< Fallout 4
Fallout 4 - recenzja #3
Fallout 4

Najnowsza odsłona legendarnej serii gier RPG - Fallout 4 wreszcie się ukazała. Grze towarzyszył wielki hype. Sam mu uległem, gdyż jestem wielkim fanem serii Fallout. Czy gra sprostała oczekiwaniom, zarówno fanów starszych Falloutów jak i tych nowszych? Odpowiadam na to pytanie w poniższej recenzji.

Nasza postać tym razem nie pochodzi z Krypty, nie jest dzikusem czy kurierem. Otóż w Fallout 4 protagonista jest albo byłym żołnierzem, albo prawniczką (do wyboru). Oboje zaś tworzą typowe małżeństwo z jednym dzieckiem, mieszkające na przedmieściach Bostonu. Grę rozpoczynamy tuż przed zrzuceniem bomb atomowych, widząc swoją twarz w lustrze. Edytor postaci jest dość rozbudowany i możemy stworzyć taką, jaka nam się zamarzy. Potem uciekamy do Krypty 111, gdzie zostajemy poddani hibernacji.

Główny wątek fabularny polega na znalezieniu naszego syna, którego nam porwano. Jest jeden twist fabularny, przyznam dość ciekawie napisany, ale poza tym fabuła jakoś nie rzuca na kolana. Pozostałe questy można podsumować trzema słowami: idź, przynieś, pozamiataj. Ciekawe i wciągające zadania poboczne można policzyć na palcach jednej ręki. Większość czasu będziemy spędzać na walce z ghulami, bandytami albo z supermutantami. Największy postrach pustkowi - Szpon Śmierci - atakuje w pojedynkę, więc dla dobrze wyekwipowanej postaci nie stanowi on większego wyzwania. Zalecam też granie na bardziej wymagającym poziomie trudności, bo nawet bez pancerza wspomaganego czasami jest za łatwo.

A właśnie! Pancerz wspomagany. Zdobywamy go dosłownie po 5-10 minutach od opuszczenia Krypty 111, co jest dla mnie kuriozalne. Rozumiem, że teraz naprawdę czuć różnicę, gdy nosimy go na sobie i prezentuje się okazale, ale w poprzednich Falloutach zdobywaliśmy go pod koniec gry. Grafika jest dziwnie sterylna, choć ma swoje momenty. Tekstury z bliska to dramat. Twarze i animacja postaci są poprawne, choć bez rewelacji. Efekty świetlne są przyjemne dla oka. Modele broni czy pancerzy (w szczególności tych wspomaganych) są rewelacyjne. Muzyka jest bardzo klimatyczna i odpowiednio wprowadza gracza w nastrój post-apokalipsy, gdy szwendamy się po Wspólnocie. Niestety piosenek w radiu jest bardzo mało i są to utwory znane z poprzednich gier Bethesdy.

Ilość frakcji do których możemy dołączyć jest niewielka - raptem 4. W porównaniu do New Vegas, gdzie istniały większe bądź mniejsze ugrupowania, to niewiele. Samo wstąpienie do danej frakcji nie stanowi żadnego problemu. Można by rzecz, że zostajemy członkiem Bractwa Stali "za twarz". Usunięto z gry całkowicie jakikolwiek system karmy czy reputacji, co było kluczowym elementem wszystkich poprzednich Falloutów. Teraz, gdy dokonujemy jakiś złych wyborów moralnych, to może to się tylko nie spodobać naszym towarzyszom.

Jeżeli zaś chodzi o towarzyszy naszych podróży to gra jest pod tym względem nierówna. Z jednej strony komentują poczynania gracza na bieżąco, np. kiedy wykonujemy jakąś czynność. Z z drugiej ich AI jest głupie jak but - często włażą nam wprost pod celownik albo blokują się gdzieś w drzwiach. Do tego są całkowicie nieśmiertelni i nie można im zmienić ubioru co jest dla mnie niezrozumiałe, ponieważ w poprzednich grach Bethesdy istniała taka możliwość.

Powala liczba broni. Od pistoletów, po karabiny, strzelby, wyrzutnie rakiet, broń elektromagnetyczną, plazmową, laserową, sieczną, obuchową itd. System walki jest dość dobry - strzela się miło i przyjemnie, zdecydowanie lepszy jest "feeling" broni. Wraca system V.A.T.S., który uległ modyfikacji. Mianowicie już nie zatrzymuje całkowicie czasu, ale tylko go spowalnia, co jest plusem. Istnieje także możliwość przywalenie komuś z kolby. Ale jakiś geniusz wpadł na pomysł aby było to pod tym samym klawiszem co rzut granatem. To chyba przez to, iż na padzie od konsoli nie ma tylu przycisków.

Największą zaletą Fallout 4 jest system modowania broni i pancerzy. Opcji jest od groma, każdą broń czy pancerz w grze można teraz ulepszyć według własnego uznania. Chcesz mieć strzelbę strzelająca ogniem automatycznym z kolimatorem i powiększonym magazynkiem - proszę bardzo. Chcesz by karabin strzelał ogniem pojedynczym i dodać do niego dobrą lunetę oraz zmienić typ amunicji - nie ma problemu. Jednakże nie można własnoręcznie tworzyć amunicji co jest krokiem w tył w porównaniu do New Vegas. Można by rzec, że Fallout 4 to najlepszy symulator złomiarza w historii gier komputerowych. Teraz każdy przedmiot w grze jest przydatny i można go rozłożyć na części pierwsze, potrzebne do ulepszeń lub budowania osady.

