< NAUKA I TECHNIKA | << FELIETONY / PUBLICYSTYKA
Urzędas zawinił - bobra odstrzelili

Urzędas zawinił - bobra odstrzelili - ilustracja

Za oknem zrobiło się cieplej, więc to najlepszy powód by w tzw. "czasie wolnym od zajęć" ruszyć swoje cztery litery w tzw. "teren". Przemierzając okoliczne tereny - oczywiście w zależności w jakiej części Polski mieszkamy - natrafimy na rzeki, strumyki czy rowy melioracyjne. Zaobserwujemy wówczas, że zwłaszcza te ostatnie wytwory nauki zwanej hydrologią są z reguły zarośnięte krzaczorami i innym zielskiem, jak nieboskie stworzenia. A rzeki otoczone wałami? Czy znajdziemy na nich kontrolne ekipy badające stan tychże umocnień?

Południowe obszary Polski od ponad trzech tygodni gnębi katastrofalna w swoich skutkach powódź, która wywołuje także emocje i niepokój w dalszym biegu rzek Wisły i Odry, transportujące masy wody do Bałtyku. Różnica między tzw. "powodzią tysiąclecia" 1997 roku jest taka, że napływająca woda odsłoniła niespotykane obszary urzędniczej głupoty i niekompetencji. Zapewne każdy fan postapo cieszył by japę, wiedząc że lokalna władza odpowiedzialna za Obronę Cywilną, ma w zanadrzu plany na wypadek inwazji zombie czy ograniczonego konfliktu nuklearnego. Tymczasem urzędnicza sitwa nie potrafi sobie poradzić z tak prostą rzeczą, jak ogarnięcie kwestii terenów zalewowych i wprowadzeniem tam zakazu budowy mieszkań. Urzędasy tłumaczą się niemocą prawną, developerzy zacierają ręce i stawiają kolejne budynki, a szczęśliwi posiadacze swojego M ze zdziwieniem widzą, że ładne osiedle w jakim zamieszkali zmieniło się staw dla kaczek.

Jeśli to nie głupota to sabotaż, ewentualnie branie w łapę od szczebla radnego, przez administrację gminną, a skończywszy na burmistrzach czy wójtach. Ale tu nie sprawy dla agenta Tomka, który mógłby sobie rozwalić wyżelowaną fryzurkę, biegając po terenach zalewowych czy wałach, zamiast bajerować "mamuśki".

Właśnie wały przeciwpowodziowe!

Otóż urzędnicza sitwa potrafi jednak wspiąć się na wyżyny intelektu, i w nadludzkim wysiłku ustalić KTO JEST WINNYM ZA POWÓDŹ. Oczywiście "prawipolacy" wiedzą, że to premierzy Tusk i Putin do społu z układem, Myszką Miki i gumisiem Grafim. Jednak ogół, naszego w większości wolno myślącego, społeczeństwa został nakarmiony bajeczką, w której CZYSTYM ZUEM okazał się gatunek castoridae, po naszemu zwany bobrem. Zwierzę to, korzystając z relatywnie polepszającej się czystości polskich wód, osiedla się na coraz to nowych terenach, wykorzystując do budowy gniazd wały. I co w związku z tym? No to, czy ktoś odpowiada za konkretny wał, regularnie doglądając jego stanu, kosząc go czy instalując siatki zabezpieczające przed buszowaniem w nim różnych innych zwierzaków (lisy, piżmaki, jenoty).

Dba ktoś? Haa! Prędzej na biurku losowo wybranego urzędnika samorządowego, zajmującego się sprawami ogólnego bezpieczeństwa znalazłby się raport na temat walki z zombiakami, niż jak materiał o tym jak dbać o wały przeciwpowodziowe na podlegającym mu terenie. Ale spokojnie! Jak wujaszek Joe mawiał, że jak jest winny to i paragraf się znajdzie, tak nasze asy wymyśliły, że jak jest powódź to trzeba znaleźć winnego. Okazał się nim właśnie bóbr, który decyzją m.in. wojewody pomorsko-kujawskiego ma być odstrzeliwany do odwołania.

I co? No to, że Pan Bóg mógłby na Polskę jak już to zesłać zombiacze hordy, a nie ulewy i powódź. Wydaje się, że dopiero z tak surrealistycznym zagrożeniem chmary urzędasów potrafiły by sobie poradzić, skoro przerastają ich puszczone samopas wały przeciwpowodziowe i zarośnięte rowy melioracyjne.

© 2010 Marek 'Squonk' Rauchfleisch

< NAUKA I TECHNIKA | << FELIETONY / PUBLICYSTYKA