< POSTKULTURA | << GRY KOMPUTEROWE
X-COM: Terror from the Deep

Okładka gry 'X-COM: Terror from the Deep' X-COM: Terror from the Deep
Producent: Microprose
Wydawca: Microprose
Platformy: PC
Data premiery - świat: 27 października 1995

"Patrząc 10 lat wstecz, ludzie spoglądając w niebo zastanawiali się czy istnieje życie na innych planetach. Większość z nich marzyła o bliskim spotkaniu z ufoludkami, wyobrażając ich sobie ich jako piękne, niewinne istoty. Niestety tak nie jest. Jakieś pięć lat temu Ziemię zaczęły atakować całe hordy niebieskich ufoków, wbrew przekonaniu że byli oni zieloni czy szarzy. Tam gdzie się pojawiali wprowadzali terror i śmierć. Powstał wtedy specjalny oddział X-COM do spraw zwalczania obcych.

Tytus, Rufi i Kubańczyk dowodzący X-COM. siedząc w sali obrad wysłuchiwali sprawozdania z Londynu, w którym ich informatorka Tenaniel Dio mówiła o tym, że w kierunku Ziemi zbliża się flota gwiezdna obcych. Dostali oni wiadomość żeby rządy największych państw i X-COM skapitulowały, bo w przeciwnym razie dojdzie do zagłady planety."
- Terror from the Deep - Lord_Tytus

Jakże niemożebnie nienawidziłem zdjęć z dwóch gier serii X-COM, które widziałem w magazynie Secret Service. Nie podchodziłem do tej gry tylko ze względu na nie. Przerażał mnie widok skomplikowanej bazy Ziemian. Te cholerne kwadraciki – poplątanie z pomieszaniem. Wydawało mi się, że gra jest ogromnie trudna i przez to zupełnie nieciekawa. Myślałem, że gdybym zagrał w ten tytuł, to nigdy nie opanowałbym rozgrywki...

Raport # 1 - Strach (Z recenzji Nieznanego Wroga)

"Wcześniej widziałem UFO i X-Com w czasopismach o grach komputerowych, ale nie podchodziłem do nich. Bałem się skrinów z baz... Przerażały mnie, nie wiedziałem co tam jest, że nie poradzę sobie z rozgrywką. Stresowałem się ekonomią, strategią i tak dalej. W sumie nie wiem dlaczego, bo gry strategiczne lubię. Wszystko zmieniło się przy X-Comie i motywach z mitologii Cthulhu, ale to już historia na inny wpis."

Kilka razy miałem te gry w domu, przynosiłem na różnych dyskietkach, ale nigdy ich wówczas nie instalowałem. Dlaczego w pewnym momencie zmieniłem zdanie i to zrobiłem? Do dzisiaj nie wiem, ale dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Dziwną sprawą jest również to, że poważne granie zacząłem od drugiej części - Terroru z Głębin. I być może wybór tej odsłony, bezpośrednio przyczynił się, że zakochałem się w obu tytułach.

Raport # 2 – Skąd miałem UFO: Enemy Unknown

Pierwszy raz w UFO zagrałem po przejściu X-COM: Terror from the Deep. Było to kilkanaście lat temu. Grę sprowadziłem sobie od mojego kolegi z warsztatowej ławki ze szkoły zawodowej. Siedząc nad lutownicami, lutując rzeczy na płytki drukowane, i odzyskując miedź z przeróżnych sprzętów, rozmawialiśmy o grach komputerowych. Lecho opowiadał o grze, w której walczy się ufokami. Wiedziałem o czym mówi! Przyniósł mi ją następnego dnia na jednej dyskietce. "No jak klikałem na ikonę na pulpicie to gra się włączała" – tak mi powiedział. Jak Wam wiadomo przegrał mi tylko skrót. Ale już następnego dnia, grałem w nią u siebie.

Gdy zagrałem pierwszy raz w Terror, znałem już opowiadania Lovecrafta, mitologię Cthulhu, która jak wiecie lub nie, wywarła ogromny wpływ na moje życie i zainteresowania. Być może motywem, który przyczynił się do odpalenia gry, było to, że miałem ją spolszczoną. Pamiętam jak przez mgłę, że pierwsze misje sprawiały mi trudność, ale kilka z nich przeszedłem uważając na to, żeby nie stracić żadnego agenta. Gdy mi go zabijali, wczytywałem grę z ostatniego zapisu (ten sam motyw później zastosuję przy graniu w Nieznanego Wroga).

Raport # 3 – Śmierć jest kiepska

Musicie wiedzieć, że nie lubiłem jak mi umierali żołnierze i robiłem wszystko (częste save i load) żeby ukończyć grę bez żadnych strat. To samo praktykowałem w Terrorze z Głębin.

