< NAUKA I TECHNIKA | << FALLOUTY I POSTAPOKALIPSA A NAUKA
Zburzyć Kapitol!

Zburzyć Kapitol! - ilustracja

Przeglądając wytwory północnokoreańskiej propagandy, można zauważyć jeden stały element. Jest nim zburzenie, zniszczenie Kapitolu - siedziby Kongresu - federalnej władzy ustawodawczej Stanów Zjednoczonych. Twórcy takich dzieł muszą mieć jakąś obsesję na tym punkcie, skoro nie skupiają się na innych, bardziej znanych symbolach kojarzących się z Ameryką. Pozostawianie w spokoju np. obiektów użyteczności publicznej przez propagandzistów z Korei Północnej, można zapewne wytłumaczyć tym, że byłoby to też uderzenie w amerykański naród. A że jego wyzwolenie spod oligarniczno-imperialistycznej władzy wąskiej grupki kapitalistów jest zapewne jeszcze jedną mrzonką komunistów z Północy, to warto do siebie zbyt mocno nie zrażać Amerykanów.

Kapitol stoi więc mocno, nie wzruszony ze swoich posad, nawet w postnuklearnym Waszyngtonie w grze Fallout 3. Choć za pewną złośliwość w stosunku do patologii demokracji, jaką jest deprawacja i wpływ na przedstawicieli narodu przez wielki kapitał, można uznać to, że w tym budynku czai się naprawdę duże niebezpieczeństwo. Walczące ze sobą oddziały Kompani Szpona i supermutanci, a jako wisienka na torcie potężny supermutant behemoth. I patrole Enklawy, również realizującej w tym miejscu swoje interesy.

Ilustracja do artykułu 'Zburzyć Kapitol!'

Tymczasem są tacy, którym udało się zrobić zadymę w stolicy Stanów Zjednoczonych. Za jednym rzutem zostało zrealizowane marzenie północnokoreańskich polityków i wojskowych, a także islamskich terrorystów. Waszyngton został ograbiony oraz spalony, w tym budynki-symbole jak Biały Dom i Kapitol.

Kto to był aż tak skuteczny?

To była dziwna wojna. Losy, można zaryzykować stwierdzenie, współczesnego świata wykuwały się w tym czasie w Europie. W połowie 1812 roku Napolepon Bonaparte rozpoczął ofensywę na Rosję, chcąc i w tej części kontynentu rozdawać karty. Zaczynała się kolejna tura rozgrywki między wielkimi mocarstwami, toczona zresztą już od paru lat. Gra się jeszcze nie zaczęła, nic do końca nie było pewne. Tymczasem na drugim końcu znanego już wtedy świata, nowo powstałe państwo czyli Stany Zjednoczone, stało się podmiotem w grze toczonej między Wielką Brytanią a Francją. Jednak zbyt dużym uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że powodem wybuchu wojny między Stanami a Brytanią, był fakt, że ta ostatnia dowolnie rozporządzała sobie amerykańską flotą handlową, pływającą do blokowanych portów francuskich. Zajmowanie statków, konfiskata ładunków, wcielanie marynarzy amerykańskich do brytyjskiej floty było, mówiąc zwyczajowo, przegięciem pały. Choć Brytyjczycy już w 1807 roku wprowadzili prawo zakazujące handlu morskiego z Francją, to nie było ono łamane, głównie dzięki postawie prezydenta Thomasa Jeffersona, niechcącego zaogniać sytuacji. Zakazał on więc amerykańskim statkom przybijać do francuskich portów, ustawiając tym samym swój kraj niejako z boku, wobec konfliktu wielkich mocarstw, choć na pozycji ze wskazaniem "kulimy pod siebie ogon". Sytuacja zmieniła się w 1810 roku, gdy następny prezydent James Madison zezwolił na to, by taki handel zaczął się na nowo. Reakcja Brytyjczyków była więc wiadoma.

Ilustracja do artykułu 'Zburzyć Kapitol!'

Państwo amerykańskie jako młody i nadal formujący się organizm, podlegało też ciągłemu procesowi ucierania się różnych koncepcji i wizji. Wyzwolenie Kanady, trochę lojalistyczne wobec Wielkiej Brytanii resentymenty mieszkańców stanu Nowa Anglia, oraz dywagacje w stylu, "czy państwu jest potrzebna silna armia i kto ma ją tworzyć". To wszystko ucierało się ze sobą w wielkim kotle umieszczonym w ówczesnym Waszyngtonie, gdzieś pomiędzy Białym Domem, a Kapitolem. Do tego dochodziły jeszcze problemy z tubylczymi mieszkańcami kontynentu północnoamerykańskiego, dla których brytyjska Kanada nieraz bywała schronieniem i niejako punktem odniesienia, że "można inaczej".

Ilustracja do artykułu 'Zburzyć Kapitol!'

