami, wykonają każde polecenie związane ze sprawami obyczajowymi, które wydadzą im starsi panowie w czarnych kieckach, wiedzących oczywiście lepiej kto, co, jak i z kim może robić.

Ale to jeszcze nic, bo prawa strona oraz środowiska ją wspierające, widzą jeszcze jedno zagrożenie dla 120% czystości moralnej polskiego społeczeństwa. To już nie zagrożenie! To nadciągająca apokalipsa, którą sprawi największe zło kosmosu: HOMOSEKSUALIZM!!! A jego forpocztą będzie osławiona PROPAGANDA HOMOSEKSUALNA!!!

(W tle słychać wrzask przerażenia!!!)

Oni są wszędzie, czają się na niewinne duszyczki polskich dzieci, paradują z gołymi tyłkami po ulicach siejąc zgorszenie i psując zdrową tkankę narodu... Wróć! NARODU POLSKIEGO. O tak - z dużej litery. I kto nas obroni przed tym złem? Gdzie ci krótko ogoleni, młodzi i zdrowi chłopcy, emanujący polskością? Kto ich poprowadzi, skoro będący do niedawna ich politycznym guru minister Roman wielkie G. dziś trzepie kapuchę w adwokackim fachu?

Ale to jeszcze nic!

Wyobraźcie bowiem sobie świat w którym homoseksualizm jest normą. Gdzie osoby heteroseksualne są dyskryminowane, prześladowane, wyszydzane, pogardzane. Świat w którym segregacja pod katem preferencji seksualnych jest normą. Świat w którym owi wspomniani wyżej politycy z ogromną pieczołowitością pochylają się nad tym kto, co, jak i z kim robi. Oczywiście pod warunkiem, że robi to z osobą tej samej płci.

Projekt BAGAŻ PODRĘCZNY, który poprzez realizację słuchowiska radiowego, ale też budowanie szerokiej "narracji heteroseksualnej" stawia sprawy teoretycznej "inności" na tory potencjalnego absurdu. Całość potencjalnie może trącić lewactwem, ale właśnie poprzez absurd i surrealizm sytuacji, przekaz polegający na bez sensowności segregowania ludzi pod kątem ich preferencji seksualnych (jak i każdych innych) idealnie dociera do ludzi inteligentnych.

Czyli 99,998% czytelników Trzynastego Schronu.

Więcej:
Jak to by było, gdyby wszyscy hetero stali się homo? Bagaż podręczny - "słuchowisko radiowe, które zmienia świat" - artykuł
Bagaż podręczny - fanpage na Facebooku
Bagaż podręczny - strona główna
Archiwum z audycjami

Heterycy - nie lękajcie się!!!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Falkon 2012 - Przedpłaty, bonusy i noclegi! - 16:46 - Squonk
Logo konwentu Falkon 2012
Informacja prasowa od organizatorów Falkonu 2012.

Informujemy, że w dniu dzisiejszym uruchamiamy przedpłaty. Tak jak w zeszłym roku przedpłata oznacza możliwość szybszej akredytacji na miejscu oraz jest warunkiem możliwości rezerwacji płatnego noclegu*. Ponadto pierwsze 150 osób, które uiszczą przedpłatę, otrzyma podręcznik do systemu Midnight wydanego przez Wydawnictwo Galakta!

Aby dokonać rezerwacji, należy zalogować się w systemie rezerwacje.cytadelasyriusza.org. Sama rezerwacja polega na kliknięciu przycisku "Zarezerwuj" i nie wymaga dalszego komentarza, poza tym, że trzeba ją następnie opłacić przelewem :)

Istnieje możliwość wykupienia wejściówki zarówno na sam festiwal Falkon jak i Falkon + Targi 3D - 3D POLAND 2012. Pierwsza opcja to koszt 40 zł, druga 50 zł. Prosimy o chwilę namysłu przed wyborem, ponieważ nie przewidujemy zmiany rodzaju wykupionej wejściówki.

Noclegi podczas festiwalu Falkon 2012

W tym roku zarezerwowaliśmy dla uczestników miejsca w następujących lokalizacjach:

Na załączonej mapie przedstawione są wszystkie lokalizacje wraz z trasą dojazdu na miejsce festiwalu. Cena noclegu w każdej z nich to 40 zł za dobę dla jednej osoby, niezależnie od wielkości pokoju. Preferowane są kilkuosobowe rezerwacje dwudniowe, tak by w jednym pokoju znalazła się grupa znajomych. Z zeszłych lat wiemy, że i Wy preferujecie takie rozwiązanie :)

Możliwość wyboru konkretnej lokalizacji uzależniona jest od dostępności miejsc, w myśl zasady "kto pierwszy ten lepszy". Po założeniu konta w systemie (twórcy programu) lub opłaceniu przedpłaty (pozostali) szefowie grup proszeni są o kontakt na adres: rezerwacje[małpa]cytadelasyriusza.org. Płatność za nocleg uiszczana będzie na miejscu, osobie wyznaczonej przez organizatorów lub bezpośrednio w wybranej lokalizacji.

Oprócz wymienionych lokalizacji istnieje możliwość rezerwacji miejsca w hotelu Dom na Podwalu. W tym przypadku obowiązuje cennik hotelu: domnapodwalu.pl/tanie-noclegi-lublin. Procedura jak wyżej. Ponadto, jeśli ktoś szuka noclegu tańszego niż powyższe, to polecamy akademiki Politechniki Lubelskiej i UMCS-u. Niestety znajdują się one w dalszej odległości od miejsca festiwalu i w ich przypadku nie zdecydowaliśmy się nie pośrednictwo w rezerwacji miejsc.

* - Opłacenie przedpłaty jest jednym z warunków rezerwacji płatnego noclegu. Drugim, alternatywnym, jest fakt bycia twórcą programu - przy czym twórcy programu także proszeni są o założenie konta w systemie, ze względu na łatwość późniejszego zebrania danych i wydrukowania list.

Już wkrótce więcej informacji o festiwalu, więc zaglądajcie częściej na www.falkon.co :)

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

04 października 2012
Dzień Schronka - 22:20 - Squonk
Schronowy piesek
Ludzie trzymają różne mutasy w domu,
Ale my tam nie oddamy go nikomu,
I nie mamy wcale żalu, że to nie jest zwykły pies,
Bo nasz Schronek to na medal przecież jest.


Decyzją numer pińcset halfnaście (czyli tajne), w oparciu o dzisiejszy Światowy Dzień Zwierząt ogłasza się dzień 4 października schronowym świętem - Dniem Schronka.

Los zwierzątek jak i zielonej przyrody leży nam wyjątkowo na sercu, bo zawsze milej odpoczywa się w leśnej głuszy, a i w razie wystąpienia postapo jest świadomość, że będzie gdzie się schować. Zgodnie zresztą z maksymą "chroń lasy bo i ty zostaniesz kiedyś partyzantem".

Aby nie było więc tak goło, to mamy dla Was na tą okoliczność mały konkurs. Szczegóły na naszym forum.

Razem z nami Schronek bury
penetruje wszystkie dziury.
Schronek bury, Schronek bury,
Schronek bury fajny pies.


Podgląd newsa | Skomentuj newsa

05 października 2012
Darmowy e-book w hołdzie klasykowi - 12:04 - Squonk
E-book od Dobrych Historii
Informacja prasowa od Wydawnictwa Dobre Historie.

Oddajemy w Wasze ręce e-booka z naszej nowej serii wydawniczej. Nazwaliśmy ją "e-single", będą to bowiem krótsze formy literackie - dłuższe opowiadania, nowele oraz mini powieści z gatunku weird fiction, które uzupełnią Waszą biblioteczkę. Co dwa miesiące będziemy przygotowywać dla Was kolejne wyjątkowe tytuły - zagraniczną klasykę i polskie premiery. Chcemy, aby "e-single" były atrakcyjnie przygotowane od strony edytorskiej, graficznej i miały równie atrakcyjną cenę, która utrzymana zostanie na poziomie zaledwie kilku złotych. Stale uzupełnianą biblioteczkę "e-single" znajdziecie na oficjalnej stronie naszego czasopisma: cosnaprogu.com.pl

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Projekt okładki czwartego numeru 'Coś na Progu' - 12:47 - Squonk
Coś na progu - dwumiesięcznik
Informacja prasowa od Wydawnictwa Dobre Historie.

18.10 rusza pre-order czwartego numeru czasopisma "Coś na Progu" (cosnaprogu.com.pl). Tematem przewodnim będą tym razem herosi i heroiny, a na ponad 100 stronach Czytelnicy znajdą m.in. opowiadania Thomasa Ligottiego i Ramseya Campbella, publicystykę Michaela Moorcocka i Marcina Wrońskiego, dwa komiksy, wywiady z pisarzami i teksty z pogranicza fantastyki, kryminału oraz grozy - The Maxx, Jugde Dredd, Evil Dead, weird West, heist movies i wiele więcej. Już teraz przedstawiamy projekt grafiki zdobiącej okładkę numeru, autorstwa Michała Oracza.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

08 października 2012
Konkurs w odcinkach - wyniki - 9:52 - Lithium
Okładka książki
Jak można było przewidzieć "Konkurs w odcinkach" trwał długo (choć nawet ja nie myślałam, że potrwa aż tyle czasu). Teraz jeszcze sam wybór zwycięzcy przeciągał się, wydawać by się mogło, w nieskończoność, gdyż nawet nasz wspaniały i niezastąpiony Schronek miał problemy, by uporać się z ogromną ilością nadesłanych zgłoszeń. Jednak w końcu, po wielu dniach pracy, wymagającej wytężonego wysiłku i ogromnych pokładów cierpliwości, Schronek wylosował! Tak! Udało się! Mamy szczęśliwca! Książka Adama Bełdy pt. "Edgar" oraz "Dzieci cienie: Wśród ukrytych. Wśród oszustów" Margaret Peterson Haddix i kubek z "13" trafiają do Marneasa. Zwycięzcy serdecznie gratulujemy i prosimy o podanie adresu do wysyłki.


