< NAUKA I TECHNIKA | << FELIETONY / PUBLICYSTYKA
Koniec świata, postapokalipsa i Trzynasty Schron

Urodziłem się w 1981 roku. Mam 35 lat. Na moich kolanach siedzi córka. Wojna atomowa nie wybuchła i koniec świata nie nastąpił. Chociaż z tym ostatnim to nie do końca prawda...

Kiedy byłem mały, spędzałem wiele czasu u babci i dziadka. Pamiętam wieczór, kiedy wspólnie siedzieliśmy przy stole jedząc kolację i oglądając w czarno-białym telewizorze Dziennik Telewizyjny. Bełtałem wówczas kakao z cukrem, czekając aż w garnku na piecu zagotuje się mleko i babcia wleje mi je do kubka. Nie interesowałem się tym co się dzieje na świecie, ale zapamiętałem jeden szczegół. W TV pokazywano Gorbaczowa i Reagana. Po skończonym felietonie usłyszałem komentarz: "Dlaczego ten Reagan denerwuje tak Ruskiego? Jeszcze wojna będzie". I od tamtej pory zacząłem bać się tych dwóch panów. Tego ze znamieniem na głowie - bo może się zdenerwować, oraz Amerykańca, który jest powodem złości. Za bardziej złego miałem Reagana. No i najważniejsze - wojna miała w nazwie atomowa... To pierwszy etap moich postapokaliptycznych wspomnień.

Ilustracja do tekstu 'Koniec świata, postapokalipsa i Trzynasty Schron'
Zdjęcie z okna w domu babci i dziadka. Dla fantasty rozstaje to chleb powszedni. Gdziekolwiek nie pójdziesz tam przygoda.

Kilka lat później, będąc nadal dzieckiem zapytałem się o to wspomnienie mojego taty: "Taaatku, dlaczego miałem Amerykana za złego?". Odpowiedział mi: "Synu, kiedyś tak to wszystko było. Polacy dostawali informacje, że Zachód jest zły i zepsuty. Mało kto wiedział co tam się dzieje naprawdę". (Nie powiedział synu, tylko Tomciu, ale synu lepiej brzmi).

Wiedziałem czym była wojna. Opowiadali mi o niej babcia z dziadkiem, czytałem o jej przebiegu w podręcznikach szkolnych oraz oglądałem w TV filmy wojenne. Jednak nie miałem pojęcia co oznacza atomowa. Mój tata znowu był pomocny. Wyjaśnił, że jeżeli wybuchłaby teraz wojna, to nie wyglądałaby już tak jak ta miniona. Polegałaby na tym, że zostalibyśmy zabici przez wybuch bomby atomowej, którą przenosiłby pocisk rakietowy.

Kolejnym pytaniem było: "Czy jest możliwe, żeby ktokolwiek przeżył tę wojnę?". Cierpliwie i szybko wyjaśnił, że gdyby doszło konfliktu, to ten szybko by się skończył. "Kilkanaście bomb radzieckich i amerykańskich rozwaliłoby świat w ciągu kilu minut" - za każdym razem dodawała moja mama.

Byłem przerażony!

Ilustracja do tekstu 'Koniec świata, postapokalipsa i Trzynasty Schron'
Prawie jak Trzynasty Schron. Może gorsza wersja, ale pod blokiem.

Jednak dowiedziałem się też, że istnieje możliwość przeżycia takiej wojny, gdyż każde stare osiedle mieszkaniowe posiadało w piwnicach schrony przeciwatomowe. Nigdy nie widziałem takiego obiektu od środka, ale wiem jak wyglądają ich szyby wentylacyjne. Natomiast ludzie, którzy mieszkają w blokach, podczas (ewentualnej) wojny mieli zostać przewiezieni w miejsce, które nazywa się "zimnymi dołami". Tata mówił mi, że są to wykopane za miastem doły w ziemi, w których mogliby się schronić ludzie.