Na etapie pierwszych misji, widząc złotego Obcego podobnego do kraba, pomyślałem sobie że jest to coś podobnego do tych ohydnych Stworzeń z Szepczącego w Ciemności. Pomlaskałem chwilę nad tym skojarzeniem i grałem dalej. No... musicie mi uwierzyć teraz na słowo, że wówczas nie wiedziałem co inspirowało twórców gry.

Raport # 4 – Opis z Szepczącego w Ciemności

"Jak Pan wie, wszystkie te stwory widziano na powierzchni pierwszego ranka po powodzi. A teraz następuje najgorsze. Chciałem to sfotografować dla Pana, ale kiedy wyciągnąłem aparat wszystko zniknęło, została tylko drewutnia. Z czego więc te stwory są zbudowane? Widziałem je, dotykałem, zostawiają też po sobie ślady. Składają się z jakiejś materii... ale z jakiej ? Trudno opisać ich kształt, jest to wielki krab z niezliczoną ilością sterczących, mięsistych pierścieni, albo też węzłów z gęstej, lepkiej substancji pokrytej czułkami, tam, gdzie u człowieka powinna być głowa. Ta zielona substancja to ich krew albo soki. Z każdą minutą coraz ich więcej na ziemi." - Szepczący w Ciemności – Lovecraft.

A kiedy przyszło mi walczyć z latającym mózgiem, a następnie truchło przewiozłem do bazy, a w niej poddałem to coś badaniom, a po ich zakończeniu przeczytałem tekst...


Ale ja grałem z innym tłumaczeniem na język polski...

"Nawet głębiny koszmarów Lovecrafta nie byłyby w stanie powołać do życia tego niesamowitego potwora. Nie ma porównania z żadnym ziemskim stworzeniem. Środowiska, które mogłoby przyczynić się do powstania takiej istoty, nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Uzbrojony w długie macki, Mackonóg paraliżuje ofiary i zamienia ich w bezmyślną galaretę. Istoty te mogą uśmiercać dotykiem, nawet poprzez pancerz. Mackonóg jest najstraszliwszym Obcym odkrytym do tej pory przez X-Com."

...zapisałem stan gry, wyłączyłem ją i...

stanąłem na środku pokoju, podskoczyłem wysoko, piętami dotykając tyłka. Złapałem w tym położeniu stopy rękami i zawisłem nad podłogą...* Lewitowałem! Patrzyłem się przed siebie błędnym wzrokiem i byłem kosmicznie zadowolony, że oto pojawia się nazwisko mojego ulubionego autora. Cały czas unosząc się nad ziemią, zacząłem latać po całym domu niczym balonik, z którego ulatywało powietrze!

Nawet Lovecraft tego nie wyśnił. Haaaaaaaa...

...aaaaahahaha! Wiedziałem, że te złote maszkary to skurczybyki Mi-go. Boże, co jeszcze mnie czeeeeeeekaaaaahahahaha??!? - Tak było, nie kłamię. A potem domyśliłem się kilku innych rzeczy, o których opowiem Wam poniżej.

Dobrze... (poprawiam krawat). Grę w 1995 roku stworzyli ludzie z Microprose. Jest to gra ekonomiczno strategiczna. Żeby ją delikatnie opisać, posłużę się swoim cytatem, zatem...

Raport # 5 – Opis gry

"Model ekonomiczny rozgrywki podzielono na zarządzanie rozbudową bazy, szkoleniem i wyposażaniem naszych żołnierzy w odpowiedni ekwipunek oraz wyznaczaniem kierunku badań. Dbamy tu również o nasz budżet, a także dobre stosunki naszej firmy z krajami na całym świecie. Pozytywne relacje wpływają na zwiększenie pieniędzy dla nas, a negatywne... No cóż. Niektóre kraje potrafią przyłączyć się do Obcych. Ech... ta dyplomacja i tchórzliwe nacje!!!

Model strategiczny pola walki rozpoczyna się od wykrycia UFO, zestrzelenia go i dotarcia na miejsce jego lądowania lub rozbicia oddziałem żołnierzy, którzy mają za zadanie oczyścić teren z marsjańskiego ścierwa. Walka naziemna (podzielona na tury) w której dowodzimy żołnierzami, pokazana jest w rzucie izometrycznym.

Nadawałem żołnierzom imiona osób, które doskonale znałem - moich przyjaciół i najbliższej rodziny (wychodzi na to, że tylko rodzonego brata) oraz rzecz jasna jednemu wojakowi nadałem swoją ksywę. Przez cały czas gry bardzo dbałem o ich zdrowie i życie. Nawet małe rany mnie wkurzały i starałem się zrobić wszystko, żeby po wczytaniu gry, Obcy nie dał rady dojechać moich Przyjaciół.