Wszystkich pozostałych zapraszamy serdecznie do zapoznania się najnowszym odcinkiem opowiadania Adama, w którym rozwinięty zostaje wątek Darii i zjawiska nazwanego promieniowaniem Bushey, moim zdaniem chyba najciekawszych w całym tekście. Dla tych, którzy jak dotąd nie mieli przyjemności zapoznania się z tekstem, przygotowałam króciutkie streszczenie:

Akcja opowiadania rozgrywa się w Polsce w czasie wojny atomowej. Głównego bohatera wątku pierwszego poznajemy w przydrożnym barze, gdzie stara się zdobyć informacje na temat Pomorza. Tam podobno na nowo rozpoczęto bombardowania, co wywołało fale migracji. Tymczasem nasz bohater właśnie w te rejony zamierza dotrzeć, jednak sytuacja zmusza go do zrobienia dłuższego przystanku we wspomnianym barze. Tu spotka też bohaterów drugiego wątku – zdziwaczałego poborcę opłat za przejazd przez autostradę - Szymona oraz dwóch podróżnych-porywaczy : Mariusza i Bąbla – sprawiającego wrażenie upośledzonego, a tak naprawdę odmienionego przez tragiczne losy i świadomość, że jego matka zginęła przez niego. Szymon zauważył, że w przyczepie mężczyźni przewożą skrępowanego chłopca. Chciał mu pomóc jednak nie zdążył, skutkiem czego podróżował na przyczepie, niezauważony przez nich. Korzystając z postoju, wydostał się wraz z chłopcem i za radą głównego bohatera udali się w stronę pobliskiej osady.

Bohaterką trzeciego wątku jest natomiast Daria- kobieta, która ma zostać „matką” dziecka, będącego „obiektem testów laboratoryjnych”, związanych z promieniowaniem Bushey I i Bushey II. Promieniowania te miały wpływ na kod DNA: Bushey I powodował błyskawiczne obumieranie komórek, na które została skierowane jego wiązka, natomiast Bushey II to fala promieniowania rozchodząca się we wszystkich kierunkach od wiązki, która powodowała stopniowe, długotrwałe mutacje. Bushey I został użyty do skonstruowania przerażającej broni, a w konsekwencji był odpowiedzialny za wielką wojnę, która zniszczyła świat. Zaś Bushey II na długi czas po ataku pustoszył ziemie, na których użyto nowoczesnej broni, powodując wzrost zachorowań na nowotwory i spadek narodzin, gdyż płody same rozpadały się jeszcze we wnętrzach matek. Teraz dr Karfot zamierza podjąć próby innego wykorzystania promieniowań, a do testów jest mu potrzebna Daria.

O tym co dalej się wydarzy dowiemy się czytając kolejne odcinki opowiadania. Zapraszamy!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

09 października 2012
Relacja z Grojkonu - 0:20 - Nightmaster
Grojkon
Już miesiąc minął od momentu zakończenia jednej z najlepszych imprez fantastycznych w tym roku, jaką był Grojkon, który odbywał się w Bielsku-Białej.

Trzynasty Schron był na tym festiwalu, w związku z tym, chcielibyśmy się podzielić wrażeniami. Jako, że fantastyka to nie tylko postapo (choć same postapokaliptyczne bloki na których zagościłem były niezwykle udane), tak i tutaj mieliśmy szereg atrakcji, które zaserwowali nam organizatorzy.

Już teraz możecie oglądać zdjęcia w naszej Schronowej Galerii, a jak się już naoglądacie to zapraszamy do czytania relacji, którą znajdziecie w rozwinięciu niusa.

Serdecznie dziękujemy organizatorom! Uczestnictwo w tak świetnie zrealizowanym konwencie to naprawdę ogromna przyjemność. To jedna z najlepszych imprez tego rodzaju. Tak trzymać! W przyszłym roku na pewno będę.

Piątek - dzień 1

W piątek przyjechałem na miejsce kilka minut po siedemnastej. Zaraz po rejestracji trafiłem na pierwszą prelekcję - o Czarnobylu i Prypeci. Potem nadszedł czas na znalezienie jakiegoś pokoju do spania. Po rozpakowaniu się i ogarnięciu przyszła kolej na dokładniejsze poznanie miejsca, w którym miałem spędzić kolejne dwa dni.

Obejście całości budynku zajęło mi dobre 40 minut. Długo, ale starałem się upewnić, że nie ominąłem żadnej z sal ani żadnego ze stoisk. Wieczór powoli nastawał, więc trzeba było się posilić. Na początku wybrałem wraz ze znajomymi stołówkę w budynku, jednak już po kilku gryzach „mięsa” wszyscy utwierdziliśmy się w przekonaniu, że jedzenie tam nie było dobrą decyzją. Jedyny plus stołówki to fakt, że jest z niej wyjście na balkon - idealnie, by w spokoju oddać się spalaniu tytoniu.

Po odnalezieniu innego punktu, w którym można było zjeść, nie narażając swojego stanu zdrowia, udaliśmy się na larpa osadzonego w 1640 roku. Intryga goniła intrygę, każdy dobrze wywiązywał się ze swoich ról i grało się bardzo przyjemnie. Około pierwszej w nocy wyjawiliśmy swoje wszystkie intrygi, kończąc grę zaskakującym finałem. Później pochodziliśmy jeszcze po terenie konwentu i poszliśmy spać.

Sobota - dzień 2

O morderczej jak na moje warunki godzinie 9, musiałem się już podnieść z konwentowego posłania. Po krótkiej wizycie w toalecie i ogarnięciu programu zdecydowałem, że muszę udać się na papierosa i śniadanie. Na całe szczęście organizatorzy zadbali, aby stołówka ATH nie była jedyna i na placu przed budynkiem rozłożono namiot ze średniowieczną kuchnią, której nie można było nic zarzucić. O trzynastej rozpoczęła się bardzo przeze mnie oczekiwana prelekcja z udziałem Grahama Mastertona. Pomimo że prelekcja była prowadzona wyłącznie w języku angielskim, przyszło na nią dużo osób. Opinie, że należało ją tłumaczyć, rozumiem, ale się z nimi nie zgadzam. Dyskusja - brał w niej udział także Piotr Cholewa - straciłaby na dynamice. Byłaby uboższa o sytuacyjne żarty i wypowiedzi. Tak więc, cieszę się, że było jak było - w całości po angielsku.

Po podpisaniu książek postanowiliśmy wraz ze znajomymi poszukać czegoś do jedzenia, jednak w standardowej, polskiej odsłonie. W ten oto sposób trafiliśmy do Oberży Bełkot, gdzie po raz pierwszy w życiu jadłem tak przepyszne duszonki. Po solidnym obiedzie, napoju wzmacniającym trawienie oraz porcji tytoniu, korzystaliśmy z kolejnych atrakcji, które organizatorzy przygotowali dla uczestników konwentu. Jedną z nich była akcja reklamowa Red Bulla: był rozdawany na miejscu za darmo. Do wieczora czas mijał mi na przemian na oglądaniu pokazów kuglarskich, graniu w Tekkena 3 w Consol Roomie, rozmowach z ludźmi między stoiskami oraz oglądaniu pokazu US Marines. Wieczorem wybraliśmy się grupką znajomych ponownie do Oberży, gdzie porozmawialiśmy sobie przy krasnoludzkim trunku. Po powrocie do kampusu oglądaliśmy jeszcze jakiś czas rozgrywkę w jedną z najlepszych gier w historii komputerów, czyli Heroes of Might and Magic 3, po czym udaliśmy się na spoczynek po jakże męczącym dniu.

Niedziela - dzień 3, ostatni

Niedzielny poranek minął spokojnie, każdy wstał ze świadomością, że to już niestety ostatni dzień przygody w królestwie Grojkonu. Po treściwym śniadaniu ruszyłem w poszukiwaniu mojego planu dnia, a następnie na wiedzówkę z Naruto. Przy tej ostatniej miałem okazję trochę pomóc.

Po tym punkcie programu zaczęło się właściwie pakowanie oraz odszukiwanie ludzi, z którymi chciałem się pożegnać. Oczywiście nie mogło braknąć ostatnich rozmów na balkonie, wspomaganych niesmakującym z rana papierosem, ale to już się paliło raczej dla towarzystwa niż dla smaku (ktoś w ogóle pali dla smaku? Przecież to okropne i cuchnie! - tak, jestem palaczem). Po zaplanowaniu podróży nadszedł czas na pakowanie. Swoją drogą, jak ja się spakowałem jadąc na Grojkon, skoro mając taką samą ilość rzeczy, nie byłem w stanie teraz tego zrobić? Udoskonalając moje umiejętności postapo (zainwestowałem w odpowiedniego perka), udało mi się spakować swoje rzeczy. Przeszedłem się jeszcze raz po kampusie: miejscu przeżycia trzech wspaniałych dni; poznałem rewelacyjnych ludzi (pozdrawiam!), wysłuchałem wielu prelekcji, wyniosłem trochę wiedzy przy okazji bardzo fajnie spędzonego czasu.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że była to jedna z najlepszych imprez na jakich byłem. Profesjonalna obsługa, świetna organizacja, kultura uczestników (nie spotkałem się z żadnym wyrazem chamstwa, wręcz przeciwnie, jak mnie obtarł but i mało co się przez to nie wywaliłem, to znalazło się z miejsca kilka obcych osób, które pomogły mi się otrząsnąć – znacie to uczucie, kiedy z pięty odrywa się płat skóry, do rany przykleja skarpeta, po czym również gwałtownie odrywa? Właśnie… to było takie uczucie), świetnie dobrane punkty programowe, zaproszeni goście oraz ochrona dbająca o bezpieczeństwo. Te wszystkie czynniki sprawiły, że na ten konwent aż chce się wracać i nie wiem jak Wy, ale ja jadę na kolejną edycję, która odbędzie się w dniach 26-28 kwietnia 2013 (o ile nas jakiś samolot nie rozwali).