Niestety, nie dla wszystkich starczyłoby miejsca w schronach i w "zimnych dołach". Nie mogłem się z tym pogodzić. "Prawo selekcji? Kto miał o tym decydować? Gra na chybił-trafił? Ty żyjesz, a Ty umrzesz? Czyli kto by ocalał, a kto zginął? A ja i moja rodzina?" - zadawałem sobie wtedy te pytania. Co jakiś czas pytałem się o tę wojnę i rakiety. Tata odpowiadał, że widział je, bo znajdują się w różnych miejscach w Lublinie. Między innymi w Wąwozie LSM (Lubelska Spółdzielnia Mieszkaniowa), w jednostce wojskowej na Majdanku, a "jedna jedna rakieta stoi również na placu zabaw" - żeby małe dzieci oswajały się z czasami w których żyją?

To co powyżej napisałem to autentyczna historia. Dialogi mogły nie przebiegać jak przytoczone, ale sens był podobny. Pamiętam te silne emocje, które mi wówczas towarzyszyły do dzisiaj.

Gdzieś w tym czasie wybuchła elektrownia w Czarnobylu (26 kwietnia 1986 roku), ale nie pamiętam z tego okresu nic z "klimatów”, tylko to, że "dostałem" upragnionego braciszka, dla którego... (tu powinna tutaj lecieć muzyka z Ostatniego Mohikanina) chciałem być najlepszym bratem. To co się działo przy okazji sytuacji z katastrofą musi być Wam dobrze znane, ale dla mnie się nie miało znaczenie, i nie ma po dziś dzień. Rodzice wspominali coś o chmurze radioaktywnej, ale "Cooo tam chmura??!? Miałem brata!". Czarnobyl, Prypeć nie działają na moją wyobraźnię, chociaż zdaję sobie sprawę z ogromu nieszczęścia, jakie wiążą się z tą sytuacją.

Natomiast filmy jako pierwsze pokazały mi świat po wojnie... nuklearnej. Nuklearna... to nie była atomowa, tylko nuklearna! Właśnie to sobie przypomniałem! Pod takim pojęciem w mojej głowie rozgrywały się wszystkie myśli.

Ilustracja do tekstu 'Koniec świata, postapokalipsa i Trzynasty Schron'
Nazajutrz - film z 1983 roku.

Nie pamiętam chronologii oglądanych filmów, ale widziałem na kasetach VHS wszystkie Mad Maxy, chociaż nie bardzo mnie zainteresowały. Pomimo tego obejrzałem je wielokrotnie, bo tak się kiedyś z filmami robiło. Niezmierne wrażenie natomiast zrobił na mnie zauważony przez przypadek w TV film Nazajutrz z 1983 roku. Stadion i startujące rakiety... Syreny... Potęga Atomowego Rozbłysku! Strach powrócił. Jak Ci ludzie tam masowo ginęli! Nie mogłem oderwać dziecięcych oczu od ekranu. Byłem wstrząśnięty.

Oglądałem świetne Polowanie na Czerwony Październik, filmy takie jak Terminator: Elektroniczny Morderca i Terminator 2: Dzień Sądu. Zwłaszcza druga część z wybuchem atomowym... ale to już nie było to samo co w Nazajutrz. Polskie O-Bi, O-Ba, Koniec Cywilizacji i Seksmisja. Dalej Krew Bohaterów, Wodny świat, Wysłannik Przyszłości, K19 i Blade Runner. Były w tym czasie i inne filmy, ale chyba nie wywarły na mnie odpowiedniego wrażenia lub po prostu teraz wypadły mi z głowy.

Ilustracja do tekstu 'Koniec świata, postapokalipsa i Trzynasty Schron'
Blade Runner i Fallout.

Pierwsza apokalipsa przyszła bardzo powoli. Teraz opiszę myśli, które miałem mając kilkanaście lat temu. Kiedy jest się dzieckiem, nie zauważa się różnic między rówieśnikami. Wszyscy znajomi byli dla mnie tacy sami. Dziewczynki zajęte sobą, a koledzy - ciągle grający w piłkę. Dzieci chodzące do mojej podstawówki, w większości przypadków były dla mnie takie same! Nigdy się nie zastanawiałem, że może coś nas różnić. Nie brałem pod uwagę chociażby różnic w genach, czy zamożności naszych rodzin.