Tak budowania osady. W Fallout 4

możemy tworzyć własne miasteczka post-apo. Tyle, że nie wpływa to w jakimś stopniu na rozgrywkę. Ot czasem dostaniemy informację, że dana osada jest atakowana. Czasem ktoś zostanie porwany. Czasem brakuje żywności. I tyle. Budowanie osad nie ma większego sensu - można postawić łóżka dla NPC pod gołym niebem i tak tam będą spać. Oczywiście, można też stworzyć wymarzone miasto w klimacie post-apo, ale to jest decorum - sztuka dla sztuki.

Jeśli chodzi o mechanikę RPG w Fallout 4, to muszę stwierdzić że Bethesda zgwałciła system SPECIAL. Otóż nie jest on odpowiedzialny za nasze umiejętności, bo o zgrozo te zostały usunięte z gry, tylko za perki. Tak moi mili, teraz nie wydajemy punktów na np. broń energetyczną, tylko na perk, który pozwala nam zadawać więcej uszkodzeń bronią automatyczną. Perków na daną umiejętność np. otwieranie zamków czy skradanie jest kilka poziomów. Nie można już stworzyć postaci takiej jaką chcemy (co stanowi fundament każdej gry RPG), o już nie. Większość perków zależy od poziomu naszej postaci, co jest sztucznym ograniczeniem (wcześniej perki zależały od naszych atrybutów). Nie ma ani jednego perka, który wpływałby na nasze interakcje z NPC. Po prostu dno dna + metr mułu. Czasem nie wydawałem punktów na nowe perki, tylko czekałem, aż osiągnę odpowiedni poziom by ulepszyć te które już posiadałem. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie umiejętności, ale system ich rozwoju niech by był na wzór TES: Skyrim. Czyli im częściej strzelasz np. z łuku, to polepszają ci się umiejętności łucznictwa + odblokowują się perki związane z tą umiejętnością. Wtedy to by miało sens, bo nie rozumiem dlaczego perki odpowiedzialne za broń nie-automatyczną znajdują się w "drzewku" percepcji, a te związane z bronią automatyczną w "drzewku" zręczności?

Eksploracja to kolejny mocny atut Fallouta 4, gdyż w grze jest cała masa fajnych lokacji do zwiedzania, w tym te historyczne. Sam Boston i okolice zostały naprawdę dobrze odwzorowane (nie to, że byłem w Bostonie, ale widziałem porównanie w Internecie ;) ).

Jeżeli chodzi o wady gry to bugów jest cała masa - mniejszych i większych. Od teleportujących się NPC, znikających broni, brakujących tekstur itd. Największą bolączką gry jest skopany system dialogów. Doceniam fakt nagrania iluś tam linii dialogowych, w tym dla postaci gracza (tak, teraz w Falloucie nasza postać nie jest niema), ale kto wpadł na pomysł że nasza postać ma zaledwie 4 opcje dialogowe do wyboru? I to nie jakieś rozbudowane, bo większość opcji dialogowych gracza sprowadza się do:

1. Tak
2. Nie
3. Dowiedz się więcej
4. Sarkazm

I to wszystko. Opcji sarkazm użyłem raptem jeden raz podczas dialogu z NPC. Do tego dochodzi możliwość perswazji NPC, która w żaden sposób nie zależy od naszej charyzmy, tylko od opcji szybkiego zapisu i szybkiego wczytania, bo nawet z charyzmą na 1 da się przegadać postać. Bullshit.

Testowałem grę na sprzęcie: i5-3470, 8 GB DDR3 SDRAM, GeForce GTX 770 2GB, a więc mieszczącym się w rekomendowanych zaleceniach. Mimo to zdarzały się dość często "chrupnięcia" i spadki fps. Optymalizacja w grze jest zdecydowanie na minus.

Najważniejsze pytanie to ile jest Fallouta w Fallout 4? Jeżeli chodzi o aspekt RPG, to bardzo, bardzo niewiele. Oryginalne Fallouty stanowią dziś kanon gier RPG. W nich mogłeś być kim chciałeś - od gwiazdy porno po boksera czy łowcę niewolników. Tu zaś Bethesda stworzyła produkt falloutopodobny. Są znane elementy serii, ale gra wydaje się pusta i odnosi się wrażenie, że nasza postać stanowi centrum tego świata nie zaś jego element. Brakuje poważnego, pełnego intryg, spisków czy walk politycznych świata. Brakuje po prostu wcielania się określoną rolę.

Podsumowując: Fallout 4 to gra dobra. Ba, nawet bardzo dobra, tyle, że nie dla fanów poprzednich części. Nowy Fallout jest strzelanką z elementami RPG, nie zaś produktem RPG pełną gębą. Gracze niezaznajomieni z Fallout 1 i 2 będą na pewno zachwyceni. Zaś New Vegas nadal będzie niedoścignionym wzorem.

Moja ocena: 7+/10


Tweet

© 2015 Zrecenzował Herflik

< Fallout 4