Ocena konwentu: 666/10

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Premiera w klimatach: Dredd 3D - wrażenia entuzjasty - 23:14 - Zagłoba
Są takie małe przyjemności w życiu każdego człowieka, które, zdawałoby się, odeszły bezpowrotnie i zniknęły gdzieś w otchłani historii. Brzoskwiniowy smak gumy "Turbo", zarwane noce przy legendarnej Amidze 500 czy odsłuchiwanie kawałków ulubionego zespołu na zdezelowanej kasecie magnetofonowej. Jeszcze do niedawna byłem przekonany, że do tego nostalgicznego grona należy kino akcji z przełomu lat 80. i 90., które pozostawiło swoje piętno w umysłach wielu kinomanów. Charyzmatyczni twardziele i ich radosna bezkompromisowość w masakrowaniu antagonistów, została w ostatnich latach przykryta pod plandeką metroseksualnych herosów, usilnego moralizatorstwa oraz PG-13. Jasne, jak Wenus z morskiej piany narodziła się seria o "Niezniszczalnych", lecz trudno nie było odnieść wrażenia, że sam film jest jedynie łabędzim śpiewem nurtu, który najlepsze lata ma już dawno za sobą.

Dlatego też, byłem szczerze przerażony faktem, iż Hollywood postanowiło ponownie wygrzebać z głębi szafy i odkurzyć odznakę Dredda. Antybohatera pełną gębą, któremu bliżej do "Brudnego Harry’ego" niż do przedstawiciela ekipy "Avengers". Eksperyment przeniesienia posępnego sędziego na ekrany kin zakończył się klapą już w 1995 roku i nic nie wskazywało na to, że drugie podejście do tematu coś tutaj zmieni. Tym bardziej, że szumne zapowiedzi ukazania nowej historii ze wszystkimi dobrodziejstwami trzeciego wymiaru sygnalizowały, że producenci zamierzają wydoić tę markę do dna. Kto jednak wydał bezlitosny wyrok śmierci na nowe wcielenie Dredda, ten niech szybko schowa swą broń do kabury. Koniec końców, tytuł trafił w utalentowane ręce i jest jedną z najbardziej pozytywnych niespodzianek ostatnich miesięcy.

Postapokaliptyczna Ameryka. Jedynymi pozostałościami świetności cywilizacji ludzkiej i perłami pośród radioaktywnych pustkowi są gigantyczne enklawy zwane Mega Miastami. Mega City One, liczące ponad 800 milionów mieszkańców, wyróżnia się z nich jako stolica nędzy, bezrobocia, korupcji, dekadencji i zbrodni. Bestialskie morderstwa czy krwawe wojny gangów to smutna codzienność, pewniejsza niż dobra praca czy ciepły posiłek. Rządy prawa od lat przegrywają wojnę z bezlitosnymi kryminalistami, dlatego konwencjonalne środki szybko odchodzą do lamusa. Prawo egzekwują enigmatyczni sędziowie będący oskarżycielami, arbitrami i katami w jednej osobie. Nie trzeba być omnibusem, aby wywnioskować, że nie cieszą się oni szczególną estymą wśród światka przestępczego. Wyjątkiem nie jest funkcjonariusz Dredd (Karl Urban), którego nazwisko budzi niespotykany strach i nienawiść, a wszystko przez jego legendarną skuteczność oraz niezwykłą bezwzględność.



Z pozoru zwykłe zadanie zbadania potrójnego morderstwa na terenie jednego z wieżowców mieszkalnych, mające przy okazji ocenić przydatność do służby młodej telepatki (Olivia Thirlby), szybko zamienia się w śmiertelną pułapkę. Funkcjonariusze bowiem nie wiedzą, że przez przypadek nadepnęli na odcisk okrutnej Ma-Mie (Lena Headey), przywódczyni gangu narkotykowego, który zdobywa coraz większe wpływy w Mega City One.

Ponad godzinny seans z grubsza przeminie nam na widowiskowej wędrówce na szczyt gniazda moralnego zepsucia, jakim jest "Brzoskwiniowy Gaj", gdzie czeka główna antagonistka. Brakuje tutaj moralizatorstwa, pustych dywagacji na temat znaczenia bohaterstwa, romantycznego motywu, ciapowatego kompana nieumiejętnie starającego wprowadzić wątek komediowy czy patetycznych politycznych intryg, usilnie próbujących nawiązać do rozpustności finansjery lub korupcji władzy. I Bogu dzięki! Zamiast tego widz otrzymuje to, o czym wielokrotnie wspominali w swoich modlitwach fani kina akcji rodem z ubiegłego wieku.

Spektakularna kąpiel w oceanie krwi i gorącego ołowiu (film jest ekstremalnie brutalny, lecz zarazem nie uderza on w tandetę), dobrze rozrysowane postacie o konkretnych motywacjach oraz przednie one-linery, potrafiące z jednej strony rozładować napięcie, natomiast z drugiej przygnieść odbiorcę dawką pociesznej wzniosłości (na czele z kultowym "To ja jestem prawem!" - w tym momencie ciężko się nie uśmiechnąć) - to czysta esencją rozrywki, która aż ocieka testosteronem. Wielu tego typu podejście do tematu może razić, ale taki trochę jest główny bohater, będący swoistym prztyczkiem w nos dla amerykańskiej zapalczywości i nostalgii za Dzikim Zachodem. Dredd przemierza praktycznie każde piętro z gracją narwanego szeryfa, który tylko szuka kłopotów w zadymionej spelunie pełnej nikczemnych rewolwerowców i taki był główny zamysł.

Scenariusz nie należy do zaskakujących i odkrywczych, choć śmiało można go przypisać do grona solidnych (zdarzają się pewne dziury i zbędne wątki, jednak nie psują one ogólnego dobrego wrażenia). Opowieść skupia się na uporczywej walce o przetrwanie oraz wymierzeniu nieuchronnej kary - celu praktycznie nierealnego na terytorium, gdzie za każdy zakrętem czai się wróg. W wyniku tego schematy kina akcji, jakie przerabialiśmy na przestrzeni ostatnich lat, pojawiają się często i gęsto. Lekko idealistyczna kadetka, której światopogląd zostaje wystawiony na próbę wraz z przemierzaniem kolejnych pięter, trudne początki relacji uczeń-mistrz (później zahartowanej przez braterstwo broni) czy Dredd, któremu jako jedynemu udaje się uciec bez szwanku przed destrukcyjnym ogniem działek obrotowych - to tylko wierzchołki góry lodowej. Warto jednak zaznaczyć, że twórcy są tego boleśnie świadomi i niejednokrotnie postanowili to zmyślnie wykorzystać, w kilku miejscach otwarcie kpiąc z najpopularniejszych klisz.



Jeżeli chodzi o grę aktorską, to naprawdę niewiele mogę jej zarzucić. Tak, zdaję sobie sprawę, że w tym momencie mogą pojawić się głosy świętego oburzenia. Przecież Urban zagrał ten film na jednej minie, wypowiadając swym zachrypniętym głosem ledwie kilka patetycznych kwestii! Trudno się z tym nie zgodzić, lecz sęk w tym, iż udała się mu rzecz teoretycznie niemożliwa. Pete Travis i Alex Garland stworzyli wręcz idealną inkarnację Dredda, do której znakomicie wpasował się Urban. Rola antybohatera, futurystycznej maszyny do wymierzania sprawiedliwości i niezniszczalnego monolitu, którego niezłomnej ideologii nic nie jest w stanie złamać, widocznie mu służy. Mamy tutaj do czynienia z istotą, w której słowniku na próżno szukać słów takich jak empatia, łaska czy współczucie. Czystą abstrakcją byłoby więc szafowanie emocjonalnością. Kiedy Dredd celuje do dwóch młodocianych bandytów i z rozbrajającą szczerością stwierdza, że jest mu w sumie obojętne, czy trafią do poprawczaka, czy zaraz zakończą swój marny żywot z kulą między oczami, to wiemy, z jaką postacią przyszło nam obcować. Na uznanie zasługuje również wierność komiksowemu pierwowzorowi - Urban ani razu nie zdejmuje swego hełmu, który odsłania jedynie nieogoloną kwadratową szczękę z odwiecznym grymasem na ustach. Ogromne poświęcenie, jakie docenią jedynie fani powieści graficznej.

Urbanowi partneruje piękna Olivia Thirlby, udanie wcielająca się w swoisty głos sumienia, jakim jest kadetka Anderson dla smętnego sędziego. Postać, z która widz może się z łatwością utożsamić - dusza, która pozwala nam wejść w ten mroczny świat. Jej przemiana z kompletnego żółtodzioba do twardej funkcjonariuszki, jest o tyle przewidywalna, co szczera. Z kolei popis podczas sceny telepatycznego przesłuchania potrafi wryć się w pamięć i skraść serce.

Jeżeli chodzi o drugą stronę barykady, to jest co najwyżej nieźle. Nie zrozumcie mnie błędnie, Lenie Headey trudno zarzucić wiele jako demonicznej, acz inteligentnej Ma-Mie (swoją drogą, interesująca charakteryzacja), mającej wyraźnie ciągoty do bezrozumnego okrucieństwa. Widać, że wcielanie się w kolejną postać "zimnej suki" wciąż ją bawi. Problem w tym, że aktorka nie dostała wystarczającego czasu do pełnego rozwinięcia skrzydeł, a także nie czuć tutaj tej specyficznej chemii ekranowej, jaką łączyła chociażby Johna McClane z Hansem Gruberem w kultowej "Szklanej Pułapce". To samo można w sumie powiedzieć o reszcie kryminalistów - niestety w "Dredd 3D" spełniają oni jedynie rolę chłopców do (za)bicia.

Pod względem strony technicznej i dźwiękowej, film prezentuje się wyjątkowo dobrze. Travisowi udało się uniknąć wrażenia monotonii płynącej z umiejscowienia akcji w zrujnowanym wieżowcu mieszkalnym, przy okazji wydobywając duszny, wręcz klaustrofobiczny klimat. Jeżeli dodamy do tego naprawdę porządny montaż i oprawę muzyczną wypełnioną przednimi industrialnymi kawałkami, otrzymujemy prawdziwą ucztę dla zmysłów.