Dopiero z czasem, gdy ukończyłem podstawówkę różnice stawały się zauważalne. W tym czasie podzieliły nas szkoły, do których się wybraliśmy. Ale nie tylko o szkołę tutaj chodzi, ale o całą resztę. Nagle uświadomiłem sobie, że ktoś pochodzi z biednej rodziny, a ktoś inny jest ogromnie głupi. A jeszcze inni są i biedni i głupi. A niektórzy są biedni, ale w swojej biedocie stali się dobrymi ludźmi, z zasadami... i widać, że rodzina jest dla nich ważna. Rodzina... każdy pracuje i dokłada do wspólnego gara. Kombinacji jest dużo!!!

Moi znajomi podzielili się na tych, którzy zostali na osiedlu i na tych, którzy je opuścili. Cóż, mnie akurat udało się z niego wyjść, gdyż zacząłem pobierać naukę na drugim końcu mojego miasta.

Jak może niektórzy z Was wiedzą, pracuję w Domu Dziecka. Kiedy słyszę od małego ucznia, że nie ma nic zadane, to odpowiadam mu: Kłamiesz! Ja też moim starym mówiłem, że nie mam zadane, a przecież zawsze miałem. Siadasz do lekcji. Mają za każdym razem zapisywać na marginesach datę nowej lekcji. Takie rozmowy prowadzę z państwowymi dziećmi (Dzieci z Szkółki Trzynastego Schronu – jak je nazywam) gdyż moja córka to jeszcze przedszkolak.

W tym okresie pojawiają się lokalne, młodzieżowe wojny. Szkoły na szkoły, osiedla na osiedla. Wiecie o co chodzi? Teraz już takich motywów chyba nie ma. A przynajmniej nie w takiej skali. Ale bandyci od piłki nożnej nadal leją się o swoje kiepskie kluby.

Kilka lat temu przechodziłem przez swoje osiedle i postanowiłem przywitać się ze "swoimi trzema znajomymi" - dlaczego nie? Wszyscy byli brudni i łysi. Dwóch było suchych i nie miało wszystkich zębów i... Podrygiwali. Patrzyłem jak podrygują oraz używają słów, które nie powinny znaleźć się razem w jednym zdaniu. Trzeci z nich był gruby i nic nie mówił, tylko śmiał się. Z czego? Pewnie ze mnie, bo i ja się z nich śmiałem. Oni są wyposażeniem krajobrazu osiedla. Żywa, martwa natura... Zombie... (więcej o podobnych Istotach poczytacie w Schronzinie 7).

Ilustracja do tekstu 'Koniec świata, postapokalipsa i Trzynasty Schron'
Ia! Ia! Cthulhu Fhtagn.

Druga apokalipsa, którą można uznać za wielce rozwijającą moją skromną osobę, to poznanie mitologii Cthulhu. Do tej pory siedzę w tym temacie, i wątpię żeby mi się znudził. Przez Cthulhu poznałem wielu ciekawych ludzi, a kilka lat później zacząłem prowadzić działy o RPG Cthulhu, najpierw na portalu innyswiat.pl a potem na paradoks.net.pl

Po książkach obyczajowych, podróżniczych i czarnego zbioru Zew Cthulhu przychodzi czas na między innymi na Lema, braci Strugackich i Dicka. Jeżeli znacie te nazwiska to doskonale wiecie co musiało się dziać w mojej nastoletniej głowie.

Następuje pierwszy koniec świata. Umiera mój dziadek, który opowiadał mi kiedyś najwspanialsze bajki. To ten sam dziadek z pierwszych akapitów tego felietonu. Zawsze powtarzam, że to On rozwinął moją wyobraźnię i ukierunkował ją w stronę tworzenia przeróżnych fantazji.