Brytyjczykom nie zależało na otwieraniu kolejnego pola konfliktu, jednak w Waszyngtonie przeważyła opcja "jastrzębi". W czerwcu 1812 roku zaczęła się więc wojna prowadzona w formie lokalnych starć w obszarze Wielkich Jezior, na granicy amerykańsko-kanadyjskiej oraz potyczek morskich między małą, ale sprawną flotą wojenną USA, a marynarką brytyjską. Sytuacja przypominała więc trochę ataki stada much na zadek niedźwiedzia, dobierającego się w tym czasie do ula i próbującego opędzić się od obsiadających go z przodu pszczół. Ale w 1814 roku europejska rozgrywka związana z Napoleonem i Francją była już zakończona, ze wskazaniem na Wielką Brytanię. Tym razem to gdzieś pomiędzy Pałacem Buckingham a Westminsterem zapadła decyzja o "daniu porządnego klapsa" swoim zaoceanicznym kuzynom. Od kwietnia 1814 roku, do Kanady zaczynały przybywać więc oddziały ostrzelanego w napoleońskich wojnach wojska. Jednocześnie warto wziąć pod uwagę przy prowadzeniu twórczych rozważań historycznych z gatunku "co by było gdyby", że Brytyjczykom nie w głowie było "wyzwalanie Ameryki" (za to Amerykanom "wyzwalanie Kanady" owszem). Dawne kolonie posiadały ogromny potencjał demograficzny, ale przede wszystkim gospodarczy. A to, przy takiej samej wspólnocie kulturowej, było dobrą podbudową pod prowadzenia handlu i realizacji różnych biznesów. No ale...

Brytyjczycy w swojej taktyce byli przede wszystkim nastawieni na blokadę morską amerykańskich portów, w czym wydatnie pomagała im ich wielka przewaga w liczbie okrętów. Na otwartym oceanie, co pokazały poprzednie lata wojny nie miała ona aż takiego znaczenia. Wykorzystując wyszkolonych żołnierzy z korpusu Wellingtona, Brytyjczycy postanowili wykonywać z Bermudów - które stały się miejscem koncentracji sił sprowadzanych z metropolii - pojedyncze rajdy na tyły amerykańskich portów nad Atlantykiem. Miało to służyć szeroko pojętej dywersji i powodować odciążenie wojsk prowadzących działania na głównej linii frontu jaką była granica amerykańsko-kanadyjska.

Ilustracja do artykułu 'Zburzyć Kapitol!'

O ataku na stolicę Stanów Zjednoczonych przesądził więc prawdziwy dowódca każdego pola walki. Czyli przypadek. Amerykanie uważali, że celem Brytyjczyków będzie blokowane, znajdujące się na północny-wschód Baltimore. Uznali oni Waszyngton za cel bez żadnego znaczenia strategicznego. Brytyjczykom zaś przede wszystkim zależało na przechwyceniu, bądź zniszczeniu amerykańskiej floty znajdującej się gdzieś na rzekach płynących niedaleko stolicy. Choć pewne znaczenie miały też kwestie polityczne, niejako na samym początku ustawiające cele każdej wojennej rozgrywki. Brytyjczycy chcieli wziąć odwet na Amerykanach, za ich działania na froncie północnym, w tym zniszczenia własności prywatnej wokół jeziora Erie.

Warto przy tym pamiętać, że ówczesne działania wojenne choć były prowadzone na terenie zamieszkałym, to jednak nadal z małą ilością dróg i słabo zurbanizowanym. Do tego nie było środków łączności czy rozpoznania jak dzisiaj.

2 lipca 1814 roku z francuskiego portu w Bordeaux w kierunku Bermud wypłynęło 12 okrętów z "najlepszymi z najlepszych" w ówczesnej armii brytyjskiej. O tym, że coś się może święcić Amerykanom dała do zrozumienia wzmożona aktywność floty brytyjskiej w rejonie zatoki Chesapeke. Kiedy 19 sierpnia w miejscowości Benedict zacumował brytyjski korpus ekspedycyjny w sile 4 okrętów liniowych, 20 fregat i tyluż okrętów transportowych, dla Amerykanów stało się jasne, że choć wróg za główny cel obrał sobie Baltimore, to przy okazji może "wpaść z wizytą" do stolicy kraju. Wszystko zaczęło się od chaotycznych i niespójnych działań wojsk amerykańskich, których ukoronowaniem była przegrana bitwa pod Bladensburgiem 24 sierpnia 1814 roku. Wraz z wycofującym się wojskiem uciekał też prezydent, rząd, kongresmeni oraz ludność cywilna, będąca przede wszystkim członkami rodzin osób pracujących we władzach federalnych. W tym samym dniu Brytyjczycy po wkroczeniu do Waszyngtonu nie zachowywali się tam jak armia radziecka na terenach "wyzwalanej" Polski, czy też tak jak to pokazał Roland Emmerich w filmie Patriota. Natomiast co się dało to podpalono, zniszczono lub ograbiono, głównie budynki rządowe. Po 26 godzinach "okupacji" Brytyjczycy, jak na dżentelmenów przystało, ulotnili się z imprezy po angielsku, nie powodując celowo i świadomie (choć przypadkowo tak) ofiar w pozostałej na miejscu ludności.