Pamiętam, że w czasie misji na statku handlowym straciłem jednego żołnierza. Nie dotarłem do niego na czas z apteczką, a zaczynanie wszystkiego od początku, niestety nie było brane pod uwagę. Poświęcił swoje życie! Dla ratowania ludzkości. A musicie wiedzieć, że ludzkość w tej grze warta jest ocalenia. Misje w wioskach pamiętam do dzisiaj. Widok przerażonej ludności cywilnej, uchodzącej przed kosmitami i ta... ta nadzieja w ich pixelowych oczach, że moi żołnierze uratują im życie. Tak! Tu trzeba było działać precyzyjnie, ostro, szybko i zdecydowanie (jak z kobietami!). Dumą można było się cieszyć po zakończonym zadaniu. Do dzisiaj mam sny, w których słyszę kroki przerażonych mieszkańców, krzyki mordowanych w pierwszych fazach misji, kiedy nasza mapa jest czarna, niezbadana.

Jest kilka rodzajów misji i rozgrywają się one na przeróżnym terenie. W Nieznanym Wrogu, wliczając bazy Obcych, łoiło się tylko na powierzchni Ziemi – w miastach lub dżungli, pustyni - tam gdzie aktualnie wylądował lub został zestrzelony statek Obcych. W Terrorze walczymy również na powierzchni, ale też na statkach pasażerskich i handlowych, chociaż większość lokacji znajduje się pod wodą. Nie będę się tutaj rozpisywał nad każdą możliwością, wszak to nie recenzja i nie chcę psuć zabawy z eksploracji cyklopowych miast...

"Ufok stanął przestraszony. Wiedział, że to już jego koniec. Dopadł go X-COM. Przez jakiś czas stał i patrzył się na samochód czekając na swoją śmierć. W końcu doczekał się. Dwóch mężczyzn zaczęło strzelać. Z kosmity została tylko plama krwi i resztki ciała, które zostały rozrzucone po okolicy. Każda część ciała leżała w innym miejscu. Głowa w odległości 5 metrów od NYSKI, dalej ręce, ale nigdzie nie widać było nóg. Prawdopodobnie rozpadły się na mniejsze kawałki."Ostatni rozkaz – Kubańczyk.

Mamy sporo możliwości rozbudowy własnych baz i ich obrony. Bardzo szybko straszne kwadraciki z gazecianych skrinów przestały mnie niepokoić. Broni, którą walczymy, również jest kilka rodzajów, ale najważniejszą sprawą jest jak najszybsze poznanie technologii najeźdźcy. Pamiętam, że w końcowych etapach, moi wojacy wychodzili z pojazdu i za pomocą naprowadzanych/sterowanych rakiet, rozbijali w puch Obcych i ich statki. Nigdy nie przepuszczałem żadnej misji, penetrowałem każde miejsce zestrzelenia, ale po wielu godzinach grania wiedziałem, które misje są priorytetowe, a które to tylko czysta eliminacja wrogów.

No i ten syf w magazynach... Odwieczny syf! Za dużo rzeczy przywiezionych z misji i nie było można produkować nowego wyposażenia.

Nad grą spędziłem mnóstwo czasu. Grałem chyba kilka miesięcy. Doszło do tego, że kiedy szedłem ulicami swojego miasta, to wypatrywałem wszędzie Kosmitów. Na balkonach, dachach, drabinkach, za żywopłotami i śmietnikami. Chyba nawet ręce miałem tak złożone, jakbym trzymał karabin.

Muzyka... Genialna! Te kilka dźwięków tworzy świetną atmosferę. Od czasu do czasu puszczam ją sobie. Wystarcza mi kilka sekund... Nabieram znowu ochoty do życia. Pisząc ten tekst cały czas mam ją włączoną.

"Był niebieski, około 160 cm wzrostu. Oczy miał jakby na wierzchu. Wyglądał, jak połączenie przejechanej żaby z człowiekiem. Górna część ciała wyglądała okropnie. W ręku trzymał coś dziwnego."Urodziny - Jedi Rufi.

Dobra. Obiecałem Mitologię Cthulhu w Terror from the Deep. Może poniżej nie znajdziecie wszystkiego a pewne rzeczy są naciągane, ale o wszystkim piszę szczerze 😏

Raport # 6 – Rozgrywka

"Droga do końcowej misji jest długa, męcząca i śmiertelnie niebezpieczna."

I kiedy już wybudowałem statek, który dopłynie do R’leyh, który tutaj nazwany jest "T’Leth, miasto Obcego" byłem wniebowzięty.