Kilka lat później staję się posiadaczem komputera PC. "Mamo, tato, komputer będzie mi służył do nauki. Już wtedy wiedziałem, że chodziło o naukę grania w gry komputerowe, a nie pomoc w odrabianiu lekcji. Piękne to były czasy, kiedy przynosiło się gry na dyskietkach. Zawsze psuła się ta ostatnia! "A zaraza, wracamy do kumpla". Po pewnym czasie przychodzi czas na płyty CD i kupowanie ich od Ruskich na targu. Prawdziwa przyjaźń polsko–rosyjska.

Ilustracja do tekstu 'Koniec świata, postapokalipsa i Trzynasty Schron'
Atomowy rozbłysk w Red Alert.

Ukochałem przygodówki, eRPeGi, symulatory lotu i strategie. W niektórych grach robiłem to, czego sam się tak bardzo obawiałem - zrzucałem bomby nukleane w Cywilizacji II, Red Alert. Dźwięk towarzyszący wybuchowi w tej pierwszej grze, wsadziłem do schematu dźwiękowego w systemie Windows 95.

W czasie przeglądania mojego ulubionego magazynu o grach komputerowych Secret Service trafiam na zdjęcie z Fallouta. Następuje kolejna apokalipsa. W moim umyśle...

Takiej gry z kolegami wcześniej nie widzieliśmy. Komputerowy eRPeG, świat po wojnie atomowej, złom, główny bohater ubrany w niebieskie wdzianko. Po jakimś czasie gra została wydana u nas w Polsce, ale że czasy były dla nas jeszcze szalone i nadal byliśmy dziećmi, to jedynym sposobem by ją poznać było spiracenie. Nagrywarki płyt CD były nadal nowością, maszynami na które niewielu mogło sobie jeszcze pozwolić. Na całe szczęście, mój przyjaciel Kubańczyk miał w swojej szkolnej klasie kolegę posiadającego nagrywarkę. Za jakiś czas staję się "właścicielem" pełnej gry na CD. Tak! To wtedy kupiłem moją pierwszą czystą płytę CD, z przeznaczeniem na Fallouta 1.

Do tej pory pamiętam ciepło rumieńców na twarzy, kiedy instalowałem grę na moim komputerze mającym Pentium 75 i 8 mega RAM, a następnie oglądałem filmik wprowadzający. Wtedy to postanowiłem zrobić coś, czego wcześniej nie praktykowałem - grać całą noc na kompie. Teraz wydaje się to dziwne, ale w tamtych czasach nie byłem jeszcze Starym Wujkiem, a zwykłym, prostym, mieszkającym z rodzicami młodzieńcem. Chociaż już wtedy miałem wiele zalet!

Przygotowania do grania w nocy zostały skrupulatnie przemyślane. Uważajcie teraz. Zrobiłem sobie w dużym garnuszku herbatę do picia, a do jedzenia przygotowałem całą paczkę pysznych markizów z kremowym nadzieniem, które włożyłem do glinianej miseczki. Nie chciałem żeby mi szeleścił papierek z paczki.

Kiedy nastała noc, a działo się to powoli, przykryłem monitor grubym kocem i zgasiłem światło w pokoju. Plan zaczynał się realizować, nie było widać światła z ekranu monitora. Po cichutku wśliznąłem się pod koc, dołączając do kompa i Fallouta. Zacząłem grać...

...jakże mi się ta gra niekiedy strasznie cięła, a lokacje wczytywały długo!!! Ale byłem już wtedy graczem komputerowym ze stażem i nie poddawałem się tak łatwo. Wyłączyłem muzykę i dźwięki w grze - taki triczek znany starym graczom. I stało się! Na wiele godzin pochłonęła mnie historia, której byłem głównym bohaterem...

...i grałem...

...piłem, jadłem cichutko i grałem...

... w pewnym momencie, coś wczytywało mi się bardzo długo. Zirytowany sięgnąłem po ostatnie ciasteczko, ale to, nieszczęśliwie wypadło z mojej ręki na podłogę, pod komputer. Nachyliłem się i próbowałem je zna... O nie!!! W pokoju jest widno! Czy zapomniałem zgasić światło?!? Ktoś je w nocy włączył? Miałem słuchawki na uszach i nic nie słyszałem, ale przecież wyłączyłem muzykę w grze!!!