Pozostała już tylko jedna, aczkolwiek wielce newralgiczna kwestia - 3D. Nie będę tutaj bajdurzył, że tytuł nie mógłby się bez niego obejść. Od czasów "Avatara” nie było jeszcze produkcji, która wykorzystywałaby chociaż w połowie dobrodziejstwa wspominanej technologii. Należy jednak zaznaczyć, że "zbędna” nie znaczy "nieuargumentowana”. Dlaczego? To proste, zamiast pójść utartą ścieżką i zrobić kilka tanich wstawek trójwymiarowych (na zasadzie - "Ej, Zdzichu! Rzućmy tym prętem w twarz widza, aby móc spokojnie odhaczyć ten szajs”), twórcy postanowili popłynąć pod prąd, uzasadniając fabularnie ten zabieg. Metropolia została opanowana przez tajemniczy narkotyk o nazwie "Slo-Mo", którego działanie spowalnia odczuwalny upływ czasu do 1% i ożywia kolory, zamieniając obskurną rzeczywistość w rajski eden. Dzięki temu zręcznemu trikowi, udało się stworzyć kilka naprawdę majestatycznych, hipnotycznych i wartych zapamiętania scen (intensyfikowanych za pośrednictwem 3D), jednocześnie unikając perwersyjnego kiczu. Na chwilę obecną, nowy "Dredd" jest jedynym filmem (pomijając oczywiście dzieło Camerona), po którego seansie nie żałowałem tych kilku dodatkowych złotych ekstra doliczonych do standardowej ceny biletu.

Spokojnie mogę stwierdzić, że "Dredd 3D” to jedna z najbardziej pozytywnych niespodzianek ostatnich lat. Dorosłe i solidne kino, zawierające mnóstwo dusznego klimatu postapokaliptycznej przyszłości oraz sporą nutkę dobrej nostalgicznej słodyczy rodem z lat 80’. Warte każdej złotówki, o ile jesteś fanem czystej akcji bez kodeksu etycznego wiszącego nad głową protagonisty i komiksowego pierwowzoru. Kino stopniowo uzależniające niczym kolejne dawki "Slo-Mo”. Krwawe, brutalne i niezwykłe.

Moja ocena: 8/10

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

10 października 2012
Premiera w klimatach: Dredd 3D - wrażenia sceptyka - 10:20 - Veron
Wychodząc z kina po seansie "Dredda 3D", będąc do tego w płochym nastroju, w który to rzeczony film mnie wprowadził, w głowie układały mi się gotowe zdania raczej bezpardonowo rozprawiające się z dziełem Pete'a Travisa. Już dawno bowiem żaden film tak skutecznie nie wymęczył mojej skromnej osoby. Całe szczęście minęło trochę czasu, więc na spokojnie i z czystym sumieniem mogę przystąpić do jego oceny, która bynajmniej nie stanie w jednym szeregu z zachwytami recenzentów mediów uważanych za opiniotwórcze.

W postapokaliptycznym świecie przyszłości, w którym ludność egzystuje w odgradzających od napromieniowanej pustyni, gigantycznych metropoliach, egzekutorami prawa są sędziowie - połączenie policjantów, prokuratorów i wykonawców wyroków. Jednym z nich - bezwzględnym, ale przy tym diabelnie skutecznym - jest pracujący w Mega City One Dredd. Zostaje wezwany na interwencję do ogromnego gmachu mieszkalnego, "Brzoskwiniowego Gaju". Na miejscu okazuje się, że budynek jest pod kuratelą gangu, któremu przewodzi okrutna Ma-Ma. Dredd i towarzysząca mu młoda sędzia wpadają w pułapkę.

Czytając opinie krytyków i osób, którym nowy "Dredd" przypadł do gustu, dochodzę do wniosku, że być może nie jestem odpowiednią osobą do jego recenzowania. Wychodzi na to, że po prostu nie poczułem konwencji filmu. Obraz Travisa istotnie jest realizacyjnie spójny, reżyser sprawia wrażenie, jakby dokładnie wiedział, co chce osiągnąć w finalnym efekcie. A jednak oglądanie "Dredda" jest małą katorgą. Film ciągnie się jak zbyt długo żuta guma i tak samo smakuje. Fabularnie fatalny i upstrzony idiotycznymi dialogami, wypełniony jest woltami, z których każda następna bije poprzedniczkę szablonowością i zwyczajną głupotą (a za scenariuszem stoi przecież solidny rzemieślnik, Alex Garland). Być może Travis w trakcie kręcenia "Dredda" sam dorwał jakąś działkę "slo-mo", czyli przywołującego na myśl falloutowego "Jeta", filmowego narkotyku, gdyż tempo akcji oscyluje między powolnym a ślamazarnym.

Ciężko jest mówić w przypadku "Dredda 3D" o remake'u "Sędziego Dredda", filmu z 1995 roku z rolą nieśmiertelnego Sylvestra Stallone'a. Obraz Travisa to osobna historia, pewnymi tylko elementami pokrewna filmowi Danny'ego Cannona. Trochę infantylny, na siłę moralizatorski "Sędzia Dredd" ujmował jednak specyficznym, pełnym kiczu i przerysowania klimatem. Nowy "Dredd", owszem, ma swój klimat - ciężki, brutalny - ale jest przy tym dziwnie pusty. Nie eksplikuje motywacji działań protagonistów (zwłaszcza tytułowego egzekutora prawa), nie próbuje wejść pod skórę sugestywnie zarysowanego świata przedstawionego. Nie ma w nim czynnika, dzięki któremu widz zechciałby wejść w ów świat. Nie ma serca. Dla "Sędziego Dredda" był nim głównie Stallone. Jego następca, Karl Urban, w "Dreddzie" tylko jest. W ogóle ten film po prostu jest. Jest jaki jest.

Trzeba jednak oddać hołd za całą techniczną stronę filmu. Scenografia świata po zagładzie jest świetna. Pojedynek bohaterów z antagonistami odbywa się w zamkniętej przestrzeni, ale Travis unika wtórności. Zdjęcia, montaż, oprawa muzyczna i dźwiękowa to raczej dolne rejony poprawności. Z 3D też można było zrezygnować, gdyż poza efektownymi rozbryzgami posoki (film jest naprawdę krwawy!) na niewiele więcej się zdaje i ma za zadanie jedynie potęgować zyski dla producentów. Niemniej w tym aspekcie jest i tak całkiem nieźle.

Bo poza tym "Dredd 3D" nie zrobił na mnie pozytywnego wrażenia. Nie moja to bajka. Zachęcam do weryfikacji własnej. Albo i nie.

Moja ocena: 4/10

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Lithium redaktorem (redaktorką?) Trzynastego Schronu - 12:50 - Squonk
Trzynasty Schron
Już sam tytuł tej nowiny pokazuje, że łatwo nie będzie. A łatwo nie jest. Bo w Polsce, gdy poruszamy kwestię obecności kobiet w sferze publicznej, to zaczynamy się miotać jak Schronek po korytarzach naszego schronowego bunkra. Z jednej strony tradycjonalistyczny i pełen obłudy bełkot z tzw. prawej strony myślenia, z drugiej strony hipernowoczesny zaciesz osobników myślących lewą półkulą.

I teraz jak zacznę temat od tego, jak to nam fajnie i miło, że na Trzynastym Schronie po raz pierwszy od lat redaktorem została przedstawicielka płci pięknej, to znaczy że skupię się na tym, że została nim pewnie, że jest kobietą. Znaczy ja tak bym nie pisał, ale w domyśle tak będzie. A jak znowuż... Nie no - naprawdę mnie osłabia ten temat, bo już oczyma wyobraźni widzę jak mi tu na ręce z jednej strony patrzy Kazimierz, tfu... Kazimiera Szczuka, a z drugiej ministra, tfu... minister Jarosław Gowin.

Dobrze jednak, że jest takie normalne miejsce na świecie (także tym w sieci) jak Trzynasty Schron, gdzie jakże postapokaliptyczne hasło siła w różnorodności nabiera jeszcze większego znaczenia.

Grunt, że od dziś Lithium jest redaktorem, a nawet redaktorką. Ooo!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Animacja opowiadania Ramseya Campbella - 13:21 - Squonk
Coś na progu - dwumiesięcznik
Informacja prasowa od Wydawnictwa Dobre Historie.

Wydawnictwo Dobre Historie zaprasza do obejrzenia animacji inspirowanej opowiadaniem Ramseya Campbella, pt. "Przyciąganie", które znalazło się w antologii "Cienie spoza czasu". Grafiki wykonał Chris Chalik. W filmowym cyklu "Cienie spoza czasu" wcześniej ukazała się już animacja do opowiadania Edwarda Lee pt. "Pierwiastek zła".




Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Quo vadis #2 - 15:20 - nie wiem
Człowiek spadnie prosto z nieba. Na takie rzeczy nic się nie poradzi. Świat leci do przodu, ludzie lecą też w różnych kierunkach (jak przy wybuchu granatu, hie hie hie…). Wszystko leci, jak to powiedział Pan Tarej. Czy coś w ten deseń.

Hola! Koniec z głupimi żartami, z których nikt się nie śmieje (i nic dziwnego). Czas na nieziemską zabawę umysłową rodem z Atomic. Oto bowiem stajemy przed znamienitym faktem, że Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki przyznano dwóm naukowcom próbującym okiełznać potęgę atomów. Chociaż w tym momencie sprawę trzeba uściślić. Energię atomową wykorzystujemy nie od wczoraj, ale na skali Kardaszewa wciąż znajdujemy się na pozycji najmniej rozwiniętej cywilizacji. Żeby przeskoczyć na poziom pierwszy, będziemy musieli wykorzystywać całą dostępną na ziemi energię, zainteresować się budową sfery Dysona, ale możemy zacząć od pierścienia Nivena. Dodatkowymi wymogami do uzyskania awansu są również: umiejętność jedzenia pączków bez oblizywania się oraz zbudowanie technologicznej osobliwości. I chociaż pierwszy z tych dwóch ostatnich wymogów jest szalenie interesujący i z pewnością wielu z Was chciałoby czegoś więcej się o nim dowiedzieć, to w tej nudnej nowinie zajmiemy się tematem technologicznej osobliwości. A raczej odkryciami, które być może już za niedługo spowodują jej stworzenie. Tym razem zamiast wykorzystywania energii atomów, trzeba zwrócić uwagę na ich wyjątkowe właściwości.