"T'leth, ogromny statek-miasto leży zatopiony w Głębinie Sigsbee w Zatoce Meksykańskiej. W samym centrum statku znajduje się największy horror Obcych, tak potężny że nawet śmierć mógłby uważać za zabawę. W ogromnej komnacie z obcego metalu leży uśpiony wielki marzyciel, Ostateczny Obcy. Wzniesienie T'leth nad powierzchnię wody rozpocznie jego reanimację, a gdy się przebudzi będzie nie do zatrzymania. Ale w tej chwili - nie żywy i nie martwy - jego umysł kontroluje armię Obcych. Technika Cząstkowej Kontroli łączy wszystkich Obcych do Umysłu, a Umysł do każdego Obcego po kolei. Genetycznie zmutowane hybrydy ludzko-obce zapewniają Umysłowi energię i tworzą więź pomiędzy władcą, a jego podwładnymi. Mit o Ostatecznym Obcym istniał w sercach i umysłach ludzi od wieków - jednak morze kryje ostateczną prawdę."

Tłumaczenie inne:

"T’leth, gigantyczny statek-kolonia, leży zanurzony w Głębinie Sigsbee w Zatoce Meksykańskiej. W sercu miasta spoczywa obca poczwara, tak plugawa i potężna, że nawet śmierć nie jest w stanie jej sprostać. W komorze z obcego metalu spoczywa Wielki Śpiący, Najpotężniejszy Obcy. Wyniesienie T’Leth ponad fale rozpocznie proces przebudzenia, a gdy przebudzi się On – będzie nie do powstrzymania. Mimo że sam nie jest martwy, ale także jakimś sposobem nie w pełni żywy, Jego umysł kontroluje armię obcych. Osobliwa technologia kontroli molekularnej łączy wszystkich obcych z Nim i Jego z wszystkimi obcymi, a genetycznie zmutowane płody ludzi i obcych karmią go siłą i tworzą pomost między władcą i jego poddanymi. Mit o Najpotężniejszym Obcym istniał w sercach i umysłach ludzki od wieków, a morze od zawsze skrywało najstraszliwszą prawdę."

No! Spotkałem samego Cthulhu! Niestety żołnierzowi z moją ksywką nie dane było go zobaczyć. Zginął! W ostatniej misji nie daje się zapisać stanu gry. Moi dzielni wojownicy zabijają Wielkiego Przedwiecznego i gra się kończy.

Do tej pory pamiętam Terror z Głębin, ale nie chce grać w niego ponownie. Wspomnienia cały czas są żywe i ciepłe. Ta historia z moim udziałem już się dokonała. Ale teraz Ty możesz ją przeżyć po swojemu!

Jednak dla potrzeb tego tekstu, w ciągu miesiąca ponownie przeszedłem ponownie grę.

Gra wywarła ogromne wrażenie nie tylko na mnie, ale również na moich kolegach. Kiedy dawno temu, w pewien piątek trzynastego, nad naszym blokiem przeleciały dwa NOL-e, postanowiliśmy założyć organizację X-COM. Autentycznie! Bo cóż to za zniewaga, żeby łachudry z kosmosu tak bezkarnie latały nad naszym osiedlem!

Wówczas myśleliśmy o napisaniu własnej książki. Temat został nam nadany z góry. W większości opowiadań walczymy z kosmitami. To już będzie ponad 19 lat od tego wydarzenia. Do tej pory piszę przeróżne opowiadania, kosmitów jako takich już w nich nie spotkacie, ale Cthulhu jak najbardziej.

"Działalność X-COM-u obejmuje cały Układ Słoneczny. Jeżeli wykryto silne natężenie obcych statków, zostają oni wezwani drogą radiową lub w sytuacji krytycznej X-em na niebie."

Stęskniłem się za X-COMem. W trzecią część kiedyś grałem, ale nie umiałem się w niej odnaleźć. Czwarta to symulator? Nawet jej nie znam. Kiedyś, przez zupełny przypadek zagrałem w jakieś gówno taktyczne zrobione przez Czechów? Nazwy tego czegoś już nie pamiętam.

Dzisiaj przeszedłem The Bureau: X-COM Declassified. Tak bardzo tęskniłem za walką z Kosmitami, a świetnie jest pobiegać po swojej Bazie. Do nowych odsłon jeszcze nie podchodziłem, ale zrobię to. Muszę!!!

Gra warta poznania. Można śmiało w nią łoić i teraz.

* - już tak nie zrobię, mam problemy z kolanem... 😁

Cytaty pochodzą z książki Kompendium X-Com, Wydawnictwo X & Co, Lublin, 1999

© 2018 Tomasz 'Stary Wujek' Tytłak

< POSTKULTURA | << GRY KOMPUTEROWE