Acha.. To nie sztuczne światło oświetlało mój pokój, a naturalne. Był już poranek! Grałem w Fallouta kilka godzin. Okeeeej!

Nie chciałem, żeby wojna atomowa zniszczyła świat, ale moim marzeniem było mieszkać w świecie Fallouta.

A teraz przeskoczenie na inny temat.

Im człowiek starszy, tym mniej ma znajomych, a przyjaciół to już zupełnie. Miałem kilku wypróbowanych chłopaków z którymi robiłem wiele rzeczy. Graliśmy przede wszystkim w papierowe RPG: Warhammera, Cthulhu, Cyberpunk, Gasnące Słońca, Earthdawn. To oni, jako pierwsi ze wszystkich moich znajomych mieli neta, i na dyskietkach przynosili mi magazyn o fantasy Inkluz, a także któregoś razu Trzynasty Schron. Pamiętam, że trudno mi się czytało zielone literki na szarym tle. Ale wszystko to było nowością i mogłem przez chwilę poczuć, że mam neta. A kiedy podłączyli mi go w 2001 roku, stałem się szczęśliwym człowiekiem. Trzynasty Schron miał już nowy wygląd, a ja co jakiś czas zaglądałem na niego, czytając przede wszystkim na opisy i statystyki broni z Fallouta 2.

I tak czas mijał nieubłaganie. Robiłem wiele rzeczy w klimatach fantasy. Odczuwałem, że muszę wypluwać z siebie przeróżne gnioty. To czas fascynacji cyberpunkiem oraz walką Ziemian z Obcymi. Nagrałem kilkanaście utworów muzycznych. Pierwsza kapela była rap porn rockowa, a druga to już poważna sprawa. Nazywała się Archis, i grała gatunek muzyczny noszący nazwę pagan war metal. Jeden utwór można znaleźć na YT. Ale to już temat na inną historię.

Żałuję, że nie można zatrzymać przy sobie ciekawych znajomych, ale już wiem, że ludzie przychodzą i odchodzą. Znajomości gasną naturalnie, poprzez kłótnie lub śmierć. To kolejny koniec świata, który stanął mi na drodze. Trzeba z każdej znajomości wyciągnąć jak najwięcej.

Żałuję również, że nie pamiętam dokładnie treści przeczytanych książek...

Tata mówił mi:

Ilustracja do tekstu 'Koniec świata, postapokalipsa i Trzynasty Schron'
Babcia Zenobia i Dziadek Władysław.

Kolejny koniec świata – śmierć babci. Odeszła bardzo ważna osoba mojego dzieciństwa. Nie umiem pogodzić się z tym, że nie spędziłem z Nią więcej czasu, tylko robiłem to co opisane powyżej.

Jest jeszcze jeden koniec świata, ale nie chcę o nim mówić...

I z takim doświadczeniem wygrywałem sprytne konkursy na Trzynastym Schronie, wysłałem do Nich kilka tekstów, i... oto jestem. Redaktor!

Wracam wieczorem z pracy do domu. Listopadowy wiatr zamiata z chodników ostatnie, ciężkie, zmoczone deszczem liście. Przystaję na chwilę i zadzieram głowę wysoko ku niebu. Na twarz pada mi światło prawdawnych gwiazd. Niektóre z nich, eony temu przestały istnieć, a od zapomnienia chroni je tylko nikła, srebrzysta poświata. Zamykam oczy, stawiam kołnierz płaszcza i zaciągam się wilgotnym, żywym, zgniłym powietrzem. Przez chwilę zastanawiam się co przyniesie jutro... Kultura postapokaliptyczna, zagadnienia bezpieczeństwa, proliferacja broni masowego rażenia, survival, utopie. Z daleka widzę ciepłe, pomarańczowe światło w oknach mojego domu.

Fallout to nie gra o wojnie i śmierci. To gra o życiu.

© 2016 Tomasz 'Stary Wujek' Tytłak

< NAUKA I TECHNIKA | << FELIETONY / PUBLICYSTYKA