Laureatami Nagrody Nobla w szlachetnej dziedzinie fizyki zostali Serge Haroche i David J. Wineland. Pierwszy z nich zajmuje się badaniami nad problemem utrzymania stanów kwantowych atomów. Dlaczego to takie ważne? Otóż cała sprawa polega na tym, że odpowiednio dużo atomów, które mogą przyjmować różne stany (stany kwantowe) lub też znajdować się w dwóch miejscach jednocześnie, można wykorzystać jako świetną maszynę obliczeniową. Atomy będące w kilku stanach jednocześnie mogą reprezentować kilka liczb w tym samym czasie. Wynika z tego, że można wykonywać wiele obliczeń naraz. Obliczenia przeprowadzane na takim komputerze kwantowym byłyby znacznie szybsze niż obliczenia wykonywane na tradycyjnym komputerze, gdyż nie bazowałyby na sekwencyjności wykonywania działań. W czym tkwi problem? Otóż stany kwantowe atomów bardzo trudno jest utrzymać wystarczająco długo, by je zbadać, tzn. odczytać wynik obliczeń. W tym świetle osiągnięcie Haroche, który zdołał opóźnić proces dekoherencji (utraty informacji o układzie kwantowym wskutek jego oddziaływania z otoczeniem), jest nieocenione.

Drugą ważną kwestią – oprócz jak najdłuższego utrzymania stanów kwantowych atomów – jest umiejętna obserwacja (odczytanie) tych atomów. Jeżeli myślimy o fizyce w skali makro (znacznie większej od atmów), to nie musimy martwić się wpływem obserwacji na wynik pomiaru (chyba że ktoś pod nieodpowiednim kątem patrzy na wskazówkę przyrządu pomiarowego). Niestety w skali mikro każda obserwacja układu oznacza oddziaływanie tego układu z innym układem (np. fotonami), co prowadzi do zniszczenia obserwowanego układu. I ten problem starała się rozwiązać dwójka tegorocznych noblistów. Ich pomysłem było określenie stanu atomów poprzez superpozycje światła i atomów, powodujące jeydnie minimalne zniszczenie tego stanu (o ile całość tego odkrycia rozumiem wystarczająco, by napisać o tym nowinę, o tyle to ostatnie zdanie, na czele ze sformułowaniem zaczerpniętym ze źródła nowiny: "minimalnie zniszczyć" jest poza zasięgiem mojego pojmowania, dlatego wybaczcie, ale lepiej tego nie ujmę). Niestety obecnie naukowcom udało się kontrolować piętnaście atomów jednocześnie. To jeszcze zbyt mało, żeby mówić o przełomie (według dra Demkowicz-Dobrzańskiego z Wydziału Fizyki UW aby osiągnąć wydajność lepszą od tradycyjnego komputera, musimy mieć zdolność kontrolowania ponad tysiąca atomów). Tak czy inaczej, od czegoś trzeba przecież zacząć.

A jak to się ma do osobliwości technologicznej? Wiemy, że osobliwość technologiczna, to taki, hipotetyczny jak na razie, punkt w historii, w którym nastąpi lawinowy rozwój technologii. Jedną z przyczyn takiego gwałtownego zjawiska może być odkrycie sztucznej inteligencji potężniejszej od inteligencji człowieka, która z kolei, działając bardzo szybko, może stworzyć jeszcze lepszą sztuczną inteligencję lub też ulepszyć samą siebie. Co się stanie potem – trudno przewidzieć, chociaż dostępnych scenariuszy jest mnóstwo. Słowem kluczem w całym tym procesie jest czas, a więc i szybkość. Komputer kwantowy z pewnością byłby przełomowy, jeśli chodzi o szybkość operacji. A wtedy czas potrzebny na uzyskanie wyników znacznie by się skrócił.

Koniec końców, wylądujemy w trzech miejscach jednocześnie. Jednym z nich jest jakaś spokojna planeta, położona z dala od zgiełku Układu Słonecznego, na której nasze prawnuki przeprowadzają reakcje termojądrowe w ciepłe, niedzielne popołudnie. Drugie miejsce to ruiny zniszczonego przez inteligentnego robota-zabójcę domu, pod którymi znajdujemy świetne schronienie przed buntem maszyn. A trzecie miejsce? Atomice oczywiście.

To droga ku komputerom kwantowym. Jeśli powstaną, spowodują spustoszenie w wiadomości.gazeta.pl
Skala Kardaszewa w Wikipedia.pl
Technologiczna osobliwość w Wikipedia.pl
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

11 października 2012
Konwent Hellcon - 12:59 - Pilarious
Hellcon
Stowarzyszenie Entuzjastów Japońskiej Kultury Popularnej "Animatsuri" serdecznie zaprasza na Hellcon - konwent japońskiej popkultury, który tym razem osadzony zostanie w klimatach (post)apokaliptycznych.

Jest to trzecia edycja konwentu, tworzonego przez Stowarzyszenie "Animatsuri", które od lat zajmuje się organizacją jednych z największych konwentów dla fanów mangi i anime (i nie tylko). Wśród atrakcji zapewne nie zabraknie szeregu paneli tematycznych, konkursów, spotkań z gośćmi specjalnymi oraz pokazu cosplay.

Impreza, oczywiście objęta naszym patronatem, odbędzie się w dniach 15-16 grudnia 2012 w Warszawie. Więcej informacji na stronie internetowej konwentu.

Serdecznie zapraszamy, zwłaszcza, iż jest to ostatni konwent przed końcem świata.

Pierwsza inwitka od twórców w rozszerzeniu newsa.



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Dzień Schronka - wyniki konkursu - 13:15 - Squonk
Schronowy piesek
Ten dzień niby zaczął się tak, jak każdy dzień w siedzibie Trzynastego Korpusu Kresowego. Jak każdy, bo cóż można robić siedząc na zadupiach Rzeczpospolitej i broniąc jej granic przed hordami mutantów prących ze wschodu? "Napie*dalać" - jak mawiał bohater pewnej przedwojennej kreskówki. A niby, bo jednak coś w tym monotonnym kieracie dnia było nie tak. Coś było nie tak jak zawsze było, coś...

No tak!

Mieszkańców tego przybytku nie obudziło poranne czochranie się jego najważniejszego mieszkańca, którym wbrew pozorom nie był taki jeden, siedzący w centrum dowodzenia na generalskim stołku. Gdzie jest Schronek - te pytanie z coraz większym impetem zaczęło się rozlegać w pokojach, stołówce, oraz w pomieszczeniach sali tradycji i przedwojennej kultury - Trzynastym Schronie. Zwłaszcza tam, gdyż głównym punktem programu, przyjeżdżających z całej Rzeczpospolitej szkolnych wycieczek, było oglądanie, głaskanie i ogólny zaciesz przez dzieci właśnie Schronka.

A nic nie jest groźniejsze - nawet skośnooki, przypominający przedwojenne gwiazdy TV, nazistowski mutant - niż grupa maluchów płacząca nad tym, że pieska nie pokazali. Nic!!!

Sprzęt stojący w na powierzchniowym hangarze zatrząsł się. Garnki i sztućce w stołówce niespokojnie się poruszyły. Z sufitów obsypał się pył... Coś biegło w stronę schronowej siedziby. Coś dużego, ciężkiego, otoczonego kłębami pary jak ciężkie lokomotywy Kolei Państwowych Rzeczpospolitej. Tak! To ON! To Schronek! Zdyszany, zziajany, spocony biegł, trzymając w pysku... Dziwne... Tym razem nie była to odgryziona łapa mutanta, ale coś większego. Człowiek! Żywy na dodatek!!!

Schronek z gracją ciężkiego czołgu, pomagając sobie pazurami zahamował na posadzce otwartego na oścież hangaru. Zamerdał ogonem, a z pyska wypadła mu osoba, która okazała się być jego nowym opiekunem. Tak, zbliżała się zima, i ktoś będzie musiał mu wyczesać futro, uszyć ochraniacze na łapy i w ogóle się nim zająć. A że schronowa załoga ma inne rzeczy na głowie, to...

Wszyscy z zaciekawieniem podeszli do lekko oszołomionego osobnika, którego Schronek z wielkim zacięciem lizał, nieustannie merdając przy tym ogonem tak, że ten mu od tyłka nie odpadł. Szczęśliwcem, na którego spadł ten jakże zaszczytny obowiązek zajęcia futrzakiem, okazał się być...

...Glassius.

Gratulujemy!!!

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

14 października 2012
Ludzie umierają - 16:56 - nie wiem
Zasadniczo to przed śmiercią.

Robi się tu jakiś komunizm, w którym stare (no nie takie stare, bo z ’94, ale i tak dobre) powiedzenie let's not start sucking each other's dicks quite yet ustępuje bardziej historycznie ukorzenionemu siarczystemu całowaniu się w same usta. A nawet gorzej, bo czasem i w samą dupę. Nie żeby od razu wszystko co amerykańskie, było dobre. Jest jednak całkiem źle, skoro aż za oceanem trzeba szukać punktu odniesienia.