Zemsta za działania amerykańskie w Kanadzie udała się więc Brytyjczykom znakomicie. Choć nie do końca poszło im ze zniszczeniem Kapitolu. W budynku bowiem, z racji jego konstrukcji nie było nic co dało by się podpalić i doprowadzić do jego zawalenia się. Żołnierze brytyjscy porąbali więc meble, posypali je prochem i całość podpalili. Zniszczeniu uległy też zasoby biblioteki Kongresu, które później zostały odbudowane dzięki wkładowi byłego prezydenta Thomasa Jeffersona. Natomiast sam budynek, będący wówczas i tak w trakcie budowy, został ostatecznie ukończony w 1868 roku.

Ilustracja do artykułu 'Zburzyć Kapitol!'

Co było dalej to już wiadomo. Brytyjczykom nie udało się osiągnąć swoich celów podczas bitwy pod Baltimore, prowadzonej w dniach 12-13 września. Przy tej też okazji powstały słowa wiersza, który potem stał się tekstem hymnu Stanów Zjednoczonych. Wojna jednak nikomu nie była na rękę z przyczyn oczywistych. Żadna ze stron nie mogła osiągnąć swoich celów strategicznych. Zaczynały się negocjacje, wszystkim zależało na pokoju i rozpoczęciu normalnych relacji. Epizodem bez następstw (zewnętrznych) okazała się wygrana przez Amerykanów bitwa pod Nowym Orleanem 8 stycznia 1815 roku, już po podpisaniu w grudniu poprzedniego roku pokoju. Pokazuje to tylko w jakich warunkach toczyła się ta wojna, gdzie oczywisty dziś dla nas szybki przekaz informacji, wówczas był czymś nie do pomyślenia.

Ilustracja do artykułu 'Zburzyć Kapitol!'

Nieodpowiedzialność polityków, nieudolność dowódców, niedojrzałość czynników państwowych, niedoświadczenie żołnierzy, to początkowy wkład jaki do tej wojny wniosła strona amerykańska. Jak jednak mówi przysłowie, głupi ma szczęście, i rozpętany konflikt nie przyniósł poważnych konsekwencji, kończąc się powrotem do stanu poprzedniego. Powstał za to hymn państwowy, zapadły decyzje o rozbudowie floty wojennej i oparciu armii lądowej na jednostkach zawodowych, a nie na ochotniczych milicjach stanowych. W kotle pod którym na nowo rozpalono ogień, gdzieś pomiędzy Białym Domem a Kapitolem, coraz mniej było już strawy pod nazwą "ile federalizmu, a ile stanów". Coraz bardziej zaczynała w nim przeważać inna, pod nazwą "niewolnictwo tak czy nie". I rodzić się nowy, tym razem wewnętrzny konflikt. Ale to już inna historia.

PS. 1
II Wojna Światowa ostatecznie pozbawiła Wielką Brytanię statusu supermocarstwa światowego, a dała go Stanom Zjednoczonym. Jednocześnie zapoczątkowała specyficzny sojusz i współpracę, opartą na wymianie tak ważnych i kluczowych dla istnienia danego państwa informacji, jak dane wywiadowcze. Sojusz amerykańsko-brytyjski jest więc nawet czymś więcej niż małżeństwo, jeśli można zastosować taką analogię. Jednak pamięć wydarzeń sprzed 200 lat jest nadal aktualna i drażliwa, głównie - z oczywistych względów - dla strony amerykańskiej. 25 sierpnia 2014 roku, na Twitterze ambasady brytyjskiej w Waszyngtonie pojawiło się zdjęcie tortu, w kształcie Białego Domu z amerykańską i brytyjską flagą, otoczonego zapalonymi, zimnymi ogniami. Zdjęcie zostało podpisane słowami "Upamiętnienie dwusetnej rocznicy spalenia Białego Domu - tym razem tylko zimne ognie!".

Ilustracja do artykułu 'Zburzyć Kapitol!'

Zapomniana wojna? Wydarzenia znane tylko zapalonym smakoszom historii? Niekoniecznie. Zanim na poważnie zaczął się rozkręcać flejm, ambasada przeprosiła i zdjęcie ze strony zdjęła. Zaznaczając przy tym, że przyjaźń miedzy narodami jest silna.

Ot, taki mały trolling... No dobra - angielskie poczucie humoru...

PS.2
Poniżej garść marzeń północnokoreańskich propagandzistów:

Ilustracja do artykułu 'Zburzyć Kapitol!'
Ilustracja do artykułu 'Zburzyć Kapitol!'

Źródła zdjęć i dodatkowe linki:
- Wikipedia
- Oficjalna strona Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej
- The night Britain burned down the White House and stole the President's clothes: The forgotten invasion which shows the special relationship could be a LOT worsel
- Did the British burn all the books? Remembering the war of 1812 and the first Library of Congress
- Brytyjska ambasada "świętuje" spalenie Białego Domu. "Tym razem tylko zimne ognie!"

© 2015 Marek 'Squonk' Rauchfleisch

< NAUKA I TECHNIKA | << FALLOUTY I POSTAPOKALIPSA A NAUKA