Mamy taki problem, a przynajmniej tak mi się wydaje, że człowiek już od dawna nie jest najważniejszy. Przecież państwo wie lepiej, co dla człowieka dobre, Urząd Skarbowy wie lepiej, ile człowiekowi potrzebne, sądy wiedzą lepiej co człowiek zrobił i jakie były jego motywacje, Straż Wiejska lepiej wie gdzie trzeba jeździć wolno. Ale to dopiero początek. Za chwile zostaniemy poinformowani co by było dla nas lepsze w sferze mówienia, słuchania, oddychania i spania. Przecież skoro istnieje jakiś nad-byt, który się o nas troszczy i dba o nasze dobro, to sami nie musimy już myśleć (a nawet gdybyśmy chcieli, to musimy cieszyć się tą możliwością, póki możemy; przyszłe pokolenia edukowane w duchu "zdrowia i urody" nie będą już miały tego szczęścia).

Ludzie umierają nie dlatego, że umierają fizycznie. Co to, to nie! Przecież – zupełnie jak w Matrixie (a przecież to był tak nieprawdopodobny film, że nigdy nie mogła się spełnić wizja w nim przedstawiona!) - jesteśmy potrzebni, jak te bateryjki zasilające taki czy inny układ. Trudno określić, czy świadomość, że to ludzie, a nie maszyny, używają innych ludzi jako źródła dobrobytu, powinna dodawać otuchy.

Ludzie umierają dlatego, że umierają pod względem wolnej woli. Niczego już nie mogą, za chwilę przestaną cokolwiek chcieć. A na ich miejsce już szykują się jakieś dziwne twory, bo przecież – dla utrzymania ogólnej sumy szczęścia – nadal trzeba przyznawać nagrody i medale, a ktoś musi je odbierać. Skoro nie ludzie, to kto?

Maszyny właśnie. Wydawało by się, że przyznanie tytułu Bohatera Korei Północnej tokarce (tak, tokarce, czyli maszynie do obróbki metalu lub drewna) to granica absurdu trudna do przebicia. Nic bardziej mylnego! Mogliśmy mieć również wrażenie, że przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla Barackowi Obamie to największa niedorzeczność, jaka nas spotkała. I tym razem byliśmy w błędzie. Tym razem w poczet szlachetnych laureatów Pokojowej Nagrody Nobla zaliczono… Unię Europejską.

No ale przecież my, w przeciwieństwie do żółtych, jesteśmy cywilizowani, więc nikt nie widzi w tym wyborze nic dziwnego. A może udaje, że nie widzi, tak samo jak nie widział siarczystych pocałunków z ubiegłego wieku.

Tokarka bohaterem Korei Północnej, Ludzie wiwatują, UE bohaterem narodów!
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Dzień Sądu #5 - 21:40 - nie wiem
Game Exe
Dzień sądu również dla granic ludzkich możliwości, wszak to dzisiaj Felix Baumgartner skoczył z wysokości ponad 39 kilometrów, osiągając prędkości 1342,8 km/h. Z pewnością nie dorównamy jego osiągnięciu, ale żeby nie było, że w tym czasie się kompletnie obijaliśmy, to przedstawiamy przygotowywany od miesięcy kolejny Dzień Sądu.

nie wiem

Z całą jednak pewnością możemy wznieść kufle/kieliszki/puszki/butelki/beczki (?!), aby nauka i możliwości człowieka nie przestały nas zaskakiwać. W końcu każdy kolejny krok zwiększa nasze potencjalne szanse na przeżycie prawdziwego Dnia Sądu. Chociaż kto wie, co do tego czasu przyniesie jeszcze nauka?

Ati

na GAME EXE:
na TRZYNASTYM SCHRONIE:

KSIĄŻKI I OPOWIADANIA
FILMY I SERIALE
MUZYKA W KLIMATACH

Udział w aktualizacji wzięli:
Medivh, eimyr, Courun Yauntyrr, Bielu, Rain, Ati, Veron, Cichutki Spec, Wrathu, Lithium, Jerzy.

Dzień Sądu na Game Exe
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

17 października 2012
Nasza recenzja 'Demokratora' Piotra Goćka - 19:23 - Veron
Piotr Gociek - Demokrator
Proszę państwa - i mamy hicior! "Demokrator" to pozycja nieprzeciętna w pełnym tego słowa znaczeniu. Wyobraźnia Piotra Goćka w aliażu z trzeźwym i wnikliwym spojrzeniem na rzeczywistość zaowocowała lekturą wciągającą jak diabli, do tego inteligentną i przepełnioną czarnym jak smoła humorem. Totalne zaskoczenie, świetny pomysł i takież wykonanie. Więcej w recenzji powieści pod linkiem poniżej.

Recenzja "Demokratora" Piotra Goćka
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

18 października 2012
Siędziejesię #6 - przegląd - 0:35 - Squonk
Siędziejesię

14.10.2012 - Kiedy rum zaszumi w głowie...
Armia Stanów Zjednoczonych to taki moloch, w którym siłą rzeczy częściej dochodzi do "wypadków przy pracy". No bo jeśli dajmy na to w naszej marynarce wojennej sprawne będzie pół okrętu, to jakie jest prawdopodobieństwo, że coś tam się ze sobą zderzy? Natomiast w amerykańskiej flocie, która posiada 287 jednostek, prędzej czy później ktoś na siebie musi wpaść. 13 października (a jeeena - co za pech!) padło na okręt podwodny USS Montpelier (SSN-765) oraz krążownik USS San Jacinto (CG-56).

Więcej:
USA: Kolizja krążownika z atomowym okrętem podwodnym
USS Montpelier (SSN-765)
USS San Jacinto


16.10.2012 - Mutantom też nie wyszło
Film X-Men: Pierwsza klasa w materiałach promocyjnych wydawał mi się jakaś denną chałą pełną robiących głupie minki niuni, biegających w kusych majtach oraz pajaców, napinających mięśnie w obcisłych gaciach. Tymczasem, choć niunie i majty są - a jak dla mnie mogło by ich nie być - to film okazał się ciekawą historią, sprawnie wplatającą rodzący się spór między mutantami, w historię przez wielkie H. Choć w tym filmie wielkich dywagacji się nie uświadczy, to wizja konfliktu kubańskiego, który w wielkiej skali miał dać mutantom władzę nad światem, a który w małej zmienił się do doraźnego planu ich unicestwienia bardzo frapuje. Gdyby wtedy więc prezydent Kennedy miał ich po swojej stronie, to kto wie jak by owe trzynaście dni się skończyło.

Więcej:
Trzynaście dni nad atomową otchłanią. Wspomnienia Kennedy'ego


16.10.2012 - Pamiętaj chemiku młody...
Dwa tysiące osób musiało zostać ewakuowanych w niemieckiej miejscowości Bad Fallingbostel, gdy w lokalnej fabryce należącej do koncernu spożywczego Kraft doszło do przypadkowego zmieszania się związków chemicznych, w wyniku którego powstała toksyczna chmura gazów.

Więcej:
Trująca chmura po wycieku w Niemczech, masowa ewakuacja ludności
Trująca chmura po awarii w wielkiej fabryce w Niemczech. "To może wybuchnąć"

Obrazek pochodzi z serwisu Chomiks.com

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

19 października 2012
Afterfall: Perła Pustkowi - projekt nadal wśród żywych? - 19:20 - Zagłoba
Na to wygląda...

"Afterfall". Generalnie byłem święcie przekonany, że o tej marce już nigdy nie napomknę na łamach tego zacnego serwisu. Dlaczego? Albowiem historia wspomnianego tytułu jest tragiczna – pełna niespełnionych obietnic, niejasnych intencji twórców i ich rażącej niekompetencji, bolesnych rozczarowań czy bezczelnego grania na emocjach fanów.

Jest taka stara zasada, że o zmarłych mówi się tylko dobrze lub wcale. Pierwsza odsłona serii, survival-horror "InSanity", została zmiażdżona przez krytykę i graczy, sprzedając się grubo poniżej oczekiwań, a co za tym idzie, generując głównie straty. Stąd też łatwo można było wysnuć wniosek, że "polski Fallout" odszedł w niesławie do apokaliptycznej krainy wielkich łowów i wiele wody w radioaktywnej Wiśle upłynie zanim ktokolwiek odważy się na wykonanie ekshumacji.



Kto tak pomyślał, jest najprawdopodobniej w błędzie. Uniwersum "Afterfall" nadal żyje. Tak jakby.

"Czasy się zmieniły. Kaiser i Republika są tylko wspomnieniem. Jest 2075 rok. W świecie opustoszałym przez wojnę, gdzie mieszkańcy Republiki starają się odtworzyć utraconą cywilizację, ja rozpoczynam swoją podróż. Wędrówkę do początków, korzeni człowieczeństwa, aby znaleźć moją Perłę Pustkowi.

Jestem Żniwiarzem.

Jest 19 listopada 2075 roku (63 Nowej Ery). Wkraczam na tereny plemienia Iriv. Powinienem wrócić za kilka tygodni."




Dziś rano na jednym z popularnych portali społecznościowych pojawił się profil gry "Afterfall: Pearl of the Wasteland". Oprócz powyższego wpisu, stylizowanego na wpis z pamiętnika wędrowca, możemy podziwiać tam trzy szkice koncepcyjne. Kto liczył na więcej, ten się przeliczył i na chwilę obecną musi zadowolić się jedynie taką przystawką, gdyż więcej informacji ma zostać ujawnionych później. Kiedy konkretnie? Brak danych, choć ten 19 listopada w fabularnym zapisie wydaję mi się datą nieprzypadkową.

Cóż, jeżeli to nie jest dzieło jakiegoś kreatywnego dowcipnisia, to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w końcu doczekamy się postapokaliptycznego cRPG osadzonego na naszym podwórku. Hura…? Możliwe, iż twórcy będą chcieli wykorzystać ostatnią modę na "finansowanie społecznościowe" i za jakiś czas zostaniemy uraczeni prośbą o pomoc via Kickstarter, gdyż wątpię, aby inwestorzy walili drzwiami oraz oknami po ostatniej porażce. Choć całkiem możliwe, iż akurat w tym przypadku jestem nazbyt okrutny i krótkowzroczny.

No, ale tak tylko gdybam – pozostaje jedynie uzbroić się w cierpliwość i czekać na soczystsze kawałki informacyjnego mięsa. Jak myślicie, warto dać twórcom drugą szansę?
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

20 października 2012
Polecamy: Piotr Langenfeld - Elsenborn - 22:34 - Veron
Piotr Langenfeld - Elsenborn
Postapo niejedno ma oblicze. Prawda to, powiedziałbym wręcz - truizm, co do słuszności której Was, drodzy Schronowicze, naturalnie przekonywać nie trzeba. Jednakowoż tematyka wojenna jak rzadko która bliska jest szeroko pojętej postkulturze. Nie tylko ta powiązana z konfliktami atomowymi, ale wojna en general. Bo wojna, jak skądinąd wiadomo, nie zmienia się - zarówno formalnie jak i we wspomnieniach czy historycznych wizjach. Osadzona w realiach II wojny światowej powieść Piotra Langenfelda, "Elsenborn", może okazać się zatem propozycją nader ciekawą, zwłaszcza, że to kolejny tytuł wydany w ramach serii WarBook.

Bitwa o Wzgórze Elsenborn miała kluczowe znaczenie dla powstrzymania niemieckiej kontrofensywy w Ardenach, która rozpoczęła się 16 grudnia 1944 roku i miała na celu odcięcie aliantów od dostaw z portu w Antwerpii oraz zmuszenie ich do podpisania rozejmu.

Na drodze 12 Dywizji SS stanęła amerykańska 1 Dywizja Piechoty. Żołnierze Wielkiej Czerwonej Jedynki zatrzymali stalowy walec Wehrmachtu kilkaset metrów od kwatery głównej. W letnich mundurach, bez wsparcia lotnictwa stawili czoła dysponującym ogromną przewagę w ciężkim sprzęcie Niemcom i dali czas na przegrupowanie zaskoczonym aliantom.

Langenfeld opowiada o tych wydarzeniach z epickim rozmachem i poruszającym dramatyzmem, umiejętnie wplatając w historię losy Polaka walczącego o swój kraj w obcym mundurze, pod amerykańskim sztandarem.
[opis wydawcy]

Książka do kupienia od 17 października, nakładem wydawnictwa Ender. Trzynasty Schron poleca "Elsenborn".
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

22 października 2012
Schronkowa poezja - w nawiązaniu do konkursu - 21:34 - Squonk
Schronowy piesek
Bez żadnych wstępów oraz zajawek informujemy, że dział POEZJA wzbogacił się o garść wierszyków związanych z naszą kochaną maskotką - Schronkiem.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

72 godziny - Domowy Karaluch Challenge - wyprawa zakończona - 22:46 - Squonk
Sklep internetowy KARALUCH
Są sprawy ważne i ważniejsze. Są sprawy o kalibrze grubszym niż Fallouty i klimaty. I taka właśnie okoliczność pojawiła się podczas wyprawy połączonych ekip sklepu KARALUCH oraz bloga Domowy Survival.

Więcej dowiecie się w relacjach zamieszczonych na stronach bohaterów tego eksperymentu. Warto się z nimi zapoznać choćby dlatego, że nie są one pisane z pozycji "ociekających zajebistością" czy ślepym zacieszem problematyki przetrwania pod kątem klimatów .

Relacja:
- Larsa - KARALUCH
- Krzysztofa - Domowy Survival
- Przemka - Doxa

Zaś w rozszerzeniu newsa video relacja.



Podgląd newsa | Skomentuj newsa

23 października 2012
ostrzeganie.pomorskie.pl pod patronatem Trzynastego Schronu - 1:34 - Squonk
Serwis o bezpieczeństwie
Patronat medialny jednego serwisu przez drugi, to trochę tak jak jedzenie bułki z chlebem. Że niby wkładamy do środka bułki kromkę chleba, i mamy taką kanapkę na bogatości, że hoho. Bez sensu no nie?

Jednak w przypadku serwisu ostrzeganie.pomorskie.pl nie mamy do czynienia z obecnym często w fanowskich projektach kółkiem wzajemnej adoracji, ale ze wsparciem dla ciekawego projektu, który tematykę bezpieczeństwa przybliża pod strzechy. Tą bardzo praktyczną, można wręcz powiedzieć, że szarą i bez fajerwerków. W sumie zresztą czy dziś jest sens dzielenia tych kwestii na bezpieczeństwo militarne czy też inaczej mówiąc "siłowe", a te cywilne, czy powiedzmy codzienne? Może i nigdy nie będziemy mieli w ręku i musieli użyć np. elektrycznego paralizatora, ale prędzej czy później zaskoczy nas np. nagłe załamanie pogody.

Ale zaraz - jak to nagłe? Choć zjawiska pogodowe czasem potrafią zaskoczyć nas swoim przebiegiem, to jednak w dobie coraz powszechnego dostępu do sieci, możemy w sposób prosty przeanalizować prognozy pogody, oraz oszacować czy tam gdzie się udamy "do czegoś dojdzie". Zwłaszcza my - zwykli zjadacze chleba w naszym kraju - bo jak pokazały niedawne wydarzenia na Basenie Narodowym, im kto zajmuje wyższy stołek, tym odpowiedzialność mniejsza lub żadna.

Dlatego warto samemu budować w sobie świadomość zatroszczenia się o własne bezpieczeństwo i być na bieżąco.

Polecamy:
- ostrzeganie.pomorskie.pl - strona główna serwisu
- ostrzeganie.pomorskie.pl - na Facebooku

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

Ruszył Pre Order 4 numeru 'Coś na Progu' - 11:53 - Squonk
Coś na progu - dwumiesięcznik
Informacja prasowa od Wydawnictwa Dobre Historie.

W dniach 18-30.10 można zamawiać w Pre-Orderze czwarty numer czasopisma "Coś na Progu". Wszystkie osoby, które w tym czasie złożą zamówienie, otrzymają za darmo premierową nowelę grozy Edwarda Lee, pt. "Pokój 415".

Tematem przewodnim # 4 CNP są herosi i heroiny w weird fiction. Na ponad 100 stronach znajdziecie min. ekskluzywny wywiad z Thomasem Ligottim oraz jego premierowe opowiadanie, esej Michaela Moorcocka, poezję na Halloween, komiksy Chrisa Chalika i Rafała Szłapy, opowiadanie Ramseya Campbella w uniwersum "The Crow", teksty o Evil Dead, Barbarelli, Heavy Metal, Horror Punku, Weird West, Pinkertonie, Wallanderze i wiele więcej.

Czasopismo można zamawiać ze strony wydawcy: cosnaprogu.com.pl

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

24 października 2012
Zbiórka pieniędzy na pomnik Jakuba Wędrowycza - 14:16 - Squonk
Cmentarna hiena, alkoholik, degenerat - Jakub Wędrowycz
Kim jest wymieniony w tytule ów zdegenerowany osobnik, który bezpańskiej cielęcince, znaczy pieskom nie przepuści to wyjaśniać nie muszę. Postrach wampirów, duchów, naziolstwa, komuchów oraz wszelkiego innego tałatajstwa, które porządnym obywatelom żyć nie daje. A i bombę atomową na złom zawiezie i wprawnie - jak technik z Los Alamos - rozłoży na części pierwsze.

Dlatego też tym bardziej nie ma co lansować koncepcji na zbiórkę pieniędzy na pomnik tego osobnika, gdyż taka nie dość że już się zakończyła, to zebrane środki przekroczyły ich oczekiwaną ilość. Sprawka sił nieczystych musi!

Za to jest okazja by zastanowić się nad koncepcją organizowania takich form finansowania - społecznościowego finansowania - różnych projektów. Pierwszy przykład z brzegu to Brian Fargo i jego Wasteland 2, który zebrał zakładaną ilość gotówki dzięki serwisowi Kickstarter. My zaś w Polsce, jak się okazuje mamy podobną inicjatywę, którą założyli młodzi ludzie z Poznania - serwis Polakpotrafi.pl

No właśnie, ale przeglądam ich stronę i przeglądam, i widzę, że za "wszystkim stoi" fundacja zarejestrowana w Stanach Zjednoczonych. Nie żebym coś zakładał - w końcu taki Amber Gold był jak najbardziej "polski z Polski", a przekręt wyszedł na prawie miliard złotych. Czyli, że jak? Polskie, może i słusznie restrykcyjne, ale na pewno nie nadążające za zmianami w technologii i mentalności prawo dotyczące zbierania pieniędzy, zostaje ominięte przez "prawne wyjście" poza obszar naszego kraju.

Nie wiem co o tym myśleć, choć jeśli pomnik Jakuba, a i inne inicjatywy powstaną, to może jest w tym jakiś głębszy sens?

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

26 października 2012
Premiera w klimatach: Bestie z południowych krain - 11:04 - Veron
Bestie z południowych krain
O fakcie, że film "Bestie z południowych krain" wpada w klimaty postapo, dowiedziałem się już w trakcie seansu, śledząc akcję. Wcześniej słyszałem o produkcji sporo dobrego, zwłaszcza w kontekście nagród, które otrzymała (wygrana na festiwalu Sundance, kilka wyróżnień w Cannes). Jak to jednak bywa z filmami docenianymi na tego typu imprezach - w uproszczeniu tzw. kinem artystycznym - obraz Benha Zeitlina nie jest prosty w odbiorze. Kino festiwalowe bywa wymagające zarówno pod względem treści jak i formy, i z początku może zdystansować przeciętnego widza. Jednocześnie to film, który nabiera wartości z każdą upływającą po jego obejrzeniu minutą.

"Film rozgrywa się w krainie zalanej przez powódź o apokaliptycznych rozmiarach. Grupa ocalonych zamieszkuje skrawki suchego lądu i szykuje się do walki z bestiami, które pod wpływem kataklizmu przebudziły się z tysiącletniego snu. Główną bohaterką jest mała dziewczynka, mająca wyjątkowy kontakt ze światem natury. Swój dar przetrwania i niezwykłą mądrość przeciwstawi nadciągającemu niebezpieczeństwu." [opis dystrybutora kinowego]

"Bestie..." to aliaż kina katastroficznego, dramatu społecznego i realizmu magicznego. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, film ujmuje formą. Kolejne jego elementy świetnie się uzupełniają i – jak na debiut – Benh Zeitlin poradził sobie bardzo przekonująco. Tworzy aurę, która jest w stanie przenieść widza w świat przedstawiony na ekranie. Reżyser ma ponadto rękę do prowadzenia aktorów. O kreacji młodziutkiej Quvenzhané Wallis jako Hushpuppy już mówi się, że ma szansę na oscarową nominację. Pozostali - w większości naturszczycy - wypadli także nad wyraz solidnie.

Jest w rozważaniach Zeitlina uniwersalizm, dotykający podstawowych emocji czy wręcz instynktów człowieka. Ale równocześnie reżyser jakby nie mógł się wyzbyć uproszczeń, i to aplikowanych w najbardziej niesprzyjających ku temu chwilach. Refleksje na temat powiązań ludzi z naturą, z rodzimą ziemią, z przywiązaniem do siebie; nauka przetrwania, życia w zgodzie ze sobą i na przekór przeciwnościom; nawet przenośnie dotyczące tytułowych bestii - to wszystko przedstawione jest olśniewająco. Kiedy trzeba z humorem, kiedy indziej poruszająco, zawsze pięknie. A jednak, pewna symplifikacja dokonywana przez Zeitlina nie pozwala mi rozpatrywać jego filmu w kategoriach arcydzieła.

Niemniej "Bestie z południowych krain" to film warty obejrzenia, który pozostaje w pamięci na dłużej niż najlepszy blockbuster. Polecam.

Moja ocena: 7,5/10
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

29 października 2012
Postapokaliptyczne skażenie, czyli dawka darmowej muzyki w klimatach - 16:56 - Wrathu
Jeśli jakiś rodzaj muzyki kojarzyłby Wam się z postapokalipsą, to jaki?

Tu tkwi odpowiedź.

W rozwinięciu nowiny dawka klimatycznej, darmowej muzyki.

Radiatum Totalne Skażenie
Dark ambient w wykonaniu Radiatuma to solidny kawał roboty. Klimatyczne utwory przedstawiające bardzo dosłownie postapokalipsę. Brzmi wręcz jak ścieżka dźwiękowa do gry lub filmu w klimatach. Powolne, niepokojące synthy, specyficzna, prawie plemienna perkusja. Wszystko to pomaga nam odczuć Ciężar Przetrwania, Rdzawą Rozpacz czy Rezygnację Ocalałych (idąc za tytułami utworów) na własnych uszach.

Autor pozdrawia i życzy zdrowej dawki skażenia!

Radiatum - Totalne Skażenie
Radiatum na MySpace
Radiatum na Facebooku
Radiatum na Schronowym Chomiku



13
Twórczość Radiatuma z pewnością ubarwiłaby muzyczną warstwę Projektu 13. Być może nie każdy pamięta, ale ów projekt to nie tylko opowiadania i zdjęcia, ale również muzyka, no i do tego muzyka inspirowana postapokalipsą. Głównym koordynatorem i producentem jest Wrathu. Udzielają się na nim Wrathu, Morfeo, Darkchrist z Polski oraz dwa rosyjskie zespoły: Retro Suicide i ich poboczny projekt Relegerande. Płyta została wydana w całości za darmo w formie elektronicznej 13 maja 2012 roku. Ponad trzy godziny postapokalipsy w odsłonie mocno eksperymentalnej. Najobszerniejszy z dzisiaj przedstawionych albumów, bo składająca się z aż trzech płyt CD.

Projekt 13
Wrathu na Facebooku



Voytek Pavlik - Postapocalyptic Soundtracks
Ale, ale. To jeszcze nie wszystko. Radiatum podzielił się swoją muzyką ledwo kilka dni temu, "13" wyszło 13 maja, jednak ci, którzy są z nami nieco dłużej, na przykład od roku 2009, z pewnością kojarzą pana przedstawiającego się jako Voytek Pavlik. Dlaczego od 2009? Ano, wtedy udostępnił specjalnie dla czytelników Trzynastego Schronu swój pierwszy album "First Records". Już wtedy pokazał, że potrafi zbudować nieziemski klimat. Jedyna z dzisiejszych pozycji, która umożliwia słuchaczom zapłacenie za muzykę. Cały album można jednak przed zakupem przesłuchać za darmo.

Voytek Pavlik na Bandcamp
Voytek Pavlik na Facebooku



Jeśli jednak muzyka to nie Wasza działka, a przypadkiem lub nie, zajmujecie się fotografią - jest to prawdopodobnie najlepszy moment, by wziąć udział w konkursie. Więcej informacji na stronie konkursowej.

Podgląd newsa | Skomentuj newsa

31 października 2012
Premiera gry Afterbomb Madness - 15:45 - Wrathu
Afterbomb

AFTERBOMB MADNESS - PREMIERA JUŻ 5 LISTOPADA!

Amerykański sen na opak. Istny koszmar. Ziszczenie wszystkich lęków lat 50-tych XX wieku. Oto co spotkało USA, gdy sojusz obcych i komunistów zainicjował totalny konflikt atomowy, a potem rozpoczął inwazję. Jednak zagłada jest jak ciągnąca się latami, nieuleczalna gangrena. Stany Zjednoczone przypominają tkankę, która rozpaczliwie walczy o przetrwanie, ale nieubłaganie przegrywa z postępującą martwicą. Zmagania te trwają już blisko 150 lat, jakkolwiek wciąż jeszcze istnieją ogniska oporu, odpierające ataki Skalanych ciemną materią komunistów i walczących o przestrzeń życiową istot z innego wymiaru. Gehenna ciągnie się bez końca. A tobie przyszło żyć właśnie teraz - gdy Ziemia przypomina jądrowy poligon, flora i fauna zdają się być dekoracją horroru, a ludzkość cofnęła się do czasów plemiennych. Czy jesteś w stanie to znieść? Czy zdołasz znacząco wesprzeć USA w walce o przetrwanie? Przekonajmy się…

Opis wydawcy - żródło: afterbomb.pl

– Wymień kilka systemów RPG w klimatach postapo…
– Neuroshima… Eee… Eee… Eee… Eee… Eee... Afterbomb Madness!

No właśnie. Krótko mówiąc, rynek rodzimych erpegów „w klimatach” od jakiegoś czasu stoi praktycznie jedną pozycją (wraz z dodatkami), nie licząc wydawnictw mniej znanych (czy też: mniej rozreklamowanych), jak Deadlans lub anulowanych (Necropunk). Chcąc nie chcąc, miłośnicy gier w klimatach brną w sidła Molocha, a postnuke wydaje się konwencją wtórną i wyczerpaną, zważywszy na wzajemne podobieństwo różnych popkulturowych wizji na temat atomowej zagłady. Wszystko jednak wskazuje na to, że znaleźliśmy grę postapo z prawdziwego zdarzenia: skończoną, wydaną i opartą na świeżym pomyśle (połączenie wszystkich trzech aspektów to sztuka na postapowej scenie, jakże często połowicznie sukcesywnej w swoich przedsięwzięciach).

Zapowiadana kilka miesięcy temu gra fabularna AFTERBOMB MADNESS może ciekawie przełamać tę monotonię i spodobać się tym fanom postapokalipsy, którzy przejawiają wyraźny sentyment ku realiom Fallouta, a mniejszy względem „buntu maszyn” i rozwiązań czysto cyberpunkowych (jak właśnie w Neuroshimie). Twórcy proponują bowiem retrofuturyzm, osadzony w realiach prawdziwie zimnowojennego lęku: z komunistami, obcymi i konfliktem atomowym, a wszystko podlane sosem groteski i czarnego humoru. Gra jest kolejnym (po Robotica: Kult technologii) produktem wydawnictwa Cyfrografia, prezentującym postapokaliptyczną wizję gierczanego świata.

Afterbomb


(…)Gracze wcielają się w Amerykanów, żyjących w czasie III Wojny Światowej. Nadrzędnym celem rozgrywki jest przetrwanie w potwornych realiach zrujnowanego świata. Jednak aby móc tego dokonać, postacie – ambitni śmiałkowie silnie zdeterminowani by działać – będą musieli szukać sprzymierzeńców, wspierać różne społeczności i organizacje. Pasywność jest jak równia pochyła – prowadzi w prostej linii do upadku, odczłowieczenia i ponurej akceptacji eutanazji, jaką aplikują Ameryce obcy i komuniści. Chwyć więc kostuchy w garść i rozpocznij rozgrywkę, by zwyciężać!

Informacja wydawcy. Źródło: afterbomb.pl

Za sterami ponownie stanął Rafał Olszak, prawdziwy człowiek orkiestra i pasjonat przynajmniej kilku dziedzin sztuki – fotograf, grafik, scenarzysta, redaktor i organizator wielu przedsięwzięć, związanych z promocją kultury. AFTERBOMB MADNESS trafi do sprzedaży 5 listopada, a zakupić podręcznik będzie można w internetowym sklepie wydawnictwa Cyfrografia: otwarte24.pl. Do 4 listopada gra dostępna jest w specjalnej, promocyjnej ofercie przedpremierowej, w dwóch wersjach podręcznika podstawowego: w wydaniu standardowym (164 str., miękka oprawa, papier offsetowy, klimatyczne ilustracje oraz layout w czerni i bieli, format B5) oraz kolekcjonerskim (164 str., twarda oprawa, papier kredowy, klimatyczne ilustracje oraz layout w czerni i bieli, format B5, załączona płyta z kilkugodzinną ścieżką dźwiękową). Szczegółowe informacje na temat gry znajdziecie na stronie wydawnictwa Cyfrografia.

Źródło grafik: materiały prasowe wydawnictwa Cyfrografia

Nowinę napisała Specynka.
Podgląd newsa | Skomentuj newsa

<<Niusy

X Apoc - Trzynasty Schron [ v 1.0 ] & PHP by Hammer